zagubiony_400
06.08.08, 02:19
Niedawno rozstalem sie z partnerem (tak-bylem w zwiazku
homoseksualnym i prosze o tolerancje!). Jestem biseksualny. Bylismy
razem przez prawie rok. Od poczatku zwiazku rowniez razem
mieszkalismy. Wiem - ze to wszystko ogolnie bylo bez przyszlosci,
ale po raz pierwszy w zyciu sie tak zakochalem... I wtedy wszystko
postawilem na jedna karte.
Sielanka trwala pierwsze 2 miesiace - a potem juz bylo gorzej.
Klotnie, brak wzajemnego zaufania... Wkrotce zaczelo sie psychiczne
wyzywanie na mnie (w doslownym tego slowa znaczeniu), grozby
wyrzucenia mnie z domu a potem i bicia... Wreszcie znalazlem sobie
mieszkanie. I dalej bylismy razem... Niedwano nastapilo calkowite
rozstanie.
Mam swiadomosc tego co zlego zrobil ze mna, jednak nie potrafie sie
w zaden sposob uwolnic psychicznie od niego... On juz nie chce ze
mna miec zadnego kontaktu, jednak ja (jak idiota) w momentach
rozpaczy i zalu ciagle dzwonie do niego i blagam, by do mnie wrocil.
To jest chore, ale boje sie samotnosci. Humor zmienia mi sie
kilkanascie razy w ciagu dnia. Gdy ta zlosc polaczona z zalem i
checia zemsty mija (tak jak w tej chwili - gdy emocje znow opadly) -
sam jestem przerazony swoim zachowaniem i swiadomoscia, ze tak
upadlem na dno...
U mnie najczesciej bywa tak, ze nastepnego dnia, gdy sie budze -
znow to samo - tesknota, brak akceptacji, nienawisc do samego
siebie...
Najgorsze jest to, ze ja jestem calkowicie sam... Nie mam tutaj
zadnych znajomych, bo na wlasne zyczenie nie chcialem wczesniej
nikogo nowego poznawac. A teraz, gdy zostalem na lodzie (po prostu
calkowicie sam) - czuje sie strasznie. Nic nie jest w stanie ukoic
mojego bolu i pustki... Po prostu nic!
Ale chce sobie pomoc i chyba pojde z tym do psychologa. Z jednej
strony nie mam pieniedzy na terapie - ale z drugiej strony mam
swiadomosc, ze jak nie nareperuje psychiki - to bedzie ze mna
jeszcze gorzej... A bardzo chcialbym zapomniec tego czlowieka...