diabollo
28.10.26, 06:57
Wojciech Orliński
Siły ciemności
Muska, Thiela i Vance’a łączy głęboka nienawiść do Ukrainy – tak wisceralna, że aż się można zastanawiać, co Ukraińcy im zrobili złego. Łatwo to wyjaśnić.
Zokazji setnych urodzin Gdyni (wszystkiego najlepszego!) w gdyńskim Konsulacie Kultury zorganizowano wydarzenie „Horyzonty pokoju”. Wystąpili Aleś Bialacki, Norman Davies, Richard Flanagan i Andrij Lubka, prowadziła Katarzyna Kasia i wszystkie te wystąpienia były wspaniałe i niezapomniane. To jednak jest felieton, a nie relacja, skupię się więc na tym, co mówił Andrij Lubka – ukraiński pisarz, który łączył się z nami ze swojej jednostki przez internet.
Przepraszam pozostałych mówców, na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że (jak widać z innych moich tekstów) wojnę w Ukrainie uważam za najważniejszy temat współczesności. Zależą od niej wszystkie nasze plany na przyszłość (a nawet to, czy w ogóle będziemy mieć jakąkolwiek przyszłość). Najchętniej czytałbym i pisałbym tylko o niej, chociaż oczywiście rozumiem, że nie żyjemy w czasach Remarque’a, więc media nie mogą publikować tekstów typu „Na wschodzie bez zmian”.
Lubka, jak mówił, zgłosił się na ochotnika, ale nie dlatego, że „lubi być żołnierzem”. Nie może się doczekać, żeby przestać nim być i wrócić do swojego normalnego życia – jako pisarza, nauczyciela, ojca, męża i wędkarza. Zgłosił się nie z miłości do życia wojskowego, tylko do życia cywilnego, bo zwycięstwo Rosji oznaczałoby jego koniec. Co mnie szczególnie zaciekawiło w wystąpieniu Lubki, on ten koniec widzi dwojako. Na pierwszym planie jest geopolityczna oczywistość. Przywrócenie rosyjskiej dominacji w Ukrainie oznaczałoby biedę, terror, ludobójstwo, czyli te trzy rzeczy, które Rosjanom wychodzą najlepiej. Z powodzeniem realizują je na tych 20 proc. terytorium Ukrainy, które udało im się zająć.
Jest jednak jeszcze drugi aspekt, który dotyczy całego świata. Front w Ukrainie to nie tylko front między dwoma państwami, ale dwiema ideologiami. Jedną z nich jest tradycyjna demokracja liberalna, drugą coś, co Lubka nazywał technofaszyzmem, ale funkcjonuje to pod wieloma określeniami.
Internetowy przedsiębiorca Peter Thiel – jedyne nazwisko, które wymienił Lubka – finansuje rozmaite projekty polityczne, czasem nazywane „ciemnym oświeceniem”, „arystopopulizmem”, „neoreakcjonizmem” albo „alt right”. Thiel jest inwestorem, więc stoi nie za konkretną technologiczną firmą, lecz za funduszem inwestycyjnym Founders Found, który z kolei stoi za wieloma. Spośród tych, których wypromowały jego pieniądze, najbardziej znany jest Elon Musk, ale Thiel miał swój udział w sukcesach Facebooka, Palantira i wielu start-upów AI. To świat biznesu, a w świecie polityki najbardziej znanym otwartym sympatykiem tych ruchów jest wiceprezydent J.D. Vance. Muska, Thiela i Vance’a łączy głęboka nienawiść do Ukrainy – tak wisceralna, że aż się można zastanawiać, co Ukraińcy im zrobili złego. Łatwo to wyjaśnić.
„Ciemne oświecenie” zawdzięcza nazwę temu, że jego celem jest cofnięcie społeczno-politycznego dziedzictwa epoki oświecenia (łaskawie godzą się zostawić dziedzictwo naukowe). Co za tym idzie, chcą skasować demokrację i przywrócić monarchię absolutną (niekoniecznie pod tą nazwą) oraz zasadę „koncertu mocarstw”, zgodnie z którą duże państwa mogą robić z małymi państwami, co chcą. Imperialistyczny neocarat Putina to ich naturalny sojusznik – w Rosji z oświeceniem co prawda zawsze było krucho, ale jeśli chodzi o „ciemność”, mają jej skolko ugodno.
Z Putinem im po drodze, bo ich celem jest stworzenie ustroju, w którym prawa mają tylko nieliczni bogacze, a cała reszta będzie zredukowana do bezwolnej masy. Szary obywatel ma być pozbawiony prawa do jakiegokolwiek protestu, ma tylko radośnie machać chorągiewką, gdy oligarchia zademonstruje mu jakiś bezsensowny gadżet w rodzaju „latającego samochodu”. Rosja już ma podobny system, dlatego ludziom Trumpa łatwiej się dogadać z ludźmi Putina niż z Zełenskim czy z Unią Europejską. Wygrana Rosji w Ukrainie wzmocniłaby ruchy „ciemnego oświecenia” na całym świecie. Także w Stanach Zjednoczonych, gdzie na razie neoreakcjonistom brakuje siły, żeby przeforsować zmiany ustrojowe.
W razie wygranej Putina w Ukrainie z Rosji popłyną strumienie pieniędzy. Nie do kieszeni przeciętnych Amerykanów, tylko dla wyselekcjonowanych przez władzę oligarchów – dokładnie tak jak oligarchię w Rosji budował Jelcyn. „Ty dostaniesz ropę, ty gaz, a ty nikiel”. Rosjanie teraz jednym proponują kontrakty przy budowie tunelu pod Cieśniną Beringa, innym „centra obliczeniowe zasilane z rosyjskich elektrowni atomowych”, jeszcze innym dochody z eksportu rosyjskich surowców. To by uczyniło oligarchię z Krzemowej Doliny jeszcze potężniejszą niż obecnie, a wtedy naprawdę mogliby wcielać w życie przerażające pomysły ustrojowe „ciemnego oświecenia”.
Warto o tym pamiętać, gdy śledzimy informacje z Ukrainy. Stawka jest większa niż tylko kreski na mapie. To jest wojna o prawo zwykłego człowieka do życia w wolności i dostatku, także w Polsce, także w USA, także w Norwegii i gdziekolwiek bądź. To wojna światła z ciemnością.
Polityka 44.2026 (3588) z dnia 27.10.2026; Felietony; s. 92