shirco00
01.06.12, 11:47
Pisze bo muszę się wygadać. Od dłuższego czasu mam już serdecznie wszystkiego dość. Jestem introwertyczką, która dorastała w lekko patologicznych warunkach. Finansowo nie było najgorzej, ale mój tata sprawił, że nabawiłam się niechęci do mężczyzn bo był despotyczny. Zawsze byłam chłopczycą i marzyłam, żeby ojciec chciał mnie czegoś nauczyć z "męskiego fachu", ale nie, on nigdy nie miał czasu. Dziś czuje się jak ścierwo za przeproszeniem bo nie umiem się dostosować nie umie się odnaleźć w "kobiecym" świecie, a z facetami muszę rywalizować. Nie mam drygu do makijażu, lubię się gustownie ubrać na specjalne okazje, ale na co dzień chodzę bardzo luźno bo inaczej czuje się nieswojo, mam tzw. męskie zainteresowania od dziecka (komputery, gry, samochody- uwielbiam prowadzić). Zawsze chodzę własnymi drogami co mi jedynie coś dobrego przyniosło za granicą. W Polsce nie mam pracy bo czuje się jak pierdzielony alien przez ten mój charakter :( i nie umiem się przebić. Nie wyobrażam sobie parzyć kawę, plotkować i stosować lizodupstwo stosowane wobec kierownictwa, a to jest najwyraźniej najważniejsza przepustka do kariery. Najlepiej się czuje w samotnej pracy z racji mojej introwersji, tylko kto mi da szansę. Nie chce się użalać jak mam zajęcie to czuje, że mogę góry przenosić, ale napadają mnie coraz częściej samobójcze myśli. Nie dość, że miałam zbabrane dzieciństwo to jeszcze muszę pokutować za zbabrany charakter. Jedyne co mnie trzyma przy nadziei to mój chłopak, który jest przeciwieństwem mojego ojca, ale ja nie chce żeby się moje humory na nim odbijały :( Proszę mi nie sugerować wizyty u psychologa, bo nie chce wydawać na takowego pieniędzy. Wiem co mi dolega, chce tylko, żeby mi ktoś powiedział, że da się żyć będąc porytym i że komuś udało się wyjść z depresji i wprowadzić swoje życie na dobre tory. Błagam o jakiś przykład, to dla mnie będzie bardziej motywujące i budujące niż jakieś prochy.
Dzięki.