Text: Karsten Flohr
Kto dostatecznie wysoko wzniesie się ponad Ziemię, ujrzy bez problemu rany, które zadaje Ziemi surowa naturalna przemoc: CZŁOWIEK. Jak szybko potrafi zniszczyć naturę; dowodem na to jest samotna wyspa na Pacyfiku, przed 250 laty.
Zdjęcie z powietrza radioaktywnej góry śmieci: składowisko drugiej pod względem wydobycia na świecie kopalni uranu na północy Australii, musi być nieustannie spryskiwane wodą, żeby zapobiec rozprzestrzenianiu się substancji radioaktywnych pod postacią kurzu po całym terytorium.
Astronauta James Irwin zachwycał się: „Ziemia wygląda jak choinkowa bombka, zawieszona w kosmosie, to najpiękniejsze co można sobie wyobrazić. Tak delikatna, tak wrażliwa.” Podobnie jak pilot misji księżycowej Apollo-15 mówi o Ziemi wielu astronautów o Błękitnej Planecie. „Ziemia jest matką a my jesteśmy jej dziećmi” tak opisywał Alexander Alexandrow, inżynier na pokładzie rosyjskiej rakiety kosmicznej Sojuz-T9, swoje odczucia. „Proszę, troszczmy się wszyscy o ten skarb” taką wiadomość przesyłał niemiecki astronauta Thomas Reiter na Ziemię. Ziemia jako Matka, obraz który pojawiał się już w mitach wielu ludów pierwotnych. Dzisiaj jest Matką, która tracąc siły próbuje swoje potomstwo i siebie samą utrzymać przy życiu. Rany i szkody już zawsze musiała przyjmować z pokorą, jej „skóra” pokryta jest setkami ran, poczynionymi przez meteoryty, których doznała kiedy była jeszcze młoda. Teraz jednak ma do czynienia z nową naturalną przemocą, która w ciągu kilku dziesiątek lat przyniosła jeszcze większe rany. „Człowiek stał się nową naturalną silą, która sprawia, że jej przetrwanie staje się coraz trudniejsze”, to słowa które wypowiedział Al Gore, ex-wiceprezydent USA odznaczony pokojową nagrodą Nobla w roku 2007. Z wysokości 100km nad Ziemią, tam gdzie już zaczyna się kosmos, można te „rany” wyraźnie zobaczyć, które ta „naturalna przemoc” uczyniła. Jak krótka droga prowadzi do katastrofy ekologicznej pokazuje przykład z przeszłości. 5 kwietnia 1772 roku w niedzielę wielkanocną, holenderski żeglarz Jacob Roggeveen odkrył wyspę na południowym Pacyfiku a na niej tajemnicze kamienne statuy(Moai) o wysokości 20m. Na jednej z najbardziej oddalonych od świata wyspie w absolutnym pokoju żył bogaty lud rybaków i żeglarzy o wysoko rozwiniętej kulturze. Roggeveen nazwał tę wyspę, Wyspą Wielkanocną. A kiedy 52 lata później kapitan James Cook tam przybył, spotkał tylko kilku na wpół wygłodniałych, przerażonych ludzi ukrywających się w skalnych grotach, ogromne statuy leżały powywracane w piasku. Na wyspie nie było ani jednego drzewa, właściwie nie było tam prawie nic jadalnego. Do dzisiaj nie wiadomo, co się wydarzyło. Naukowcy przypuszczają, że mieszkańcy zużytkowali całe drewno znajdujące się na wyspie na budowę statków a słońce wypaliło ziemię tak, że nic na niej nie wschodziło. Czyżby nastąpiło tam samozniszczenie w spowolnionym tempie? to co ludzkość w dużo większym zakresie wprowadziła 250 lat później?...cdn...
(tłum. własne z jęz.niemieckiego)