reden6
19.05.05, 22:28
Większość publikacji na temat plebiscytu i III powstania, jaka ukazała się
w Polsce międzywojennej, streszczała się do sporów o załogi pomiędzy
zwolennikami Korfantego, a zwolennikami Grażyńskiego, który w czasie
powstania w ogóle nie był na Śląsku znany. Najważniejsze dokumenty dotyczące
plebiscytu i III powstania nie zostały jednak w tej polemice ujawnione, gdyż
znajdowały się w rękach Korfanteho. M. in. były tam dowody dotyczące jego
własnych kombinacji przemysłowych z kapitalistami francuskimi oraz dokumenty
dotyczące powiązań z działaczami nasłanymi na Śląsk przez piłsudczykowską
Polską Organizację Wojskową (POW). Grażyński wielokrotnie usiłował zdobyć te
dokumenty; m. in. w czasie pogrzebu Korfantego w Katowicach policja dokonała
włamania do willi zmarłego, gruntownie ją przeszukując, ale wobec ukrycia
dokumentów w innym miejscu, w willi niczego nie zanaleziono. Dokumenty te
wywiózł następnie za granicę w tragicznych dniach września 1939 r. syn
Korfantego, Zbigniew, katowicki adwokat.
W 20 rocznicę powstania. w roku 1941, zamieścił on w okolocznościowej
broszurze wydanej w Londynie artykuł pt. "Jak doszło do III powstania", w
którym przytoczył jeden z dokumentów tajnego archiwum ojca, a mianowicie
depesze ówczesnego rządu polskiego i naczelnika państwa Piłsudskiego z dnia
2.5.1921 r. kategorycznie zabraniające wywołania ruchu zbrojnego na Górnym
Śląsku.
Broszura ta zawiera ponadto inne ciekawe dane. Jeden z dowódców
powstańczych W. Fojkis (w okresie międzywojennym naczelnik gminy
Michałkowice), przyznaje w niej, że komenda POW, która potem opanowała sztab
powstańczy "spoczywała w rękach ludzi, którzy raczej byli wykładnikiem woli
Miedzińskiego i Stipczyńskiego... toteż nasyłano nam do organizacji swoich -
pisze Fojkis - a omijano Ślązaków... Fakt ten przeszkadzał nam w pracy
organizacyjnej, ale nie odbijał się u dołu, bo lud śląski nie rozumiał
wówczas tych intryg". Trzeba dodać, że przed wypowiedzią Fojkisa sprawa
powyższa nigdy nie została publicznie postawiona. Nigdy w Polsce
przedwrześniowej nie powiedziano prawdy, jaka była istotna rola agentów
Piłsudskiego na Górnym Śląsku. Sam Piłsudski nie chciał tej ziemi widzieć w
łonie państwa polskiego i twierdził, że to "odwieczna kolonia niemiecka".
(...)
Do nasłanych ludzi na Śląsk należał m. in. Borelowski (Grażyński), który w
swych wspomnieniach przyznaje, iż przybył tu dopiero w roku 1920 jesienią i
poprzednio nigdzie się ze Ślązakami nie zetknął. Ale całe to peowiackie
towarzystwo spoza Śląska, które w latach następnych chciało ubić kapitał
polityczny z udziału w plebiscycie i powstaniach, w pewnym momencie przed
wybuchem III powstania, kiedy niemiecki komisarz plebiscytowy Urbanek
wyznaczył kwotę miliona marek za uchwycenie przywódców polskiego ruchu
bojowego, opuściło Śląsk, udając się do Sosnowca - jak informuje Fojkis - a
szeregowi członkowie POW w terenie, ludzie miejscowi, owiani jak najlepszą
wiarą w słuszność sprawy, pozostawieni zostali na łaskę losu i
nacjonalistycznych organizacji niemieckich. Stało się to wszystko
bezpośrednio potem, gdy w ręce tych organizacji dostały się szczegóły siatki
konspiracyjnej POW wraz z nazwiskami.
Fakt ten jest jednym z wymownych dowodów o co chodziło wysłannikom
Piłsudskiego na górnośląskim obszarze plebiscytowym.