yasmeen
06.03.05, 13:42
Nie potrafie sobie juz dac rady z zyciem, z doktoratem. Walczylam i
przemagalam sie tyle lat, juz dalej nie moge. Kazdy dzien to walka, nie
moge jesc, schudlam, moze w koncu bede szczupla... Nie
zasluguje na to zeby jesc.
Nie moge sie na niczym skupic, nic robic, szefowa tylko trzeba przykrecic
srube, sprezyc sie, dwie, trzy publikacje... Dwoch magistarntow, wyjazdy,
eksperymenty, granty...JA tak nie potrafie, coz z tego, ze etet mi
proponuje - ten etat to dalsza smierc. Ja wole blizsza.
Wiem, ze nie moge zrezygnowac bo nie stac mnie na splate studiow i grantu.
Wiem o tym i znalazlam juz sposob rezygnacji. Mozna to nazwac ucieczka.
Jedyne czego mi teraz brakuje to spokoj. Tam, ja w to wierze, bedzie
spokojnie.
Dzis sie jescze nie udalo, ale juz mniej sie boje. Kazdego ranka widze, co
powinnam zrobic. Widze siebie, jak wchodze do kuchni, biore noz, widze krew...
I wtedy jest juz spokojnie....
Dzis jescze sie zawachalam, nie docisnelam....
Po co na swiecie pojawiaja sie tacy ludzie jak ja????