e-milia1
28.03.10, 15:02
chcielismy kupic auto. szukamy od pewnego czasu, jezdzilismy po
handlarzach, prywatnych ludziach. wczaraj znalezlismy fajne auto u
andlarza. bardzo nam sie podobalo, ze wszystkim co potrzebujemy, w
bardzo dobrym stanie (ogladalismy nawet pod maska i od spodu).
wszystko wygladalo ladnie pieknie. zrobilismy jazde probna. calosc
trwala przeszlo 2 godziny. mielismy potem troche czasu na podjecie
decyzji. zdecydowalismy sie. maz wplacil 500 euro, podpisal umowe.
auto stalo u handlarza ponoc od zaledwie kilku dni, cena byla na
szybie. maz probowal sie pertraktowac, ale nie chciano nam zejsc z
ceny. maz mial jutro rano odebrac auto i zaplacic reszte.
umowilismy sie, ze zaplacimy 1100 euro mniej bo wezma od nas nasze
stare auto. wieczorem maz przejzal jeszcze kilka ofert, wszedl na
strone tego handlarza i znalazl to auto, ktore prawie kupilismy
winternecie na ich stronie. w internecie byla podana duzo nizsza
cena-nizsza o 1300 euro! wkurzylismy sie niesamowicie, poczulismy
sie oszukani. maz wydrukowal te oferte i stwierdzil, ze jesli nam
nie sprzedadza tego auta za cene, jaka podana byla w internecie, to
anuluje umowe bo nie pozwoli sie naciagnac. mam od wczoraj nerwy bo
zastanawiam sie jak cala sprawa sie potoczy. jak mozna podawac dwie
rozne ceny? rozumiem gdyby roznilca byla 500 euro, ale to grubo
ponad 1000 eoro. dodam, ze handlarz w tym aucie jeszcze nic nie
zrobil-mialo zamian jutro porobic drobnostki. obawiam sie, ze beda
robic trudnosci i jesli maz bedzie chcial sie wycofac, nie beda
chcieli mu zwrocic kasy. maz twierdzi, ze ma prawo do 2 tygodni
zareklamowac dana rzecz i rzadac oddania calej sumy. nie macie
pojecia jak ma wszystkiego dosyc. to nie nasze pierwsze auto,
nieraz kupowalismy u handlarza, ale jeszcze nigdy nie dalismy sie
tak naciagnac....