hannibal_lecturer
29.05.17, 19:19
Gdzieś w początkach tego forum, w okolicy setnej strony były wątki dotyczące tego, że dzieci z ASD właśnie w okolicy piątych urodzin przechodzą rozmaite, gwałtowne przemiany.
Mój dzieć, patrząc z perspektywy czasu jest książkowym przykładem dziecka zmieniającego się co pół roku - raz był wrzask (odczytywać bez cudzosłowiów) ze wszystkich sił o hulajnogę (jak już łaskawie zaczął jeździć a nie wyciągał łapę, żeby go ciągnąć) a po jakimś czasie w okolicy właśnie kolejnego półrocza na tym łez padole już tylko buzia w podkówkę i płacz (jakże miła odmiana).
I przyszły dziś piąte urodziny. Wczoraj oczywiście marudzenie, że urodziny i natentychmiast idziemy do przedszkola! Bo zawsze (znaczy od roku, bo jakoś tak się zaczęły torty ze świeczkami w przedszkolu (wcześniej klasycznie - cukierki/żelki/galaretki) sam chciał mieć taki tort i zgasić świeczki). Zdecydowałem, że tort będzie z dinozaurem wydrukowanym na opłatku i wczoraj oczywiście co pół godziny przychodzenie, żeby włączył "oblazek dinozaul/rowego tolta". Rano poszedł do przedszkola, później przywiozłem tort i tyle mnie widzieli, także opisywaną sytuację znam z _relacji_ mamy dziecia (bywa w przedszkolu średnio raz na miesiąc), która miała okazję zamienić kilka słów z nauczycielką na korytarzu zapranym rodzicami dzieci z młodszej grupy bo akurat mieli jakiś występ.
Otóż dzieć, w dniu swoich piątych urodzin po raz pierwszy uderzył dwie dziewczynki za to, że nie chciały mu oddać zabawek, jakimi się akurat bawiły - to moja dedukcja, bo pani powiedziała, że uderzył bez powodu. Działo się to już po oficjalnych urodzinach, po torcie, laurkach i wzajemnym wyściskiwaniu (taki mają zwyczaj w tym przedszkolu, że się z solenizantem wszyscy przytulają po kolei). Dzieć uderzył dziewczynki a jak pani zaczęła krzyczeć to jej powiedział "Żeby mu nie przeszkadzała". Choć pewnie to brzmiało "Nie przeszkadzaj!" jak znam dziecia.
I to właśnie "uderzył bez powodu" będzie zapewne tematem jutrzejszej pogadanki w przedszkolu ja vs pani.
Tu dygresja - dzieć we wszystkich opiniach z przedszkola (łącznie z ostatnią, z marca tego roku) był opisywany jako dziecko pogodne, uśmiechnięte i nie agresywne, ale izolujące się od grupy (znaczy olewające nudne dzieciaki i zabiegające o wyłączność na "panie").
Według pani uderzył bez powodu, a ja widzę co najmniej kilka.
Po pierwsze były jego urodziny, a we wszystkich bajkach jakie oglądał solenizant był traktowany wyjątkowo (wszystko mu było wolno, wszyscy mu ustępowali) przez _cały_ dzień (przynajmniej tak mógł to zrozumieć swoim małym rozumkiem bez rozwiniętej teorii umysłu) i jak się spotkał z kontrą na swoje żądanie wydania zabawek to zapienił (w jego wykonaniu jest dość teatralne - bierze się pod boki (Oszukujesz tato! - jak coś robię nie tak jak on chce, albo Jesteś niegrzeczny! jak mu próbuję ratować życie gdy widzi na jezdni kałużę w kumulacji nadjeżdża pomarańczowa śmieciarka)).
Po drugie mógł w końcu odreagować odmienne traktowanie przez dzieci (bo choć wszystkie jemu najpierw mówią cześć w szatni rano to z kolei przy odbiorze dziecia kilka sytuacji daje do myślenia:
- "gilają" się z dziewczynką, po czym ona mnie pyta czemu mały chodzi do tego przedszkola, na co babcia dziewczynki z tekstem - a dla czego nie miałby tu chodzić? - Bo on jest taki śmieszny.
- dzieć nakręcony gada coś o kółkach, a chłopak obok wyciąga kawałek autka (bo widocznie zepsuł w przedszkolu) i drażni dziecia tekstem -Patrz, ja mam kółka, na co dzieć się jeszcze bardziej nakręca.
- ciężko z dziecia coś wyciągnąć co było w przedszkolu (czego nie zauważyły panie i mi nie przekazały), ale kilka razy było info od dziecia że dostał po głowie (z gestykulacją - uderzaniem się pięścią w głowę) jak chciał przedszkolną zabawkę od tej czy innej dziewczynki czy chłopca (nawet jak to było bicie "na niby" - to wiem, że on tego tak nie odebrał, bo w moim świecie też nie ma "przyjacielskiego" poszturchiwania - jest stan zerojedynkowy - albo mnie nie dotykasz albo mnie bijesz/naruszasz moją przestrzeń, nie ma nic pomiędzy, jedyne możliwe odstępstwo to kontrolowane warunki na treningach bo wtedy z góry _wiem_ że walczymy w celach treningowych ).
Po trzecie, mogło coś mu się ruszyć w rozwoju emocjonalnym i w ten sposób próbował "dołączyć" do towarzystwa w zabawie (bo w domu opowiadał że chciał grać piłką w przedszkolu zapytany o kontekst sytuacji z dziewczynkami (a piłki to jego obsesja/stereotypia od wczesnego dzieciństwa).
Po czwarte może być to kolejny etap egoistycznego podejścia pt. wszystkie zabawki, na które w tym momencie mam ochotę, są moje (czego dowody dawał wieeelokrotnie już wcześniej).
Po piąte mogła być kombinacja powyższych czerech punktów lub coś, czego nie wziąłem pod uwagę.
Jutro się dowiem jak wyglądało to "bicie" bo w domu to raczej startuje z łapami na full petardzie, ale jak już dopadnie to jest takie udawanie krzycząc a masz a masz.
A, i pomysł na bicie załapał z wielce agresywnej kreskówki - "Pampalini łowca zwierząt" w odcinku, w którym Pampalini schowany na drzewie okłada żyrafę po głowie bo ta mu zjada kamuflaż...
A wasze dzieci w przedszkolu - też kogoś biły "bez powodu"?