sewerynki
18.03.08, 22:09
nie wiem czy podchwycicie temat, na razie "zachwycam" się
aktywnością na forum, rosnącą ilością postów i odkrywam że jest coś
takiego jak blog na ktorym ludzie piszą o swoich dzieciach i z tego
co czytam okazuje się że nie jestem jedyną osobą na świecie
przeżywającą określone sytuacje, stresy - mimo że na ulicy patrzą na
mnie jak na kiepską matkę co nie umiała syna wychować :)
Zacznę od siebie.
Wojtek (5lat) ma okres wściekłości na wszystko i wszystkich. Jestem
tym bardzo zmęczona, pracuję sama z dziećmi w szkole i czasem wydaje
mi się że pokłady cierpliwości wyczerpuję w szkole a kiedy wracam do
swoich dzieci to najchętniej bym utłukła ...
Od 3 tygodni nie chodzi do przedszkola (oto udaje nam się tfu tfu
zwalczyć infekcję bez antybiotyku ale trwa to i trwa) - więc siedzi
z siostrą (2 latka) w domu i generalnie mówiąc - tłuką się non stop.
Wojtek wszystkiemu zaprzecza. Mówię do Hani, Haniu jak przyniesiesz
mi to, to mama pobawi się z tobą klockami. Na co Wojtek z
odpowiednią intonacją: Nie nie pobawi się klockami. hania nie będzie
miała żadnych w ogóle klocków. po czym powtórzy jeszcze kilka razy
to swoje w ogóle a Hanka wpada w szał rozpaczy.
Poza tym nieustannie jest mu zimno, niezależnie od tego ile razy
tłumaczę że jak nie chce czegoś to trzeba powiedzieć "nie chcę" a
nie wiecznie mówić o tym że jest mu zimno.
Np, wracamy ze spaceru, Wojtusiu ściągnij buty i ubierz pantofle.
Nie nie mogę - jest mi zimno - odpowiada.
W tej całej negacji - wraca mi uczucie strachu sprzed może jeszcze
1/2 roku - czy zrobi awanturę czy nie, zacznie krzyczeć czy się uda
odwrócić uwagę, wytłumaczyć. Wiem że teraz jest lepiej, nie raz
kończylo się to nie wychodzeniem z domu lub co gorsza dzwonieniem po
mamę która leciała z domu taksówką żeby pomóc mi dojść z dzieckiem
do domu bo leżał wijący się na śniegu z hasłem że nie wróci do domu.
Ta walka o przekraczanie granic, na ile usiłuję czegoś go nauczyć i
nie poddawać się jego terrorowi a na ile chcę uniknąć kompletnego
wyczerpania psychicznego po takiej walce.
Rozumiecie w ogóle o co mi chodzi?