m.maska
01.11.18, 17:35
www.facebook.com/pg/mojPortugalskiKursy/posts/?ref=notif
Pierwszy listopada 1755 roku, godzina 9:20. Dzień Wszystkich Świętych, kościoły pełne są wiernych. Wszędzie palą się świece. Nagle nastepuje trzęsienie ziemi o sile 9 stopni w skali Richtera. Kataklizm, jakiego nie pamiętała Europa. Jest tak silne, że zmiata z powierzchni ziemi starą Lizbonę.
Epicentrum znajdowało się prawdopodobnie ok 200-500 km na południe od Lizbony, ale było tak silne, że powstałe szczeliny o głębokości 5 metrów odcięły centrum Lizbony od reszty miasta.
Po wstrząsach w ruinach domów, pałaców i kościołów zaczęły wybuchać pożary. W płomieniach zginęło tysiące ludzi, którzy zdołali wyjść cało spod gruzów. Wkrótce nadeszło tsunami z falami sięgającymi 20 metrów.
Spośród 275 tysięcy ludzi zginęło około 90 tysięcy. Zniszczonych zostało ok. 85 % miasta, w tym pałac królewski, klasztory, biblioteki, kościoły i szpitale, dokumenty i mapy zbierane i tworzone przez pokolenia naukowców i odkrywców. A wszystko to w pełnym przepychu mieście, mającym najwyższy dochód na głowę mieszkańca w całej Europie.
Przez oświecone elity przeszła fala religijnego zwątpienia. Wolter wołał ,,Dlaczego Lizbona?", obarczając Boga za tragedię, podczas gdy Rousseau zwracał uwagę na winy i zaniedbania człowieka.