minifarmer
07.05.09, 23:41
Szymon ma rozpoznanie ZA od ponad trzech lat.Chodzi do drugiej klasy szkoły masowej.Walczymy z programem nauczania każdego dnia.Wszystko jest za trudne,za mało interesujące,niepotrzebne,zabierające niewyobrażalne wprost zasoby wolnego czasu mojego,Szymka i całej rodziny.Nie chce zrozumieć,że odrobina chęci i wreszcie będzie się mógł pobawić z siostra,wyjść na podwórko,obejrzeć film,odwiedzić dziadków.Moje zapasy cierpliwości skończyły się już nie pamiętam jak dawno.Wrzeszczymy na siebie(on od niedawna),zdarzają się obrzydliwe epitety.Potem jest wstyd,żal i bardzo często łzy.Zastanawiam się,czy jest sens mordować dziecko kilka godzin dziennie(a nuż będzie w stanie samodzielnie funkcjonować),nie pozostawiając ani grama miłości między nami,w zamian za postępy jakie robi w szkole.Jestem tak sfrustrowana,że nie potrafię się cieszyć nawet z osiągnięć córki,czy cudownego gaworzenia czteromiesięcznego synka.Co jest,co powinno być ważniejsze:edukacja czy normalne stosunki w rodzinie?Może uczucia da się odbudować,gdy wreszcie uporamy się z nauką życia,szkoły,myślenia?Mówi mi,że mnie nienawidzi...