Tak, to ta płyta, którą Rick nagrał między wtorkiem a piątkiem :-))) A teraz
na poważnie. Ten album, wydany w 1988 roku, jest ciekawą płytą w dorobku
Wakemana, ponieważ starał się na „Time Machine” wypracować estetykę, która
pogodziłaby stare zapędy progresywne z ówcześnie panującą stylistyką lat
osiemdziesiątych. Czy mu się to udało? Moim zdaniem tak – już na samym
początku słyszymy „Custer’s Last Stand”, plasujący się gdzieś między
dokonania...