Gość: kafka
IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl
29.03.01, 23:53
Czytam różne wypowiedzi w Forum i chwyta mnie obawa, że na tym może się
wszystko skończyć. Rozpoczęto akcję informacyjną, pan Doktor odpowiedział na
kilkanaście pytań, a potem wszystko wróci do normy, czyli do stanu
poprzedniego. Ludzie zdrowi przejdą do swoich obowiązków, a ci z depresją
pozostaną w mękach i beznadziei. Nie chcę negować całej akcji. Przecież ktoś
się tu pożalił, ktoś komuś pomocną dłoń, udzielił rady, wskazał lekarza. Boję
sie jednak, że większość ludzi, którzy toną w depresji, pozostaną sami ze sobą,
w swojej samotności, oddzieleni od świata, niezauważeni, albo źle odczytani.
Czy pomogą im tabletki "cudownych' leków, jeśli nie będą mieć wsparcia
przyjaciół, rówieśników obu płci, kolegów po fachu. Gdyby tak ktoś zwołał
chętnych na spotkanie gdzieś do miasta czy miasteczka. Gdyby się tam spotkali,
udręczeni swoją samotnością, odepchnięci i zrezygnowani. Może by uwierzyli, że
w świecie, gdzie liczy się tylko sukces, jest tęż miejsce dla nich. spojrzeliby
sobie w oczy, może opowiedzieliby o sobie, a ktoś "mądry" powiedziałby im, że
napewno będzie inaczej. Mają narkomani Kotańskiego, niepełnosprawni mają swoich
opiekunów i organizatorów życia, z czyjejś inicjatywy spotykają się anonimowi
alkoholicy, po wsparcie mogą przyjść ofiary sbrodni, a ludziom w depresji
proponuje się na razie ten albo inny lek i wizytę u lekarza psychiatry.
Tymczasem potrzebny lek i potrzebna ręka, która go podaje. I oczy, które się
uśmiechną do chorego. Czy zechciałby Pan powiedzieć coś na ten temat?