dorota_snooker
19.06.05, 21:41
JPies, wesele, chrzest i turniej – czyli co u mnie słychać :))))))))
Siedzę sobie i konsumuję 6 ogórka małosolnego własnej produkcji. Od razu
zaznaczam że wzmożone spożycie ogóreczków nie wynika z faktu iż znajduję się w
stanie odmiennym. To raczej potrzeba wprowadzenia się w kwasicę metaboliczną
po mijającym właśnie weekendzie.
W sumie nigdy nie zamierzałam mieszać snookera do spraw prywatnych ani też
spraw prywatnych do snookera ale tak jakoś wychodzi że dwie te strefy mocno
się ostatnio przenikają.
Oglądaliście film „Cztery wesela i pogrzeb” ??? Ja właśnie przeżyłam coś
podobnego.
Tyle tylko że mój film nosi tytuł „Pies, wesele, chrzest i turniej”. Wszystko
to w ciągu jednego weekendu.
I tak po kolei:
1.Pies. Znalazłam psa. A właściwie sukę. Zgubiła się biedna komuś i biegała w
okolicach ronda Grzegórzeckiego (Krakusy wiedzą gdzie). Kilka razy mało nie
wpadła pod samochód. Była taka przerażona....... Adrenalina popłynęła po
moich synapsach, i ja psa pod pachę i do pobliskiej szkoły. Ze szkoły
skakankę, psa na skakankę i do domu. Proszę sobie wyobrazić mnie targającą
szczeniaka na skakance przez pół Krakowa......
No i teraz mam w domu sukę o niskiej kontroli potrzeb fizjologicznych i
obrażonego kota który od trzech dni nie złazi z szafy. Co będzie dalej nie
wiem. Pewne jest że sama się ostatnio zaskakuję........ (np. psem).
Ach, psa nazwałam „cinka” :D :D. Ale żeby uprzedzić podejrzenia nie na cześć
Mar”cinka” Nitschke. Mój kuzyn mówi na dziewczynki „cinki”. A że piesek jest
dziewczynką no to jest „cinka”.
2.Wesele. A właściwie namiastka wesela po ślubie w urzędzie stanu cywilnego.
Żenił się mój stryj (już czwarty raz biedaczek) będący czymś w rodzaju „capo
di tutti capi” a tak że moim „Ojcem Chrzestnym”. Próbowałam ostatnio
wytłumaczyć znajomemu z klubu „frame” że moja rodzina jest troszeczkę sycylijska.
Lubimy sobie posyłać nawzajem niezbyt świeże ryby w gazecie i temu podobne
sprawy. Taka cosa nostra. Ale dwie lampki czerwonego wina i Nino Rota w tle
pozwoliły mi jakoś przetrwać.
3.Turniej. Chłopaki z klubu frame zagrały dwie gwiazdki. Zwiałam z wesela na
tyle wcześnie że dotarłam do klubu na półfinały. W nich zmierzyli się
Sebastian Jóźwik z Didier Billen’em 3:1 i Maciej Surówka (pseudonim „sałatka”)
z Marianem Lipińskim z Katowic 2:3. Szczególnie fascynująca okazała się gra M.
Surówki który napędził porządnego stracha mojemu ulubieńcowi Marianowi :).
Finał jak to finał wygrał lepszy czyli Jóźwik 1:3. Sebastian w półfinale wbił
breaka 31, ale break’iem turnieju pozostała 40 Przemka Fundamenta.
Drabina :
www.framekrakow.com.pl - dział turnieje
Kilka słów nie merytorycznych :
Generalnie turniej ten był sprawdzianem przed czterema gwiazdami w Warszawie.
Doprawdy nie wiadomo kto z krakusów pojedzie a kto nie(nie licząc mnie bo ja
będę). Ale trening jest ważny. Ja też trenowałam kibicowanie :) i towarzyską
konwersację. I tak donoszę iż snooker krakowski opanowały trzy nurty: Kubizm
(Kuba Nowak), Fundamentalizm (Przemek Fundament) i Marianizm (Marian Lipiński).
I tyle.
A właściwie nie. W piątek było Adolfa. Przemek F. mi powiedział. Cenna uwaga.
4.Chrzest jak chrzest. Znów rodzina, znów Sycylia. Dodam tylko że chrzczony
miał rokmi poszedł do ołtarza o własnych siłach, a ja jako matka chrzestna
spóźniłam się efektownie chyba z 5 min. I dzwoniono do mnie w trakcie
przyjęcia. Snookerowo.
Ale miły głos jest zawsze miło usłyszeć.
I to by było na tyle.
Przepraszam że spamuję Gawroniu. Ale ostatnio usłyszałam tyle miłych słów o
tym moim pisaniu że sobie pozwoliłam na troszeczkę :).
PS. Następny ogóreczek małosolny i zaraz spacer z pieskiem. Jak będę
potrzebować lekarza to dam znać.................