kasia_gol
19.06.04, 15:19
Mam na imię Kasia. Chce Wam o czym opowiedzieć...
Na początku roku 2003 pierwszy raz spotkałam się z Przemkiem. Byłam wtedy w
trakcie rozwodu (zawsze myślałam, że takie rzeczy zdarzają się innym, potem
przekonałam się, że są gorsze rzeczy, które zdarzają się nie tylko innym,
niestety...). Zupełnie nie planowałam kolejnego związku, chciałam się
pozbierać do kupy, złapać oddech, poukładać sobie na nowo parę rzeczy. On
zaproponował „niewinną” kawę, żeby pogadać nie tylko wirtualnie. A że
rozmawialiśmy na gadu-gadu od jakiegoś czasu i świetnie mi się z nim
rozmawiało (pewnie skądś to znacie) – zgodziłam się. Byłam w stanie pod
znaczącym tytułem „Co mam do stracenia?” I tak się zaczęło.
Była mroźna zima, ale ja miałam w sercu maj. Znalazłam miłość swojego życia.
Długie spacery, ukradkowe pocałunki w ciemnych kinowych salach, ten zachwyt w
oczach... Każdy, kto choć raz był zakochany – wie,
o czym mówię... Zaczęły się rozmowy o wspólnym życiu (na przykład podczas
oglądania wystawy w Muzeum Narodowym, żeby było trochę wbrew konwencjiJ).
Usłyszałam, że nigdy nie przypuszczał, że będzie chciał mieszkać z kobietą po
miesiącu znajomości. Byłam zachwycona, oczarowana, byłam po prostu
nieprzytomnie zakochana...
Długo trwało, zanim zaprosiłam Przemka do domu. Nie dziwiło mnie wtedy, że
cały ten czas spędzamy u mnie, nigdy u Niego. Przecież on mieszka pod
Warszawą, miałabym problemy z dojazdem, a poza tym – ma gorsze warunki
mieszkaniowe. Brzmiało to tak logicznie i przekonująco. Przedstawiłam Go
swoim rodzicom – oni szczęśliwi, bo widzą moje szczęście. Ja mam bardzo
blisko kontakt z rodziną, dziwiło mnie, że Przemek praktycznie nie ma żadnego
ze swoją. Cóż, różnie jednak w życiu bywa.
W lipcu okazało się, że Przemek mnie oszukał. Wówczas jeszcze całkiem
niewinnie. Po prostu powiedział, że korespondował z własną siostrą, którą
miał zapisaną pod nazwą „Aniutek”. Najbardziej zszokowana byłam tym, że mnie
po prostu oszukał. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego po prostu nie powiedział mi
prawdy. Wiedział przecież od początku, że nienawidzę obłudy i kłamstwa.
Wyjechał w sprawach firmowych na 2 tygodnie, ja trochę ochłonęłam, strasznie
przepraszał, że nigdy więcej. Stwierdziłam, że jesteśmy tylko ludźmi...
W październiku zamieszkaliśmy razem, zamieszkałam w domku „U Przemka” (tak
naprawdę to Jego mieszkanie służbowe, którego właścicielem jest szef Jego
firmy). Byłam trochę przerażona. Postawiłam wszystko na jedną kartę,
zrezygnowałam z mieszkania służbowego. Okazało się, że mieszkanie, które
miało być wyremontowane dla nas jeszcze potrzebuje czasu, by do
tego „dojrzeć”J Ale co tam, że na pudełkach – grunt, że w końcu razem. Można
się obok siebie budzić, razem zasypiać... Nie było tak różowo – on siedział
strasznie długo w pracy, pierwszy weekend spędziłam sama, bo pojechał do
Poznania... Ale wtedy nie widziałam tych „sygnałów”.
I tak sobie żyliśmy. Aż w grudniu okazało się, że jest znajoma internetowa,
którą poznał na szkoleniu we wrześniu. Nazywał ją dokładnie tak samo jak
mnie – gwiazdki, księżniczki i słoneczka były na porządku dziennym (i
nocnym)... Ona miała widzieć, że jest związany, sama być z kimś związaną.
Powiedział, że zakończy i po sprawie.
Nie zakończył. Ona nie wiedziała, że ja w ogóle istnieje. Właśnie się z kimś
rozstała, a Przemek został przecież zdradzony przez Zuzę z najlepszym
przyjacielem w Kanadzie – wie wobec tego jak to boli. Była fascynacja, ale
ona nie wiedziała w ogóle o moim istnieniu. Chyba to mnie wtedy najbardziej
zabolało – wyparł się mnie... Tak jakby mnie nie było... Choć słyszałam
codziennie, że jestem Jego szczęściem, słonkiem...
Wybaczyłam po raz kolejny – Przemek płaczący to widok, który musiałam oglądać
od tego czasu zbyt często jak się potem okazało... Próbowałam Mu zaufać,
umówiliśmy się, że w czerwcu zdecydujemy czy dalej chcemy być razem, żebym
dała mu te 3 miesiące na kredyt. Wydawało się, że jesteśmy na najlepszej
drodze. Nie zapomniałam, ale chciałam walczyć o nasz związek. Zaczęliśmy
rozmawiać o małżeństwie, dzieciach... Sądziłam, że najgorsze mamy za sobą.
Tak mnie zapewniał, że dla mnie chce się zmienić, że miłość wszystko
zwycięża. Nigdy nie dał mi powodu do myślenia, że w naszym związku źle się
dzieje, nie próbował rozmawiać... Naprawdę nam się dobrze żyło i myślę, że
oboje byliśmy szczęśliwi. Wiem, że teraz to brzmi naiwnie, ale nie oceniajmy
nigdy zbyt łatwo ludzi, bo nie znamy wszystkich motywacji...
16 czerwca 2004. 2 dni do urodzin Przemka. Za książkami w „naszym domku” leży
schowany prezent, album o jaguarach, które moje „szczęście” uwielbia. Dostaję
sms’a: „Jeśli jesteś dziewczyną lub kimś bliskim Przemka Chęcia – skontaktuj
się ze mną – będziesz zainteresowana”. Kontaktuje się. Okazuje się, że
dziewczyna – Magda – nie wie czy jest w ciąży... Że nie miała pojęcia o moim
istnieniu. Że dostała mój numer od innej dziewczyny, z którą spotykał się
Przemek, że jest ich więcej... Ciemno mi przed oczami. Ona podaje mi daty ich
weekendów – raz szkoliłam poza Warszawą, innym razem Przemek powiedział, że
jedzie w interesach do Poznania. Ja wtedy kupiłam mu książkę na podróż, żeby
mu się nie nudziło. Ona podaje mi jej tytuł. Bo pojechał na imieniny...
Jeszcze próbuje z nim rozmawiać, chcę, żeby sam się przyznał. Patrzy na mnie
ze łzami w oczach i mówi, że nie wie nic o żadnej kobiecie, poza mną, która
mogłaby być z nim ciąży. Nie wie nic o złamanych sercach... Że tylko ja...
Magda podaje mi adres strony na www.sympatia.pl - znajduje tam Jego stronę
(teraz już ją zdjął). Jestem
w szoku – pisze, że szuka miłości, seksu, kobiety. W profilu zamieszcza
zdjęcia z okresu, kiedy już byliśmy razem.
Jedna z dziewczyn, która skojarzyła mnie z Magdą – spotkała się z Nim.
Wiedziała jednak skądś o moim istnieniu – przycisnęła Go i usłyszała, że to
taki układ, który raz jest raz go nie ma... A ja prałam Jego koszule...
Postanowiły powiedzieć mi o wszystkim.
Dzwonię do Przemka i pytam, gdzie spał ostatnio w Poznaniu – wtedy przyznał
się...
Teraz zaczynam kojarzyć – sms’y, nie odebrane telefony, wyłączanie komórki na
weekendy. Zawsze to był ktoś
z firmy albo kumple z Poznania. Przemek często do mnie dzwonił, wiedział
zawsze gdzie jestem – że to niby
z troski, bo ja przecież serduszko mam chore... Teraz myślę, że po prostu
chciał wiedzieć gdzie jestem i co robię, bo oceniamy innych podług siebie.
Mnie nigdy to nie przyszło do głowy – jestem wierna i uczciwa aż do bólu...
Tym bardziej wciąż nie mogę zrozumieć. I ten sam schemat – kobieta w trudnym
momencie, która musi się przełamać, żeby zaufać na nowo, no i Przemek z
pięknymi słowami o przeznaczeniu, magii – te same sms’y wysyłał do paru osób
na raz.
Reszty nie będę opisywać...
Nie sadzę, żeby On potrafił być wierny jakiejkolwiek kobiecie... Świat miałby
trochę więcej sensu, gdyby po prostu odszedł do innej. Cierpiałabym, ale
przynajmniej coś bym z tego rozumiała...
Uważam, że Przemek powinien poddać się terapii. Ja jednak nie mam na to już
żadnego wpływu.
Ja za chwilę wyjeżdżam na miesiąc do Irlandii. Zajmę się czymś innym, choć
nie mam złudzeń, że uda mi się nie myśleć, nie pytać, nie rozpaczać... Świat
rozpadł mi się na tysiąc kawałków, muszę go poskładać na nowo. Nie wiem czy
zaufam jeszcze jakiemuś facetowi..
Kasia
Ps. Podaje do siebie kontakt, bo nie chcę, żeby to wyglądało jak anonim
zdradzonej – zostałam zdradzona, ale nie jestem anonimowa...
Gadu-gadu – 1116171