Dodaj do ulubionych

zostałam zdradzona...

19.06.04, 15:19
Mam na imię Kasia. Chce Wam o czym opowiedzieć...

Na początku roku 2003 pierwszy raz spotkałam się z Przemkiem. Byłam wtedy w
trakcie rozwodu (zawsze myślałam, że takie rzeczy zdarzają się innym, potem
przekonałam się, że są gorsze rzeczy, które zdarzają się nie tylko innym,
niestety...). Zupełnie nie planowałam kolejnego związku, chciałam się
pozbierać do kupy, złapać oddech, poukładać sobie na nowo parę rzeczy. On
zaproponował „niewinną” kawę, żeby pogadać nie tylko wirtualnie. A że
rozmawialiśmy na gadu-gadu od jakiegoś czasu i świetnie mi się z nim
rozmawiało (pewnie skądś to znacie) – zgodziłam się. Byłam w stanie pod
znaczącym tytułem „Co mam do stracenia?” I tak się zaczęło.

Była mroźna zima, ale ja miałam w sercu maj. Znalazłam miłość swojego życia.
Długie spacery, ukradkowe pocałunki w ciemnych kinowych salach, ten zachwyt w
oczach... Każdy, kto choć raz był zakochany – wie,
o czym mówię... Zaczęły się rozmowy o wspólnym życiu (na przykład podczas
oglądania wystawy w Muzeum Narodowym, żeby było trochę wbrew konwencjiJ).
Usłyszałam, że nigdy nie przypuszczał, że będzie chciał mieszkać z kobietą po
miesiącu znajomości. Byłam zachwycona, oczarowana, byłam po prostu
nieprzytomnie zakochana...

Długo trwało, zanim zaprosiłam Przemka do domu. Nie dziwiło mnie wtedy, że
cały ten czas spędzamy u mnie, nigdy u Niego. Przecież on mieszka pod
Warszawą, miałabym problemy z dojazdem, a poza tym – ma gorsze warunki
mieszkaniowe. Brzmiało to tak logicznie i przekonująco. Przedstawiłam Go
swoim rodzicom – oni szczęśliwi, bo widzą moje szczęście. Ja mam bardzo
blisko kontakt z rodziną, dziwiło mnie, że Przemek praktycznie nie ma żadnego
ze swoją. Cóż, różnie jednak w życiu bywa.

W lipcu okazało się, że Przemek mnie oszukał. Wówczas jeszcze całkiem
niewinnie. Po prostu powiedział, że korespondował z własną siostrą, którą
miał zapisaną pod nazwą „Aniutek”. Najbardziej zszokowana byłam tym, że mnie
po prostu oszukał. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego po prostu nie powiedział mi
prawdy. Wiedział przecież od początku, że nienawidzę obłudy i kłamstwa.
Wyjechał w sprawach firmowych na 2 tygodnie, ja trochę ochłonęłam, strasznie
przepraszał, że nigdy więcej. Stwierdziłam, że jesteśmy tylko ludźmi...

W październiku zamieszkaliśmy razem, zamieszkałam w domku „U Przemka” (tak
naprawdę to Jego mieszkanie służbowe, którego właścicielem jest szef Jego
firmy). Byłam trochę przerażona. Postawiłam wszystko na jedną kartę,
zrezygnowałam z mieszkania służbowego. Okazało się, że mieszkanie, które
miało być wyremontowane dla nas jeszcze potrzebuje czasu, by do
tego „dojrzeć”J Ale co tam, że na pudełkach – grunt, że w końcu razem. Można
się obok siebie budzić, razem zasypiać... Nie było tak różowo – on siedział
strasznie długo w pracy, pierwszy weekend spędziłam sama, bo pojechał do
Poznania... Ale wtedy nie widziałam tych „sygnałów”.

I tak sobie żyliśmy. Aż w grudniu okazało się, że jest znajoma internetowa,
którą poznał na szkoleniu we wrześniu. Nazywał ją dokładnie tak samo jak
mnie – gwiazdki, księżniczki i słoneczka były na porządku dziennym (i
nocnym)... Ona miała widzieć, że jest związany, sama być z kimś związaną.
Powiedział, że zakończy i po sprawie.

Nie zakończył. Ona nie wiedziała, że ja w ogóle istnieje. Właśnie się z kimś
rozstała, a Przemek został przecież zdradzony przez Zuzę z najlepszym
przyjacielem w Kanadzie – wie wobec tego jak to boli. Była fascynacja, ale
ona nie wiedziała w ogóle o moim istnieniu. Chyba to mnie wtedy najbardziej
zabolało – wyparł się mnie... Tak jakby mnie nie było... Choć słyszałam
codziennie, że jestem Jego szczęściem, słonkiem...

Wybaczyłam po raz kolejny – Przemek płaczący to widok, który musiałam oglądać
od tego czasu zbyt często jak się potem okazało... Próbowałam Mu zaufać,
umówiliśmy się, że w czerwcu zdecydujemy czy dalej chcemy być razem, żebym
dała mu te 3 miesiące na kredyt. Wydawało się, że jesteśmy na najlepszej
drodze. Nie zapomniałam, ale chciałam walczyć o nasz związek. Zaczęliśmy
rozmawiać o małżeństwie, dzieciach... Sądziłam, że najgorsze mamy za sobą.
Tak mnie zapewniał, że dla mnie chce się zmienić, że miłość wszystko
zwycięża. Nigdy nie dał mi powodu do myślenia, że w naszym związku źle się
dzieje, nie próbował rozmawiać... Naprawdę nam się dobrze żyło i myślę, że
oboje byliśmy szczęśliwi. Wiem, że teraz to brzmi naiwnie, ale nie oceniajmy
nigdy zbyt łatwo ludzi, bo nie znamy wszystkich motywacji...

16 czerwca 2004. 2 dni do urodzin Przemka. Za książkami w „naszym domku” leży
schowany prezent, album o jaguarach, które moje „szczęście” uwielbia. Dostaję
sms’a: „Jeśli jesteś dziewczyną lub kimś bliskim Przemka Chęcia – skontaktuj
się ze mną – będziesz zainteresowana”. Kontaktuje się. Okazuje się, że
dziewczyna – Magda – nie wie czy jest w ciąży... Że nie miała pojęcia o moim
istnieniu. Że dostała mój numer od innej dziewczyny, z którą spotykał się
Przemek, że jest ich więcej... Ciemno mi przed oczami. Ona podaje mi daty ich
weekendów – raz szkoliłam poza Warszawą, innym razem Przemek powiedział, że
jedzie w interesach do Poznania. Ja wtedy kupiłam mu książkę na podróż, żeby
mu się nie nudziło. Ona podaje mi jej tytuł. Bo pojechał na imieniny...

Jeszcze próbuje z nim rozmawiać, chcę, żeby sam się przyznał. Patrzy na mnie
ze łzami w oczach i mówi, że nie wie nic o żadnej kobiecie, poza mną, która
mogłaby być z nim ciąży. Nie wie nic o złamanych sercach... Że tylko ja...

Magda podaje mi adres strony na www.sympatia.pl - znajduje tam Jego stronę
(teraz już ją zdjął). Jestem
w szoku – pisze, że szuka miłości, seksu, kobiety. W profilu zamieszcza
zdjęcia z okresu, kiedy już byliśmy razem.
Jedna z dziewczyn, która skojarzyła mnie z Magdą – spotkała się z Nim.
Wiedziała jednak skądś o moim istnieniu – przycisnęła Go i usłyszała, że to
taki układ, który raz jest raz go nie ma... A ja prałam Jego koszule...
Postanowiły powiedzieć mi o wszystkim.

Dzwonię do Przemka i pytam, gdzie spał ostatnio w Poznaniu – wtedy przyznał
się...

Teraz zaczynam kojarzyć – sms’y, nie odebrane telefony, wyłączanie komórki na
weekendy. Zawsze to był ktoś
z firmy albo kumple z Poznania. Przemek często do mnie dzwonił, wiedział
zawsze gdzie jestem – że to niby
z troski, bo ja przecież serduszko mam chore... Teraz myślę, że po prostu
chciał wiedzieć gdzie jestem i co robię, bo oceniamy innych podług siebie.
Mnie nigdy to nie przyszło do głowy – jestem wierna i uczciwa aż do bólu...
Tym bardziej wciąż nie mogę zrozumieć. I ten sam schemat – kobieta w trudnym
momencie, która musi się przełamać, żeby zaufać na nowo, no i Przemek z
pięknymi słowami o przeznaczeniu, magii – te same sms’y wysyłał do paru osób
na raz.
Reszty nie będę opisywać...

Nie sadzę, żeby On potrafił być wierny jakiejkolwiek kobiecie... Świat miałby
trochę więcej sensu, gdyby po prostu odszedł do innej. Cierpiałabym, ale
przynajmniej coś bym z tego rozumiała...

Uważam, że Przemek powinien poddać się terapii. Ja jednak nie mam na to już
żadnego wpływu.

Ja za chwilę wyjeżdżam na miesiąc do Irlandii. Zajmę się czymś innym, choć
nie mam złudzeń, że uda mi się nie myśleć, nie pytać, nie rozpaczać... Świat
rozpadł mi się na tysiąc kawałków, muszę go poskładać na nowo. Nie wiem czy
zaufam jeszcze jakiemuś facetowi..

Kasia

Ps. Podaje do siebie kontakt, bo nie chcę, żeby to wyglądało jak anonim
zdradzonej – zostałam zdradzona, ale nie jestem anonimowa...
Gadu-gadu – 1116171


Obserwuj wątek
    • 18lipiec Ej wez go po prostu olej i po sprawie... 19.06.04, 15:42
      Co to w ogole za koles, z kim ty sie zadajesz, przesada........
    • manttia Re: zostałam zdradzona... 19.06.04, 15:55
      cześć kasiu moim zdaniem byłaś a pewnie i nadal jesteś zakochana i wybaczałaś
      wszystko by myślałaś ze on to twoje szczęście i radość której ci tak brakowało
      w trudnych chwilach. Nie jesteś sama ja miałam a może i nadal mam ten sam
      problem. Mojemu wybaczałam wszystko oprócz zdrady, rozstwaliśmy i wracaliśmy i
      tak w kółko. I tak kiedyś powiedziałam sobie: Zapomnisz, ale kiedy? kiedyś na
      pewno...
      • kasia_gol Re: zostałam zdradzona... 19.06.04, 16:26
        ...
        Chyba najbardziej boli mnie, że zaparł się naszej miłości... Teraz widzę, że
        tylko mojej... Gdyby choć przez chwile wziął pod uwagę także moje, a nie tylko
        swoje uczucia, pewnie w zyciu by do tego nie doszło...
        Nie potrafię znaleźć słów, żeby to wszystko ponazywać...
        I jeszcze wciąż wysyła mi sms'y, że mnie kocha i tak dalej... Czyni
        trudniejszym coś, co i tak jest dla mnie wystarczająco trudne... Ale znów
        najważniejszy jest on...
        Nic z tego nie rozumiem...
        k.
        • Gość: Milcha Re: zostałam zdradzona... IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 19.06.04, 16:44
          byłaś wtedy w trudnym okresie kiedy człowiek zbiera się do kupy, liże rany ale
          jednocześnie łaknie pocieszenia. Przemek wpisał się w ten scenariusz. szkoda,
          że wybczałaś tak długo. dowiedziałaś się w końcu jaki jest naprawdę. teraz
          długa droga do wyleczenia. Ale czas leczy rany (banalne ale prawdziwe). Jeśli
          wyciągniesz wnioski będziesz szczęśliwa.
          • kasia_gol Re: zostałam zdradzona... 19.06.04, 16:51
            To chyba stały schemat działania P. - pocieszyciel...
            Powinny istnieć jakieś sposoby ostrzegania kobiety przed takimi facetami...
            Mnie pociesza fakt, że ja w końcu z tego się wygrzebię i bedę szczęsliwa, bo
            potrafię zbudować związek, potrafię po prostu kogoś kochać... A on pozostanie
            dupkiem do końca życia... Bo w przemianę nie wierzę...
            I wkurza, że wciąż oczekuje, ze bedę go bronić przed nim samym...
            k.
          • Gość: D [...] IP: 193.91.9.* 19.06.04, 16:55
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • zalotnica Re: zostałam zdradzona... 19.06.04, 17:00
              kto wychowuje tak wulgarne dzieci...?
        • zalotnica Re: zostałam zdradzona... 19.06.04, 16:50
          kasia_gol napisała:
          >Ale znów najważniejszy jest on...
          > Nic z tego nie rozumiem...

          przepraszam, ale to ja nic z tego nie rozumiem...
          • kasia_gol Re: zostałam zdradzona... 19.06.04, 16:53
            Bo zapewnia mnie o swojej miłości, chce "posklejać serduszko" (fuj, słyszę jak
            to mówi)... Jego potrzeby i oczekiwania... Zupełnie nie bierze pod uwagę, że
            moja potrzebą jest teraz być jak najdalej od niego, że sama myśl o nim boli...
            k.
            • zalotnica Re: zostałam zdradzona... 19.06.04, 16:59
              kasia_gol napisała:

              >Bo zapewnia mnie o swojej miłości, chce "posklejać serduszko" (fuj, słyszę jak
              >to mówi)... Jego potrzeby i oczekiwania... Zupełnie nie bierze pod uwagę, że
              >moja potrzebą jest teraz być jak najdalej od niego, że sama myśl o nim boli...

              piszesz bardzo rozsadnie, wierze, ze szybko zapomnisz, a wyjazd do
              Irlandii nie mogl Ci wypasc w odpowiedniejszym momencie, ale nie
              mozesz pisac, ze on jest nadal najwazniejszy, wtedy przegrasz.
              • kasia_gol [...] 19.06.04, 17:18
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • manttia Re: zostałam zdradzona... 19.06.04, 17:24
      no i zajrzałam aby zobaczyć na własne oczy tego... jakoś dziwnie mu się z oczy
      patrzy i ten uśmiech zdradziecki. Rzuć sie w wir pracy ten wyjazd to jest to
      czego ci potrzeba olej go i byle tak dalej
      • klara-klara Re: zostałam zdradzona... 19.06.04, 17:25
        A skąd wiesz, że ten cały wątek to nie ściema, aby udupić całkiem niewinnego gościa?
        • manttia Re: zostałam zdradzona... 19.06.04, 17:28
          a dlaczego mam jemu wierzyć??? skoro facet daje "jawne" dowody zdrady to jak
          mam mu wierzyć
          • klara-klara Re: zostałam zdradzona... 19.06.04, 17:31
            Yyyyyyy...przecież cała ta historia mogła zostać zmyślona....
            • manttia Re: zostałam zdradzona... 19.06.04, 17:34
              może dlatego ze część z tej historii ma odzwierciedlenie i w moim przypadku i
              chce myśleć ze nie tylko ja jestem naiwna wierząc kolejny raz temu samemu
              facetowi
              • klara-klara Re: zostałam zdradzona... 19.06.04, 17:37
                A może to ty napisałaś ten pierwszy post?
                • manttia Re: zostałam zdradzona... 19.06.04, 17:41
                  i niby po co? a skąd ten wniosek - ze jak nam obu autorce i mi to samo po
                  części się przydarzyło to ma być bujda i wogóle naciąganie prawdy i na dodatek
                  to ja miałam to napisać??
                  • klara-klara Re: zostałam zdradzona... 19.06.04, 17:46
                    Tylko pytam..
                    Dla mnei to jest podejrzane i tyle, może sie doszukeję czegos, czego nie ma...ale...zdziwiło mnie już w pierwszym poście to, że autorce zależało na tym, aby udowodnić, że nie jest to bujda, tylko prawda - podała na dwód tego sowje gg. Potem poprzez współczucie chciała zdobyć symaptię i jednocześnie wzbudzić nienawiść wobec faceta. Następnie pokazuje jego anons ze zdjęciem...Wiadomo, jak bym chciała się zemścić, to pewnie też mogłbym postąpić podobnie, ale może ona się mści na facecie, który nic nie zrobił? A historia ze zdradą jest bzdura..
                    • kasia_gol Re: zostałam zdradzona... 19.06.04, 17:51
                      :)
                      Wierz mi chciałabym, żeby tak było... Bardzo, bardzo... Zresztą, skoro wydało
                      Ci się podejrzane, nic nie poradzę. Jego anons znalazła jedna z dziewczyn i mi
                      przysłała... Nie wpadłabym na to, by przeszukiwac portale...
                      Zresztą, najbardziej na świecie chciałam się wygadać, a nie wzbudzać nienawiść
                      do Przemka. Szkoda mi go tak naprawdę, żal mi go, choć to się może nie mieści w
                      głowie... Kocham go, nawet w tej chwili. Oczywiście nie bedziemy razem, ale nie
                      przestanę w ciągu 2 dni kochać facet. Nawet na to nie liczę.
                      Musiałabyś zobaczyć wszystkie moje łzy i jak mi brakuje oddechu i wtedy mi
                      powiedzieć, że to wymysliłam...
                      k.
                • kasia_gol Re: zostałam zdradzona... 19.06.04, 17:44
                  Trudno tu udowodnić, że nie jest się wielbłądem..
                  Zapewniam jednak, że mam lepsze rzeczy do roboty niż wymyślanie takich historii.
                  Ja bym tego zresztą nie wymyśliła, w najgorszym koszmarze... Zresztą, jesli
                  masz ochotę - skontaktuj się z nim. Czynisz to jednak na własne ryzyko...
                  k.
                  • klara-klara Re: zostałam zdradzona... 19.06.04, 17:48
                    > Zapewniam jednak, że mam lepsze rzeczy do roboty niż wymyślanie takich historii
                    >

                    A nie masz lepszych rzeczy do roboty, niż pisanie takich długich postów na FK?
                    • kasia_gol Re: zostałam zdradzona... 19.06.04, 17:53
                      chciałam to z siebie wyrzucić...
                      k.
                      • klara-klara Re: zostałam zdradzona... 19.06.04, 17:59
                        Moze..
                        • Gość: prion Re: zostałam zdradzona... IP: *.acn.waw.pl 19.06.04, 18:32
                          Nie wiem, czy ten Przemek potrzebuje terapii, ale na pewno
                          autorka watku potrzebuje lekcji z elementarza dyskrecji.
                          Jakim trzeba byc bezmozgiem, zeby publikowac cudze
                          dane na forum (na 99% bez wiedzy tego typa)?
                          Zastanow sie, bo na przyszlosc ktos komu podpadniesz
                          moze zrobic Ci to samo i obsmarowac Cie bez Twojej wiedzy.
    • Gość: Agnes Re: zostałam zdradzona... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.04, 18:44
      No pokazalyscie klase, prawdziwa kobieca solidarnosc...
      Nie dziwie sie dziewczynie, ze napisala, nie dziwie sie, ze zamiescila jego
      dane, nie dziwie sie, ze ma zal. Bo ma do tego prawo, facet przez dlugi czas
      bawil sie jej kosztem i to perfidnie, dlaczego mialaby "podkulic ogonek"?
      Powinna odreagowac koszmar jaki jej stworzyl. Kasiu, bedzie dobrze, zmien
      klimat, uwierz na nowo w siebie!!!
      • Gość: punisher Re: zostałam zdradzona... IP: *.asternet.pl 19.06.04, 20:38
        dopisuje sie do slow agnes
        • katja Re: zostałam zdradzona... 19.06.04, 22:29
          Kasiu! to co opisujesz zdazylo sie wielu kobietom w epoce internetu, wierz
          mi...mam wiele znajomych , ktore sa zdradzane na GG na czatach poprzez anonsy
          na a necie etc...sama przezylam tez horror podobny do twojego w innym wydaniu,
          juz jest dobrze, ale koszmary przesladuja mnie czesto w nocy. Potrzeba bylo
          roku, po 6 miesiacach zaczelam isc pod gorke.
          Badz dzielna , musisz przetrwac ale do niego nie wracaj , bo zrobisz koszmar ze
          swojego zycia. potem bedzie tylko gorzej, znam te typki-dupki ze zwichnietym
          zyciem emocjonalnym. Im sie nie da pomoc, tylko kopa w 4 litery. Przepraszam za
          slownictwo, ale wiem co mowie bo tez to przezylam i glowa do gory Kasiu!
    • Gość: RU Re: zostałam zdradzona... IP: *.chello.pl 20.06.04, 03:29
      Lepiej aby ten facet nie dowiedzial sie ze opublikowalas jego dane w internecie
      bo za to jest juz odpowiedzialność cywilna.
      • Gość: RU - tabletka Re: zostałam zdradzona... IP: *.slupsk.cvx.ppp.tpnet.pl 20.06.04, 06:18
        W Necie się sam opublikował. Dziewczyna tylko głupia była, że link podała.
        Gdyby inaczej namiarami rzuciła, czyli: szukajcie w tej kategorii wiekowej,
        preferencje, portal, wszystko by było w porządku.
    • anahella Re: zostałam zdradzona... 20.06.04, 09:22
      Kasiu jedz do tej Irlandii i zostan tam jak najdluzej. Nowi ludzie, nowe
      srodowisko pomoze Ci sie wyrwac z tego toksycznego zwiazku. Zycze szczescia.
      • Gość: magda Re: zostałam zdradzona... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.06.04, 09:46
        to samo przeszłam i to bardzo boli
      • Gość: magda Re: zostałam zdradzona... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.06.04, 10:05
        zostalam zdradzona przez męża.Sama odkryłam że sobie poszedł na bok z jakąś tam
        nie pytałam o szczegóły ale to okropnie boli do dziś i niewiem dokąd
        jeszcze.Mamy dwoje dzieci małych i ich jest mi najbardziej szkoda.Po takim
        czymś jest trudno się pozbierać i nie jest tak jak dawniej inaczej się
        zachowujemy i już mniej uwagi przywiązujemy do siebie.Gorzej się czuje ta osoba
        zdradzona niż ta co zdradziła.Miałam chęć się wykończyć bo z myślą żyć nadal,
        że on zrobi to znowu -choć obiecał??? A pozatym zdrady nie da się niezauważyć
        to bardzo widać.Czasem nienawidze go, a czasem bym chciała się do niego
        przytulić.Niewiem jak długo to będzie trwać ten okropny ból w sercu,ale teraz
        więcej myśle o dzieciach niz o nim poprostu ,trzymam go na wiele krótszy
        czas.Niemam w nikim zbytniego oparcia, sama musze z tym sobie poradzić.Zycie
        przez to stało się bardziej szare i nudne poprostu czasem nie chce mi się żyć!!!
        Jakoś kobietki musimy se radzić w takiej sytuacji choć to okropnie boli.Jak
        ktoś chcałby pogadać ze mną to mam nr gg pod ksywą mojego męża 4897665
        • Gość: ja tez Re: zostałam zdradzona... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.06.04, 18:27
          Zdradził raz, zdradzi drugi....Gdy mój mąż zdradził mnie pierwszy raz,
          przepraszał, zapewniał że to chwila słabośći, nigdy sie nie powtórzy.Ze to
          zdażenie umocni nasz 15 letni związek. Mamy 2 dzieci, wiec choć było bardzo
          ciężko, wybaczyłam. Teraz tego żałuje. Po roku powiedział, że znalazł kobietę,
          która daje mu szczęście (oczywiście dużo młodsza)i wyprowadził sie. A ja nadal
          nie mogę sie pozbierać.Gdybym po pierwszym razie powiedziała "koniec", nie
          przechodziłabym znów tego koszmaru upokożenia, obwiniania siebie za nieudany
          związek, nieprzespanych nocy. Czy warto więć im wybaczac?
    • klara-klara Pytanie.. 20.06.04, 09:53
      Już odchodząc od tego, czy ten post jest prawdziwy czy nie, wszytsko się w życiu może zdarzy..wiadomo..Moje pytanie to: czy mozna sie w dzisiejszych czasach bezpiecznie zakochać? Jak zauroczyć się kimś, a jednocześnie zachować zdrowy rozsądek? Sprawdzać każdego faceta czy nie ma anonsu na sympati.pl itp.? Być podejrzliwym na kazdy dziwny telefon, sms w jego komórce? Jak nie popaść w paranoje?
    • Gość: miriam Re: zostałam zdradzona... IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 20.06.04, 10:21
      znam podobną sprawę, ale z drugiej strony. Byłam "tą trzecią" nie mając o tym
      zielonego pojęcia. Spotykaliśmy się dwa miesiące - mówił, że jest po rozwodzie,
      ja nie zagladałam mu w dokumenty. Opowiadał jak żona go zdradziła, ile przez
      nią wycierpiał, że teraz jego była ma nowego faceta i się z nim afiszuje.

      Nasze spotkania - zawsze na mieście lub u mnie, nie dawały mi powodów do
      podejrzeń. Myślałam, że jest szalenie romantyczny wyszykując małe, nikomu nie
      znane knajpki, w których mogliśmy być tylko dla siebie. U niego nie byłam, bo,
      podobno, mieszkał z zaborczą matką. Podobno po rozwodzie nie miał gdzie
      mieszkać więc wrócił do matki. Telefonu stacjonarnego nigdy mi nie podał, bo
      podobno nie miał. Komórkę czasem miał wyłączoną. Poza tym często musiał
      pracować do późna i przekładać spotkania.
      To wszystko powinno wzbudzać moje podejrzenia, ale nie wzbudzało. Wierzyłam we
      wszystko co mówił. Nie potrafiłam uwierzyć, że ktoś mógłby mnie tyle czasu
      oszukiwać. Prawdę powiedziawszy - w ogóle nie brałam tego pod uwagę. Mój błąd.

      Aż pewnego dnia zadzwonił mój telefon. Po drugiej stronie inna kobieta.
      Przedstawiła się jak JEGO żona. Zaczęłam na mnie krzyczeć, że mam zostawić jej
      męża, że jestem dziwką itd. A do mnie nie docierało co słyszę. W końcu wyrwałam
      się z osłupienia i zagroziłam, że się rozłączę jak nie przestanie krzyczeć. Już
      wiedziałam, zrozumiałam, że byłam oszukiwana. Zaczęłyśmy normalnie (na ile to
      możliwe) rozmawiać. Ja jej przedstawiłam swoją wersję. Opowiedziałam wszystko
      co on mi naopowiadał. Wtedy ona zaczęła płakać i opowiadać jak on ją oszukiwał.
      Zrobiło mi się jej żal. Okazało się, że mają 1,5 rocznego synka. Mój numer
      znalazła na jego bilingach

      Potem wszystko potoczyło się jak w tandetnym filmie. Ona, po rozmowie ze mną,
      zadzwoniła do niego (był akurat w delegacji - podobno) i powiedziała mu o tej
      rozmowie. On się wszystkiego wyparł, twierdził, że jestem jakąś maniaczką,
      która nie chce mu dać spokuju. Podobno tyle razy do mnie dzwonił aby mi
      powiedzieć abym się od niego odczepiła. Żałosne. Ona po tej rozmowie znów
      zadzwoniła do mnie i mi ją opowiedziała. Znów płakała. Miała wątpliwości, że
      może jednak on mówi prawdę - "przecież nie mógłby jej tak oszukać". Poprosiłam
      aby sama załatwiła tą sprawę i już do mnie więcej nie dzwoniła. Musiałam zająć
      się sobą. Potem zadzwonił on. Z pretensjami, że powiedziałam jego żonie prawdę.
      Mówił, że nie powiedział mi prawdy, bo bał się, że odejdę. Żonę określił jako
      psychopatkę, która teraz, znająć prawdę, może stać się niebezpieczna dla
      otoczenia. Rozłączyłam się. Nie chciałam już więcej słuchać tych bzdur. On już
      potem nie zadzwonił. Ona też nie. A mi pozostał brak zaufania do facetów :(

    • kasia_gol terapia??? 21.06.04, 10:05
      Mam pytania do Was - może któraś z Was przeszła coś takiego... Już nie mówię o
      nas, ale o tym, że on złamie zycie jeszcze niejednej osobie jak nie rozliczy
      sie sam ze sobą... Ze sobą na czele...
      Chodzi mi o terapię - do kogo tak naprawdę może sie zgłosić... Co o tym
      myślicie??
      k.
      • Gość: obierzyna a dlaczego jego wysylasz na leczenie? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.06.04, 11:36
        moim zdaniem to ty powinnas sie zacząć leczyc z uzaleznienia od podrywaczy.
        przeszlam dawno temu podobna historię, ale nie popelnilam twojego błedu, bo
        postanowilam sama sobie pomoc. dlatego jestem taka brutalna w ocenie twojego
        zachowania. mozna sie w zyciu raz pomylic, ale kolejny?!
    • Gość: obierzyna jeszcze jedna naiwna IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.06.04, 11:33
      zeby nie powiedziec gorzej. ty po prostu jestes nieodporna na męskie wdzięki.
      nie potrafisz odroznic czarusia od uczciwego faceta. ciekawi mnie, dlaczego sie
      rozwiodlas. moze jeszcze bedziesz kiedys zalowala.
      • kasia_gol Re: jeszcze jedna naiwna 21.06.04, 11:44
        No nie...
        Czy ja powiedziałam, że chce z nim być? To juz koniec. Zadałam tylko pytanie...
        k.
    • Gość: Anderea powiedz najwazniejsze w jaki sposob sie poznalisci IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.06.04, 11:45
      poznaliscie bo to w sumie jest najwazniejsze w calej sprawie i podam ci
      antidotum na kolejny raz.
      • kasia_gol Re: powiedz najwazniejsze w jaki sposob sie pozna 21.06.04, 15:28
        Hmmm... Otóż - byłam w trakcie rozwodu. On zaczepił mnie na gg (miałam jakiś
        radosny opis (wbrew wszystkiemu). Z zasady nie odpowiadam na takie zaczepki,
        ale mam kolege Przemka, w tym samym wieku itd. Dane publiczne się zgadzały -
        więc gadałam o pierdołach. Zanim zorientowałam się, że to nie mój znajomy, za
        bardzo polubiłam te nasze rozmowy. Zupełnie wówczas bez podtekstów. To był
        listopad 2002. Spotkalismy sie piewrszy raz na przełomie stycznia i lutego
        2003. Na kawę i tak się poznaliśmy...
        k.
        • Gość: Andrea Re: powiedz najwazniejsze w jaki sposob sie pozna IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.06.04, 15:57
          no wlasnie przez internet tak jak myslałem i do tego jeszcze sam cie zaczepił
          na gg. Nie zdziwiłbym sie gdyby on miał jakąs zone o ktorej zadna z was nie
          wie, powazny mezczyzna nie szuka milosci przez internet a tym bardziej przez
          gg, powiem ci tak ja mam znajomą ktora zaczela sie bawic w takie randki i
          widze jak to kiepsko wyglada, ja juz jej rozradzam to bo widze z boku a ona
          ciagle mowi ze za ktoryms razem na pewno trafi na odpowiedniego.
          Wiec z tego co wiem ma za sobą 7 znajomosci i za kazdym razem trafia na
          zonatych, latwo to rozpoznac bo oni przewaznie w wekeendy nie maja czasu na
          spotkania itd.
          Pisze ci to abys sie nie wciągneła w takie randkowanie bo z tego ciezko sie
          wyleczyc , to kusi tym ze nie wiadomo na kogo sie trafi i czlowiek sie łudzi ze
          trafi bardzo dobrze. Najlepiej odpusc i za zadna cene sobie nie mow gdy sie
          trafi nastepny ze z tym bedzie dobrze bo ja widze po niektorych ze zawsze jest
          tak samo. Zreszta otwarcie pogadaj ze znajomymi jak jest kiepsko i jak sie
          mozna sparzyc bo napewno znaja kogs po takich przejsciach , tylko pamietaj nie
          takimi radz sie w tej kwesti ze znajomymi z internetu bo ci zawsze ci powiedza
          ze jest wspaniale bo sami sie juz uzaleznili od tego.

          Pozdrawiam
          • kasia_gol Re: powiedz najwazniejsze w jaki sposob sie pozna 21.06.04, 16:40
            Teraz jestem po prostu o to co przeszłam mądrzejsza...
            Najlepsze jest to, że razem mieszkaliśmy, znalismy swoje rodziny, przyjaciół...
            Gdzie jest ta magiczna linia, przecież to nie było tak, że ja po 2 spotkaniach
            widziałam nas już z gromadka dzieci za 20 lat... To nie Internet jest zły,
            tylko ludzie, którzy nie mają zasad...
            k.
    • zwierzoczlowiekoupior Re: zostałam zdradzona... 21.06.04, 12:23
      Nazwisk w necie nie powinno się podawać. To powinna być nienaruszalna zasada.
      Każdy może sfabrykować dowolną historię lub zniekształić ją (nawet
      nieświadomie, w poczuciu krzywdy) i użyć czyjegoś nazwiska. Z tego bynajmniej
      nie wynika, że Ci nie wierzę. Znam dwie bardzo podobne historie. Z takich i
      podobnych wnioski same się nasuwają. Po pierwsze ostrożnie z netowymi
      znajomościami. Nie chodzi o to, żeby takich znajomości nie zawierać, ale
      podchodzić do nich z bardzo ograniczonym zaufaniem. To co wiemy o kimś poznanym
      w necie zawsze należy skonfrontować z otoczeniem tej osoby. I jeśli facet nie
      poznaje cię z rodziną i znajomymi to jest to pierwszy dzwonek alarmowy. Po
      drugie metoda Tulipana jest pewnie stara jak świat, w każdym razie sprzed
      czasów internetu. Jeśli dorosły mężczyzna niemal od razu mówi o wielkiej
      miłości, o znalezieniu tej jedynej, o wspólnym zamieszkaniu lub wręcz o ślubie
      to zawsze to powinno być niepokojące. Paradoksalnie im lepiej od początku
      znajomości, im większe poczucie wyjątkowości związku, im głębsze przekonanie,
      że nikt cię nigdy tak nie rozumiał jak on, tym gorzej. Bo to poczucie
      wyjątkowości wynika z faktu, że taki facet poznał już naprawdę wiele kobiet i
      doskonale wie, co mówić i jak się zachowywać, by wywołać określone uczucia.
      Wydaje się czytać w myślach, wydaje się idealny, bo skupia się na odgadywaniu
      twoich życzeń i spełnianiu ich. Sam w relacjach z tobą niemal nie istnieje,
      funkcjonuje wyłącznie jako wytwór twoich marzeń o mężczyźnie idealnym i takiej
      miłości. Pewnie to marna pociecha, ale chociaż dobrze, że nie naciągnął Cię na
      pieniądze, bo i tak często kończą się podobne historie. Jeśli potrzebny Ci
      terapeuta poszukaj go, ale tak strasznie się nie biczuj. Wiele naprawdę
      inteligentnych kobiet padło ofiarą podobnych manipulatorów. Mit romantycznej
      miłości, dwóch połówek jabłka, przeznaczenia... ech...
      Pozdrawiam,
      Zwierzak
      • kruszynka301 Re: znajomości z netu. 21.06.04, 22:10
        Czytam, co się przytrafia innym, i zaczęłam się zastanawiać - spotykałam się z kilkunastoma facetami z netu (spotkania luźne, przy kawie, teatr, pub), nigdy nie zdarzyło mi się trafić na podobne typ opisywany przez Kasię.
        Tylko - ja szukałam w necie partnera do rozmów, również byłam w trakcie rozwodu i naprawdę miałam dość związków i propozycji w realu, aby szukać w necie. Nie mogłam spać w nocy - więc siedziałam na czacie. Wybierałam mężczyzn jedynie z Krakowa, może dlatego, że to takie małe miasto, i nie ma możliwości, żeby nie mieć wspólnych znajomych.
        Na spotkanie w realu umawiałam się rzadko, zwykle faktycznie dla towarzystwa przy jakiejś imprezie, z nastawieniem miłego spędzenia wieczoru, i niczego więcej, o czym uprzedzałam przed spotkaniem.
        Na co trzeba zwracać uwagę, aby nie dać się oszukać?
        Ja wszystkie znajomości traktowałam z przymrużeniem oka, byli to bardzie kumple do pubu niż KANDYDACI na męża. Wszytkich facetów z netu, z którymi się spotkałam wspominam ciepło i miło.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka