truskawka-00
10.07.13, 14:08
Pisałam już kiedyś o synku mojego męża. Ma niecałe 7 lat, skończył przedszkole. Mama była z nim raz u psychologa (miała nakaz sądowy) i ten zasugerował podejrzenie ZA. Więcej do psychologa nie wróciła, odrzuciła od siebie tę diagnozę, mąż znalazł jakaś polecaną poradnię i chciał żeby poszli tam w trójkę, niestety spotkał się z odmową, kilka razy a potem temat zarzucił, myślę, że trochę ze strachu. Niestety nadal nie potrafią dojść do porozumienia, nawet w kwestii dziecka. Opiszę jak to wygląda ale podkreślam nie oceniam tu żadnego z rodziców, uważam że oboje popełniają jakieś błędy ale pewnie wynika to z ich własnych jakichś problemow.
Po pierwsze, czy jest jakaś opcja żeby ktoś poobserwował dziecko w jego naturalnym środowisku, wiem, że przy obcych zachowuje się inaczej niż w domu gdzie czuje się pewnie. Czy takie rzeczy są w ogóle praktykowane?
Poniżej to co obserwuję u Młodego już od 2-3 lat. Są rzeczy które mi się zgadzają i takie których absolutnie u niego nie widzę. Tak czy inaczej mam intuicyjne przekonanie, że powinno mu się jakoś pomóc bo nawet jeśli to nie ZA, chłopak potrzebuje pomocy.
Najłatwiej napisać mi o objawach ZA, których u niego nie widzę:
echolalia - brak,
nieumiejętność zabaw na niby (uwielbia takie i ma sporą wyobraźnię), brak czynności rutynowych, planów dnia itp (chociaż woli np iść w znane miejsce, nowych się boi jak dziecko typowo bardzo nieśmiałe), potrafi przerwać zabawę, nie ma ciśnienia żeby coś dokończyć, ma poczucie humoru czasem nawet dość abstrakcyjne. Nie ma obsesyjnych zainteresowań, ma kilka typu starożytny Egipt, dinozaury, a ostatnio gwiezdne wojny i trochę się to miesza, zmienia, nakłada, nie widzę nic niepokojącego. Nie mówi o tym non stop nie używa specjalistycznego słownictwa.
Teraz to co mi się wydaje podejrzane:
największy kłopot to totalna aspołeczność, po 3 latach przedszkola nie ma żadnego kolegi, w klasie bawi się sam, chyba że jest jakieś zadanie narzucone przez wychowawczynię to dołączy, ale z oporami, spuszczona głowa itp. Na pytania dorosłych odpowiada, na swoim terenie gdzie jest bezpieczny np u nas nawet odpowiada pełnym zdaniem, uśmiecha się. U kogoś dramat, ostatnio byliśmy u jego wujków których widzi kilka razy do roku, nie chciał wejść do domu, stał 30min w przedpokoju, przez całą kilkugodzinną wizytę się do nich nie odezwał, najwyżej kiwał głową. Na podwórku spina się kiedy podchodzą do niego inne dzieci, widać to bardzo. Jak tata baaaardzo się postara to toleruje inne dzieci i niby się bawią, ale tata musi być z nimi, to tata rozmawia z innymi dziećmi, Młody mówi do taty lub trochę w przestrzeń. Tata nadaje ton zabawie, np wczoraj próbował się bawić za namową taty z 2 chłopcami z przedszkola i oni urządzali wyścigi, trochę się szturchali, bo niby jeden był złodziejem drugi policjantem, Młody podczas kontaktu fizycznego sztywniał i stał nic nie robiąc. Tolerował to ale nie wiedział co zrobić. Mam wrażenie, że gdyby nie zerkanie na tatę który się śmiał to nie byłoby pewne czy to zaakceptuje. Gdy kolega szturchnął go mocniej a on upadł (nic się nie stało, nawet zatarcie, zabawa była na trawie) to był płacz, wtulanie się w tatę przez 20min i koniec zabawy już się nie dał namówić.
Mowa - połykanie głosek, albo powtarzanie końcówek typu "zgłosiłem iłem"
Dotyk - lubi się przytulać do taty (pewnie do mamy i babci z którą mieszka również) do mnie, ale już z drugą babcią którą i tak widzi często bo raz w tygodniu widzę, że nie bardzo tylko jakby "wytrzymuje" jej uścisk, a czasem robi unik.
Niezgrabność ruchowa - Młody 2gi sezon uczy się jeździć na rowerze na 2 kółkach, nie idzie to kompletnie, wygina się, zapomina pedałować, nie trzyma równowagi. Po zakupie łóżka piętrowego uczył się na nie wchodzić (może też ze strachu) ok 4 miesiące, tata musiał ciągle asekurować i mówić która noga itp. Pisze i rysuje słabiutko i chyba to czuje bo woli tego nie robić, szybko się poddaje jak klocek do klocka nie wchodzi oddaje nam. Mimo że ciągle go chwalimy, zachęcamy itp. Dziwnie biega, wygląda to trochę jak takie przerysowane ruchy rąk i nóg, jak w wodzie trochę, nie umiem wytłumaczyć.
Jedna dziwna rzecz o której niedawno czytałam, ma po babci od str. mamy dłonie z palcami które wyginają się w drugą stronę, potrafi dotknąć kciukiem do nadgarstka.
Teraz to co gmatwa temat (podkreślam brak oceny ob nie to jest meritum sprawy).
Nie wiem na ile u młodego to może być ZA a na ile kwestia wychowania. Mama i babcia są bardzo aspołeczne, mąż podejrzewał kiedyś ZA u babci właśnie obie z mamą młodego mają ponoć te rutynowe zachowania (babcia bardziej), przywiązanie do szczegołów, nietolerancja hałasu itp.
Młody ma powtarzane, że dzieci to są łobuzy bo zabierają zabawki, w piaskownicy był sadzany tyłem do dzieci, żeby się nie stresować, w domu bawią się w królestwo ciszy - Młody często mówił szeptem, długo musieliśmy go tego oduczać i głównie przy nas mówi normalnie, przy innych znów szept), często z mamą wychodzą do parku wieczorem jak nie ma już dzieci, ma zakaz oglądania pewnych bajek które są np o jakiejś królewnej która w ocenie mamy i babci jest zbyt rozpieszczona itp. Niestety mama nie widzi w zachowaniu Młodego nic złego, uważa że ma naturę obserwatora tak jak i ona i uważa, że się czepiamy. Czy ma sens pójście z dzieckiem do psychologa bez mamy i jakakolwiek próba pracy skoro jednak 5 dni w tygodniu jest z mamą i babcią które nieświadomie nawet pogłębiają problem. I na ile to wg Was może być ZA po tych obserwacjach a na ile jednak po prostu specyficzne wychowanie w domu?