kociak40
08.02.19, 17:21
Przytoczę autentyczny fakt, który mnie nawet zadziwił.
Kilkanaście lat temu byłem z wizytą u kolegi mieszkającego w innej
dzielnicy Warszawy. Wizyta trochę się przedłużyła, wychodzę, jest późny
wieczór, ciemno już, zimno i pada ulewny deszcz. Wychodzę z klatki
bloku, a ty przed klatką stoi taksówka i jest w niej kierowca.
Wolny? Wolny! Wsiadam i jedziemy. Kurs nie jest daleki. Mnie się trochę
spieszy. Taksówka zatrzymuje się pod blokiem gdzie mieszkam. Na liczniku
jest 36 zł i 28 groszy do zapłacenia. Wysiadam, aby łatwiej wyciągnąć portfel,
wyjmuje 50 zł i przez otwarte drzwi taksówki podaje banknot taksówkarzowi.
Cały czas leje deszcz. Mówię - "proszę, reszty nie trzeba!". Taksiarz nie odbiera
podawanego mu banknotu, tylko z pudełka z jego pieniędzmi zaczyna coś
"szperać" i odliczać monety. Mnie się spieszy i stoję na deszczu. Jeszcze
raz powtarzam - "reszty nie chcę!". On mówi na to - "nie przyjmę pańskiego
banknotu jak nie wydam reszty!". Jakiś "dziwak" pomyślałem o nim.
Wdał mi "garść" monet i odebrał banknot. Bardzo mnie to zdziwiło.
Jakiś czas po tym wydarzeniu, znowu jestem u tego kolegi i opowiadam mu
ten przypadek. Kolega mnie informuje, że kierowca taksówki jest ŚJ i musi
postępować uczciwie. Czy u katolików jest choć jeden "sprawiedliwy", co by
postąpił tak samo?