Dodaj do ulubionych

MARTWY KOTEK w "Londynie"

24.08.07, 17:24
Dziś o godz. 17.00 na miejscu postojowym nr 96 w Londynie został
znaleziony martwy kotek. Mógł mieć około 6-7 miesięcy, czarny z
białym krawatem. Musiał tam leżeć dość długo, bo był sztywny. Nikt
się nim nie zainteresował – GRATULUJĘ WRAŻLIWOŚCI !!!!
Właścicielowi kota gratuluję GŁUPOTY !!! Tak kończy się wypuszczanie
zwierząt bez opieki. TEMU, który się przyczynił do śmierci kota i po
prostu go zostawił z całego serca życzę podobnego losu !!!
Obserwuj wątek
    • annia251 Re: MARTWY KOTEK w "Londynie" 25.08.07, 18:19
      Gratuluje wrazliwosci-moze napisz cos o cywilach zabitych przez
      polskich zolnierzy w Afganistanie?
      • gatto111 Re: MARTWY KOTEK w "Londynie" 26.08.07, 15:03
        A co ma piernik do wiatraka!? Wiadomo, że na świecie dzieje się dużo
        potwornych rzeczy, ale to nie znaczy, żeby nie przejmować się
        zwierzakiem. Spójrz najpierw na to co dzieje się wokół ciebie. Dla
        niektórych to może tylko kot, a według mnie jeśli ktoś nie jest
        wrażliwy na krzywdę zwierząt, nigdy nie będzie wrażliwy na los
        ludzi. Wiadomo, że nie uratujesz całego świata, ale zrób cokolwiek
        dobrego...choćby okaż trochę wrażliwości zwierzakowi. Ale
        podejrzawam, że nie jesteś osobą wartą takich dyskusji...
      • tomeyk Re: MARTWY KOTEK w "Londynie" 26.08.07, 21:28
        A ja mam taką hipotezę na własny użytek: to jak bardzo nas coś obchodzi jest
        wprost proporcjonalne do wagi tego czegoś i odwrotnie proporcjonalne do
        odległości od miejsca zdarzenia.
        Więc choćbym nie wiem jak współczuł i był dobry, i tłumaczył sobie, że 100 ludzi
        znaczy nieskończenie razy więcej niż jeden kot, to i tak szok po odkryciu
        martwego kota na miejscu parkingowym obok mojego samochodu byłby większy niż po
        przeczytaniu wiadomości o śmierci tych 100 ludzi w Afganistanie. I dlatego na
        tym forum piszemy o martwych kotach w parkingach podziemnych a nie o ofiarach
        cywilnych w Afganistanie.
        A tak poza tym - w Afganistanie to my jesteśmy ci dobrzy, a o żadnych zabitych
        przez naszych żołnierzy cywilach nie słyszałem. Jak cokolwiek słyszałaś, to się
        podziel, najlepiej z wiarygodnym źródłem.

        Pozdrowionka
    • xezaq Re: MARTWY KOTEK w "Londynie" 27.08.07, 08:30
      A co miał z nim zrobić, jak już go przejechał (domyślam się, że
      przypadkiem)? Zabrać na zupe? Czy poprzez telewizję poszukiwać jakże
      odpowiedzialnej właścicielki i na kolanach przepraszać za swój
      niecny czyn?
      • madziaki Re: MARTWY KOTEK w "Londynie" 27.08.07, 10:15
        Nie, no oczywiście, po co miałby się zainteresować,że przejechał
        kotka, lepiej,że go zostawił... niech sobie zwierzak umiera w
        męczarniach
        • xezaq Re: MARTWY KOTEK w "Londynie" 29.08.07, 11:49
          Cieszę się, że się ze mną zgadzasz. W końcu zainteresował się tak
          samo jak właścicielka kota. Z jedną różnicą - kot jak był
          przejechany to zdechł pod kołem w okamgnieniu i choćby koleś stał i
          płakał nad nim to już by mu nie ulżył.
      • gatto111 Re: MARTWY KOTEK w "Londynie" 27.08.07, 10:26
        Zastanawiam się jak można na drodze wewnątrz osiedla przejechać
        kota - z jaką prędkością ten ktoś musiał jechać ?! (swoją drogą tam
        biegają dzieci - co z ich bezpieczeństwem...) Ale jeśli już to
        zrobił- to po pierwsze należy sprawdzić czy zwiarzakowi można pomóc
        ( tel. alarmowy do schroniska w takich przypadkach : 604 779 945 lub
        12 429 74 72 ), a jeśli nie, to należy go sprzątnąć i zakopać, a nie
        czekać, że zrobi to ktoś inny, bo ochrona postanowiła czekać na
        panią sprzątającą, czyli kot leżałby do następnego dnia. Nawet jeśli
        kogoś nie obchodzi los tego kota czy widok jego zwłok, to niech
        weźmie pod uwagę zagrożenie jakie stwarza rozkładające się jego
        ciało!
        • xezaq Re: MARTWY KOTEK w "Londynie" 29.08.07, 11:55
          > Zastanawiam się jak można na drodze wewnątrz osiedla przejechać
          > kota - z jaką prędkością ten ktoś musiał jechać ?!
          Mój kolega rozjechał kiedyś swojego... wysofując z podjazdu pod
          domem. Wierz mi, na odcinku 5m się nie rozpędził, tylko kot po
          prostu przysnął w cieniu pod autem od strony pasażera.

          > Ale jeśli już to zrobił- to po pierwsze należy sprawdzić czy
          > zwiarzakowi można pomóc (tel. alarmowy ...
          Akurat każdy posiada w komórce telefony alarmowe do wszelkich
          możliwych instytucji :/

          > a jeśli nie, to należy go sprzątnąć i zakopać, a nie
          > czekać, że zrobi to ktoś inny,
          Nie "ktoś inny", lecz szanowny(a) pan(i) właściciel(ka). To jego
          (jej) zwierz i jego(jej) obowiązek po nim sprzątać. Zwłoki też.

          > Nawet jeśli kogoś nie obchodzi los tego kota czy widok jego
          > zwłok, to niech weźmie pod uwagę zagrożenie jakie stwarza
          > rozkładające się jego ciało!
          Fakt. Ale nie próbuj przemilczeć, że za wszelkie zagrożenie ze
          strony zwierzęcia domowego odpowiada jego właściciel(ka)!
          • gatto111 Re: MARTWY KOTEK w "Londynie" 29.08.07, 19:09
            Szkoda, że nie jesteś na miejscu tego kota - świat byłby
            piękniejszy !!!

            Co do kolegi - to myślący człowiek, mając zwierzaka, sprawdza czy
            ten nie śpi pod samochodem, chyba, że ma mózg jak orzeszek...,

            a poza tym nie chce mi się dłużej dyskutować z kimś tak ograniczonym
            jak ty!
            • xezaq Re: MARTWY KOTEK w "Londynie" 30.08.07, 09:52
              Ja ciebie nie obrażałem, liczyłem na to samo. I na rzeczową
              dyskusję, ale najwyraźniej przeliczyłem się.
              Nie będę tu pisał jak wyglądałby świat po twojej śmierci ani o
              rozmiarze twojego (hmmm...) mózgu (??!!). Również nie wspomnę jak
              niezmiernie rozgarniętą osobą jesteś, i o jakże szerokich (??!!)
              horyzontach. Szkoda czasu na inwektywy.
              Najpierw naucz się na czym polega dyskusja, potem zabieraj głos. Do
              tego czasu rzeczywiście będzie lepiej, jeśli się zamkniesz.
              • gatto111 Re: MARTWY KOTEK w "Londynie" 30.08.07, 10:24
                Cóż... tylko utwierdzasz mnie w moim przekonaniu...i już
                się "zamykam" ...
                • xezaq Re: MARTWY KOTEK w "Londynie" 31.08.07, 10:38
                  > Cóż... tylko utwierdzasz mnie w moim przekonaniu
                  Cieszę się, że udało mi się trafić w sedno.

                  > już się "zamykam" ...
                  Na długo?

      • pragowicz Re: MARTWY KOTEK w "Londynie" 27.08.07, 14:29
        Co do "Co zrobic?". Ja w swoim poprzednim miejscu zamieszkania namierzylem
        telefon do publicznych sluzb, ktore reklamowaly sie jako sprzatajace martwe
        zwierzeta z ulic itp. Kilka razy korzystalem, z bardzo szybkim efektem. Nie wiem
        czy w Krakowie tez takie cos dziala - pewnie tak.

        Co do sytuacji. No niestety zdarza sie. Pozostaje miec tylko nadzieje, ze to nie
        "specjalnie".


        Pozdrawiam.
        • xezaq Re: MARTWY KOTEK w "Londynie" 29.08.07, 11:59
          > Co do "Co zrobic?". Ja w swoim poprzednim miejscu zamieszkania
          > namierzylem telefon do publicznych sluzb, ktore reklamowaly
          > sie jako sprzatajace martwe zwierzeta z ulic itp.
          > Kilka razy korzystalem, z bardzo szybkim efektem.
          To by było dobre, na prawdę mi się podoba. Ale chyba nie za darmo?
          Powiedz tylko jak zmusić właściciela takiego "sprzątniętego"
          zwierzęcia do pokrycia kosztów? Przecież wymówek jest wiele,
          począwszy od "to nie mój kot/pies", przez "ja nie mam kota/psa"
          po "usługi nie było, nie ma zwłok (sprzątnięte) - nie ma dowodów".
          • pragowicz Re: MARTWY KOTEK w "Londynie" 02.09.07, 15:02
            > To by było dobre, na prawdę mi się podoba. Ale chyba nie za darmo?
            > Powiedz tylko jak zmusić właściciela takiego "sprzątniętego"

            Nie nie. Calkiem za darmo. Tez bylem zdziwiony, ale taka utylizacja
            najwidoczniej ma miejsce i w naszym kraju. To chyba cos pod budzetem panstwowym,
            ustawa o ochronie srodowiska, czy cos.
            Ktos slusznie wspomnial o zagrozeniach takiego zdarzenia - i najwidoczniej jakas
            komorka stara sie temu zapobiegac.
            Pozdrawiam.
            • xezaq Re: MARTWY KOTEK w "Londynie" 04.09.07, 10:42
              > Nie nie. Calkiem za darmo
              A to ciekawe...

              > jakas komorka stara sie temu zapobiegac.
              Ekstra. Jeszcze by się przydało, żeby namiar na taką instytucję był
              powszechnie znany.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka