• m.maska Great Ocean Road 23.04.14, 20:34
      Great Ocean Road

      To jedna ze światowych tras turystycznych – i najczęściej odwiedzanych dróg Australii. Na długości 243 kilometrów wije się „Great Ocean Road” wzdłuż australijskiego południowego wybrzeża w stanie Victoria. Ponad siedem milionów turystów przebywa tę wspaniałą „Scenic Route” każdego roku. Wielką ilość zakrętów wynagradzają wspaniałe widoki na ocean i przepiękne piaszczyste plaże. Po drugiej stronie tej drogi można zobaczyć pierwotną naturę, lasy deszczowe i wodospady.

      Za początek tej wyjątkowej drogi uważa się raj surfistów Torquay, oddalone o około 100 kilometrów od Melbourne. Trasa prowadzi jednocześnie przez dwa parki narodowe. W Otway National Park rosną fascynujące drzewiaste paprocie. Orchidee i koala(w pobliżu Kennett River); w Campbell Nationalpark oczekują na turystów najbardziej znane miejsca Great Ocean Road. Przede wszystkim sławnych „Dwunastu Apostołów” – dzisiaj jest to już tylko osiem wapiennych skał, wyrastających wprost z oceanu na wysokość do 65 metrów. Są drugim po skale Uluru(Ayers Rock), położonym w centralnej części Australii, najczęściej fotografowanym miejscem w Australii.

      „Shipwreck-Coast” taką nazwę nosi surowy odcinek wybrzeża położony na obrzeżu Campbell Nationalpark, podobno zatonęło tam około 200 statków. Najbardziej znaną katastrofą była ta w lipcu 1878 roku, kiedy uratowali się tylko 18-letni majtek i 18-letnia dziewczyna, których spłukało wprost do malowniczego wąwozu – który dzisiaj nosi nazwę trójmasztowca, który wówczas zatonął, „Loch Ard” i przyciąga wielu turystów.

      W maju i wrześniu ściąga odwiedzających Whalewatching do Wannambool. Na otaczających wodach kotłuje się wtedy dziesiątki wielorybów gładkoskórych.

      Końcowym punktem Great Ocean Road jest Port Fairy – rybackie miasteczko o historycznej zabudowie i z najstarszym w Australii pubem. W Caledonian Inn do dnia dzisiejszego serwuje się sławne „Victoria Bitter”.

      https://s14.directupload.net/images/user/140423/lm5c2p43.jpg

      Great Ocean Road "Dwunastu Apostołów"
      • al-szamanka Re: Great Ocean Road 23.04.14, 20:47
        m.maska napisała:

        > https://s14.directupload.net/images/user/140423/lm5c2p43.jpg



        Piękne są te rzeźby sterczące z wody.Dzikie i romantycznesmile
        • m.maska Re: Great Ocean Road 23.04.14, 20:50
          No tak... a w Étretat? bylo podobnie - gdyby nie ten nieszczesny deszcz wink
    • m.maska Panamericana 07.05.14, 18:16
      https://s7.directupload.net/images/user/140507/xr95jqjc.jpg

      Panamericana

      Pomysł zrodził się w roku 1923, a w 1936 w Buenos Aires podjęto decyzję o jego realizacji. Droga miała przebiegać na całej długości kontynentów, Północnej i Południowej Ameryki. Dzisiaj rzeczywiście istnieje Panamericana – z wyjątkiem jednej luki o długości około 90km w prowincji Darién w Panamie, wąski przesmyk łączący Północną i Południowa Amerykę.

      Panamericana zaczyna sie w Prudhoe Bay na Alasce, kończy w Usuhuaia na Ziemi Ognistej. Jednak wyobrażanie sobie, że jest to jedna droga, biegnąca ciągiem, byłoby niewłaściwe. Panamericana to system różnych dróg szybkiego ruchu i dróg bocznych, z tej przyczyny jej całkowita długość nie może być jednoznacznie określona. Również co do jej przebiegu, nie ma jednoznaczności.

      Najdłuższe połączenie Północ-Poludnie wynosi 25 750 km, ale długość całkowita jest obliczana na ok. 48 000 km. Kierowcy samochodów i motocykli muszą na przejazd przez 14 do 19 krajów, w zależności od wybranej trasy, zaplanować rok do dwóch lat, rowerzyści trzy do pięciu lat.

      Dla poszukiwaczy przygód szczególnym miejscem jest właśnie ta część, której do dnia dzisiejszego nie można przebyć samochodem: Darién Gap(Darién-luka). Tę gęstą dżunglę poprzecinaną siecią rzek (znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO) można przebyć tylko pieszo, łodzią, częściowo na rowerze. Kiedyś przyrodniczy raj dla miłośników natury, od kilku lat rzadko jest odwiedzany przez turystów. Jest zbyt niebezpieczny, ostrzegają władze, ponieważ uprowadzenia przez walczących partyzantów są niemal na porządku dziennym.

      https://s14.directupload.net/images/user/140507/uhce7n94.jpg
    • darima_ka Ale takich dróg nie ma chyba nigdzie? 08.05.14, 18:22
      www.youtube.com/watch?v=CdnQmgp1LWc
      • m.maska Re: Ale takich dróg nie ma chyba nigdzie? 09.05.14, 12:06
        hahaha...polski patent?
        • darima_ka Re: Ale takich dróg nie ma chyba nigdzie? 09.05.14, 18:31
          m.maska napisała:

          > hahaha...polski patent?

          Tak,zaraz do naprawy ,kolesie zarobić muszą przecież...
    • m.maska El Caminito del Rey 08.11.15, 17:39
      El Caminito del Rey

      Z Wikipedii, wolnej encyklopedii

      El Caminito del Rey (skr. El Camino del Rey, 'Ścieżka Króla') − szlak pieszy ciągnący się wzdłuż stromych ścian wapiennego wąwozu w parku narodowym Desfiladero de los Gaitanes, nieopodal miejscowości El Chorro, w hiszpańskiej prowincji Málaga.

      Dnem wąwozu płynie rzeka Guadalhorce, zaś obie ściany wąwozu stanowią pionowe urwiska skalne osiągające wysokość ponad 100 metrów. Ścieżka Króla prowadzi w większości prawą ścianą wąwozu (prawy brzeg rzeki), po betonowych platformach przytwierdzonych stalowymi wysięgnikami do skały, często na wysokości kilkudziesięciu metrów ponad dnem wąwozu. Przeciwległa (lewa) ściana wąwozu jest w kilku miejscach przecięta mostami i wykutymi w skale tunelami, którymi wiedzie linia kolejowa.
      Historia

      W roku 1901 pracownicy przedsiębiorstw Salto del Chorro i Salto del Gaitanejo (budujących zaporę wodną) potrzebowali drogi łączącej wlot i wylot wąwozu, aby zapewnić transport materiałów. Prace przy budowie trwały 4 lata i zostały ukończone w roku 1905. W roku 1921 król Alfonso XIII miał przebyć tę niebezpieczną drogę w czasie uroczystości otwarcia zapory wodnej Conde del Guadalhorce. Od tego czasu szlak ten jest nazywany Ścieżką Króla.

      Dla przeciętnego turysty próba przejścia szlaku bez odpowiedniej asekuracji byłaby obarczona dużym ryzykiem, znacznie przewyższającym najtrudniejsze szlaki turystyczne w górach takich jak Tatry. Po czterech śmiertelnych wypadkach w latach 1999 i 2000 lokalne władze zamknęły wejścia na El Caminito − na obu końcach szlaku rozmontowano część platform. Niemniej, pomimo obowiązującego zakazu wstępu, Ścieżka Królów była nadal często uczęszczana przez dysponujących odpowiednią wiedzą i sprzętem wspinaczy. Dolna część wąwozu (niemal połowa długości El Caminito) jest ubezpieczona via ferratą. Ściany wąwozu poprzecinane są wieloma drogami wspinaczkowymi, do części z nich można się dostać jedynie Ścieżką Króla.

      Lokalne władze (Junta de Andalucía) przeprowadziły opiewający na kwotę 7 mln euro kompleksowy remont tej zabytkowej trasy o wybitnych walorach widokowych. Jest to, obok stromych skał, jaskiń, ruin arabskiej świątyni i pozostałości rzymskiego akweduktu, jedna z wielu atrakcji turystycznych okolic El Chorro. Ponowne otwarce szlaku nastąpiło w marcu 2015 roku.

      https://fs5.directupload.net/images/user/151108/pbzx5uft.jpg
      • m.maska Re: El Caminito del Rey 09.11.15, 02:02
        El Caminito del Rey w pobliżu Malagi była przez długi czas tak niebezpieczna, że tylko najwięksi ryzykanci odważali się ją pokonywać. Chodziło głownię o fatalne warunki wspinaczki w wąwozie Gaitanes. Została zbudowana na początku XX wieku przy skale wysoko nad Rio Guadalhorce, ale już pod koniec XX wieku niemal nie było tam balustrad za to coraz więcej dziur i luk. Na wysokości niekiedy 150 metrów nad zardzewiałymi szynami balansowali śmiałkowie, trzymając się popękanego betonu i wspinali się po pionowych ścianach, gdzie z wąskich ścieżek nie pozostało już nic.

        Ale właśnie z powodu zapierających dech widoków i zapierającej dech ruiny, szlak ten był tajemnym typem i stał się symbolem sławnego regionu wspinaczkowego El Chorro.
        Szlak ten został oficjalnie zamknięty w 2001 roku po całym szeregu poważnych wypadków, które się tam wydarzyły, ale to nie sprawiło, że stał się mniej atrakcyjny: ten w międzyczasie uznany za "najbardziej niebezpieczny szlak na świecie" nadal ściągał amatorów sportu ekstremalnego.

        Odpowiedzialni w Maladze zauważyli potencjał tego miejsca i w 2006 roku zlecili architektowi Luis Machuca Santa-Cruz stworzenie nowego Caminito.

        Nowy szlak kosztował około 2,4 miliony euro, został otworzony wiosną tego roku i natychmiast zarezerwowany na wiele miesięcy. Wspinać może się tylko ten, kto sobie zarezerwował czas "startu". W ten sposób uniemożliwiono żeby jednocześnie było na trasie więcej niż 30 osób. Ten napór zapewne utrzyma się także w 2016 roku - dlatego wcześniejsza rezerwacja jest wskazana.

        A jednak: nowy szlak niewiele ma wspólnego z dawnym Caminito - poza wysokością i spektakularnymi widokami. Na tym obecnym szlaku prowadzącym po równo ułożonych deskach o szerokości jednego do półtora metra, bezpieczeństwo stoi na pierwszym miejscu. Wprowadzono obowiązek kasków i na życzenie grupie towarzyszy przewodnik. Siatkowe ogrodzenie i stalowe liny zabezpieczają całe przejście. Dodatkowo chętni, którzy często przybywają z dziećmi, ale także seniorzy mogą się przypiąć do haków zakotwiczonych w ścianach skalnych. Tak więc ten kto dzisiaj wybiera się na szlak nowego Caminito nie musi być doświadczonym wspinaczem. Na końcu szlaku, który ma długość 7,7 km, na pokonanie którego potrzeba od czterech do pięciu godzin, oczekuje busik, przewożący wędrowców do punktu wyjścia.

        Wszystko super? Niezupełnie. Zawodowi wspinacze "warczą". Przez nową budowę stracili około 300 ścieżek wspinaczkowych, niektóre z nich o światowej sławie. Powyżej Caminito wspinaczka jest obecnie zabroniona, aby uniknąć spadania odłamków skalnych a miejsca położone poniżej stały się niedostępne.
        (przekład własny)

        https://fs5.directupload.net/images/user/151109/8jyvu2xp.jpg
    • m.maska DROGI - AL - opowiadanie 08.11.15, 18:06
      DROGI
      Autor: al-szamanka ☺ 11.05.11, 12:10

      Przypomniał mi się jeden mój tekst, który już gdzieś zamieszczałam, ale chcę, aby był u nas.

      Droga rozchodziła się bez zapowiedzi, prawie znienacka. Trzy, różnej szerokości, asfaltowe wstęgi wdzierały się wgłąb zarośli i drzew, i każda z nich rozpływała się gdzieś w szarzyźnie nieokreślonej dali. Były to bardzo stare drogi, nadgryzione czasem i już w proch się rozsypujące obrzeża świadczyły o tym, że nikomu nie były one ważne, zapewne od lat nie dotknęła ich ludzka stopa i tylko korzenie wielkich drzew, w swoim uporze parcia ku słońcu, znaczyły je zygzakami spękanych ran. Przypadkowy wędrowiec nie napotka w tym miejscu drogowskazu, najmniejszej nawet wskazówki, gdzie się znajduje i dokąd drogi prowadzą, może jedynie wyobrazić sobie, co go czeka na końcu każdej z nich. Oczywiście jeżeli wyobraźnia jego wystarczająco się rozwinęła, a intuicja przechodzi czasami w jasnowidztwo. Wtedy zrozumie, że miejsce to od zawsze było wyjątkowe i ciągle jeszcze unosi się nad nim tajemnica przeszłości.
      Jedna z dróg, prawie niewidoczna spod ciągle nawiewanych liści butwiejących już ze starości dębów, była niegdyś krętą, wesołą ścieżyną prowadzącą do chatki przedziwnej szamanki (zapewne praprapra....babci Julenki), przedziwnej, gdyż innej niż wszystkie. Niczym nie przypominała ponurej jędzy, starej zielarki, czy też złośliwej wiedźmy z dorodnym pypciem na nosie i kołtunem czarnych włosów pod przepoconą chuściną. Była jak czysty motyl, jak płatek jasnego kwiatu i jak poranny szept. Do szaleństwa kochał się w niej opat z sąsiedniego grodu, lecz gdy urodziła podobne do siebie dziecię, prześliczną, jakiej do tej pory świat nie widział, dziewczynkę, rozkazał spalić szamankę na stosie, lecz gdy wpatrywał się w płomienie i przezroczy dym unoszący jej duszę ku niebu, wił się w męczarniach niespełnionych żądz, że to nie on był ojcem, a przedtem kochankiem, i że wraz z jej odejściem stracił na zawsze i swoje życie. Po paru tygodniach kazał także zaorać ścieżkę i zrównać z ziemią chatkę, ponieważ lud zaczynał bajać o niepokalanym poczęciu i cudownych właściwościach popiołu ze stosu.
      Druga droga była niegdyś traktem rozdzielającym posiadłości dwóch zaprzyjaźnionych rodzin. Od wiosny do jesieni, dwóch pastuchów gnało tędy krowy na soczyste pastwiska i nieważne, który z nich piękniej grał na wierzbowej fujarce, nie zazdrościli sobie, gdyż też żyli w przyjaźni. Podczas świąt, korowody bogatych karoc dowoziły znamienitych gości; dobrotliwych i łaskawych, sypiących jałmużną, i nieważne było w której posiadłości odbywały się proszone obiady, rauty i bale, gdyż słowa; "co moje, to twoje" stanowiły od zawsze podstawę tej wyjątkowej przyjaźni. Do czasu. Trzęsienie ziemi, nagłe i przerastające wyobrażenia, wywróciło wszystko na opak, poszarpało knieje i trakty, zmieniło bieg rzeki i porę roku, i wypluło ze swojego wnętrza, znane tylko z legend, druidzkie amfory pełne czarodziejskich trunków nieśmiertelności. Zaczęły się spory o nieśmiertelność i walka na śmierć i życie. Dziwnym trafem, pomimo obfitego używania trunków, nikt tych sporów nie przeżył, nawet wierzbowe fujarki straciły głos.
      Trzecia droga była wynikiem jednego z planów pięcioletnich, bardzo długo budowana także przy pomocy młodzieży z okolicznych szkół, która wprawiając się w czynach społecznych, całymi miesiącami przesypywała piasek z kupki na kupkę, a potem z powrotem, co owocowało dobrymi ocenami z wychowania i dodatkowymi punktami w kwalifikacjach na ewentualny wyjazd z hufcem pracy do którego z bratnich krajów. Ta droga niszczała najszybciej i ciągle jeszcze, w pęknięciach asfaltu, można było znaleźć kapsle po tanim piwie, strzępy czerwonego, sztandarowego materiału, a nawet, zżute do granic niemożliwości, grudki dederowskiej gumy do żucia.
      To wszystko mógłby wyczuć wrażliwy wędrowiec, mógłby także odczytać wiele innych znaków i opowiedzieć zupełnie inną historię, bo przecież w jednym miejscu dzieje się ich tysiące...
      • al-szamanka Re: DROGI - AL - opowiadanie 08.11.15, 19:05
        m.maska napisała:

        > DROGI
        > Autor: al-szamanka ☺ 11.05.11, 12:10
        >
        > Przypomniał mi się jeden mój tekst, który już gdzieś zamieszczałam, ale chcę, a
        > by był u nas.
        >
        > Droga rozchodziła się bez zapowiedzi, prawie znienacka. Trzy, różnej szerokości
        > , asfaltowe wstęgi wdzierały się wgłąb zarośli i drzew, i każda z nich rozpływa
        > ła się gdzieś w szarzyźnie nieokreślonej dali. Były to bardzo stare drogi, nadg
        > ryzione czasem i już w proch się rozsypujące obrzeża świadczyły o tym, że nikom
        > u nie były one ważne, zapewne od lat nie dotknęła ich ludzka stopa i tylko korz
        > enie wielkich drzew, w swoim uporze parcia ku słońcu, znaczyły je zygzakami spę
        > kanych ran. Przypadkowy wędrowiec nie napotka w tym miejscu drogowskazu, najmni
        > ejszej nawet wskazówki, gdzie się znajduje i dokąd drogi prowadzą, może jedynie
        > wyobrazić sobie, co go czeka na końcu każdej z nich. Oczywiście jeżeli wyobraź
        > nia jego wystarczająco się rozwinęła, a intuicja przechodzi czasami w jasnowidz
        > two. Wtedy zrozumie, że miejsce to od zawsze było wyjątkowe i ciągle jeszcze un
        > osi się nad nim tajemnica przeszłości. .......

        Ha, a ja już zapomniałam, że w ogóle napisałam ten tekst.
    • m.maska Re: DROGI 08.11.15, 18:13
      Trafiłam dzisiaj w jednym z moich czasopism P.M. na opis El Caminito del Rey i przypomniał mi się ten wątek - kiedy powstawał, na przestrzeni ponad roku, co jakiś czas pojawiał się nowy post, ale kiedy przejrzy się je wszystkie i zobaczy jak bardzo te drogi się między sobą różnią, jak każdego dnia pokonujemy jakieś drogi, czasami takie normalne, czasami niezwykłe ale często i karkołomne i nie zwracamy nawet na to uwagi, że o to po wyjątkowo trudnej drodze dotarliśmy do celu... te rzeczywiste i te życiowe...
    • m.maska Tu drogi nie będzie 24.11.15, 01:35
      https://fs5.directupload.net/images/user/151124/x4i9srqh.jpg

      Islandzki sąd zdecydował: drogi nie będzie, bo to może zdenerwować elfy. Wierzy w nie 80 proc. mieszkańców


      Elfy, mityczny lud Islandii, po raz kolejny przypomniał o swoim istnieniu. Sąd zdecydował o wstrzymaniu budowy drogi ze stolicy kraju, Rejkjawiku, z Półwyspem Álftanes. Powód? Inwestycja przecinała obszar ich występowania.

      Na początku stycznia portal Iceland News Polska doniósł, że w Islandii wyrokiem sądu wstrzymano budowę drogi, która miała połączyć Rejkjawik z Półwyspem Álftanes. Powód? Inwestycja miała być realizowana na obszarze, na którym mogą żyć elfy. Projekt budowy wstrzymano do czasu, gdy elfy rzekomo żyjące na zakwestionowanym obszarze przeprowadzą się. Wyrok jest o tyle kontrowersyjny, że w publicznych przesłuchaniach na temat wpływu budowy na środowisko naturalne, poza ludzkimi - mieszkańcami terenu, ekologami i inwestorami - muszą także wziąć udział przedstawiciele elfiej społeczności.

      Hafnarfjordur. Tam, gdzie żyją elfy

      Hafnarfjordur to trzecie co do wielkości miasto Islandii, położone na południe od Rejkjawiku, nad Zatoką Faxa. Jednocześnie jest to drugi największy port na wyspie i jedno z największych łowisk ryb. Jednak to nie z tego słynie, bowiem Hafnarfjordur jest jedyną oficjalną stolicą elfów na świecie! Elfy, jako szanowani mieszkańcy miasta, posiadają prawa i przywileje równe innym członkom społeczności. Najważniejszym (ale i budzącym najwięcej emocji) z nich jest prawo weta. Żadna inwestycja nie może zostać zrealizowana bez wcześniejszej konsultacji z elfami. Mieszkańcy Hafnarfjordur wierzą, że gdyby tego zaniechano, mogłoby się to skończyć problemami technicznymi i awariami maszyn. Jeśli jednak przez nieuwagę dojdzie do takiego niewyjaśnionego zdarzenia, należy natychmiast zwrócić się o pomoc do jednego z ludzi obdarzonych zdolnościami porozumiewania się z elfami, by ten złagodził konflikt. Dlatego, by nie drażnić elfów, gdy podczas budowy drogi robotnicy natrafią na tzw. "elf rock", czyli skałę uważaną za ich mieszkanie - raczej zmienią plany budowy, niż zdecydują się ją wysadzić. W okolicy Hafnarfjordur są też wyznaczone specjalne obszary ochrony elfów, na których nie może powstać żaden budynek.

      Nie tylko elfy

      Hafnarfjordur położone jest na pochodzącym sprzed 10 tys. lat polu zastygłej magmy. Są tu skały o niesamowitych kształtach, bezdrzewne pustkowia, jaskinie i groty. To wprost wymarzone miejsce do zamieszkania przez tajemnicze istoty, chcące pozostać niewidoczne dla ludzkiego oka. Elfy (isl. Álfur) są największym klanem Huldufolk - Niewidzialnych Ludzi. Tak, zwyczajowo określa się każdą żyjącą na Islandii magiczną istotę. A jest ich niemało! Poza elfami wyspę zamieszkują też m.in. trolle, gnomy i nykury (tajemnicze konie wodne). Żyją one w równoległym świecie rządzącym się własnymi, odmiennymi od ludzkich prawami. Według legend, elfy przywędrowały na Islandię wraz z Wikingami, są więc prastarym ludem, któremu należy się specjalne traktowanie.

      Według statystyk z 2006 roku, 26 proc. mieszkańców Islandii niezaprzeczalnie wierzy w obecność elfów, 80 proc. twierdzi, że istnieje prawdopodobieństwo, że istnieją, a ok. proc. mieszkańców Hafnarfjordur deklaruje, że widziało kiedyś elfa.

      Elfy ratują Islandię

      Kryzys, z którego powoli podnosi się Europa, Islandię dotknął już w 2008 roku, kiedy to bankructwo ogłosiło większość tamtejszych banków. Załamanie gospodarki wymusiło powrót do tradycji - rybołówstwa i przemysłu, ale również - zwrot ku turystyce. Już nie tylko lodowce i gejzery, ale również wizja Islandii jako domu "ukrytych istot", miały wabić zagranicznych turystów.

      W Islandii powstał nie tylko Park Elfów (Park Hellisgerdi w Hafnarfjordur) i sklepy sprzedające elfie pamiątki, ale również Elfia Szkoła (Álfaskólinn), w której zainteresowani mogą pogłębiać wiedzę na temat Niewidzialnych Ludzi. Cieszącą się dużym zainteresowaniem turystów uczelnię założył Magn s Skarphéoinsson, a jej siedzibą jest Rejkiawik. Od 1991 r. uczęszczało do niej już ponad 9 tys. osób. Wydział Turystyki Hafnarfjordur wydaje specjalnie elfie mapy i organizuje wycieczki w poszukiwaniu tych istot. W mieście corocznie odbywa się też Elfi Festiwal, a w restauracja Hansen podaje się specjalne elfie dania, np. zupę z ryb i leśnych grzybów.

      podroze.gazeta.pl/podroze/1,114158,15276849,Islandzki_sad_zdecydowal__drogi_nie_bedzie__bo_to.html
    • m.maska Colle del Gran San Bernardo 27.09.19, 20:30
      Podczas naszych podróży, też nie raz wypadło nam jechać niezwykłymi drogami.
      Tym razem zamiast pójść na łatwiznę i w kilka czy kilkanaście minut przejechać Traforo del Gran San Bernardo, czyli tunel Św. Bernarda zdecydowałyśmy, że pojedziemy na Colle del Gran San Bernardo czyli Wielka Przełęcz Świętego Bernarda.
      Przypadek? Trochę tak, ponieważ przyglądałam się na Google-Maps całej trasie i w pobliżu ukazała mi się Statua Św.Bernarda i Grand St. Bernard Hospice.
      Jaka to była droga? Jadąc od Aosty, bardzo wygodna szeroka, chociaż trzeba przyznać, że niezbyt dobrze oznakowana droga – raczej prowadziła ona w stronę tunelu – wiadomo - biznes jest biznes, skoro za przejazd przez tunel o długości 5798 m trzeba zapłacić 27,90€.
      System nawigacyjny takich niuansów nie wychwytuje i prowadzi na najkrótszą trasę i tak skierowałyśmy się do St-Rhémy-en-Bosses i dopiero tam sięgnęłyśmy do nawigacji przez Google-Maps.
      Jakaż to była jazda – co jakiś czas wskazywałam AL piękne widoki, a ona uparcie twierdziła, że niczego nie ogląda, zamyka oczy i czeka na koniec tej podróży.
      Oczywiście, siedząc za kierownicą po lewej stronie, to nie ja miałam pod sobą te wszystkie przepaści nad którymi droga zawijała się w serpentyny niekiedy pod kątem niemal 360°.
      Ale, pomyślano też o kierowcach, którym kiedy siedzą za kierownicą nie jest dane podziwianie pięknych widoków – sporo jest na trasie parkingów, które pozwalają na zatrzymanie się i złapanie oddechu na ach i och.
      Tak więc, krótka przerwa, dla mnie żebym mogła podziwiać krajobraz i dla AL żeby mogła na chwilę przestać trzymać się kurczowo siedzenia.

      https://s17.directupload.net/images/user/190927/uxvnhfzl.jpg
      • m.maska Re: Colle del Gran San Bernardo 27.09.19, 20:38
        Zdecydowania lepiej jest oglądać takie rzeczy po tym jak się już tam wjechało... zwłaszcza, że mapka jest płaska smile i nie widać na niej różnicy poziomów, które zawiozły nas na wysokość 2472 m n.p.m.
        No... a tak niewinnie wyglądała ta droga na Google-Maps:

        https://s17.directupload.net/images/user/190927/ly74amli.jpg
      • al-szamanka Re: Colle del Gran San Bernardo 27.09.19, 20:43

        Cudownie niebieskie niebo, słonecznie... ale, brrrrrr, zimno, nawet nie 14°C.
        • m.maska Re: Colle del Gran San Bernardo 28.09.19, 00:12
          al-szamanka napisała:

          >
          > Cudownie niebieskie niebo, słonecznie... ale, brrrrrr, zimno, nawet nie 14°C.
          >

          Ale to dopiero na samej przelyczy - na przystankach po drodze jeszcze tak zimno nie bylo...
      • rena-ta49 Re: Colle del Gran San Bernardo 28.09.19, 07:29
        Ja Al się nie dziwię,też bym wolała nie spogladać w dółsmile
        Widoki jednak cudne.
        • m.maska Re: Colle del Gran San Bernardo 28.09.19, 12:23
          Ja ją doskonale rozumiem, AL zaliczała po prawej stronie te wszystkie serpentyny i widoki na przepaści - jako kierowca mam lepiej, widzę jednak środek jezdni.
          • m.maska Re: Colle del Gran San Bernardo 28.09.19, 12:30
            Jak widać na zdjęciu panoramicznym, ta droga prowadziła chwilami nawet w dół, ale w efekcie pięła się nieustannie w górę. Chwilami po prawej stronie widać było w górze jadące nad przepaściami samochody i ta świadomość, że za chwilą my tam będziemy nie była szczególnie budująca. To nie pierwszy raz kiedy wymyśliłam sobie taką trasę - ufff. Jak to dobrze, że mapy są płaskie i na zapas nie wiadomo, jak to będzie wyglądać.

            https://s17.directupload.net/images/user/190928/tqtqq462.jpg
    • m.maska Droga Atlantycka 03.03.24, 14:49
      Droga Atlantycka (norweski: (Nynorsk) Atlanterhavsvegen) jest odcinkiem Reichsstraße 64 w Fylke Møre og Romsdal miedzy Molde i Kristiansund.

      https://s20.directupload.net/images/user/240303/6xgbzsnl.png

      Mapa przebiegu Drogi Atlantyckiej

      Droga Atlantycka obejmuje odcinek o długości 8274 metrów pomiędzy Vevang w gminie Hustadvika a Kårvåg, położonym na wyspie w gminie Averøy. Ponieważ przebiega ośmioma mostami przez kilka małych wysp, droga będąca jednym z Norweskich Tras Krajobrazowych jest atrakcją turystyczną. Ponieważ Droga Atlantycka przebiega tuż przy wyjściu z fiordu, podczas zmiany przypływu pomiędzy poszczególnymi małymi wyspami, przez które prowadzi Droga Atlantycka, powstają ogromne prądy, dlatego wszystkie miejsca do wędkowania i platformy widokowe są zabezpieczone barierkami, aby uniknąć wypadków.
      Historia
      Droga przebiega wzdłuż trasy pierwotnie zaplanowanej dla linii kolejowej. Pierwsze plany pochodzą z początku XX wieku; Jednak w 1935 roku plany te ostatecznie odłożono na półkę. Planowanie dróg rozpoczęło się w latach 70-ych XX wieku a budowa 1 sierpnia 1983; droga została otwarta 7 lipca 1989 r., zastępując prom kursujący podobną trasą. Kosztowała 122 milionów koron norweskich (1989), a droga była finansowana z opłat za przejazd przez dziesięć lat po otwarciu. W 2005 roku Droga Atlantycka została uznana przez Norwegów za „Norweską Budowlę Stulecia”. Na trasie kręcono sceny do emitowanego w 2021 roku filmu o Jamesie Bondzie „Nie czas umierać”.

      Mosty
      z zachodu na wschód

      Vevangstraumen bru: długość 119 m, prześwit 10 m
      Hulvågen bruer: trzy mosty o łącznej długości 239 m, prześwit 4 m
      Storseisundet bru: długość 260 m, prześwit 23 m
      Geitøysundet bru: długość 52 m, prześwit; pomiędzy Geitøya i Storlauvøya
      Store Lauvøysund bru: długość 52 m, prześwit 3 m
      Lille-Lauvøysund bru: długość 115 m, prześwit 7 m

      Długość całkowita: 891 m

      brate.com/pl/europa/norwegia/droga-atlantycka/
      https://s20.directupload.net/images/user/240303/uh3dtrnu.jpg
      • al-szamanka Re: Droga Atlantycka 03.03.24, 19:33
        m.maska napisała:

        > Droga Atlantycka (norweski: (Nynorsk) Atlanterhavsvegen) jest odcinkiem Reichss
        > traße 64 w Fylke Møre og Romsdal miedzy Molde i Kristiansund.
        >
        > https://s20.directupload.net/images/user/240303/6xgbzsnl.png
        >

        >
        > Mosty
        > z zachodu na wschód
        >
        > Vevangstraumen bru: długość 119 m, prześwit 10 m
        > Hulvågen bruer: trzy mosty o łącznej długości 239 m, prześwit 4 m
        > Storseisundet bru: długość 260 m, prześwit 23 m
        > Geitøysundet bru: długość 52 m, prześwit; pomiędzy Geitøya i Storlauvøya
        > Store Lauvøysund bru: długość 52 m, prześwit 3 m
        > Lille-Lauvøysund bru: długość 115 m, prześwit 7 m
        >
        > Długość całkowita: 891 m
        >
        > brate.com/pl/europa/norwegia/droga-atlantycka/
        > https://s20.directupload.net/images/user/240303/uh3dtrnu.jpg


        Ciekawe. Wije sie jak waz wsrod kamieni.
    • m.maska Re: DROGI 20.11.24, 15:05
      Pozżerało niemal wszystkie foty, ale kto chętny znajdzie je sobie w internecie... a ja dzisiaj jeszcze coś dopiszę do tego wątku.
      • m.maska Tsugaru Iwaki Skyline Toll Road, Japonia 20.11.24, 15:08
        Tsugaru Iwaki Skyline Toll Road, Japonia.
        Jedną z ciekawszych zakręconych dróg świata jest Tsugaru Iwaki Skyline Road leżąca na północy Japonii w regionie Tōhoku. Poprowadzona została pod szczyt Mount Iwaki w Parku Narodowym Tsugaru Iwaki. Podjazd zaczyna się na wysokości około 441 metrów z drogi Ajigasawa Highway. Na długości 9.3km jest aż ostrych 69 nawrotów. Wznos na tym dystansie to ponad 800 metrów w górę, daje to średnie nachylenie około 8.66%. Maksymalna stromizna na trasie do 10%. Najwyższy punkt drogi to 1247 m n.p.m. przy stacji wyciągu wjeżdżającego do szczytu Mount Iwaki. Droga nie jest dostępna dla rowerzystów, a wjazd dla motocykli i samochodów jest płatny.
        (z netu)

        https://s20.directupload.net/images/user/241120/zey34lee.jpg
        • rena-ta49 Re: Tsugaru Iwaki Skyline Toll Road, Japonia 20.11.24, 17:49
          Na fotach wygląda to pięknie, wspinanie się tymi serpentynami dla widoków musi być ekscytujące.
          • m.maska Re: Tsugaru Iwaki Skyline Toll Road, Japonia 20.11.24, 19:03
            rena-ta49 napisała:

            > Na fotach wygląda to pięknie, wspinanie się tymi serpentynami dla widoków musi
            > być ekscytujące.

            Zdarzylo mi sie jechac podobna droga, zapewne byla krotsza i moze mniej tak ostrych zakretow, ale na koncu kierowcy kreci sie w glowie jak po jezdzie na karuzeli. Wysiada sie z samochodu z zawrotami glowy.
        • al-szamanka Re: Tsugaru Iwaki Skyline Toll Road, Japonia 21.11.24, 20:56
          m.maska napisała:

          > Tsugaru Iwaki Skyline Toll Road, Japonia.
          > Jedną z ciekawszych zakręconych dróg świata jest Tsugaru Iwaki Skyline Road leż
          > ąca na północy Japonii w regionie Tōhoku. Poprowadzona została pod szczyt Mount
          > Iwaki w Parku Narodowym Tsugaru Iwaki. Podjazd zaczyna się na wysokości około
          > 441 metrów z drogi Ajigasawa Highway. Na długości 9.3km jest aż ostrych 69 nawr
          > otów. Wznos na tym dystansie to ponad 800 metrów w górę, daje to średnie nachyl
          > enie około 8.66%. Maksymalna stromizna na trasie do 10%. Najwyższy punkt drogi
          > to 1247 m n.p.m. przy stacji wyciągu wjeżdżającego do szczytu Mount Iwaki. Drog
          > a nie jest dostępna dla rowerzystów, a wjazd dla motocykli i samochodów jest pł
          > atny.
          > (z netu)
          >
          > https://s20.directupload.net/images/user/241120/zey34lee.jpg

          Az sie wierzyc nie chce, ze komus sie chce po tych serpentynkach jezdzic.
          • m.maska Re: Tsugaru Iwaki Skyline Toll Road, Japonia 24.11.24, 15:48
            al-szamanka napisała:


            > Az sie wierzyc nie chce, ze komus sie chce po tych serpentynkach jezdzic.
            >
            >
            Ach tak? czy ja chcialam jechac droga do Villaggio Residence Nettuno? czy ja sobie te droge wybralam? czy mi sie chcialo? no raczej nie, a jednak tam na samym koncu byl nasz hotel. A takich miejsc bylo przeciez wiecej podczas naszych podrozy.
            • al-szamanka Re: Tsugaru Iwaki Skyline Toll Road, Japonia 24.11.24, 16:35
              m.maska napisała:

              > al-szamanka napisała:
              >
              >
              > > Az sie wierzyc nie chce, ze komus sie chce po tych serpentynkach jezdzic.
              > >
              > >
              > Ach tak? czy ja chcialam jechac droga do Villaggio Residence Nettuno? czy ja so
              > bie te droge wybralam? czy mi sie chcialo? no raczej nie, a jednak tam na samym
              > koncu byl nasz hotel. A takich miejsc bylo przeciez wiecej podczas naszych pod
              > rozy.

              Za to jakie wspomnienia!
              No i te slawetne schody, na ktore wjechalas big_grin
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka