onka7
28.09.06, 13:57
Normalnie, gdyby nie wy, to by sobie wczoraj nie poradziła. sytuacja była
podbramkowa...od kilku tygodni jeżdżę samochodem męża(w sumie to wspólnym, bo
budujemy dom i w "moim" samochodzie jest hak do przyczepki. W każdym razie
wyjeżdżając wczoraj z owej budowy zarysowałam drzwi o taczkę której nie było
widać w lusterku:). Wystraszyłam się i postanowiłam jak najszybciej oddalić
się z miejsca zdarzenia. Na parkingu dokładnie obejrzałam samochód i dorwałam
faceta(zupełnie przypadkowego, żeby zapytać co teraz robić z tą rysą, żeby
jej nie było...Trafiłam na eksperta i to w dodatku nie tylko od rys, bardzo
mnie uspokoił, powiedział co kupić i jak wcierać i zeby się nie martwić i że
mąż napewno mnie kocha itd. Na stacji benzynowej kupiłam cudowną miksturę i
zaczęłam polerować a tu od razu zjawili się panowie do pomocy- wcierali,
oglądali, doradzali(głownie jak rozmawiać z mężem jeśli się kapnie),
rozmazywali to wszystko po całym samochodzie(żeby się plama nie odcinała od
reszty), zalecali jeżdzenie po kurzu(żeby przybrudzić i nie wzbudzać
podejrzeń) No wspaniali byli,po prostu ubawiłam się jak nigdy, tak mnie
rozluźnili,a mój mąż kochany w tym wszystkim występował jako potwór jakiś.
Rysy prawie już nie było widac(zwłaszcza ze sie zciemniło), az tu nagle mąż
dzwoni...i pyta:"Kotku, czy Ty przypadkie nie przyładowałaś w taczkę bo leży
przewrócona...?" Cholera Kaszpirowski czy co?! Opowiedziałam mu wszystko,
uśmiał się ze mnie jak zwykle i na tym ię skończyło:) a rysa jest pawie
niewidzialna:) Bardzo dziękuje Paowie