Gość: Piotr
IP: *.ipartners.pl
09.04.01, 20:36
Żona zachorowała na depresję pod koniec 1999 roku. Było trzech lekarzy
psychiatrów (prywatnych) i zmiany leków co mniej więcej 4, 5 tygodni ze względu
na brak poprawy. Wyszła z tego po 6-ściu miesiącach. Skuteczny był Seroxat.
Niestety przerwała przyjmowanie leku i weszła w euforię. W grudniu 2000
nastąpił nawrót depresji. Był Aurorix i Feverin. Lekarze nie wierzyli jak
bardzo cierpi. W ogóle nie mogła spać. Były próby samobójcze, moim zdaniem,
zlekcewarzone przez lekarza prowadzącego. Chyba udawała, że jest poprawa i tym
najprawdopodobniej zmyliła lekarza. W ostatnim dniu lutego nastąpił tragiczny
koniec. Odeszła na parę godzin przed wcześniej umówioną, kolejną wizytą. Służba
zdrowia w Polcse, zwłaszcza państwowa, (z jej dostępem do specjalistów) to
zwykła kupa g...a! Natomiast psychiatrię (w naszym kraju) plus jej asortyment
leków stawiam na poziomie epoki kamienia łupanego. Ludzie, nie lekceważcie
najmniejszych objawów lęku wśród waszych bliskich, bo to może być początek
tragicznego końca!