Dodaj do ulubionych

Orson Wells i myszygine

10.08.14, 13:34

- Orson Wells w sugestywnej audycji o ataku Marsjan spowodował że
mieszkańcy niu dżersey pouciekali z domów.

-myszygine, termin zapożyczony z jidisz określający pomieszanie w głowie.

Wściekły Układ, zwany w skrócie WU, jak Orson Wells swoimi relacjami
pisanymi na forum namieszał podobnie.

Wprowadził WU w forumowej audycji postaci Sonię i Misogino, postaci wziętej na użytek
literatury a nie faktu.
Sugestywny tok narracji spowodował myszygine u odbiorców i zakwestionowanie „faktów”

Cytowanie fragmentów audycji forumowej pisanej przez WU trwa do dziś że jako niemożliwe
w zderzeniu z rzeczywistością.

Należy spodziewać się pojawienia fragmentów literatury Cervantesa w celu zakwestionowania
pisanych przez Cervantesa tam „faktów”




Obserwuj wątek
    • izydor88 Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 13:52
      Jedna mała różnica - Orson Wells przyznał się natychmiast do mistyfikacji,a WU nie.
      Kult Sonieczki trwał nadal,uczestnicy forum marli,jak muchy,a żony i westalki wydzwaniały do "niewiernych" i przekonywały,że to prawda najprawdziwsza.Przez cztery lata trwał ten cyrk.
      Uważam,że oszustów internetowych,zwłaszcza tych żerujących na cudzych emocjach - należy demaskować.
      • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 14:02
        izydor88 napisała:

        > Jedna mała różnica - Orson Wells przyznał się natychmiast do mistyfikacji,a WU
        > nie.
        > Kult Sonieczki trwał nadal,uczestnicy forum marli,jak muchy,a żony i westalki w
        > ydzwaniały do "niewiernych" i przekonywały,że to prawda najprawdziwsza.


        I w tym miejscu konczy sie "fikcja literacka" a zaczyna sie manipulacja emocjami a to jest niedopuszczalne!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


        Przez cz
        > tery lata trwał ten cyrk.
        > Uważam,że oszustów internetowych,zwłaszcza tych żerujących na cudzych emocjach
        > - należy demaskować.
        >

        Slusznie!
        • kicho_nor Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 14:37
          -cztery lata

          Więc jak?
          Bezkrytycyzm czytelniczek czy talent autora?
          Czyli jak mam na to patrzeć patrząc z boku?
          • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 15:02
            To juz Klara musi Ci wyjasnic, ja nie bralam w tym udzialu - poza tym, ze zadecia wscieklego nas tak smieszyly i parcie do "slawy", ze AL wpuscila tam Krystka Fabuloso z jego belkotliwymi bezsensownymi tekstami i czekalysmy co sie wydarzy - zachwycili sie smile
            Ale z tego co wiem indoktrynacja odbywala sie takze w realu.
            • kicho_nor Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 15:14

              ...tiu lala tiu lala gąski moje.... (czy jakoś tak)
              • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 15:18
                Wyraznie nie masz nic do powiedzenia w temacie.
                • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 15:34
                  Wiesz co to takiego uczciwosc wobec innych? otoz polega ona na tym, ze jak siada sie do karcianego stolika to ustala sie zasady gry i kazdy uczestnik je zna i zna stawke o ktora gra sie toczy i decyduje sie: gra albo nie gra... natomiast to co oni urzadzili, to byla szulernia. Malo tego, do dnia dzisiejszego twierdza, ze to nie byla fikcja...
                  • kicho_nor Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 15:56
                    Jaka szulernia?

                    Zasady są proste Stefcia Rudecka zakochuje się w ordynacie Michorowskim
                    on w niej. Różnice stanu itd., itd., itd.,

                    czytające: kuchenne, podkuchenne i nadkuchenne chlipią i fartuszkiem se oczki.

                    Mniszkówna przyłapana że to fikcja. Kuchenne, podkuchenne i nadkuchenne
                    walą w Mniszkównę talerzami.

                    • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 16:14
                      Mania wielkosci i nic poza tym... on jezyk wloski zna... dass ich nicht lache
                      • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 16:16
                        Ja nie znam, ale Monte i Ponte to dla mnie nie to samo a wrecz odwrotnie, to duza roznica... ciekawe czy slyszal o Ponte Rialto...
                    • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 16:40
                      kicho_nor napisał:

                      > Jaka szulernia?
                      >
                      > Zasady są proste Stefcia Rudecka zakochuje się w ordynacie Michorowskim
                      > on w niej. Różnice stanu itd., itd., itd.,
                      >
                      > czytające: kuchenne, podkuchenne i nadkuchenne chlipią i fartuszkiem se oczki.
                      >
                      > Mniszkówna przyłapana że to fikcja. Kuchenne, podkuchenne i nadkuchenne
                      > walą w Mniszkównę talerzami.
                      >

                      A poza tym Kiszka nie probuj dorabiac do postaci Sonii fikcji literackiej, bo wsciekniety pan lekarz do dnia dzisiejszego twierdzi, ze to najprawdziwsza prawda a Sonia umierala w srodku Rzymu, na ebole i rzad wloski ten fakt ukrywal, ale potem latali z jej trumienka nad Wlochami i az do Szwajcarii nawet - pewnie Szwajcarom tez nie ujawnili, ze im tam zmarla na ebole pochowali - ot co za narod wredny ci Wlosi.... nie doczytalam wprawdzie dlaczego akurat w Lugano mieli ja pochowac ale widac mialo byc bardzo miedzynarodowo... w kazdym razie fabula byla kiepska a postaci niespojne - Mniszkowna to przy tym majstersztyk.
                      • kicho_nor Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 17:35
                        Mogły być to prawdy, ujęte beletrystycznie, tu nie ma sprzeczności.
                        .
                        • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 17:49
                          Kombinuj dalej...
                          • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 17:51
                            a na uzytek tej beletrystyki zmieni sie jezyk i przez Florencje pusci sie Adyge... no to moze przez Krakow puscimy Odre...
                            • kicho_nor Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 18:17
                              Cóż mogę Tobie Masko poradzić na obsesje, znam tylko piwo- idę.
                              • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 19:06
                                Ty czegos nie rozumiesz i zapewne nie lezy to w twoich mozliwosciach z prostego powodu, bo nie znales tamtych realiow, nie wiesz, ze sklocal ludzi, ktorzy chceili spokojnie sobie pogadac, kazdy podejrzewal o te swinstwa kazdego, ludzie odchodzili zniesmaczeni... bo szalal nie tylko u siebie ale szalal tez w innych miejscach na forum usilujac sciagnac tym sposobem do swojej sekty placzek po sonii nowych nautow, ublizal ludziom, tak jak teraz to robi - nie udalo mu sie ludzi sciagnac, poza jednym Kexem, ktory prawdopodobnie zrozumial o co szlo i tez wycofal sie na dobre.
                                Nazwij to sobie obsesja... mnie twoja opinia zwisa... ale nie odpowiedziales mi na pytanie, jakbys sie czul gdyby na portalu na ktorym pokazujesz swoje obrazki nagle ktos do admina napisal na ciebie donos... czy to nie bylaby obsesja? obsesja to jest to, ze pan lekarz pisal donosy na AL do nieznanych sobie ludzi, ze pisze cale ekrany na nasz temat i nie potrafi juz inaczej, nie potrafil sie odwalic, kiedy mu to napisalam, chcial miec niepodzielna uwage, to ja teraz ma... strasznie mnie bawi ta Adyga we Florencji, jaki swiatowiec smile a ta ktora to przeklejala, to albo nie czytala tych wypocin albo uznala ze pan lekarz wie co pisze, bo sama nie wiedzial lepiej... taaaaaaa Monte Vecchio hahaha.... niech on sie lepiej nie wypowiada na temat niczyjej wiedzy, bo tu pokazal, ze co jak co ale o geografii to pojecie ma niewielkie, a kto wie jakie jeszcze kwiatki sie pokaza... lepiej niech tylko placze - do tego nie potrzbna mu zadna wiedza... i niech gada "z poziomu drzwi".
                      • izydor88 Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 21:10
                        m.maska
                        > A poza tym Kiszka nie probuj dorabiac do postaci Sonii fikcji literackiej, bo w
                        > sciekniety pan lekarz do dnia dzisiejszego twierdzi, ze to najprawdziwsza prawd
                        > a a Sonia umierala w srodku Rzymu, na ebole i rzad wloski ten fakt ukrywal, ale
                        > potem latali z jej trumienka nad Wlochami i az do Szwajcarii nawet - pewnie Sz
                        > wajcarom tez nie ujawnili, ze im tam zmarla na ebole pochowali - ot co za narod
                        > wredny ci Wlosi.... nie doczytalam wprawdzie dlaczego akurat w Lugano mieli ja
                        > pochowac ale widac mialo byc bardzo miedzynarodowo... w kazdym razie fabula by
                        > la kiepska a postaci niespojne - Mniszkowna to przy tym majstersztyk.

                        Też uważam,że Mniszkówna była lepsza smile
                        A jak z tą Szwajcarią było?Różnie - raz pochowano ją w Lugano,innym razem w Lozannie.
                        Wiele faktów zostało ujawnionych w trakcie "rozmów poufnych" typu - pamiętaj,nikomu o tym nie mów.Sposób znany z podstawówki,spryciarzom wydawało się,że każdemu mogą mówić co innego i nigdy się nie wydawink
                        Historia Soni zaczyna się,jak "Niebieski" Kieślowskiego.W wypadku giną mąż z córeczką.Wiek córeczki też bywał różny,bo bywało,że bawiła się z dziećmi Marca w czasie,gdy już nie powinna żyć.
                        Jestem namiętną czytelniczką kryminałów,więc wychwytuję takie szczegółysmile
                        Cofnijmy się jednak do czasów studenckich Soni.Już wtedy była przyjaciółką Marca - studenta socjologii.Słowa po polsku nie znała,tylko sentyment za polskim dziadem przypadł jej w udziale.Namówiła więc Marco na wspólną naukę polskiego i proszę,jak dobrze im poszło...
                        Sonia była największą i jedyną miłością Marca,ale ten - bał się jej o tym powiedzieć,bo ona lekarka,a on "tylko" socjolog.
                        Sonia,nie mogąc doczekać się oświadczyn Marca - wyszła za mąż za Szwajcara.
                        Po bohaterskiej śmierci Soni - szwajcarska rodzina męża zadecydowała,żeby po cichu przewieźć Sonię do Szwajcarii.Nie chcieli,żeby się wydało,że Sonia w trakcie urlopu szalała w Darfurze i nie powiadomiła o tym Szpitala Dzieciątka Jezus.
                        Skąd więc przy tym cichym załatwieniu sprawy - race i obecność kardynała Angela jakiegośtam?
                        Ta historia kryje jeszcze wiele mrocznych tajemnic,o których na pewno sobie przypomnę smile
                        • al-szamanka Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 21:27
                          izydor88 napisała:

                          > Wiek córeczki też bywał różny,bo bywało,że bawiła się z dziećmi Marca w
                          > czasie,gdy już nie powinna żyć.

                          Bo jak pasowało do aktualnej sytuacji to córeczka cudem była ożywiana.

                          > Sonia była największą i jedyną miłością Marca,ale ten - bał się jej o tym powie
                          > dzieć,bo ona lekarka,a on "tylko" socjolog.

                          Typowe myślenie wściekłego - tylko lekarz jest wartościowym człowiekiem, wszyscy inni to zwierzęta.
                          • izydor88 Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 21:44
                            al-szamanka napisała:
                            > Bo jak pasowało do aktualnej sytuacji to córeczka cudem była ożywiana.

                            >
                            > Typowe myślenie wściekłego - tylko lekarz jest wartościowym człowiekiem, wsz
                            > yscy inni to zwierzęta.

                            >
                            Nie,to nie tak - WU nie bawił się w zwierzenia przez telefon.Najwyżej przysyłał krótkie maile: "wyślij to do dziewczyn" i zdjęcie dyplomu "Lekarz domowy roku".
                            Zastanawiałam się - jakim dziewczynom mam to wysłać?
                            Albo - "Nie jedź na biwak My-kształciuchów,bo tam chcą ci zrobią pranie mózgu".
                            Nie mówiąc już o biednej kozie,dla której nie było miejsca w wątku z ołtarzykami i świeczkami.
                            I z tym "tylko socjologiem",to też nie Wściekły.
                            Tu raczej było pełne zdziwienie,że Marco uważał się za niegodnego Soni...
                            • kicho_nor Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 22:20
                              Cztery lata, ech.
                              Jak widać czytelnictwo kwitło, pytano pewnie o jeszcze, autor nie nadążał.
                              Nienadążaniem by można tłumaczyć wpadki w pisanej przez autora opowieści.

                              Czytając przytaczane tu szczegóły można przyjąć, że miał wierne rzesze czytel(niczek).

                              Pewnie dostawał też listy miłosne od czytelniczek i nie odpowiadał na nie i teraz ma.



                              • al-szamanka Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 22:26
                                kicho_nor napisał:

                                > Pewnie dostawał też listy miłosne od czytelniczek i nie odpowiadał na nie i ter
                                > az ma.


                                Wręcz przeciwnie - to do mnie, i to publicznie, na otwartym forum wystosował półerotyczny post wielbiący big_grin hehehe
                                • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 22:55
                                  I jeszcze jedno charakterystyczne, ze wsciekniety kiedy chce nas osmieszyc musi wprowadzac wlasna interpretacje tego co u nas przeczytal, a ze zrozumieniem u niego kiepsko to wychodzi mu wszystko na opak... ja nie musze interpetowac jego tekstow, interpretacje pozostawiam czytalnikom - mnie jego teksty, ktore pisal na Misogino smiesza niezmiernie, ostatnio w oslupienie wprowadzil mnie fakt, ze on jakoby znajacy jezyk wloski dwa razy w odstepie kilku miesiecy pisze Monte Vecchio... o Ponte Vecchio - to moze tutaj niech sobie poczyta, stare, ale wciaz aktualne... chyba w miedzyczasie sobie przypomnial, ze jednak Arno a nie Adyga...

                                  forum.gazeta.pl/forum/w,101385,121947048,124424614,Firenze.html
                                  to pisalam w 2011 roku... ale calkiem niedawno znowu pisalam o Ponte Vecchio...

                                  forum.gazeta.pl/forum/w,101385,149797447,150337901,Ponte_Vecchio.html
                        • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 11.08.14, 00:31
                          izydor88 napisała:


                          > Sonia była największą i jedyną miłością Marca,ale ten - bał się jej o tym powie
                          > dzieć,bo ona lekarka,a on "tylko" socjolog.

                          Socjolog? wybacz Klaro ale ani zachowanie, ani sposob mowienia, nie wskazywal bynajmniej na socjologa, ani nawet na mature, ani na ukonczone technikum - ten pan mogl byc raczej murarzem, robotnikiem na tasmie - ale w zadnym razie nie kims kto zdobyl wyksztalcenie wyzsze niz zawodowe - Ty o tym wiesz i my o tym wiemy... byl to bardzo prosty czlowiek, wykorzystany jedynie do inscenizacji.
                          • al-szamanka Re: Orson Wells i myszygine 11.08.14, 08:34
                            m.maska napisała:

                            > izydor88 napisała:
                            >
                            >
                            > > Sonia była największą i jedyną miłością Marca,ale ten - bał się jej o tym
                            > powie
                            > > dzieć,bo ona lekarka,a on "tylko" socjolog.
                            >
                            > Socjolog? wybacz Klaro ale ani zachowanie, ani sposob mowienia, nie wskazywal b
                            > ynajmniej na socjologa, ani nawet na mature, ani na ukonczone technikum - ten p
                            > an mogl byc raczej murarzem, robotnikiem na tasmie - ale w zadnym razie nie kim
                            > s kto zdobyl wyksztalcenie wyzsze niz zawodowe
                            - Ty o tym wiesz i my o tym wiem
                            > y... byl to bardzo prosty czlowiek, wykorzystany jedynie do inscenizacji.

                            Sam wściekły wspominał, że posiadał fatalny stan uzębienia z licznymi ogniskami zapalnymi. Człowiek wykształcony nigdy nie dopuściłby do takiego stanu. Hmm, i nawet lekarka Sonia, przyjaciółka serdeczna nie zwróciła na to uwagi. Zastanawiające.
          • izydor88 Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 15:49
            kicho_nor napisał:

            > -cztery lata
            >
            > Więc jak?
            > Bezkrytycyzm czytelniczek czy talent autora?
            > Czyli jak mam na to patrzeć patrząc z boku?
            Raczej - krytycyzm czytelniczek i bezsilne próby żon i westalek,żeby to zmienićwink
            Na przykład - powtarzanie przez pół godziny jak mantrę:
            - Pamiętaj,że Marco i my wszyscy bardzo ciebie kochamy,pamiętaj,że Marco i my wszyscy...
            Wszystkie sposoby,nawet najgłupsze i najbardziej paskudne były stosowane.
            To było forum nielogowane,stąd "tłum" czytelników.
            Zaczęło się od dialogu dwóch osób wink,dopiero kiedy Sonia tak pięknie umierała - przywabiono z Interii osoby,które pisały z SoniąIQ195.
            I tu zdumienie - na Interii Sonią była osoba z jajem - na TVN - ktoś mdły i ckliwy.
            To chyba z tej choroby smile
            Nie wiem,kto czytał trzymetrowe posty WU,ja nie.Najgorsze były te upiorne telefony o tym,że ktoś znowu umarł,a Marco miał kolejny zawał.
    • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 10.08.14, 13:56
      kicho_nor napisał:

      >
      > - Orson Wells w sugestywnej audycji o ataku Marsjan spowodował że
      > mieszkańcy niu dżersey pouciekali z domów.
      >
      > -myszygine, termin zapożyczony z jidisz określający pomieszanie w głowie.
      >
      > Wściekły Układ, zwany w skrócie WU, jak Orson Wells swoimi relacjami
      > pisanymi na forum namieszał podobnie.
      >
      > Wprowadził WU w forumowej audycji postaci Sonię i Misogino, postaci wziętej na
      > użytek
      > literatury a nie faktu.

      Ma w tobie wiernego obronce...
      A ja powiem wprost: NIE MANIPULUJE SIE EMOCJAMI LUDZI - bo to jest podlosc i bezmyslnosc, a to sie moze zle skonczyc... Orson Welles to byl ktos i napisal ksiazke, czy widzisz pewna roznice? ksiazka - fikcja literacka... a tu real, porabany pan lekarz podpisuje sie wlasnym realnym nazwiskiem, to nie jest juz fikcja - to jest chore na wielkosc.
      Powiedz to Klarze, bo ja w tym obledzie udzialu nie bralam... ani swieczekk ani oltarzykow nie stawialam, ani za placzke nie robilam, ani "testamentu sonii" nie wypelnialam...
      Dobrze pamietam, co sie dzialo na naszym forum po realnej smierci jednego z uzytkownikow - bo pan lekarz uwazal, ze to on mial patent na umierajacych uczestnikow i zawziecie trolowal - tylko, ze niestety, ale Petroniusz czlowiek o wyjatkowej klasie - naprawde odszedl...

      > Sugestywny tok narracji spowodował myszygine u odbiorców i zakwestionowanie 
      > 222;faktów”
      >
      > Cytowanie fragmentów audycji forumowej pisanej przez WU trwa do dziś że jako ni
      > emożliwe
      > w zderzeniu z rzeczywistością.
      >

      A poza tym Kiszka ja bede na swoim forum robic to co mi sie podoba i jesli trzeba bedzie to bede cytowac tyle tych wypocin ile ich mam i jak dlugo bedzie mi sie chcialo....

      Fikcja literacka? czyzby? przeciez w tym samym stylu pisal kilka dni temu na Salonie i mial za zle jej uzytkownikom, ze nie sa gotowi poswiecac sie za chorych na ebole... czyzby znowu fikcja? niech sie zabiera i zjezdza do Afryki i niech sie poswieca - wtedy to juz przestanie byc fikcja literacka.
      A poza tym jak chce sobie produkowac fikcje literacka, to niech sie zajmie umyslem swojej Sreliny, ktora podala do publicznej wiadomosci jego dane, pokazala jak sam sobie pacjentem... aaaa myslisz, ze na portalu "znany lekarz" lekarz, ktory pisze o sobie, ze jest swoim pacjentem, to tez fikcja literacka? powiedz to jego potencjalnym pacjentom - zapewne beda wiac gdzie pieprz rosnie.
      • izydor88 Re: Orson Wells i myszygine 11.08.14, 13:16
        Myślę,że Kichonor ma rację - Misogino trzeba traktować,jak powieść w odcinkach,albo raczej - telenowelę.
        Scenariusz mieli beznadziejny,bo nikt nad tym nie panował smile
        Autor pisał,westalka kopiowała gdzie się da,a żona tłumaczyła przez telefon zawiłości intrygi.
        Ale sobie nie zapisywała,więc bywało śmiesznie.
        No i jeszcze - te cztery lata.Dla mnie cztery lata.
        Teraz trochę historii.Mogę się mylić,bo nie mam przed sobą tekstu wink
        Inaugurujący post SoniIQ195 - 3.07.2007.
        Potem jakieś smęcenia,których - prawdę mówiąc - nie czytałam.Dopiero w kopiach Maski.
        My z Warszawianką wkroczyłyśmy 16.07. kiedy znana nam z Interii Sonia - właśnie dogorywała.
        Wątek istniał na forum TVN24 - do 2010?Został zamknięty razem z Podwórkiem i Szkłem Kontaktowym?
        Podwórkowicze przenieśli się na logowane forum Gazety,Misoginiści nie,bo na logowanym pisać pod 50-ma nickami się nie da.Jeden-dwa to górawink
        Ale wierna towarzyszka westalka się nie poddała i przekleiła te najpiękniejsze początkowe posty znowu na TVN24.
        I na własne forum Zmienmyswiat.A potem na "Było sobie forum".Literatura tej rangi nie może zniknąć w odmętach internetuwink
        Na początku 2011 zmarł Marco i wtedy wątek Misogino został zamknięty.
        Dla ludu,bo ja jeszcze przez kilka miesięcy odbierałam telefony - jak bardzo zawiodłam Marca.
        Uświadamiam sobie tylko jeden grzech - nie kochałam Marca i "ich wszystkich".
        Telefony przychodziły na komórkę i numer domowy.Z różnych numerów.
        Dlatego poprosiłam psychologa o pomoc.AL spełniła swoje zadanie,a Maja - to był już prezent od losu smile
        • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 11.08.14, 14:30
          Wydmuchali im to forum, bo admini mieli dosyc pogrzebow, swieczek, oltarzykow i tego, ze trolle, ktore tam sie pojawialy i oskarzaly o to adminow, mialy to samo IP co "oburzeni" trolowaniem, tyle admini widzieli. Nie wydmuchali Podworka, do samego konca istnienia forum tvn24 podworkowe watki istnialy, to Podworkowicze opuscili tamto miejsce.
        • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 11.08.14, 14:44
          Powiesc powiescia Klaro, ale kilka dni temu pan lekarz na Salonie twierdzil, ze to wszystko najprawdziwsza prawda... jego prawda... a poniewaz nie byl w stanie sie od nas ODWALIC, to ja sobie przejrze te jego "tworczosc" z tamtych czasow, tym bardziej po tym jak trafilam na tak inteligentne posty z ktorych wynika, ze geografie tez potrafi zmieniac... on jest po prostu wielki, on wszystkich traktuje jak idiotow, ktorzy moga mu sie ewentualnie przydac. A ja gardze ludzmi, ktorzy nic soba nie reprezentujac pogardzaja wszystkimi wokol i kazdemu potrafia przypiac latke idioty vide jego pisanie nt. Majeczki - a gdziez jemu do niej... moj Boze...
          • czarek_sz Re: Orson Wells i myszygine 11.08.14, 17:35
            Nie wpierda..am się w michę bo widzę co w niej jest - robactwo jest. Myślałem kiedyś że podwórko stworzone przez kogoś to będzie takie coś dla każdego. Do jakiegoś czasu było. Później jak mniemam powstały klony podwórka by rywalizować zwalczać się i jak widzę to wciąż trwa. Szkoda mi osób które przyszły ze szczerymi zamiarami a zostały potraktowane z buta bo tak chciał reżyser. Ch.j ci w otwór gębowy reżyserze tego wszystkiego. Wal się w bambus ale nie ze mną te numery kutafonie pos..ny.
        • izydor88 Re: Orson Wells i myszygine 11.08.14, 21:12
          izydor88 napisała:

          > Myślę,że Kichonor ma rację - Misogino trzeba traktować,jak powieść w odcinkach,
          > albo raczej - telenowelę.
          > Scenariusz mieli beznadziejny,bo nikt nad tym nie panował smile
          Wątek Michaliny.
          Michalina pojawiła się na forum bardzo wcześnie - razem z Sonią i Wściekłym imiennikiem Batorego.
          Michalina cierpiała na stwardnienie rozsiane.Nie wychodziła z domu,a każdy post Sonieczki był dla niej objawieniem.
          Dzięki krakowskiej Basi - weszliśmy na forum Mykształciuchów i wymieniliśmy się adresami.Najgorsze,co mogło się wydarzyć!
          Michalina stanowczo odmówiła wejścia na forum logowane...
          A potem nastąpił cud - Marco przysłał jej mnóstwo forsy,za którą Michalina kupiła sobie wózek inwalidzki i wybudowała podjazd do swojego mieszkania w bloku. Szczęśliwa Michalina zaczęła studiować w Krakowie na wydziale resocjalizacji.
          Ale dość krótko,bo zdrowi studenci ją prześladowali.
          Bardzo mnie to poruszyło,więc sprawdziłam wszystkie krakowskie wydziały resocjalizacji.Na żadnym nie było takiego przypadku!
          Michalina modliła się do Soni i jej modlitwy zostały wysłuchane.Wstała z wózka inwalidzkiego i pojechała do Rzymu,a potem na misję do Afryki - śladem Sonieczki...
          Na forum proszono,żeby nie komentować sprawy cudownego uzdrowienia,ponieważ matka Michaliny jest gorliwą czytelniczką forum o Gombrowiczu...
          Ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi.O innym,równie cudownym przypadku.
          • al-szamanka Re: Orson Wells i myszygine 11.08.14, 21:21
            izydor88 napisała:

            > Wątek Michaliny.

            > Michalina cierpiała na stwardnienie rozsiane.
            > Dzięki krakowskiej Basi - weszliśmy na forum Mykształciuchów i wymieniliśmy się
            > adresami.Najgorsze,co mogło się wydarzyć!
            > Michalina stanowczo odmówiła wejścia na forum logowane...
            > A potem nastąpił cud - Marco przysłał jej mnóstwo forsy,za którą Michalina kupi
            > ła sobie wózek inwalidzki i wybudowała podjazd do swojego mieszkania w bloku. S
            > zczęśliwa Michalina zaczęła studiować w Krakowie na wydziale resocjalizacji.
            > Ale dość krótko,bo zdrowi studenci ją prześladowali.
            > Bardzo mnie to poruszyło,więc sprawdziłam wszystkie krakowskie wydziały
            > resocjalizacji.Na żadnym nie było takiego przypadku!
            > Michalina modliła się do Soni i jej modlitwy zostały wysłuchane.Wstała z wózka
            > inwalidzkiego i pojechała do Rzymu,a potem na misję do Afryki - śladem Sonieczk


            O kurcze, Klaro, spłakałam się ze śmiechu...
            • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 11.08.14, 21:27
              No9 bo to mozna sie poplakac... ten post Michaliny, ktory wkleilam ponizej jest bardzo rozpaczliwy np. a to dopiero Sonia objawy grypowe miala... jeszcze nie bylo tej strasznej diagonozy, to tylko "rezyser" juz wiedzial co bedzie dalej i sie wysypywal w swoim "drzeniu rak i nog" - jak on chodzil jak mu to wszystko drzalo?
              • al-szamanka Re: Orson Wells i myszygine 11.08.14, 21:34
                m.maska napisała:

                > No9 bo to mozna sie poplakac... ten post Michaliny, ktory wkleilam ponizej jest
                > bardzo rozpaczliwy np. a to dopiero Sonia objawy grypowe miala... jeszcze nie
                > bylo tej strasznej diagonozy, to tylko "rezyser" juz wiedzial co bedzie dalej i
                > sie wysypywal w swoim "drzeniu rak i nog" - jak on chodzil jak mu to wszystko
                > drzalo?


                Oj, jaki biedny, chodził i drżał, a przecież mógł się rozprężyć, biegając po schodach... bo tak to lubi i potrafi big_grin
          • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 11.08.14, 21:22
            Czytam posty Michaliny od czasu do czasu, ale to wszystko jest, przyznam sie, nudne i jednakowe, widac ze z jednej klawiatury szlo.... hehehe... a dwa miesiace pozniej pojawia sie Sorellina po raz pierwszy i tez siostra Sonii jest... "a my wszyscy to jedna rodzina" big_grinbig_grinbig_grin

            Wiadomosci jakie nadeszly od Soni mowe i mysli mi ...
            12.07.2007 08:17
            ~michalina
            Wiadomosci jakie nadeszly od Soni mowe i mysli mi odjely,to nieprawda zesmy o Niej zapomnieli,tylko jakas dziwna niemoc nas ogarnela.Pisze Nas bo zapewnie wiekszosc podobnie mysli jak ja.Same koszmary mi sie snily,nie wiem co mozemy zrobic,jak Jej pomoc,ja osobiscie modle sie za Nia bo stala mi sie siostra ,radoscia mojego zycia.Sama przezylam momenty upadkow w czasie choroby,ale obecnosc i zyczliwosc osob mi bliskich pozwolila mi przezwyciezyc najtrudniejsze chwile.
            Sonia jest i bedzie z nami,a w mym sercu zagoscila na zawsze.Modlac sie za Nia bede wyczekiwac na wiadomosci.
            Ukladzie wierze ze bedzie wszystko dobrze.Jestesmy z Toba Soniu!!!
          • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 12.08.14, 02:51
            Aaaa to o czym jeszcze Klaro moze nie wiesz.... Rzym nie ma prezydenta, wiec tym bardziej wiceprezydenta, ktory jakoby zegnal trumienke Sonii.... Sindaco di Roma - najwyzsze stanowisko w miescie piastuje burmistrz smile takiego bledu nie moglby popelnic staly mieszkaniec miasta... oj wielka niewiedza wychodzi... tak wiec sadze, ze nick Amici di Sonia byl po prostu nickiem przechodnim, a Sorellina niewielkie ma pojecie o tym jak to tam jest... mialo byc madrze i wzniosle a wyszlo jak zwykle.
            • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 12.08.14, 02:54
              To wlasnie ten pan pelnil wtedy obowiazki burmistrza Rzymu - nie prezydenta, bo takowego nie ma...

              28 maggio 2001 13 febbraio 2008 Walter Veltroni Democratici di Sinistra (DS),
              poi Partito Democratico (PD) Sindaco
              • al-szamanka Re: Orson Wells i myszygine 12.08.14, 08:54
                m.maska napisała:

                > To wlasnie ten pan pelnil wtedy obowiazki burmistrza Rzymu - nie prezydenta, bo
                > takowego nie ma...
                >
                > 28 maggio 2001 13 febbraio 2008 Walter Veltroni Democratici di Sinistra (DS)
                > ,
                > poi Partito Democratico (PD) Sindaco


                No ale burmistrz to brzmi tak byle jak, za to wiceprezydent pasuje jak ulał do historii uwielbiającej polskość Włoszki poświęcającej się dla wielu i wiernej wściekłemu aż do grobowej deski.
                • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 12.08.14, 13:05
                  On nieladnie Sorellino, nazwijmy to delikatnie: "mijasz ssie z prawda"... kilka dni temu na Salonie pod wlasnym nickiem napisalas, ze WU nigdy nie pisal pod nickiem stefan... doprawdy?

                  Jest więc rówieśniczką moją raptem dwa miesiące młodszą, ...
                  12.07.2007 20:11
                  ~stefan
                  Jest więc rówieśniczką moją raptem dwa miesiące młodszą, moze dlatego tak szybko sie porozumieliśmy ?. Od pierwszego Jej postu poczułem jakąś więź niesamowitą, wspólnotę języka. Szukałem Jej wypowiedzi na stronach różnych, tyle ma ciekawego do powiedzenia. Tam gdzie są zawsze jest wpisów najwięcej, pełnych ciepła ale i żółci
                  nie wiedzieć skąd się biorącej. Sam nie wiem co pisać dalej, nie wiem jak spelnic Jej wolę by ten portal nie zniknął. Jest muzą mojej polszczyzny, nie pisałem tak od lat wielu , gdym listy do mojej przyszłej Żony słał. Siedzimy razem codzień przy komputerze i szukamy Jej , rozmowy stęsknieni. Wstyd mi , że troszkę Ją okłamałem bo to nie ja ale Żona moja zna biegle włoski - jest filologiem tego języka, więc to Ona pomagala w przekazywaniu niedzielnym mojego adresu. Ale musialem uciekac sie do forteli nie wiedząc jak przesłać dane by mogła napisać do mnie, by mogła przesłać adres e-mailowy by porozmawiac trochę bardziej intymnie. Gdy ozdrowieje z pewnością mi to wybaczy.
                  Tyle zła jest w ludziach, tak wielu gdy widzi jakieś zarzewie więzi robi wszystko by jak najszybciej to zniszczyć, splugawić, wyśmiać - może zagłuszają tak swoją pustkę i samotność.
                  Sonia o życie tylu walczyła, z serca Afryki wiersze cudowna nam słała sierotki okaleczone ratując , a teraz ponury ten kontynent mści się za to. A chora jeszcze o nas pamiętała, a pozdrowienia, życzenia zdrowia posyłała zdając sobie w pełni sprawę co Ją czeka.
                  Pół wieku życia za mną, alem nigdy takiego kogoś nie spotkał. Nowy sztandar nam utkała a hasło na nim Za zdrowie Wasze i Pomyślność. Wierzę, że gdy się wybudzi będzie w nas więcej dobra. A jeśli - z woli Boga - będzie inaczej, postaram sie spelnić życzenie Jej i dalej z Wami rozprawiać. Smutniej wtedy, ale tak samo serdecznie. Nie wypada mi już teraz wpisać mojego nicku, choć teraz dopierom wściekły na los co na oślep wali. Podpiszę się więc imieniem moim co częścią Jej nazwiska jest.
                  I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie ? Módlmy się , modlmy żarliwie a Bog nas wysłucha.



                  Aaaaaa gdybys miala watpliwosci na forum, ktorym probowaliscie te bzdety reaktywowac to jest tutaj: forum.gazeta.pl/forum/w,207163,136892546,136892920,Re_Poczatek_.html

                  https://www11.pic-upload.de/12.08.14/xya8ehd57caz.jpg
                  • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 12.08.14, 13:54
                    m.maska napisała:

                    > I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie ? Módlmy się , modlmy żarliwie a Bog nas w
                    > ysłucha.
                    >
                    >

                    I to ciagle nawolywanie do modlitwy... on sie minal z powolaniem, powinien na ksiedza isc, chociaz jako guru sekty Misoginian tez niezle wypadal...
                    A teraz tak nagle ucichl w naszym temacie? no co? weny zabraklo kiedy odwrocily sie role? na swoj temat nie ma nic do napisania?
    • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 13.08.14, 15:10
      O nie Kiszka ten numer nie przejdzie, oni nie zagraja w twojej "sztuce"... na to nie licz. Wsciekniety pan lekarz mogl miesiacami wypisywac elaboraty "parafrazujac" Julenke, ale ze swojego "wytworu" to on sie smial nie bedzie, przeciez wszystko wskazywalo na to, ze byl w tej sonii zakochany... te modlitwy, te lzy, ta rozpacz, to trzymanie jej za reke, podczas gdy Bog trzymal za druga... jak rowny z rownym, bawil sie z Bogiem w przeciaganie liny...
      • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 13.08.14, 21:28
        O tak, tak, Kiszka... dzdzownica dobrze Ci napisala na Kaligniocie moga ciebie ukamienowac( a nie "ukamieniowac" no ale coz uncertain) za takie kpiny ze swietej Sonii, co to Sorellina do ksiedza chodzila i proces beatyfikacyjny rozpoczynac chciala - do tego tez jeszcze dojdziemy, poczekaj tylko az sonia w koncu umrze i w tej trumience polataja z nia nad Rzymem i te bialo czerwone race - zobaczysz bedzie super, nie wiem czy uda Ci sie to przeskoczyc.
        • al-szamanka Re: Orson Wells i myszygine 13.08.14, 21:32
          m.maska napisała:

          > O tak, tak, Kiszka... dzdzownica dobrze Ci napisala na Kaligniocie moga ciebie
          > ukamienowac( a nie "ukamieniowac" no ale coz uncertain) za takie kpiny ze swietej Soni
          > i, co to Sorellina do ksiedza chodzila i proces beatyfikacyjny rozpoczynac chci
          > ala - do tego tez jeszcze dojdziemy, poczekaj tylko az sonia w koncu umrze i w
          > tej trumience polataja z nia nad Rzymem i te bialo czerwone race - zobaczysz be
          > dzie super, nie wiem czy uda Ci sie to przeskoczyc.


          Aż mnie zachęciłaś do przeczytania kiszkowej pisaniny... i kurcze, dzieło stworzył, ma facet zacięcie dobrego parodysty big_grin
          • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 13.08.14, 21:42
            No i glowna lalkarka w to weszla... niech moze lepiej swojego malego geografii poduczy...chociaz sama tez chyba lepiej jej nie zna...
            Otoz, otoz... poleciala ci ona do tego Rzymu a stamtad to ja mieli przewiezc do Montecatini Terme, na polnoc od Florencji, droga miedzy 328km a 390km - zalezy, ktora sie pojedzie... to co nie bylo samolotow? we Florencji jest lotnisko... ale jak to brzmi... Montecatini Terme. A niech wiedza na forum jaka swiatowa jest....
            Uczestnikow zjazdow nie wozi sie na takich trasach - no ale ona tam poleciala zeby spotkac sie z Marco - i padli sobie w ramiona i tak trwali... to wszystko jeszcze bedzie
            • al-szamanka Re: Orson Wells i myszygine 13.08.14, 21:48
              m.maska napisała:

              > No i glowna lalkarka w to weszla... niech moze lepiej swojego malego geografii
              > poduczy...chociaz sama tez chyba lepiej jej nie zna...
              > Otoz, otoz... poleciala ci ona do tego Rzymu a stamtad to ja mieli przewiezc do
              > Montecatini Terme, na polnoc od Florencji, droga miedzy 328km a 390km - zalezy
              > , ktora sie pojedzie... to co nie bylo samolotow? we Florencji jest lotnisko...
              > ale jak to brzmi... Montecatini Terme. A niech wiedza na forum jaka swiatowa j
              > est....
              > Uczestnikow zjazdow nie wozi sie na takich trasach - no ale ona tam poleciala z
              > eby spotkac sie z Marco - i padli sobie w ramiona i tak trwali.
              .. to wszystko j
              > eszcze bedzie

              ojej, ojej, padli i trwali - jakie wzruszające big_grin
          • al-szamanka Re: Orson Wells i myszygine 13.08.14, 22:28
            Nikt tam nie chce ciągnąc Myszygino... chyba ja się skuszę

            "Ach ach umieram powiedziała Wonia do swojej przyjaciółki umierając na środku parkingu
            Nie umieraj nie umieraj powiedziała przyjaciółka do Woni.
            Wonia była chora na bejsbola i dlatego choć raz w tygodniu musiała umierać
            Nie umieraj nie umieraj mówiła przyjaciółka do Woni i trzymała Wonię za
            jedną rękę a drugą rękę Woni ciągnęły diabły bo Wonia była grzesznicą
            w słowie i uczynku. Wprawdzie Wonia już dawno uczynkiem nie grzeszy bo
            już nie ale w słowie tak i tak."

            Ale Wonia umarła tylko połowicznie.
            Jedną połową nie żyła, drugą zaś poczęła figlować jak nakręcona.
            A jak już się nakręciła to zagrała wszystkim na nosie i poszła się poświęcić.
            Nie wiadomo tylko czy wodą święconą, czy dla sprawy.
            W każdym bądź razie nazbierała wyznawców, na czele których stała kucharka i filolog.
            Szli tedy i szli, prawdę głosili, a z szybowców padała na nich manna, z tracków zaś kanapki z salcesonem.
            I byłoby dobrze, gdyby nie tragiczne ciąganie za ręce, a czasami gra w klasy... a właściwie suchary.
            • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 13.08.14, 22:37
              ... ale te suchary to nie, suchary to dla wscieknietego pana lekarza... ale na sucharach sie nie rosnie sad
            • al-szamanka Re: myszygine cdn 13.08.14, 22:42
              A jak Wonia w suchary zagrała, to zaczęła się kruszyć od niechcenia.
              I trzeba było ją szyć, na chybcika, grubymi nićmi i bez fastrygi.
              I Wonię sknocono na dobre.
              Ona cała też się jako taka poczuła, knoty wystawiła jak czułki i nuż się czołgać.
              W różne strony się czołgała, aż zbłądziła i nie wiedziała co i jak.
              Wytłumaczono jej dokładnie co i jak, ale w międzyczasie knoty też się wykruszyły, a z ran po nich zaczęła kapać święta manna.
              • m.maska Re: myszygine cdn 13.08.14, 22:45
                I manne te dzielila pomiedzy Sztokholm, Paryz, Bolonie i swiat sie zadziwil, jaka ta Wonia dobra....
                • al-szamanka Re: myszygine cdn 13.08.14, 23:03
                  Mannę polano syropem malinowym i serwowano strudzonym jako deser po golonce.
                  Wonia wściekła się deczko i waliła nachalnych po głowie ogryzionymi kośćmi.
                  Przestała waniać, ale za to wzdychała jak miech z tęsknoty za lekarzem domowym, co to ciągnąc za rękę, w cudowny sposób uwolnił ją od zalegających gazów. Tak odgazowana odczuła niebywałą lekkość. Odkryła w sobie powołanie do czynów wielkich, więc szła ich tropem jako pies gończy. Co wyniuchała, to załatwiała.
                  Ale nie na wiele to się zdało.
                  • m.maska Re: myszygine cdn 13.08.14, 23:12
                    al-szamanka napisała:

                    > Mannę polano syropem malinowym i serwowano strudzonym jako deser po golonce.
                    > Wonia wściekła się deczko i waliła nachalnych po głowie ogryzionymi kośćmi.
                    > Przestała waniać, ale za to wzdychała jak miech z tęsknoty za lekarzem domowym,
                    > co to ciągnąc za rękę, w cudowny sposób uwolnił ją od zalegających gazów. Tak
                    > odgazowana odczuła niebywałą lekkość. Odkryła w sobie powołanie do czynów wielk
                    > ich, więc szła ich tropem jako pies gończy. Co wyniuchała, to załatwiała.
                    > Ale nie na wiele to się zdało.
                    >

                    A lekarz domowy modly do Boga zanosil dnia kazdego, rece mu drzaly, nogi sie uginaly, bo od Woni odgradzaly go Pireneje, ktore nagle przesunely sie w miejsce Dolomitow i nawet najmniejszy zapach Woni do niego nie dolatywal... Wonia sie nadymala bo chciala woniec ale nic to lekarz domowy musial zadowolic sie zapachem rodzimych srodkow dezynfekujacych li tylko.
                    • al-szamanka Re: myszygine cdn 14.08.14, 08:43
                      Na niewiele to się zdało, gdyż zmysł odczuwania zapachów tak jej stępiał, że nawet środków dezynfekcyjnych wyczuć nie była w stanie, dlatego od lekarza domowego pozostawała w ciągłej odległości.
                      W ten sposób i lekarz domowy ledwo zipał z tęsknoty, wąsy darł i włosy na łbie, aż mu jeno garstka została, a tak się skurczył w sobie, że prawie nie można go było odróżnić od Józia Pokurcza.
                      Największa tęsknota chwytała go wieczorami, przeto wył z stronę okna jak wilk ku Księżycowi, a w momentach prawdziwie wściekłego szału biegał po schodach w te i wewte, bo jak wiadomo każdego lekarza domowego najwyższa to specjalizacja.
                      I tak sobie tęsknili na odległość - Wonia świętą manną kapiąca i lekarz domowy bez odwrotu, jako ta rzeka w Colorado.
                      • al-szamanka Re: myszygine cdn 14.08.14, 09:21
                        - Mój ty myszoginie przecnotliwy i gombrawy - łkała Wonia na odległość.
                        - Moja ty myszoginko kapiąca - odpowiadał przeciągłym skowytem lekarz domowy, aż echo niosło na wszystkie europejskie krainy.
                        Po czym ręce łamał, wstępnie przygotowując je do ciągania, oczy ku niebu wywracał, aż źrenice się przekrzywiły, przez co nie był w stanie zapisać na recepcie innego leku poza witaminą C, co zresztą ładnie mu się kojarzyło z ciągotami. Radzono mu nawet podać Wonię do sądu za owo skrzywienie źreniczne, ale w czas się ukorzyła, więc wybaczył i dalej tęskliwością się zajął i kontaktem telepatycznym, bo zdolna bestia z niego była.
                        • m.maska Re: myszygine cdn 14.08.14, 11:41
                          Z czasem jednak Wonia dosyc juz miala tego lekarskiego milowania. Postanowila wiec napisac testament i ostatecznie zejsc z pola widzenia oszalalego z milosci lekarza domowego, pozostawiajac po sobie jedynie slad w formie przyjaciela i swojego laptopa.
                          I wtedy sie dopiero zaczelo. Lekarz szalal z rozpaczy, wzywal do modlow za Wonie bil poklony wszystkim rzymskim bogom i blagal by ja oddali. Do Hadesu jako ten Orfeusz za Eurydyka by za nia poszedl, ale bogowie pozostali glusi na jego blagania. Totez biegal po wszystkich schodach i szukal, szukal Woni.
                          • m.maska Re: myszygine cdn 14.08.14, 12:40
                            Hehehe.... AL, musisz przyznac, ze pieknie rozwija sie ta lzawa historia na dwoch forach... wybacz im bo nie wiedza co czynia big_grinbig_grinbig_grin graja do wlasnej bramki big_grin
                            • izydor88 Re: myszygine cdn 14.08.14, 12:53
                              Nie zna granic ni kordonów - twórczość forumowa.I to dobrze wink
                              • izydor88 Re: myszygine cdn 14.08.14, 13:47
                                Kichonor się nie zna.Palermończycy mają uzębienie tak białe,że aż oczy bolą.
                                Chyba,że przyjechali z Moskwy z bratnią wizytą.Wtedy złote.
                                • izydor88 Re: myszygine cdn 14.08.14, 14:38
                                  Ja się znam,bo byłam w Palermo,ale sycylijskie uśmiechy - pełne uzębienie +nieskazitelna biel - podziwiałam w Katanii.Najbardziej szare miasto,jakie widziałam,bo pyły z Etny tam właśnie spadają.
                                  Weszliśmy do kościoła pod wezwaniem św.Agaty - patronki Katanii,a tam ślub.
                                  Przy ołtarzu - ksiądz,para młoda i wystrojone panie w wieku różnym.
                                  Panowie - w wieku rożnym - odwróceni tyłem do ołtarza - omawiają ważniejsze sprawy - błyskając przy tym śnieżnobiałym uśmiechem.
                                  Wyglądali na dobrotliwych braci,ojców i wujów...
                                  • m.maska Re: myszygine cdn 14.08.14, 15:00
                                    izydor88 napisała:

                                    > Ja się znam,bo byłam w Palermo,ale sycylijskie uśmiechy - pełne uzębienie +nies
                                    > kazitelna biel - podziwiałam w Katanii.Najbardziej szare miasto,jakie widziałam
                                    > ,bo pyły z Etny tam właśnie spadają.
                                    > Weszliśmy do kościoła pod wezwaniem św.Agaty - patronki Katanii,a tam ślub.
                                    > Przy ołtarzu - ksiądz,para młoda i wystrojone panie w wieku różnym.
                                    > Panowie - w wieku rożnym - odwróceni tyłem do ołtarza - omawiają ważniejsze spr
                                    > awy - błyskając przy tym śnieżnobiałym uśmiechem.

                                    Na tle szarzyzny o ktorej wspomnialas, to nawet gdyby nie byly snieznobiale, moglyby sie takimi wydawac smile

                                    > Wyglądali na dobrotliwych braci,ojców i wujów...

                                    No czasami pozory myla... wink a mafia tuz tuz...
                          • m.maska Re: myszygine cdn 14.08.14, 18:45
                            Po kilku tygodniach nieobecnosci zona lekarza pierwszego kontaktu wrocila do domu i zastala meza calego we lzach, rece mu sie trzesly, nie mogl chodzic, bo nogi mial z waty....
                            Co ci sie stalo maly? pyta zona
                            Wonia, Wonia mnie opuscila odpowiada pochlipujac, na kolana sie rzuca i godzinki odmawiac zaczyna...
                            Hm... pomyslala zona, nie jest dobrze, jeszcze mi zejdzie maly i co ja wtedy zrobie? postanowila szybko pokochac Wonie, ktorej nie znala, taki trojkat wcale jej nie przeszkadzal.
                            Oglosimy Wonie swieta i wtedy zawsze bedzie blisko ciebie moj ty maly - nie martw sie juz tak bardzo...
                            • izydor88 Re: myszygine cdn 14.08.14, 18:56
                              Nie sądzę,wściekły dottore tak bardzo kochał Wonię,że to musiała być jego żona ,siostrzyczka,która wszystkich była w stanie pokochać,by wściekłemu dottore od serc żyło się lepiej .
                              • izydor88 Re: myszygine cdn 14.08.14, 20:18
                                Hej,hej westalko halko - krzyczała Wonia,wściekłemu dottore poślubona - dottore na pokuszenie wodzą.
                                O nie,o nie - odrzekła westalka halka.Każdy ma u nas swój kawałek podłogi,pod warunkiem,że będzie pisać tak,jak my.I przeczyta całe Misogino - od pierwszego do ostatniego postu.Bo możemy się różnić,ale pięknie.
                                • izydor88 Re: myszygine cdn 14.08.14, 20:45
                                  W tym momencie do dyskusji włączyła się kitlinska sztokholm,a w porywach nawet - kitlinska sztokcholm.
                                  - W naszym szwedzkim domu kultury śpiewają :Ty pójdziesz górą,a ja doliną...
                                  • izydor88 Re: myszygine cdn 14.08.14, 20:47
                                    Westaka bardzo się ucieszyła - kitlinsko sztokholm,dla ciebie zawsze znajdzie się u nas kawałek podłogi.
                                    • izydor88 Re: myszygine cdn 14.08.14, 20:53
                                      Mariza lisboa bardzo się na to oburzyła:
                                      - Mirko,to prowokacja,to nie może być kitlinska sztokholm.
                                      Mirka bardzo się oburzyła i wróciła do opisów przyrody,zgodnie z zaleceniami Mateczki Ziemi.
                                      Krople rosy,jak brylanty i te rzeczy.
                                      • czarek_sz Re: myszygine cdn 14.08.14, 21:18
                                        A dokładniej Izydorku to było tak :
                                        Ty pójdziesz górą Ty pójdziesz górą a ja doliną - Ty zakwitniesz różą Ty zakwitniesz różą a ja kaliną smile
                                • al-szamanka Re: myszygine cdn 14.08.14, 21:07
                                  I pomimo że podłogi był tylko kawałek, to jednak ciężka była do polerowania.
                                  Bo to zlewano ją na zawołanie słonymi łzami, z nosów kapało kap kap, a i siarki odór błąkał się nad klepkami, gdyż ci co jeszcze nie uwierzyli i wątpili, szarpali się w objęciach szatana, który pętał ich ogonem umaczanym w smole i nie pozwalał przenieść się pod świętą ochronę Wonieczki.
                                  Za tych wstawiał się przecnotliwy i gombrawy lekarz domowy i czynił to z przejęciem tak wielkim, że litanie jego nie miały końca:
                                  - Przebacz Wonieczko pobłądzonym, bo nie oni próbowali manny twojej.
                                  Wstaw się za nimi, gdyż nie oni dostąpili zaszczytu froterowania podłogi.
                                  Oświeć niewiedzących, gdyż nie oni dostąpili do szczytowania w świętości twojej.
                                  Woniuś, Woniuchno, Wonieeeeeczkooooo...
                                  A gdy tak ssssssssskowyczał ból swój natężając, pierwsza westalka smażyła okazałe kotlety dla pokrzepienia wątłego ciała, druga natomiast czytała po francusku Małego Księcia, bo musiała jakoś frustracje wygulgotać... Tak to jest gdy lekarz domowy ze świętymi urzęduje, zaniedbując te i owe obowiązki.
                                  • al-szamanka Re: myszygine cdn 14.08.14, 21:27
                                    I stało się, że jednej połowie Wonieczki, tej umarłej, skrzydło przecudnej urody wykiełkowało na łopatce. Białe, bieluteńkie, pośrodku wyszywane brylantami, a po bokach kroplami rosy.
                                    Machała tym skrzydłem i machała, aż się zmachała, spociła i znowu zaczęła waniać.
                                    I to jak!
                                    Wszystkich wykręcało, mdliło, ale przecnotliwy i gombrowy lekarz domowy jeszcze bardziej się napalił, bo takie a nie inne miał upodobania.
                                    Wąchał więc natchniony Woniecznki wanianie, wachlarzem szerokim waniania się napawał, a gdy do koncentracji dochodziło, oczy wywracał, źrenice wykrzywiały mu się do tyłu... i głosił, głosił prawdy swoje, bo tak naprawdę z powołaniem się rozminął i o niczym bardziej nie marzył jak o posadzie ministranta.
                                    • m.maska Re: myszygine cdn 14.08.14, 21:32
                                      al-szamanka napisała:

                                      > I stało się, że jednej połowie Wonieczki, tej umarłej, skrzydło przecudnej urod
                                      > y wykiełkowało na łopatce. Białe, bieluteńkie, pośrodku wyszywane brylantami, a
                                      > po bokach kroplami rosy.
                                      > Machała tym skrzydłem i machała, aż się zmachała, spociła i znowu zaczęła wania
                                      > ć.
                                      > I to jak!
                                      > Wszystkich wykręcało, mdliło, ale przecnotliwy i gombrowy lekarz domowy jeszcze
                                      > bardziej się napalił, bo takie a nie inne miał upodobania.
                                      > Wąchał więc natchniony Woniecznki wanianie, wachlarzem szerokim waniania się na
                                      > pawał, a gdy do koncentracji dochodziło, oczy wywracał, źrenice wykrzywiały mu
                                      > się do tyłu... i głosił, głosił prawdy swoje, bo tak naprawdę z powołaniem się
                                      > rozminął i o niczym bardziej nie marzył jak o posadzie ministranta.
                                      >
                                      >
                                      Glosil: Modlmy sie!
                                    • m.maska Re: myszygine cdn 14.08.14, 21:40
                                      al-szamanka napisała:

                                      > I stało się, że jednej połowie Wonieczki, tej umarłej, skrzydło przecudnej urod
                                      > y wykiełkowało na łopatce. Białe, bieluteńkie, pośrodku wyszywane brylantami, a
                                      > po bokach kroplami rosy.
                                      > Machała tym skrzydłem i machała, aż się zmachała, spociła i znowu zaczęła wania
                                      > ć.

                                      Nie skrzydlo to cale bylo a tylko jedno piorko Wonia upuscila lekarzowi rodzinnemu... o tutaj pisal o tym...

                                      Na drzwiach Kościółka leśnego com go dziś rankiem ...
                                      29.07.2007 08:00
                                      ~wściekły układ
                                      Na drzwiach Kościółka leśnego com go dziś rankiem odwiedził malutkie białe piórko do drzwim przylepione obaczył. A pomyslałem tedy, ze znaków jasnych szukać nam przecie nie trzeba. Nieważne czy motyl to, ćma, piórko czy symbol inszy. Uśmiech mijanego człowieka a słowo ciepłe to znak pewniejszy od Boga płynący bo o milosci , życzliwości świadczący, sympatię do świata budzący. To zważywszy piórko ono od drzwi odlepiwszy za pazuchem go schował, bo myśli myślami wprawdzie , wszelako relikwije znaczenie swoje mają. Tak uczyniwszy do obozum się śniadać udał w myslach pozdrowienia Przyjaciołom moim a Rodakom moim, a życzenia ciepłe Oyczyźnie naszej śląc.
                                      • m.maska Re: myszygine cdn 14.08.14, 21:47
                                        I jak nic sie trojkat szykowal...

                                        "Sogni comere", tak to brzmi naprawdę a znaczy "marz po ...
                                        04.08.2007 19:51
                                        ~wściekły układ
                                        "Sogni comere", tak to brzmi naprawdę a znaczy "marz po królewsku". Lecz jak tu marzyć, o czym , dla kogo, z kim... Jej już nie ma..... Tyleśmy marzeń mieli , tyle planów snuli, taką przyszłość tkali. Dzień to wszako cudowny, gdy widzieć, że powoli się odszukujemy w kniei tej gęstej, barbarzyńców pełnej. Wrócił Marco, Michalina też z nami.....
                                        Marzę więc a marzenia te królewskie iście, lecz nie władcze przecie ale miłością do Was przepełnione.
                                        Nic to, nic to, że sierotami żeśmy, nic to .......... Więc piórko białe omenem było, szczęśliwszych chwil zapowiedzią... I nikt nam już gęby nie przyprawi, jeno bratać się bedziemy, bratać,bratać do końca dni naszych.
                                        Rocznica urodzin Gombra ku zmierzchowi się chyli, ale na niebie słońce - zlote, ciepła pełne , życie ku ziemi ślące. Póki ono na niebie a my tu, blisko siebie marzyć ale i działać możemy.
                                        Kiedy do snu łożyć się będę sonatę owa cudną zanucę a w myślach i tak powtarzać Soni comere.... Soni comere..... Soni comere......
                                      • al-szamanka Re: myszygine cdn 14.08.14, 21:53
                                        Bo piórko owo Wonieczka uroniła, aby łechotaniem przypominało, komu czołobitność i uwielbienie ma lekarz domowy oddawać. Potem podczepiła mu do zada drugie piórko, aby miał mu kto koło tegoż trackami dymić, co zacnie za dym przebłagalny uznawane być może, alibo za zasłonę dymną dla gazów oddawania. Nie godzi się bowiem gazować, spiewajac do skrzydła woniaczego.
                          • m.maska Re: myszygine cdn 14.08.14, 21:23
                            Choc tu moj maly, wytrzyj nos i przestan sie mazac, wasy ci przystrzyzemy, bo jakos tak zalosnie zwisaja zmoczone twoimi łzami, trzeba je znowu na szczotke przystrzyc.
                            • m.maska Re: myszygine cdn 14.08.14, 21:35
                              Sluchaj no maly, powiedziala zona: od kiedy Wonia cie dopadla, zle z toba... musisz lekarza zmienic, nie jestes na tyle dobry zebyc sam siebie nadal leczyl... moze laryngolog, bo te "wonnosci" zle na ciebie dzialaja.
    • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 15.08.14, 13:04
      Swoja droga interesujace, jak wsciekniety pan lekarz pierwszego kontaktu omija twoj watek Kiszka... Myszogin... no co? a moglby popisac jak to z mostu/gory we Florencji w nurty Adygi spogladal, musialby wysoko wejsc... i to nie wiem czy ze szczytow apeninskich dojrzalby nurty Adygi, no ale pal szesc co on tam nawymyslal, coby sie swiatowym okazac.... ale przeciez zawsze chetny byl do parafrazowania np. Julenki,kiedy taki temat poddales kilka lat temu, jak on sie wtedy wypisywal a teraz co? weny brak? moze podrzucic kilka modlitw z tamtego czasu? bo widze, ze nie potrafi sie biedaczek ode mnie odpiac, mania jakas czy choroba? Sorelino znajdz mu innego lekarza, bo jak widac kiepskim jest lekarzyna, skoro do tej pory jego fobia na naszym punkcie sie poglebia.
      Nie chce mi sie tych bzdetow, ktore produkowal, nawet czytac, ale jak widze bede musiala poszukac dalszych kwiatkow rozmodlonego pan lekarza rodzinnego... deklaracje wiary chyba podpisal, skoro tak bardzo sie na forum modlil.
      • m.maska Re: Orson Wells i myszygine 15.08.14, 14:01
        Pan lekarz rodzinny, deklarujacy, ze zna jezyk wloski... hmmm... Monte to nie to samo co Ponte - dwa razy w odstepie kilku miesiecy ta sama "pomylka"... czyzby? no ale, na medycynie jest przeciez takze lacina... i oto co znajdujemy w jezyku lacinskim: Monte - gora, Ponte - most...
        No coz... ja mialam w liceum rok laciny, rok - bo byl to przedmiot nadobowiazkowy, ktory poczatkowo wybralam a pozniej mi sie nie chcialo, totez po pierwszym roku olalam. No ale takie rzeczy?
        • al-szamanka Re: myszygine cdn 15.08.14, 21:33
          I tak śpiewał hymny naznaczony ministrantowo przecnotliwy i gombrowy lekarz domowy, śpiewał na klatkach schodowych we własną klatę meaculpy grzmocąc, albo grzmocąc tak zwyczajnie, po chłopsku, gdyż taki sposób na zdrowie z domu rodzicielskiego wyniósł.
          Pomagało mu przy tym upadłe piórko, pyły spod nóg wymiatając i wazelinując zad, a że biało-czerwone było, to każdym ruchem patriotyzm wzmacniało, tak, że oprócz wielbienia Wonieczki, serenady patriotyczne wyśpiewywał w stylu "Gdzie płynie strumyk z wolna", albo "Kniejoż ty moja zaprzepaszczona, wróć"
          Czasami wizje wonieczkowe, natrętnie do łysiny przyssane, rzucały go jak w musztrze do pozycji stojącej na sztywniaka i zapominał wtedy, że tylko przecnotliwym i gombrowym lekarzem domowym jest, a nie specjalistą, co to wiele wie i może, a przede wszystkim nie plecie bzdur. Lecz każdy taki sztywniak sprowadzał go znowu do poziomu niskich drzwi, a wściekłość, że jednak jest tylko przecnotliwym i gombrowym lekarzem domowym pogłębiała jego stan zapodziania w sobie - bez drogi odwrotu ani przewrotu.
          • m.maska Re: myszygine cdn 15.08.14, 22:06
            al-szamanka napisała:

            Lecz każdy taki sztywniak sprowadzał go z
            > nowu do poziomu niskich drzwi,
            a wściekłość, że jednak jest tylko przecnotliwym
            > i gombrowym lekarzem domowym pogłębiała jego stan zapodziania w sobie - bez dr
            > ogi odwrotu ani przewrotu.

            O to to i wtedy mowic poczynal z poziomu drzwi tylko big_grin

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka