podjadek57
16.06.17, 14:49
Zandberg, Nowacka, Śpiewak - nieważne, kto zwycięży, byle był z lewicy. Nie chodzi tylko o samopoczucie wyborców z sercem po lewej stronie. Stawką jest jakość naszej demokracji. Trzeba powstrzymać PiS przed przejęciem miast i województw, ostatnich instytucji władzy niekontrolowanych przez Nowogrodzką. A kto wygra Warszawę, ten wygra Polskę.
Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów cyfrowej Wyborczej
Im bliżej przyszłorocznych wyborów samorządowych, tym więcej spekulacji, kto wystartuje w wyścigach w najważniejszych miastach. W Warszawie wiemy na razie, że Nowoczesna postawiła na dziennikarza i menedżera Pawła Rabieja. Decyzja ciągle czeka PiS, PO i lewicę.
Największy kłopot ma ta ostatnia. Jest w organizacyjnym rozdrobnieniu, więc tym bardziej nie wiadomo, kogo wybrać. Gotowość do walki o ratusz deklarował związany z ruchami miejskimi Jan Śpiewak, pojawiają się też informacje o możliwości kandydowania Adriana Zandberga jako wspólnego kandydata Razem i miejskich aktywistów.
Lewicy mogę poradzić – wyrażając pogląd sporej grupy obserwatorów życia publicznego – tylko jedno: ktokolwiek będzie waszym kandydatem, niech to będzie jeden człowiek. Jako wasz potencjalny wyborca boję się scenariusza, w którym Zandberg, Nowacka, Śpiewak, Agata Nosal-Ikonowicz plus jeszcze ktoś z SLD startują osobno i każde z nich zdobywa po kilka procent głosów, skutecznie eliminując lewicę z walki o drugą turę. Takie rozegranie stołecznych wyborów byłoby potwornym błędem o konsekwencjach brzemiennych nie tylko dla polityki warszawskiej, ale i krajowej.
Błąd byłby tym większy, że o Warszawę lewica naprawdę może powalczyć. PiS ma w stolicy potężny negatywny elektorat i nie ma kandydata. Jacek Sasin, były wojewoda mazowiecki i zastępca szefa prezydenckiej kancelarii Lecha Kaczyńskiego, udowodnił już w 2014 roku, że nie jest ulubieńcem warszawiaków, a teraz skompromitował się – również we własnej partii – fatalną inicjatywą metropolitalną. Wymieniany jako potencjalny kandydat Jarosław Krajewski – młody człowiek Mariusza Kamińskiego – jest praktycznie nieznany opinii publicznej. W komisji ds. Amber Gold, która miała go wykreować na polityczną gwiazdę, raczej nie błyszczy. Poza tym ludzie mogą nie dać się ponownie nabrać na patent: „Jestem nowy, atrakcyjny i niezależny, nazywam się Andrzej Duda”. Jeden bezwolny, sterowany z tylnego siedzenia prezydent chyba wystarczy. Wreszcie – ostatnie nazwisko na tej giełdzie – wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki ze swoim talentem do gaf i niezręcznych wypowiedzi sam będzie najgorszym wrogiem swojej kandydatury.
Ktokolwiek więc wejdzie z kandydatem PiS do drugiej tury, ma szansę wygrać. A nie jest wcale oczywiste, że pewne miejsce musi mieć w niej ktoś z PO. Cały spory dorobek partii w Warszawie obciąża kwestia reprywatyzacji. Komisja weryfikacyjna, pisowskie prokuratura i media zadbają, by sprawy przekrętów w nieruchomościach dominowały w debacie publicznej przez następny rok. A do tego głos centrowo-liberalny podzieli się między kandydata PO i Rabieja. No i w wielu kwestiach, jakie stają się coraz bardziej istotne dla mieszkańców – na czele z mieszkalnictwem, ładem przestrzennym, usługami publicznymi, prawem do terenów zielonych – Platforma i Nowoczesna nie będą dla wyborców wiarygodne.
Toteż Nowacka czy Zandberg z poparciem wszystkiego, co na lewo od Nowoczesnej, ma szansę rzutem na taśmę zająć drugie miejsce w pierwszej turze i powalczyć o prezydenturę. Jej zdobycie byłoby dla lewicy potężnym zastrzykiem energii. Przypomniałoby potencjalnym sympatykom, że nie tylko istnieje, ale jeszcze jest w stanie wygrywać. Rządy w największym i najbogatszym mieście w kraju mogłyby stać się laboratorium progresywnej polityki, skupionej na rozwiązywaniu problemów, jakie – mimo dzielącego je morderczego konfliktu – dwie prawice rządzące na przemian Polską od 2005 roku zgodnie do tej pory ignorowały.
Jeśli jednak lewica ruszy do wyborów gromadą, pospolitym ruszeniem zajętym walką między sobą, nie tylko przegra, ale również udowodni wyborcom, że nie można jej traktować poważnie. A to może pogrzebać szansę lewicowych list w wyborach parlamentarnych. Ludzie dojdą do wniosku, że stawiając przy jej kandydatach krzyżyk, marnują głos.
Zwłaszcza Partia Razem, jeśli chce się liczyć jako poważna siła, nie może wyjść z samorządowego głosowania z niczym – bez radnych w sejmikach wojewódzkich i radach dużych miast. Nawet najwierniejsi zastanawialiby się wtedy, czy jest sens głosować na partię, która nie jest zdolna zapewnić swoim zwolennikom realnej, politycznej reprezentacji. Ich bardziej liberalna część odpłynie wtedy do Nowoczesnej lub PO, bardziej antyestablishmentowa – do PiS.
SLD jest od Razem większe, bardziej rozpoznawalne i nieźle zakorzenione – rządzi przecież w Częstochowie i Rzeszowie. Ale i Sojuszu dotyczy ten sam problem – bardzo słaby wynik wyborczy – wyeliminowanie z sejmików wojewódzkich – nasiliłby przekonanie, że to partia skończona, martwa, niezdolna już wrócić do poważnej gry parlamentarnej.
Dlatego tam, gdzie to tylko możliwe, buduj, lewico, jak najszersze sojusze. Wiem, że dla aktywu Razem wewnętrzny spór z modelem polityki symbolizowanym przez SLD jest bardzo istotny tożsamościowo, ale na poziomie lokalnym łatwiej konstruować nieoczywiste alianse – a lewa strona jest na nie skazana, by w ogóle pozostać w grze.
Tak, wiem – wszystko powyższe brzmi jak politologiczne dzielenie włosa na czworo. Ale nie chodzi tylko o samopoczucie wyborców z sercem po lewej stronie. Stawką jest jakość polskiej demokracji.
Trzeba powstrzymać PiS przed przejęciem miast i województw, by nie padły ostatnie instytucje władzy niekontrolowane przez Nowogrodzką. W kraju rządzonym przez Kaczyńskiego także na poziomie lokalnym będziemy mogli zapomnieć choćby – by wymienić coś ze spraw bliskich sercu nie tylko ortodoksyjnych lewicowców – o poszukującym, poruszającym kontrowersyjne tematy teatrze – bo te w większości prowadzą samorządy.
Jednak równie ważne jest to, by wyjść poza wyjaławiający życie publiczne i demoralizujący obie strony spór PiS anty-PiS. W samorządach, gdzie od haseł o „zdradzonych o świcie” w Smoleńsku ważniejsze są konkrety, taka trzecia opcja, nastawiona na rozwiązywanie realnych problemów, ma się szansę wyłonić. Ale tylko wtedy, jeśli nie pozarzyna się wcześniej w wewnętrznych walkach.
wyborcza.pl/7,75968,21966178,lewico-blagam-nie-przerznij-samorzadow.html