Dodaj do ulubionych

Uóóóóóóóóu

12.12.07, 22:20
Jakkolwiek Tatarzy a zwłaszcza dobrudzcy umieli zbrojnym mężom w polu piersią
do piersi stawać przecie najmilszą dla nich wojną był mord bezbronnych branie
niewiast i chłopów w jasyr a przede wszystkim grabież Wielce też przykrzyła
się droga owemu czambulikowi który prowadził Kmicic pod żelazną bowiem jego
ręką dzicy wojownicy musieli w baranków się zmienić trzymać noże w pochwach a
zgaszone hubki i zwinięte łyka w biesagach Z początku szemrali
Około Tarnogrodu kilkunastu umyślnie pozostało w tyle aby puścić „czerwone
ptaki w Chmielewsku i poswawolić z mołodyciami Lecz pan Kmicic który już się
ku Tomaszowowi posunął wrócił na pierwszy odblask pożogi i kazał winnym
wywieszać się wzajemnie A tak już był opanował AkbahUłana że ten nie tylko
oporu nie stawiał ale przynaglał skazanych aby prędzej się wieszali gdyż
inaczej „bagadyr będzie się gniewał Odtąd „barankowie szli spokojnie zbijając
się w najciaśniejsze kupy po wsiach i miasteczkach aby na którego podejrzenie
nie padło I egzekucja choć ją tak srodze przeprowadził Kmicic nie wzbudziła
nawet przeciw niemu niechęci ani nienawiści takie już bowiem miał szczęście ów
zabijaka że zawsze podwładni tyle właśnie czuli dlań miłości ile i strachu
Prawda że pan Andrzej nie dał i im krzywdy uczynić Kraj był srodze przez
niedawny napad Chmielnickiego i Szeremeta spustoszony więc o żywność i paszę
jako na przednówku było trudno a mimo tego wszystko musiało być na czas i w
bród a w Krynicach gdy mieszkańcy opór stawili i nie chcieli żadnej spyży
dostarczyć kazał ich kilku pan Andrzej siec batożkami podstarościego zaś
uderzeniem obuszka rozciągnął
Ujęło to niezmiernie ordyńców którzy słuchając z lubością wrzasków bitych
kryniczan mówili pomiędzy sobą
Ej sokół nasz Kmitah nie da swoim barankom krzywdy uczynić
Dość że nie tylko nie pochudli ale spaśli się jeszcze ludzie i konie Stary
Ułan któremu brzucha przybyło spoglądał z coraz większym podziwem na junaka i
językiem mlaskał
Gdyby mi syna Ałłach dał chciałbym mieć takiego Nie marłbym na starość z
głodu w ułusie powtarzał
Kmicic zaś od czasu do czasu uderzał go pięścią w brzuch i mówił
Słuchaj wieprzu Jeśli ci Szwedzi kałduna nie rozetną to wszystkie spiżarnie w
niego schowasz
Gdzie tu Szwedzi Łyka nam pogniją łuki popróchnieją odpowiedział Ułan
któremu tęskno było za wojną
Jakoż istotnie jechali naprzód takim krajem do którego noga szwedzka dojść nie
zdołała dalej zaś takim w którym były swego czasu prezydia ale już je
konfederacja wyparła Spotykali natomiast wszędzie mniejsze i większe kupy
szlachty ciągnące zbrojno w rozmaite strony i nie mniejsze kupy chłopstwa
które nieraz zastępowały im groźnie drogę a którym często trudno było
wytłumaczyć że mają do czynienia z przyjaciółmi i sługami króla polskiego
Doszli wreszcie do Zamościa Zdumieli się Tatarzy na widok tej potężnej fortecy
a cóż dopiero gdy im powiedziano że niedawno jeszcze wstrzymała ona całą
potęgę Chmielnickiego
Pan Jan Zamoyski ordynat pozwolił im na znak wielkiej przychylności i łaski
wejść do miasta Wpuszczono ich bramą Szczebrzeszyńską albo inaczej Ceglaną
gdyż dwie inne były z kamienia Sam Kmicic nie spodziewał się ujrzeć nic
podobnego i nie mógł wyjść z podziwu na widok ulic szerokich włoską modą pod
linię równo budowanych na widok wspaniałej kolegiaty i burs akademickich zamku
murów potężnych dział i wszelkiego
rodzaju „opatrzenia Jako mało który z magnatów mógł się porównać z wnukiem
wielkiego kanclerza tak mało która forteca z Zamościem
Lecz największy zachwyt ogarnął ordyńców gdy ujrzeli ormiańską część miasta
Nozdrza ich chciwie wciągały woń safianu którego wielkie fabryki prowadzili
przemyślni przybysze z Kaffy a oczy śmiały im się do bakalij wschodnich
kobierców pasów sadzonych szabel kindżałów łuków lamp tureckich i wszelkiego
rodzaju kosztowności
Sam pan cześnik koronny wielce przypadł do serca Kmicicowi Było to prawdziwe
królewiątko w swoim Zamościu człek w sile wieku wielce przystojny chociaż
nieco cherlawy gdyż w leciech pierwszej młodości nie dość upały natury hamował
Zawsze jednak lubił płeć białą a zdrowie jego nie do tyla było nadwątlone aby
wesołość znikła mu z oblicza Dotychczas nie ożenił się a jakkolwiek
najznamienitsze domy w Rzeczypospolitej otwierały mu szeroko podwoje
utrzymywał że nie może dość gładkiej dziewki w nich znaleźć Znalazł ją później
nieco w osobie młodej panienki francuskiej która lubo w innym zakochana oddała
mu bez wahania dla jego bogactw swą rękę nie przewidując że ów pierwszy
wzgardzony ozdobi kiedyś koroną królewską swoją i jej głowę
Pan Zamościa nie odznaczał się bystrym dowcipem jeno go miał tyle co na własną
potrzebę O godności i urzędy nie zabiegał chociaż same szły ku niemu a gdy
przyjaciele strofowali go iż mu przyrodzonej ambicji braknie odpowiadał
Nieprawda że mi jej braknie jeno mam więcej od tych którzy się kłaniają Po co
mi dworskie progi wycierać W Zamościu nie tylko ja Jan Zamoyski ale Sobiepan
Zamoyski
Zwano go też powszechnie Sobiepanem z którego przezwiska wielce był kontent
Rad też udawał prostaka chociaż wychowanie odebrał wykwintne i młodość na
podróżach po cudzych krajach spędził Sam powiadał się zwyczajnym szlachcicem i
dużo o mierności swego „staniku mawiał może dlatego by mu inni zaprzeczali a
może by mierności dowcipu nie spostrzegli Zresztą był to człek zacny i lepszy
syn Rzeczypospolitej od wielu innych
A jako on przypadł do serca Kmicicowi tak i Kmicic jemu przeto też go na
pokoje zamkowe zaprosił i gościł bo i to lubił by jego gościnność chwalono
Pan Andrzej poznał w zamku wiele znamienitych osób przede wszystkim zaś
księżnę Gryzeldę Wiśniowiecką siostrę pana Zamoyskiego a wdowę po wielkim
Jeremim po panu swego czasu w Rzeczypospolitej prawie największym który
jednakowoż całą niezmierną fortunę w czasie inkursji kozackiej był utracił tak
iż księżna siedziała w Zamościu na łasce u brata Jana
Lecz była to pani tak pełna wspaniałości majestatu i cnoty iż pierwszy pan Jan
prochy przed nią zdmuchiwał a przy tym bał się jej jak ognia Nie było też
wypadku żeby woli jej zadość nie uczynił lub żeby się jej w ważniejszych
wypadkach nie radził Powiadali nawet dworscy że księżna pani rządzi Zamościem
armią skarbami i panem bratem starostą lecz ona nie chciała korzystać ze swej
przewagi całą duszą oddana boleści po mężu i wychowaniu syna
Syn ów właśnie był niedawno z dworu wiedeńskiego na krótki czas do kraju
powrócił i bawił przy niej Był to młodzieńczyk w wiośnie lat lecz na próżno
pan Kmicic szukał w nim tych znamion które syn wielkiego Jeremiego nosić w
obliczu powinien
Postać młodego książątka była pełna wdzięku twarz duża nalana wypukłe oczy
patrzyły nieśmiało usta miał grube wilgotne jak u ludzi skłonnych do uciech
stołu olbrzymie i czarne jak skrzydło kruka włosy spadały mu aż na ramiona
Wziął też po ojcu tylko owe krucze włosy i smagłość cery
Ci którzy mu byli bliżsi upewniali jednak pana Kmicica że młody książę ma
duszę szlachetną pojęcie niepospolite i znakomitą pamięć dzięki której prawie
wszystkimi językami rozmówić się może i że tylko pewna ociężałość ciała i
ducha oraz przyrodzone łakomstwo w jedzeniu stanowią wady tego niepospolitego
skądinąd panięcia
Jakoż wdawszy się z nim w rozmowę przekonał się pan Andrzej że książę nie
tylko ma pojętny dowcip i trafny sąd o wszystkim ale i dar jednania sobie
ludzi Kmicic pokochał go po pierwszej rozmowie tym uczuciem w którym jest
najwięcej litości Uczuł że dałby wiele by temu sierocie wrócić świetny los
jaki mu się prawem z urodzenia należał
Lecz przekonał się także przy pierwszym obiedzie iż prawdą było co mówiono o
łakomstwie Michała Młody książę zdawał się nie myśleć o niczym więcej tylko o
jedzeniu Wypukłe jego oczy śledziły niespokojnie każdą potrawę a gdy mu
przynoszono półmisek nabierał ogromne kupy na talerz i jadł chciwie z
mlaskaniem wargami jak tylko łakomcy jadają Marmurowa twarz księżnej
przyoblekła się na ów widok jesz
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka