Dodaj do ulubionych

niekochane dzieci

11.01.05, 19:33
czy są wśród Was niekochane dorosłe dzieci,które nie były przytulane,którym
nikt nie dał ciepła w domu rodzinnym?jak sobie radzicie?czy jest szansa na
pojednanie się z dysfunkcyjnymi rodzicami i czy takie pojednanie jest
potrzebne?
Obserwuj wątek
    • rzeznia_nr_5 Re: niekochane dzieci 11.01.05, 19:34
      Takie straty są już nie do odrobienia.
      • thistle1 Re: niekochane dzieci 11.01.05, 19:35
        no weź mnie nie załamuj...
        • grzegorz961 Re: niekochane dzieci 11.01.05, 20:52
          tez uwazam ze to sa sprawy nie do odrobienia. i prosze nie myslic pojednywania
          sie z powrotem do zdrowia takiej pokrzywdzonej osoby. mozna sobie z rodzicami
          pogadac i sie posciskac, ale nie ma to wiekszego znaczenia, tak przynajmniej uwazam
          • looserka Re: niekochane dzieci 11.01.05, 20:56
            No,tak...
            Niestety.
            • suchyxxx Re: niekochane dzieci 11.01.05, 21:23
              Mam kolgę co był niekochany przez mamę i tatę tylko jego siostrzyczka była
              zawsze lepsza i ją głaskano itp a jego uważano za psotkinka i nieuka...Zależy od
              charakteru bo on teraz ćpa,pije i zadaje się z osiedlowym "towarzystwem" więc
              niestety on się poddał i uważa że jest gorszy...ale jakby leczył się z tego u
              psychologa to by było ok chyba.Ale on był u psychologa kilka razy ale tylko na
              rozmowach a na terapii nie.Ma złe podejście do życia i do ludzi co chcą mu pomóc
              bo tej pomocy nie przyjmuje i ukrywa w sobie ten ból z dzieciństwa.Ale
              nieważne.Zależy od człowieka.Jeden ćpa drugi idzie do psychologa/psychiatry a
              3ci poddaje się depresji a jeszcze 4ty wogóle jakoś nie odczuwa i żyje normalnie
              mimo braku miłości
    • lisette Re: niekochane dzieci 11.01.05, 21:43
      Pewnie znacie klasyczna juz ksiazke na ten temat Susan Forward "Toksyczni
      rodzice". Autorka -terapeutka z duza praktyka podaje w niej rowniez praktyczny
      sposob jak pozbyc sie tej trucizny z dziecinstwa. Polecam, chociaz ksiazka jest
      bardzo trudna w odbiorze, szczegolnie jak ktos mial smutne dziecinstwo, brak
      milosci itp. Ale oczyszczajaca. Warto przez to przejsc. Ja przeszlam i nie
      zaluje.
      • vinja Re: niekochane dzieci 11.01.05, 22:38
        lisette napisała:

        > Pewnie znacie klasyczna juz ksiazke na ten temat Susan Forward "Toksyczni
        > rodzice". Autorka -terapeutka z duza praktyka podaje w niej rowniez praktyczny
        > sposob jak pozbyc sie tej trucizny z dziecinstwa. Polecam, chociaz ksiazka jest
        >
        > bardzo trudna w odbiorze, szczegolnie jak ktos mial smutne dziecinstwo, brak
        > milosci itp. Ale oczyszczajaca. Warto przez to przejsc. Ja przeszlam i nie
        > zaluje.

        Mnie ta książka nie pomogła w niczym ...w ogóle nic mi nie pomogło i nie pomoże
        w tym temacie ...ani terapie oczyszczające , ani wizualizacje , ani
        psychooanaliza...
        To siedzi zbyt głęboko.
    • sylwek07 Re: niekochane dzieci 11.01.05, 21:45
      suchyxxx spruboje Ci to wytlumaczyc,Twoj kolega poszedl do tych osob poniewaz
      Oni dali mu to czego On potrzebuje(potrzebowal,a nie dostal od rodzicow)a ze za
      jakis czas to sie zmieni to On sie tym nie przejmuje woli zyc dzisiejszym dniem
      i co daja teraz Ci ludzie..a takim ludziom trzeba pomagac(wspomagac)ale jak to
      zastosowac kiedy ludzie sa uczuleni na slowo (pomoc)i to jest smutne w tym
      wszystkim,,zycze Wam Milosci :))
      • suchyxxx Re: niekochane dzieci 11.01.05, 22:03
        """"suchyxxx spruboje Ci to wytlumaczyc,Twoj kolega poszedl do tych osob poniewaz
        Oni dali mu to czego On potrzebuje(potrzebowal,a nie dostal od rodzicow)a ze za
        jakis czas to sie zmieni to On sie tym nie przejmuje woli zyc dzisiejszym dniem
        i co daja teraz Ci ludzie""""

        Wiem:) dlatego to napisałem nie żebym miał do niego żal że tak robi i nie
        wytykam go bo pewnie sam bym tak reagował chociaż ja już wpadłem w nałóg palenia
        i biorę leki uspakajające co tak naprawdę niewiele dają ale to już z innych
        przyczyn.W poniedziałek mam spotkanie z lekarzem co ustali na jaką terapię mam
        chodzić i czy mam brać leki czy nie bo ja nie chcę chyba że uspakajacze
        • lucyna_n Re: niekochane dzieci 12.01.05, 00:21
          ale to wlasnie uspokajacze sa najgorsze, przedewszystkim uzalezniaja jak jasna cholera. Jezeli juz to
          lepiej probowac trafic w odpowiedni antydepresant.
    • mskaiq Re: niekochane dzieci 12.01.05, 05:08
      Ja mialem brata, ktory byl zawsze bardziej "kochany" niz ja. Kiedy bylem maly
      potrafilem sie zalic nad soba. To bylo straszne, przynosilo czesto placz i
      niechec do wszystkiego.
      Dzisiaj na szczescie rozumiem jak zla rzecza jest zalenie sie nad soba. Nie
      robie tego chocby byla przyczyna lepiej niz dobra. W ten sposob unikam dola,
      potrafi byc silny.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • thistle1 Re: niekochane dzieci 12.01.05, 13:31
      bo ja się ostatnio zastanawiam,czy porozmawiac szczerze z matką,powiedzieć
      jej,co o niej myślę,że przez nią leczę się psychiatrycznie,ona tego nie
      wie,mysli,że wiodę normalne życie,ale czy zrozumie?tak długo,jak się nie
      pozbędę nienawiści do matki,tak długo nie wygrzebię sie ze swoich problemów,tak
      mi się wydaje.czy jest na tym forum ktoś,kto porozmawiał z matka o swoim
      dzieciństwie,nie chodzi mi o żale,tylko szczerą rozmowę,ujawnienie swych
      negatywnych uczuć i czy to cos z mieniło w jego życiu?
      • thistle1 Re: niekochane dzieci 12.01.05, 13:33
        a gdybym napisała do niej list...i wszystko w nim szczerze wyznała...czy to
        jest dobry pomysł?czy poroniony?
        • suchyxxx Re: niekochane dzieci 12.01.05, 14:01
          Może Twoja matka wie że to przez nią??W sumie wyrzucibym to z siebie ale to nie
          dokońca chyba jej wina co??Przecież że jesteś chora na coś tam i leczysz się to
          Twoja zasługa bo Ty wpędziłaś siebie w chorobę.Matka też była niedobra ale
          chorobę to Ty spowodowałaś a matka co najwyżej była zła więc sam nie wiem
      • romy_sznajder Re: niekochane dzieci 12.01.05, 14:16
        Mało kto świadomie krzywdzi własne dzieci.
        Wszyscy jesteśmy ofiarami ofiar i już.
        Ja się nasłuchałam, jak to ja nie dawałam sie głaskać i że to moja wina (choć
        jakies powazne rozmowy oodpuściłam, to było mimochodem, przy okazji).
        Co mi zostało, to tyle, że nie znoszę głaskania i przytulania do dziś, a
        wylewne amerykańskie filmy, gdzie pod koniec rozmowy interlokutorzy padaja
        sobie w objęcia budzą u mnie odruch wymiotny.
        Zachowuje dystans. Przestrzeń. I tyle.
        Nie czuję sie ofiara, bo nie lubię się tak czuc, a książkę Forward uważam za
        bardziej toksyczna od wielu rzekomo toksycznych rodziców.
      • malcolm-x Re: niekochane dzieci 12.01.05, 15:50
        thistle1 napisała:

        > bo ja się ostatnio zastanawiam,czy porozmawiac szczerze z matką,powiedzieć
        > jej,co o niej myślę,że przez nią leczę się psychiatrycznie,ona tego nie
        > wie,

        obawiam sie ze takie wyznanie nic nie da. ale wszystko zalezy od tega jaką
        osobą jest twoja matka. niektórzy ludzie po prostu wiedzą to co chcą wiedzieć i
        pamiętają to co chcą pamietać.
      • nudnezyciezzz Re: niekochane dzieci 12.08.17, 11:10
        Uważam że to bardzo zły pomysł, matka niczego nie zrozumie, dodatkowo będziesz bardziej zdenerwowany i rozżalony.
        Próbowałam rozmawiać z moją, usłyszałam że ona nie pamięta żadnej takiej sytuacji, że wydziwiam, że jestem niewdzięczna, że zawsze byłam "dziwnym" dzieckiem i tak dalej. W moim przypadku żal narósł i wku...enie.
    • mskaiq Re: niekochane dzieci 12.01.05, 14:10
      Mysle ze rozmowa z Matka moglaby Ci pomoc gdyby Twoja Matka rozumiala co robila
      zle, ale boje sie ze Ona nie rozumie tego. Gdyby rozumiala to Sama przyszlaby
      do Ciebie. Mysle ze Ona wierzy ze nigdy nie bylo zadnego problemu.
      Masz jednak calkowita racje ze tak dlugo jak siedza nie wybaczone sprawy
      pomiedzy Toba a Matka tak dlugo bedziesz miala doly i depresje.
      Nie mniej aby pozbyc sie tych problemow nie potrzebujesz ich opowiedziec Swojej
      Matce. Ty musisz wybaczyc, musisz pozbyc sie zalu do Niej, i nie budowac w
      Sobie poczucia wlasnej krzywdy.
      Nie mam watpliwosci ze ten zal i poczucie krzywdy sa bardziej niz uzasadnione
      tyle ze one sa skierowane przeciwko Tobie.
      Im wiecej tego bedzie w Tobie tym wiecej bedziesz cierpiec. Ja nauczylem sie
      unikac takich mysli. Wiem ze potrafia zmienic zycie w cierpienie jesli
      pozwolisz na to.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • thistle1 Re: niekochane dzieci 12.01.05, 14:31
        suchy,masz troche racji,choc nie do końca,to ona wyposażyła mnie w lęk przed
        ludźmi,nie będę opisywać ,jaka była,ale miałam przez nia schrzanione
        dzieciństwo ,a teraz młodość.masz troche racji,że sama przyczyniam się do
        swoich problemów emocjonalnych,przecież nie mieszkam z matką już 10 lat,a
        dopiero od dwóch lat zaczęłam 'naprawiać' jej błędy.wiem,że nie mogę zrzucic na
        nią wszelkich swoich niepowodzeń,bo to tak jak bym uchylała się od
        odpowiedzialności,ale to silniejsze ode mnie.


        maskaiq,trudno jest mi wybaczyć bez rozmowy,tak sobie powiedzieć,że wybaczam i
        koniec,zdusić w sobie negatywne uczucia,bo to sie objawia bólem fizycznym.
        dla mnie unikanie nie wydaje się dobrym sposobem.
        • romy_sznajder Re: niekochane dzieci 12.01.05, 15:09
          Trudno wybaczyć bez rozmowy? Dlaczego?
          Chyba, że chcesz, żeby biła sie w piersi.
          Czytałam kiedyś tekst o wybaczaniu w "Nesweeku".
          Jakie to uzdrawiające.
          I jako przykład podano JP II, który wybaczył Agcy nieudany zamach.
          Autor tekstu pytał retorycznie, czy ktokolwiek z nas zdobyłby się na taki gest,
          skoro nie umiemy wybaczyć np. kolesiowi, który sie wciska bez kolejki.
          Otóz ja takie teksty mam za manipulację.
          Bo koles z kolejki nie zaprząta sobie głowy naszym wybaczeniem, a Agca okazał
          skruchę. Dlatego takie wybaczenie jest zbyt łatwe. Mnie tym papież nie
          zaimponował.
          Tym się właśnie różni wybaczenie od kontraktu - przyznasz się, okażesz skruchę,
          poprosisz o wybaczenie, a ja może, zastanowię się...
          Albo wybaczasz, albo stawiasz warunki, tak myslę.

          Ośmiele sie zasugerować, że list to dobry pomysł. Nabluzgaj, nakrzycz, nie
          oszczędzaj. I koniecznie porozczulaj się nad sobą. Mówię serio. To oczyszcza.
          Ale nie wysyłaj.
    • mskaiq Re: niekochane dzieci 12.01.05, 14:49
      Czy uwazasz ze lepiej jest cierpiec? Mysle ze lepiej unikac cierpienia. Sa
      uczucia ktore przynosza cierpienia, unikam ich.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • torquemada wiele razy.. bardzo wiele razy 12.01.05, 16:26
      myślałam, że sobie z tym poradziłam

      ale wiem.. że akurat z przeżyciami z dzieciństwa - nie poradzę sobie nigdy..
      to jest zbyt silne, zbyt bolesne i siedzi zbyt głęboko..

      przeybiera tylko inne formy..
    • thistle1 Re: niekochane dzieci 12.01.05, 17:57
      Romy,masz całkowitą rację,że ''wszyscy jesteśmy ofiarami ofiar'',dodam,że
      naszym obowiązkiem jest przerwać pasmo tragedii.ale z drugiej strony
      zdanie ''wszyscy jesteśmy ofiarami ofiar'' usprawiedliwia zachowanie mojej
      matki.
      Twoje słowa:''rozmowy oodpuściłam, to było mimochodem, przy okazji).
      Co mi zostało, to tyle, że nie znoszę głaskania i przytulania do dziś, a
      wylewne amerykańskie filmy, gdzie pod koniec rozmowy interlokutorzy padaja
      sobie w objęcia budzą u mnie odruch wymiotny.
      Zachowuje dystans. Przestrzeń. I tyle.
      Nie czuję sie ofiara, bo nie lubię się tak czuc''
      budzą we mnie grozę.

      mnie moja matka nigdy nie przytuliła,przez to czuję się okaleczona,nie potrafię
      okazywać uczuć,przytulić,ale mimo to pragnę ciepła czyichś ramion.czyżby
      stłamszono w Tobie potrzebę bliskości?:(ludziom chorym na autyzm dotyk sprawia
      ból,ale nie spotkałam jeszcze nikogo obojętnego na przytulenie i
      niepotrzebującego przytulenia.nie czujesz się ofiarą?jeśli matka nas nie
      nauczyła bliskości,będziemy mieć trudność z nauczeniem jej naszych dzieci i
      wtedy one moga stać się ofiarami.

      malcolm
      ''niektórzy ludzie po prostu wiedzą to co chcą wiedzieć i
      pamiętają to co chcą pamietać''
      mądre słowa.dlatego trzeba pogodzić się z bezsilnością,że nie mamy na nich
      wpływu,możemy jedynie zmienić siebie

      nie oczekiwać niczego,ale wyrażać swoje prawdziwe uczucia bez udawania kogoś
      innego niz się jest.a to chyba na zdrowie nam wyjdzie:)

      Romy
      to ciekawe co piszesz o Papieżu.wybaczenie jest czymś okropnie trudnym,trzeba
      miec w sobie dużo miłości do innych ludzi albo głęboko wierzyć w Boga,aby
      posiąść zdolność wybaczania.ja niestety jestem zbyt słaba.nie chcę sobie
      wmówić,że musze wybaczyć,bo tak robi dobry człowiek,nie chcę się
      oszukiwać.można na pokaz komuś wybaczyć,aby dać przykład innym,że jest się
      dobrym człowiekiem,ale uczuć nie da się oszukać.
      prawda,że łatwo jest wybaczyć,gdy ktoś okaże skruchę,ale jakze cięzko,gdy ktoś
      nie widzi swojej winy.wiem,że matki nie zmienię,ale jeśli nie spróbuję,nie
      przestanę żyć w kłamstwie.mi nie chodzi o matkę,a o siebie.

      maskaiq,
      tu nie chodzi o to by cierpieć,tu chodzi o to,by być szczerym wobec matki i
      siebie.nie tłamsić uczuć,bo one wychodzą poprzez ciało.nie umiem sobie
      wmówić,że wybaczam.

      torqemado,
      nie poddawaj się,o siebie trzeba walczyć.
      • romy_sznajder Re: niekochane dzieci 12.01.05, 19:42
        Na pewno się różnimy. Co wcale nie znaczy, że ja jestem cyborgiem, a Ty
        egzaltowaną, płaczącą na filmach romantyczką.
        Mnie chodziło o to, że korzyści z "oczyszczania" relacji są często złudne, a
        czasem po prostu jednostronne.
        Mam znajomą, która pisze o psychologii w pewnym kolorowym miesięczniku. Temat
        dotyczył psychoterapii, jedną z bohaterek teksu osoba z problemami, za które
        wini matkę. Po ponad roku dojrzewa do rozmowy z rzeczoną. Tylko to nie była
        rozmowa. Ona te narosłe prestensje wykrzyczałą, wywrzeszczała, "wyrzygała" -
        ośmielę się powiedzieć. Skrzywdziła tę matkę strasznie. Tyle, że ta kobita
        miała na tyle rozsądku, że napisała potem do "córuni": "Ja po prostu chciałam
        dla ciebie jak najlepiej".
        Tylko ile matek, zamiast pogrążyć się w rozżaleniu, poczuciu
        niesprawiedliwości, zdziwienu nad niewdzięcznością - byłoby w stanie tak
        odpowiedzieć na zarzuty o zmarnowanym życiu?
        Nie musze chyba dodawać, że wydawca gazety nie dał miejsca na taką refleksję.
        No bo w modzie jest gadka: "Wy mi to zrobiliscie", "Jesteście toksyczni".
        Jasne, niekiedy tak jest.
        Chodzi o to, żeby umieć przyjąć racje drugiej strony, a nie tylko wyrzucić z
        siebie złość, nie patrząc, gdzie leci. To chciałam powiedzieć w poprzednim
        poście. Że koszty mogą byc większe, niż korzyści.
        • thistle1 Re: niekochane dzieci 12.01.05, 20:02
          Romy,zgadzam się z Tobą w zupełności.mi nie chodzi o pretensje,tylko o spokojne
          opowiedzenie matce,co do niej czułam,jakie miałam dzieciństwo,jaki jest teraz
          kontakt miedzy nami,chodzi mi o ustalenie realnie istniejących relacji bez
          udawania.ona zrobi co zechce z tym,co powiem.podajesz skrajny przykład
          pacjentki.to nie jest dowód,aby z rodzicami nie rozmawiać.tak się składa,że
          jestem po terapii grupowej,gdzie uczyliśmy się rozmawiać z najbliższymi,dużo
          scenek w formie dramy.wiem,że to trudne,najłatwiej jest demonstrowac złość albo
          uległość,nauczyłam się,jak powinna przebiegac taka rozmowa-stanowczo lecz bez
          agresji i uległości.głównie mówienie o uczuciach.
          tak,przyjąć racje drugiej strony,tylko większość dorosłych dzieci ma problem z
          asertywnością,więc dają się przegadać i wpędzić w poczucie winy,tego się
          boję,że matka zrobi ze mnie osła.

          teraz nic nie piszesz o przytulaniu,znaczy ,że dla Ciebie to nie jest
          problem,skoro nie jest,nie będę sie wtrącać.
          • 100krotki Re: niekochane dzieci 12.01.05, 20:16
            thistle1 napisała:

            >najłatwiej jest demonstrowac złość albo
            >
            > uległość,nauczyłam się,jak powinna przebiegac taka rozmowa-stanowczo lecz bez
            > agresji i uległości.głównie mówienie o uczuciach.
            > tak,przyjąć racje drugiej strony,tylko większość dorosłych dzieci ma problem
            z
            > asertywnością,więc dają się przegadać i wpędzić w poczucie winy,tego się
            > boję,że matka zrobi ze mnie osła.

            a jednak ciągle przewija się u podstaw strach.
            strach przed...
            ale czy należy z racji swojego strachu winę "przerzucić na matkę? na rodziców?
            może tych rodziców wcześniej też skrzywdzono brakiem miłosci czy akceptacji?

          • romy_sznajder Re: niekochane dzieci 12.01.05, 20:47
            > jestem po terapii grupowej,gdzie uczyliśmy się rozmawiać z najbliższymi,dużo
            > scenek w formie dramy.wiem,że to trudne,najłatwiej jest demonstrowac złość
            albo
            >
            > uległość,nauczyłam się,jak powinna przebiegac taka rozmowa-stanowczo lecz bez
            > agresji i uległości.

            Więc pamiętaj, że masz przewagę. Nie wszyscy są po terapii, a większość nie ma
            pojęcia o zasadach ramowy, co nie znaczy, że nie ma uczuć

            > teraz nic nie piszesz o przytulaniu,znaczy ,że dla Ciebie to nie jest
            > problem,skoro nie jest,nie będę sie wtrącać

            Nie jest. Zresztą wydawało mi się, że "uzdrawianie" relacji nie sprowadza się
            do przytulania. Dlatego nie pisałam.
            Ale rozumiem, że dla Ciebie to ważne i myślę, że taka postawa wiele ułatwia.
            Serio.
            No, chyba, że Twoja mama jest tak zdystansowana, jak ja:)
            Pozdrawiam, powodzenia.

            • romy_sznajder Re: niekochane dzieci 12.01.05, 20:50
              napisałam
              > większość nie ma pojęcia o zasadach ramowy, co nie znaczy, że nie ma uczuć
              a chciałam napisać o "zasadach rozmowy", ofkors
        • 100krotki Re: niekochane dzieci 12.01.05, 20:12
          romy_sznajder napisała:

          >"Wy mi to zrobiliscie", "Jesteście toksyczni".
          > Jasne, niekiedy tak jest.
          > Chodzi o to, żeby umieć przyjąć racje drugiej strony, a nie tylko wyrzucić z
          > siebie złość, nie patrząc, gdzie leci. To chciałam powiedzieć w poprzednim
          > poście. Że koszty mogą byc większe, niż korzyści.

          i matka, która napisała po tym "wyrzyganiu córki" do niej "moja kochana
          córeczko..." zrozumiała i przyjęła racje 'drugiej strony'
          i chyba prawidłowo, bo to jednak matka powinna być dojrzalsza....także
          emocjonalnie zwłaszcza wtedy, kiedy...naprawdę chciała dla córki dobrze.
          a córce chyba lżej się zrobiło po tym "wyrzyganiu"
          może nie od razu, ale z czasem?
          • romy_sznajder Re: niekochane dzieci 12.01.05, 20:39
            > a córce chyba lżej się zrobiło po tym "wyrzyganiu"
            > może nie od razu, ale z czasem

            Podobno nie po wyrzyganiu, tylko po liście.
            Wyrzyganie było sugestią terapeuty.
            Skrajny przykład źle prowadzonej terapii.
            • 100krotki Re: niekochane dzieci 12.01.05, 20:54
              romy_sznajder napisała:

              > Skrajny przykład źle prowadzonej terapii.

              chyba masz rację
              ale 'list do córki' to był dobry pomysł :)
              pisanie jako "opóźniacz" emocjonalny to też fajny wynalazek, zwłaszcza w dobie
              internetu :)
    • mskaiq Re: niekochane dzieci 13.01.05, 09:52
      Mysle ze Corce nie polepszyloby sie po wygarnienciu Matce. Najczesciej po takim
      wygarnienciu pojawiaja sie wyrzuty sumienia. Wyrzuty sumienia to emocje ktore
      przynosza wiele cierpienia. Ten kto przeszedl przez nie wie jak bardzo potrafia
      zaszkodzic.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • thistle1 Re: niekochane dzieci 13.01.05, 13:57
      100krotki,to ja Ci zadam inne pytanie.mam oczyścić z winy matkę,która znęcała
      się nade mną psychicznie,tylko dlatego,że miała problemy ze sobą?mam jej tego
      nie mówić,aby ją ochraniać?a co ze mną?moje potrzeby nigdy się nie
      liczyły,najwazniejsza była ona,jej problemy i jej towarzystwo i dalej ma tak
      być?ona jest przekonana,że jest ideałem,jest arogancka i pewna siebie,nigdy nie
      liczyła się z moim zdaniem,wpędzała w poczucie winy i naprawdę obawiam się,że
      zrobi ze mnie osła.to chyba nie jest moja wina,że panicznie się boję mojej
      matki,to chyba coś z nią nie tak,nie ze mną?

      Romy,w poprzednim liście pisałaś o nieskuteczności terapii i o tym,że terapeuci
      dają pacjentom złe rady na podst. jednego artykułu w gazecie.artykuły w
      kolorowych gazetach nie są naukowe i wiarygodne,może to być jedynie esej na
      podst. przeżyć jednej osoby.aby potwierdzić nieskutecznośc terapeutów,trzeba by
      zrobić dokładne badania,a o takich nie słyszałam.
      inna sprawa-pacjenci,mimo,że przygotowani do rozmowy,ulegają złym emocjom i
      wtedy wywalają na rodzica agresję ,świadomie lub nieświadomie nie korzystają z
      tego,co nauczyli się na terapii,ale czy trzeba za to winić terapeutę,że ma
      złego ucznia?terapia nie polega na trzymaniu za rączkę,terapeuta ma tylko
      wspierać,a grupa ma pomgać a odpowiedzialność za swe dzialania ponosi tylko
      pacjent.
      ''wyrzyganie'' sugestią terapeuty-nie chce mi się w to wierzyć,chyba ,że to
      jakiś nieuczony terapeuta.pacjenci często,w razie niepowodzeń w realcjach z
      bliskimi zrzucają winę na terapeutę,że tak im kazał zrobić,a sami umywają ręce
      od swych czynów,zachowują się jak dzieci,które są pod skrzydełkami terapeuty-
      rodzica i w razie niepowodzeń terapeuta dostaje po głowie.i wtedy mówi się,że
      terapia nie jest skuteczna.

      uzdrawianie relacji może spowodować bliskość dwóch osób,ale mi na tym nie
      zależy,chyba mnie nie zrozumiałaś,mi nie zależy na tym,aby matka mnie
      przytuliła,czuję do niej niechęć,mi chodzi o szczere powiedzenie jej,co dzieje
      i działo się między nami.jeśli tego nie zrobię,nie bedę szczerze wyrażała
      tego,co czuję,nie wyleczę się.
      pisząc o przytulaniu miałam na myśli stłumienie przez Ciebie tej potrzeby w
      sobie,nie okazywanie uczuć osobom z najblizszego otoczenia,dla mnie to jest
      chore,to nie jest normalne nie potrzebować dotyku przynajmniej najbliższej
      osoby.ja również nie okazuje uczuć,nie dotykam ludzi,czułabym się
      zakłopotana,ale nie znaczy,że tej potrzeby nie mam.

      maskaiq,już pisałam,że tu nie o wygarnięcie chodzi,tylko o normalną zdrową
      rozmowę,zaprzestanie udawania,nie mam zamiaru na nią napadac agresywnie,bo to
      tylko wyzwoli w niej chęc obrony i nic z tej rozmowy nie będę miała.
      • romy_sznajder Re: niekochane dzieci 13.01.05, 15:15
        Skoro jet arogancka, to może zacznij od tego listu?

        (To wszystko, o czym piszesz, to poboczne sprawy, np. wzmiankowany tekst ukazał
        sie gładziutki, ja sprawę znam niejako od środka,
        dotyk bliskiej osoby... no, dla mnie może byc chore rozpaczliwe pragnienie
        takiego dotyku, ale co z tego?
        To oddala nas od istoty rzeczy, bo dopiero teraz coś wiadomo o Twojej matce)

        A jak nie list, to może nagraj kasetę?
        Mnie chodziło o to, że masz przewagę, masz wyniesione z terapii "narzędzia" do
        dialogu, jesteś silna i możesz niechcący skrzywdzić - takie miałam wyobrażenie.
        Ale jeśli matka jest tzw. "silną osobowością" to nie miej oporów przed rozmową.
        Bo nic nie tracisz, prawda?
        Co się stanie w najgorszym razie?
        Będzie tak samo, jak jest.
        Więc może byc tylko lepiej.
        Bo Twoje pytanie w pierwszym wątku zbiło mnie z tropu.
        Teraz rozumiem, że nie możesz się zdecydować, tak?
        Odwagi, dzewczyno, zawsze możesz poprosić o wsparcie na terapii, że o forum nie
        wspomnę.
        Wygląda mi zresztą na to, że jeśli w ogóle doprowadzisz do takiej rozmowy, to
        już będzie pół sukcesu, prawda?
        • thistle1 Re: niekochane dzieci 13.01.05, 18:12
          Romy,
          oj ...chciałabym być silna,moim problemem jest słabość,bezsilność wobec
          negatywnego myślenia o sobie,ale spróbuję,dzięki za radę,trudno mi się
          zdecydować na rozmowę,dlatego chciałam,aby ktoś z forumowiczów podzielił się
          swoimi doświadczeniami w kontaktach z toksycznymi rodzicami.

          jeśli chodzi o dotyk,chciałabym Ci dac do zrozumienia,że dystansowanie się od
          innych,nie jest zdrowe,tak samo jak rozpaczliwe pragnienie dotyku,nie popadajmy
          w skrajność,ja rozpaczliwie nie pragnę,ale jak kazdy normalny człowiek lubię
          się przytulić do bliskiej osoby,której oczywiście zaufam.
          istotą rzeczy w rozmowie o dotyku jestes Ty,Romy,ale Ty twierdzisz,że nie
          widzisz problemu,skoro nie,to nie.
    • mskaiq Re: niekochane dzieci 13.01.05, 15:20
      Jesli chcesz rozwiazac problemy pomiedzy Toba a Matka to masz calkowita racje.
      Rozmawiaj z Nia, mysle ze to pomoze Jej i Tobie. Przyjalem ze chcesz Jej
      powiedziec jak bardzo Cie skrzywdzila a to wedlug mnie prowadzi do nikad.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • thistle1 Re: niekochane dzieci 13.01.05, 18:13
        maskaiq,dzięki za zrozumienie:)
      • olawas Re: niekochane dzieci 13.01.05, 20:48
        Niekochane dzieci bezustannie zabiegające u swoich rodziców o aprobatę,gest,
        słowo, uśmiech, miłość.
        Memlamy ten temat i z zazdrością sluchamy o rodzicach okazującym swoim dzieciom
        to o czym marzymy..
        Gdy sama stałam się matką jeszcze kilka ładnych lat zajęło mi zrozumienie
        prostego faktu - tracę energię na coś czego ta osoba nie jest mi w stanie dać.
        Nie jest w stanie bo sama tego pragnie a nie zaznała tego i jest pazerna na
        zainteresowanie, czułość, zrozumienie.
        Przestałam czuć się winna, przestałam zabiegać o jakiegokolwiek ochłapy
        pozytywnego uczucia - jedno co mogłam zrobić to nie powielać tego zachowania.
        Co można powiedzieć komuś kto czuje się niekochanym przez najważniejsze osoby.
        Jesteś sama, nie oczekuj od innych tego co powinni dać Ci rodzice - bo nie
        dostaniesz tego od nikogo.
        Możesz tracić dalej energię albo zająć się sobą.
        Poznać, pokochać i zaprzyjaźnić się ze sobą.Uzbroiić się w siłe i energię do
        dalszego życia. Banał??? - może ale sprawdzony w praktyce i dający niezłe
        efekty.
        • lara_croft Re: niekochane dzieci 14.01.05, 07:39
          Sama jestem jestem córką niekochającego ojca lub bardziej bliskie prawdy nieporafiącego kochac:(.
          Do tej pory nie załatwiłam tej sprawy, nie porozmawiałam, nie oczyściłam tej sytuacji. Udawałam przed sobą i innymi ze wszystko jest OK. Ze ukochana córeczka tatusia.
          I pewnie nie oczyszcze - sam jest, jak pisała 100krotka, ofiara swojego dziecinstwa.

          Nie potafiłabym przeprowadzić takiej rozmowy bez agresji i zalu do niego.
          A wiem, ze to by go zniszczyło. Przynisłoby wiecej złego niz dobrego.

          Jest to twardziel na zewnatrz, wygląda na cynika, egoiste, dyktatora - boję się go.Ale wiem, że jest to bardzo wrażliwy człowiek wewnatrz.

          A ja mam nowe zycie, cudownego meza, przyszłośc. Chce nauczyć się tak jak napisała oliwas:> Poznać, pokochać i zaprzyjaźnić się ze sobą.Uzbroić się w siłe i energię do dalszego życia. Banał??? - może ale sprawdzony w praktyce i dający niezłe efekty.<
          I wiem, ze chciał dla mnie i dla mojej siostry dobrze.
          Nie wyszło mu;(
          Moze kiedyś zdobedę sie na rozmowe by poprawić nasze obecne stosunki, ale może bez wywlekania wszystkich moich zali datujących sie z czasów dzieciństwa.
          Ale jeszcze nie wiem jak się do tego zabrać:(
          • thistle1 Re: niekochane dzieci 14.01.05, 19:03
            laro,jak się do tego zabrać,przede wszystkim wbić sobie do głowy,że rozmowa nie
            może polegać na ''wyrzyganiu'',jak ktoś już wcześniej powiedział i pozbyć się
            oczekiwań-zrozumienia,porozumie nia.
            • romy_sznajder Re: niekochane dzieci 14.01.05, 19:28
              Czy nie będzie nietaktem, jeśli spytam, jak wyglądają na przykład święta?
              Nie widujecie się?
              Niekoniecznie święta, jakieś rodzinne uroczystości, wakacje, jak sobie np.
              składacie życzenia?
              Przez telefon?
              • thistle1 Re: niekochane dzieci 14.01.05, 20:05
                nie wiem,kogo pytasz,ale i tak odpowiem:-)


                u mnie święta wogóle nie wygladają,bo od kilku lat nie widziałam rodziców na
                oczy,mam uraz do nich ,a na samą myśl odwiedzin strach mnie ogarnia.
                kilka lat temu byłam na Wielkanoc,z ojcem wogóle nie rozmawiałam a z matką się
                nie rozmawia,jej się słucha-gdzie była,na jakich wczasach,kogo poznała,jakie
                wrażenie na innych zrobiła,moja matka upaja się sobą i własnymi wyolbrzymionymi
                wyobrażeniami na swój temat,po kilka razy zadaje mi to samo pytanie a nie
                słucha,nie wie nawet,gdzie pracuję,choć mówiłam jej kilka razy,nie potrafi
                zapamiętać najprostszych informacji na mój temat.ja udaję,że jej słucham,jestem
                nad wyraz grzeczna,a w środku się gotuję,mam dość udawania normalności,z
                drugiej strony lęk przed szczerością i dlatego nie odwiedzam rodziców,a to jest
                chore,chcę to zmienić.życzeń nie składamy sobie,nie dzwonimy do siebie,nie mamy
                żadnego kontaktu.
                • romy_sznajder Re: niekochane dzieci 14.01.05, 20:53
                  Ciebie oczywiście, to Twój wątek.

                  O kurza twarz, co za postać! Nie pamięta, gdzie pracujesz, a Ty chcesz ją
                  zmusić do wysłuchania wielu zdań (ze zrozumieniem:))).....
                  Wyzwanie.
                  Umiesz ją zmusić do wysłuchania czegokolwiek? Przeczytania listu?
                  Czy jakbyś ośmieliła się być "niegrzeczna", będzie to wystarczająco szokujące?
                  • thistle1 Re: niekochane dzieci 15.01.05, 22:33
                    Romy,dopiero jak spróbuję,poznam jej reakcję na moją 'nową twarz',to jest
                    rzeczywiście duże wyzwanie!:-)
            • superszczur Re: niekochane dzieci 14.01.05, 20:13
              Ba, oceniasz mój poziom intelektualny zamiast odnieść sie do wypowiedzi, ale tego Ci się "nie chce". Ja myslę,ze to chyba obrona przed przyjęciem pewnego faktu. Ale spox, może byc że się mylę i nic nie klapuję. Bez obrazy.
        • thistle1 Re: niekochane dzieci 14.01.05, 19:00
          olwas,jeśli masz oczekiwania względem matki,jeśli uważasz,że bez zabiegania o
          jej względy nie ma sensu rozmawiać,to rzeczywiście to jest dla Ciebie strata
          energii,a nie można porozmawiać niczego nie oczekując?zrobić to po prostu dla
          siebie?są pacjenci,dla których elementem terapii jest rozmowa z rodzicem na
          cmentarzu.nie można być zdrowym bez załatwienia spraw z przeszłości,one całe
          życie się wtedy za nami ciągną.
    • superszczur To raczej slepa uliczka. Taplanie się w błotku... 14.01.05, 08:21
      Należy trzeźwo ocenić że niewiele zmienimy, rodzice mieli swoich rodziców, swoje wychowanie i dla nich na nowe olsnienia w sprawach podstawowych deczko za późno. Możemy ich zrozumieć ale scenariusz z amerykańskiego filmu psychologicznego ze wzajemnym wybaczaniem można odpuścić.
      • thistle1 niekochane dzieci 14.01.05, 18:54
        superszczurze,tu nikt nie zmusza się do wybaczenia i nie oczekuje
        wybaczenia,rzucania się sobie w ramiona,ja nie oczekuję nawet zrozumienia.tu
        chodzi o coś innego,a o co,poczytaj sobie dokładnie wateka zrozumiesz.
        • superszczur No, luknałem sobie i mniej więcej widzę to samo,no 14.01.05, 19:44
          moze chcesz jej wygarnąć prawdę ale to prózny trud, z pewnością nic nie zrozumie, co nie znaczy, ze nie powinnaś trochę jej dorzucić do pieca dla własnej satysfakcji. Ale nie sądź ze osłupieje i zacznie bełkotać przeprosiny. Skończy sie pyskówka i obrazą, musisz to wliczyc w rachunki. Zależy czy chcesz sobie ulzyć a jej trochę przyłozyć czy pogłebic kontakty. Generalnie nie licz na jakiś insight.
          • thistle1 czytanie ze zrozumieniem... 14.01.05, 19:57
            superszczurze,trzeba Cię zapisać na kurs czytania ze zrozumieniem.nic nie
            rozumiesz,a nie chce mi się wyjasniać wszystkiego od początku.
            • superszczur Re: czytanie ze zrozumieniem... 14.01.05, 20:15
              Ba, oceniasz mój poziom intelektualny zamiast odnieść sie do wypowiedzi, ale tego Ci się "nie chce". Ja myslę,ze to chyba obrona
              przed przyjęciem pewnego faktu. Ale spox, może byc że się mylę i nic nie klapuję. Bez obrazy.
    • blue25 Re: niekochane dzieci 15.01.05, 22:40
      To psycholog uświadomił mi, że prawdopodobnie wszystkie moje probelmy biora się
      z dysfunkcyjnego domu rodzinnego. Ale ja nie chcę rozmawiać o tyym z matką. Gdy
      ojcu powiedziałam, ze spotykam sie z psychologiem jako DDA, to zmienił temat
      rozmowy. Wiem, ze wszystko, co robię, robie po to, by uzyskać ich aprobatę. Ale
      nie tylko ich. Żyje z przeświadczeniem, ze powinnam udawadniać swoje istnienie.
      Oczekuję na aprobate wszystkich dookoła i jestem już tym zmęczona. Bo
      najważniejsza osobą, od której tej aprobaty ciagle nie otrzymałam, jestem ja
      sama. Ale pracuje nad tym. Moze zdążę, zanim nie padnę z wyczerpania o
      poczucia, ze nikt mnie nie kocha...
      • thistle1 Re: niekochane dzieci 15.01.05, 23:01
        he he,blue,u mnie było ''jeszcze lepiej'':-)),jak powiedziałam ojcu,że chodzę
        na terapię,odpowiedział,żebym lepiej nie mówiła tego mamie,bo ''ona się tak
        szybko denerwuje''
        • thistle1 Re: niekochane dzieci 15.01.05, 23:06
          dodam,że leczę się na nerwicę:-)
          • blue25 Re: niekochane dzieci 15.01.05, 23:08
            Współczuję ci serdecznie. Moze w takim razie nie ma sensu rozmawiac o tym z
            rodzicami? Nie wiem, w jaki sposób mogłoby mi to pomóc
            • thistle1 Re: niekochane dzieci 16.01.05, 09:48
              e tam,blue:-)trzeba nawet w najczarbiejszych wydarzeniach dostrzegać humor,bo
              inaczej człowiek zwariuje:-)

              ''nie wiem,w jaki sposb mogłoby mi to pomóc''-piszesz
              może to spowodowaoby oczyszczenie,wbudziło w Tobie odwagę również wobec innych
              ludzi:-)
        • blue25 Re: niekochane dzieci 15.01.05, 23:07
          hehe, w sumie nie wiem, co gorsze: w ten sposób reagowac na temat, czy w ogóle
          go unikać... Sorry, ale jestem dziś w fazie głebszej dpresji i ciągle taplam
          się w tym błotku użalania się nad sobą...
          Jak to się robi w praktyce, by stac siue swoim najlepszym przyjacielem? Czuję,
          ze sama pogrążam się coeaz bardziej
      • lara_croft Re: niekochane dzieci 19.01.05, 13:09
        blue25 napisała:
        > To psycholog uświadomił mi, że prawdopodobnie wszystkie moje probelmy biora
        się
        >
        > z dysfunkcyjnego domu rodzinnego.

        Moj tak samo. I niestety to prawda ktorą dlugo nie chiałam sama przed soba
        przyznać.
        W zeszła sobotę zrobiłam coś czego nie powinnam była zrobić.
        "Wyrzygałam" to ojcu, może nie dosłownie, bo jednak potrafie się kontrolować.
        Sam to sprowokował, gdy poraz kolejny obraził mnie uzywając w stosunku do mnie
        malo przyjaznych epietów.
        W koncu zdobyłam się na odwagę i zareagowałam.
        Zapytałam się go czy nie jest mu wstyd mowic do własnej corki prosto w twarz ze
        jest świnia. Zapytałam czy sprawia mu to przyjemność gdy wymawia te słowa.
        Czy jest zadowolony z siebie i szczesliwy z tego powodu, ze mnie gnoi i ciągle
        wpedza w poczucie winy. Czy uwaza ze jest/byl idealnym ojcem.
        Nie było rozmowy. Wciąż słyszałam ze jestem świnia i tak trzeba było ze mną
        postępować tzn. terroryzować, straszyć, upadlać:(
        oczywisicie powiedział ze już wiecej nie chce mie widziec na oczy.

        Zaznaczam,ze jest to człowiek na wysokim stanowisku ktory wiele w zyciu
        osiągnął i ciągle na każdym kroku to podkresla.
        Musze powiedziec ze mi to ulżyło.
        W koncu nie musze zabiegac o niczyją aprobate.

    • mskaiq Re: niekochane dzieci 16.01.05, 13:31
      Jesli rozumiesz ze uzalanie nad Soba to taplanie sie w blocku to dlaczego to
      robisz. Jesli chcesz byc przyjacielem Siebie to nie pozwalaj na uzalanie sie
      nad Soba, a takze nie pozwol czuc sie skrzywdzona. Te mysli dzialaja przeciwko
      Tobie, przynosza wiecej szkody niz myslisz, potrafia zabic.
      Mysle ze jesli chcesz byc przyjacielem Siebie to powinnas miec rowniez szacunek
      do Siebie. Rowniez warto dbac o Siebie, cwiczenia fizyczne, dobra dieta
      potrafi bardzo pomoc.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • wierszykarnia Re: niekochane dzieci 18.01.05, 20:55
      polecam najpierw terapię DDA conajmniej rok raz w miesiącu.
    • milamala Re: niekochane dzieci 31.08.17, 23:01
      Sa takie, ja jestem. Dobrze sobie radzimy, choc bywalo zle. Szansa na pojednanie jest bardzo marna. Kazdy przypadek jest inny, wiec kazdy ma inna szanse. Z doswiadczenia wiem, ze sprawca przemocy wykle nie bywa do konca normalny, czesto po prostu powaznie chory psychicznie co oznacza, ze nijak nie rozmie i nie jest w stanie rozumiec swojego zachowania. Bywa tez, ze niedojrzala osobowosc sprawcy za nic by sie nie przyznala, ze zrobila cos tak strasznie zlego. Woli uwazac, ze bylo zupelnie inaczej niz wskazuja na to fakty.
      Tak czy owak szansa jest raczej marna, ale cuda sie przeciez zdarzaja.
      Czy pojednanie jest potrzebne?
      Uwazam, ze nie. Swoja sile czlowiek powinien budowac na sobie a nie na skomplikowanych relacjach z jednak dosc chorymi jednostkami jakimi sa nasi rodzice.
      • mardaani.74 Re: niekochane dzieci 01.09.17, 10:42
        zgadzam się z tym co napisałaś w 100%

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka