śmiechawki

03.01.12, 11:33
Mlodemu zdażają się ostatnio ataki śmiechu nad którymi nie jest w stanie zapanować, raz nawet obudzil się w nocy z takim atakiem śmiechu i dlugo trwalo zanim się wyciszyl i usnąl znowu. Z malym kontakt w ogole pozostawia wiele do życzenia, ale przy tych śmiechawkach to wygląda i zachowuje się jakby byl pod wplywem jakichś prochów ... normalnie ryczec mi się chce jak go widzę w takim stanie. Mlody ponad pol życia jest na diecie, jest pod opieką lekarza Dan, choć coraz większe mam odnośnie tego wątpliwości.. w każdym bądź razie grzybow nie mamy, na diecie jesteśmy. Nie wiem czy to może jakaś reakcja ze strony ukladu nerowego? jakieś odreagowanie (ostatnio bylo trochę zmian w związku ze świętami - wyjazd, teraz od 2 dni wracamy do rytmu)? moze warto eeg spróbować zrobić? do tej pory pomimo kilku podejść nie udalo nam się go porządnie zrobic, maly nigdy nie usnąl choć ostatnie robiliśmy w domu w optymalnych warunkach. zmiany napadowe nigdy nie wyszly, ale ponoc najczęściej wychodzą w śnie... a może to po prostu element zaburzenia, wczesniej tez zdarzaly mu się też takie śmiechawy, ale baaardzo sporadycznie, a od jakichś 2 tygodni prawie codziennie...
    • ania-pat1 Re: śmiechawki 03.01.12, 14:03
      A wie dlaczego się śmieje? (Ja też miewam ataki śmiechu na wspomnienie lub wyobrażenie czegoś, a raczej jestem NT). Jeśli myśli obrazami to może mieć powody do śmiechu (niekoniecznie musi go bawić to samo co nas....)- może dojrzewa do poczucia humoru. Tego Ci życzę. A jeśli się martwisz - skonsultowałabym z neurologiem i dobrym psychologiem.
      • halogen75 Re: śmiechawki 05.01.12, 05:55
        Mój też ma śmiechawki i to nie małe. "Rechocze" czasem na cały głos i do rozpuku. W czasie snu również. Zdarza się, że śmieje się adekwatnie do sytuacji, częściej jednak nie wiem z czego się śmieje ale choć wygląda przy tym jakby faktycznie był po dragach jakoś miło mi się słucha jego śmiechu:)
        • rohatyna do halogen 14.01.12, 23:21
          Wiesz, myślę - naprawdę tak myślę i nie ma pod tym żadnego drugiego dna - że jesteś wyjątkową osobą. Przeczytałam dzisiaj Twoje przeróżne posty na przeróżne tematy, Zadałam sobie trud , żeby prześledzić Twoje rozumowanie, rozterki, spostrzeżenia i wnioski. Masz nieszablonowy umysł, i rzeczywiście Twoje możliwości są nieograniczone. Nieczęsto spotykam takie osoby - nieograniczone konwenansami, nieszufladkujące innych , z otwartym umysłem. Poza tym " Znasz Józefa", słowem - żałuję , że nie jesteśmy w zbliżonym wieku, że nie mieszkamy blisko siebie, pewnie zaprzyjaźniłybyśmy się, gdyby było to możliwe w tym czasie i miejscu. Wiesz , ja jestem trochę pyszałkowata -zawsze uważam , że to co myślę i wiem, jest na pewno prawdziwe i jeśli ktoś jest innego zdania - jego strata i pewnie jest durny skoro tego nie podziela -:) Drugim kanałem zdaję sobie sprawę z takiej jednostronności myślenia - ale i tak wygrywa opcja - Moja prawda Najmojsza -:).
          Pozdrawiam Cię serdecznie i wspieram mentalnie - za dwa miesiące Twój syn będzie mówił. Zobaczysz.
          • kasia_de Re: do halogen 15.01.12, 08:39
            kurczę, ja sama mam "śmiechawki" ;-) powiedzmy, że to może nieco specyficzne poczucie humoru i śmieję się w duchu (czasem nie tylko w duchu) z czegoś co innych nie śmieszy.... w sumie tak jak Rohatyna opisała ;-)
            mój syn juz jest komunikatywny, więc go pytam z czego się śmieje i mi mówi - to nic nienaturalnego, po prostu sobie coś przypomniał i się zalewa ;-) czasem to faktycznie coś co i mnie bawi, więc śmiejemy się razem, polecam, wspólne rechotanie wzmacnia więzi :-D
          • halogen75 Re: do halogen 15.01.12, 14:25
            Rohatyna,

            ja tak naprawdę nie wiem co napisać, bo mnie zamurowało;) I o ile przeważnie gęba mi się nie zamyka to po Twoich słowach czerwienię się po prostu i brakuje mi słów:)
            Dziękuję, jeśli tak sądzisz jest mi bardzo miło:)
    • baskokvet Re: śmiechawki 05.01.12, 08:30
      Moja tez tak ma. czasem w nocy tez.I chociaz całkiem dobrze sie komunikuje, to nie potrafi powiedzieć, co jest takie smieszne....
    • rohatyna Re: śmiechawki 14.01.12, 16:39
      Zapytałam o śmiechawki najbardziej wiarygodne źródło czyli mojego syna, bo też tak miał w dzieciństwie i miewa teraz. Odpowiem Ci dokładnie co mi powiedział.

      " Moje życie bardziej toczy się w głowie a Twoje na zewnątrz. Często przypominam sobie jakieś zabawne sytuacje i śmieję się do rozpuku, śni mi się to w nocy i znowu mnie śmieszy, czasami tak mnie rozśmieszy , że już sam nad tym śmiechem nie panuję a najbardziej mnie śmieszy Twoja przerażona mina kiedy tak się śmieję - to jest naprawdę okropnie śmieszne, -:) też się czuję trochę jak na jakiś dragach, ale to fajne. Nigdy nie śmieję się bez powodu, ale nie zawsze mówię Ci co to takiego, bo już się nauczyłem, że to co dla mnie jest śmieszne - dla Ciebie niekoniecznie i na odwrót , kiedy śmiechawka się kończy, czuję się spokojniejszy ale też dziwnie zmęczony"
      To mniej więcej w skrócie co udało mi się z Niego na ten temat wyciągnąć.

      Pozdr
    • myszewa Re: śmiechawki 14.01.12, 17:03
      dzięki - namów syna niech książkę napisze, albo przynajmniej blog jak tygrysica. nie wiem czy syn wie z czego się śmieje, on mi nie powie, po 2 latach terapii osiągneliśmy tyle, że synek rozumie i trochę używa mowy konkretnej - przynieś, podnieś, wyrzuc, wóż, odnieś, chcęsz - nie chcesz itp. ale pytanie z czego się śmiejesz, co czujesz, co wolalbyś itp pozostają tak samo niezrozumiale jak dwa lata temu polecenie daj buty. Podobnie jak z śmiechawkami jest z atakami histerii (zdarzają się nam rzadko, raz na kilka miesięcy i to na ogól po trudnej nocy czy męczącym dniu) maly wykrzykuje przypadkowe slowa, wydaje sprzeczne komentarze zapal światlo-zgaś swiatlo, wlącz muzykę - wylącz, do tego przerażające krzyki, nie da się dotknąć, przytulić, jedyne co mogę to być obok i przeczekać..trudne to wszystko, jakby dzielila nas przepaść, choć jest obok.
      • halogen75 Re: śmiechawki 14.01.12, 17:09
        Rohatyna,
        dzięki:)
        • bambo113 Re: śmiechawki 17.01.12, 15:39
          Śmiechawki nas też dotyczą , próbowałam znależć przyczynę , albo jakiś trop , pytałam innych rodziców lekarza , przeważnie dominowała odpowiedż -grzybica , choć w badaniach nigdy nie mieliśmy wyniku o przeroście grzybów.
          Śmiechawki pojawiają się okresowo , przynajmniej u mojego syna , chociaż ostatnio coraz mniej , ja raczej skłaniam się do opini syna Rohatyny , też mam wrażenie , że o czymś myśli , coś go rozbawia .
          Pozdrawiam serdecznie :)
      • rohatyna Dzieli nas przepaść choć jest obok 16.01.12, 01:49
        To jest najtrafniejsze sformułowanie jakie słyszałam , a dotyczące naszych autystycznych dzieci i nas.
        Mój Michał też miał takie napady histerii. Kiedy wydarzyło się to po raz pierwszy miał może 6 miesięcy, nagle zaczął być niespokojny, zaczął płakać coraz mocniej, nic nie pomagało , ani noszenie i kołysanie ani picie , ani jedzenie , ani rozebranie z betów. Pod koniec to już nawet nie był płacz tylko takie monotonne zawodzenie. Oczy miał jakby nieprzytomne i nie reagował na nic. W pewnym momencie - po jakiejś godzinie - nagle zupełnie oprzytomniał , zaczął się uśmiechać i gaworzyć - jak zupełnie zwyczajne dziecko. Trochę się zblamowałam , bo po pół godzinie takiej histerii wezwałam pogotowie, a jak lekarka przyjechała to zastała pogodne , gaworzące, uśmiechnięte dziecko - a godzina była druga w nocy -:). Znalazłam zależność pomiędzy tymi napadami a rytmem dnia - kiedy było za dużo " atrakcji" , zmian, podróży, za długo na dworze, słowem - za dużo bodźców - tak właśnie reagował. Musieliśmy się dopasować . Najlepiej czuł się w lesie - kupiliśmy działkę leśną pod Warszawą. Siadywał pod drzewami, gadał do ptaków, budował jakieś przedziwne surrealistyczne budowle i labirynty i napady histerii skończyły się jak ręką odjął. Tak jak miał zaburzenia snu - to o 21 padał jak ścięty i spał do dziewiątej rano. Mój mąż mało na zawał nie zszedł - bo Młody miał pasję - rower. Miał może ze 4 czy 5 lat i wyciągał tatę na wycieczki rowerowa po lesie. To niewiarygodne , ale na tym małym rowerku potrafił robić 25 kilometrów po lesie. Mój mąż wracał z nim i mówił " Zabierz ode mnie tego Potwora, bo ja już tyłka i nóg nie czuję. a On jeszcze do tamtej ambony , i jeszcze do tamtej - stary jestem - siły nie mam" -:) Ej... fajne to były czasy, łapię się na tym że brakuje mi małego dziecka w domu, co prawda Młody niedawno oświadczył , że chciałby zostać ojcem , ale stosunek do tego mam ambiwalentny -:)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja