al-szamanka
24.10.18, 12:36
Ta strona jest pierwszą próbą przywrócenia pozycji malarstwa polskiego, opartego na głębokim szacunku do tradycji, rzetelnym warsztacie malarskim i nacechowaną profesjonalizmem postawą konsekwentnie służebną sztuce. Kryzysowi wszelkich wartości wymyka się tylko postęp naukowy i technologiczny. Rozmontowane kryteria artystyczne sprzyjają promocji różnorakiej szarlatanerii. Stąd bierze się niepokój powodowany ogólną kondycją współczesnych sztuk plastycznych. Takie oto kryteria malarskie, jak chociażby talent, natchnienie, umiejętności, wiedza, warsztat straciły swój sens wobec wszechobecnego pędu do spłycania, bylejakości i jedyności. Jedynym celem tzw. twórczości współczesnej jest bycie artystą par excellence niepowtarzalnym. Pycha nieuctwa osiągnęła swój szczyt i nie wyrzeknie się go, bo nie. Tacyt powiedział: „Tylko głupcy nazywają samowolę wolnością”, zaś Rudyard Kipling stwierdził, że: „Wolność to nie anarchia - przeciwnie, wiąże się z poszanowaniem prawa”. Tak jak malarstwo podlega pewnym kanonom i prawom, tak i dążenie do swobody twórczej musi artykułować się wiedzą, przede wszystkim czemu ta wolność i swoboda służy. Tzw. wolność i swoboda twórcza są środkiem do formułowania celów artystycznych, nie zaś swobodną afirmacją lekceważenia i pogardy dla wszystkiego w imię rozpasanego indywidualizmu. W wielu recenzjach opisujących współczesne indywidua twórcze mówi się o nieustannych poszukiwaniach, przemierzanych drogach, eksperymentach, odkrywczych refleksjach, stawianych pytaniach, byciem „w drodze”. Generalnie jednak wynurzeniom tym zawsze brakuje konkluzji w postaci dojrzałej twórczości będącej ukoronowaniem tychże poszukiwań. Neorealizm i wszystko pokrewne, w twórczości malarskiej są obecnie określane jako „obciachowe”. Przepraszam za to pospolite określenie, lecz jest ono najtrafniejsze. Mimo to, ze szczerą radością potwierdzam istnienie tego „obciachu” i jego nieustającą popularność, jak to się zwykło określać pełzającą poza oficjalnym obiegiem. Wszechobecna zasada „teraz k….a my”, do której zaczęli stosować się i artyści (nie wszyscy), nie wymaga już żadnych uzasadnień i wyjaśnień. Zdominowała ona tę „pełzającą tradycję” wpędzając ją we wstydliwą niszę, gdzie np. określenie talent budzi środowiskowe zakłopotanie, ponieważ, na dobrą sprawę, słowo to straciło swoje pierwotne znaczenie.
Karol Bąk
Stefan Rybi
Janusz Wierzyński