ruczaj.x 18.03.05, 11:44 Organizacja Ruczaj - to tak jak byście chcieli nas troszkę poznać :D pozdrawiam serdecznie Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
znowu_ja Re: polecam Dziennik Polski (18.01) 18.03.05, 11:56 czytałam, czytałam:))) Odpowiedz Link Zgłoś
olka_krakow Re: polecam Dziennik Polski (18.01) 19.03.05, 17:49 Napiszcie w skrocie o czym pisali. O komunalkach, czy sa jakies dobre wiadomosci? Odpowiedz Link Zgłoś
obozow-y Re: polecam Dziennik Polski (18.01) 19.03.05, 19:59 Artykuł był OK, natomiast tekst w ramce skandaliczny - znów zdania typu "mieszkańcy przekonali część radnych" - było prawie 85% radnych co można określić "przytłaczająca większość" ew. "znaczna większość" ale chyba nie "częśc". Widać że w DP są ludzie sprzyjający pomysłom Majchra. Odpowiedz Link Zgłoś
ruczaj.x Organizacja Ruczaj - tekst z DP 23.03.05, 12:18 ORGANIZACJA RUCZAJ (Katarzyna Kachel) Gdy uslyszeli o zamiarze budowy kilku tysiecy mieszkan komunalnych w sercu osiedla, ich irytacja poczatkowo skupila sie na dzielnicowych radnych. - To oni przeciez podpisali wstepna zgode na realizacje projektu - mowia mieszkancy Ruczaju. Z tej zlosci, w ciagu kilku godzin udalo im sie rozwiesic w okolicy kilkaset plakatow, zagrzewajacych do walki przeciw "slumsom". Urzednicze rozmowy i tony dokumentow, przez ktore musieli przebrnac, nieco ostudzily glowy. Postanowili dzialac inaczej: zewrzec szeregi i opracowac odpowiednia taktyke. Trzon grupy, skladajacy sie m.in. z informatyka, prawnika, socjologow, politologow, mial dyktowac zasady dzialania. Skorzystali ze zdobyczy elektroniki i socjotechnicznych trikow. Wystarczylo im kilka miesiecy, by przekonac do swych racji prawie cale osiedle i miejskich radnych. Stali sie popularni. Kilka tygodni temu zadzwonili do nich mieszkancy krakowskiego osiedla Kliny, gdzie ma powstac kolejne osiedle komunalne. - Co mamy robic, poradzcie nam - prosili. - Musicie sie dobrze zorganizowac - podpowiedzieli. Krok pierwszy: poznac sie lepiej Pierwszym protestujacym byl Michal Golabek, 27-letni informatyk. Nigdy wczesniej nie wykazywal spolecznikowskich i organizatorskich zakusow. Z przeszlosci pamieta jedynie chwilowa przynaleznosc do... zuchow. Teraz jednak, chociaz nawet nie zdazyl przeprowadzic sie do nowego mieszkania na Ruczaju, gdy w Internecie trafil na informacje o planowanych na jego przyszlym osiedlu inwestycjach, bez namyslu postanowil rozpoczac walke z magistratem. Byl listopad 2004 r. Plan profesora Jacka Majchrowskiego, prezydenta Krakowa, zakladal budowe 2 700 mieszkan komunalnych i socjalnych. - Na Ruczaju powstaloby najwieksze getto biedy w Polsce. Nie moglem pozwolic, by w tak pieknej okolicy stworzyc slumsy - mowi Golabek. Pomogli mu najblizsi sasiedzi. Bozena Sobala-Tobiasz byla jedna z trzydziestu osob, ktore chodzily od mieszkania do mieszkania z listami protestacyjnymi. Podpisalo sie na nich 2 tys. osob. - Niektorzy odmawiali. Twierdzili, ze jestesmy egoistami i nie chcemy pomoc biednym ludziom, ktorzy nie maja gdzie mieszkac. Ale to byly jednostki - wspomina. Bozena jest mloda kobieta. Zaangazowala sie w protest, bo miala czas i przekonanie, ze nikt jej nie wyreczy. - Maz uspokajal mnie, przekonywal, ze na pewno ktos te sprawe rozwiaze. Ja wiedzialam, ze albo zrobimy to sami, albo poniesiemy kleske - tlumaczy. Po pisemnych protestach przyszedl czas na plakaty. Rozwiesili ich setki. Dzieki nim chcieli dotrzec do wszystkich, ktorzy byli gotowi stanac do walki z, jak mowia, "najwiekszym gettem w Polsce". Miejscem pierwszej batalii miala byc sesja Rady Dzielnicy VIII. Zainteresowanie protestem przeszlo ich oczekiwania. W niewielkiej sali konferencyjnej nad glowami radnych stanelo ok. 120 mieszkancow. Byla polowa grudnia 2004 r. Jeszcze sie nie znali... Zaczeli przedstawiac radnym swoje argumenty. - To koniec osiedla - przekonywali. - Wiekszosc z nas wydala oszczednosci calego zycia, zaciagnela kredyty na 30 lat po to, by mieszkac w spokojnym i bezpiecznym miejscu. Teraz bedziemy miec tu patologie. Po skonczonej sesji zebrali sie w korytarzu. Zaczeli ustalac kolejne posuniecia. Ktos wpadl na pomysl, by zrobic strone internetowa. Juz wtedy z tlumu zaczely wylaniac sie osoby, ktore mialy poprowadzic pozostalych na wielka wojne. Krok drugi: zebrac material dowodowy Strona internetowa powstala szybko i spontanicznie. Zostala pomyslana tak, aby kazdy, kto ja odwiedza, mogl od razu napisac list protestacyjny do krakowskich mediow, prezydenta, radnych miasta i Dzielnicy VIII. Na forum internetowym wrzalo. Kazdy, niezaleznie czy byl mieszkancem Ruczaju, czy innej dzielnicy, chcial zabrac glos, dolaczyc do walczacych, podzielic sie spostrzezeniami. Tylko w styczniu na strone www.ruczaj.org zagladnelo 2,5 tysiaca osob! Bozena Sobala-Tobiasz wspomina, ze zainteresowanie ich sprawa przeroslo wszelkie oczekiwania pomyslodawcow. Obcy ludzie zaczeli podpowiadac protestujacym, jak rozwiazac problem Ruczaju, deklarowali pomoc. Nie trzeba bylo dlugo czekac, by przeczytac na forum: Chcialbym poznac sasiada. - I tak zaczely sie rodzic przyjaznie - mowi Michal Golabek. - Lokatorzy z tej samej klatki, bloku, zaczeli sie odwiedzac. Na poczatku rozmawiali o protescie, potem o zwyklych, banalnych rzeczach. Komitet protestujacych spotykal sie dwa razy w tygodniu, w garazu. - Na poczatku kipialo. Chcielismy za wszelka cene przekonac ludzi do naszych argumentow - mowi Michal Golabek. - Z czasem doszlismy do wniosku, ze pomoc nam moze jedynie merytoryczna, kulturalna dyskusja. W trakcie kilkugodzinnych obrad wylonila sie grupa najwiekszych zapalencow. Byl wsrod nich prawnik, nauczycielka, politolog, informatyk, inzynier, psycholog i matki wychowujace dzieci. Wszyscy mlodzi, energiczni i nastawieni na zwyciestwo. - Wiedzialem, ze to nie bedzie kwestia kilku dni. Zakomunikowalem zonie: teraz nie bedzie mnie w domu, daj mi swiety spokoj - zartuje Adam Peciak. Adam ma 34 lata. Skonczyl Akademie Gorniczo-Hutnicza. Jest inzynierem o bogatej przeszlosci. Dzialal w samorzadzie szkolnym, kole przewodnikow gorskich. Wie, co to dyscyplina i sportowa walka. - W sprawie Ruczaju nie bylo jednak mowy o zasadach fair play. Dowiedzielismy sie o inwestycji przypadkiem. Nikt nie chcial z nami rozmawiac, bagatelizowano problem - opowiada. Postanowili uderzyc mocno. Stworzyli na stronie internetowej galerie zdjec krakowskich budynkow komunalnych z ulic: Marczynskiego, Komuny Paryskiej i os. Zlota Jesien. - Szpetne, zdewastowane, mowia same za siebie - opowiada Michal Golabek. Krok trzeci: sformalizowac sie Andrzej Mucha jest prawnikiem. Wiedzial, jak zalozyc stowarzyszenie. Bezpieczny i Przyjazny Ruczaj powstal w styczniu 2005 r. Nie ma osobowosci prawnej, ale - jak mowia jego czlonkowie - to tylko kwestia czasu. Prezesem zostal Mucha, jego zastepca Golabek. W Internecie w tym czasie pojawialy sie aktualnosci i apele o skladanie podpisow. Organizatorzy zadbali, by na osiedlu utworzyc punkty kontaktowe. Kazdy, kto chcial dowiedziec sie, gdzie maja powstac komunalne bloki, odsylany byl do tzw. mapy problemu, przygotowanej na stronach internetowych. Obok niej znalazlo sie stanowisko miasta i uchwaly radnych. W garazu trwaly gorace dyskusje. Juz nie tylko o protescie. - Stwierdzilismy, ze nasza dzielnica jest kompletnie zaniedbana. Nie ma tu parkow, placow zabaw, komunikacji miejskiej i porzadnych drog. Niektorzy musza w garniturach przeskakiwac przez plot, by dojsc do najblizszego autobusu - opowiada Tadeusz Maslanka. Tadeusz ma 27 lat i jest kolejnym zagorzalym przeciwnikiem tworzenia blokow biedy. Skonczyl politologie. Nigdy nie chcial zostac politykiem, ale teraz - kto wie? Za soba ma dzialalnosc w harcerstwie, samorzadach szkolnych i studenckich. Takze godziny dyskusji z urzednikami, radnymi, ktorych trzeba bylo przekonac do swoich racji. - To byly ciezkie chwile - opowiada Tadeusz Maslanka. - Slyszelismy caly czas, ze jestesmy bogaci i zli. Kupilismy sobie za grube pieniadze luksusowe mieszkania, a teraz nie chcemy, by ktos zaklocal nam spokoj. Twierdza, ze to nieprawda. Wielu z nich ma mieszkania kupione na kredyt, niektorym pomogli rodzice. Michal Golabek wyjechal kilka lat temu do Stanow Zjednoczonych, gdzie zrobil prawo jazdy. Mogl wozic turystow na Alasce. - Gdyby nie zarobione wowczas pieniadze, nie byloby mnie stac na kupno mieszkania - twierdzi. Zamiast zajac sie remontem nowego lokum, zaangazowal sie jednak w walke przeciw slumsom. - Na poczatku czulem straszna adrenaline. Potrafilem kazda wolna minute poswiecic protestowi. Spotkania z radnymi, wizyty w wydziale mieszkalnictwa, zabieganie o rozmowe z prezydentem. Bylem jak nakrecony. Teraz opadlem troche z sil - przyznaje. Krok czwarty: miec oczy szeroko otwarte W jaki sposob mieszkancom Ruczaju udalo sie przekonac do swoich pomyslow radnych z roznych politycz Odpowiedz Link Zgłoś
ruczaj.x i dalej... 23.03.05, 12:21 - To byly ciezkie chwile - opowiada Tadeusz Maslanka. - Slyszelismy caly czas, ze jestesmy bogaci i zli. Kupilismy sobie za grube pieniadze luksusowe mieszkania, a teraz nie chcemy, by ktos zaklocal nam spokoj. Twierdza, ze to nieprawda. Wielu z nich ma mieszkania kupione na kredyt, niektorym pomogli rodzice. Michal Golabek wyjechal kilka lat temu do Stanow Zjednoczonych, gdzie zrobil prawo jazdy. Mogl wozic turystow na Alasce. - Gdyby nie zarobione wowczas pieniadze, nie byloby mnie stac na kupno mieszkania - twierdzi. Zamiast zajac sie remontem nowego lokum, zaangazowal sie jednak w walke przeciw slumsom. - Na poczatku czulem straszna adrenaline. Potrafilem kazda wolna minute poswiecic protestowi. Spotkania z radnymi, wizyty w wydziale mieszkalnictwa, zabieganie o rozmowe z prezydentem. Bylem jak nakrecony. Teraz opadlem troche z sil - przyznaje. Krok czwarty: miec oczy szeroko otwarte W jaki sposob mieszkancom Ruczaju udalo sie przekonac do swoich pomyslow radnych z roznych politycznych ugrupowan? - Pokazalismy, ze tak naprawde nie walczymy przeciw pani K., ktora ma meza pijaka, ani pani N., ktorej nie bylo stac na zaplacenie czynszu i ja wyeksmitowali. To po pierwsze - mowi Adam Peciak. - Po drugie: od samego poczatku bylismy swietnie zorganizowani. Michal wie, ze gdyby nie protest, nigdy nie poznalby swoich sasiadow, nie wiedzial, czy maja dzieci, gdzie pracuja. Nigdy nie poszedlby z nimi na kawe czy piwo: - Bylibysmy anonimowi. Siedzielibysmy przed telewizorami i mielibysmy w nosie, co robi sasiad po lewej czy prawej stronie. Teraz jest inaczej. Ustalili, ze beda spotykac sie co tydzien, w czwartki, by na goraco dyskutowac o swoich sprawach. Na razie nie maja stalego miejsca zebran, korzystaja wiec z kawiarnianych stolikow. Problemow do rozwiazania jest coraz wiecej. - Myslimy o budowie przedszkola i szkoly - podpowiada Adam. - Na Ruczaju mieszkaja w wiekszosci mlode malzenstwa. Wprowadzaja sie, a po roku, dwoch, na swiat przychodza dzieci. Niedlugo bedzie tu setka przedszkolakow, potem pierwszoklasistow itd. Zony Adama i Tadeusza chcialyby, zeby kolo ich blokow powstal park, do ktorego w przyszlosci moglyby pojsc na spacer z dziecmi. - Chcemy takze powalczyc o place zabaw i boiska - dodaje Adam. - Jak ogladam filmy amerykanskie klasy B, pokazujace dzielnice biedy, to ogarnia mnie zazdrosc. Na kazdym jest boisko do kosza. U nas dzieci bawia sie kolo samochodow, na parkingu. Protestujacy pracuja takze nad zupelnie nowa strona internetowa, bardziej uzyteczna dla mieszkancow. Znajda sie na niej rozklady jazdy autobusow, oferty rekreacji w okolicy, informacja o stowarzyszeniu, inwestycjach, tablica ogloszen i oczywiscie forum dyskusyjne. - Sukces jest bardzo blisko. Prezydent wycofuje sie powoli ze swoich pomyslow. Mozemy brac sie za kolejne sprawy - mowi Michal. Krok piaty: nie dac o sobie zapomniec Zwyciestwo ich nie uspilo. Chca dalej walczyc o swoje osiedle. - Chyba sie od tego uzaleznilismy - mowia. Nie zamierzaja spac spokojnie. - Najlepsza obrona jest atak - mowia. Dlatego, by prezydent Krakowa o nich nie zapomnial, bombarduja go urzedowymi pismami. Na oficjalnych formularzach kieruja do niego rozne zapytania. Wszystkie dotycza jednak przyszlosci Ruczaju. Przygotowali takze profesjonalne plakaty, ktore podgrzeja temperature i przypomna o protescie. Rozwiesza je na klatkach schodowych. Co dalej? Poznaja powoli smak popularnosci. Z prosba o pomoc zwracaja sie do nich mieszkancy innych dzielnic. Pytaja, jak dzialac, by wygrac. - Moze zalozymy poradnie i bedziemy fachowo podpowiadac innym, jak zorganizowac porzadny protest? - zartuja. Historia protestu Mieszkancom krakowskiego osiedla Ruczaj nie spodobal sie projekt budowy blokow komunalnych, ktore mialy powstac w sasiedztwie. Plan prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego zakladal zgromadzenie w jednym miejscu mieszkan komunalnych i socjalnych. Na Ruczaju, wedlug obliczen mieszkancow, mialo powstac 2 700 lokali dla najbiedniejszych. Protest - jak zapewniaja walczacy - nie dotyczyl jedynie tej konkretnej inwestycji, ale polityki mieszkaniowej miasta Krakowa. Jego celem nie byl bunt przeciw pomocy miasta dla osob, ktore nie potrafia samodzielnie zaspokoic swoich potrzeb mieszkaniowych i pozyskiwaniu przez miasto lokali komunalnych. Protestujacy nie godzili sie jedynie na tworzenie enklaw biedy i nierzetelna kwalifikacje lokatorow mieszkan komunalnych. Do swych racji udalo im sie przekonac czesc radnych, co umozliwilo przeglosowanie w Radzie Miasta uchwaly, ze w Krakowie nie nalezy tworzyc takich osiedli. Odpowiedz Link Zgłoś
emrg Re: polecam Dziennik Polski (18.01.2005) 14.01.06, 11:02 Tak przu okazji nominacji dla Andrzeja, nieco z historii naszego Stowarzyszenia:) Artykuł z przed roku. Odpowiedz Link Zgłoś