Dodaj do ulubionych

Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wracam

02.11.09, 13:39
kreowanie kielc na znaczacy osrodek akademicki byl ,jest i bedzie
smieszny.
PS. czy prorektor ktory byl sadzony za lapownictwo,profesor po
procesie o plagiat w liczacym sie miescie akademickim zajmuje sie
dydaktyka?czego taki czlowiek nauczy mlodych ludzi?
Obserwuj wątek
    • dooosc Re: Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wra 02.11.09, 15:15
      Może i będzie to śmieszne, ale innych Kielc nie mamy. Plagiatorów są
      w Polsce dziesiatki. Dlaczego nam miało by zabraknąc? Autor artykułu
      pisze, ze na sali miał wielu 30-latków, którzy dopisywali nazwiska
      kolegów. A nie zapytał swoich studentów po co studiuja politologię?
      Tych 30-latków ktos do studiowania przymusił. Bo wymaga od nich
      posiadania wyższego wykształcenia.
      • dobiczek moze plagiatorow sa dziesiatki w Polsce,ale 02.11.09, 16:25
        profesor z plagiatem habilitacji jeden i to akurat w
        kielcach.argument ze plagiatorow sa dziesiatki a innych kielc nie
        mamy to nie jest argument.fakt ze srodowisko nauczycieli
        akademickich nie chce ich wyeliminowac deprecjonuje to srodowisko.
        • Gość: czytaty Re: moze plagiatorow sa dziesiatki w Polsce,ale IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.09, 16:57
          CCzytaj też:

          forum.gazeta.pl/forum/w,60,101775812,101775812,Akcja_Gazety_Studia_nizsze_czyli_kieleckie_.html
    • Gość: J. Re: Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wra IP: 83.1.89.* 02.11.09, 18:51
      Zapomniałeś dodać, że kadra jest na ogół własna, czyli po Wyższej Szkole
      Nauczycielskiej. :)
      Acha, a młodsza kadra, ta przed "pięćdziesiątką", po Wyższej Szkole
      Pedagogicznej. Rektor tego uniwersytetu jest po WSN. :)
      O co mi chodzi? O horyzonty uniwersyteckie. :)

      Podobie mnie sie też pomysł pana exrektora, ażeby policja studiowała zaocznie w
      tej uczelni (wówczas chyba jeszcze Akademii Pedagogicznej). Z powodu wstydu
      studia te umieszczono aż w lasach staszowskich.

      • Gość: staszów Re: Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wra IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.09, 19:00
        Ale ile na tym zarobiła ? Sporo z całej polski zjeżdżali.Kasę trzeba
        umieć liczyć i bez studiów drogi "J." Zawęziłeś bardzo swój
        horyzont.Ze wstydu ?
        • Gość: J. Re: Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wra IP: 83.1.89.* 02.11.09, 19:16
          Kto "zarobiła"? Renia? Raczej posądzają o to tego pierwszego człowieka z Biblii.
          Renia co najwyżej mogła napuścić na niego węża, albo mogła dać mu jabłko. Nie
          wiadomo kto i czy zarobił, bo coś z dokumentacją prac magisterskich było
          nietęgo, nie znali źródeł ruskich, czy cóś i dokumentacja się zawieruszyła.

          Jeden policjant zaoczny dojeżdżał na te studia aż z Gdańska. Widać z tego, że
          studia były opłacalne.
          • Gość: mmmm Re: Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wra IP: *.range86-178.btcentralplus.com 02.11.09, 19:53
            Jak ktos jes zmotywowany i chce to uczelnia nie jest wazna. I prawie nie robi zadnej roznicy - politologia i dzinnikarstwo jak bylo wyksztlceniem myszki micky tak zawsze bedzie!
            • Gość: wiking inżynier z Kielc i inrzynier z Warszawy IP: *.kielce.vectranet.pl 02.11.09, 20:51
              Wybór miasta i "prestiżowej" :) uczelni zależy od poziomu
              kompleksów. Potem rzeczywistość bywa odmienna
              np inżynier z Kielc i inżynier z Warszawy - mam dowód że niestety
              ten warszawski nabawia się kompleksów przy tym prowincjonalnym.
              Nie można jednak uogólniać bo każdy człowiek jest inny i też inną
              dysponuje wiedzą i przygotowaniem niezaleznie od skończonej uczelni.
              GW musi jednak zachowywac swój tandetny kilmat i wymyślać takie
              teksty. Daję jszcze szanse tej miernej gazecie ale ona się już chyba
              nie zmieni.
              • luni8 Re: inżynier z Kielc i inrzynier z Warszawy 02.11.09, 21:23
                Prestiż sie liczy. Daje większe gwarancje że absolwent jest kimś konkretnym.
                Osobiście kończę Politechnikę Wrocławską niby jedna ż najlepszych uczelni technicznych ale jakiegoś arcy wielkiego poziomu nie widzę.
                Ale na koniec nie o to chodzi.

                Na pewnych zajęciach jeden z wykładowców jednym zdaniem wyjaśnił cały sens ukończenia studiów na tej uczelni, dokładnego cytatu nie pamiętam ale cały sens był taki że to nie wiedza jest głównym atutem uczelni ale notesik z nr. telefonów znajomych ze studiów.

                Skoro przy studiach technicznych to ma takie znaczenie to o ile bardziej się to liczy w kierunkach ściśle związanych z polityką czy mediami.
              • mat284 Re: inżynier z Kielc i inrzynier z Warszawy 02.11.09, 21:31
                Na konkretnych przypadkach można wszystko udowodnić. Nie mam
                wątpliwości, że znani mi przyszli inżynierowie z Krakowa i Warszawy
                mają dużo szersze horyzonty, więcej pojęcia o świecie i pewnie o
                swojej branży niż napotykani kieleccy koledzy. Sam wyjazd z
                rodzinnego środowiska jest doświadczeniem, które ludzie po PŚ będą
                nadrabiać przez całe życie. Ponadto moim zdaniem nie wystarczy być
                kompetentnym inżynierem, trzeba chociaż trochę polizać kultury a tu
                widzę największe zapóźnienia u kieleckich studentów...
                • Gość: Ka Zupełnie się z tym nie zgadzam IP: *.ssp.dialog.net.pl 03.11.09, 09:07
                  Sam kończyłem PŚk niemalże dokładnie rok temu. Od 9 miesięcy pracuję
                  w międzynarodowej firmie w której jestem inżynierem. Uważam, że
                  podstawy jakie tam odebrałem są bardzo dobre. Moja wiedza
                  teoretyczna jest porównywalna jak nie lepsza od kolegów którzy
                  ksztacili się w Krakowie, Katowicach czy Poznaniu. Jedynym minusem
                  uczelni była zbyt mała ilość zajęć praktycznych, co da się jednak
                  szybko nadrobić mając solidne podstawy. Inną sprawą jest podejście
                  ludzi do nauki. Będąc ambitny, mając chęć nauki i podnoszenia
                  kwalifikacji uczelnia jest tylko podporą. Niestety większość ludzi
                  idzie na studia tylko po to, żeby mieć papier - byle jaki, tylko
                  żeby był. To jest największą bolączką szkół z mniejszych miast.
                  Ludzie przychodzą tam tylko, żeby jakoś przemęczyć się te 5 lat,
                  badź uniknąć wojska. To oni zaniżają głównie poziom.
                  Należy też zauważyć, że jeszcze niedawno (jakieś 2-3 lata temu) w
                  raporcie bodajże Polityki PŚk zajmowałą 2 miejsce w kraju (za PW)
                  pod względem absolwentów zatrudnianych w swoich dziedzinach
                  kształcenia. To jest powód do dumy.
                  • mat284 Re: Zupełnie się z tym nie zgadzam 03.11.09, 16:16
                    To ja mogę Ci tylko pogratulować, że wykorzystałeś ten czas i
                    normalnie podchodzisz do zdobytej wiedzy. Chodzi mi głównie o ludzi,
                    którzy uważają się za nieomylnych półbogów po skończeniu naszej PŚ,
                    mimo że mają kompromitujące, wręcz dyskwalifikujące braki z zakresu
                    humanistyki, nauk społecznych, kultury. Osób z aż takimi brakami w
                    życiu poza uczelnią, w innych miastach nie spotykałem.
    • rabbinhood Może ktoś zbada korelację 02.11.09, 20:42
      Może ktoś zbada korelację, pomiędzy ukończonym kierunkiem studiów i później
      wykonywanym zawodem, oraz predyspozycjami kandydatów na studia i wybranym
      kierunkiem? Moim zdaniem wybór kierunku w większości jest losowy i
      przypadkowy, ludzie nie są świadomi swoich predyspozycji ani charakteru
      studiów, w naszych warunkach polityczno-gospodarczych trudno przewidzieć
      kierunek rozwoju gospodarczego i porządku prawnego, a z tego wynika trudność w
      dostosowaniu kierunków studiów do wymagań rynku pracy. Jeśli ktoś nie wie co
      studiować to powinien studiować coś co lubi, albo coś co nauczy go myśleć, bo
      to jedyna umiejętność która zawsze się przyda.Politologia to akurat jedne z
      tańszych studiów jeśli chodzi o koszty, kreda i tablica oraz byle jaka sala
      oraz jakiś wykładowca.
      Żadnych laboratoriów i odpowiedzialność trudna do zweryfikowania, nie to co
      medycyna, lub studia techniczne.
      Kielce jak Kielce nie są niczym szczególnym na mapie kraju, a poziom wiedzy
      ani inteligencji nie odstaje od reszty kraju.
      • Gość: (m)oralny Re: Może ktoś zbada korelację IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.09, 20:52
        Kadra nauczycieli akademickich powinna byc moralna, bowiem uczy przyszlych inteligentow. W kieleckiej uczelni ze zmieniona nazwa z AS na UHPJK okazuje sie, ze lapowkarz, plagiator i osoby lamiace prawo (patrz OAK w Staszowie) to norma moralnosci inteligencji tej malomiasteczkowej uczelni
        • Gość: mmm Re: Może ktoś zbada korelację IP: *.range217-43.btcentralplus.com 03.11.09, 22:41
          To czasami wlasnie ludzie konczacy PS i pracujacy wKrakowie czy Warszawie po
          roku poza swoim miastem juz nazywaja je prowincja...
          jak sie to ma do poziomu wiedzy, kutory osobistej czy inteligencji... pozdrawiam
          wszystkie trole i metro seksualne potwory...
    • mat284 Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wracam 02.11.09, 21:24
      Nie jestem z tych, którzy mają satysfakcję z anonimowego wytykania
      błędów, ale po artykule absolwenta dziennikarstwa na UW spodziewałem
      się więcej. Na przykład, że odpowie na pytania, które postawił w
      tytule. "Prawie robi różnicę" - miażdżysz nas wszystkich tym
      argumentem...

      Jedyna sensowna myśl z tego słowotoku jest taka, że Kielce jako
      ośrodek akademicki powinny się specjalizować. Mamy przyzwoitą
      Politechnikę - dbajmy o tradycyjne wydziały a nie doklejajmy do nich
      chwytliwej lecz marnej naukowo oferty. Cała uczelnia idzie w dół
      przez wydziały nastawione na masowego kandydata na studia. Studenci
      też tracą, bo po 5 latach studiów są słabo przygotowani do pracy.

      Podobne UJK. To zawsze była dobra uczelnia pedagogiczna i niech się
      w tym obszarze rozwija. Robią Ekonomię? Stosunki Międzynarodowe? Nie
      żartujmy, do tego trzeba kontaktów z firmami, zagranicznych
      znajomości, zajęć z praktykami a nie robienia studiów dla samych
      studiów. Mam doświadczenia z tego obszaru z najlepszych polskich
      uczelni, także zagraniczny epizod i widzę, że i tak trzeba mocno
      zapieprzać, by na nasyconym ekonomistami rynku znaleźć swoje
      miejsce. Czy ludzi z UJK się na to przygotowuje? Czy byliby w stanie
      podejść do rekrutacji, np. w polskiej służbie dyplomatycznej albo
      PC? Obawiam się, że praca w Cersanicie może być szczytem ich marzeń.
      Zainteresowanych tą tematyką powinno wypychać się z miasta i liczyć,
      że z 10% wróci. Wodząc na pokuszenie takimi ofertami robi się im
      krzywdę.
    • xyxyxyx Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wracam 02.11.09, 22:20
      Politologia?! Wyższy poziom UW w porównaniu do innego uniwersytetu. Litości...

      Przestańcie robić ludziom wodę z mózgu takimi peanami na temat studiów humanistycznych.
      • mat284 Re: Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wra 02.11.09, 22:43
        Ooo, to jest właśnie to zapóźnienie na poziomie społeczno-
        kulturowym, o którym wyżej napisałem. Typ kończy PŚ i myśli, że jest
        bogiem w porównaniu z każdym jednym humanistą. Nie widzę takiej
        tępej buty u znajomych z teoretycznie lepszych Politechnik
        (generalizuję, ale myślę że znam na tyle ludzi,by pokusić się o
        takie oceny).
        • Gość: explorer Re: Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wra IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.09, 23:43
          Mat, myślisz, że jeśli studiujesz na wrocławskiej to złapałeś Boga
          za nogi i to predystynuje Cię do wygłaszania opinii, że w Kielcach
          to już kultury liznąć się nie da? Chyba trochę mierzysz studentów PŚ
          własną miarką, bo czytając Twoje posty właśnie tę nutę "tępej buty"
          wyczuwam. My dobrze wiemy, że jako osoby z mniejszego ośrodka musimy
          być konkurencyjni i dobrze przygotowani do pracy zawodowej, bo sam
          dyplom nie wystarczy. A co do kolejnego Twojego zarzutu dotyczącego
          naszego poglądu na temat humanistów skwituję to jednym zdaniem:
          człowiek o zdolnościach technicznych może świetnie odnaleźć się w
          dziedzinach humanistycznych, w drugą stronę to raczej nie działa.
          Stwierdzenie, że studia kieleckie są gorsze jest wielkim
          uogólnieniem, w dodatku nie zawsze prawdziwym. Myślę, że chyba masz
          o sobie trochę zbyt wysokie mniemanie. Nie najważniesze jest, gdzie
          skończysz studia, ważne co potrafisz.To, że jestem absolwentem PŚ
          wcale nie przeszkadzało mi ukończyć zagraniczną, niezła uczelnię,
          biegle znać języki, postarać się o cos więcej niż standard przed
          nazwiskiem i co najważniejsze, mieć satysfakcjonującą pracę do
          której lubię chodzić. A co do braków w kulturze? No cóż, nie boję
          się polemizować. Myślisz, że sam fakt studiowania gdzieś tam czyni
          Cię lepszym? Jesteś, chłopczyku, w błędzie.
          • Gość: Darek Re: Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wra IP: 92.27.170.* 03.11.09, 02:53
            drogi explorerze, podoba mi sie Twoja wypowiedz, ale musze
            sie "przyczepic" do kilku drobiazgow.. Pomimo niewatpliwie szerokich
            horyzontow nie uchroniles sie jednak od kilku typowo niestety
            polskich bledow. Pierwszy to to, ze polski Janek szybciej sie
            przechrzci na Johna niz nawet wloski Giovanni (tak, tak explorerku).
            Druga sprawa to sredniowieczno-wlosko-afrykanska tytulomania
            i "standard przed nazwiskiem". W spoleczenstwach, ktore sie troche
            rozwinely od mrokow sredniowiecza, nawet do profesora student zwraca
            sie po imieniu (tak, tak, w tych laickich-libertynskich-wrecz-
            poganskich krajach nie wypada sie wstydzic swojego "chrystian
            name"), a "cywilizowana" autoprezentacja wyglada tak: imie,
            nazwisko, dopiero tytuly (bo o dziwo - liczy sie czlowiek a nie
            papierki ;-) A tego, ze BSc/BA liczy sie bardziej od
            Masterow/magistrow juz nie bede udowadnial, bo to w PL jest nie do
            pomyslenia, ze mgr jest podyplomowka dla fascynatow i nieudacznikow
            badz "przymuszonych przez zycie". pozdrawiam. /Darek
            • lmblmb Re: Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wra 03.11.09, 08:27
              Gość portalu: Darek napisał(a):

              > W spoleczenstwach, ktore sie troche rozwinely od mrokow
              > sredniowiecza, nawet do profesora student zwraca sie po imieniu

              Nie zawsze, a nawet rzadko.

              > (tak, tak, w tych laickich-libertynskich-wrecz-
              > poganskich krajach nie wypada sie wstydzic swojego "chrystian
              > name"),

              To prawda, a sama tendencja jest idiotyczna. Rozumiem gdybyśmy byli Chińczykami,
              ale Adam, Ryszard czy Michał są na tyle podobne do zagranicznych odpowiedników,
              że nie ma co zmieniać, a Stanisław, Zbigniew czy Lech są doskonale znane jako
              imiona sławnych Polaków.

              Śmieszny ten snobizm i wstyd.

              > a "cywilizowana" autoprezentacja wyglada tak: imie,
              > nazwisko, dopiero tytuly

              Ponownie, nie jest prawdą jakoby.

              prof. Erwin Schroedinger
              dr Wolfgang Pauli
              prof. Enrico Fermi

              Trzech najważniejszych fizyków 20. wieku (Einstein może się schować), trzy różne
              nacje, trzy razy tytuł przed nazwiskiem.

              > (bo o dziwo - liczy sie czlowiek a nie
              > papierki ;-)

              Ponownie, to tylko w kulturze anglosaskiej.

              > A tego, ze BSc/BA liczy sie bardziej od
              > Masterow/magistrow juz nie bede udowadnial,

              ...bo to bzdura. W grajdołku, w którym się zamknąłeś nie robi się M.Sc, bo się
              nie opłaca. Wysiłek w uzyskaniu magistra jest prawie taki sam jak na doktorat
              (trzeba mieć pomysł na projekt i wyciągnąć pieniądze na grant), to po co robić
              pół, skoro można robić całość?

              W Europie jednak magister jest dużo dalej niż licencjat.
              • Gość: Darek Re: Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wra IP: 78.146.165.* 03.11.09, 14:06
                W tym grajdolku zwnym Uniwersytet Londynski do profesora informatyki
                mowisz Steve, Xiao a nawet Borys (co rosyjskiemu profesorowi juz
                chyba tez niewiele przeszkadza po paru latach). W Krakowie na
                autorskim kierunku bylego wicepremiera tylko do niego zwracasz sie
                per panie profesorze, bo cala kadra jest na ty ze studentami. Inna
                sprawa, ze studenci tez musza do tego dojrzec...

                Jesli chodzi o mgr, to "nie pomoga doktoraty jak jest czlowiek
                d***y" i ksztalcenie bez szerszej wizji, perspektywy badz po prostu
                pasji jest wrecz podejrzane. W UK Master jest podyplomowka, ktora na
                slabszych uniwerkach mozna zrobic nawet bez studiow pierwszwgo
                stopnia. W wielu przypadkach tylko "pierwszy stopien" daje
                kwalifikacje zawodowe i przynaleznosc do stowarzyszen naukowych.
                Oczywiscie, czasem trzeba sie przekwalifikowac (conversion Master
                course) albo wyspecializowac (advanced Masters course, np.
                informatyka czy nauki ilosciowe, nie wspomne o medycynie itp.) ale
                nie zmienia to faktu, ze inz/lic jest kwalifikacja bazowa.

                Tu stawia sie na zbalansowane zespoly, w PL wciaz na "wszechstronnie
                wyksztalcone" jednostki. Przepraszam bardzo, ale to nie
                sredniowiecze, ze Kopernik mogl byc dobrym astronomem, lekarzem
                ekonomista i ksiedzem... Nauka rozwija sie tak szybko, ze byc dobrym
                w waskiej dziedzinie i nadazac za nowinkami to juz jest sukces.
                Pozdrowka /Darek
                • lmblmb Jak to się ma do tytułu przed nazwiskiem? 03.11.09, 22:32
                  Gość portalu: Darek napisał(a):

                  > W tym grajdolku zwnym Uniwersytet Londynski do profesora
                  > informatyki mowisz Steve, Xiao a nawet Borys (co rosyjskiemu
                  > profesorowi juz chyba tez niewiele przeszkadza po paru latach).

                  Jak to się ma do tytułu przed nazwiskiem? Czekam na korektę.

                  > W Krakowie na autorskim kierunku bylego wicepremiera tylko do
                  > niego zwracasz sie per panie profesorze,

                  Racja co do dojrzenia. Jednak co z tego, jak się do kogoś mówi w Krakowie?
                  Czyżbyś przesiąknął przekonaniem miejscowych, że Kraków to południk zerowy i
                  centrum wszechświata?

                  > Jesli chodzi o mgr, to "nie pomoga doktoraty jak jest czlowiek
                  > d***y" i ksztalcenie bez szerszej wizji,

                  Nie lubię dyskusji, w której z jednej strony są argumenty, a z drugiej jakieś
                  lokalne porzekadła, których w dodatku nigdy nie słyszałem.


                  > W UK Master jest podyplomowka, ktora na slabszych uniwerkach mozna
                  > zrobic nawet bez studiow pierwszwgo stopnia.

                  To jest UK, który ma różne swoje problemy.

                  > Tu stawia sie na zbalansowane zespoly, w PL wciaz na
                  > "wszechstronnie wyksztalcone" jednostki.

                  A na co ma się stawiać jak nie ma specjalizowanego przemysłu? Po kiego grzyba
                  komu w Polsce "operator mikroskopu elektronowego", skoro najbliższy czynny jest
                  w Berlinie?

                  > Przepraszam bardzo, ale to nie sredniowiecze, ze Kopernik mogl byc
                  > dobrym astronomem, lekarzem ekonomista i ksiedzem... Nauka
                  > rozwija sie tak szybko, ze byc dobrym w waskiej dziedzinie i
                  > nadazac za nowinkami to juz jest sukces.

                  Nie pojmuję o czym piszesz. Skończyłem pllitechnikę i jestem specjalizowany. Co
                  więcej, nie wstydzę się wiedzy w ogóle, wstydzę się nawet za dużą jej ilością -
                  pokazuje to, że w Polsce jest przerost nacisku na teorię.

                  > Pozdrowka /Darek

                  również, Leon.
              • Gość: Darek Re: Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wra IP: 78.146.249.* 03.11.09, 14:41
                PS1. Zabawilas/es sie w wypunktowanie, wiec pewnie skoncze na kilku
                PS-ach ;-))
                Oczywiscie, mowilem o UK, a to nie zawsze rowna sie Europa. Nie
                mowie, ze anglosaska "wolna amerykanka" jest zawsze lepsza
                od "pruskiego drylu" i mentalnosci carskiej Rosji, gdzie urzednik i
                tytul jest wyznacznikiem czlowieczenstwa, ale mi sie ta pierwsza
                jakos bardziej podoba - subiektywne odczucie, a moze dojrzalosc do
                samostanowienia.

                Jesli chodzi o "autoprezentacje" to wlasnie mialem na mysli auto
                czyli samo - prezentacje, a nie nabozne przedsawianie przez innych.
                Chodzi mi o pewna kulture bycia.
            • Gość: explorer Re: Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wra IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.09, 09:01
              Darku, mówiąc o tytułach, chciałam zgrabnie ująć ( w jednym
              sformułowaniu) to, że po kieleckiej politechnice też można coś
              osiągąć w dziedzine nauki. O tym, jakie mam wykształcenie wiedzą
              tylko ci, którzy powinni, gdyż uważam, że człowiek na poziomie nie
              będzie trąbił na prawo i lewo : "jestem kimś". Po prostu rozdrażnił
              mnie post na który odpowiadałam :). A co do tytułowania,Ludzie nauki
              też się przecież nie przedstawiają tytułami, po prostu w
              odpowiednich kręgach to jest powszechnie wiadome. Myślę, że w Polsce
              to zwyczaj, wyraz szacunku i, prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie, że
              jako student mówię do profesora, starszego ode mnie jakieś 50 lat po
              imieniu. W krajach anglosaskich już sam język jest tak
              skonstruowany, że łatwiej wejść w ten bezpośredni tryb. Nie mniej
              jednak poprzez swoją wypowiedz chciałam podkreślić, że nie można
              generalizować, iż student kielecki jest z definicji gorszy od
              studenta wrocławskiego. Dużą rolę odgrywa tu samo miasto akademickie
              i na tym polu Kielce nigdy nie będą równać się z Krakowem, czy
              właśnie Wrocławiem. Młodzież nie chce studiować np. na AGH, dlatego,
              bo to AGH, ale przede wszystkim dlatego, że to Kraków. Więc
              chociażbyśmy mieli najlepszą kadrę i warunki, dopóki kielce będą
              miastem pomników, a ich ambicją będzie bycie miastem turystycznym (
              wypowiedź prezydenta,kwiecień 2009)nie będą przyciągać najlepszych,
              bo nie będzie tu szans rozwoju pod względem zawodowym.
          • mat284 Re: Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wra 03.11.09, 16:29
            Widzisz, problem polega na tym, że ja nigdy nie studiowałem we
            Wrocławiu
            . I "chłopczyku" to też niezbyt trafne sformułowanie w
            moim kierunku... :-D

            Człowiek po politechnice może być świetny w szeroko pojętej
            humanistyce - to prawda. Znam jednak wielu z najlepszych obecnie
            studentów PŚ i oni są w tych sprawachjak dzieci we mgle.
            Widziałeś ostatni film Woodiego Allena? Kogo? Czytałeś
            Pamuka? Co robiłem? Kiedy ostatnio byłeś w teatrze? Nigdy?
            Zero rozmowy. Kino C-klasowe to szczyt ich aspiracji. Wśród
            moich przyjaciół ekonomistów też są takie przypadki, ale
            nigdy wśród najlepszych, nigdy nie są standardem (przynajmniej teraz
            w Warszawie i za granicą).

            Dyplom tej czy innej "prestiżowej" uczelni sam w sobie nie znaczy
            NIC. Jeśli jednak dobrze wykorzystasz czas w takim miejscu, to
            skorzystasz więcej niż kieleccy studenci, będziesz miał większe
            możliwości rozwoju.
        • lmblmb Dwadzieścia lat minęło, czas to zmienić. 03.11.09, 08:18
          mat284 napisał:

          > Ooo, to jest właśnie to zapóźnienie na poziomie społeczno-
          > kulturowym, o którym wyżej napisałem. Typ kończy PŚ i myśli, że
          > jest bogiem w porównaniu z każdym jednym humanistą.

          Z każdym za wyjątkiem lekarza i dobrego prawnika i ekonomisty.

          > Nie widzę takiej tępej buty u znajomych z teoretycznie lepszych
          > Politechnik (generalizuję, ale myślę że znam na tyle ludzi, by
          > pokusić się o takie oceny).

          A przydałoby się w końcu wyprostować sytuację. Nie wiem czemu dwadzieścia lat po
          komunie nadal u nas taki szacunek dla humanistów. Dyć oni nie są podstawą
          naszego rozwoju.
          • Gość: aaa Re: Dwadzieścia lat minęło, czas to zmienić. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.09, 09:19
            Rzeczywiście czas zmienić swoje ubogie myślenie, bo humanistyka to
            kształcenie wyobraźni i dopiero na takiej podstawie można
            kształtować ludzkie umysły jak w Japonii. A my chcemy kształcic
            bezmózgowców bez wyobraźni o tym co robią i mogą zrobić.
          • mat284 Re: Dwadzieścia lat minęło, czas to zmienić. 03.11.09, 16:35
            Nie masz pojęcia, czym jest prawdziwa humanistyka. Jak ktoś już
            tutaj wspomniał to sztuka myślenia. W Kielcach tego nie uświadczycz,
            w ogóle trzeba by mocno w Polsce poszukać, żeby znaleźć porządny
            ośrodek. Może seminarium prof. Janion, jakieś MISH-y to dobre
            przykłady.

            Ponadto patrzysz na wszystko przez pryzmat kariery. Czy świetny
            humanista, którego stać najwyżej na pracę (w swoim obszarze) za 2000-
            3000 przez całe życie jest wart mniej niż absolwent politechniki,
            który nieźle rysuje te swoje projekty, ale bije żonę, żłopie piwo,
            przy C-klasowym filmie? Wątpię.
            • lmblmb Fajnie tak sobie wlewać, nieprawdaż? 03.11.09, 22:19
              mat284 napisał:

              > Nie masz pojęcia, czym jest prawdziwa humanistyka.

              Mam doskonałe pojęcie czym jest humanistyka. Przez lata pracowałem jako
              humanista. Niestety konkurencja jest duża, a efekt ciężko zmierzyć.

              Ty za to (i nie tylko ty) popadasz w polską chorobę - "chorobę założenia
              rzeczywistości". Jeśli piszę negatywnie na jakiś temat, to napewni "muszę" być
              osobą poszkodowaną przez dowolny element związany z tym tematem. Pewnie nie
              umiem pisać poprawnie, albo miałem same dwóje z wypracowań. No i pewnie nigdy
              żadnego języka się nie nauczyłem. Fajnie tak sobie wlewać, nieprawdaż?

              Szkoda, bo przez to trudno prowadzić sensowną konwersację popartą argumentami.

              > Jak ktoś już tutaj wspomniał to sztuka myślenia. W Kielcach tego
              > nie uświadczycz,

              Niestety Kielce to jedyne miasto wojewódzkie, w którym nigdy nie byłem.

              > w ogóle trzeba by mocno w Polsce poszukać, żeby znaleźć porządny
              > ośrodek. Może seminarium prof. Janion, jakieś MISH-y to dobre
              > przykłady.

              W Polsce dużo ciężej znaleźć dobry ośrodek naukowy. Niestety nauki humanistyczne
              nadal stoją w Polsce dużo lepiej.

              > Ponadto patrzysz na wszystko przez pryzmat kariery. Czy świetny
              > humanista, którego stać najwyżej na pracę (w swoim obszarze) za
              > 2000-3000 przez całe życie jest wart mniej niż absolwent
              > politechniki, który nieźle rysuje te swoje projekty, ale bije
              > żonę, żłopie piwo, przy C-klasowym filmie? Wątpię.

              Stosujesz manipulację poprzez porównanie skrajności. Nie będę czepiał się
              absolwenta bijącego żony, wystarczy zapytać o tego Yeti, który rzekomo zarabia
              3000 zł.

              Gdyby nauki ścisłe stały na lepszym poziomie, to mógłbym Ci zarzucić cynizm i
              manipulację, a tak pewnie wykręcisz się jakimś mądrym tekstem, który pół forum
              uzna za dobrą wymówkę.
              • mat284 Re: Fajnie tak sobie wlewać, nieprawdaż? 03.11.09, 23:43
                Nie założyłem, że zostałeś poszkodowany przez nauki humanistyczne a
                raczej, że czujesz wyższość z powodu swoich studiów inżynierskich
                (zły trop), bądź, że prezentujesz obiegową znajomość tematu. Nie do
                końca rozumiem dokąd zmierzasz w tej debacie i dlaczego
                uczestniczysz w niej na kieleckich stronach, skoro nie znasz
                środowiska. I co to znaczy w Twoim przypadku "praca jako humanista"?

                W Kielcach nie uświadczy się nie tyle myślenia samego w sobie, ale
                myślenia na studiach humanistycznych.

                Na jakiej podstawie twierdzisz, że nauki humanistyczne mają się dużo
                lepiej w Polsce niż inne studia? Bo jest duży popyt na nie? Na
                większości uczelni studiowanie polega przecież na zaliczaniu bryków
                czy krótkich skryptów - często tacy magistrowie nie widzieli na oczy
                jednego dzieła klasyka ze swojej dziedziny. Stąd buta umysłów
                ścisłych, które coś tam jednak wynoszą z politechnik. Polska
                humanistyka generalnie nic nie wnosi do nauki, polskie uczelnie
                mielą dotychczasowe opracowania.

                Moim zdaniem właśnie z naukami ścisłymi nie jest tak źle. Na te
                studia idą ludzie dobrze przygotowani, którzy wiedzą czego chcą.
                Może tematyka nie jest tam najnowsza, brakuje pomocy naukowych i
                innowacji, ale jeśli chodzi o sam przedmiot studiów - ludzie
                wychodzą dobrze przygotowani, często gotowi do podjęcia niezłej
                pracy. Kryzys na politechnikach polega na obcięciu
                wszystkich "odchamiaczy" i ogólnym zniechęceniu studentów do
                poszerzania horyzontów. Mam praktyczną wiedzę i nic więcej nie jest
                mi potrzebne - takie dominuje podejście.
                • lmblmb Re: Fajnie tak sobie wlewać, nieprawdaż? 04.11.09, 09:55
                  mat284 napisał:

                  > Moim zdaniem właśnie z naukami ścisłymi nie jest tak źle. Na te
                  > studia idą ludzie dobrze przygotowani, którzy wiedzą czego chcą.
                  > Może tematyka nie jest tam najnowsza, brakuje pomocy naukowych i
                  > innowacji, ale jeśli chodzi o sam przedmiot studiów - ludzie
                  > wychodzą dobrze przygotowani, często gotowi do podjęcia niezłej
                  > pracy.

                  OK, racja. Zapomniałem o wszelkich polskich politologiach i kultoroznastwach zaoczno-niedzielnych.

                  A polskie nauki ścisłe coraz bardziej wychodzą na Zachód, mają kontakty.

                  > Kryzys na politechnikach polega na obcięciu
                  > wszystkich "odchamiaczy" i ogólnym zniechęceniu studentów do
                  > poszerzania horyzontów.

                  Fakt, bardzo trudno poszerza się horyzonty inżynierów. Moje zajęcia z francuskiego na politechnice wyglądały często dość komicznie.

                  > Mam praktyczną wiedzę i nic więcej nie jest
                  > mi potrzebne - takie dominuje podejście.

                  OK, ale z drugiej strony znajdziesz podejście typu "nie wiem jak policzyć obszar mojej działki, to takie skomplikowane, hehe", i takie podejście nie spotyka się z masowym ostracyzmem. Podkreślam, nie mówię o całkach oznaczonych, a o zwykłych, podstawowych kalkulacjach. Mój syn jest humanistą, wiem że dla takich osób takie rzeczy są ciężkie (ale do nauczenia), jednak ważniejsze jest to, niż wiedza typu "jak ma na imię ojciec Zeusa". Cóż, jak ktoś nie ma miejsca w głowie na obie rzeczy, to powinien być w stanie policzyć tą działkę.

                  I o to głównie mi chodziło (jako komentarz do wcześniejszej wypowiedzi typu "ty skończyłeś PŚ i się wymądrzasz"). Związek z Kielcami żaden, przepraszam więc za OT.
      • Gość: kaczoland atakuje Re: Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego ... IP: *.dhcp.embarqhsd.net 03.11.09, 03:35
        Wszystkie kierunki typu "politologia" w Polsce stoja na dosyc mizernym
        poziomie... i taka jest samutna prawda!
        • Gość: hehe Re: Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego ... IP: 77.223.220.* 03.11.09, 10:08
          Nieważne co ludzie kończą tylko kogo mają w rodzinie i to by było na tyle.
      • Gość: statystyk Re: Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wra IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.11.09, 08:42
        Prowadzę zajęcia ze statystyki na podyplomowych. Są tu absolwenci
        kierunków technicznych i humanistycznych. Drodzy Państwo,
        posługujecie się stereotypami
        . Na egzaminie, zapewniam Was,
        świetne wyniki osiągają w zbliżonych proporcjach tak humaniści, jak
        umysły ścisłe.
        • Gość: explorer Re: Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wra IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.09, 09:06
          Hmmm, nie wiem, czy to dobry przykład, bo w statystyce (do tego na
          studiach ekonomicznych, a chyba takie to są) należy po prostu
          wiedzieć co podstawić pod który wzór. Gdyby Pan napisał, że całki
          potrójne liczą na równi z umysłami ścisłymi, wtedy to byłoby
          bardziej miarodajne.
          • Gość: statystyk Re: Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wra IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.11.09, 09:52
            Jeśli uważa Pan, że statystyka polega na podstawianiu do wzorów i
            chce dyskutować o wyższości całek potrójnych, to proszę wybaczyć,
            ale nie wystawia Pan tą wypowiedzią dobrego świadectwa własnemu
            wykształceniu (domyślam się technicznemu).
            P.S. Jestem matematykiem po studiach uniwersyteckich, nie
            ekonomicznych.
            • Gość: Darek Re: Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wra IP: 89.243.69.* 03.11.09, 14:30
              Masz racje statystyku, cale to przekomarzanie sie przekupek
              pseudohumanistycznych i pseudotechnicznych tylko przybliza "elyty"
              do targowiska. Przeciez to oczywiste, ze technik bez humanisty jest
              jak (nie przymierzajac) chlop bez baby albo dzien bez nocy - i vice
              versa. Nikt "z nadania" nie jest lepszy, a kazdy moze byc potrzebny,
              zarowno lekarz, jak i piekarz. Chociaz ja wole dobrego piekarza niz
              kiepsciutkiego lekarza..
              • Gość: wsiowy Re: Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wra IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.09, 15:01
                Wracając do politologów. Przykład najznakomitszego, krajowego niegdyś politologa, z WSP/AŚ/UHPJK znamy wszyscy. Jest nim Kazimierz Kik. Tak, tak - Kazimierz Kik. To ten co spał z tasakiem pod poduszką, w dodatku w małym tapczaniku, pod drzwiami wejsciowymi do mieszkania (miał on wtedy, jak opowiadał - mieszkanie, żone i dziecko). Tak on na antenie radia mówił.
                Czy taki politolog cokolwiek może nauczyć studentów? Chyba może tylko spania z tasakiem pod głową w dodatku w małym tapczaniku!!!!!!!!
        • mat284 Re: Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wra 03.11.09, 16:41
          Bo ten podział humanista-umysł ścisły jest sztuczny. Nigdy nie
          miałem problemów ani po jednej ani po drugiej stronie barykady i
          co mi zrobicie?
          ;-) Na studiach to łączę, prywatnie bardziej
          interesują mnie kwestie polityczne, społeczne, czy literatura. Jeśli
          po coś pisałem te posty, to tylko żeby uświadomić, że nie liczą się
          same wyniki na lepszych czy gorszych studiach. Ważne żeby człowiek
          reprezentował sobą więcej i więcej, rozwijał się na wielu
          płaszczyznach. Tymczasem bywam zażenowany wieloma
          wypowiedziami "umysłów ścisłych", dlatego naświetlam problem.
          • Gość: baradab Re: Dlaczego nie wybrałem Kielc i dlaczego tu wra IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.09, 18:32
            Znacie taki dowcip?
            Jak sobie pomyślę jakim jestem inżynierem, to boję się iść do
            lekarza :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka