Nie chodziłem kilka miesięcy do kościoła. Cięższa deprecha mnie złapała i sobie odpuściłem.
Dzisiaj powiedziałem mamie, że chyba wreszcie ponownie zacznę i… spojrzała na mnie jakbym chciał celowo przywlec śmiercionośnego wirusa do domu

Mnie tam zarażenie powiewa, spokojnie mógłbym przejść przez chorobę (może nawet bym przeżył

ale żeby nie myślała, że się o nią nie troszczę, to chyba faktycznie z tym powrotem na razie poczekam.
Gdybym złapał go w sklepie, czy gdziekolwiek indziej, i przypadkiem zszedł z tego świata – zero pretensji do Pana Boga. Wręcz odwrotnie, miałbym poczucie ulgi.