Dodaj do ulubionych

OPERA I DRAMAT

11.03.04, 00:01
Dlaczego na forum "Muzyka klasyczna" ten temat nie cieszy się pożądanym
zainteresowaniem Szanownych Forumowiczów? Chociażby dyskusje po sobotnich
spektaklach w radiowej Dwójce lub telewizyjnym programie MEZZO. Nie mówiąc
już o nagraniach płytowych czy gorących relacjach z teatrów operowych.
Obserwuj wątek
    • zamek Re: OPERA I DRAMAT 11.03.04, 11:58
      No to wszczynaj dyskusję, a nie marudź, że nikt o tym nie mówi. Może potrzeba
      stymulacji i może akurat z Twojego poduszczenia takowa nastąpi.
      Uprzedzam lojalnie, że wątki rozżalone typu "dlaczego nie mówicie o..." będą
      latały w kosmos, bo nie wnoszą kompletnie nic konstruktywnego do życia forum.
      • quasthoff Re: OPERA I DRAMAT 11.03.04, 18:43
        Dostałem po uszach, ale słusznie. Rzeczywiście, pytanie było co najmniej
        nierozsądne.
        Czy "Fidelia" ktoś oglądał? Na MEZZO
        • quasthoff Re: OPERA I DRAMAT 13.03.04, 17:48
          Dzisiaj o 20,50 na MEZZO "Otello" Verdiego. Jon Vickers jako Otello, Mirella
          Freni w partii Desdemony oraz Peter Glossop-Jago. Dyryguje Herbert von Karajan.
          • arana Re:"Otello" 14.03.04, 11:42
            quasthoff napisał:

            > Dzisiaj o 20,50 na MEZZO "Otello" Verdiego. Jon Vickers jako Otello, Mirella
            > Freni w partii Desdemony oraz Peter Glossop-Jago. Dyryguje Herbert von
            Karajan.


            Dzięki za przypomnienie! Wysłuchałam, obejrzałam i wzruszyłam się nawet, co na
            niemuzycznym "Otellu" nie zdarza mi się.

            Arana
            • k0t1 Re:"Otello" 14.03.04, 11:59
              Przyznam, że nie przepadam za tą wersją - Vickers zupełnie mnie nie przekonuje
              jako Otello! Nie da się porównać ze wstrząsającą kreacją Dominga w tej roli. W
              telewizyjnej Dwójce (w cyklu Złota Dwunastka Oper) będzie można
              zobaczyć "Otella" z Domingiem już w marcu. Zachęcam do porównań!
              Kaśka
              • quasthoff Re:"Otello" 14.03.04, 14:36
                Jestem tego samego zdania; Vickersa nie ma co porównywać z Domingiem. Nieco
                mdły i rzeczywiście mało przekonujący wokalnie, aktorsko niekiedy zbyt
                śmieszny, choć od strony wizualnej wcale niezły. Zdziwiony też jestem
                niedokładnością realizacji dzwiękowej.Obejrzałem, bo nie miałem okazji poznać
                wcześniej tej wersji.
                • k0t1 Re:"Otello" 14.03.04, 18:41
                  To prawda, niezgodności obrazu i dźwięku są wyraźnie widoczne, chyba
                  szczególnie u Vickersa (śpiewanie do puszczanego z taśmy głosu podczas kręcenia
                  filmu to też specjalna umiejętność). A jesli już mowa o Domingu - którą
                  produkcję "Otella" w jego wykonaniu najbardziej lubisz? Bo dostępnych jest
                  sporo na wideo-DVD (o CD nie wspominając), a poza tym można było mieć szczęście
                  i zobaczyc na żywo (np. w Wiedniu).
                  Kaśka
                  • quasthoff Re:"Otello" 14.03.04, 19:30
                    Tylko pod Lorinem Maazelem z Domingiem i Ricciarelli miałem okazję zobaczyć.
                    Oprócz tego ostatniego. Natomiast słuchałem kilku nagrań, głównie
                    archiwalnych "live" na nieistniejącej już włoskiej wytwórni ARCADIA (np. po
                    dyr. Furtwanglera z Ramonem Vinayem i Dragicą Martinis z 1951r.). Oczywiście
                    parę studyjnych również. Giuseppe Verdiego szczególnie cenię. Jako wspaniałego
                    kompozytora i niezwykle skromnego człowieka.
                    • k0t1 Re:"Otello" 14.03.04, 21:12
                      Tym bardziej polecam wersję, którą prawdopodobnie zaprezentuje telewizyjna
                      Dwójka - Covent Garden 1992, pod dyrekcją Soltiego, z Domingiem, Te Kanawą i
                      Leiferkusem (który jednak zdecydowanie mniej mi sie podoba niż filmowy Jago w
                      wykonaniu Diaza). Film Zeffirellego jest niezwykle piekny, ale niepotrzebnie
                      reżyser wyciął aż 20 minut cudownej muzyki Verdiego, przez co niektóre sceny
                      stały się dramaturgicznie mniej wiarygodne - np. duet Otella i Jagona na
                      poczatku II aktu - u Zeffirellego po pierwszych słowach Jagona Otello musi od
                      razu zacząć wątpić w wierność Desdemony, podczas gdy w operze jego podejrzenia
                      narastają powoli, co psychologicznie jest bardziej prawdopodobne.
                      Oczywiście nagrań "Otella" jest bardzo dużo. Ostatnio na DVD ukazały się
                      rejestracje spektakli z La Scali 2001 (Domingo, Frittoli, Nucci, dyr. Muti) i z
                      Met 1995 (Domingo, Fleming, Morris, pod Levinem). Obie są warte polecenia.
                      Warto dodać, że Muti wybrał mniej znane zakończenie III aktu napisane dla Opery
                      Paryskiej w 1894 r.
                      Kaska
                      • quasthoff Re:"Otello" 14.03.04, 23:43
                        Serdecznie dziękuję za tak szczegółowe informacje. Przyznam, że nie wiedziałem
                        nic o drugiej wersji zakończenia aktu III. Pozdrowienia.
                        • operissima Re:"Otello" 15.03.04, 11:41
                          quasthoff napisał:

                          > Serdecznie dziękuję za tak szczegółowe informacje. Przyznam, że nie
                          wiedziałem
                          > nic o drugiej wersji zakończenia aktu III. Pozdrowienia.
                          Jest może klarowniejsza muzycznie, mniej monumentalna. W tej paryskiej wersji
                          concertata Verdi położył nacisk na dialog Otella i Jagona "na stronie". W 1996
                          r. w Salzburgu tę wersję wybrał też Claudio Abbado. Pozdrawiam.
            • operissima Re:"Otello" 15.03.04, 11:53
              Wysłuchałam, obejrzałam i wzruszyłam się nawet, co na
              > niemuzycznym "Otellu" nie zdarza mi się.
              >
              > Arana

              "Niemuzycznym"? A więc zazdroszczę Ci, masz jeszcze przed sobą radość
              odkrywania i poznawania tego cudu muzycznego, jakim jest "Otello" Verdiego.Ale
              to powolny proces, wierz mi jednak, że warto.
              • arana Re:"Otello" 15.03.04, 13:45
                operissima napisała:

                >[...] A więc zazdroszczę Ci, masz jeszcze przed sobą radość
                > odkrywania i poznawania tego cudu muzycznego, jakim jest "Otello" Verdiego.Ale
                > to powolny proces, wierz mi jednak, że warto.


                Dziękuję, już to wiem, bo właśnie muzyka wzruszyła mnie w sobotnim spektaklu.
                A z powyższych postów wynika, że wzruszyłam się nieprzepisowo. smile
                Ja jednak przyjmuję konwencję operową bez zastrzeżeń i w ten sposób przechodzę
                nad wszelkimi niedostatkami czy śmiesznostkami.
                Najbardziej zresztą lubię koncertowe (niestety rzadkie!) wykonania oper.
                Pozdrawiam

                Arana
                • k0t1 Re:"Otello" 15.03.04, 21:14
                  Oczywiście można tylko słuchać i nie dbać o stronę wizualną, ale moim zdaniem
                  jest o wiele lepiej, jeśli wizja nie zaprzecza fonii i możemy obserwować
                  DRAMAT, rozgrywający się na scenie, jak to się dzieje w przypadku wspomnianych
                  tu spektakli z Domingiem. Jeśli śpiewacy nie potrafią grać, może lepiej oglądać
                  ich w "wersji koncertowej", ale jeśli potrafią, spektakl na scenie zapewnia nam
                  wspaniałe przeżycia!
                  Kaśka
              • arana Re:"Otello" 15.03.04, 14:57
                operissima napisała:

                >Niemuzycznym"? A więc zazdroszczę Ci, masz jeszcze przed sobą radość
                > odkrywania i poznawania tego cudu muzycznego, jakim jest "Otello" Verdiego.Ale
                > to powolny proces, wierz mi jednak, że warto.


                Dopiero teraz uzmysłowiłam sobie, że słowo "niemuzyczny" można było zrozumieć w
                różny sposób. Ja oczywiście miałam na myśli po prostu "Otella" Szekspira, który
                nigdy szczególnie mnie nie poruszył, a "Otello" Verdiego - tak, co zresztą
                deklarowałam już wcześniej.

                Arana
                • quasthoff Opera na "MEZZO" 20.03.04, 20:05
                  Dziś o 20,50 opera Masseneta "Don Kichot" Oglądałem już wcześniej ale obejrzę
                  jeszcze raz. Wspaniała muzyka, aktorstwo na najwyższym poziomie. Polecam
                  szczególnie. Wystepują: Samuel Ramey, Carmen Oprisanu, Jean-Philippe Lafont,
                  Joel Azzavetti. Orkiestra i Chór Opery Paryskiej. Dyr. James Conlon.
                  • quasthoff Re: Opera na "MEZZO" 21.03.04, 11:46
                    Kto przeoczył, może obejrzeć 23 marca o godz. 10,OO.
                    • k0t1 Re: Opera na "MEZZO" 22.03.04, 19:57
                      Nie mam Mezzo, ale spektakl widziałam w jednej z niemieckich stacji (nie
                      pamiętam której). Ramey - wiadomo, jest doskonały wokalnie i aktorsko. Carmen
                      Oprisanu była laureatką konkursu Operalia (trzeciej edycji z 1995 r). Nagrody
                      zdobyły wtedy także m.in. Elisabeth Futral i Ana Maria Martinez.

                      Przy okazji - sprawdziłam dziś program tv na przyszły tydzień i ku memu
                      wielkiemu zdziwieniu stwierdziłam, że w Złotej Dwunastce Oper zamiast
                      zapowiadanej wersji "Otella" z Domingiem i Te Kanawą będzie zaprezentowany ten
                      sam film, który niedawno pokazało Mezzo. Jak zwykle, w naszej tv panuje bałagan
                      i nie mozna mieć zaufania do tego, co mówią. Szkoda, bo dla wielu melomanów
                      byłaby to świetna okazja do porównania obu spektakli.
                      Pozdrawiam, Kaśka
    • kot_w_butach2 Re: OPERA I DRAMAT 19.07.04, 08:33
      Czołem ciekawe czy ktoś z was grał kiedyś w operze w warszawie??? Bo ja tak mam
      główną rolę w operze dla dzieci Pan Marimba. Gram także w "Carmen"
      Bizeta, "Fauście" Goethego, "Dziadku do orzechów" tu tylko śpiewam zza kulis,
      MAM AUTOGRAF JOSE CURY to tylko dodatek
      • quasthoff Re: OPERA I DRAMAT 20.07.04, 14:28
        Ciekawe, ja też śpiewam w operze i nie mam autografu Jose Cury. Wynika to stąd,
        że nie chcę go mieć i nigdy nie chciałem.
        • arana Re: OPERA I DRAMAT 20.07.04, 16:18
          quasthoff napisał:

          > Ciekawe, ja też śpiewam w operze i nie mam autografu Jose Cury. Wynika to
          stąd, że nie chcę go mieć i nigdy nie chciałem.

          Quasthoffie,a sam dajesz autografy? smile
        • cubusek Re: OPERA I DRAMAT 20.07.04, 20:08
          gdzie śpiewasz
          ????
        • cubusek Re: OPERA I DRAMAT 20.07.04, 20:09
          Tylko że ja mam 12 lat smile)
        • cubusek Sorry ja jestem i kot w butach i cubusek ntxt 20.07.04, 20:11

          • quasthoff Autoironia autografu 20.07.04, 22:33
            Autografów nie rozdaję, bo i po co.
            • arana Re: Autoironia autografu 21.07.04, 11:52
              quasthoff napisał:

              > Autografów nie rozdaję, bo i po co.

              Quasthoffie, pisałam żartobliwie, widocznie nie wyszło mi. smile
              • quasthoff Re: Autoironia autografu 21.07.04, 12:26
                Może nie mam poczucia humoru albo za duży upał. Dokładnie gdzieś pośrodku.
                • ginevra505 Re: Autoironia autografu 23.07.04, 08:10
                  quasthoffie, mysle, ze miales powody, zeby sie poczuc urazony. Jakie by nie
                  byly intencje, pytanie nie bylo uprzejme. Irytuje mnie na polskich forach, ze
                  zawsze w koncu pojawiaja sie przepychanki personalne, jakby Polacy szczegolnie
                  lubili uprzykrzac sobie nawzajem zycie. Nie lepiej po prostu porozmawiac o tym,
                  co nas pasjonuje ze wzajemnym zrozumieniem, a nie uzurpowaniem sobie prawa do
                  posiadania jedynej prawdy (mam na mysli wartosciowanie)? Chyba o wiele
                  przyjemniej byloby rzeczowo porozmawiac, podzielic sie spostrzezeniami i nie
                  czepiac sie kazdego zdania w sposob: cos z toba nie w porzadku, skoro tak
                  myslisz.
                  Wiecej wzajemnego szacunku by sie przydalo.
                  Problem ten zreszta dotyczy w rownym stopniu forum trubadura, gdzie odnosze
                  wrazenie, ze wiele osob woli sie dzielic a nie laczyc i bywa, ze trudno tam
                  niektorym o tolerancje dla gustow odmiennych od wlasnych. I czemu to ma sluzyc?
                  • bwv1004 Re: Autoironia autografu 23.07.04, 12:07
                    ginevra505 napisała:
                    > zawsze w koncu pojawiaja sie przepychanki personalne,

                    Na szczęście na tym forum praktycznie ich nie ma smile). Czy to jakoś świadczy o
                    melomanach w ogóle?? Ciekawe...
                  • arana Re: Autoironia autografu 23.07.04, 13:41
                    Ginevro505,jestem jak najdalsza od wszystkiego, o czym piszesz.

                    Quasthoffie,jeszcze raz przepraszam.
                    • ginevra505 Re: Autoironia autografu 23.07.04, 14:49
                      Rozumiem, ze w tym wypadku to bylo nieporozumienie i wierze, ze nie mialas
                      zlych intencji. Ta sytuacja po prostu przypadkiem zilustrowala po raz kolejny
                      sposob odnoszenia sie do siebie, ktory wielokrotnie zaobserwowalam i ktory mi
                      sie nie podoba...
                      Srodowisko osob sluchajacych muzyki klasycznej czy operowej jest i tak dosc
                      nieliczne i mysle, ze wrogie odnoszenie sie do siebie jest tu szczegolnie
                      niewskazane i nieuzasadnione. W koncu wszyscy mamy ta sama pasje. Gusty nigdy
                      nie beda identyczne i mozna o tym rozmawiac, porownywac, dopowiadac,
                      uzasadniac - jak najbardziej jest to potrzebne! Ale dyskusje powinny byc
                      rozwijajace dla wszystkich stron, poszerzac horyzonty, a nie zniechecac...
                      • operissima Re: Autoironia autografu 23.07.04, 17:14
                        ginevra505 napisała:


                        > Srodowisko osob sluchajacych muzyki klasycznej czy operowej jest i tak dosc
                        > nieliczne i mysle, ze wrogie odnoszenie sie do siebie jest tu szczegolnie
                        > niewskazane i nieuzasadnione.

                        Spróbuj napisać np., że lubisz operę dziewiętnastowieczną, a spotkasz się z tak
                        niewybrednymi atakami ze strony ludzi, którzy tej opery nie znoszą, uznając
                        absolutną wyższość oper barokowych i współczesnych, że odechce Ci się pisać na
                        jakikolwiek temat. Taka jest smutna prawda i nic dziwnego, że mało kto ma
                        ochotę w ogóle pisać o tym, co lubi.
                        • dobiasz Re: Autoironia autografu 23.07.04, 17:56
                          operissima napisała:

                          > Spróbuj napisać np., że lubisz operę dziewiętnastowieczną, a spotkasz się z tak
                          >
                          > niewybrednymi atakami ze strony ludzi, którzy tej opery nie znoszą, uznając
                          > absolutną wyższość oper barokowych i współczesnych, że odechce Ci się pisać na
                          > jakikolwiek temat.

                          Albo spróbuj napisać, że nie lubisz opery dziewiętnastowiecznej, to fani tejże
                          napiszą, że ich atakujesz, chamem nazwą, od strojonych co pięć minut wiol da
                          gamba nawymyślają a potem jeszcze pobiegną na inne fora się skarżyć...

                          Ogólna paranoja.

                          tongue_out

                          - - -
                          Dobiasz
                          • k0t1 Re: Autoironia autografu 23.07.04, 18:15
                            Przepraszam, ale - gdzież to fani XIX-wiecznej opery tak atakują "biednych"
                            wielbicieli innych stylów operowych? Rzecz polega na tym, że "nielubiący" opery
                            XIX-wiecznej nie ograniczają się bynajmniej do stwierdzenia "nie lubię", ale
                            mieszają gatunek z błotem. A to właśnie boli i budzi protest. Natomiast nie
                            zauważyłam, żeby fani "XIX-wiecznej" wybrzydzali w taki sposób na operę dawną
                            czy współczesną!
                            Kaśka

                            dobiasz napisał:

                            > operissima napisała:
                            >
                            > > Spróbuj napisać np., że lubisz operę dziewiętnastowieczną, a spotkasz się
                            > z tak
                            > >
                            > > niewybrednymi atakami ze strony ludzi, którzy tej opery nie znoszą, uzna
                            > jąc
                            > > absolutną wyższość oper barokowych i współczesnych, że odechce Ci się pis
                            > ać na
                            > > jakikolwiek temat.
                            >
                            > Albo spróbuj napisać, że nie lubisz opery dziewiętnastowiecznej, to fani tejże
                            > napiszą, że ich atakujesz, chamem nazwą, od strojonych co pięć minut wiol da
                            > gamba nawymyślają a potem jeszcze pobiegną na inne fora się skarżyć...
                            >
                            > Ogólna paranoja.
                            >
                            > tongue_out
                            >
                            > - - -
                            > Dobiasz
                            • dobiasz Re: Autoironia autografu 28.07.04, 12:05
                              k0t1 napisała:

                              > Rzecz polega na tym, że "nielubiący" opery
                              > XIX-wiecznej nie ograniczają się bynajmniej do stwierdzenia "nie lubię", ale
                              > mieszają gatunek z błotem.

                              Dopóki robią to merytorycznie, mają do tego prawo. Na tym polega dyskusja.

                              > A to właśnie boli i budzi protest.

                              A powinno skutkować równie merytoryczną ripostą, a nie obrażeniem. Na tym polega
                              dyskusja.

                              > Natomiast nie
                              > zauważyłam, żeby fani "XIX-wiecznej" wybrzydzali w taki sposób na operę dawną
                              > czy współczesną!

                              A ja zauważyłem. Nie na darmo powiadają, że punt widzenia zależy od punktu
                              siedzenia.
                              • dobiasz Re: Autoironia autografu 28.07.04, 12:48
                                Tak sobie myślę i dochodzę do wniosku, że problem jest głębszy. No bo skoro
                                ludziom słuchającym muzyki, amatorom, w takim stopniu brakuje dystansu do tego,
                                co robią, to co się dziwić muzykom? I w takim kontekście nie dziwi wyścig
                                szczurów z chamstwem, podkładaniem świń i bezwzględną konkurencją już na
                                poziomie średniej szkoły muzycznej. Nie dziwi, że każdego krytyka odważającego
                                się obsikać postument, traktuje się jako wroga całego środowiska, wywrotowca,
                                odszczepieńca, chama... (przypominanie sprawy Chłopeckiego to w tym kontekście
                                czysta formalność). Nie dziwią "warsiawki", "krakówki" i całe to polskie bagienko...
                              • k0t1 Re: Autoironia autografu 28.07.04, 14:01
                                >>Rzecz polega na tym, że "nielubiący" opery XIX-wiecznej nie ograniczają się
                                >>bynajmniej do stwierdzenia "nie lubię", ale mieszają gatunek z błotem.
                                dobiasz:
                                > Dopóki robią to merytorycznie, mają do tego prawo. Na tym polega dyskusja.

                                I na tym polega nieporozumienie - moim zdaniem, kiedy zostają przekroczone
                                granice taktu i dobrego wychowania, kończy się dyskusja, a zachyna ordynarna
                                pyskówka. Wydaje mi się, że większość wielbicieli XIX-wiecznej opery
                                takiego "dyskutowania" nie uważają za właściwe.
                                Kaśka
                          • operissima Re: Autoironia autografu 23.07.04, 18:22

                            >
                            > Albo spróbuj napisać, że nie lubisz opery dziewiętnastowiecznej, to fani tejże
                            > napiszą, że ich atakujesz, chamem nazwą, od strojonych co pięć minut wiol da
                            > gamba nawymyślają a potem jeszcze pobiegną na inne fora się skarżyć...

                            > Dobiasz

                            I właśnie tak to wygląda. Czy ja użyłam słowa "cham"? Naprawdę, lepiej nic nie
                            pisać.
                            • dobiasz Re: Autoironia autografu 28.07.04, 12:01
                              operissima napisała:

                              > Naprawdę, lepiej nic nie
                              > pisać.

                              Ależ pisać, pisać. Sugeruję tylko zaopatrzyć się w odrobinę ironii (nie
                              pomijając autoironii) i dystansu. Nie da się mówić bez emocji o sztuce, bez
                              wartościowania o gustach, dyskutować bez różnic poglądów i szermierki na
                              argumenty. Jeśli komuś to przeszkadza, to rzeczywiście powinien zamknąć się w
                              swoim kółeczku wzajemnej adoracji, gdzie wszyscy słuchają tego samego, wielbią
                              tych samych muzyków i bezustannie sobie kadzą, posyłają smile'ye i inne "tiu tiu
                              tiu" z buźką w ciup, jak pan Kaczyński.

                              Jeśli chcesz dyskutować, to musisz się pogodzić z tym, że ktoś (np. ja) może
                              uznawać opery Moniuszki za apogeum kołtuństwa. A jeśli nie chcesz, bym w Twojej
                              obecności wypowiadał takich sądów, to OK. Tylko powiedzmy szczerze i bez
                              ogródek, że to nie jest wtedy żadna dyskusja.

                              Da się dyskutować z nutą ironii, ze sprzecznymi zdaniami a przy tym pozostawać
                              przyjaciółmi. Trzeba tylko mieć odrobinę dystansu do tematu dyskusji a przede
                              wszystkim do własnej osoby. Zwłaszcza to drugie, jak widać, to rzadko spotykana
                              cecha. A szkoda.

                              Gdybym ja się zachowywał tak, jak Ty tutaj, to musiałbym zarzucić cały polski
                              internet żalami, jak to wszyscy barbarzyńcy wkoło opluwają jednego z moich
                              ulubionych kompozytorów - Pendereckiego, a gdybym tak brał do siebie to
                              wszystko, co się o nim tu i ówdzie wypisuje, to musiałbym obrażony na świat cały
                              popełnić rytualne samobójstwo...

                              Że tak powiem w języku barbarzyńców: wyluzuj kobieto, to z reguły dobrze robi na
                              żołądek.
                              • k0t1 Re: Autoironia autografu 28.07.04, 15:06

                                > Ależ pisać, pisać. Sugeruję tylko zaopatrzyć się w odrobinę ironii (nie
                                > pomijając autoironii) i dystansu. Nie da się mówić bez emocji o sztuce, bez
                                > wartościowania o gustach, dyskutować bez różnic poglądów i szermierki na
                                > argumenty.

                                No właśnie - na argumenty. Bo celem dyskusji jest albo przekonanie kogoś, albo
                                zbliżenie się do prawdy, albo - przyjemność wynikająca z wymiany zdań. A jaki
                                jest cel dyskusji "o wyższości opery współczesnej nad XIX-wieczną"? Już
                                starożytni uznali zasadę, "de gustibus non est disputandum", więc na pewno nikt
                                tu nikogo nie przekona. Nie widzę też możliwości ustalenia jakiejś "prawdy
                                obiektywnej" poza tym, że każdy styl ma swoich wielbicieli i przeciwników, i w
                                każdym stylu rodzą się arcydzieła oraz utwory słabsze. Przyjemność z dyskusji
                                odnoszę wówczas, gdy nikt nie obraża mnie i moich poglądów, o co w rozmowie z
                                fanami współczesnej opery raczej trudno, bo oni z zasady nie znoszą tego, co ja
                                lubię i uważają za niezbędne wyrażać swoje "nie lubię" w bardzo dosadnej formie
                                (zbyt dosadnej, jak na moje poczucie przyzwoitości "mowy i pisma"). Więc tak
                                szczerze mówiąc - o czym tu dyskutować? Przekonani o tym wielbiciele "XIX-
                                wiecznej" nie mieszają się na forum do wymiany zdań między
                                wielbicielami "współczesnej", natomiast sami musieli do niedawna ( bo trzeba
                                przyznać, że ostatnio trochę się w tym względzie zmieniło) przy każdej okazji
                                wdawać się w bezpłodne dywagacje na temat wartości ulubionego przez nich
                                gatunku w ogóle, a wspomnianego przez nich utworu - kompozytora - wykonawcy - w
                                szczególności. I o tym wlaśnie pisała operissima.

                                > Jeśli komuś to przeszkadza, to rzeczywiście powinien zamknąć się w
                                > swoim kółeczku wzajemnej adoracji, gdzie wszyscy słuchają tego samego, wielbią
                                > tych samych muzyków i bezustannie sobie kadzą, posyłają smile'ye i inne "tiu
                                ti u tiu" z buźką w ciup, jak pan Kaczyński.

                                Opera XIX-wieczna jest pojęciem tak szerokim i różnorodnym, że pozostawia
                                ogromne pole do spierania się, tyle że jej wielbiciele w sposób piękny i
                                elegancki, zgodnie z zasadami erystyki (np. profesora Kotarbińskiego) i ogólną
                                kulturą wypowiedzi. smile

                                > Jeśli chcesz dyskutować, to musisz się pogodzić z tym, że ktoś (np. ja) może
                                > uznawać opery Moniuszki za apogeum kołtuństwa. A jeśli nie chcesz, bym w
                                >Twojej obecności wypowiadał takich sądów, to OK. Tylko powiedzmy szczerze i bez
                                > ogródek, że to nie jest wtedy żadna dyskusja.

                                A kto powiedział, że pisząc jakąkolwiek, informacyjną notkę na temat opery XIX-
                                wiecznej chcę od razu podejmować dyskusję (czytaj - bronić przed atakami tych,
                                co jej "nie lubią") na temat wartości gatunku jako całości? Nie mam nic przeciw
                                temu, że ktoś nie lubi Moniuszki, pod warunkiem, że nie będzie uważał za swój
                                święty obowiązek opatrywać uwagami "co za kołtuństwo!" każdej informacyjnej
                                notki na temat np. nowej płyty z jego operą.

                                > Da się dyskutować z nutą ironii, ze sprzecznymi zdaniami a przy tym pozostawać
                                > przyjaciółmi. Trzeba tylko mieć odrobinę dystansu do tematu dyskusji a przede
                                > wszystkim do własnej osoby. Zwłaszcza to drugie, jak widać, to rzadko
                                spotykana cecha. A szkoda.

                                O dystans najłatwiej, gdy obie strony zachowują się zgodnie z zasadami dobrego
                                wychowania i nie używają inwektyw (nie tylko wobec siebie i swoich poglądów,
                                ale także, z szacunku dla interlokutora, wobec wzajemnie przez siebie lubianych
                                gatunków). Jeśli jedna ze stron zaczyna poddawać się emocjom, a druga nie chce
                                doprowadzić do awantury, trudno przypuścić, żeby "hamującemu emocje"
                                adwersarzowi taka "dyskusja" sprawiała szczególną frajdę. Być może strona
                                dająca upust emocjom taką frajdę odczuwa ("ale mu dowaliłem!"), jednak jest to
                                naprawdę przyjemność jednostronna i w dodatku krótka, bo w konsekwencji
                                prowadzi tylko do jednego - ten, któremu "dowalono" po prostu dyskusję kończy i
                                wymiana zdań ustaje.

                                > Gdybym ja się zachowywał tak, jak Ty tutaj, to musiałbym zarzucić cały polski
                                > internet żalami, jak to wszyscy barbarzyńcy wkoło opluwają jednego z moich
                                > ulubionych kompozytorów - Pendereckiego, a gdybym tak brał do siebie to
                                > wszystko, co się o nim tu i ówdzie wypisuje, to musiałbym obrażony na świat
                                cały popełnić rytualne samobójstwo...
                                > Że tak powiem w języku barbarzyńców: wyluzuj kobieto, to z reguły dobrze
                                robi na żołądek.
                                W odróżnieniu od harakiri? smile A tak poważnie mówiąc - właśnie używanie "języka
                                barbarzyńców" jest jednym z najgorszych sposobów dyskusji, nie tylko wśród
                                melomanów.
                                Kaśka
                                • dobiasz Re: Autoironia autografu 28.07.04, 16:18
                                  k0t1 napisała:

                                  >
                                  > No właśnie - na argumenty. Bo celem dyskusji jest albo przekonanie kogoś, albo
                                  > zbliżenie się do prawdy, albo - przyjemność wynikająca z wymiany zdań. A jaki
                                  > jest cel dyskusji "o wyższości opery współczesnej nad XIX-wieczną"?

                                  Dokładnie taki sam - zbliżenie się do prawdy (tylko, że tu warunkiem jest
                                  najpierw przyjęcie wspólnych kryteriów owej), lub przyjemność wynikająca z
                                  wymiany zdań. Oczywiście tyle teoria, bo w praktyce warunek wspólnych kryteriów
                                  ucina dyskusję dość szybko i skutecznie.

                                  > uważają za niezbędne wyrażać swoje "nie lubię" w bardzo dosadnej formie
                                  > (zbyt dosadnej, jak na moje poczucie przyzwoitości "mowy i pisma").

                                  Cóż, wiek XX był dosadny. Prawdę mówiąc, wiek XIX też, tylko nie wszyscy chcą o
                                  tym pamiętać.

                                  > Przekonani o tym wielbiciele "XIX-
                                  > wiecznej" nie mieszają się na forum do wymiany zdań między
                                  > wielbicielami "współczesnej", natomiast sami musieli do niedawna ( bo trzeba
                                  > przyznać, że ostatnio trochę się w tym względzie zmieniło) przy każdej okazji
                                  > wdawać się w bezpłodne dywagacje na temat wartości ulubionego przez nich
                                  > gatunku w ogóle, a wspomnianego przez nich utworu - kompozytora - wykonawcy - w
                                  >
                                  > szczególności. I o tym wlaśnie pisała operissima.

                                  Jest prosty sposób, aby tego uniknąć. Wystarczy opisać forum, jako miejsce
                                  wymiany poglądów n/t opery XIX-wiecznej i "żelaznego repertuaru operowego", a
                                  gwarantuję, że nijacy wichrzyciele i prostacy spod znaku Adesa albo
                                  Monteverdiego nie będą tam zaglądać podobnie jak nie zaglądają do zawłaszczonych
                                  przez was budynków operowych.

                                  > Opera XIX-wieczna jest pojęciem tak szerokim i różnorodnym,

                                  To prawda. Mieści się w nim np uwielbiany przeze mnie Wagner.

                                  > że pozostawia
                                  > ogromne pole do spierania się, tyle że jej wielbiciele w sposób piękny i
                                  > elegancki, zgodnie z zasadami erystyki (np. profesora Kotarbińskiego) i ogólną
                                  > kulturą wypowiedzi. smile

                                  W tym właśnie problem, że raczej w zgodzie ze szczególnie niż ogólnie pojmowaną
                                  kulturą wypowiedzi. Na tyle szczególnie, że wg jej zasad za chamów uznanoby
                                  zapewne i Pilcha i Chłopeckiego. Mnie jednak bliżej do tych prostaków, więc
                                  dziękuję, postoję.

                                  > A kto powiedział, że pisząc jakąkolwiek, informacyjną notkę na temat opery XIX-
                                  > wiecznej chcę od razu podejmować dyskusję (czytaj - bronić przed atakami tych,
                                  > co jej "nie lubią") na temat wartości gatunku jako całości? Nie mam nic przeciw
                                  >
                                  > temu, że ktoś nie lubi Moniuszki, pod warunkiem, że nie będzie uważał za swój
                                  > święty obowiązek opatrywać uwagami "co za kołtuństwo!" każdej informacyjnej
                                  > notki na temat np. nowej płyty z jego operą.

                                  Zgadzam się. Ja tak nie robię. I szczerze mówiąc niczego takiego na forum
                                  Trubadura nie zauważyłem, a mimo iż raczej staram się tam nie udzielać, to
                                  czytam je dość uważnie. Wydaje mi się, że dramatyzujesz.

                                  > O dystans najłatwiej, gdy obie strony zachowują się zgodnie z zasadami dobrego
                                  > wychowania i nie używają inwektyw

                                  Zgadza się. Problem tylko w definicji inwektywy. Bo ja np na forum Trubadura
                                  nijakich nie zauważyłem. Zauważyłem natomiast ostatnio np. bardzo pogardliwą w
                                  tonie wypowiedż o muzyce dawnej. Dla mnie osobiście to był tekst bardziej
                                  chamski, niż rzucenie "kurwą". Sorry, ale ktoś, kto używa górnolotnych słów dla
                                  wyrażenia pogardliwej treści jest dla mnie większym chamem niż ktoś, kto używa
                                  dosadnego języka. A ktoś, kto woli formy grzecznościowe od szacunku dla
                                  interlokutora, jest dla mnie hipokrytą, niczym więcej. Ot, takie moje
                                  awangardowe podejście.

                                  > W odróżnieniu od harakiri? smile A tak poważnie mówiąc - właśnie używanie "języka
                                  >
                                  > barbarzyńców" jest jednym z najgorszych sposobów dyskusji, nie tylko wśród
                                  > melomanów.

                                  Cóż, ja jestem tylko prostakiem, który słucha Weberna przy goleniu (choć go nie
                                  nuci, jak prorokowano niegdyś). Słucham muzyki po barbarzyńsku (nie na
                                  klęczkach) i po barbarzyńsku o niej mówię. Jeśli nie chcesz ze mną rozmawiać,
                                  nie musisz, na szczęście znam paru podobnych mi troglodytów. Co najwyżej kiedyś
                                  miniemy się w operze albo filharmonii - postaram się nie ubłocić Cię zanadto.

                                  Pozdrawiam.

                                  - - -
                                  Dobiasz
                                  • k0t1 Re: Autoironia autografu 29.07.04, 11:31
                                    >> A jaki jest cel dyskusji "o wyższości opery współczesnej nad XIX-wieczną"?
                                    > Dokładnie taki sam - zbliżenie się do prawdy (tylko, że tu warunkiem jest
                                    > najpierw przyjęcie wspólnych kryteriów owej), lub przyjemność wynikająca z
                                    > wymiany zdań. Oczywiście tyle teoria, bo w praktyce warunek wspólnych
                                    kryteriów ucina dyskusję dość szybko i skutecznie.

                                    Rzeczywiście, zbyt rozbieżne poglądy i tak powodują, że dyskusja staje się
                                    jałowa, nawet jeśli nikt w niej nikogo nie obraża.

                                    > Cóż, wiek XX był dosadny. Prawdę mówiąc, wiek XIX też, tylko nie wszyscy chcą
                                    o tym pamiętać.

                                    Ale co to ma wspólnego z kulturą dyskusji o tych czasach? Historia ludzkości w
                                    ogóle obfitowała w tragedie i potworności, ale jakoś historycy mówiąc o niej
                                    nie nadużywają słów "powszechnie uznawanych za obraźliwe".

                                    > Wystarczy opisać forum, jako miejsce wymiany poglądów n/t opery XIX-wiecznej
                                    >i "żelaznego repertuaru operowego", a gwarantuję, że nijacy wichrzyciele i
                                    >prostacy spod znaku Adesa albo Monteverdiego nie będą tam zaglądać podobnie
                                    >jak nie zaglądają do zawłaszczonych przez was budynków operowych.

                                    Ja naprawdę nie zawłaszczałam sobie niczego! smile
                                    Poważnie mówiąc - melomanów w Polsce jest mało, operomanów jeszcze mniej, wiele
                                    spraw nas łączy i myślę, że wielbiciele żelaznego repertuaru operowego nie są
                                    zamknięci na inne propozycje operowe. Dlatego u nas nie działa forum "opery XIX-
                                    wiecznej". Działa natomiast forum muzyki współczesnej.

                                    > W tym właśnie problem, że raczej w zgodzie ze szczególnie niż ogólnie
                                    >pojmowaną kulturą wypowiedzi. Na tyle szczególnie, że wg jej zasad za chamów
                                    >uznanoby zapewne i Pilcha i Chłopeckiego. Mnie jednak bliżej do tych
                                    >prostaków, więc dziękuję, postoję.

                                    Fanowi opery współczesnej oczywiście "bliżej" do pana redaktora Chłopeckiego,
                                    który ma podobne upodobania estetyczne. Ale dlaczego te upodobania miałyby
                                    wykluczać kulturę wypowiedzi, nie pojmuję, zwłaszcza, że cała Twoja odpowiedź
                                    świadczy, iż wiesz, jak wyrażać się poprawnie i unikać inwektyw. smile

                                    > >Nie mam nic przeciw temu, że ktoś nie lubi Moniuszki, pod warunkiem, że nie
                                    >> będzie uważał za swój święty obowiązek opatrywać uwagami "co za kołtuństwo!"
                                    >>każdej informacyjnej notki na temat np. nowej płyty z jego operą.
                                    >
                                    > Zgadzam się. Ja tak nie robię. I szczerze mówiąc niczego takiego na forum
                                    > Trubadura nie zauważyłem, a mimo iż raczej staram się tam nie udzielać, to
                                    > czytam je dość uważnie. Wydaje mi się, że dramatyzujesz.

                                    Nie mówiłam o Forum Trubadura (jest moderowane, co jednak trochę hamuje ostrość
                                    niektórych sformułowań), ale o Forum Dwójki, gdzie w swoim czasie nie można
                                    było zamieścić najbłahszej notki dotyczącej opery XIX wiecznej, aby nie spotkać
                                    się z taką właśnie reakcją. Jak pisałam, teraz jest już lepiej.

                                    > > O dystans najłatwiej, gdy obie strony zachowują się zgodnie z zasadami do
                                    >> brego wychowania i nie używają inwektyw

                                    > Zgadza się. Problem tylko w definicji inwektywy. Bo ja np na forum Trubadura
                                    > nijakich nie zauważyłem. Zauważyłem natomiast ostatnio np. bardzo pogardliwą w
                                    > tonie wypowiedż o muzyce dawnej. Dla mnie osobiście to był tekst bardziej
                                    > chamski, niż rzucenie "kurwą". Sorry, ale ktoś, kto używa górnolotnych słów
                                    >dla wyrażenia pogardliwej treści jest dla mnie większym chamem niż ktoś, kto
                                    >używa dosadnego języka. A ktoś, kto woli formy grzecznościowe od szacunku dla
                                    > interlokutora, jest dla mnie hipokrytą, niczym więcej. Ot, takie moje
                                    > awangardowe podejście.

                                    Nie wiem, o jaki tekst chodzi, więc trudno mi się ustosunkować do tego
                                    konkretnego przypadku. Jednak nie bardzo wiem, jak należy wyrażać szacunek dla
                                    interlokutora NIE używając ogólnie przyjętych form grzecznościowych. Myślę, że
                                    ich używanie owego szacunku nie wyklucza.smile Moim zdaniem, powiedzenie
                                    komuś "Wydaje mi się, ze jest Pan w błędzie" jest jednak mniej przykre
                                    niż "jesteś idiotą", choć niby znaczy to samo w potocznym rozumieniu. smile

                                    > Jeśli nie chcesz ze mną rozmawiać, nie musisz, na szczęście znam paru
                                    >podobnych mi troglodytów. Co najwyżej kiedyś miniemy się w operze albo
                                    >filharmonii - postaram się nie ubłocić Cię zanadto.


                                    Skoro omijasz budynki operowe, zawłaszczone przez wielbicieli opery XIX-
                                    wiecznej, to raczej się nie spotkamy. Ale co do filharmonii - z góry
                                    dziękuję! smile) Jednak byłabym bardziej usatysfakcjonowana, gdyby obietnica "nie
                                    ubłocenia" (co jak rozumiem oznacza używanie mniej dosadnego języka i
                                    zachowywanie form grzecznościowych) dotyczyła spotkań z wielbicielami opery XIX-
                                    wiecznej na tym i innych forach, bo tu spotkamy się zapewne jeszcze nie raz.

                                    Życzę miłych wrażeń przy słuchaniu Weberna.

                                    Kaśka
                                    • dobiasz Re: Autoironia autografu 29.07.04, 18:07
                                      > Fanowi opery współczesnej oczywiście "bliżej" do pana redaktora Chłopeckiego,
                                      > który ma podobne upodobania estetyczne. Ale dlaczego te upodobania miałyby
                                      > wykluczać kulturę wypowiedzi, nie pojmuję,

                                      Cóż. Niektórzy lansują tak pojmowaną kulturę wypowiedzi, że jestem pewny, iż
                                      Chłopeckiego obsztorcowaliby za jej brak.

                                      > Forum Dwójki, gdzie w swoim czasie nie można
                                      > było zamieścić najbłahszej notki dotyczącej opery XIX wiecznej, aby nie spotkać
                                      > się z taką właśnie reakcją.

                                      Forum Dwójki samo się o to prosi. Jego konstrukcja od strony technicznej
                                      praktycznie uniemożliwia prowadzenie dłuższej i sensownej dyskusji. Tu już się
                                      przenika informatyka z socjologią*. Dopóki forum Dwójki będzie skonstruowane
                                      tak, jak jest, dopóty nie będzie dobrym miejscem. Podziwiam determinację ludzi,
                                      których ten skrypt i jego skutki nie są w stanie odstraszyć. Ja tam nie zaglądam.

                                      > Jednak nie bardzo wiem, jak należy wyrażać szacunek dla
                                      > interlokutora NIE używając ogólnie przyjętych form grzecznościowych.

                                      Miałem na myśli, że używanie ich (podobnie jak nieużywanie inwektyw) bynajmniej
                                      automatycznie nie świadczy o takowym szacunku. Znam przypadki wręcz przeciwne.
                                      Dlatego utożsamianie kultury z kurtuazją jest kuriozalne i prowadzi do śmieszności.

                                      > Moim zdaniem, powiedzenie
                                      > komuś "Wydaje mi się, ze jest Pan w błędzie" jest jednak mniej przykre
                                      > niż "jesteś idiotą"

                                      A czy Twoim zdaniem napisanie "Bzdura!" jest wypowiedzią chamską?

                                      > Jednak byłabym bardziej usatysfakcjonowana, gdyby obietnica "nie
                                      > ubłocenia" (co jak rozumiem oznacza używanie mniej dosadnego języka i
                                      > zachowywanie form grzecznościowych)

                                      To była hiperbola. Taki środek stylistyczny.

                                      I to w zasadzie wszystko z mojej strony. Dziękuję za uwagę.

                                      - - -
                                      Dobiasz

                                      * - forum Dwójki praktycznie uniemożliwia śledzenie odpowiedzi na swoje posty,
                                      co sprawia, że promowane są "wrzuty" w stylu komentarzy na onecie, a nie dialog.
                                      • k0t1 Re: Autoironia autografu 30.07.04, 15:16
                                        > > Jednak nie bardzo wiem, jak należy wyrażać szacunek dla
                                        > > interlokutora NIE używając ogólnie przyjętych form grzecznościowych.
                                        >
                                        > Miałem na myśli, że używanie ich (podobnie jak nieużywanie inwektyw)
                                        >bynajmniej automatycznie nie świadczy o takowym szacunku. Znam przypadki wręcz
                                        >przeciwne. Dlatego utożsamianie kultury z kurtuazją jest kuriozalne i prowadzi
                                        >do śmieszności.

                                        Zgoda - kultura jest pojęciem znacznie szerszym, ale w jej skład wchodzi także
                                        umiejętność właściwego zachowania się. Wcale zresztą nie twierdzę, że ta
                                        właśnie umiejętność decyduje o wartości człowieka. Ona tylko bardzo ułatwia
                                        życie i dyskusję, nie tylko na forum. wink

                                        > A czy Twoim zdaniem napisanie "Bzdura!" jest wypowiedzią chamską?

                                        Chamską generalnie nie, ale moim zdaniem jej wymowa zależy od kontekstu. Jeśli
                                        piszemy o jakichś zjawiskach ogólnych i określamy je w ten sposób, to nie
                                        powinno to nikogo personalnie urazić. Jeśli chcemy odpowiedzieć na czyjąś
                                        konkretną wypowiedź to już może zamiast krótkiego "Bzdura!" wolałabym owo
                                        cytowane "Wydaje mi się, że jest Pan w błędzie". Można to nazwać hipokryzją,
                                        ale na ogół tak jest, że np. naszą negatywną opinię o książce wyrażamy bardziej
                                        oględnie w rozmowie z jej autorem, a niechęć do dyrygenta X tonujemy, gdy
                                        przyjdzie nam towarzyszyć na koncercie jego gorącemu fanowi.

                                        Pozdrawiam
                                        Kaśka
                                        • dobiasz Re: Autoironia autografu 30.07.04, 16:32
                                          > Chamską generalnie nie, ale moim zdaniem jej wymowa zależy od kontekstu.

                                          Kontekstem jest oczywiście komentowana bzdura wink

                                          Jak już wspomniałem - z mojej strony koniec, bo dyskusja robi się jałowa, a na
                                          korepetycje z savoir-vivre'u ani to odpowiednie miejsce, ani czas, ani osoby.

                                          Pozdrawiam
                                          - - -
                                          Dobiasz
                        • k0t1 Re: Autoironia autografu 23.07.04, 18:08
                          Mnie też wyjątkowo drażnią nieuprzejme odezwania na forum. W końcu mówiąc o
                          naszych upodobaniach dotyczących muzyki klasycznej, mówimy o tym, co nam
                          najbliższe, co nas porusza. Złośliwości czy zwykłe chamstwo bolą tym bardziej,
                          jeśli dotykają sfery tak dla nas ważnej i pełnej emocji. Łatwo tu nawet
                          nieświadomie zrobić komuś przykrość, a nic łatwiejszego, jak celowo złośliwym
                          komentarzem dotknąć kogoś do żywego. Tylko jaki z tego pożytek? Chyba taki, że
                          np. wielbiciele XIX-wiecznej opery w ogóle przestaną zabierać głos. Można ich
                          zagłuszyć, na szczęście trudniej zagłuszyć muzykę. smile
                          Kaśka
    • jacekkur Re: OPERA I DRAMAT 24.07.04, 15:54
      Na dziedzińcu Zamku Królewskiego w Warszawie w soboty i niedziele wyświetlane
      są filmowe wersje oper i baletów...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka