Zaczelo sie w piatek po pracy czyli kolo 20.30. Szybkie wciagniecie paszy tresciwej i do sklepu kupic ancug, bo poprzedni "zbiegl sie w praniu". (W koncu udalo sie ograniczyc wydatki do bardzo casiualowej marynarki i koszuli, ale i tak pincet peklo...) Powrot do domu kolo 22.30 - rozpoczely sie przygotowania do wyjazdu. Skonczyly sie tak blizej 1.00.
Sobota rozpoczela sie o 5.30. Po dokonczeniu niezbednych przygotowan, w samochod wsiedlismy ok. 7.15 i w droge. Na slunsk, do Myszkowa (nieda...