Paris Malcolma McLarena – największy sentyment w życiu wzbudza we mnie chyba właśnie ta płyta. Przed Depeszami, Nirvaną, Cohenem i polską alternatywą lat 80. i 90. W sumie nie wiem czemu – ani nie byłem wtedy zakochany, ani szczęśliwy. Mimo to jednak, tłukłem na walkmanie kasetę chyba najczęściej.