Dodaj do ulubionych

Historia jakich tysiące...

31.03.08, 18:57
Poznaliśmy się przez portal randkowy. Byliśmy ze sobą dziesięć
miesięcy,spotykaliśmy się dość często pomimo odległości,były codzienne
telefony,maile,gg,jego wielka tęsknota,namowy żebym do niego przyjechała już
na stałe.
Ne spieszyłam się aż tak bardzo z przeprowadzką,bo potrzebowałam więcej czasu
na upewnienie się czy mogę temu człowiekowi zaufać....
Wszystko było w porządku oprócz tego,że facet nie chciał zlikwidować swojego
profilu,twierdził że on już nikogo nie szuka bo już znalazł,a tam gada tylko
ze znajomymi.
Rozstaliśmy się z tego powodu. Logował się codziennie,a kiedy zwracałam mu
uwagę to mówił że powinnam udać się na terapię.,bo mam jakiś problem.
Miesiąc po rozstaniu zaczął o mnie zabiegać...przyjechał,przepraszał,prosił o
szansę. Zależy mi na nim więc postanowiłam spróbować. Prosił żebym przyjechała
do niego w kwietniu,on też niedługo przyjedzie do Polski.
Jesteśmy tydzień po spotkaniu a on już rzadziej się odzywa,nie ma siły gadac
na gg,bo chory,bo mu się spać chce,obiecuje że zadzwoni i nie robi tego.
Znalazłam na zagranicznych stronach kilkanaście jego anonsów.....zatkało
mnie,nieźle se facet poczyna a ma grubo po 30...rozumiem że powinnam go skreślić?
Jakie macie zdanie na temat tego pana? Po raz drugi narobił mi nadziei i
zachował się w taki sposób....chore
Obserwuj wątek
    • ingeborg Re: Historia jakich tysiące... 31.03.08, 18:59
      rzeczywiście, historia jakich tysiące. dlatego kosz.
      • bijok Re: Historia jakich tysiące... 31.03.08, 19:03
        Dlaczego kosz? Ja tu beczę i jest mi źle przez dupka jednego...
        • rosa_de_vratislavia Re: Historia jakich tysiące... 31.03.08, 19:08
          bijok napisała:

          > Dlaczego kosz?

          Bo gościu i znajomośc nadają się do kosza tylko.

          > Ja tu beczę i jest mi źle przez dupka jednego...

          Sama go tak nazwałeś. Gość ma syndrom don Juana i tyle. Musi
          zdobywać. Nie umie podtrzymywac znajomości.
          Nawet jak wróci, to co? Myślisz,że "Dla Ciebie się zmieni?"
          Zamiast siedzieć i beczeć - idź na rower.
        • dorciaz Re: Historia jakich tysiące... 31.03.08, 19:12
          ...a nie potrafisz sobie poszukac faceta w realu? Faceta na miejscu
          a nie "gdzieś daleko".Za moich czasów były
          knajpy ,dyskoteki,imprezy,wyjazdy...itp.I jakoś wszystkie
          znalazłyśmy mężów.
          Pozostało Ci jeszcze biuro matrymonialne!
          pozdr.
    • mnop2 Re: Historia jakich tysiące... 31.03.08, 19:16
      odpuść go sobie
    • manna2008 Re: Historia jakich tysiące... 31.03.08, 19:37
      a jakiego on uzywal nicka?
      bo ja mam podobny problem, wlasnie odkrylam ze jest nas
      wiecej....moze Ty jestes jedna z nich?

      bijok napisała:

      > Poznaliśmy się przez portal randkowy. Byliśmy ze sobą dziesięć
      > miesięcy,spotykaliśmy się dość często pomimo odległości,były
      codzienne
      > telefony,maile,gg,jego wielka tęsknota,namowy żebym do niego
      przyjechała już
      > na stałe.
      > Ne spieszyłam się aż tak bardzo z przeprowadzką,bo potrzebowałam
      więcej czasu
      > na upewnienie się czy mogę temu człowiekowi zaufać....
      > Wszystko było w porządku oprócz tego,że facet nie chciał
      zlikwidować swojego
      > profilu,twierdził że on już nikogo nie szuka bo już znalazł,a tam
      gada tylko
      > ze znajomymi.
      > Rozstaliśmy się z tego powodu. Logował się codziennie,a kiedy
      zwracałam mu
      > uwagę to mówił że powinnam udać się na terapię.,bo mam jakiś
      problem.
      > Miesiąc po rozstaniu zaczął o mnie
      zabiegać...przyjechał,przepraszał,prosił o
      > szansę. Zależy mi na nim więc postanowiłam spróbować. Prosił żebym
      przyjechała
      > do niego w kwietniu,on też niedługo przyjedzie do Polski.
      > Jesteśmy tydzień po spotkaniu a on już rzadziej się odzywa,nie ma
      siły gadac
      > na gg,bo chory,bo mu się spać chce,obiecuje że zadzwoni i nie robi
      tego.
      > Znalazłam na zagranicznych stronach kilkanaście jego
      anonsów.....zatkało
      > mnie,nieźle se facet poczyna a ma grubo po 30...rozumiem że
      powinnam go skreśli
      > ć?
      > Jakie macie zdanie na temat tego pana? Po raz drugi narobił mi
      nadziei i
      > zachował się w taki sposób....chore
      • bijok Re: Historia jakich tysiące... 31.03.08, 20:14
        Oj,nie mogę podać nicka,to zbyt ryzykowne. Facet zrobił mi papkę z mózgu,gadał
        że właśnie mnie szukał i po tym jak o mnie zabiegał można faktycznie było w to
        uwierzyć.
        Syndrom Don Juana i Piotrusia Pana bardzo możliwy,a nawet pewny.
        W anonsach pisze,że jest facetem ceniącym ponadczasowe wartości...hahaha,no nie
        wytrzymam! Szkoda tylko że na ostatnim spotkaniu tak ciepło mnie tulił i czule
        żegnał...można być aż tak podłym?
    • butterflymk Re: Historia jakich tysiące... 31.03.08, 20:17
      może jego dystans raczej spowodowany jest twoją "natrętnością"
      poznał cię z tej strony że chcesz cos wymusić na nim więc sobie darował...
      • bijok Re: Historia jakich tysiące... 31.03.08, 20:23
        Ale ja w tej chwili zachowuje dystans,czekam aż on się pierwszy odezwie,jestem
        miła i nie naciskam...być może boi się zniewolenia jakiegokolwiek o czym
        świadczy fakt,że z żoną wytrzymał rok i od tej pory jest kawalerem z odzysku tuż
        przed czterdziestką...
    • modliszka24 Re: Historia jakich tysiące... 31.03.08, 21:21
      Tyle tu się piszę o spotkaniach ludzi którzy poznali się na portalu randkowym i
      to chyba jest szablon.Facet nie chce zrezygnować z wchodzenia na te strony
      potem przestaje się odzywać.A dziewczyny dalej się nabierają
      Spa w Polsce
      Wellness&SPA
      • mijo81 Re: Historia jakich tysiące... 31.03.08, 23:17
        I co najgorsze dalej się będą nabierać....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka