witam,to ja wredna matka

07.05.09, 23:41
Szymon ma rozpoznanie ZA od ponad trzech lat.Chodzi do drugiej klasy szkoły masowej.Walczymy z programem nauczania każdego dnia.Wszystko jest za trudne,za mało interesujące,niepotrzebne,zabierające niewyobrażalne wprost zasoby wolnego czasu mojego,Szymka i całej rodziny.Nie chce zrozumieć,że odrobina chęci i wreszcie będzie się mógł pobawić z siostra,wyjść na podwórko,obejrzeć film,odwiedzić dziadków.Moje zapasy cierpliwości skończyły się już nie pamiętam jak dawno.Wrzeszczymy na siebie(on od niedawna),zdarzają się obrzydliwe epitety.Potem jest wstyd,żal i bardzo często łzy.Zastanawiam się,czy jest sens mordować dziecko kilka godzin dziennie(a nuż będzie w stanie samodzielnie funkcjonować),nie pozostawiając ani grama miłości między nami,w zamian za postępy jakie robi w szkole.Jestem tak sfrustrowana,że nie potrafię się cieszyć nawet z osiągnięć córki,czy cudownego gaworzenia czteromiesięcznego synka.Co jest,co powinno być ważniejsze:edukacja czy normalne stosunki w rodzinie?Może uczucia da się odbudować,gdy wreszcie uporamy się z nauką życia,szkoły,myślenia?Mówi mi,że mnie nienawidzi...
    • joanna9920 Re: witam,to ja wredna matka 08.05.09, 05:31
      a wiesz ja odpuściłam naukę,wole normalne stosunki miedzy nami.
      i tak źle z ta szkołą tez nie jest.a że mówi,że nienawidzi,to chyba
      normalne?chyba wiekszość matek to kiedys usłyszy.
      ale treningu samodzielności nie odpuszczaj,tego mogłabys sobie później nie wybaczyć
      • jan.kran Re: witam,to ja wredna matka 08.05.09, 07:39
        Od kiedy wyluzowałam ze szkołą Junior lepiej funkcjonuje i lepiej Mu w szkole idzie.
        Pierwszy rok trzyletniego norweskiego liceum zrobił w rok i nie było rewelacyjnie.
        Następne dwa lata < kończy dziś drugą klasę > robi w trzy lata.
        Ma mniej godzin i widać efekty bo jest w stanie się bardziej skupić mając mniej
        zajęć.
        Sporo prac pisze w domu i wysyła nauczycielom majlem.
        Ponieważ ma problemy z zaliczeniem matematyki może się zdarzyć że trzyletnie
        liceum będzie robił lat pięć , w ostatnim roku na spokojnie dorobi to co Mu
        brakuje , może poprawi niektore stopnie i zda niemiecki eksternistycznie.
        Ma 19 lat i może będzie miał maturę w wieku 23 lat ale dla mnie ważniejsze
        jest Jego samopoczucie i zdrowie niż szkoła.

        Kran
    • gemmavera Re: witam,to ja wredna matka 08.05.09, 09:06
      A ja się zastanawiam, czy w Waszym przypadku nie warto byłoby poszukać dobrej
      klasy integracyjnej. Bo przecież od czwartej klasy może być jeszcze gorzej i
      trudniej dla syna.
      • katerina8 Re: witam,to ja wredna matka 08.05.09, 10:38
        Minifarmer, możemy sobie podać ręce :-). U nas (syn - ZA, 11 l.)
        scenariusz edukacyjny jest bardzo podobny i też jestem wredną matką,
        która jednak nie odpuszcza. Kilka razy biłam się z myślami: może
        rzeczywiście odpuścić, poluzować z nauką, ale wiem, że z jego
        zapałem potem raczej nie nadgoni braków, a to na pewno odbije się na
        dalszym jego funkcjonowaniu. Doskonale rozumiem, że te kłótnie,
        obraźliwe słowa bardzo zakłócają Wasze relacje, u nas niestety też
        tak bywa :-(. Może w tym temacie warto poszukać pomocnych wskazówek
        u specjalistów, jak tak robię, bez konkretnych podpowiedzi
        zabrnęłabym w ślepą uliczkę.

        Jan Kran, system edukacjny w Polsce a Norwegii to 2 odmienne
        światy :-D.

        Gemmavera, mój syn od 1 klasy chodzi do placówki integracyjnej, a 4
        klasa tak mocno nam dała w kość, że ledwo zipiemy. Nie wszystkie
        placówki integracyjne spełniają nasze oczekiwania :-(.
        • gemmavera Re: witam,to ja wredna matka 08.05.09, 14:49
          katerina8 napisała:

          > Gemmavera, mój syn od 1 klasy chodzi do placówki integracyjnej, a 4
          > klasa tak mocno nam dała w kość, że ledwo zipiemy. Nie wszystkie
          > placówki integracyjne spełniają nasze oczekiwania :-(.

          Jasne - ja przecież nie twierdzę, że integracja jest lekiem na całe zło i że
          wystarczy dziecko z ZA zapisać do klasy integracyjnej, żeby chodziło jak w
          zegarku. ;)

          Chodziło mi raczej o to, że jeśli już w drugiej klasie jest tak źle, to może
          warto pomyśleć o klasie integracyjnej - chodzi o to, żeby szukać gdzieś pomocy,
          zamiast tylko skupiać się na rozpatrzeniu alternatywy "naciskać, żeby się uczył,
          czy też odpuścić". Bo może autorce wątku uda się znaleźć porządną, poważnie do
          tematu ZA podchodzącą szkołę. Ale nie dowie się tego, jeśli nie spróbuje.
          Moim zdaniem lepiej spróbować każdej opcji, niż potem żałować, że się czegoś nie
          zrobiło.
        • minifarmer Re: witam,to ja wredna matka 10.05.09, 22:47
          Nawet nie wiesz jak dobrze jest mieć świadomość,że jest na świecie jeszcze
          ktoś,kto ma podobnie.Nie żebym komuś życzyła takiej dzikiej męki,ale wiem,że
          możemy się zrozumieć.W moim najbliższym otoczeniu nie potrafi zrozumieć mojego
          uporu edukacyjnego nawet mąż,który wszystkie decyzje dotyczące Szymona
          pozostawił mnie.Internet mam od niedawna i zupełnie nie zdawałam sobie sprawy
          jak wiele z nim można.Już sam fakt,że przeczytałam tyle odpowiedzi,sprawił,że
          czuję się mniej "sama".W ciągu tych dwóch lat w szkole przekonałam się tak jak
          Ty-że jeśli odpuszczę,to potem nie ma żadnych szans na nadgonienie.Przekonałam
          się też,że porady specjalistów,o ile są pomocne,to uzyskiwanie ich i
          wdrażanie,jest tak czasochłonne,że także powstają gigantyczne deficyty czasowe,a
          tym samym zaległości.Tak było w pierwszej klasie,kiedy mieliśmy zajęcia dwa razy
          w tygodniu,i musieliśmy pokonywać 60 km w jedną stronę.Na początku drugiej klasy
          nastąpiła tak widowiskowa "cofka",że samo o niej wspomnienie wybiela mi
          włosy.Więc teraz ciągnę do przodu żmudnie dzień za dniem.Pozdrawiam.
    • malgosia403 Re: witam,to ja wredna matka 08.05.09, 10:59
      Ha,moje kochane,już teraz nie macie siły?....a przed Wami jeszcze
      dojrzewanie-,,coś wspaniałego dla naszych dzieci,hehe''.Łukasz podstawówkę i
      gimnazjum ukończył śpiewająco-pewnie,że były tragiczne chwile,zwłaszcza,że syn
      boi się ludzi i jest typem pasywnym.Ale teraz w liceum-jest w drugiej
      klasie-teraz mam chwile zwątpienia.Zwłaszcza,że Łukasz ma psychozę i zespół
      urojeniowy,a co za tym idzie napady agresji i całkowitego odizolowania się od
      świata...ale walczymy i Wy,musicie miec tą cierpliwośc,no takie nasze zadanie
      kochane...a ze szkołą proponuje odpuścic,nic na siłę a będzie jeszcze
      gorzej-dajcie sobie spokój z ambicją-schowajcie do kieszeni-na ambicji nie
      zbudujecie dobrych relacji ani miłości z dziecmi...Pozdrawiam
      • katerina8 Re: witam,to ja wredna matka 08.05.09, 11:31
        Małgosiu, ale przecież nie chodzi o ambicje, nasze starania są
        skierowane raczej na kształtowanie i usprawnianie umiejętności
        dziecka pod kątem dorosłego życia, w tym edukacji. Bardzo bym
        chciała , żeby syn umiał poradzić sobie potem beze mnie, żeby
        odnalazł się w tym niezrozumiałym dla niego świecie w jakiś sposób.
        Jeżeli teraz odpuszczę, np. z edukacją, to co będzie potem???
        • malgosia403 Re: witam,to ja wredna matka 08.05.09, 13:44
          Ja wiem o co Ci chodzi,tylko następuje taki okres w życiu dzieci-nie tylko
          naszych,że nasze wysiłki na nic się nie zdadzą...Ty myślisz,że ja nie
          chciałam,że się nie starałam? Przecież mój syn był ambitny w pewnym wieku,nie
          musiał się dużo uczyc bo rozumiał wszystko w mig.Odrabiał lekcje,czytał
          książki,pewnie,że nieraz musiałam przypilnowac i pomóc...ale nastąpił regres i
          moje ambicje i plany jakoś uległy zapomnieniu..teraz tylko się modlę minuta po
          minucie,żeby syn się uśmiechał,żeby był taki jak dawniej,żeby wyszedł z
          psychozy..i to jest teraz mój priorytet.Przepraszam,ale takie są moje fakty...a
          maturę ma za rok...czy podejdzie-na dzień dzisiejszy nie wiem-ale bardzo bym
          chciała-uwierz....
          • katerina8 Re: witam,to ja wredna matka 08.05.09, 14:25
            Małgosiu, z Twoich postów wiem, że macie bardzo trudną sytuację i
            będę trzymać kciuki za tę maturę :-).
            Widzisz, mój syn nie łapie wszystkiego w mig, lekcji dobrowolnie nie
            chce odrabiać, ma duże trudności z koncentracją, koordynacją
            wzrokową itd. Dlatego nie mogę mu teraz odpuścić, muszę działać
            wszelakimi metodami, żeby całkiem nie zniechęcił się do nauki.
            Szkoła niewiele tu pomaga, więc zostałam takim nauczycielem
            domowym :-), nie mam wyjścia. A co będzie w przyszłości, tego
            rzeczywiście nikt nie jest w stanie przewidzieć. Obecnie staram się
            go dopingować do różnych aktywności umysłowych, bo przecież wiem, że
            ze względu na stan fizyczny do łopaty się nie nadaje :-D.
            • agnjan Re: witam,to ja wredna matka 08.05.09, 14:58
              Myślę, że warto pomyśleć o klasie integracyjnej - mam nadzieję, że w
              takiej klasie bardziej niż w ogólnodostępnej (choć to bezprawie -
              wiem, wiem) rodzic może wymagać udzielenia wsparcia swojemu dziecku.

              Ja bym jeszcze pomyślała o takim dodatkowym wsparciu terapeutycznym,
              pedagogicznym, żeby tę "zwykłą" naukę dziecku ułatwić, nie wiem, jak
              to napisać... Nauczyć go się uczyć.

              To wszystko przede mną...
            • malgosia403 Re: witam,to ja wredna matka 08.05.09, 15:54
              Każde z naszych dzieci jest inne,musisz syna dopingowac, lecz nic na siłę...nie
              wiem jak Twój synek,ale mój uwielbia poczucie humoru,żarty...
              • katerina8 Re: witam,to ja wredna matka 08.05.09, 20:15
                Małgosiu, żarty to ja uwielbiam, znów wredna matka ze mnie wyłazi ;-
                ) i trochę zaraziłam tym syna, czasem faktycznie wspólnie sobie
                żartujemy i śmiejemy się, ale niestety syn jest raczej typem
                pesymisty - na pierwszym planie myślenie negatywne i zwykle potrzeba
                nie lada wysiłku, żeby przełączyć go na optymistyczne fale.
    • niki129 Re: witam,to ja wredna matka 08.05.09, 23:17
      Wiesz co ja mam 4,5 latka jego zachowanie,m niechec do pewnych
      rzeczy, krotka koncentracja dobijaja mnie Mma odsc czuje sie tak jak
      ty , nie umiem sie cieszyc tym ze moje 2 dziecko ma 2,5 roku i mowi
      jak 4 latek zadaje 100 pytan, prosi zebym znim rysowala uczyla go
      pisac, liczyc Jestem w rozpaczy jak mysle co bedzie dalej. Wrocilam
      do pracy, zeby oderwac sie od tego co mialam bo nei mialam juz sily
      Na codzien jestem sama z 2 dzieciakow w tym jednym ktory dostarcza
      mi wrazen za 5 codziennie dopadaja mnie mysli za co , dlaczego ???
      Ma wyrzuty sumeinia ze zaniedbuje mlodszego, czasem pasuje mowie ok
      dosc co bedzie to bedzie ale za jakis czas dopadaj amnie mysli a
      jesli bedzi egorzej jak nic z tym nie zrobie Walcze czasem na
      przekor sobie samej z mysla ze dla niego ...Czy jest to
      rozsadne ...starams ie wierzyc ze tak Oby mlodszy mi kiedys tego nie
      wypomnial tak jak ja swojej mamie ze wikeszosc czasu i uwagi
      poswiecala mojemu bratu ktory byl nadpobudliwy , nadruchliwy Teraz
      rozumiem dlaczego ale chce uniknac zalu mojego 2 dziecka ...
      • minifarmer Re: witam,to ja wredna matka 10.05.09, 23:00
        Mam tak samo.I jestem pewna,że moja sześcioletnia,całkowicie świadoma córka(na
        Szymona mówię,że jest"nieświadomy",ponieważ wyraźnie żyje gdzieś obok naszego
        świata)będzie kiedyś miała mi za złe,że nie poświęcałam jej tyle czasu,ile ona
        oczekuje.Aktualnie doszedł jaszcze Najmłodszy i teraz jest ta mała kobietka na
        szarym końcu jeśli chodzi o zaspokajanie potrzeb emocjonalnych.
    • brolek Re: witam,to ja wredna matka 08.05.09, 23:54
      Ja w wypadku mojej córki zdecydowałam być "wredna" i wymagająca, ale
      nie dla niej, tylko dla szkoły. Mam tu na myśli konsekwentne
      domaganie się respektowania jej praw. Wiem, że to może być trudne,
      ale jako nauczyciel znam zakres obowiązków szkoły i nauczycieli.

      Miłość i dobre relacje w rodzinie są podstawą do tego, aby dziecko
      miało szczęśliwe życie w przyszłości.

      Wychodzę z założenia, że zadania rodzica to miłość do dziecka,
      opieka nad nim, wychowanie go i zapewnienie mu bezpieczeństwa, a
      nauczanie jest zadaniem szkoły (rodzic może i nawet powinien
      współpracować, ale dlaczego ma to brać wyłącznie na siebie).

      Po kilku godzinach w szkole dziecko jest najzwyczajniej zmęczone i
      nie jest w stanie następnych kilku godzin pracować efektywnie, ma
      też prawo do odpoczynku. Kiedy następnego dnia idzie zmęczone do
      szkoły tworzy się błędne koło. Nawet gdy wraca ze szkoły z pustym
      zeszytem i jeszcze bardziej pustą głową (bo pani nauczycielka nie
      dopilnowała, czy nie potrafiła dotrzeć do dziecka), to może być
      zmęczone samym stresem lub nadmiarem bodźców.

      Co można próbować zrobić?

      1. Rozmawiać z nauczycielką, tłumaczyć na czym polegają problemy
      dziecka i jak z nim efektywnie pracować (Agnieszka napisała, żeby
      nauczyć dziecko się uczyć, a ja myślę, że warto też nauczyć
      nauczycielkę jak uczyć nasze dziecko)- jeśli nie czujemy się
      kompetentni możemy to zlecić np. terapeucie dziecka.

      2. Jeśli nauczycielka sobie nie radzi, możemy prosić dyrektora o
      skierowanie nauczycieli na adekwatne szkolenia.

      3. Jaśli nie mamy oficjalnej diagnozy i orzeczenia o potrzebie
      kształcenia specjalnego z jasno sprecyzowanymi zaleceniami dla
      szkoły, a dziecko ma problemy ze szkołą, to niestety, ale trzeba
      koniecznie to załatwić (takich zaleceń zgodnie z przepisami muszą
      przestrzegać także szkoły masowe) - wiem, że często zalecenia nie są
      respektowane, ale to nasza broń i warto próbować egzekwować
      realizację zaleceń (czasem warto pokazać szkole, że znamy ich
      obowiązki). Bez orzeczenia prawdopodobnie niewiele zdziałamy (może
      orzeczenie czasem niewiele tu pomoże, ale zawsze jest jakaś szansa,
      prawo jest tu po naszej stronie).

      4. Z przepisami oświatowymi też warto się zapoznać i to jeszcze
      przed wizytą w PPP (np. po to aby wiedzieć, że nie ma przepisów
      prawnych zabraniających PPP wpisania w orzeczeniu potrzeby
      towarzyszenia dziecku terapeuty cienia w szkole czego poradnie nie
      chcą wpisywać ze względu na naciski ze strony gminy i szkół, są
      natomiast przepisy, że trzeba wpisać to co jest najlepsze dla
      dziecka).

      5.Dyrektorzy często narzekają na brak pieniędzy i tym się tłumaczą.
      Na dziecko niepełnosprawne ( a dziecko ze zdiagnozowanym ZA do
      takich się zalicza) gmina dostaje podwyższoną subwencję oświatową
      (do tego jest też potrzebne orzeczenie o potrzebie kształcenia
      specjalnego bo na jego podstawie gmina dostaje te pieniądze). Te
      pieniądze powinny trafić do placówki w której uczy sie dziecko.
      Często gminy nie przekazują tych pieniędzy szkole, bo nie ma
      przepisów, które by ich do tego zmusiły, ale trzeba uświadomić
      dyrektorowi, że ma prawo ubiegać się o te pieniadze - szkole masowej
      też sie one należą, a trochę gmin jednak je przekazuje, ale jeśli
      dyrektor nie będzie się o nie ubiegał, to napewno ich nie dostanie,
      a można by z tych pieniędzy opłacić np. asystenta dla dziecka, co z
      pewnością pomogłoby i dziecku i nauczycielowi w szkole masowej (o
      asystenta można starać się też np. w ramach suo - do tego jest
      potrzebne dla odmiany orzeczenie o niepełnosprawności). Dobrze, aby
      rodzice też dopominali się w gminie o właściwe wykorzystanie
      pieniędzy z podwyższonej subwencji (czyli na edukację konkretnych
      dzieci niepełnosprawnych). Najlepiej robic to wspólnie z innymi
      rodzicami w tej samej sytuacji.
      Jeśli szkoła i nauczyciel są niereformowalni - można zastanawiać się
      nad zmianą szkoły.
      Szkoły integracyjne nie wszędzie są, zwłaszcza dobre i nie tak łatwo
      się do nich dostać, zwłaszcza jeśi dziecko rozpoczęło już edukację w
      szkole masowej. Inna szkoła, niż rejonowa nie ma obowiązku przyjąć
      dziecka, więc najpierw warto zorientowac się w sytuacji (jeśli nie
      ma takiej możliwości warto działać stanowczo, ale dyplomatycznie
      przekonując szkołę, że to wszystko dla ich dobra.

      To tyle na temat teoretycznych możliwosci, bo w praktyce, jak wiemy
      bywa różnie, myślę jednak, że zawsze warto próbować - co właśnie
      zaczęłam robić w sprawie mojej córci. Jakie będą efekty zobaczymy.
      Nie mówię, że trzeba dziecku całkiem odpuścić - wszystko jednak w
      granicach rozsądku, bo inaczej wykończymy i siebie i dziecko.
      Przekraczając te granice spowodujemy jedynie, że dziecko jeszcze
      bardziej nie będzie lubiło się uczyć.
      • brolek Do rodziców z Ursynowa! 09.05.09, 20:36
        Miałam jeszcze dodać, że mam jeszcze jeden powód do działania - jest
        nim mój synek, który ma znacznie poważniejsze problemy rozwojowe
        (choć z małą też niewesoło). W związku z tym, że mały rozpoczyna
        edukację wspólnie z koleżanką staramy się o zapewnienie naszym
        chłopcom sensownych warunków w nowopowstałej zerówce integracyjnej,
        ale nasze działania mają pomóc nie tylko naszym dzieciom. Rodzice z
        Ursynowa - jeśli chcecie się przyłączyć współpraca mile widziana!!!
        Można się za mną kontaktować przez adres gazetowy. Nie byłoby dobrze
        dla "sprawy", gdybyśmy wyszły na te "wredne" matki, co to jedyne
        mają takie problemy i się czepiają, a inni są przecież zadowoleni...
        • biaemi Re: Do rodziców z Ursynowa! 10.05.09, 00:37
          Napisz cos wiecej.
          Co to znaczy:
          "staramy się o zapewnienie naszym
          > chłopcom sensownych warunków w nowopowstałej zerówce
          integracyjnej"?
          I o jaka placowke chodzi?
          • brolek Re: Do rodziców z Ursynowa! 10.05.09, 09:49
            Nowe zerówki integracyjne powstały w szkole 310 na Hawajskiej i w
            szkole 318 na Teligi - w obu szkołach jest ta sama sytuacja -
            oddział integracyjny powstaje od tego roku i szkoła nie ma żadnego
            zaplecza kadrowego, sprzetowego itd.
            Na dziecko ze spektrum autyzmu gmina dostaje 9,5 razy wyższą
            subwencję oświatową z budżetu państwa (imiennie na każde dziecko z
            takim orzeczeniem). Zgodnie z zapewnieniami władz Warszawy i Biura
            Edukacji te pieniądze idą do dzielnic. Chodzi o to, żeby tam nie
            utknęły. Zatrudnienie nauczyciela wspomagającego nie wystarczy.
            Sytuacja edukacyjna dzieci niepełnosprawnych na Ursynowie jest
            nieciekawa od lat. To co się działo przy rekrutacji na Kopcińskiego
            to skandal totalny. Coś się ruszyło, bo otwarli nowe oddziały
            integracyjne. Nie chcemy, żeby na tym się skończyło. I nie chodzi tu
            tylko o nasze dzieci, choć oczywiście dla każdej mamy jej dziecko
            jest najważniejsze (to chyba naturalne).
            Są na Ursynowie mamy, które od dawna starają się coś z tym zrobić i
            nie chcę im odbierać zasług - one teraz działają też na szerszą
            skalę. (Proponuję zaglądać na stronę programu "Wszystko jasne"
            poświęconego problemom edukacyjnym dzieci niepełnosprawnych, przede
            wszystkim warszawskich , ale nie tylko.)
            Lokalnie niestety też musimy upominać się o prawa naszych dzieci, bo
            jesli tego nie zrobimy, to nikt problemu nawet nie zauważy.
            Zapraszamy do współpracy!!!
      • minifarmer Re: witam,to ja wredna matka 11.05.09, 10:46
        Brolek dzięki za tak wiele informacji.I pozwól,że trochę popytam..Nauczycielka
        Szymona według mnie radzi sobie świetnie,stosuje wszystkie zalecenia zawarte w
        opinii PPP,ale to przecież nie jedyna pani,z którą dzieci maja zajęcia.Są
        panie(np.wicedyrektor)uważające,że jeśli sobie wymyśliłam "normalną" szkołę,to
        powinnam ja i dziecko swoje odcierpieć.Nie za bardzo wyobrażam sobie wymagać od
        niej,żeby poddała się odpowiedniemu szkoleniu.Co to jest orzeczenie o potrzebie
        kształcenia specjalnego i jak to można załatwić?Mamy opinię PPP dotyczącą
        dodatkowych zajęć rewalidacyjnych w trybie indywidualnym,z których nic nie
        wyszło(dziecko powinno chodzić do szkoły integracyjnej),późniejszą opinię
        dot.zajęć korekcyjno- kompensacyjnych(mamy przyznane 2 godz.tygodniowo)i mamy
        też orzeczenie o niepełnosprawności.O terapeucie cieniu słyszałam,tylko mam
        pewne obawy,co do odbioru takiej "obcej"osoby przez dzieci i nauczycieli.I tak
        już Szymon ma kilku życzliwych kolegów w klasie,którzy zauważyli jego inność i
        uwielbiają wprost mu dokuczać.Po delikatnej rozmowie z ich rodzicami jest trochę
        lepiej,ale nie rewelacyjnie.Zaświadczenie o SUO mam,ale zostałam
        poinformowana,że to nie dla mojego dziecka(należy się taka opieka osobom
        dorosłym,które ukończyły już proces edukacji,a nie potrafią poradzić sobie w
        codziennych obowiązkach.I od kiedy dowiedziałam się w PPP,że w szkole Szymona
        jest jeszcze dwóch uczniów z podobnym rozpoznaniem,ale rodzice o tym szkoły nie
        poinformowali,zastanawiam się czy faktycznie nie mieli oni racji.Świadczy już o
        tym sam żmudny proces prób dyrektora odwiedzenia mnie od pomysłu posyłania
        dziecka do szkoły masowej.Dziękuję jeszcze raz.Pędzę do mojego płaczącego
        Malucha.
        • brolek Re: witam,to ja wredna matka 13.05.09, 19:46
          Moim zdaniem powinnaś się jednak postarać o orzeczenie o potrzebie
          kształcenia specjalnego.
          Sprawę wydawania orzeczeń reguluje rozporządzenie MEN z 18 września
          2008r. w sprawie orzeczeń i opinii wydawanych przez zespoły
          orzekające działające w publicznych poradniach psychologiczno -
          pedagogicznych. Myślę, że warto poczytać.
          Określa ono "szczegółowe zasady kierowania dzieci i młodzieży do
          kształcenia specjalnego".
          Wg rozp. orzeczenia te wydaje się dla dzieci i młodzieży
          niepełnosprawnej oraz niedostosowanej społecznie wymagającej
          stosowania specjalnej organizacji nauki i metod pracy. Wydawane są
          na wniosek rodziców (czyli umawiasz się w poradni i składasz wniosek
          o wydanie orzeczenia z załącznikami: diagnoza, orzeczenie o
          niepełnosprawności, diagnoza SI, opinie psychologiczne,
          pedagogiczne, psychiatryczne, logopedyczne - wszystkie papierki
          jakie masz i mogą pomóc w określeniu najkorzystniejszych dla dziecka
          warunków edukacyjnych - radzę postarać się o te papierki).

          Sama opinia wydana przez poradnię też jest wiążąca dla szkoły, ale
          jeśli szkoła potrzebuje dodatkowych pieniędzy na realizację zaleceń
          to już dziecko musi mieć orzeczenie (podwyższona subwencja oświatowa
          z budżetu państwa jest przyznawana na podstawie orzeczeń, na dzieci
          autystyczne jest 9,5 raza wyższa niż na dziecko zdrowe - ZA należy
          do spektrum autyzmu, ale w orzeczeniu słowo autyzm musi wystąpić, w
          Warszawie piszą: autyzm - ZA czy jakoś podobnie).
          "W orzeczeniu określa się zalecane:
          - warunki realizacji potrzeb edukacyjnych, formy stymulacji,
          rewalidacji, terapii, usprawniania, rozwijania potencjalnych
          możliwości i mocnych stron dziecka oraz inne formy pomocy
          psychologiczno - pedagogicznej;
          - najkorzystniejsze dla dziecka formy kształcenia specjalnego(...)"
          (tu chodzi o rodzaj placówki i należy wymienić wszystkie najlepsze
          dla dziecka).
          Sama jednak masz prawo wybrać rodzaj placówki do jakiej poślesz
          dziecko i nikt nie ma prawa odmówić przyjęcia dziecka do szkoły
          rejonowej i każda szkoła ma obowiązek realizować zalecenia z
          orzeczenia (masowa również). Te sprawy reguluje rozp MENiS z 18
          stycznia 2005 w sprawie warunków organizowania kształcenia,
          wychowania i opieki dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnych oraz
          niedostosowanych społecznie w przedszkolach, szkołach i oddziałach
          ogólnodostępnych lub integracyjnych. O szkołach specjalnych jest
          adekwatne rozporządzenie z tego samego dnia. Można się u dyrektora
          lub w kuratorium powołać na nie w razie ewentualnej interwencji
          (radzę jednak najpierw u dyrektora, a jeśli nie pomoże iść dalej).

          Jeśli pani wicedyr. nie stosuje się do zaleceń idź do dyrektora, lub
          do kuratorium jeśli to nie pomoże (radzę składać oficjalne pisma z
          potwierdzeniem odbioru, by nikt się nie mógł wyprzeć).
          Za przeproszeniem, pani wice nie jest świętą krową i prawo ją
          obowiązuje. Jako wicedyrektor powinna dać przykład...

          Piszesz, że nauczycielka Szymona realizuje zalecenia - może jest ich
          zbyt mało, lub są żle dobrane do potrzeb dziecka. Składając podanie
          radzę dołączyć opinię psychologa np. terapeuty z wyraźnymi
          sugestiami co do tych zaleceń - pewnie wezmą je pod uwagę. Ważne,
          aby zalecenia były szczegółowe i dobrze dobrane do rzeczywistych
          potrzeb dziecka.
          Nie wiem dlaczego od razu nie dali Szymkowi orzeczenia, bo z
          pewnością spełnia warunki aby je dostać, chyba, że w Waszej poradni
          nie wiedzą co to jest ZA. Mieliście już wtedy diagnozę?

          Jeśli chodzi o terapeutę cienia odbiór takiej osoby w dużej mierze
          zależy od jej osobowości i umiejętności, a jeśli chodzi o
          nauczycieli, to cień może być dla nich dużą pomocą, chyba, że mają
          coś do ukrycia, to boją się, że ktoś będzie patrzył im na ręce (w
          tym wypadku miałabym w nosie ich komfort psychiczny, bo dobro
          dziecka jest ważniejsze). Znam dzieciaki u których instytucja cienia
          bardzo dobrze się sprawdza! Dzieciaki zwykle traktują taka osobę
          poprostu jako dodatkowego nauczyciela (nie muszą wcale wiedzieć, że
          to nauczyciel tylko dla jednego dziecka, poprostu pomaga głównemu
          nauczycielowi).
          Jeśli chodzi o SUO, to informacje jakie uzyskałaś nie są zgodne z
          prawdą i wiele dzieciaków taką pomoc otrzymuje (musi więc być do
          tego jakaś podstawa).
          Egzekwowanie praw dziecka w szkole nie jest proste, ale warto.
          Jeśli chodzi o ujawnienie diagnozy w szkole dużo zależy od poziomu
          funkcjonowania dziecka (czy poradzi sobie z nauką na zasadach
          równych ze zdrowymi dziećmi - i nie chodzi tu o realizację programu,
          bardziej o organizację nauczania).
    • mskaiq Re: witam,to ja wredna matka 09.05.09, 11:36
      Napisalas ze walczysz z programem. Mysle ze nie powinno sie walczyc,
      lepiej jest dzialac w taki sposob zeby Szymon cieszyl sie z tego co
      robi.
      On chcialby miec ta odrobine checi ale nie potrafi jej wyzwolic w
      sobie. Sprobuj mu pomoc ja wyzwolic.
      Lekcje moga byc meczace i nudne jesli w tym co sie robi nie ma
      radosci, kiedy jest koniecznosc i obowiazek.
      Wedlug mnie Szymon moze sobie poradzic w szkole masowej i moze byc
      dobrym uczniem ale pod warunkiem ze bedzie lubil to co ma robic.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • katerina8 Re: witam,to ja wredna matka 11.05.09, 08:30
        Brolek, masz rację, należy walczyć o prawa swojego dziecka, ale
        bardzo ważne jest, żeby nie odbywało się to w pojedynkę, o czym też
        wspominasz. Moje upominanie się o prawa dziecka w placówce
        INTEGRACYJNEJ okazało się walką z wiatrakami, wyszłam jedynie na
        matkę awanturniczą i roszczeniową.
        Gdy na początku roku szkolnego (4 klasa) poprosiłam o napisanie
        indywidualnego programu nauczania dla syna z uwzględnieniem jego
        deficytów, po kilku przepychankach z panią wspomagającą, otrzymałam
        wreszcie na piśmie stek bzdur, które absolutnie nie ułatwiły życia
        mojemu dziecku. W czasie rozmów ciagle tylko słyszałam, że syn jest
        w normie intelektualnej i musi uczyć się wg podstawowego programu
        nauczania klasy 4 bez żadnego pobłażania. Owszem, ale gdzie
        wypełnianie zaleceń PPP, która wydała orzeczenie o zaleceniu
        kształcenia specjalnego???
        Od 1 klasy przekazuję do szkoły mnóstwo materiałów, książek,
        dotyczących zaburzenia syna, opinie od terapeutów, w których opisane
        są metody pracy z moim dzieckiem. I co? Wszystko psu na budę, nadal
        męczymy się z dzieckiem jak para koni, zaprzęgniętych do ciężkiej
        pracy. Czuję, że przez te wszystkie lata edukacji mojego syna, a
        szczególnie ten rok szkolny mocno nadwerężyłam zdrowie, jestem
        kłębkiem nerwów, mam kłopoty z sercem. A gdy przychodzę do szkoły
        syna rano, widzę uśmiechnięte szczęśliwe panie, większość z
        pazurkami-tipsami, paradujące z kawką po korytarzu i opowiadające
        jakie ciuszki ostatnio kupiły. Pełny luz. Widać jak głęboko mają w
        tyłku takie dzieci jak mój syn, bo to przecież tylko problemy, nic
        innego.
        Staram się uczyć syna, bo jak pisałam wcześniej, nie mam na razie
        innego wyjścia, ale na ile mnie jeszcze starczy, nie wiem :-(((.

        • agnjan Re: witam,to ja wredna matka 11.05.09, 12:05
          Katerina - o orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego musisz
          wnioskować w PPP - w Warszawie jest to PPP na Narbutta - potem
          odbywa się spotkanie z rodzicami i dzieckiem i na podstawie
          obserwacji oraz dokumentacji jest sporządzane orzeczenie - jak
          napisała brolek, na podstawie tego orzeczenia - im bardziej
          szczegółowo napisane tym lepiej - szkoła ma obowiązek stosować
          zawarte w nim zalecenia.

          Nie jest łatwo, nie miało być łatwo i łatwo nie będzie. Ja sobie to
          powtarzam codziennie i może dlatego jakoś prę do przodu, choć mam
          świadomość, że wszystko przede mną, Szymek zaczyna zerówkę i nie
          dostał się do tradycyjnej szkoły integracyjnej, więc teraz wszystko
          trzeba załatwić od początku...
    • gajkowik Re: witam,to ja wredna matka 11.05.09, 12:01
      Moim zdaniem za atmosferę panującą w waszym domu nie odpowiadasz ani
      ty, ani twój syn tylko presja jaką nakłada na was masowe
      szkolnictwo. Zresztą w szkołach integracyjnych też sytuacja nie
      wygląda o wiele lepiej. Mój syn całkiem dobrze radził sobie w
      podstawówce integracyjnej tylko dlatego, że caly program nauczania
      przerabiałam z nim równolegle w domu. W szkole nie był w stanie
      nauczyć się dosłownie niczego, a raczej nikt nie potrafił go tam
      czegokolwiek nauczyć, mimo gotowych, podanych na tacy technik i
      sposobów ułatwiających naukę mojemu dziecku. Te sposoby opracowywali
      terapeuci pracujący z moim synem prywatnie. W gimnazjum było jeszcze
      gorzej. Modyfikacja programu polegała na tym, że zadania domowe
      dostawaliśmy zmniejszone ilościowo. Np. klasa dostawała 5 zadań z
      fizyki, a Wiktor 3. Ja już przy takiej ilości przedmiotów i takiej
      skali trudności nie mogłam mu pomóc. Po prostu poddałam się i
      przepisałam go do gimnazjum specjalnego. Tam rzeczywiście program
      jest dostosowany do możliwości dzieci ze specjalnymi potrzebami
      edukacyjnymi, są małe klasy, mnóstwo zajęć wyrównawczych i przede
      wszystkim nauczyciele i pedagodzy, którzy wiedzą na jaką pracę się
      decydują. Podręczniki są pisane w sposób przystępny i zrozumiały dla
      dzieci. Ponadto są koła zainteresowań oraz bogata oferta różnorakich
      zajęć, dzięki którym dzieci mogą rozwijać swoje zdolności i
      zainteresowania, a wiemy przecież, że większość dzieci z ZA takie
      zdolności posiada, tylko w masowych szkołach jest to niezauważane i
      niedoceniane. My już nie odczuwamy szkolnej presji, ciśnienie spadło
      po obu stronach, a niewiele brakowało aby syn do kolekcji swoich
      problemów dołączył depresję szkolną.
      • katerina8 Re: witam,to ja wredna matka 11.05.09, 12:32
        Gajkowik, jak czytam Twój post, to jest to dokładny opis również
        naszego "procesu edukacyjnego". I mój syn już ma depresję szkolną,
        dosłownie codziennie płacze przed pójściem do szkoły i po przyjściu
        z niej :-((.

        Agnjan, oj, chyba nieuważnie czytałaś mój post :-). A w nim pisałam,
        że mój syn ma orzeczenie o kształceniu specjalnym wydane przez PPP,
        lecz co z tego, jak szkoła ma to w głębokim poważaniu i nauczyciele
        uczą tam wg własnego widzimisię, a nie wg wytycznych zawartych w
        orzeczeniu czy też opiniach innych terapeutów.
      • gajkowik Re: witam,to ja wredna matka 11.05.09, 22:26
        No, przykro to mówić, ale rzadko kiedy nauczyciele wykazują dobrą
        wolę do współpracy z rodzicami. Ja nie mogę pojąć, dlaczego
        najdrobniejszą sugestię odnośnie pracy z dzieckiem traktują jak
        zamach na swoje kompetencje. A jeśli chodzi o ideę integracji, to ja
        wyleczyłam się ze złudzeń właśnie w gimnazjum. Któregoś dnia,
        przypadkiem weszłam do szkoły w czasie przerwy i zobaczyłam, jak za
        moim spacerującym po korytarzu synem idzie szpaler
        rozchichotanych ,,kolegów" machających rękami. Zwróciłam na to uwagę
        wychowawczyni i w odpowiedzi usłyszałam, że może na przerwach
        zostawać w klasie. O żesz.... Nie mogłam pozwolić aby moje dziecko
        czuło się jak dziwadło, szykanowane i wyśmiewane. Integracja
        niestety, moim skromnym zdaniem kończy się na wczesnych klasach
        podstawówki, kiedy pani jak ma chęć zapędzi dzieci do wspólnej
        zabawy w kółko graniaste. Później jest tylko postępująca izolacja
        albo co gorsza robienie sobie jaj z nieszczęśnika, który nie bardzo
        potrafi się połapać w intencjach rówieśników. Lub też gotów jest
        zrobić najgłupszą rzecz, aby zwrócić na siebie uwagę i zdobyć
        akceptację kolegów.
        • minifarmer Re: witam,to ja wredna matka 11.05.09, 22:56
          Włos mi się jeży na głowie i nie tylko,jak czytam o Waszych dzieciach,które jako
          starsze niemało już przeszły i Wy razem z nimi.I ciekawa jestem,jakie mnie
          jeszcze czekają niespodzianki.Wprawdzie w PPP zostałam szeroko poinformowana,co
          się z naszymi pociechami może nawyprawiać w życiu,ale dopiero teraz zaczyna do
          mnie docierać ich realność.
      • minifarmer Re: witam,to ja wredna matka 11.05.09, 22:48
        Jakim cudem znalazłaś taką szkołę specjalną?Obrazek jak z bajki!W moim mieście
        do podstawówki specjalnej chodzi dosłownie zbieranina dzieciaków,które z różnych
        powodów nie dawały sobie rady w zwykłej szkole-nie tylko "niepełnosprawnych",ale
        też "patologicznych".Nie wyobrażam więc sobie syna w szkole,w której połowa
        uczniów jest tam po to tylko by odbębnić kilka godzin i mieć święty spokój z
        np.kuratorem.Nie wyobrażam sobie także syna w kilkugodzinnym kontakcie z
        podobnie nadpobudliwymi,hałaśliwymi,nieskoordynowanymi dziećmi.Cała procedura
        zachowania w klasie na lekcjach,tak żmudnie przez nas wypracowana,ległaby w gruzach.
        • joanna9920 Re: witam,to ja wredna matka 12.05.09, 06:24
          jak tak czytam to co piszecie to dochodzę do wniosku,że moje dzieci mają wielkie
          szczęście,że w zwykłych rejonówkach trafili na wspaniałych nauczycieli którzy
          nie robia z nich dziwolągów.powinnam te szkoły chyba zgłosić do jakieś
          nagrody,tylko nie wiem czy ktokolwiek nagradza za normalność
          • gajkowik Re: witam,to ja wredna matka 12.05.09, 08:21
            Z całą pewnością wszystko zależy od ludzi. Wszędzie można spotkać
            osoby zaangażowane w swoją pracę jak też obojętnych i
            niekompetentnych. W naszej szkole rzeczywiście są dzieci z różnymi
            problemami. Często są to dzieci bardzo zdolne i inteligentne ale
            zaniedbane wychowawczo, z rodzin patologicznych czy z domów dziecka.
            Są dzieci z ciężką niepełnosprawnością, czy innych narodowości.
            Tylko to o niczym nie świadczy, bo pedagodzy i nauczycieli potrafią
            stworzyć z tego naprawdę fajną całość, tam naprawdę jest integracja,
            bo jeden pomaga drugiemu, dzieci są solidarne ze sobą, bo wiedzą,
            że każde z nich ma jakiś problem. Tam gdzie jest praca i
            zaangażowanie personelu pedagogicznego można zdziałać naprawdę wiele
            i nie wolno nikogo skreślać tylko dlatego, że urodził się w
            pijackiej rodzinie. Jeśli chodzi o niepożądane zachowania na lekcji,
            to w naszej szkole nauczyciele po prostu wiedzą jak sobie z tym
            radzić lub temu zapobiegać. A jak sobie radzą nauczyciele w masowym
            szkołach z przekleństwami na przerwach, z agresją wśród dzieci, z
            wyścigiem szczurów. Nie oszukujmy się, nie radzą sobie wcale. Zdrowy
            dzieciak da radę, słabszy nie ma szans.Ja nie wiem co lepsze.
            Miejsce, w którym zachowanie mojego dziecka nikogo nie dziwi, czy
            też miejsce w którym jest pośmiewiskiem dla rówieśników. Bo niestety
            nie wierzę żeby dzieci na którymś etapie po prostu nie wyżywały
            swoich frustracji na naszych biedakach. Nikt nie zmusi dzieci w
            gimnazjum czy w ostatnich klasach szkoły podstawowej aby okazywały
            takim dzieciom jak nasze sympatię, zrozumienie czy szacunek. Mnóstwo
            czasu zajęło mi zrozumienie tych realiów, może dlatego, że moje
            dziecko już na początku nauki w gimnazjum miało poważne załamanie
            nerwowe. Teraz, ponieważ jest bardzo dobrze funkcjonującym chłopcem
            inni korzystają z jego pomocy, jest stawiany za wzór dla innych, co
            bardzo wzmacnia jego poczucie własnej wartości. A dalsza edukacja?
            Myślę, że wiele drzwi dla naszych dzieci jest zamknięte właśnie z
            powodu choroby. To choroba jest problemem i je ogranicza. Walce z
            chorobą na pewno nie sprzyja stres i fobia szkolna. Jak wzmocnię
            emocjonalnie mojego syna, zapewnię mu poczucie bezpieczeństwa to
            niewykluczone, że zawojuje ten świat, bo talentów ma mnóstwo,
            muzyczne, aktorskie, genialną pamięć. No cóż, rozpędziłam się z
            samego rana, ale ten temat zawsze mnie porusza. Życzę wszystkim
            trafnych wyborów i satysfakcji w kierowaniu edukacją pociech.
            • minifarmer Re: witam,to ja wredna matka 13.05.09, 16:39
              Broń Boże nie było moim zamiarem wywyższać mojego dziecka ponad dzieci np.z
              pijackich rodzin,czy takie,które mają kłopoty z nauką,bo nie mają żadnego
              oparcia w swoich rodzicach.Sama mam kontakt z dziewczynką ,która chodzi do klasy
              z moim synem,a często przychodzi do nas pobawić się z moimi dziećmi.Ona to
              właśnie potrzebuje pomocy w nauce,dlatego,że jej rodzice robią wszystko,tylko
              nie zajmują się córką.Każde dziecko,niezależnie w jakich wychowuje się
              warunkach,czy z jaką dysfunkcją się urodziło,czy jakiej nabyło,powinno być
              otoczone w swojej szkole jak najtroskliwszą opieką i nie ma co do tego
              wątpliwości.Jednakże mam w rodzinie kontakt z nauczycielem naszej szkoły
              specjalnej i wierzcie mi,dobre chęci niesienia pomocy dzieciom nie zawsze
              wyglądają tak,jakbyśmy sobie tego życzyli.To jest smutne.Wiem też,że do szkół
              specjalnych trafiają uczniowie,z którymi w "normalnej" szkole nauczyciele nie
              potrafili poradzić sobie w sensie wychowawczym i konfrontacji mojego syna z
              takimi dziećmi boję się najbardziej.
              • katerina8 Re: witam,to ja wredna matka 14.05.09, 08:24
                Minifarmer, Twoje obawy są słuszne, bo nie wszędzie tak świetnie
                potrafią zintegrować dzieci jak w placówce, opisanej przez Gajkowik.
                Do klasy integracyjnej mojego syna od ubiegłego roku został przyjęty
                chłopak, z którym właśnie nie radzono sobie w szkole masowej. W
                szkole zwykle mawiajają : "został przyjęty do integracji, ma
                problemy emocjonalne". Więc skoro podjęli się pracy z tym dzieckiem,
                to należy działać w prawidłowym kierunku. A jak to wygląda w
                praktyce?
                Otóż chłopak ten upodobał sobie mojego syna, który naiwnie na
                początku ich znajomości częstował go pączkami i innymi łakociami :-
                ), bo mu współczuł, a ten gagatek potem zaczął naśmiewać się z syna,
                niszczyć mu plecak, szeptać do ucha wulgaryzmy, inicjować rozmowy na
                interesujące dla niego tematy, związane głównie z intymnymi
                stosunkami dorosłych itd. itp. Informowałam o tym wychowawczynię,
                moje skargi przeważnie były bagatelizowane i jako winnego wskazywano
                mojego syna, bo jakoby prowokował kolegę. W końcu ostatnio
                cwaniaczka złapano kilka razy na gorącym uczynku i postanowiono
                skontaktować sie z jego tatą, który nie mieszka z nim, żeby tata ...
                w końcu wlał mu jak nie rozumie słowa. Gdy to usłyszałam, nie
                wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać, słysząc o takiej metodzie
                oddziaływania na chłopca, którego wzięli przecież, żeby mu pomóc.
                Przecież są metody rozładowania agresji, sposoby radzenia sobie z
                emocjami, wątpię, żeby ktoś na terenie szkoły próbował pracować z
                chłopcem w ten sposób. Dlatego relacje dzieci wyglądają tak
                koszmarnie.
    • gajkowik Re: witam,to ja wredna matka 14.05.09, 08:47
      Ja podam prosty przykład różnicujący podejście nauczycieli w dwóch
      różnych placówkach wobec tego samego problemu. W gimnazjum masowym,
      do którego syn chodził ok. 2 tygodni po rozpoczęciu roku szkolnego
      zginęły mu okulary. Na moje prośby o pomoc w odnalezieniu
      nauczyciele reagowali bezradnym wzruszeniem ramion. Usłyszałam nawet
      taki tekst: ,,No wie pani, mógł ktoś nawet po złości wyrzucić do
      kosza na śmieci". Po przepisaniu do gimnazjum specjalnego po jakimś
      czasie skradziono synowi telefon komórkowy. Dyrekcja i nauczyciele
      byli bardzo zażenowani tym faktem, obiecali pomóc, w co ja zresztą
      nie bardzo wierzyłam. Ku mojemu zdumieniu po kilku dniach zostałam
      poproszona do szkoły i przyprowadzono do mnie dwoje dzieciaków
      trzęsących się jak galareta, z opuszczonymi głowami. Dali mi kwiaty
      i dziewczyna powiedziała: ,,Proszę pani, my wiemy, że wyrządziliśmy
      Wiktorowi dużą krzywdę, przepraszamy, obiecujemy, że będziemy się o
      niego troszczyć i pilnować, żeby nikt mu nie dokuczał." Nigdy nie
      zapomnę tej sceny. Rozbroili mnie. Nigdy nie zapomnę tej sceny.
      • gajkowik Re: witam,to ja wredna matka 14.05.09, 08:49
        zapomniałam dodać, że telefon został nam zwrócony
        • katerina8 Re: witam,to ja wredna matka 14.05.09, 09:57
          A ja musiałam pierwszy zniszczony plecak odesłać do reklamacji, na
          szczęście (wielki ukłon w stronę sprzedawcy) otrzymaliśmy nowy
          identyczny, który obecnie znów jest zepsuty przez "kolegę" syna. Tym
          razem nie mam już sumienia odsyłać go do reklamacji, a szkoła...
          coż, umywa rączki, mogę przecież kupić nowy i tak w nieskończoność...
Pełna wersja