osmokach
30.09.08, 08:23
wcozraj wieczorem, wjezdzajac na osiedle, poprosilam pana z ochrony
o otwarcie szlabanu, poniewaz zapomnialam karty. pan owszem,
otworzy, ale musi mnie SPISAC. ok, po pierwszym szoku zatrzymalam
sie przy budce ochrony, gdzie poproszono mnie o... dowod osobisty.
moje zdumienie bylo tak wielkie, ze myslalam, ze sie przeslyszalam.
otoz nie; ochrona otrzymala wytyczne, zgodnie z ktorymi ma
legitymowac osoby wjezdzajace bez karty poprzez okazanie dowodu
(zaznaczam, ze sytuacja byla wyjatkowa, a brak karty wynikal z tego,
ze nie ma juz przycisku przy furtce od strony sklepu - pomysl
komentowany wielokrotnie - i karte raz nosze w kieszeni, raz woze w
samochodzie). oczywiscie odmowilam (btw w moim dowodzie widnieje
inna ulica - wiec pewnie i tak okazanie go byloby na nic) i po
kilkuminutowej wymianie zdan ochrona zrezygnowala i "pozwolono" mi
odjechac na moje wlasne miejsce parkingowe.
tym krotkim postem pragne wyrazic moje wielkie zdumienie i oburzenie
na wprowadzone na zz "porzadki". mam nadzieje, ze zmienie miejsce
zamieszkania zanim wszepi nam sie pod skore czipy.