klafuti
18.08.10, 18:19
po 8 miesiącach od urodzenia Wyjątkowego wróciłam do
pracy.korporacja,wyzwania, a tu karmienie, niespanie po nocach,
wytrzymałam do 1,5 roku zycia małego. politycznie niepoprawnie
wzięłam urlop wychowawczy,a potem i tak mnie zwolniono. historia
jest długa nie będę jej streszczać,a przeplatają sie w niej
przeprowadzki, choroby, nasze rodzinne dołki jak to w życiu. teraz
ZA ma lat osiem w tym czasie udało mi się wrócić na etat na 1,5
roku, los płata figle i kiedy wydawało sie że wszystko jest ok,
zwolniono mnie, kryzys. w tym okresie moja totalna załamka i
pójście do 1szej klasy Wyjątkowego. Jak sie okazało, przez prawie 2
semestry Wyjątkowy chciał sie zabic, nikt go nie lubił, nikt nie
podzielał jego pasji a on jest najgorszy na świecie. Taką mniej
więcej litanie wysłuchiwałam przywożąc ze szkoły, osiwiałam
dosłownie, i zdiagnozowałam. studiuje,żeby nie zwariowac i mieć
kawałek tylko swojego życia.dołuje mnie to. Nie mówie o oczywistych
względach czyli finansach,ale o tym że praca w obecnych czasach to
własciwie tożsamość człowieka.może sie nie zgadzacie,jestem ciekawa
jak to spostrzegacie.Wg mnie to praca buduje w dużej mierze
tożsamość człowieka, jego zawodowe osiągnięcia przydają mu pewności
siebie a ich brak no właśnie ?? jestem pielęgniarką, jestem
terapeuta, menagerem itp. tak się określamy w zwykłych rozmowach po
pierwsze wymieniamy naszą rolę zawodową. a ja? jestem
człowiekiem,kobietą staram się nie zwariować i nie myśleć o sobie
źle. Staram się wierzyć, że mam czas ( metrykalnie juz chyba nie
bardzo)na zrobienie wartościowych rzeczy może w opraciu o zawód a
może nie? dajcie mi tu swoje przemyślenia, bo mam dziś doła i czuje
się zaniedbaną kurą choc upiekłam sernik jagodowy i jest zajebisty,
chcecie przepis?