Dodaj do ulubionych

moje życie zostawiam na potem

18.08.10, 18:19
po 8 miesiącach od urodzenia Wyjątkowego wróciłam do
pracy.korporacja,wyzwania, a tu karmienie, niespanie po nocach,
wytrzymałam do 1,5 roku zycia małego. politycznie niepoprawnie
wzięłam urlop wychowawczy,a potem i tak mnie zwolniono. historia
jest długa nie będę jej streszczać,a przeplatają sie w niej
przeprowadzki, choroby, nasze rodzinne dołki jak to w życiu. teraz
ZA ma lat osiem w tym czasie udało mi się wrócić na etat na 1,5
roku, los płata figle i kiedy wydawało sie że wszystko jest ok,
zwolniono mnie, kryzys. w tym okresie moja totalna załamka i
pójście do 1szej klasy Wyjątkowego. Jak sie okazało, przez prawie 2
semestry Wyjątkowy chciał sie zabic, nikt go nie lubił, nikt nie
podzielał jego pasji a on jest najgorszy na świecie. Taką mniej
więcej litanie wysłuchiwałam przywożąc ze szkoły, osiwiałam
dosłownie, i zdiagnozowałam. studiuje,żeby nie zwariowac i mieć
kawałek tylko swojego życia.dołuje mnie to. Nie mówie o oczywistych
względach czyli finansach,ale o tym że praca w obecnych czasach to
własciwie tożsamość człowieka.może sie nie zgadzacie,jestem ciekawa
jak to spostrzegacie.Wg mnie to praca buduje w dużej mierze
tożsamość człowieka, jego zawodowe osiągnięcia przydają mu pewności
siebie a ich brak no właśnie ?? jestem pielęgniarką, jestem
terapeuta, menagerem itp. tak się określamy w zwykłych rozmowach po
pierwsze wymieniamy naszą rolę zawodową. a ja? jestem
człowiekiem,kobietą staram się nie zwariować i nie myśleć o sobie
źle. Staram się wierzyć, że mam czas ( metrykalnie juz chyba nie
bardzo)na zrobienie wartościowych rzeczy może w opraciu o zawód a
może nie? dajcie mi tu swoje przemyślenia, bo mam dziś doła i czuje
się zaniedbaną kurą choc upiekłam sernik jagodowy i jest zajebisty,
chcecie przepis?
Obserwuj wątek
    • niki129 Re: moje życie zostawiam na potem 18.08.10, 19:09
      Klaffuti przepis obowiazkowo :)
      Doskonale rozmiem co czujesz. Ja urodzilam Toska Postanowilismy z
      mezem ze jak mlody bedzie mial 1,5 roku postaramy sie o rodzenstwo I
      tak bylo. Hmmm musze dodac ze nie bylo latwo , maz podczas mojej
      ciazy pracowal na slasku , jak sie urodzil Stas wyjechal do rosji a
      ja sama Wiecznie slyszalam ze co ja robie decydujac sie tak szybko
      na 2 dziecko , ze nie dam rady bo Antos taki predki, niegrzeczny
      itp. Coraz czesciej marzylam o pracy, o tym zeby zrzucic dres, umyc
      codziennie wlosy, ubrac sie elegancko i zniknac na pare godzin.
      Czulam sie zle i postanowilam porozmawiac w pracy o powrocie To byl
      wrzesien, Stas mial rok i 10 miesiecy Chcialam wrocic wiosna -
      marzec kwiecien , ale wiedzialam ze firma zmienila sie od podstaw i
      chcialam sie upewnic jakie maja zamiary wzgledem mnie. Okazalo sie
      owszem moge wrocic ale najlepiej juz ...wynegocjowalam ze od
      stycznia zeby znalezc zlobek dla Stasia. Przez 3 miesiace cos mnie
      zjadalo od srodka...co ja robie, oddam dziecko do zlobka, a on taki
      zwiazany ze mna, wszystko przy nim moge robic tylko ja. Osiwialam
      juz dawno ;) wiec w tym czasie tego nie odczulam :) Maz mowil ze
      dziecko bedzie z gilem do pasa, a ja wracam do pracy, tesciowa, mama
      mowily ze na zime oddaje w siedlisko zarazek, wirusow. Te 3 miesiace
      byly jak wojna kazdego dnia Do tego Antos z ktorym byly wieczne
      problemy , psycholog , psychiatra ...jak ja sie tym bede zajmowac.
      Jak jechalam pierwszego dnia do pracy wylam i krzyczalam do siebie
      ze jestem wyrodna, egoistka itp.
      Wrocilam do pracy po 5 latach to tez nie malo Tylko jak sie okazalo -
      chyba jakis cud, Bog czuwa nade mna- moglam wrocic na 3/4 etatu,
      szef powiedzial mi ze jak bede wychodzic w sprawach Antosia to nie
      musze brac urlopu zwolnienia - tylko zebym nie naduzywala tego.
      Ostatnie pol roku to diagnoza na sobieskiego i ciagle wychodzenia po
      2-3 godz wczesniej Zawsze mialam wyrozumialosc ze str szefa. Moj
      glowny szef ma dziecko autystyczne , mieszka w czechach podsyla mi
      wskazowki, film, rozmawia o postepach. Wiem ze w innej firmie nie
      dalabym rady , nikt by nie zgodzil sie na taki uklad - pracuje w
      agencji reklamowej a to nie jest spokojna praca.
      Ja uwazam ze mimo tego iz nasze dzieciaki maja problemy powinnysmy
      robic cos dla siebie, probowac. Jak nie pracowalam "dekupazowalam"
      dawalo mi to spokoj, odprezenie, wyciszenie sie i ... satysfakcje.
      To jest nam potrzebne. Owszem sa tez inni ludzie mam sasiadke ktora
      powiedziala ze ona nie wyobraza sobie isc do pracy, ona chce byc z
      dziecmi , nie pracowala i wie ze nie moglaby .
      Nie mozemy bezgranicznie poswiecac sie dzieciom zapomnajac o sobie
      bo okaze sie ze tak nas to wymeczy ze bedziemy sfrustrowane ,
      znerwicowane. Jesli mamy taka potrzebe i chec robmy cos dla siebie.
      Nie musi to byc praca , ale tak jak piszesz studia , kurs, cos
      Twojego.

      Piszesz:
      Wg mnie to praca buduje w dużej mierze
      > tożsamość człowieka, jego zawodowe osiągnięcia przydają mu
      pewności
      > siebie a ich brak no właśnie ??
      Ja sie z tym zgodze ... Powrot do pracy dal mi duzo, stalam sie
      bardziej wyrozumiala dla meza, mamy wiecej tematow wspolnych, ciesze
      sie swoimi sukcesami, poznaje ludzi, rozwijam sie Ja jestem
      czlowiekiem ktory nie usiedzi w miejscu, lubie cos organizowac, moi
      znajomi mowia ze nie ma dla mnie rzeczy niemozliwych ... i tego mi
      brakowalo jak bylam z dziecmi w domu, tego pedu, dzialania.Na pewno
      wzroslo moje poczucie wlasnej wartości.
      Szczesliwy rodzic to szczesliwe dziecko i tym zagluszalam mysli ze
      jestem wyrodna i poszlam do pracy. Musimy robic cos dla siebie w ten
      sposob dajemy dzieciom spokojniejszych siebie.
      Takie jest moje zdanie, ja to tak odczuwam. I powiem jeszcze ze jak
      bylam z chlopakami w domu to za duzo myslalam o jego chorobie,
      problemach , uzalalam sie nad losem i swoim zyciem Mialam za duzo
      czasu na takie mysli. Jak poszlam do pracy to mam wiecej checi do
      dzialania do pomocy mlodemu, angazowania sie w pewne rzeczy zwiazane
      z jego problemami.
    • madziulec Re: moje życie zostawiam na potem 18.08.10, 19:13
      Nie chce za bardzo sie rozpisywac, co i jak, bo zamykam niektore drzwi.
      Ale.. u mnie to wyglada tak: urodzenie dziecka, wtedy gdy myslalam, ze jest ok.
      Poswiecilam dla faceta duzo. Siebie, moja niezaleznosc.
      Gdy Misiek sie urodzil.. facet znikal z domu i potem okazalo sie, ze na boku ma
      kogos, mezatke...
      Bolalo i boli do dzis. Gdy Misiek skonczyl rok, najtrudniejszy rok w jego zyciu,
      przeplatany szpitalami, diagnostyka wady ukladu moczowego, ciaglymi zakazeniami,
      eks sie wyprowadzil.
      Zostawil mnie bez niczego, z kredytem, z malym dzieckiem, ja bez pracy.. Ot
      stalam sama.
      Musialam sobie poradzic.
      Od 5 lat przebijal sie i gdy juz mysle, ze jest ok .. dostaje kopa w nery. A to
      moj eks przestaje placic alementy, a to.. nachodzi mnie w pracy,a to firma
      likwiduje etat...
      A to choroba malego, a to nie przedluzaja ze mna umowy (nie dziwie sie, moja
      absensja wynosila srednio dwa tygodnie na kazdy miesiac).

      Pre nadal do przodu, choc mam coraz mniej sily.
      Do 3-go roku zycia Miska nie mialam zadnej przespanej nocy. Trzeci rok nie
      wyjechalam na wakacje, bo.. nie mam za co, tak wychodzi.


      Gdzies w tym wszystkim gubie sie ja. Nie ma mnie.
      Kiedys bylam ja - wyksztalcona, zadbana, elegancka... wesola..
      Teraz mnie nie ma.
      Jestem szara, ze zmeczona wiecnie twarza.
      Takie zycie.
      Gdzies w srodku nadzieja, ze keidys sie los odmieni.
      • lillyofthevally Re: moje życie zostawiam na potem 18.08.10, 19:25
        ja - jak syn sie urodzil - po 4 miesiacach wrocilam na pelny etat
        jak urodzilam core - to za 2 miesiace mielismy diagnoze..
        na wychowawczym bylam 2 lata i MUSIALAM, MUSIALAM wrócić do pracy
        zeby nie zwariowac, zeby miec odskocznię od ciaglych terapii,
        rehabilitacji gugagania, gruchania....
        i wróciłam - na 1/2 etatu..
        jak synek poradzi sobie w szkole - to od października wracam na 3/4 -
        na pełny nie moge bo rehabilitacje zaczynamy na g. 15..
      • mm1501 Re: moje życie zostawiam na potem 19.08.10, 07:58
        JA żeby nie zwariować na urlopie wychowawczym chodzę do pracy 2 razy w tyg na
        umowę zlecenie. Gdyby nie to to prozak nawet by nie pomógł
    • roseanne Re: moje życie zostawiam na potem 18.08.10, 19:45
      pewnie juz o tym pisalam
      skonczylam szkole pielegniarska w krakowie - nie bylo pracy
      zalozylam rodzine, dzieciatka sztuk 2, zadnych szans na przedszkole bo nie
      pracuje, zadnej szans na prace bo brak przedszkola..
      + coraz bardziej widoczne klopoty z synkiem olewane totalnie przez pediatre,
      poza mechanika

      wyjechalam z PL, po kilku miesiacach rozpoczecie diagnostyki, terapii, klopoty
      szkolne potworne mlodego, wizyty w szkole prawie codzienne - dobrze ze sie
      jezyka udalo szybko nauczyc :)
      szans na podjecie pracy, w takiej sytuacji , wiadomo, zero

      i tak przez pare, nascie lat
      zalozylam strone, nauczylam sie siwetnie gotowac, szydelko, druty itd

      dopiero 4 lata temu troche sie uspokoilo, wizyty w szkole kilka w ciagu roku
      szkolnego, wiecej problemow da sie zalatwic przez telefon
      zaczelam sie uczyc francuskiego, teraz robie tutejsza szkola pielegniarska
      realistka do bolu - on sobie jakos poradzi w sprawie podstawowych potrzeb, jak
      bedzie ze szkola, doroslym zyciem - nie mam pojecia
      koncze swoja szkolke w maju, mam nadzieje ze znajde prace, jakos trzeba zarobic
      na lokum dla niego, utrzymanie itd itp...
      • roseanne Re: moje życie zostawiam na potem 18.08.10, 19:46
        poprawka, 3 lata
    • tijgertje Re: moje życie zostawiam na potem 18.08.10, 20:19
      Ja nie pracuje. Po urodzeniu mlodego wrocilam do pracy na kilka
      godzin w tygodniu (zmiennie, na telefon w wiekszosci) jako dyrygent
      choralny. Uwielbialam ta prace, dla moich zapedow dyktatorskich
      zawod idealny;) Sytuacja sie zmienila, gdy mlody zaczal chorowac i
      przez rok jezdzilismy po specjalistach szukajac przyczyny jego
      utraty wagi. Jestm perfekcjonistka i mimo, ze w pracy wysluchiwalam
      komplenentow zarowno od czalonkwo chorow jak i sluchajacych ich
      ludzi, wiedzialam, ze nie przygotowuje se tak jak powinnam.
      Najgorsza rzecz z mozliwych: usilowac sprostac wlasnym wymaganiom.
      Bylam rozdarta i z pracy zrezygnowalam. W miedzczasie dopadla mnie
      powazna depresja, a ze od polowy ciazy mialam powazne poblemy z
      rozsypujaca sie miednica, to nawet czasem z lozka wstac nie moglam,
      wiekszosc dnia spedzalam na kanapie, a mlody albo u mnie na
      kolanach, albo w kojcu, w kojcu tez na poczatku wyjezdzal o ogrodka,
      fizycznie nie bylam w stanie isc z nim na spacer. Glownie te
      problemy sprawily,z e do tej pory ni podjelam pracy. Jestem w stanie
      pracowac alb samodzielnie, albo na stanowisku kierowniczym, praca w
      zespole odpada. Do tego specyficzne wyksztalcenie i niemoznosc
      podjecia pracy gdzie nie moglabym co 10-15 minut zmienic pozycji
      ciala bardzo ogranicza mi mozliwosci. Miewam okresy, ze jak mi
      chrupnie w kreoslupie, to ze 2 tygodnie (dopoki mnie chiropraktor
      nie ustawi) jade na mocnych lekach wyjac z bolu i nie bedac w stanie
      znalezc sobie miejsca. Z depresja i potrzeba zaspokojenia wlasnych
      kreatywnych zapedow wygralam w duzej mierze dzieki mezowi. Wspieral
      mnie i uwazal, zenie musze pracowac, zeby czuc sie wartosciowa, ale
      MUSZE miec jakies zajecie. Odkrylam decoupage, fanatycznie niemal
      sie nim zajmowalam, ale lezy odlogiem od jakiegos czasu z braku
      przestrzeni:/ Eksperymentuje jednak nadal, ostatnio wrocilam do
      szydelka i na slub przyjaciolki robie duzy obrus, czasem wyzywam sie
      na maszynie do szycia (szyc sie niegdy nie uczylam), szukan nowych
      rozwiazan i bawie sie roznymi materialami. Czasem mam po
      prostu "wizje" i juz;) Strzalem w dziesiatke byl powrot do muzyki.
      Ze wzgledow zdrowotnych nie moge juz grac na moich ukochanych
      fletach, pianino mam zbyt falszywe, ale dzieki mlodemu okazalo sie,
      ze wcale nie jestem za stara, zeby rozpoczac nauke na wiolonczeli:)
      Znajomosc teorii i swietny sluch, pluz zaciecie autystyczne
      sprawily, ze grajac od niespelna 2 lat, od pol roku z hakiem gram w
      orkiestrze symfonicznej, mam za soba pierwzy koncert, gam czasem z
      zespolami fletowymi, zaliczylam festiwal na poziomie C i master
      class;), czyli osiagnelam tyle, co "normalni" ludzie robia w 8-10
      lat;) I frajde mam niesamowita. W orkietrze mam okazje sie
      uspoleczniac, choc wojne z jdnym wiolonczelistas prowadze. Facet ma
      ponad 70 lat, gra blisko 60 i uwaza sie za nie-wiadomo-co. Strasznie
      sie stresowalam i nawet chcialam zrezygnowac, dopoki nie
      usiwadomilam sobie, ze mam duze wsparcie u innych muzykow i
      dyrygenta, zaczynam gac lepiej od przeciwnika i odkrylam, ze mam nad
      nim ogromna wladze, gdy jako jedyna w orkiestrze odwazylam sie mu
      przeciwstawic;) Czyli jest super;) Maz nawet sam zaproponowal
      wakacje w Dusznikach Zdroju w czasie festiwalu Chopinowskiego,
      wiedzac, ze ja juz bez muzyki zyc nie potrafie:) Sam od muzyki
      klasycznej ucieka, ale mnie wspiera:) Znowu poznalam kilka
      wspanialych osob i zapowiada sie, ze spotkamy sie jeszcze.
      Zastanawiam sie czasem nad jakas praca, ale ze opieka nad mlodym
      spoczywa na mnie w ciagu tygodnia, a w duzej mierze ograniczaja mnie
      problemy zdrowotne, to wiem, ze chocby finnsowo nam sie to nie
      oplaca, bo nie dosc, ze nikt tak mlodego nie rozumie jak ja, to za
      darmo tez sie nikt nim nie zajmie, a ja bede sie zadreczac. Lepiej
      dla wszystkich jest tak jak jest teraz. Maz zarabia na tyle, zeby
      nas utrzymac i nie m nic przeciwko temu, wiedzac, ze tego, co obie
      dla mlodego sam nigdy nie bylby w stanie zorganizowac. Zyjemy w
      swietnej symbiozie i nie widze powodow do narzekania:)
    • donna28 Re: moje życie zostawiam na potem 18.08.10, 20:27
      Pracuję, bo bardzo chcę i moja praca to wielka moja pasja a poza tym naprawdę
      nie miałabym innego wyjścia, bo głównie z mojej pensji się utrzymujemy. Ale
      ostatnio żałuję, że muszę chodzić do pracy, mam dużo pomysłów na terapię z Ingą
      i gdybym miała czas tylko dla niej, to bym mogła to sobie fajnie zaplanować i
      robić większość rzeczy sama, a nie przez terapeutów. Chodzi mi o to, że miałabym
      nad tym pełną kontrolę. Z drugiej strony pewnie bym ześwirowała w domu bez
      ukochanej pracy. Myśleliśmy, aby mąż wziął sobie na ten rok wolne i popracował z
      małą w domu, ale musiałby potem sobie na nowo po tym roku pracy szukać. I tak
      źle i tak niedobrze.
    • gepardzica_z_mlodymi Re: moje życie zostawiam na potem 19.08.10, 11:03
      Wielokrotnie próbowałam wrócić do pracy, bo uwielbiam być wśród
      ludzi, pełnić różne funkcje ale zawsze było coś. Albo oopiekunki
      młody nie akceptował i się zamykał, albo przedszkola. Nikt nie jest
      w stanie wyręczyć mnie w opiece nad dziećmi. Nie mamy żadnej rodziny
      a na pomoc płatną nas nie stać. W ogóle na mało co nas stać:/
      Cały misterny plan utkany był na moim powrocie do pracy. Nawet nie
      mam jak pójść na rozmowę kwalifikacyjną.
      Cóż, buduję swoją przestrzeń osobistą - piszę różne teksty, niektóre
      publikuję. Oprócz tego staram się być tez terapeutka dla mojego
      dziecka (w końcu jestem i psychologiem, i mam różne inne
      kwalifikacje) ale bardzo mnie to obciąża psychicznie - wolę tę pracę
      dzielić z innymi.
      W każdym razie NIC nie jestem w stanie zrobić bez przyklejonego do
      mnie choćby jednego dziecka (w tym toaleta poranna, zakupy odzieży
      dla mnie, jakiekolwiek wyjście np. do gina, spowiedź w KK).
      Mój mąż, z racji swojego ZA, nie potrafi się zająć całą trójką
      jednocześnie - kilka razy próbował i źle się to kończyło.
      O sobie teraz mogę powiedzieć, że głównie jestem mamą trójki, mamą
      autysty, hobbystycznie - teksciarzem. Tęsknię by dużo więcej czytać,
      by choć trochę podróżować, by wykonywać coś prestiżowego;)
      Liczę, że jak młodzian mi się zaadoptuje do przedszkola, to znajdę
      sobie pracę choćby na kilka godzin w tygodniu, tyle, by nie dopłacać
      do opiekunki, choćby wyjść na zero. Ale jeśli nie..., nie wiem,
      chyba mnie samej będzie potrzebna pomoc.
      • aga_sama Re: moje życie zostawiam na potem 19.08.10, 20:50
        Ja kilka lat temu pracowałam w agencji reklamowej, odetchnęłam, jak mnie
        zwolnili. Potem ponad rok byłam freelancerem. Ciąża i pojawienie się dziecka w
        moim przypadku oznaczały absolutny brak mobilności i zleceń, już nie mogłam być
        tą, która pracuje nonstop dobę, a potem sprzedaje kampanię klientowi.
        Antek też miał duże problemy ze zdrowiem, lekarze, szpitale itp. Jak miał
        półtorej roku zaczęłam rozsyłać cv. I nic. Nie chciałam wracać do agencji, w
        innych działkach miałam za małe doświadczenie. Do tego mieszkanie na peryferiach
        Warszawy, brak auta, mała mobilność, czyli dół koszmar.
        Miesiąc przed drugimi urodzinami młodego dostałam propozycję. W 4 dni znalazłam
        niańkę i zawinęłam się do pracy.
        Przeżyłam w firmie reorganizację, zamknięto projekt, na którym pracowałam,
        zmieniłam stanowisko, mam umowę o pracę. Robie fajne rzeczy, ucze się nowych,
        mam fajnych współpracowników. Zwariowałabym gdyby nie codzienne oglądanie filmów :)
        Umowę o pracę podpisałam, kiedy już była znana diagnoza. Bezpośredni szef patrzy
        przez palce na moje wyjścia. Jego przełożeni również wiedzą o problemach.
        Teraz, kiedy myślę jak siebie określić, to na plan pierwszy wysuwa się to, że
        jestem mamą torpedy, potem żoną niezłego freaka, a na końcu, że robię w tv. Ale
        bez tej ostatniej części byłabym sfrustrowaną matką zaburzonego dziecka.
        • aga_sama Re: moje życie zostawiam na potem 20.08.10, 11:05
          A odpowiadając na Twoje pytanie w tytule wątku:
          Nie mam poczucia, że omija mnie coś wielkiego, że w związku z zaburzeniami młodego muszę rezygnować ze swojego zycia.
          No ale ja mam dziecko, w którego zaburzenia nie wierzy połowa lekarzy... Być może tylko muśnięte ZA
          Boli mnie jedno - brak podróży. Mój syn w tym nas uziemia. Nie ma szans na dłuższy wyjazd z nim (marzy nam się dwumiesięczny trip po USA), nie można go zostawić na dłużej z dziadkami.
          Wyjazd na wspólne wakacje był jeden, jak młody miał 10. m-cy, więc się nie liczy. Teraz wiem, że nasz model podróżowania, czyli szwendanie się pozornie bez celu z nim nie przejdzie. Z nim to musi być hotel, animatorka albo kupa znajomych z dziećmi w podobnym wieku.
    • yula Re: moje życie zostawiam na potem 20.08.10, 12:08
      A co to moje życie? Nie mam pojęcia. W ciąże zaszłam jeszcze na studiach. Więc
      nie pracowałam przed ciążą. Po urodzeniu problemy z dzieckiem o pracy nie ma
      mowy. Po dwóch latach urodziło sie kolejne, znowu o pracy można zapomnieć. Po
      kolejnych dwóch latach można posłać oboje do przedszkola jest szansa. Początki
      całkiem fajne, ja szybko znalazłam pracę. Super, tyle że po pół roku jak szef
      miał mi zaproponować prace na etat, przedszkole sprzedało kopa w tyłek i kazało
      zabrać młodego z przedszkola, a jak wrócił po mies to tylko do 12-tej. Ja
      chorobliwie boje sie ludzi, przełamanie sie do podjęcia tamtej pracy naprawdę
      dużo mnie kosztowało. Nie potrafię pracować w domu, potrzebuje kogoś kto mi
      powie co mam robić :/ Mam mało doświadczenia i zero wyobraźni. Potrafię tylko
      pracować przy komputerze. Praca z ludźmi napawa mnie przerażeniem:/ O pracy na
      etat nie ma mowy bo młody wraca o 12-tej ze szkoły, o świetlicy nie ma mowy,
      alergik i nie chcą go. Jedyna odskocznia to książki i robótki ręczne, ale
      wieczorem rzadko mam ochotę wpatrywać sie we wzory serwetek :/ Poszukuje pracy w
      domu lub tłumaczenia z rosyjskiego, ale nic nie mogę znaleźć, może źle szukam,
      moja samoocena sięga dna :/
    • andevi Re: moje życie zostawiam na potem 21.08.10, 21:10
      A kiedy niby ma byc to potem? Zapomnialam juz o takim zaimku jak "ja" ( swoja
      droga, Mlody tez go nie uzywa, hehe), "moj" "mnie" etc. Moze podobnie do Mlodego
      nie umiem sie upomniec o swoja wlasnosc, a moze poprzestawialam priorytety
      ?Fakt, ze dobrze mi z tym nie jest. Marze o wakacjach, dobrych rekolekcjach,
      ktorze doladowalyby mnie na kolejny rok no i o tym, bym mogla zostawic dzieci z
      babcia, a samej po prostu sie wyspac czy w koncu zaczac sie leczyc z migreny,
      stawow i tysiaca innych dolegliwosci typowych dla staruszek.Kurcze, mloda
      jeszcze jestem, i chce zyc! Chce sie tym zyciem moc cieszyc, a nie zaiwaniac po
      12 godzin dziennie przy garach, pampkach, sprzataniu i calej tej szarej prozie,
      ktora MUSI byc zrobiona.
      A zycie daje mi ostro po plecach tak od ok.dwoch lat.Najpierw stracilam dziecko
      w 16 tygodniu ciazy.Potem prace, a wraz z nia dobra reputacje wsrod bylych
      uczniow. Szef mnie zwolnil po tym, jak lekarz medycyny pracy wyslal mnie na
      miesieczne zwolnienie. No i musial dzieciakom i ich rodzicom nagadac glupot,
      dlaczego sumienna dotad nauczycielka od miesiaca sie nie pojawia. Ludzie
      odwracaja sie ode mnie na ulicy, wiec stad wnioskuje, ze niezle nagadal. Potem
      sprawa w sadzie z szefem.Wygralam, a jakze! Sedzia przyznal mi prawie 4 tys.euro
      odszkodowania. Badz madry, i wyrwij teraz te kase.Zaden komornik nie chce sie
      tego podjac, bo szef tak zamotal, ze nikt sie nie wyzna. Wyrejestrowal firme, a
      po trzech ustawowych dniach zarejestrowal na nowo pod nowa nazwa i w nowej lokacji.
      Chcialam na jesieni tego roku otworzyc wlasna praktyke, liczac na to, ze moj
      4-latek pojdzie do szkoly, a polroczniak zostanie z niania, za ktora zaplaci
      panstwo. Coz, Mlody do szkoly nie pojdzie, bo nie wiadomo, co mu jest, ja kasy
      na nianie nie dostane, bo nie pracuje, wiec siedze w domu i kontempluje kolejna
      porazke.
      Szydelko, druty i decoupage tez lubie, niestety, nie mam czasu nawet na to, by
      SAMEJ wyjsc do toalety, zawsze mam asyste... Nianie oplacam, bo musze wozic
      starszaka na zajecia do grupy obserwacyjnej.Na nianie zarabiam sobotnim
      wieczorem, kosztem snu. Dzieciaki i tak spia, a mezus nie musi sie zrywac
      nastepnego dnia o 4.00, to i przy dzieciakach posiedzi. Wyrywam jak ten zlodziej
      piec minut dla siebie, reanimuje sie dorywczo, no i jakos leci.Ale jak dlugo tak
      jeszcze pociagne, by sie nie rozsypac?
    • jan.kran Re: moje życie zostawiam na potem 23.08.10, 11:58
      Jestem w kropce. Dziś Junior zaczął szkołę. Ostatni rok przed zdobyciem matury
      którą ma na wyciągnięcie ręki.
      Ma dwie godziny religii , trzy norweskiego tygodniowo i matematykę.
      Plus niemiecki eksternistycznie ale to Jego język pierwszy więc zero problemu.
      Trzeba go dopilnować, jesteśmy po znakomitej rozmowie z pedagogiem szkolnym ale
      Junior ma cztery razy w tygodniu lekcje o 8.30 co przy Jego zaburzeniach snu
      jest wyzwaniem.

      Poza tym szkołę ma pod nosem wiec mając lekcje luźno rozrzucone przychodzi do
      domu na moment i trzeba Go przypilnować żeby sie w szkole pojawił.
      Ja optymistycznie wzięłam urlop we wrześniu , od szóstego.
      Myślałam że pojadę do PL , nie byłam 2,5 roku a moja Mama ma 81 lat i nie
      powinnam odkładać wyjazdu choć Mmusia w bdb formie.
      Miotam się między Juniorem a Mamusią. Jak Go zostawię samego to nie będę miała
      sekundy spokojnej a z kolei ciagle myślę o Mamie.
      Moja Rodzina w PL nie końca rozumie mój problem...
      Mogłabym ewentualnie poprosić Młodą żeby kilka dni przedłużyła
      pobyt , jest teraz w Oslo.
      Ale nie mam siły lecieć na kilka dni do Wrocławia zwłaszcza że nie ma
      bezpośrednich lotów...
      i tak mi sie wgłowie miesza...
      K.
      • klafuti Re: do jan kran 25.08.10, 00:53

        pozwole sobie na podpowiedzi może coś natchne :)
        > Myślałam że pojadę do PL , nie byłam 2,5 roku a moja Mama ma 81
        lat i nie
        > powinnam odkładać wyjazdu choć Mmusia w bdb formie- nie odkładaj,
        zawsze będą powody dla których lepiej zostać i przypilnowac , jeśli
        to krótki wyjazd to może te obawy da się jakoś racjonalnie
        zminimalizować
        > Miotam się między Juniorem a Mamusią. Jak Go zostawię samego to
        nie będę miała
        > sekundy spokojnej a z kolei ciagle myślę o Mamie
        > Mogłabym ewentualnie poprosić Młodą żeby kilka dni przedłużyła
        > pobyt , jest teraz w Oslo.
        To prosić od razu i mieć troche wiecej swobody i spokoju w podjęciu
        decyzji o wyjeździe!
        > Ale nie mam siły lecieć na kilka dni do Wrocławia zwłaszcza że nie
        ma
        > bezpośrednich lotów...oj tam dopiero powyżej 3 przesiadek jest
        adrenalina i zmęczenie, jak mniej to lecieć:)
        > i tak mi sie wgłowie miesza...
        > K.
        no wiem wiem, to jest dylemat z serii moralnych, bo co człowiek nie
        zrobi to i tak nie będzie tą decyzją w pełni usattysfakcjonowany,
        ale życze powodzenia :)
        • jan.kran Re: do jan kran 25.08.10, 01:20
          Dziękuję:)
          Mam od jutra dwa dnie wolne plus parę przemyśleń ...
          Muszę sobie poukładać.
          Główny problem polega na tym że nie chcę po raz piewrwszy w życiu zostawić 21 /
          letniego Obcego samego , głównie chodzi o szkołę.
          Chyba wezmę Go ze soba , nawet za cenę zwolnienia ze szkoły na dwa , max trzy
          dni , choc Młoda na mnie warczy że przesadzam ...
          • tijgertje Re: do jan kran 25.08.10, 09:29
            I slusznie warczy;)

            Wiesz co, chlopak ma 21 lat! Ja rozumiem, ze jest zaburzony, ze nie
            potrafi planowac, zle spi itp. Z drugiej jednak strony czy twoim
            celem nie jest wychodwanie go tak, zeby stal sie samodzielny? Jesli
            ma swiadomosc, ze ty zawsze wszystkiego dopilnujesz, to po co ma sie
            starac i probowac? Moj ma 6,5 roku, pol roku temu po raz pierwszy
            pojechalam sama do Polski i to nawet nie do rodziny. Z rodzina sie
            nie dogaduje, a wiem, ze MUSZA wiedziec, gdzie i z kim jestem, spac
            nie moga, jak nie wroce o "przyzwoitej" porze itp. Pojechalam przede
            wszystkim do 78-letniej babci, mialam niejasne przeczucie, ze wiecej
            jej nie zobacze (na szczescie falszywe), ale tez zobaczyc sie z
            przyjaciolmi, ktorych w zasadzie od slubu nie widzialam, bo zawsze
            albo mlody musial jesc, spac itp czy byl uczulony na psa albo dym
            papierosowy, albo maz sie totalnie nudzil, nie mogac sie z ludzmi
            (ani z moja rodzina) dogadac. Mialam wyrzuty sumienia, ale chlop
            kupil mi bilet, wynajal samochod, zarezerwowal hotel i kazal jechac.
            I wiesz co? Przezyli:) Najciezej to chyba ja mialam, choc wyjazd
            mialam wyjatkowo udany.
            Daj mlodemu szanse. Zapelnij mu lodowke latwymi do podgrzania
            potrawami, zostaw 2 budziki, w telefonie zaprogramuj mu wszystkie
            zajecia i zrob przejrzysty grafik na caly tydzien. W szkole zglos
            sytuacje, niech maja na niego oko. Przede wszystkim jednak pogadaj z
            mlodym, powiedz mu co i jak i dlaczego chcesz jechac. Jesli
            zadeklaruje, ze przezyje bez ciebie ten tydzien, to nawet sie nie
            ogladaj! wiesz, to jest tak, ze dzieciaki staja sie tak samodzielne,
            na ile im pozwalamy:) U dziecka z zaburzeniami jest to trudniejsze.
            Moi rodzice nigdy we mnie nie wierzyli, wszystko za mnie zalatwiali,
            bo ja "ciapa" przeciez bylam, o kazdy drobiazg musialam prosic o
            pozwolenie, no wstyd normalnie:/ To nie to, ze bym nie dala rady
            sama, ale rodzice czy rodzenstwo mogli to zrobic szybciej, wiec mi
            odbierano wszelkie szanse. Dopiero konczac studia i sluszac gore
            komplementow, gdy okazalo sie, ze dokonalam rzeczy, ktorych nikt za
            mozliwe nie uwazal, zaczelam wierzyc w siebie. Wyjechalam po 6
            tygodniach kursu angielskiego do obcego kraju, obchych ludzi. I
            wiesz co? Dalam rade i dopiero wtedy odkrylam na ile tak naprawde
            mnie stac. Choc mama jeszcze nie tak dawno potrafila (nie widzac
            mnie pol roku) zadzwonic z wymowkami, ze to i to robie zle, ze ma
            byc tak i siak. Jeszcze tych ukrytych kamer nie znalazlam... Daj
            synowi (i sobie) szanse. Co innego, jak sie ma swiadomosc, ze ktos
            czuwa, zeby wszystko bylo jak nalezy, co innegojak nie ma wyjscia i
            trzeba sobie dac rade, czlowiek potrafi bardzo wiele, jesli tylko
            chce i nie ma innego wyjscia;)
            • jan.kran Re: do jan kran 25.08.10, 09:35
              Napiszę więcej potem:)
              On ma się za rok , najpóźniej dwa wyprowadzić.
              Teraz chodzi wyłącznie o szkołę, dłuższa historia.

              Poza tym jednak jak już pojadę ne te parę dni to chcę choć toche odpocząc a
              zostawiając Go w domu samego nie będę spokojna.
              Na pewno w przyszłym roku pojadę sama na urlop , to będzie wstep do jego
              samodzielności...
              Jeszcze się nie zdecydowałam.
              Jak szkoła zaskoczy to może jednak pojadę sama w październiku...
              Junior jest na codzień kompletnie samodzielny jak chodzi o gotowanie ,
              sprzątanie , zakupy , prasowanie , umie wszysstko.
              Ale ma maturę na wyciągnięcie ręki a już tyle się naszarpaliśmy że chcę żeby
              miał dobry start , zwłaszcza że zima to u nas porażka i póki jest w dobrej
              formie chcę żeby zrobił max...
              K.
              K.
              • tijgertje Re: do jan kran 25.08.10, 11:43
                Naprawde wierzysz w to, co piszesz? ;) Teraz wymowka jest szkola, za
                rok sie okaze, ze samodzielnie nie moze studiowac itd. Z glodu nie
                umrze, a jakby mial jechac z toba, to do szkoly i tak nie pojdzie.
                Zostaw mu instrukcje i daj szanse! Niech to bedzie taki chrzest
                bojowy. Jak teraz sobie da rade (a na pewno tak bedzie!), to on
                nabierze pwenosci siebie, a i ty uwierzysz, ze rowniez za rok czy 5
                jakos sobie da rade o wlasnych silach. Co sie zmieni za rok? Co
                takiego sie stanie, ze za rok byloby ok, a teraz nie? Pogadaj w
                szkole, na pewno zrozumieja, zwlaszcza, ze Szwedzi to rodzinny
                narod i nie wierze, ze kilka dni w szkole jakby zawalil, to przez to
                matury mialby nie zdac. Nie szukasz czasem wymowki? ;)

                Jedno pytanie (o ta zime). Czy masz wrazenie, ze on zapada w zimowy
                sen? reaguje na pogode? To byl dlugo moj problem, zwlaszcza po
                przyjezdzie do Holandii. Rozpacz w kratke. Dopoki lekarz nie
                zaproponowal mi terapii swiatlem. Kupila lampe imitujaca swiatlo
                sloneczne. (Philips Day Light Power). Troche kosztowala, ale dziala
                rewelacyjnie. pomaga mi nie tylko przetrwac zime, ale na biezaco
                ladowac baterie, dobudzic sie rano i miec sporo energii, latwiej mi
                tez wyregulowac rytm dobowy, jak uzywam o stalych porach, to tez
                lepij spie. niektorzy maja problem tez z temperaturami i wowczas np
                fajnie jest sobie w zimie zaplanowac regularne wizyty w saunie czy
                solarium. Niewiarygodne, ale faktycznie dziala:) Moze i Liliowy
                sprobuje? Tobie tez nie zaszkodzi:)
                • jan.kran Re: do jan kran 25.08.10, 14:09
                  Nie Szwedzi tylko Norwegowie...

                  Tak to jest częściowo wymówka.
                  Mam we wrześniu ostatnie dwa tygodnie urlopu i chyba gwizdnę na wszystko i sobie
                  odpocznę i zostanę w Oslo a nie pojadę do Wrocławia.
                  Dla mnei wyjazd do Oj to nie będzie odpoczynek ... na pewno częściowo tak ale
                  jednak żadne spokojne wakacje...

                  Dziś rozmawiałam z szefowa i mogę dostać prawdopodobnie bez problemu urlop
                  bezpłatny.
                  I wtedy pojadę na spokojnie w październiku.

                  Chyba jednak Go zostawię samego tylko trochę czasu potrzebuje logistyka.

                  Coraz bardziej dojrzewa we mnie ten październikowy wyjazd:)

                  Mogę polecieć do Katowic , Berlina lub Warszawy.
                  Z Warszawy pociągiem a z pozostałych Brat mnie odbierze.
                  Pomyślę....
                  K.

                  • tijgertje Re: do jan kran 25.08.10, 18:02
                    A przepraszam, nie wiem, co mi sie ze Szwecja skojarzylo??? Chyba
                    przez to, ze od lat marze o wakacjach w Norwegii i jakas taka
                    nieosiagalna mi sie wydaje;)

                    Jak chcesz odpaczac, to faktycznie lepiej czasem w domu zostac;) Ale
                    jak w pazdzierniku mozesz jechac, to jedz na tydzien, zobacz sie z
                    ludzmi i nie ogladaj za siebie. Z Katowic do Wrocka chyba
                    najwygodniej, choc lotnisko kiepsko zorganizowane, ale tam to sie
                    nawet nie ma gdzie zgubic;) Jakbys sie zdecydowala na Amsterdam
                    naprzyklad, to 14 pazdziernika jade przez Wroclaw, moge ci
                    podrzucic;) Na razie bezskutecznie szukm jakiegos kompana,
                    przyjaciolka wychodzi za maz, mam jej grac na slubie i w zyciu by mi
                    nie wybaczyla, gdybym nie przyjechala. Maz z mlodym o wolnym moga
                    pomarzyc, wiec w czwartek biore wiolonczele i samochod meza i
                    zasuwam 1500km na Podkarpacie;) Slub bedzie wczesnie, a imprezowac
                    do rana nie zamierzam, wiec juz w niedziele mam zamiar wracac. Rozne
                    cyrki wyprawialam, ale teraz to chyba calkiem na glowe upadlam. O
                    dziwo maz mnie wspiera, zna moje mozliwosci i nie boi sie mnie samej
                    puscic w taka podroz. W dodatku firmowym samochodem, hehe...

                    Mam nadzieje, ze do pazdziernika sie nie rozmysliszl;)
                    • jan.kran Re: do jan kran 25.08.10, 18:38
                      Nie , nie rozmyślę się ...
                      Tan Amsterdam kusi ... może następnym razem.
                      Zajrzyj na pocztę gazetową:)
          • roseanne Re: do jan kran 25.08.10, 19:47
            Ula, nie na dzis czy jutro, ale mysle ze jak najbardziej powinnas dac Mlodemu
            szanse byc samemu kilka dni, pod opieka telefoniczna dobych znajomych
            Moj zostaje od kilku lat, po uprzednim "treningu, gdy byl odwiedzany co wieczor,
            potem co drugi dzien
            z mozliwoscia zadzwonienia w kazdje chwili
            przerobilismy to rowniez w czasie roku szkolnego, nie zawalil ani razu
            • jan.kran Re: do jan kran 25.08.10, 20:19
              Ja wiem że macie rację i Młoda też i ogólnie sie zgadzam ale jestem tak zmęczona
              że na myśl o wyjeździe we wrześniu i to na początku mi ręce opadaja...
              Mam teoretycznie pięć tygodni urlopu , trzy zużyłam < po tygodniu > w styczniu
              , lutym i kwietniu.
              Młoda byla u mnie wiosną siedem tygodni , teraz 5- 6 , jest fajnie , ale bywa
              stresująco.

              Czerwiec pracowałam sporo za to w lipcu miałam pięć dni wolnych , J. był u ojca.
              Pracowałam parę nocy , 10 godzin , po takim dyżurze nawet jak jest spokojnie <
              a nie zawsze jest > mam następny dzień z głowy...
              Oprócz swoich stałych 50 % pracuje extra i nie znam dnia ani godziny:PPP

              W pracy stres , mniejszy lub większy , w domu Junior , Młoda też mnei ptrzebuje.
              Na exa nie ma co liczyć , pomocy nie oczekuję , jeno żeby mi nie przeszkadzał a
              ostatnio właśnie to robi:(

              Ostatni rok z Obcym był ciężki , zdał wszystko i więcej świetnie ale z mojej
              strony to był ciągły stres i uwaga.
              Muszę po prostu odetchnąć a wiem że w PL będzie super ale oczekuje mnie tłum
              znajomych , przyjaciół , moja energiczna Rodzina spragniona kontaktu i moje
              ukochane Miasto:)
              Chyba wezmę jednak w październiku urlop bezpłatny a we wrześniu ogarnę siebie ,
              mieszkanie , bałagan w głowie i papierach:)))
              K.
              • roseanne Re: do jan kran 25.08.10, 20:26
                i tak trzymaj :)

                ja dzis zaczelam nastepny semestr, mam juz rozpiske kiedy nauka a kiedy
                praktyki, w sumie 7 miesiecy po szpitalach, w tym wieczorowki, nocek w czasie
                tutejszej szkolki nie daja, w Pl i owszem

                nie wiem, jak sobie poradzimy, jak bede wracac o 23, 24 do domu po praktyce, z
                kompletnym brakiem mozliwosci wymiany nawet po zdaniu z mlodymi, z tatusiem nie
                kazdy temat chca poruszyc....
                • miacasa Re: do jan kran 25.08.10, 21:06
                  > nie wiem, jak sobie poradzimy, jak bede wracac o 23, 24 do domu po praktyce, z
                  > kompletnym brakiem mozliwosci wymiany nawet po zdaniu z mlodymi

                  trzymam kciuki, od października będę w podobnej sytuacji, zaczynam dzienne
                  położnictwo na "stare lata", mąż zostaje z dziećmi w domu
    • asia_i_p Re: moje życie zostawiam na potem 23.08.10, 12:46
      jestem pielęgniarką, jestem
      > terapeuta, menagerem itp. tak się określamy w zwykłych rozmowach po
      > pierwsze wymieniamy naszą rolę zawodową.
      Pierwsza myśl, kiedy to przeczytałam - przecież ty dokładnie zawodowo tym jesteś
      - pielęgniarką, terapeutą, managerem i nauczycielką - nie jestem pewna, czy w
      takiej kolejności, pewnie managerem i specem od logistyki jednak w pierwszej
      kolejności.

      a ja? jestem
      > człowiekiem,kobietą staram się nie zwariować i nie myśleć o sobie
      > źle.
      Czyli tak naprawdę to życie tych, którzy określają siebie pracą jest zubożone,
      nie twoje. Twoje byłoby zubożone, gdybyś mówiła - jestem matką dziecka
      wymagającego specjalnej opieki - ale ty się do tego nie ograniczasz. Mówisz
      "jestem człowiekiem", bo wśród kilku czy kilkunastu ról, które pełnisz, nie masz
      roli, która by cię całkowicie opisywała - czyż nie taki jest cel naszego
      rozwoju? Twoja tożsamość nie jest taka prosta do określenia jak tych, którzy
      pracują, ale z tego co piszesz wynika, że jest głębsza i prawdziwsza.

      Nie neguję niczego z tego, co piszesz - wiem, że od gadania nie zniknie twoje
      przemęczenie, twój niepokój o dziecko, twoja tęsknota za pracą. Nie znikną posty
      na e-mamie, że nie ma usprawiedliwienia dla niepracującej kobiety. Nie zniknie
      tajona agresja, z jaką ci będą okazywały wyższość te kobiety, które swoją
      tożsamość znajdują w zdaniu "Jestem asystentką prezesa" albo "Jestem
      specjalistką od kontaktów międzyludzkich". Ale ty masz na to swoją tajną broń -
      świadomość, że w całościowym rozwoju zaszłaś dalej niż one, do punktu, w którym
      pierwsza odpowiedź, jaka ci się nasuwa na pytanie "Kim jesteś?", to "Jestem
      człowiekiem". Teraz one mijają cię w eleganckich garsonkach, zadowolone z
      siebie, biegnąc do pracy, gdzie zbierają ludzkie uznanie i co miesiąc czekają,
      aż na konto spłynie ładna sumka. Ale za kilka lat wiele z nich do tego zdania
      "jestem człowiekiem" będzie w bólach dochodzić, po miesiącach kosztownej i
      psychicznie obciążającej terapii.
      Jak dla mnie, jesteś u celu tego, co o sobie jako o całości można powiedzieć - i
      teraz, jeśli zechcesz, możesz szukać pracy. Ale ona, jeśli ją znajdziesz, nie
      określi twojej tożsamości, nie cofniesz się już do etapu, kiedy pozwolisz się
      opisać zdaniu "Jestem pracowniczką banku".
      • sabina211 Re: moje życie zostawiam na potem 23.08.10, 13:37
        Brawo za ten post! Myślę bardzo podobnie.
        • polaa27 Re: moje życie zostawiam na potem 24.08.10, 01:18
          Mój aktualny zawód to bycie MATKĄ. Skrajnego wcześniaka, z masa problemów
          zdrowotnych, po walce o życie, w trakcie walki o zdrowie. Po wielu
          hospitalizacjach, kilku operacjach, ciągle nowych badaniach i coraz to nowszych
          diagnozach.

          Moje dziecko ma 2 lata, a ja nie mogę przypomnieć sobie ani jednego tygodnia, w
          którym nie mielibyśmy rehabilitacji, wizyty u jakiegoś lekarza, badań, etc.
          Jestem chodzącą encyklopedią medyczną, myślę, że medycynę ze specjalnością
          neonatologiczną skończyłabym w trybie eksternistycznym;)

          Miałam pracować do końca ciąży, miałam szybko wrócić do pracy, miałam zawsze
          określać się przez pryzmat swojego zawodu, ścieżki kariery. A dziś...

          ...jestem na tzw. urlopie wychowawczym, chociaż ten "urlop" to moja najcięższa,
          najbardziej obciążająca psychicznie oraz fizycznie i najbardziej odpowiedzialna
          praca. Nierozumiana i niedoceniana przez większość - bezdzietnych lub rodziców
          zdrowych, bezproblemowych dzieci. Ale właśnie PRACA.

          I powiem Wam, ze mimo ogromu zmęczenia, wyrzeczeń, ciągle nowych problemów,
          jestem w tej pracy zajebista;)
    • ania-pat1 Re: moje życie zostawiam na potem 24.08.10, 10:49
      Ja pracuję. Na cały etat - 6h w pracy, reszta w domu. Do tego 3-4x w tygodniu
      terapia (si, ręka, zajęcia grupowe, konie, taniec, a weekend pływamy). I
      oczywiście pomysły własne. O tyle fajnie, że ja mam ADHD z które polubiłam a
      córa już jest na tyle duża (4 lata), że basen, czy konie z nią to dla mnie
      relaks (pływa jak mała rybka w rękawkach, konno jeżdżę, kiedy ona ma zajęcia, a
      potem biorę ją do siebie na siodło i jazda na spacer). Jeździ z nami na nartach
      (ciągle mówi boję się i nie chcę, ale to u niej standard oraz zamartwia się że
      upadnie, potłucze się i spadnie.....Ale dumna z niej jestem szalenie). Czas dla
      siebie definiuję tak: ona ma si a ja w szatni z Twoim Stylem lub książką itd.
      Nie gotuję i nie dbam o mieszkanie (wstyd) dziecko uważa, że jedzenie pochodzi z
      restauracji (mam na myśli obiady). Czasem robię obiad w weekend (typu
      spagetti...). Zakupy robi mąż wg. listy po 22 w całodobowym Tesco raz w
      tygodniu, ja kupuję chleb i warzywa/owoce (targ). Ale mieszkam w centrum
      Krakowa, więc mam wszędzie blisko i łatwo coś załatwić. To jest moje życie,
      obawiam się bowiem, że "potem" jest zbyt nieprzewidywalne. Staram się rozciągać
      teraz. Koszt: prawie brak życia towarzyskiego (mało kto chce się spotykać przed
      7 rano lub po 22 w dni powszednie....). Więc gasną przyjaźnie. Tego mi brak.
      Brak mi zrozumienia (ktoś tu o tym pisał) zwłaszcza u rodziców dzieci "w normie"
      - irytujące są propozycje to my pogadamy, a ona się pobawi. Nie pobawi się
      tylko: pójdzie gdzieś, zawiśnie na mnie, zawiesi się, zrobi pomału metodyczny
      bałagan....bo czas musi być wypełniony by płynął. Więc ja na rolkach, ona na
      rowerze (4 kółka) - jestem gorsza na rolkach niż ona na rowerze więc jest
      zabawa, na plaży .....łamigłówki, rebusy, zagadki smoka obiboka, czytanie na
      głos....Baby ok. 5min. Ale jest plaża i jest morze (w morzu pływamy obie). Młoda
      lubi zwiedzac więc zamki, stare miasta (Turcja, Grecja) to dla niej raj -
      pamięta Grecję z czasu gdy miała 20 mies - wolała ruiny niż mini klub dla
      maluchów....(co zostało do tej pory). Więc zwiedzamy - wzbogaciła nas ; dawniej
      nasze lato to była sama plaża. Mam świadomość, że ona świetnie funkcjonuje (jak
      na siebie) ale musi być w sytuacji 1:1 to powoduje, że wyjazd ze znajomymi nie
      jest realny jako przyjemność. Cóż. Pcham ją do dzieci - gdy przychdzi i mówi ale
      one nie chcą się bawić ZE MNĄ, to myśl o moim życiu nie istnieje. Ja już wiele
      fajnych rzeczy zrobiłam i raczej to inni zabiegali by ze mną być (teraz zgasłam
      jako atrakcja). Dlatego to moje życie a ona jest teraz jego bazą. Miałam 30 lat
      tylko dla siebie, skończyłam studia, zrobiłam doktorat, pracowałam w kilku
      miejscach, pokazałam co potrafię. Domu nie wybuduję, SUV-a nie będę miała,
      ciucha z metką też nie. Bo pieniądze inwestuję w jej życie i energię też. W
      pracy już nie jestem już pierwszoligowa. I dobrze.Wystarczy jak wykazuje się mąż.
      • iska2009 Re: moje życie zostawiam na potem 26.08.10, 18:20
        Fajny watek, dal mi duzo do myslenia...
        Przed urodzeniem synka moje zycie to byla PRACA. Kilkanascie lat z
        czego wiekszosc w korporacji. Praca niewatpliwie byla na pierwszym
        miejscu, czeste siedzenie w tzw. nadgodzinach, sporo wyjazdow, bylo
        fajnie, kolorowo, duzo sie dzialo, mialam znajomych na calym
        swiecie, w pewnym momencie zlapalam sie tez na tym, ze moje zycie
        towarzyskie kreci sie glownie wokol znajomych z pracy, wczesniejsze
        znajomosci i przyjaznie sie "poluzowaly", ze znajomymi z pracy
        mialam wiecej wspolnych tematow, co zreszta bylo naturalne, bo
        spedzalismy ze soba mnostwo czasu. Po kilku latach przyszedl kryzys,
        uswiadomilam sobie, ze nie jest zycie w pelni, ze zbyt wiele czasu i
        energii zabiera mi moja firma, ze ciagle sie gdzies spiesze, ciagle
        z czyms nie zdazam, cos zawalam, chcialam miec normalne zycie, czas,
        zeby pozajmowac sie niczym, pojsc tak po prostu na spacer, nie zyc
        ciagle z zegarkiem w reku. Kiedys jak siedzialam w robocie poznym
        wieczorem zgadnela mnie na firmowym gadugadu zgraniczna kolezanka po
        fachu, ona tez siedziala w robocie i zaczelysmy snuc takie
        egzystencjalne przemyslenia. Wrocilam do domu po polnocy. Dobilo
        mnie to, stwierdzialm, ze to juz naprawde jest matrix, a nie
        prawdziwe zycie. Kilka tygodni pozniej zorientowalam sie ze jestem w
        ciazy. Bylam nieprzytomna ze szczescia, wyluzowalam, nie obylo sie
        bez paru zgrzytow, ale okazalo sie, ze mozna wychodzic z pracy w
        godzinach do tego przeznaczonych i firma ma sie dobrze.
        Jak urodzilam synka dopadla mnie depresja, nie taka kliniczna i moze
        nie jakas nawet strasznie silna, ale przygnebienie i dziwne uczucie,
        ze cos zlego sie zdarzy mnie nie opuszczalo przez dluzszy czas.
        Synek nie bardzo pozwalam mi sie wysypiac, a to nie ulatwialo
        sprawy. Do pracy wrocilam po prawie dwoch latach, nie chcialam, ale
        tak wyszlo, koledzy czekali na mnie i znow poczucie obowiazku
        zwyciezylo. Natomiast psychicznie bardzo zle sie z tym czulam. Mlody
        byl bardzo trudnym dzieckiem od urodzenia, ale dopiero w okolicy 4
        urodzin zostalam naprowadzona na trop autymu i CZR. Podejrzenia sie
        potwierdzily i w zasadzie dla mnie oczywiste bylo, ze musze sobie
        zrobic przerwe i przez ten czas maksymalnie skupic sie na jego
        problemach. Po prawie roku moge powiedziec, ze byla to trafiona
        decyzja, przede wszystkim poznalam go i znacznie lepiej rozumiem,
        lepiej sie dogadujemy no i moge w miare na biezaco monitorowac
        terapie. Conieco robimy tez w domu, ale bez przesady. Mam lepsze
        rozeznanie w terapiach, leczeniu itd, mam czas zeby sobie poczytac.
        Nie mam takiej paniki, jak w ubieglym roku.
        I mysle, ze to jest moje zycie, wlasnie tu i teraz, cholernie trudne
        i wyboiste, ale takie jest i czuje ze mam misje do spelnienia -
        musze pomoc mojemu mlodemu jak najlepiej przystosowac sie do zycia.
        Mam wrazenie, ze te najblizsze lata, to w ogole sa najwazniejsze
        lata w moim zyciu, bo cokolwiek zrobie teraz zaprocentuje w
        przyszlosci mojego dziecka, wiec on jest teraz bezdyskusyjnym
        priorytetem.
        Oczywiscie brakuje mi troche, ze wskazaniem na troche tego dawnego
        zycia, spotkan towarzyskich, wyjazdow, a przede wszystkim luzu
        psychicznego. Miewam tez doly i chwile zwatpienia, ale to mija.
        Kazdy sukces mlodego daje mi wiecej pozytywnego powera niz wyjscie
        ze znajomymi, czy jakie inny raucik. Po prostu wiem, ze moje dziecko
        potrzebuje wiecej uwagi, skupienia i wysilku, aby zrobic kolejny
        kroczek do przodu, a ja mu musze w tym pomoc, bo jestem jego matka.
        I tyle. A co bedzie potem? Nie zastanawiam sie.
        • jan.kran Re: moje życie zostawiam na potem 27.08.10, 08:44
          Podoba mi się to co napisałaś Iska i dużo siły i radości z synka życzę:)
          • iska2009 Re: moje życie zostawiam na potem 27.08.10, 13:21
            Bardzo Ci dziekuje za zyczenia :) Musze przyznac, ze Twoje posty i
            postawa do zycia jaka z nich sie przebija napawaja mnie optymizmem i
            nadzieja na przyszlosc, a takze daja cenne wskazowki postepowania.
            To czego jeszcze musze sie nauczyc, to odpornosci na rozne odpaly
            mojego mlodego i tolerancji, tolerancji i jeszcze raz tolerancji
            oraz cierpliowsci,.... I tak jest duzo lepiej niz bylo, ale jeszcze
            daleka droga przede mna :).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka