Dodaj do ulubionych

Ja juz nie mam wątpliwości

IP: *.chello.pl 01.08.06, 21:34
Instytut Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej progozuje, że
ożywienie gospodarcze potrwa jeszcze 2-3 kwartały, potem przyjdzie
spowolnienie gospodarki.

FED i EBC w sierpniu prawdopodobnie znowu podniosą stopy procentowe. Za nimi
pójdzie Bank Szwajcarii. Deficyt budżetowy w Polsce i poczynania koalicji
doprowadzą do konieczności podwyżek stóp procentowych także u nas.

Na Florydzie mieszkania już tanieją-wszelkie depresje na rynku nieruchomości
w USA zaczynają się na Florydzie, gdzie ludzie kupuja domy własnie w celach
rekreacyjno-inwestycyjnych, a nie po to, aby w nich mieszkać.

Zagranica też wie swoje - dzisiaj Morgan Stanley wywalił akcje Orlenu na sumę
150 mln PLN.

Pogadamy za rok.
Obserwuj wątek
    • Gość: ja Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.chello.pl 01.08.06, 22:07
      Wiekszosc uczestnikow tego forum kupuje tutaj czesto swoje pierwsze mieszkania
      zeby miec gdzie mieszkac w stolicy lub miec w koncu swoje pierwsze wlasne lokum
      a wiec nie rozwaza tego w formie inwestycji i jej zwrotu w krotkim lub dlugim
      okresie. To co jesli jestesmy na gorce to ludzie maja przez nastepne lata
      wynajmowac mieszkania i tracic na to pieniadze ?
      Proponuje zmienic forum na portale finansowe jakich wiele gdzie moze znajdziesz
      zrozumienie dla swojej pasji i ktos to doceni.

      Zreszta jestesmy daleko jeszcze od cen w metropoliach europejskich, nasze
      zarobki sa jeszcze dalekie od europejskich wiec to wszystko bedzie rosnac
      niezaleznie od tego jak czuje sie USA (sytuacja tam moze powodowac ze bedzie sie
      to dzialo u nas wolniej lub szybciej) i porownania z Floryda nie chce mi sie
      komentowac :-)

      Poza tym komunikaty FED co chwila sa inaczej odczytywane tzn. jednoczesnie ze
      jest dobrze bo inflacja nie jest taka duza to znaczy ze nie bedzie podwyzek i
      jednoczesnie zle bo inflacja nie jest taka duza wiec oznacza to spowolnienie

      Ja w kazdym razie na szczescie za rok bede mial mieszkanie drozsze niz kupilem w
      tym roku niezaleznie od analizy IRG SGH :-)
      A nawet jesli nie to i tak w tym roku bym je kupil czego i innym czytelnikom
      tego forum zycze
      • Gość: Est-ymator Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.chello.pl 01.08.06, 22:37
        Wiekszosc uczestnikow tego forum kupuje tutaj czesto swoje pierwsze mieszkania
        > zeby miec gdzie mieszkac w stolicy lub miec w koncu swoje pierwsze wlasne
        lokum
        > a wiec nie rozwaza tego w formie inwestycji i jej zwrotu w krotkim lub dlugim
        > okresie. To co jesli jestesmy na gorce to ludzie maja przez nastepne lata
        > wynajmowac mieszkania i tracic na to pieniadze ?

        W całej mojej "działalności publicystycznej" na tym forum chciałbym zwrócić
        tylko uwagę, że inwestycja w nieruchomości też wiąże się z ryzykiem-wbrew temu
        co mozemy spotkac w wielu artykułach prasowych. Odróżniam kupno mieszkania do
        mieszkania od kupna mieszkania jako inwestycje i nie neguję tego, że np. w
        przypadku rodziny lepiej kupić mieszkanie niż wynajmować (chociażby z tego
        względu, że po 30 latach dzieci będą miały jakiś majątek do odziedziczenia).

        > Proponuje zmienic forum na portale finansowe
        Propozycja odrzucona:) komentarze giełdowe są dla mnie zbyt krótkookresowe, po
        prostu nie wiem co się zdarzy na jutrzejszej sesji, ale dobrze udaje mi sie
        przewidzieć na co jest duża szansa za rok.

        > Zreszta jestesmy daleko jeszcze od cen w metropoliach europejskich
        Nie jesteśmy daleko (bogatsze miasta - Praga czy Budapeszt są tańsze,
        metropolie niemieckie i benelux - niewiele droższe), w jeśli chodzi o stosunek
        zarobki-cena dawno je prześcigneliśmy.

        Ale, OK, jak nie chcecie to nie będę dręczył sumień niektórych z was, niech to
        zrobi rynek.
        • Gość: Amarez Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.litewska.edu.pl / 148.81.20.* 02.08.06, 13:35
          Est-ymator
          Przyjmuję twoje opinie ze zrozumieniem i podawane przez Ciebie argumenty mają
          teoretyczną wartość ale tylko tyle. To co piszesz jak na razie w Polsce nie
          sprawdza się nawet w 0,01%. Ja już pisałem swoje argumenty które również mają
          wartość teoretyczną. Przeczytałem wiele publikacji na temat nieruchomości nawet
          jedną expertyzę pobraną www.siskom.waw.pl/materialy/wariant-zero.pdf
          i nikt z expertów gdziekolwiek i w jakichkolwiek miediach od TV, Radio, TV nie
          szacował spadków cen. Ostatni wywiad z kimś gdzie czytałem 2 dni temu w któryś
          z portali mówił że za 2 lata kiedy nastąpi wyprzedaż materiału spekulacyjnego
          może nastąpić okresowe zatrzymanie wzrostu cen mieszkań. Nie przeczytałem nigdy
          o jakimkolwiek symptomie nawet minimalnego spadku cen.
          Co do prawdo podobnego spowolnienia naszego wzrostu gosp. spowoduje być może
          utrzymanie a nawet spadek stóp w Polsce. Prawdo podobnie schodzimy my jak i
          Europa ze szczytu koniukturalnego więc na razie sądzę stopy pozostaną bez zmian
          a jeśli wzrostu PKB nie będzie jak się należało spodziewać mogą za 2,3 lata
          lekkie obniżki stóp również w strafie Euro. Jeśli chodzi o dalara to dalsze
          podnoszenie stóp nie tylko zbije jeszcze bardziej inflację ale również może
          ostudzić wzrost gosp. Należy pamiętać że zmiana stóp będzie miała swoje
          odzwierciedlenie w statystyce za conajmniej 6 miesięcy więc FED będzie
          analizował jeszcze długo wpły ostatnich podwyżek a jeśli świat schodzi ze
          szczytu wzrostu możemy już się spodziewać zbyt dużych wzrostów stóp proc.
          Proszę nie komentować tego co napisałem gdyż tej opini nie zmienię również z
          uwagi na fakt że nie raz moje przewidywania bardziej się sprawdziły niż opinie
          expertów
      • Gość: Seb Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.chello.pl 21.09.06, 20:09
        Pisząc krótko ... zgadzam się z Tobą w pełnej rozciągłości. Pozdrawiam życząc
        wszystkim zdrowego rozsądku. :)
    • poszi Re: Ja juz nie mam wątpliwości 02.08.06, 08:06
      > FED i EBC w sierpniu prawdopodobnie znowu podniosą stopy procentowe. Za nimi
      > pójdzie Bank Szwajcarii.

      EBC i Bank Szwajcarii na 99%, ale FED to fifty-fifty. W USA jednak wszystko
      toczy się tak, że moim zdaniem już żadne ruchy stóp (lub ich brak) nie uratują
      rynku nieruchomości.

      > Na Florydzie mieszkania już tanieją-wszelkie depresje na rynku nieruchomości
      > w USA zaczynają się na Florydzie, gdzie ludzie kupuja domy własnie w celach
      > rekreacyjno-inwestycyjnych, a nie po to, aby w nich mieszkać.

      Nie tylko na Florydzie. Ogromny wzrost ofert i pierwsze spadki cen są też w
      Arizonie, Kalifornii, Newadzie, Waszyngtonie, Nowym Jorku, Chicago, Filadelfii i
      Bostonie. Za parę miesięcy jeśli trend z ostatnich kilku miesięcy nie zostanie
      jakimś cudem odwrócony, globalna średnia cena spadnie rok do roku, co nie
      zdarzyło zdaje się od Wielkiego Kryzysu.

      > Zagranica też wie swoje - dzisiaj Morgan Stanley wywalił akcje Orlenu na sumę
      > 150 mln PLN.

      Morgan Stanley to w ogóle przewiduje spadek na globalnym rynku nieruchomości:

      www.forbes.com/markets/feeds/afx/2006/06/28/afx2845092.html
      A coś bliżej Polski?

      www.unison.ie/business/stories.php3?ca=80&si=1662907 (link wymaga
      rejestracji)

      "THERE is increasing anecdotal evidence that the Hungarian residential property
      market is heading into a slump, or at least a fairly noticeable slowdown, with a
      combination of an oversupply of properties and economic stagnation pricking the
      balloon.

      Research from Hungary's largest property website, ingatlan.com, suggests that
      advertisers have begun to shift asking prices downward, reversing the upward
      trend that has been seen over the last four or five years."

      A przypomnę, że w Budapeszcie jest taniej niż w Warszawie. Można zreszta
      szczegółowe statystyki zobaczyć tutaj:
      ingatlan.com/statisztika_int.php?lang=en
      (średnia cena wywoławcza 1169 EUR/m2, najdroższa dzielnica to 1662 EUR/m2)

      Węgrzy mają gorszą sytuację ekonomiczną niż Polska w tej chwili (choć są
      oczywiście zamożniejszym krajem), ale wszystko przed nami.

      A to ile się płaci za mieszkanie ma znaczenie dla każdego, nie tylko dla
      "inwestorów". Jeśli się nierozważnie w panice przepłaci, w dodatku naginając
      swoją zdolność kredytową, to potem nie jest wesoło, zwłaszcza że zbierają się
      czarne chmury nad światową gospodarką.

      • Gość: mysza Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: 81.15.151.* 02.08.06, 12:28
        porównywanie naszego "świeżego" rynku do stabilnej amerykańskiej gospodarki
        jest bezsensowne... to dwa zupełnie inne światy, inni ludzie...
        U nas wzrost cen będzie jeszcze prawdopodobnie trwał przez jakiś czas w związku
        z niską podażą - buduje się mało, nie ma planów zagospodarowania,niewiele jest
        atrakcyjnych mieszkań. Oczywiście ceny w blokowiskach i tak już są horrendalne
        więc nie sądzę żeby opłacało się w coś takiego inwestować, ale w małe, nowe
        mieszkanie blisko centrum i owszem. Potwierdzają to obcokrajowcy, którzy kupują
        po kilka mieszkań, a czasem i całe budynki.
        • poszi Re: Ja juz nie mam wątpliwości 02.08.06, 14:44
          > porównywanie naszego "świeżego" rynku do stabilnej amerykańskiej gospodarki
          > jest bezsensowne... to dwa zupełnie inne światy, inni ludzie...

          Żebyś się nie zdziwił(a), jak wszędzie używa sie tych samych argumentów. Jeśli
          poczytać prasę amerykańską, to tam "eksperci", którzy są agentami
          nieruchomościowymi powtarzali w kółko (ostatnio fakty już są tak
          niezaprzeczalne, że zaczęli zmieniać ton) "być może gdzieś tam trochę ceny
          spadna, bo [tu wstawiali liste argumentów], ale u nas jest inaczej, bo [i tu
          lista argumentów]".

          A co w takim razie z Węgrami? Stabilna gospodarka? Inny świat?

          > U nas wzrost cen będzie jeszcze prawdopodobnie trwał przez jakiś czas w związku
          >
          > z niską podażą - buduje się mało, nie ma planów zagospodarowania,niewiele jest
          > atrakcyjnych mieszkań

          To ten sam argument, co "ceny nie spadną, bo nie przybywa ziemi w Kalifornii".

          Buduje się obecnie w Warszawie najwięcej po 1989 roku. To rekordowy popyt
          podbija za to ceny. A na popyt składają się ci, ktorzy normalnie by kupili, ci
          którzy normalnie kupili by za kilka lat (ale kupuja, bo "będzie drożej"),
          spekulanci krajowi i spekulanci zagraniczni. Ci ostatni to dołożą się do
          rekordowej liczby mieszkań, gdy będą się ich pozbywać. A ci, którzy normalnie
          kupiliby za kilka lat, za kilka lat już nie będą kupować.

          > Potwierdzają to obcokrajowcy, którzy kupują
          > po kilka mieszkań, a czasem i całe budynki.

          Ano. Sztuczny popyt=ekstra podaż za jakiś czas, gdy będa wychodzić z inwestycji.

    • Gość: leszek_g2003 Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: 194.25.214.* 02.08.06, 14:37
      Absolutna racja. Pojawiaja sie juz pierwsz oznaki nawolujace do oprzytomnienia
      np. w Rzepie:

      "beda wyprzedawac za dwa lata"
      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/nieruchomosci_060731/nieruchomosci_a_4.html
      "nabywcy dostaja zadyszki"
      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/nieruchomosci_060731/nieruchomosci_a_24.html

      Dzisiaj ludzie placa nawet 7000 zl za metr!!!!
      Przeciez to sie w "pale" nie miesci!
      Myslcie!!!

      LG
      -------------------
      Mam czyste sumienie. Nieuzywane.
    • Gość: Inny ja Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.w3cache.pl / 195.114.161.* 02.08.06, 21:33
      No nie przesadzajmy, 1% mniejszego tempa wzrostu PKB czy wyzszych stop
      procentowych to nie tragedia, wiec albo bedzie roslo, albo spadalo, albo stalo
      w miejscu. Poza tym mozemy miec rozne sytuacje w kazdym segmencie rynku wg daty
      budowy i technologii, wielkosci mieszkania, polozenia itd.

      Rozumiem wartosc emocjonalna posiadania czegos na wlasnosc, ale w kategoriach
      ekonomicznych to niektore komentarze nadal troche "homo sovieticus". Malo ktora
      firma ma swoje biura czy sklepy we wlasnych nieruchomosciach, bo lepiej umieja
      liczyc. Najem mieszkan jest tani jak nigdy, a mozna sobie wyobrazic, ze
      wlasciciele, gdybyscie im donosili zaswiadczenia o zarobkach, podpisywali
      weksle, pokrywali koszty ubezpieczenia, zawierali wieloletnie umowy pod grozba
      kar finansowych, etc. jeszcze zeszliby z cen i super wykonczyli lub
      odremontowali.
    • Gość: Est-ymator Pierwsze baza zdobyta IP: *.chello.pl 03.08.06, 22:57
      Zgdonie z oczekiwaniami EBC podniósł stopy o 0,25 co przełoży się na wzrost
      oprocentowania kredytow w EUR i prawdopodobnie na decyzje banku szwajcarii o
      podniesieniu stóp tam również-co znowu podroży kredyty w CHF. Co więcej
      komentarz szefa EBC Tricheta był jastrzębi i sugeruje kolejne podwyżki.

      P.S.1.Jesienią miasto wystawi na sprzedaż drugą część działki na inflanckiej i
      działkę po zajezdni na Chełmskiej - tak na oko można na tych terenach postawić
      w sumie około 3000 mieszkań-cena wywoławacza 3 ha inflanckiej to 155 mln PLN,
      chyba szykuje sie nowy rekord cen ziemi w Wawie - ale przy takich marżach
      developerów to nie dziwne.

      P.S.2.Zauwazyłem że podczas ostatnich spadków na gieldzie ostro w dół idą akcje
      banków, czyżby obawy o pogroszenie jakości portfela kredytowego?
      • Gość: f Re: Pierwsze baza zdobyta IP: 192.193.221.* 04.08.06, 09:44
        akcje banków są blisko historycznych szczytów - własnie dzieki oczekiwaniom na
        dalszym boom kredytów hipotecznych w Polsce - które to kredyty charakteryzują
        się wyjątkowo wysoką jakością (mały odsetek niespłacanych w terminie) w
        porównaniu do innych
        a w dół poszły w czasie jedengo czy drugiego dnia dlatego że wcześniej
        najbardziej wzrosły - korekta się należy

        ps
        ciesze sie że poszi już sie dołaczył do straszonka - mysłałem ze jest chory...
      • poszi Druga baza 07.08.06, 21:35
        Jutro zbiera się Federal Open Market Committee (FOMC), czyli amerykański
        odpowiednik Rady Polityki Pieniężnej. Rynek kontraktów terminowych przewiduje
        tylko ok 20% prawdopodobieństwo podwyższenia stóp, bo po kilku negatywnych
        danych rynek uznał, że stopy juz mają duże szanse nie wzrosnąć. Bardzo duże
        znaczenie na nastroje będzie miał komunikat z wystąpienia. FOMC stąpa po bardzo
        cienkiej linie, bo sytuacja jest napięta i jeśli rynek uzna, że Fed odpuścił
        walke z inflacją, to odbije się to na dolarze.

        Tymczasem nastroje na rynku amerykańskim są coraz gorsze. Zaczęlo się pojawiać
        coraz więcej artykułów ostrzegających przed sporymi problemami:

        online.wsj.com/article_email/SB115491028400528328-lMyQjAxMDE2NTA0NjkwMTYwWj.html#
        Jaki to ma wpływ na sytuacje w Polsce? Jeśli Fed odpuści walkę z inflacją, to
        kapitał ucieknie z rynku amerykańskiego i z pewnością zawita też w Polsce. To
        oznaczałoby m.in. umocnienie złotego (w pewnym stopniu już to nastąpiło w ciagu
        ostatnich tygodni). Słaby dolar oznaczałby też mniejsza presję na wzrost stóp w
        Europie i odłożenie w czasie ewentualnego spadku cen nieruchomości. Jeśli jednak
        da do zrozumienia, że walka z inflacja ciągle jest priorytetem, to możemy się
        spodziewać procesu odwrotnego.

        Tak czy inaczej uważam (a artykuł powyżej również), że amerykański rynek
        nieruchomości czekają nieuchronne spadki bez wzgledu na dalszą politykę
        pieniężną. Rynek kontraktów terminowych przewiduje 5% spadki cen nieruchomości
        do maja 2007. Faktyczna skala spadków i wpływ na gospodarkę są jednak
        niewiadome, zresztą sytuacja jest wyjątkowa: nigdy w historii nie spadły
        nominalnie ceny nieruchości po uśrednieniu na całe Stany (bywały jednak długie
        okresy stgnacji, co po uwzględnieniu inflacji oznaczało realne spadki). Było
        wiele krachów, ale regionalnych, więc trudno o analogie. Jeszcze większą
        niewiadomą jest wpływ tego na rynki europejskie. Wydaje mi się, że te
        najbardziej wrażliwe rynki, czyli Hiszpania, Irlandia i Wielka Brytania mogą nie
        wytrzymać takiej presji, ale to też będzie zależyć, jak spowolnienie w USA
        przełoży się na kondycję tamtejszych gospodarek. W Wielkiej Brytanii po
        ubiegłotygodniowej trochę zaskakującej (podwyżka była oczekiwana, ale jeszcze
        nie teraz) podwyżce stóp nastroje bardzo się pogorszyły. Banki odpisują coraz
        większe kwoty z tytułu złych długów, bowiem zadłużone po uszy gospodarstwa
        domowe mają coraz większe problemy z obsługą zadłużenia. Wzrost stóp jeszcze
        bardziej to pogłębi.

        Wielokrotnie pisałem, że uważam, że te i inne problemy prędzej czy póżniej
        odbiją się na cenach warszawskich mieszkań, ale od rozwoju sytuacji zależeć
        będzie tempo tego procesu (aczkolwiek im później nastąpi, tym będą
        poważniejsze). Gołębie sygnały Fedu oznaczać będzie odsunięcie tego w czasie.
        Jakie będą, dowiemy się jutro.
    • frankhestain schizofrenik 04.08.06, 10:56
      gosciowi odbilo bo nie stac go na mieszkanie
      • Gość: dix Re: schizofrenik IP: 195.205.147.* 04.08.06, 11:24
        któremu gościowi?
      • Gość: hektor01 Re: schizofrenik IP: 217.153.224.* 04.08.06, 12:05
        Chodzi właśnie o to, że teraz wszystkich stać na coraz drozsze mieszkania! Nie
        stać mnie na 3pok na Ursynowie to kupię 2 na Białołęce. Nie stać mnie na kredyt
        na 25lat? no problem, bank da na 40. Tylko niektórzy maja jeszcze zdrowy
        rozsadek i po prostu nie godzą sia na takie ceny i wysiadaja z wyscigu. Być
        moze nie załapali się na nizsze ceny i stąd ta frustracja. Ale nic na siłę.
    • Gość: Amarez Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.aster.pl / *.aster.pl 05.08.06, 11:52
      Estymator normalnie powinieneś zapisać się do jakieś poradni, co co wypisujesz
      to już jest chore, to jest obłęd. Kiedyś byłem na pewnym interview gdzie
      kobieta podzieliła grupę ludzi na dwie części i jedna strona mówiła argumenty
      za tym że lepiej się mieszka w krajach chłodnych a druga grupa w krajach
      ciepłych i argumenty obydwu grup są tendencyjne i chcą tylko dowieść swoją na
      potrzeby chwili podstawioną tezę. TY robisz podobnie, ubzdurałeśsię sobie tezę
      że będę rosły stopy w górę, pogorsszy się styuacja kredytobiorców itd czyli
      wszystko co tylko nasunie się na język aby udowodnić że ceny będę spadać, już
      mi się cche pisać kontrargumentów na te bzdury bo raz dwa razy można
      dyskutować - dyskutowałem już jakiś czas temu kiedy ceny było 15% niższe,
      minęło parę miesięcy i znów ta sama śpiewka osoby który nie zauważyła że ceny
      zdrożały a widzi we śnie tylko swoję marzenia że ceny będę spradać - doszło to
      już do statusu obłakania bo argumenty twoje przemawiają już chyba za
      hospitalizacją cyt"akce banków rosną" czyli argument że pogarsza się portfel
      kredytowy czyli gdzieś w tym można się doszukać spadku cen mieszkań - chore!!!!
      Est-ymator - miałem znajomego który stracił pracę i nie znalazł następnej, po
      kilku miesiącach odezwał się do niego człowiek że może mu załatwi powrót do
      pracy i kumpel dosłownie przez nie szukając innego zajęcia czekał na powrót i
      liczył i liczył na cud. Jak czytam twoje wypowiedzi to widze to podobieństwo,
      wymyśliłeś sobie teorię spadku cen i chyba czekasz ze swoimi zaskurniakami na
      spełnienie tych marzeń, podobnie jak kumpel czekał aż powróci do pracy
      (oczywiście nie powrócił). Est-ymator: jeśli teraz nie stać Cię na mieszkanie
      to napewno nie nastąpi na rynku taka zmiana że nagle zacznie Cię nań stać
      (chyba że zmienisz/znajdziesz na lepszą/nową pracę) Napewno nie nastąpi przez
      najbliższe 20-30 lat (ale raczej wogóle) taka korekta którą można porównać do
      rynku akcji czyli spadek 20%, jeśli będę spadki to tylko statystyczne!!! które
      w niczym nie odmienią faktu że kogoś stać na mieszkanie czy będzie po spadkach
      stać.
      • Gość: Est-ymator Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.chello.pl 05.08.06, 13:29
        Oczywiście jak ktoś ma inne poglądy to najlepiej skierowąc go do psychiatry.

        W powyższym komentarzu zróiciłem uwage na kilka czynników, które wydają się
        niebezpieczne dla rynku nieruchomości, ale jak nikt tego nie chce sluchać to
        już nie będę pisał na tym forum pełnym buractwa.

        Co do mojej pracy - Amarez - gwarantuję tobie, żebyś się tam nie dostał i
        jeżeli mnie nie stac na mieszkanie znaczy, że nie stać 80% ludzi w tym mieście,
        tylko że ja nigdy nie przepłacam.

        • Gość: Amarez Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.aster.pl / *.aster.pl 05.08.06, 15:56
          Najważniejszym czynnikiem rynku nieruchomości a w szczególności tego forum jest
          to że jest on poświęcony jak w tytule developerom a Ty Est-ymator coraz
          bardziej abstrachujesz od układu odniesienia tego forum - potem się dziwisz że
          Ciebie trudno traktować za zdrowego. Jak najbardziej zachęcam abyś dalej
          wypowiadał się na twój, niezwykle oryginalny temat z małym niuansem - raczej
          tutaj:
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=27
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=30
          a w szczególności tutaj:
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24
          oczywiście masz konstutucyjne prawo do wypowiadania swoich przekonań tylko
          należy trafić tan gdzie powinno być ono głoszone

        • Gość: Amarez Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.aster.pl / *.aster.pl 05.08.06, 16:05
          A'propo - napisz Est-ymator teraz czynniki które przemawiają za tym że ceny
          conajmniej nie spadną (lub wzrosną). Jeśli znasz się na rzeczy to min 6
          czynników podasz.
          • Gość: Est-ymator Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.chello.pl 05.08.06, 16:37
            Post czysto prowokacyjny, ale podam te agrumenty, aby pokazać, że widzę cały
            obraz i analizuję wszytskie czynniki.
            O to one:
            +wciąż istotny niedobór mieszkań, niska jakość mieszkań starych.
            +wyż demograficzny 70/80 jeszcze nie zaspokoił swoich potrzeb mieszkaniowych
            +zauważalny wzrost płac, który będzie prawdopodobnie postępował,
            +częśc osób, która wyjechała za granicę kupi mieszkania w Polsce (ale to raczej
            nie odtyczy Warszawy)
            +cudzoziemcy kupujący po 80% mieszkań w dobrych inwestycjach w dobrych
            lokalizacjach.
            +działania rządu: np. dopłaty do odsetek ale to też nie dotyczy warszway), VAT,
            itp.
            +mało ziemi dostępnej w miastach (ale na skutek działań gmin) i słaba
            infrasturuktura komunikacyjna (podnosząca ceny w centrach miast)
            +koszty budowy rosną, gdyż budowlańcy gremialnie pojechali do UK.

            -2 pierwsze czynniki odnoszą się do potrzeby. Dopeiro jeżeli połączymy ją z
            możliwością kupna (czytaj: z dostepnością kredytu hipotecznego - a tym uważam,
            będzie coraz gorzej) tworzy popyt, czyli to ile ludzie są gotowi zapłacić za
            mieszkania. Pamiętajmy jednak, że od 1983 liczba urodzeń w Polsce malała.
            -czynnik 3 i 4 dotyczą realnego popytu - i one de facto najbardziej przemawiają
            za dalszymi wzrostami - problem w tym, że ceny mieszkań i płace rozjechały się
            jakiś rok temu.
            -czynniki 5,6 pchają teraz ceny w górę, ale za jakiś czas moze się okazać, że
            bedą działały w innym kierunku-szczególnie, że cudzoziemcy kupujący mieszkania
            w Polsce to "gorące ręce" chcące je sprzedać za 2-3 lata, nie zdziwie się, zę
            za jakiś czas będą je masowo wyprzedawać (gdyż oni ich nawet nie wynajmują).
            -czynnik 7 - wynika tylko z barier administracyjnych, gdyż w Polskich miastach
            jest najwięcej nieużytków w Europie (pokłosie komuny)
            -to się nie zmieni i rzecywiście bedzie rosło, tylko że obecnie koszt budowy
            1m2 w wysokim standardzie to 2000 PLN.
        • Gość: w1022 Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 05.08.06, 16:54
          > tylko że ja nigdy nie przepłacam.

          Przy założeniu dzisiejszych cen wynajmowanie przeciętnego mieszkania przez całe
          życie byłoby ok. 3 razy droższe od jego posiadania. Czy na pewno nie przepłacasz? :)
          • Gość: Es Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.chello.pl 05.08.06, 17:49
          • Gość: Est-ymator Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.chello.pl 05.08.06, 18:01
            Policzyłem sobie kiedyś czy opłacałoby mi sie odkupić teraz mieszkanie (po
            lipcowych cenach) w którym mieszkam (wraz z dwoma kumplami ze studiów-
            ukończyłem je rok temu, wynajmujemy 3-pokojowe mieszkanie w dość dobrej
            lokalizacji w wawie) i wynająć 2 pozostałe pokoje. Wyszło mi, że rocznie byłbym
            na tym 3000 PLN do tyłu + konieczne remonty.
            Ponieważ szczerze uważam, że ceny się skorygują w ciągu 2-3 lat, zatem teraz
            nie kupuję.
            Może się mylę w swoich oczekiwaniach - jak każdy, ale decyzję podjąłem po
            dokładnej analizie.
            • wegorkie2 Re: Ja juz nie mam wątpliwości 05.08.06, 18:28
              Koszty kupna kontra wynajmu - ciekawe podejście.

              Policzyłem dla swoich sąsiadów mieszkających piętro niżej w moim budynku. Bo
              dokładnie znam ceny mieszkań, koszty remontów, czynsze oraz ile płacą za wynajem.

              Wyszło mi że wynajem jest ok. 10% droższy od kupna. Przy założeniu że żyją w tym
              mieszkaniu od 25 do 80 roku życia. Ale przy założeniu że kupują mieszkanie za
              gotówkę - także przy kredycie zakup z pewnością będzie droższy od wynajmu.

              W sumie jest ok, tak powinno być - dzięki temu człowiek którego nie stać na
              mieszkanie może wynajmować i wcale nie przepłaci.
              • Gość: Est-ymator Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.chello.pl 05.08.06, 18:48
                No i tak powinno być z ekonomicznego punktu widzenia.

                P.S. Nie rozumiem tego ciągu do pokazywania jacy to jesteśmy bogaci, bo mamy
                50m2 w Warszawie. Ja nie mam tego podejścia, być może dlatego jestem chyba
                jedynym klientem individual bankingu w Polsce, który nie ma własnego mieszkania.
              • Gość: w1022 Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 05.08.06, 18:53
                > W sumie jest ok, tak powinno być - dzięki temu człowiek którego nie stać na
                > mieszkanie może wynajmować i wcale nie przepłaci.

                Jak to możliwe?

                Ja przyjąłem do oszacowania - może zbyt naiwnego - mieszkanie dwupokojowe, nic
                specjalnego, w Warszawie, za ok. 300 tys. Założyłem koszt wynajmu takiego
                mieszkania jako 1200 zł miesięcznie (oczywiście bez czynszu). Może to jest za
                dużo, muszę przyznać też, że zaniedbałem remonty ;) oraz koszt kredytu. Przy 60
                latach 25 - 85 (tu też optymistycznie) to daje 864 tys. zł.

                Czy remonty mogą być aż tak dużo warte? To byłoby równoważne z tym, że wartość
                mieszkania nieremontowanego przez 20 - 30 lat spada do zera.

                Gdyby rzeczywiście te 2 opcje wychodziły podobnie, to już mielibyśmy sensowną
                barierę wzrostu cen mieszkań. Cena mieszkań ponad ten koszt najmu byłaby
                dyktowana już tylko miłością do spadkobierców :) oraz względami spekulacyjnymi.
                • Gość: Est-ymator Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.chello.pl 05.08.06, 19:36
                  Taki przykład:

                  Dla mieszkania o wartości 300000 finansowanego kredytem w CHF miesięczna rata
                  spłaty to 1372,9 PLN (PKOBP, własny kat 30 lat), dotego dodaj ok 400 PLN
                  czynszu, więc wychodzi w sumie 1772 PLN na miesiąc. Podobne mieszkanie-
                  umeblowane do wynajęcia możesz spokojnie znależć za 1400 PLN (wraz z
                  czynszem). Czyli wychodzi średnio -372 PLN miesiecznie straty na kupnie.
                  Nierelanie jest przyjmować, że wynajem nie będzie rósł, możemy przyjąć, że co 5
                  lat o 100 PLN.
                  Zakładamy, ze co 10 lat przeprowadzisz kapitalny remont mieszkania co kosztować
                  cię bedzie za każdym razem 10000 PLN.
                  Czyli masz 2 opcje:
                  1. Kupic mieszkanie i w nim zamieszkać.
                  2. Wynająć mieszkanie, a różnicę miedzy ratą a ceną wynajmu inkrementalnie
                  inwestować w zóżnicowany portfel inwestycyjny (długoterminowa realna stopa
                  zwrotu z takiego portfela jest ok 8% rocznie). w 2016, 2026 i 2036 inwestujesz
                  dodatkowo po 10000 PLN, które przenaczyłbyś na remont.
                  Teraz wyniki:
                  1. Opcja pierwsza-w 2036 roku masz mieszkanie na własność ze spłaconym kredytem
                  2. Opcja druga-w 2036 roku na koncie masz 424000 PLN.
                  Tak naprawdę ostateczny wynik zależy od tempa wzrostu cen mieszkań. IRR-czyli
                  wymagana stopa zwrotu dla tego przykładu to 1,1% czyli mało.
                  Jeżeli ceny mieszkań nadal bedą rosły a ceny wynajmu nie to zauważ, że IRR
                  stanie się w końcu zbyt wysoka, aby to było opłacalne i to jest bariera dla
                  wzrostu.

                  P.S. Zauważ, że przyjęliśmy, że LIBOR CHF, a co za tym idzie odsetki kredytu
                  nie bedzie rosła (a to, że będzie to pewne - nie wiadomo tylko jak mocno). O
                  przyszłej stopie procentowej mowia tzw. kontrakty FRA (ale tylko w
                  perspwektywie do 2 lat)
                  • Gość: jaQbek Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.08.06, 18:46
                    A teraz wyobraź sobie taką sytuację: po 20 - 30 latach decydujesz się, że
                    chciałbyś na stare lata przeprowadzić się gdzieś i kupić sobie dom. Mając swoje
                    własne mieszkanie, sprzedajesz je, i to zapewne drożej niz kupileś. A więc
                    zwracacają Ci się koszty rat i jeszcze na tym zarabiasz. Pomyśl, ile może być
                    warte 300 tys. zl za 20 lat. Natomiast wynajmując mieszkanie przez 20 lat
                    wyprowadzając się z niego nie masz nic :(
                    Ja w życiu mialem taki okres, że co rok, półtora zmieniałem miejsce
                    zamieszkania. I przez 5 lat co przeprowadzka, to startowalem od zera.
                    • poszi Re: Ja juz nie mam wątpliwości 21.08.06, 20:38
                      > i to zapewne drożej niz kupileś.

                      I tu leży pies pogrzebany.

                      > A więc
                      > zwracacają Ci się koszty rat i jeszcze na tym zarabiasz.

                      Wszystko zalezy od tego, ile wynoszą raty i ile wzrośnie cena mieszkania.

                      > Pomyśl, ile może być
                      > warte 300 tys. zl za 20 lat. Natomiast wynajmując mieszkanie przez 20 lat
                      > wyprowadzając się z niego nie masz nic :(

                      Jeśli wynajem jest tańszy niż raty, to wiesz, ile można przez 20 lat uzbierać
                      systematycznie odkładając róznicę?

                      Odsetki od kredytu (ale bez rat) + inne koszty zwiazane z utrzymaniem mieszkania
                      wynoszą "x" rocznie. Mieszkanie rośnie "y" rocznie. Wynajem kosztuje "z". W
                      uproszczonym modelu, jeśli x-z<y, to opłaca się kupić. Jeśli x-z>y, to lepiej
                      wynająć.

                      Niestety nie znamy ani x, ani y, ani z w ciagu 20 następnych lat. Co więcej,
                      wynajmując możemy inwestować zaoszczędzone na ratach srodki na inwestycje, które
                      mogą przynieść więcej niż odsetki od kredytu (w krótkim terminie to bardzo
                      ryzykowne, ale w długim, to całkiem wykonalne).

                      Doświadczenie z rozwiniętych gospodarek pokazuje, że w bardzo długim terminie
                      opłaca sie kupić, pod warunkiem, ze kupuje się po "wartości fundamentalnej", a
                      nie na szczycie szaleństwa spekulacyjnego. Już pisałem nie raz, że tak musi być,
                      bo inaczej nie byłoby mieszkań na wynajem. Wynajmując płacimy ekstra za brak
                      ryzyka i mobilność. Ale kupując w czasie bański spekulacyjnej, można czekać całe
                      życie aż zakup się zwróci.

                      Problem polega na tym, że współcześnie prawie nikt nie mieszka tak długo w
                      jednym miejscu i często nie można przeczekać dołka. W USA przeciętnie mieszka
                      się w jednym miejscu 7 lat. Młodzi ludzie jeszcze mniej. Nawet, jełsi w Polsce
                      jest to dłuższy termin, moje obserwacje sugerują, że w dużych miastach to nie
                      jest to wiele więcej. A w takie perspektywie można spokojnie trafić na dołek,
                      gdy będzie się chciało sprzedać i mieć większe zadłużenie niż wartość
                      mieszkania. Pół biedy, jeśli ma sie wolne środki, wtedy można po prostu pokryć
                      strate, a dzieki temu i tak się kupi coś taniej po przeprowadzce (jełśi dołek
                      jest globalny). Ale jeśli kupiło sie naciągając swoją zdolność kredytową, to
                      nawet mając środki na raty, zostaje się uwiązanym do mieszkania jak chłop
                      pańszczyźniany do ziemi, bo żaden bank nie zgodzi się na sprzedaż ze strata dla
                      niego.

                      Zatem moja opinia to nie jest dylemat, czy kupić czy wynajmować przez 20 lat.
                      Tylko, czy kupić po dzisiejszych wyśrubowanych cenach i trzymać przez 20 lat,
                      czy wynajmować aż rynek się "skoryguje" w ciagu kilku lat i wtedy kupić.
                      Ponieważ wynajem jest obecnie w wielu przypadkach tańszy niż odsetki od kredytu,
                      taka strategia jest opłacalna nawet nie tylko, jeśli ceny mieszkań spadną, ale
                      też i wtedy, gdy będą kosztować tyle samo.

                      A nie mogą spaść? Ależ mogą i to sporo, jeśli bańka pryśnie.

                      Przykład z Australii:

                      www.smh.com.au/news/national/housing-crash-puts-sellers-in-debt-crisis/2006/08/20/1156012414995.html
                      I z USA:

                      heraldtribune.com/apps/pbcs.dll/article?AID=/20060821/BUSINESS/608210570/1448
                      • Gość: Roman Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.aster.pl 22.08.06, 01:21
                        Stopy procentowe w Polsce z dużym prawdopodobieństwem zostaną po raz pierwszy
                        podwyższone na początku 2007. Przy podobnych danych makro jak ostatnio,
                        słabszym złotym oraz podnoszeniem stóp w EU, najbliższa podwyżka może wynieść
                        więcej niż 0,25% i prawdopodobnie nie będzie ostatnią. Moim zdaniem, w 2007
                        ceny m2 jeszcze będą wzrastać - tzn. ceny mieszkań, które zostaną oddane do
                        użytku w latach 2008 - 2009. Po 2 - 3 podwyżkach stóp procentowych media
                        wystarczająco wystraszą rynek, a będzie im tym łatwiej że na świecie już spadek
                        cen nieruchomości się zaczął. Wniosek - właśnie teraz ludziska w naszym kraju
                        kupują "na górce" cenowej swoje mieszkania do oddania w 2008 - 2009.
                • wegorkie2 Re: Ja juz nie mam wątpliwości 06.08.06, 12:05
                  > Jak to możliwe?

                  > Ja przyjąłem do oszacowania - może zbyt naiwnego - mieszkanie dwupokojowe, nic
                  > specjalnego, w Warszawie, za ok. 300 tys. Założyłem koszt wynajmu takiego
                  > mieszkania jako 1200 zł miesięcznie (oczywiście bez czynszu).

                  Moje wyliczenia:

                  Mieszkanie takie jakie wynajmuje mój sąsiad kosztuje teraz ok. 8000zł/m2. Ma
                  55m2 i wynajmuje je za 1700zł miesięcznie:

                  zakup

                  55 lat

                  zakup za gotówkę: 8000*55=440000zł
                  remonty co 5 lat: 11*20000zł=220000zł
                  czynsz: 550*12*55=363000zł
                  --------------------------------
                  suma: 1023000zł


                  wynajem

                  55 lat

                  1700*55=1122000zł
                  ---------------------------------
                  suma: 1122000zł

                  Czyli wynajem ok. 10% więcej. Ale nie wziąłem pod uwagę że mogę się mylić bo
                  założyłem że 1700zł miesięcznie zawiera już czynsz, a może nie zawiera??? Wtedy
                  wyliczenia biorą w łeb.
                  • wegorkie2 Re: Ja juz nie mam wątpliwości 06.08.06, 12:10
                    Zerknąłem z ciekawości i proszę:

                    www.domiporta.pl/details,191,23039-19364.asp
                    To nie jest mieszkanie mojego sąsiada ale praktycznie identyczne, w bloku obok
                    mojego. Także ten wynajem zawiera czynsz. Moje wyliczenia są prawidłowe.
                    • Gość: quba Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.crowley.pl 07.08.06, 16:53
                      Wasze wyliczenia są mimo wszystko zbyt uproszczone. Zakładacie np.: że ktoś
                      będzie mieszkał w tym samym wynajmowanym mieszkaniu kilkanaście lat, podczas
                      gdy wcale nie musi tak być. Nie znam statystyski ale z doświadczeń swoich i
                      znajomych, wynajmowane mieszkanie zmienia się co kilka lat z bardzo różnych
                      przyczyn. Żeby więc realnie policzyć różnicę należałoby dodać koszty
                      znalezienia nowego mieszkania do wynajmu (prowizja agencji, koszty
                      przeprowadzki, adapacja, czas) co kilka lat.

                      Generalnie bardzo ciekawy pomysł, żeby realnie oddać kwotowo potencjalne
                      różnice między kupnem a wynajmem mieszkania (czysto kwotowo, w oderwaniu od
                      czynników emocjonalnych). Niestety, moim zdaniem, jest to w dużej mierze
                      wróżenie z fusów. Podobnie jak teorie Estymatora o cenach mieszkań. Tak
                      naprawdę na każdym rynku, w tym nieruchomości, działa mnóstwo czynników i nie
                      sposób przewidzieć ceny nawet za 2-3 lata, nie mówiąc o 10-20 latach. Nie
                      mówiąc już o tym, że nie sprecyzowaliście nawet o jakich cenach mówimy -
                      średnich dla Polski, średnich dla Warszawy, a może średnich dla Starego
                      Żoliborza?

                      Trochę podobnie jest jeśli chodzi o większość wypowiedzi czy ceny wzrosną czy
                      nie. Zależy jakie ceny, których nieruchomości, w jakiej lokalizacji itp.

                      Generalnie jest oczywiste, że w dłuższej perspektywie czasu ceny będą rosły
                      (nie trzeba do tego żadnych wyszukanych analiz). Pytanie jest raczej, czy cena
                      mojej nieruchomości lub planowanej do zakupu nieruchomości wzrośnie czy nie. A
                      na takie pytanie nie da się znaleść odpowiedzi na żadnym formu, jest to sprawa
                      bardzo indywidualna.

                      Swoją drogą treść tematu "Ja już nie mam wątpliwości" jest do pogratulowania.
                      Ja przed i po każdej decyzji inwestycyjnej mam wątpliwości. Do oceny czy
                      zrobiliśmy dobrze czy nie potrzeba czasu, a w przypadku nieruchomości nawet
                      dużo czasu. Zazdroszczę osobom, które są tak pewne swego, żeby powiedzieć "nie
                      mam żadnych wątpliwości". Fajnie macie.
                      • Gość: Est-ymator Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.chello.pl 07.08.06, 20:01
                        Tytuł postu był prowokacyjny, tak aby wywołac dyskusje-oczywiście o cenach
                        nieruchomosci możemy mówić podobnie jak o cenach innych aktywów w kategoraich
                        prawdopodobieństwa. Osobiscie uważam, zę w perspektywie 2-3 lat będziemy mieli
                        do czynienia z lekką zadyszką na rynku - ale to jest oczywisćie moje zdanie.

                        Każdy model zawiera jakieś uproszczenia, pytanie tylko na ile są one istotne.
                        Ja w swoim modelu nie uwzgledniłem z oczywistych względów prawdopodobnego
                        wzrostu stóp procentowych ani zmian kursu walutowego.

                        Zgadzam się że zachowanie cen nieruchomosci zależy od konkretnej lokalizacji,
                        albo nawet od konkretnego case'u.Jednak tak samo jest z akcjami a mimo to pisze
                        się analizy (z tego powodu, że fala wznosi lub obniża większość statków).
                        • Gość: toya Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.06, 01:08
                          Coz dołoze swoje spojrzenie
                          W`ogólnym zamęcie stosuję generalną radę dla skołowanych: myśleć samodzielnie
                          albo patrzec na tych co zdają się być rozsadni i do czegoś doszli . Pan
                          estymator nie pasuje tu wcale.

                          Na poczatek wprowadzenie mieszkania Z moich obserwacji "archiwum
                          rzeczpospolitej" mieszkania drozeja w Warszawie super szybko od jakiegos 1,5
                          roku moze 2 lat (Unia troche pretekst ale zadzialal). Wczesniej rosły sobie w
                          tempie inflacji plus kilka procent i nie były jakimis super inwestycjami.
                          Dlaczego tak - kredyty x3 . obnizka stop procentowych i oswojenie z poczuciem
                          stabilnosci tych stóp oraz banki ktore po kryzysie zlych kredytow
                          korporacyjnych zaczely dostrzegac bezpieczny zarobek na detalu
                          spowodowały z pewnym opoznieniem wiecej i wiecej kupujacych i ceny ruszyły po
                          podaz reaguje z opoznieniem i jest wyskok. czy skonczy sie to szybko ? mysle
                          ze nie bardzo bo nie ma zainteresowanych. Mieszkan bedzie troche wiecej ale nie
                          3 mln; stopy wzrosna ale nie tragicznie drastycznie ( nie tylko polacy maja
                          kredyty hip w chf lub eur);relatywnie zarobki beda nieco gonic europe ale
                          pewnie beda to transfery tych co wyjechali - bo na stabilny wzrost 7% PKB nie
                          liczylbym moze 4-5% .

                          Pewnie przejdziemy ochlodzenie po nowym roku ceny staną, ochloniemy z nowymi
                          podatkami i myslę ze dalej wzrost bedzie sie wyplszczał od tego momentu do ok 5
                          lat zejdziemy do 3-5% realnie (dzis chyba 25%-50%).
                          czyli jeszcze ze 3 lata sensownego wzrostu.Niestety:(

                          Z osobistych uwag to slyszalem taka historie
                          znajomy zasatnawial sie nad kupnem jednego mieszkania czy tez udzialu : zima
                          2004/2005 cena byla 4000/metr i wplacalo sie tylko 10% reszte po 12
                          miesiącach, teraz kosztuje to mieszkanko 10000/metr .
                          Potencjalny zarobek - przebitka 25x (slownie 25 razy ) wchodzilem z 40 tys
                          wychodzilem z milionem-(minus koszty kredytu na polroku) po takim dealu od razu
                          emerytura, choc bylo tam jeszcze kilka innych ryzyk. Niestety za pozno sie
                          dowiedzialem
                          No coz poniewaz kupilem inne mieszkanie na ktorym tylko 100% nie jest zle.

                          Spotykam sie czasm z ludzmi z roznych zakatkow swiata : indii RPA USA i moge
                          wysnuc wniosek ze Polska nie jest niczym niespotykanym , gdzie indziej
                          tez "roslo" i to bardziej. Po duzym wzroscie musi przyjsc oslabienie i ono
                          przed nami , ale spadkow lub stagnacji nie oczekiwalbym bez zadnych super
                          tragicznych wydarzen tutaj.
                          dobranoc


                          • est-ymator Re: Ja juz nie mam wątpliwości 08.08.06, 11:21
                            > Coz dołoze swoje spojrzenie
                            > W`ogólnym zamęcie stosuję generalną radę dla skołowanych: myśleć samodzielnie
                            > albo patrzec na tych co zdają się być rozsadni i do czegoś doszli . Pan
                            > estymator nie pasuje tu wcale.

                            Mozesz mnie oskarżać o nadmierne koloryzowanie i nerwowość w dyskusji, ale
                            proszę nie o brak rozsądku. Poza tym nie znasz mnie, a atakujesz moją osobę, to
                            nie w porządku.

                            > 3 mln; stopy wzrosna ale nie tragicznie drastycznie ( nie tylko polacy maja
                            > kredyty hip w chf lub eur);

                            Nie musi być wysokiego wzrostu stóp procentowych, wystarczy, aby na świecie
                            weszły na swoje wieloletnie średnie, żeby rynek się ochłodził.

                            > Pewnie przejdziemy ochlodzenie po nowym roku ceny staną, ochloniemy z nowymi
                            > podatkami i myslę ze dalej wzrost bedzie sie wyplszczał od tego momentu do ok
                            5
                            > lat zejdziemy do 3-5% realnie (dzis chyba 25%-50%).
                            > czyli jeszcze ze 3 lata sensownego wzrostu.Niestety:(

                            Zakładasz bardzo optymistyczny scenariusz rozwoju polskiej gospodarki na
                            poziomie 4-5% rocznie, uważam, że w sytuacji wysokich stóp procentowych będzie
                            to raczej 2-3% procent rocznie, co robi różnicę.

                            Po za tym jest jescze kwestia backgroundu światowego - hossa nieruchomości
                            trwajaca tam od kilkunastu lat własnie się kończy, pewnie będzie to miało wpływ
                            na rynek polski.


                        • Gość: quba Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.crowley.pl 08.08.06, 10:53
                          Jasne. W tej sytuacji mogę się bardzo krótko przyłączyć do generalnej analizy
                          rynku polskiego. Otóż moim zdaniem w przedziale czasowym do najbliższych 5 lat
                          bardzo trudno o realną ocenę. Wydaje się, że jakkolwiek w którymś roku może się
                          pojawić korekta cen in minus, to generalnie będzie raczej szybko w górę
                          (szczególnie najbliższy rok-dwa). A jeśli pojawi się korekta nie będzie raczej
                          większa niż 10% - 15%, czyli i tak nie zarobi się na czekaniu. Największym
                          atutem spowolnienia rynku nie będą według mnie znacząco niższe ceny, tylko
                          możliwość spokojnego wybrania mieszkania, jakiejś rabatowej negocjacji ceny i
                          załatwienia formalności w normalnym tempie.

                          Jeśli chodzi o perspektywę długterminową (15 - 25 lat), to ceny mieszkań
                          oczywiście generalnie wzrosną i nie trzeba do tego robić żadnej specjalnej
                          analizy. Ponieważ nieruchomości są zwykle lokatą dość bezpieczną to nie należy
                          się spodziewać stopy zwrotu tak dużej jak w przypadku rynku przedsiębiorstw.

                          Podsumowując, jeśli ktoś kupuje swoje pierwsze mieszkanie powinien raczej
                          starać się kupić niż czekać na obniżki. Jeśli ktoś kupuje któreś z rzędu
                          mieszkanie inwestycyjnie, to warto się dobrze zastanowić, czy ewentualny zysk
                          będzie odpowiednio wysoki w porównaniu do innych dostępnych instrumentów
                          inwestycyjnych. Szczególnie jeśli to kolejne mieszkanie kupuje sę na kredyt.
                          Ale każda decyzja jest bardzo indywidualna i każdy musi ją podjąć sam.

                          Co do kwestii wynajem a zakup. Ciekawy temat teoretyczny ale wiadomo, że w
                          długim terminie zakup jest korzystniejszy, biorąc pod uwagę wszystkie czynniki,
                          w tym emocjonalne.
                          • poszi Re: Ja juz nie mam wątpliwości 08.08.06, 15:03
                            Zgadzam się z Twoimi tezami z pewnymi zastrzeżeniami. Też uważam, ze w długim
                            terminie mieszkania będą rosły, ale to będzie umiarkowany wzrost na poziomie
                            wzrostu płac i akcje prawie na pewno będa korzystniejsze. Czym innym też jest
                            kupowanie do zamieszkania, a czym innym spekulacja. O ile to pierwsze (pod
                            warunkiem nie przeszarżowania z kredytem oraz świadomości, ze może zająć wiele
                            lat zanim mieszkanie wróci do ceny zakupu w przypadku załamania) jest jeszcze
                            zrozumiałe, o tyle to drugie to igranie z ogniem.

                            Natomiast uważam, że mieszkania obecnie są sporo przewartościowane i wzrost na
                            poziomie płac będzie nie od dzisiejszych cen, tylko do tego "punktu równowagi",
                            a to oznacza, że albo nastapi spadek w ciągu nastepnych kilku lat, albo ceny
                            będą długi czas rosły powoli lub stały w miejscu. Ceny w Warszawie osiagają lub
                            przekraczaja niemieckie. To kraj, który nie wpadł w gorączke spekulacyjna na
                            rynku nieruchomości i tamtejsze ceny odpowiadają długoletniej średniej (nawet są
                            trochę niższe niż długoterminowa srednia, ale ich średnia też nie jest wysoka).
                            Co by nie mówic o kondycji niemieckiej gospodarki i ich perspektywach wzrostu,
                            Polska ma szanse w najbardziej optymistycznej sytuacji osiagnąć poziom
                            dzisiejszej niemieckiej gospodarki za 15-20 lat. Czyli płacimy dzisiaj ceny,
                            które jeśli wszystko dobrze pójdzie za 15-20 lat będą miały uzasadnienie
                            ekonomiczne.

                            Nie ma poza tym niczego magicznego w poziomie dzisiejszych cen. To nie jest tak,
                            ze one sa dane raz na zawsze. Niewiele trzeba, żeby ceny wróciły do poziomu z
                            końca 2005 (gdzie ciągle będą przewartościowane), a to oznacza spadek o około
                            20%. Co więcej, zawsze w takich sytuacjach rynek się rozwarstwia. Jedne
                            mieszkania mogą nawet zdrożeć, inne będa stały w miejscu, jeszcze inne spadną o
                            te 20%, ale niektóre mogą spaść o 40-50%. Ciekawe, ilu z obecnych kupujących
                            świadomie bierze taki scenariusz pod uwagę?

                            Dzisiejsi optymiści cenowi zakładają, ze wystąpi kombinacja kilku czynników,
                            która razem jest bardzo mało prawdopodobna: duży wzrost gospodarczy, niskie
                            stopy i wysokie, rosnące ceny na Zachodzie. W przypadku wszystkich czynników
                            perspekywy raczej nie nastrajają do optymizmu.

                            Jeśli chodzi zaś o długoterminowe perspektywy, to one są (umiarkowanie) dobre
                            pod warunkiem tego, że napłynie do Polski imigracja. I to z krajów odległych
                            kulturowo, bo nasi wschodni sasiedzi też będą się rozwijać i atrakcyjność Polski
                            może nie być dla nich taka wielka. Jeśli jednak Polska będzie prowadzić politykę
                            "nie rzucim ziemi", to może nastapic "DDRowanie" Polski, gdzie jak w byłym NRD
                            można kupić za grosze nieruchomości, bo miasta i miasteczka sie wyludniają.
                            Dlatego, jeśli ktoś liczy na spokojną emeryturę dzięki inwestycjom w
                            nieruchomości, może sie srodze zawieść.
              • poszi Re: Ja juz nie mam wątpliwości 05.08.06, 19:34
                > Wyszło mi że wynajem jest ok. 10% droższy od kupna. Przy założeniu że żyją w ty
                > m
                > mieszkaniu od 25 do 80 roku życia. Ale przy założeniu że kupują mieszkanie za
                > gotówkę

                Takie obliczenia sa trochę arbitralne, bo w zależności od założeń można dostać
                wyniki rożne w różną stronę o wiele procent.

                Można założyć, że wartość mieszkania w długim terminie rzędu dziesiątek lat
                rośnie o 4% rocznie po odjęciu kosztów (to w długim termninie i tak jest
                optymistycznie, biorąc pod uwagę deprecjację i remonty), a pieniądze trzyma się
                na koncie, które dają 3.5% i wtedy nie ma siły, żeby wynajmowanie było tańsze.
                Można założyć, że mieszkania drożeją o 4%, ale alternatywny zysk z inwestycji to
                8% rocznie (to nie jest w sumie wielkie osiągnięcie w długim terminie na rynku
                akcji) i wtedy biorąc pod uwagę, że wynajem jest dość tani w stosunku do ceny
                mieszkań, wychodzi się na plus wynajmując. Jeśli jednak wynajem zdrożeje, to
                rachunek może nie być tak korzystny. Ale podobnie jest dla kupującego, gdy ceny
                mieszkań spadną lub nie wzrosną o tyle, ile zakłada. Może się okazać, że niż
                demograficzny będzie trwały i za 30 lat będą miliony wolnych mieszkań, których
                nikt nie będzie chciał (to zresztą jest w zasadzie pewne bez imigracji).

                > także przy kredycie zakup z pewnością będzie droższy od wynajmu.

                Kredyt daje dźwignię. Jeśli ceny nieruchomości rosną szybciej niż koszt odsetek,
                to to jest bardzo korzystne. Ale jeśli stoją w miejscu lub spadają, to dźwignia
                działa w drugą stronę.

                > W sumie jest ok, tak powinno być - dzięki temu człowiek którego nie stać na
                > mieszkanie może wynajmować i wcale nie przepłaci.

                Wynajem w długim terminie niemalże z definicji powinien być droższy niż kupno.
                Nie ma w tym moim zdaniem nic dziwnego. Gdyby tak nie było, wynajem zupełnie
                przestałby być opłacalny. Wynajmując płacimy za elastyczość i brak ryzyka.

                Problem z takim rachunkiem na dziesiatki lat jest taki, że rzadko mieszka się w
                jednym miejscu dłużej niż kilka lat (w Polsce może dłużej, ale to się zmienia).
                I wtedy ta elastyczność i brak ryzyka zaczynają odgrywać większe znaczenie, bo w
                ciągu kilku lat ryzyko trafienia na dołek cenowy jest już poważne (w przypadku
                kupna trzeba też dodać koszty transakcyjne, te kilka procent to sporo jeśli
                przeprowadza się często). Dlatego jeśli
                wynajem jest tańszy od odsetek "tu i teraz" (bez zakładania aprecjacji czy zysku
                na wkładzie własnym), to to jest mocny sygnał, ze ceny są przewartościowane i
                wiele się ryzykuje kupując, bo to oznacza, że wynajmujący są nierentowni na
                bieżącej działalności i jedynie wiara w aprecjację trzyma ich w biznesie. A
                wiara to bardzo ulotna rzecz, dużo bardziej ulotna od kalkulacji.

                Wynajem czy kupno nie ma prostej odpowiedzi. Wynajem na długo czy kupno to inne
                pytanie niż wynajem na krótko kontra kupno. Inna odpowiedź jest, gdy rozważamy
                kupno teraz na granicy swoich możliwości finansowych (ryzykując bankructwo) czy
                wynajem do czasu poprawy sytuacji materialnej. Czym innym jest wreszcie dylemat
                kupna w czasie gorączki i bańki spekulacyjnej kontra wynajem do czasu
                ochłodzenia sytuacji.
                • wegorkie2 Re: Ja juz nie mam wątpliwości 06.08.06, 12:29
                  > Takie obliczenia sa trochę arbitralne, bo w zależności od założeń można dostać
                  > wyniki rożne w różną stronę o wiele procent.

                  Nieprawda, ja nie analizuję przyszłych zmian cen. Ja zadaję pytanie czy aktualne
                  ceny mieszkania i wynajmu są sensowne. Te zmiany cen zależą właśnie od wyniku
                  mojego badania a nie odwrotnie.

                  > Kredyt daje dźwignię. Jeśli ceny nieruchomości rosną szybciej niż koszt odsetek,
                  > to to jest bardzo korzystne.

                  Nie, ja mówię o nieruchomości do mieszkania a nie inwestycji. Wtedy wzrost jej
                  ceny nie ma żadnego znaczenia, bo nią nie handluję tylko mieszkam w niej. W tym
                  wypadku kredyt zawsze jest mniej korzystny niż zakup za gotówkę.

                  > Wynajem w długim terminie niemalże z definicji powinien być droższy niż kupno.
                  > Nie ma w tym moim zdaniem nic dziwnego. Gdyby tak nie było, wynajem zupełnie
                  > przestałby być opłacalny. Wynajmując płacimy za elastyczość i brak ryzyka.

                  No właśnie mam tutaj wątpliwości. Dla niektórych posiadanie mieszkania jest
                  lepsze, bo masz pewność że Cię nikt nie wyrzuci, możesz je aranżować jak Ci się
                  podoba itp. Ponadto jest ryzyko np. w moich wyliczeniach że dożyjesz więcej niż
                  80 lat. Wtedy wynajmując zostajesz z niczym, a mając mieszkanie bierzesz
                  reversal mortgage i wesołe jest życie staruszka! Takiego produktu jeszcze w
                  Polsce banki nie oferują, ale kwestia czasu.
                  Pozostałe czynniki - elastyczność, ryzyko itd. oczywiście dają przewagą najmowi.
                  Mój kolega wynajmuje mieszkanie na przereklamowanych ;-) Kabatach i niestety
                  developer (mimo że znana marka) się nie popisał. Ściany już się rozchodzą do
                  tego stopnia że kolega ma poważne obawy że za kilka lat budynek się rozpadnie
                  (to nie żart). Ale - co go to obchodzi? Wynajmie sobie gdzie indziej. Właściciel
                  mieszkania ma o wiele więcej do stracenia...
                  • poszi Re: Ja juz nie mam wątpliwości 06.08.06, 15:12
                    > Nieprawda, ja nie analizuję przyszłych zmian cen. Ja zadaję pytanie czy aktualn
                    > e
                    > ceny mieszkania i wynajmu są sensowne. Te zmiany cen zależą właśnie od wyniku
                    > mojego badania a nie odwrotnie.
                    >

                    To Twoje wyliczenie nie uwzględnia tzw. "opportuznity cost". Ponieważ kupując za
                    gotówkę musisz wyłożyć pieniądze obecnie, a wynajmując płacisz na raty i te
                    niewydane pieniądze możesz zainwestować, z części zysku pokrywac koszty wynajmu,
                    a reszte odkładać. Śmiem twierdzić, ze przy obecnym stosunku ceny wynajmu do
                    ceny kupna taka strategia jest lepsza niz kupno (ale jeszcze lepsza to
                    wynajmując poczekać aż ceny spadna i wtedy kupic :) ). Swoją droga to Twoje
                    wyliczenie pokazuje, że ceny są wysokie w stosunku do wynajmu. W USA w stanie
                    równowagi ceny mieszkań nie przekraczały 200-krotności miesięcznych kosztów
                    wynajmu (na ogół oscylowały wokół 150-krotności).

                    Szczerze mówiąc wolę wyliczenie, jaki procent ceny mieszkania to koszt najmu:
                    U Ciebie to:

                    ((1700-550)*12-4000)/440000 = 2.6% (to 4000 w liczniku to remonty na rok,
                    których nie musisz pokrywac, bo robi to właściciel)

                    To mało, to dużo mniej niż obecne rekordowo niskie stopy procentowe. Jeśli
                    jestes wynajmującym, to dostajesz mniej niż z obligacji skarbowych, nie mówiąc
                    już o bardziej agresywnych inwestycjach. Jeśli kupiłeś na kredyt z myślą o
                    wynajmie, to masz stratę na bieżącej działalności. Niektórzy nie lubią tego
                    rachunku porównującego z giełda, ale taka inwestycja ma stosunek cena/zysk 38.
                    To bardzo dużo. Śmiem twierdzić, że obecne ceny mieszkań trzyma wiara, że
                    wzrosną, a nie fundamenty. To klasyczna definicja bańki.

                    > No właśnie mam tutaj wątpliwości. Dla niektórych posiadanie mieszkania jest
                    > lepsze, bo masz pewność że Cię nikt nie wyrzuci, możesz je aranżować jak Ci się
                    > podoba itp.

                    Zgadzam się. To sa istotnie zalety kupna. Ale z drugiej strony nie musisz się
                    martwić, czy dom się nie rozsypie (jak piszesz poniżej) i innymi zmartwieniami
                    właściciela.

                    > podoba itp. Ponadto jest ryzyko np. w moich wyliczeniach że dożyjesz więcej niż
                    > 80 lat. Wtedy wynajmując zostajesz z niczym, a mając mieszkanie bierzesz
                    > reversal mortgage i wesołe jest życie staruszka!

                    No wiesz. Pomijając te "opportunity costs", to nawet jednak 80-latek może sobie
                    wziąć kredyt na zastaw domu albo sprzedać i żyć z odsetek, więc te "opportunity
                    costs" są bardzo wazne w całym tym rachunku. Jednak ten, kto wynajmował i
                    zaoszczędzone pieniądze inwestował będzie miał też niezłą sumke po 55 latach.

                    > Polsce banki nie oferują, ale kwestia czasu.

                    Wydaje mi się, ze już oferują, ale nie są jeszcze (na szczeście) bardzo popularne.

                    > (to nie żart). Ale - co go to obchodzi? Wynajmie sobie gdzie indziej. Właścicie
                    > l
                    > mieszkania ma o wiele więcej do stracenia...
                    >

                    Już wolałbym, żeby mi się rozpadło mieszkanie i zawaliło na kogoś niż na mnie ;)
                    • Gość: Est-ymator Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.chello.pl 06.08.06, 15:23
                      Zgadzam się z toba Poszi, ze obecnie jedynym czynnikiem usprawiedliwiającym
                      cenę jest wiara w ich dalszy wzrost.
                      Mówiąc ekonomicznie present value mieszkania jest ujemna (ekonomiczny zysk z
                      wynajmu), future value jest większa niz ekonomiczna warotść mieszkania, a to
                      świadczy tylko o bańce.
                    • wegorkie2 Re: Ja juz nie mam wątpliwości 06.08.06, 15:55
                      > Szczerze mówiąc wolę wyliczenie, jaki procent ceny mieszkania to koszt najmu:
                      > U Ciebie to:
                      > ((1700-550)*12-4000)/440000 = 2.6% (to 4000 w liczniku to remonty na rok,
                      > których nie musisz pokrywac, bo robi to właściciel)
                      > To mało, to dużo mniej niż obecne rekordowo niskie stopy procentowe.

                      Robisz błąd - tak jak zresztą wszyscy, łącznie z "analitykami" w Gazecie
                      Wyborczej. Stopy procentowe zawierają w sobie inflację (na bonach zostaje Ci
                      wartość nominalna). Rentowność najmu nie zawiera inflacji, bo sama nieruchomość
                      ją niweluje. Zatem rentowność najmu porównuj z różnicą w stopach i inflacji.

                      Niemniej jednak, ja na przykład, zamiast inwestować w nieruchomości, powoli
                      kupuję akcje firmy, która ma forward P/E około 16, czyli wg Twoich procentów to
                      będzie 6,2% (dwa razy większy zysk niż z wynajmu mieszkania), średnio w ciągu 4
                      ostatnich lat miała 3,5% (a były to chude lata ogólnie), w ciągu 5 ostatnich lat
                      nigdy nie miała strat - nie dziwne bo ma zapewniony zbyt na produkty - jest
                      praktycznie monopolistą - zadłużenie do aktywów ma 20% więc podwyżki stóp
                      procentowych niewiele ją obchodzą (jest minimalnie zadłużona). I co - kupuję
                      sobie akcje i tylko patrzę co roku jak spływają zyski i ewentualnie dywidendy a
                      nie muszę latać, remontować mieszkanie, szukać najemców, dzwonić i prosić się
                      aby raczyli zapłacić, martwić czy mi pralki nie zniszczyli albo nie zalali
                      mieszkania sąsiadom, już nie mówiąc o gęsiej skórce przy otrzymywaniu
                      korespondencji z banku tudzież przy wiadomościach ekonomicznych na temat
                      kolejnej podwyżki stóp.

                      Ale... co kto lubi.
                      • poszi Re: Ja juz nie mam wątpliwości 06.08.06, 16:31
                        > Robisz błąd - tak jak zresztą wszyscy, łącznie z "analitykami" w Gazecie
                        > Wyborczej. Stopy procentowe zawierają w sobie inflację (na bonach zostaje Ci
                        > wartość nominalna). Rentowność najmu nie zawiera inflacji, bo sama nieruchomość
                        > ją niweluje. Zatem rentowność najmu porównuj z różnicą w stopach i inflacji.

                        Tak, ale inflacja (przynajmniej oficjalna) jest znikoma. 2.6% to dostaniesz na
                        bonach nawet po odjęciu inflacji. Poza tym chodziło mi o porównanie z akcjami.
                        Tam też chodzi o zysk realny, bo po uzględnieniu amortyzacji (która jest
                        uwzgledniana w zysku) wartość majątku firmy też rośnie z inflacją.

      • poszi Re: Ja juz nie mam wątpliwości 05.08.06, 16:33
        Amarezie,

        Nie przedstawiasz żadnych kontrargumentów oprócz ataku "ad hominem". W dodatku
        nie potrafisz w spokoju przeczytać, co Est-ymator napisał, bo jak czytając
        wypowiedź Est-ymatora:

        "P.S.2.Zauwazyłem że podczas ostatnich spadków na gieldzie ostro w dół idą akcje
        banków, czyżby obawy o pogroszenie jakości portfela kredytowego?"

        można zrozumieć to:

        "już do statusu obłakania bo argumenty twoje przemawiają już chyba za
        hospitalizacją cyt"akce banków rosną" czyli argument że pogarsza się portfel
        kredytowy czyli gdzieś w tym można się doszukać spadku cen mieszkań - chore!!!!"?

        Nie wiem, czy to nic innego niż przejaw zacietrzewienia. Nikt nie jest
        obiektywny. Każdy widzi sytuacje swoimi oczyma, ale od tego jest dyskusja, żeby
        wymieniać się argumentami, a nie inwektywami. Powinieneś wiedzieć, że też nie
        jesteś obiektywny (jak wszyscy) i wysłuchanie argumentów drugiej strony, to
        możliwość zobaczenia czegoś z innej perspektywy. Ja, mimo że jestem
        "niedźwiedziem" z chętnie czytam argumenty "byków", bo chcę wiedzieć, co myślą
        inni.

        A czy ta dyskusja jest ta temat? Nie ma forum "rynek mieszkaniowy w Warszawie" i
        forum "Deweloperzy:Warszawa" to najbliższe z możliwych.
        • Gość: Est-ymator Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.chello.pl 05.08.06, 16:46
          Też nie rozumiem tego zacietrzewienia i głuchoty na argumenty. Co do ludzi,
          któryz myślą, że zrobili interes życia biorąc trzeci kredyt na mieszkanie to
          opowiem pewną anegotkę:
          Otóż pod koniec bańki internetowej Roman Kluska sprzedał swój udział w
          Optimusie do ITI za 260 PLN za akcje (Optimus chodził wówczas po 300). Wszyscy
          na rynku mówili, ze idiota z niego, bo rynek IT się dynamicznie rozwija i firma
          bedzie na pewno za 5 lat warta 2 razy więcej niż byla wówczas. Co działo się
          dalej? Akcje Optimusa w ciągu roku spadły z 300 do 50 złotych, a ITI nie zdołał
          odzyskać tego co załadował w Optimusa (czyli rónież w Onet) do teraz.

          Mądrzy ludzie zrozumieją ten post, głupi powiedzą, że akcje to nie
          nieruchomości.
          • Gość: Amarez Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.aster.pl / *.aster.pl 05.08.06, 19:21
            A ja Ci powiem że akcje to nie nieruchomości!!! w majy WIG20 spadł o 20% a
            nieruchomości w tym czasie szły w górę.
            2. Żaden z Ciebie myśliciel analityczny, nikt nie przywidział tak dużej korekty
            w maju a nikt nie przewidział w ostatnum tygodniu kolejnych rekordów, więc
            zbastujcie już z wpływami mrzawki na Bahamach na rozwojem cegielń w Polsce.
            • Gość: Est-ymator Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.chello.pl 05.08.06, 19:47
              > 2. Żaden z Ciebie myśliciel analityczny, nikt nie przywidział tak dużej
              korekty
              > w maju a nikt nie przewidział w ostatnum tygodniu kolejnych rekordów, więc
              > zbastujcie już z wpływami mrzawki na Bahamach na rozwojem cegielń w Polsce.

              W pażdzerniku kupiłem fundusze agresywne (nie mam za bardzo czasu, aby
              wyszukiwać pojedyńcze akcje)i sprzedałem je w połowie kwietnia (trochę za
              wcześnie) kasując 30% zysku. W czerwcu odkupiłem fundusze po cenie 10% niższej
              niż sprzedawałem i wyrzuciłem je w ubiegłym tygodniu (moze znowu za wcześnie-
              około 10% zysku).

              Naprawde już nie mam ochoty prowadzić tego pimponga.
              • Gość: quba Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.crowley.pl 07.08.06, 17:07
                Estymator - pokazujesz wyłącznie jednostkowe transakcje w bardzo krótkich
                okresach czasu. Wiem, że taka jest natura forum, że robi się szybko groch z
                kapustą ale co tak naprawdę chcesz oceniać? Rynek nieruchomości? Ale który? Dla
                Polski, Warszawy, Kielc, Tarchomina, Bródna....????? Domy, mieszkania, bloki z
                lat 70-tych, kamienice z lat 30-tych....????? Apartamenty, kawalerki????

                Temat był w sumie ciekawy i rzeczywiście można o nim trochę pospekulować ale
                najpierw trzeba wiedzieć o czym się pisze. Panowie piszecie na takim stopniu
                ogólności, że można uzasadnić kompletnie wszystko co się chce. Chyba, że nie
                zrozumiałem tematu i nie o to chodzi żeby konkretnie coś przeanalizować, tylko
                tak powymieniać posty, bo nie ma nic ciekawszego do roboty. Jeśli to drugie to
                sorry, że się wtrącam.
            • poszi Re: Ja juz nie mam wątpliwości 05.08.06, 20:22
              > A ja Ci powiem że akcje to nie nieruchomości!!!

              Oczywiście, ze nie. Ale jedno i drugie rządzi się tymi samymi prawami.

              Zacytuje ostatni akapit z The Econommist, w którym po raz kolejny piszą o ryzyku
              pęknięcia bańki spekulacyjnej:

              www.economist.com/world/britain/displaystory.cfm?story_id=7117985
              "Najbardziej przerażającym zwrotem w finasowym leksykonie jest to, że tym razem
              jest inaczej. To zdanie, ulubione przez piewców boomu, było popularne w czasie
              boomu internetowego. Pozostaje równie podejrzane, gdy zastosuje się je do rynku
              nieruchomości, który jest dziś niepokojąco optymistycznie wyceniony". [priced to
              perfection oznacza cenę, która skonsumowała dobrą sytuację w przyszłości]

              • Gość: Amarez Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.08.06, 01:25
                Szczerze powiem: waszą pasją jest ekonomia, moją też. Ostatnio rozmawiałem z
                wujkiem (normalny człowiek z psychiki również), miało to miejsce na ogródkach
                działkowych na Paluchu w Wawie i zauważyłem u niego pewną fascynację wszelkiego
                rodzaju pomysłami jak przebudować slamsowatą altene aby dało się conajwyżej w
                niej przebywać podczas deszczu i doszedłem do wniosku, że nie rozum kieruje
                człowiekiem tylko jego fascynacje. Uważam że Est-ymator i Poszi na kanwie
                swojego hobby widzą pewne rzeczy podwójnie/potrójnie zresztą każdy kto coś
                stracił to 2x na przyszłość przemyśli - to jest już przezorność chorobliwa -
                stąd te wszystkie wywody - jak człowiek wiecznie siedzi na szpikulcu
                przeglądajać notowania to już ma skutki uboczne i doszukuje się zagrożeń,
                dlatego właśnie Stalin wykosił swoją kadrę oficerską. Boję się że susza w tym
                roku może spowodować spadek cen mieszkań, ponieważ susza spowoduje infleację i
                rada podwyższy stopy co spowoduje mniejszy popyt na rynku. Mam propozycję:
                Niech każdy uzna sierpień jako punktem odniesienia (chodż późnym) i od dziś
                badajmy rynek, będzie to długo trwało ale się przekonamy jak będzie się
                kształtował rynek za rok, dwa i pogadamy po tym okresie - mędrców u nas
                dostatek, którzy torzą teorie ale problem tkwi w tym że jak ich ta teoria
                interesuje to od praktyki trzymają się najdalej jak to możliwe.
                Ten wątek sobie zapiszę i zacytuję go w odpowiednim czasie tym bardziej kiedy w
                Warszawie średnia cena mieszkań będzie wynosiła 10K za metr a znajdzie się
                jakiś gość co będzie mówił że Economist twierdzi że bańka jest nabrzmiała że
                ehh - na marginesie z Economist aż tak gó.. wiedzą że szkoda słów - to jest aż
                porażające jak demagogia pism kieruje zachowaniami graczy.
                • Gość: nielaik Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.selfip.net / *.internetdsl.tpnet.pl 06.08.06, 06:42
                  Gość który pisze ze jego pasją jest ekonomia, a jednocześnie potrafi napisać
                  że ceny zdrożały to laik. Jeżeli laik sadzi posty na cały ekran i nawołuje
                  innych (do tego nie laików) do milczenia to bufon. Almarez dobry ekonomista,
                  analityk, finansista to nie ten z którym wiekszość sie zgadza. Wręcz
                  odwrotnie. Ale najwazniejszym dla mnie kryterium oceny jest jak piszą , jak
                  argumentują. Almarezie wysil sie, zmień styl albo skróć swoją pisaninę bo Twój
                  duży post znaczy tylko że sie nie zgadzasz, prawie nic wiecej.
                  • Gość: Amarez Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.08.06, 10:01
                    Moje posty nawołują po opamiętania w analizie pierdół które się się dzieją na
                    świecie i niby mają jakiś mieć wpływ w Polsce. Jak w Polsce trudno znaleść
                    jakiegoś argumenty na jakąś tendencję to już się znajduje na Seszelach. Ktoś to
                    wymyśla ma jakieś czarne wizje
                    • Gość: nielaik Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.selfip.net / *.internetdsl.tpnet.pl 06.08.06, 12:39
                      I w tym jednym jedynym się z Tobą zgadzam ale polski rynek nieruchomości
                      dopiero sie rodzi, rodzą sie dopiero jego analizy, więc pozwól bioracym sie
                      za to stanąć na nogi. Do tego potrzeba jakiegos forum konfrontacji i wymiany
                      poglądów. Zwłaszcza że poprzez net pomija sie granice i poszerza pole
                      konfrontacji (wydaje mi sie ze nie wszyscy pisza z kraju).
                      Rzuca się tu w oczy czasem zbyt duze w obecnych, polskich warunkach
                      nawiazywanie do rynku akcji i techniczne analizowanie r.nieruchomości przez
                      forumowiczów, a za małe uwzglednianie fundamentów i statystyki (np. analiz
                      kupujących , analiz sprzedawanych mieszkań wg różnych kryteriów itp.). Ale
                      licze że będzie tego coraz więcej, że moze i GUS zrobi swoja robotę, bo nikt
                      sam sobie danych nie zbierze.
                      Natomiast wśród czytających i krytykujących widzę zbyt często brak wiedzy
                      makroekonomicznej (stopy procentowe, czynniki rozwoju gospodarczego itp).
                      Posumowując, zdecydowanie wolę jak ktoś się wysili i przeprowadzi jakiś wywód
                      logiczny a nie tylko zjedzie od góry do dołu.
                      Zwrócenie uwagi na brak wpływu machniecia skrzydełkiem przez motyla w Azji na
                      ceny nieruchomości nad Wisłą moze byc zrobione dużo lepiej.
                    • wegorkie2 Re: Ja juz nie mam wątpliwości 06.08.06, 13:58
                      > Jak w Polsce trudno znaleść
                      > jakiegoś argumenty na jakąś tendencję to już się znajduje na Seszelach.

                      Czyli Amarez rozumiem że jeżeli ktoś mówi że w Polsce zdrożeje bo w Hiszpanii
                      jest drożej, to uważasz go za kretyna, zgadza się? Bo nie potrafi analizować
                      Polski i zajmuje się Hiszpanią.

                      No to mnie zaskoczyłeś :-)
                      • poszi Re: Ja juz nie mam wątpliwości 06.08.06, 15:18
                        > Czyli Amarez rozumiem że jeżeli ktoś mówi że w Polsce zdrożeje bo w Hiszpanii
                        > jest drożej, to uważasz go za kretyna, zgadza się? Bo nie potrafi analizować
                        > Polski i zajmuje się Hiszpanią.

                        W istocie! Jeden z głównych argumentów byków, to przykład tego, jak wzrosły ceny
                        w Hiszpanii i Irlandii oraz drugi ulubiony, to "gonienie Europy" (selektywne
                        jednak: gonimy Londyn, ale Berlina ani Brukseli już nie). Jedno i drugie
                        zakłada, że obecna sytuacja na Zachodzie jest "normalna", gdy tymczasem nie jest.
                • poszi Re: Ja juz nie mam wątpliwości 06.08.06, 06:56
                  > Niech każdy uzna sierpień jako punktem odniesienia (chodż późnym) i od dziś
                  > badajmy rynek, będzie to długo trwało ale się przekonamy jak będzie się
                  > kształtował rynek za rok, dwa i pogadamy po tym okresie

                  Zgoda. Ale pogadamy za 3 do 5 lat. Nasz rynek jest trochę zapóźniony w stosunku
                  do świata i troche zajmie zanim się "zorientuje", że "król jest nagi". Poza tym
                  rynki nieruchomości są jak zwolniony film, więc "krach" to potrafi wiele lat
                  trwać, w czasie którego ceny się zaledwie powoli zsuwają. Poza tym będziemy
                  porównywać ceny skorygowane o inflację (to zresztą rozsądne założenie biorąc pod
                  uwage, że osoba wstrzymująca się z zakupem zarobi odsetki od depozytu). Gdyby
                  nie daj Boże zrobiła się spora inflacja, to nie ma szans, żeby ceny nominalnie
                  spadły więcej niż symbolicznie, podczas gdy realnie to mogłaby być "masakra".

                  > ehh - na marginesie z Economist aż tak gó.. wiedzą że szkoda słów - to jest aż
                  > porażające jak demagogia pism kieruje zachowaniami graczy.

                  Demagogia!? The Economist? Chyba nigdy nie czytałeś, bo to jedno z nielicznych
                  pism, które jest dalekie od demagogii i konsekwentnie promuje klasyczny
                  liberalizm. Demagogię to uprawiaja pseudoanalitycy w Wyborczej. Zresztą jak The
                  Economist może kierować zachowaniem graczy, jeśli jak na razie rynek ich nie
                  "słucha"?

                  I niecenzuralne zwroty na temat ich kompetencji? Radzę mieć do nich więcej
                  szacunku. 23 marca 2000 roku u progu pryśnięcia bańki internetowej (wtedy trzeba
                  było mieć odwagę, żeby tak pisać, kiedy NASDAQ wynosił blisko 5000 punktów)
                  opublikowano taką recenzję słynnej już dzisiaj książki Roberta Shillera
                  "Irrational Exuberance":

                  www.theelectroniceconomist.com/displaystory.cfm?story_id=E1_PPTGGQ&CFID=89073731&CFTOKEN=278a156-b716af95-62c8-434b-8da3-51f0eada4eba
                  Ten artykuł jest przedrukowany w całości tutaj:

                  cowles.econ.yale.edu/news/shiller/rjs_00-03-25_econ_bubble.htm
                  Przypomnę, że NASDAQ osiagnął rekord 10 marca, po czym nastąpiła krótka
                  "korekta" i 24 oraz 27 marca po raz ostatni przekroczył ponownie na krótko 5000
                  punktów. Reszta jest historią.

                  Ponieważ lubię cytaty z The Economist (pomijając treść, podoba mi się też ich
                  styl pisania), podam też ten z ostatniego akapitu tego artykułu powyżej:

                  "Szkoda, że książka [Irrational Exuberance] kierowana jest raczej do osób, które
                  już uważają, że rynek jest przewartościowany, niż do tych, którzy zostali
                  zbałamuceni przez taką czy inna teoryjkę, że obecne ceny na rynku mają sens. Być
                  może Shiller uważa, że tych ludzi i tak nie da się przekonać przy pomocy
                  racjonalnych argumentów. Niestety całkiem możliwe, że ma rację."

                  Swoją drogą Robert Shiller en.wikipedia.org/wiki/Robert_Shiller wydał
                  niedawno drugie wydanie swojej książki, w której zamieninił "NASDAQ" na "rynek
                  nieruchomości" i twierdzi, że sytuacja jest niemal identyczna (oczywiście
                  spłycam, że zamienił tylko słowa, bowiem przeprowadził całą analize na nowo).
                  Warto przynajmniej się zastanowić nad słowami kogoś, kto poprzednio nie mylił
                  się ni trochę. I to nie na podstawie jakiegoś przeczucia czy analogii, ale
                  porządnej analizy.
                  • wegorkie2 Re: Ja juz nie mam wątpliwości 06.08.06, 12:20
                    > Zgoda. Ale pogadamy za 3 do 5 lat. Nasz rynek jest trochę zapóźniony w stosunku
                    > do świata i troche zajmie zanim się "zorientuje", że "król jest nagi". Poza tym
                    > rynki nieruchomości są jak zwolniony film, więc "krach" to potrafi wiele lat
                    > trwać, w czasie którego ceny się zaledwie powoli zsuwają. Poza tym będziemy
                    > porównywać ceny skorygowane o inflację (to zresztą rozsądne założenie biorąc po
                    > d
                    > uwage, że osoba wstrzymująca się z zakupem zarobi odsetki od depozytu). Gdyby
                    > nie daj Boże zrobiła się spora inflacja, to nie ma szans, żeby ceny nominalnie
                    > spadły więcej niż symbolicznie, podczas gdy realnie to mogłaby być "masakra".

                    Utworzyłem do tego wątek "dla potomnych". Co jakiś czas będę dopisywał
                    informacje o aktualnych cenach i sentymencie. Jeśli nieruchomości to bąbel
                    spekulacyjny, to będzie to dobry materiał dla socjologów i badaczy rynku.

                    Jeśli inflacja będzie spora to wierzę że zniweluje ją cena złota, dlatego w
                    wątku tym podaję ceny nieruchomości wyrażone w złocie. Oczywiście mogę nie mieć
                    racji, ale patrząc na to co się dzieje na świecie boję się że może nasz czekać
                    duża inflacja lub deflacja - w zależności od decyzji banków centralnych.
                • wegorkie2 Re: Ja juz nie mam wątpliwości 06.08.06, 12:13
                  > Niech każdy uzna sierpień jako punktem odniesienia (chodż późnym) i od dziś
                  > badajmy rynek, będzie to długo trwało ale się przekonamy jak będzie się
                  > kształtował rynek za rok, dwa i pogadamy po tym okresie - mędrców u nas

                  Ja już to rozpocząłem - wątek "dla potomnych" - podsumowuję tam aktualne ceny
                  wyrażone w złocie (aby nie być zmylonym przez ewentualny wybuch inflacyjny który
                  uważam ze może nastąpic), dopiszę tam kolejny post po publikacji cen w Warszawie
                  i na świecie jakie były w lipcu.
                  • Gość: Est-ymator Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.chello.pl 06.08.06, 12:57
                    Może lepiej zamiast wyrażać ceny m2 w złocie wyraźmy je w stosunku:
                    (średnie zarobki w danym regionie-np. w Warszawie)/cena m2 - pozwoli to
                    uwzględnić inflację oraz tak naprawdę pokaże, kiedy był, bądź będzie najlepszy
                    moment na kupno mieszkania.

                    Co wy na to?
                    • wegorkie2 Re: Ja juz nie mam wątpliwości 06.08.06, 13:57
                      Dla mnie lepszym miernikiem jest złoto niż zarobki. Ale jak ktoś chce to może
                      dopisywać w odniesieniu do zarobków nie mam nic przeciwko.
                      • Gość: Est-ymator Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.chello.pl 06.08.06, 14:29
                        Problem jest w tym, ze złoto również podlega silnym ruchom spekulacyjnym, a
                        płace nie.
    • Gość: Amarez Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.08.06, 16:00
      Generlanie powinniśmy sobie zobaczyć ceny w Moskwie mimo średnich niższych
      zarobków niż w Warszawie. Jeśli sytuacja na Zachodzie może mieć jakieś odbicie
      w Polsce to u nas powinien być wzrost PKB max do 2-3%. Tym się różnimy od
      Zachodu i ich giełd że jesteśmy krajem rozwijającym się + duży deficyt
      mieszkań - których nie ma nigdzie w Europie. Można powiedzieć że mamy również
      bańkę spekulacyjną na rynku paliw - czy ktoś się spodziewa spadku cen ropy?
      przecież już coraz więcej samochodów jest hybrydowych czy na gaz + dochodzi
      paliwo z upraw rzepaku. Głupi przykład ale ma coś w sobie
      • wegorkie2 Re: Ja juz nie mam wątpliwości 06.08.06, 16:09
        Amarez Ty ciągle o tych Seszelach ;-)
      • poszi Re: Ja juz nie mam wątpliwości 06.08.06, 16:38
        > Generlanie powinniśmy sobie zobaczyć ceny w Moskwie mimo średnich niższych
        > zarobków niż w Warszawie.

        A dlaczego nie Praga, Budapeszt, Bratysława, Wilno, Ryga czy Tallin, gdzie jest
        taniej? Obudź mnie, jak w Polsce odkryją takie złoża ropy, jak w Rosji, to
        pogadamy. A zresztą mieliśmy nie porównywać, prawda? Czy też porównywanie do
        miejsc, gdzie jest drożej jest OK, a do miejsc, gdzie jest taniej nie?

        > w Polsce to u nas powinien być wzrost PKB max do 2-3%. Tym się różnimy od
        > Zachodu i ich giełd że jesteśmy krajem rozwijającym się + duży deficyt
        > mieszkań - których nie ma nigdzie w Europie.

        Już wiele razy to pisałem, że ceny w Polsce zawierają taką premię (taka premia
        to już była zresztą w 2004/2005 roku). Skoro ceny w Polsce są w stosunku do
        zarobków wyższe niż na Zachodzie (które to ceny są tam zresztą rekordowo
        wysokie), to nasz proces konwergencji z Zachodem (jeśli wszystko będzie bez
        żadnych zakłóceń) będzie oznaczał, że ceny mieszkań powinny rosnąć średnio
        WOLNIEJ niż zarobki. Zatem w najbardziej optymistycznym przypadku (niezakłócony
        rozwój gospodarczy kraju, wysokie ceny na Zachodzie, niskie stopy procentowe)
        mieszkania nie spadną, ale też wzrosną niewiele, mniej niż inne inwestycje. A
        nie będę już pisał, jak bardzo prawdopodobne uważam spełnienie się jednocześnie
        wszystkich pozytywnych scenariuszy, bo znowu napiszesz, ze jestem czarnowidzem,
        jak Stalin ;)

        > bańkę spekulacyjną na rynku paliw - czy ktoś się spodziewa spadku cen ropy?
        > przecież już coraz więcej samochodów jest hybrydowych czy na gaz + dochodzi
        > paliwo z upraw rzepaku. Głupi przykład ale ma coś w sobie

        Zapomniałeś zauważyć, że ze wzgledu na boom w krajach rozwijających się (w
        szczegolności w Chinach) zużycie ropy jest największe w historii. Z drugiej
        strony rezerwy łatwo dostępnej ropy się powoli wyczerpują i możliwości wzrostu
        podaży są ograniczone. W cenie ropy to moze jest sporo spekulacji, ale sporo
        fundamentów.

        Mam wrażenie, że starasz się wmówić, że uważam, ze ceny mieszkań, to czysta
        spekulacja i ze gdyby nie ona, to za maks 1000 zł/m2 można byłoby je kupić. Nie.
        Uważam, ze część wysokich mieszkań ma podstawy fundamentalne. Ale to się
        oderwało od fundamentów gdzieś w 2004 roku i teraz to już jest tylko balon.
      • Gość: Est-ymator Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: *.chello.pl 06.08.06, 17:07
        A co powiesz na to:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=106&w=42601537&a=42601537
        i to:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=106&w=42601537&a=44562312
        Sama Wola to ok. 5000 mieszkań, ktore zostaną rzucone na rynek w 2007 roku,
        Inflancka-ok 2000 mieszkań, 3 inwestycje koniec 2006-2007 rok
        do tego dochodzi Chełmska+Okopowa+Okolice Wilanowskiej + pojedyńcze inwestycje
        w centrum.
        +jeszcze Nowe Powiśle z 800 mieszkaniami.

        Nie liczę portu praskiego, który jest niepewny, ale moim zdaniem jeśli bedzie
        tam metro i dobra gospodarka wodna to jest najatrakcyjniego teren w mieście.

        W sumie wychodzi, że w granicach dawnej gminy centrum na rynek pójdzie ok.
        10000 nowych mieszkań w samym 2007 roku! Myślisz, że rynek chwyci to wszystko
        po cenie 10k/m2, bo ja tak nie uważam.
        • Gość: dix Re: Ja juz nie mam wątpliwości IP: 195.205.147.* 09.08.06, 12:24
          rynek nie chwyci wszystkiego po 10k/m2 ale coż z tego. 10 000 lokali to pryszcz
          dla rynku warszawskiego. poza tym wydaje mi się że na tym rynku jest naprawdę
          wielu ludzi zamożnych (bo niby taka bieda ale mieszkania do 6k/m2 idą jak
          woda). Sytuacja ekonomiczna społeczeństwa widać w warszawie nie najgorsza -
          bezrobocie 5%. Po co sprzedawać taniej jak nawet na tarchominach planuje się
          sprzedaż za 5k/m2 (tak, tak - info od deweloperów). A tam raczej zachodni
          inwestorzy nie kupują. I raczej wiele się nie zmieni póki rynek potrzeb się nie
          nasyci, a do tego daleko. Poza tym strach...nie kupisz teraz, to nie będzie cie
          za moment stać...i walka, licytacja. A Deweloperzy czują klimat. Bierz co jest,
          a wybrzydzać to będą mogły twoje wnuki.
          • est-ymator Re: Ja juz nie mam wątpliwości 09.08.06, 14:18
            Developerzy oczywiście zaoferują te mieszkania za średnio 9-10k/m2 ale sądze,
            że nie sprzedadzą wszystkiego na pniu i że będzie można z nimi negocjować.
            Zauważ, że w 2005 roku w całej Warszawie sprzedano 12k nowych mieszkań, więc
            10k mieszkań w centrum to chyba jednak nie taki pryszcz.
            • parr 2 artykuły 18.09.06, 11:13
              1)
              Marek Pryzmont z Parkietu:

              "Spragnionym prognoz jakiegoś mocniejszego ruchu odesłać mogę jedynie na rynek
              amerykański, gdzie ostatnio lawinę komentarzy sprowokował wykres przygotowany
              przez jednego z ekonomistów Merrill Lynch. Wykres prezentuje indeks S&P500 wraz
              z nałożonym na niego (przesuniętym o 12 miesięcy) indeksem nastrojów na rynku
              nieruchomości - NAHB - obliczanym na podstawie comiesięcznej ankiety (bieżących
              warunków i przyszłych oczekiwań) przeprowadzonej wśród członków The National
              Association of Home Builders. Wartość indeksu za sierpień spadła do poziomu
              najniższego od 15 lat i wyniosła 32 pkt, co w odniesieniu do szczytu z czerwca
              zeszłego roku (72 pkt.) jest najszybszym pogorszeniem nastrojów w 21-letniej
              historii tego indeksu. Odczyt za wrzesień poznamy w ten poniedziałek.
              WYKRES_NAHB_Housing_Market_Index

              Jak widać na wykresie, w ostatnich latach korelacja z indeksem jest bardzo
              silna. Za ostatnie prawie 10 lat wynosi aż 0,79. Co ciekawe, w poprzednich
              latach korelacja jest znacznie mniejsza. Czy chodzi więc tutaj o specyficzny
              dobór analizowanego okresu ? Nic z tych rzeczy. Po prostu w ostatnich latach
              wpływ koniunktury na rynku nieruchomości na całą amerykańską gospodarkę
              znacząco wzrósł. Z rynkiem nieruchomości powiązana jest większość sektorów
              gospodarki, a "efekt bogactwa" wynikający ze wzrostu cen nieruchomości napędzał
              wydatki konsumentów. Wystarczy powiedzieć, że szacuje się, iż ponad połowa
              wzrostu amerykańskiego PKB w ostatnich 5 latach wynikała właśnie z hossy na
              rynku nieruchomości. A ta zależność całej gospodarki od rynku nieruchomości z
              roku na rok rośnie.

              Wykres indeksu NAHB jasno pokazuje, że gdyby korelacja miała zostać zachowana,
              to wartość S&P500 w 2007 r. będzie o połowę niższa. Pod taką prognozą bym się
              dzisiaj nie podpisał, ale powinno to uświadomić inwestorom skalę problemu
              związanego z nieruchomościami w USA.

              Oczywiście nie chodzi tutaj tylko o jeden wykres, gdyż jeśli prześledzimy
              ostatnie 10 przypadków dekoniunktury na amerykańskim rynku nieruchomości, to aż
              w 7 przypadkach wyprzedzały one recesję w gospodarce o około 20 miesięcy. W
              pozostałych trzech przypadkach około 12 miesięcy po wyznaczeniu szczytu na
              rynku nieruchomości dochodziło do wyraźnego spowolnienia wzrostu gospodarczego.
              Nikt nie ma wątpliwości, że spekulacyjny balon na rynku nieruchomości w 2006 r.
              został przekuty (szczyt został wyznaczony) i w związku z tym należy teraz
              zapytać, nie czy przełoży się to na spowolnienie gospodarcze, ale o to, czy pod
              koniec przyszłego roku nie będziemy z tego powodu oglądać recesji w USA ?"

              2)
              W dzisiejszym papierowym Parkiecie jest krótki artykuł jak polskie banki
              liberalizują zdolność kredytową.Zdolnosć kredytowa od lipca do wrzesnia wzrosła
              w kilku bankach o ponad 25%.
              • parr Re: 2 artykuły 18.09.06, 11:14
                Cały artykuł Pryzmonta:

                www.parkiet.com/futures/index.jsp?co=&idn=457185
                Warto zobaczyć ten wykres.
                • poszi Poprawiony link 18.09.06, 14:56
                  Artykuł jest tutaj:

                  www.parkiet.com/weekend/index.jsp?idn=457184
                  A sam wykres tu:

                  www.parkiet.com/futures/gif/WYKRES_NAHB_Housing_Market_Index20060917.gif
                  Index NAHB to wskaźnik nastrojów amerykańskich deweloperów. Ostatnie dane i
                  bardziej szczegółowy opis ostatniego odczytu wskaźnika można przeczytać tutaj:

                  www.nahb.org/news_details.aspx?sectionID=148&newsID=3074
                  Widziałem już wcześniej ten wykres korelujący S&P z przesuniętym NAHB i wygląda
                  to niesamowicie zgodnie, ale przypadki się zdarzają. Tym niemniej wpływ
                  pogorszenia koniunktury w budownictwie na całą gospodarkę jest niewątpliwy i
                  tylko skala jest nieznana. Optymiści w USA twierdzą, ze nastąpi tylko niewielkie
                  spowolnienie i inwestycje przedsiebiorstw zamortyzują ochłodzenie w budownictwie
                  mieszkaniowym. Umiarkowani pesymiści mówią o zerowym wzroście i pewnym
                  ochłodzeniu na rynku mieszkaniowym, pesymiści zaś o recesji i dotkliwym kryzysie
                  mieszkaniowym. Są też nieliczni czarnowidze otrzegający przed czymś na miarę
                  Wielkiego Kryzysu jak w 1929 roku.
                  • wegorkie2 Re: Poprawiony link 18.09.06, 15:42
                    > Są też nieliczni czarnowidze otrzegający przed czymś na miarę
                    > Wielkiego Kryzysu jak w 1929 roku.

                    Niestety, moim zdaniem, Ci czarnowidze mają więcej argumentów za tym niż swój
                    nadnaturalny pesymizm. Co prawda bałbym się podpisać pod tego typu analizami
                    póki co, ale pewne fakty przemawiają do mnie na tyle mocno, że w swoich
                    inwestycjach jestem w tej chwili maksymalnie defensywny.
              • herox Re: 2 artykuły 18.09.06, 11:25
                Ad 1.
                USA się to należy, balon musiał kiedys pęknąć i zapewne kiedyś się to stanie.
                Niestety u nas balon nie rozpoczął pompowania, więc nie ma najmniejszego sensu
                przenosić tej sytuacji na nasz rynek. Wielw, wiele lat nieprzerwanych bardzo
                dynamicznych wzrostów może dopiero doprowadzić do delikatnego napompowania
                balonu, a kiedy ma szansę pęknąć? Chyba nigdy - bo jest twardy, taki jak Polak,
                który nigdy się nie poddaje. Chcą 8 tys/m2? Ok, zapłacę. Chcą 15 tys/m2? Ok,
                zapłacę. Zapłacę i 35 tys/m2 - bom człowiek twardy.

                Ad 2.
                Tak, jak pisałem już kiedyś, pokłady do zwiększania zdolności kredytowej i
                wartości kredytów są nieograniczone. Bo polski bankier, podobnie jak polski
                nabywca "mieszkanka" nie poddaje się nigdy, walczy do końca. W ogóle wyliczanie
                zdolności stanie się niedługo niepotrzebne, bo przecież klient będzie zarabiał
                na wzroście wartości nieruchomości i z tego wzrostu będzie pokrywał wartość
                raty kredytowej - sprytne co nie? Myślę, że niedługo taki produkt zostanie
                zaoferowany na rynku.
                • owix Re: 2 artykuły 18.09.06, 18:14
                  ad 1
                  > który nigdy się nie poddaje. Chcą 8 tys/m2? Ok, zapłacę. Chcą 15 tys/m2? Ok,
                  > zapłacę. Zapłacę i 35 tys/m2 - bom człowiek twardy.
                  35 tys. zł/m2 to wciąż bardzo okazyjna cena, wątpliwości mogą pojawić się
                  dopiero przy 57,31 tys. zł/m2 - reasumując rzeczywiście mamy duży potencjał
                  wzrostu

                  ad 2
                  podzielam Twoją opinię, banki w trosce o klienta i zapewnienie najlepszych
                  usług bankowych wprowadzą modyfikacje dotyczące kredytów hipotecznych. O dwóch
                  z nich słychać już :
                  a) hipoteczny pokojowy
                  po znalezieniu kilku chętnych na dany lokal, każdy dostaje kredyt na

                  • owix Re: 2 artykuły 18.09.06, 18:18
                    a) hipoteczny pokojowy
                    po znalezieniu kilku chętnych na dany lokal, każdy dostaje kredyt na
                    wybrany przez siebie pokój (czytaj m2) powiększony o udział w części
                    wspólnej tj. łazience, kuchni i wc
                    b) hipoteczny przyszłościowy
                    bank udziela kredytu uwzględniając przyszłe możliwe zarobki klienta - klient
                    mówi ile chciałby zarabiać i w jakim czasie zrobi kariierę. Przez pierwszy
                    okres kredytowania (5 - 15 lat) spłacane są tylko odsetki

                    biorąc pod uwagę powyższe nie ma możliwości, aby ceny mieszkań spadały...

                    • owix Re: 2 artykuły 18.09.06, 18:23
                      na poparcie ad 2)
                      artykuł z GW
                      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,3626269.html
                      wymowny jest końcowy akapit:
                      "Polska przestaje być krajem o nadzwyczaj niskich kosztach pracy. Wynagrodzenia
                      rosną i będą rosły w przyszłości. Praca jest towarem i wraz ze stopniowym
                      otwieraniem się unijnych rynków na polskich pracowników jej cena będzie się
                      stopniowo podnosiła, by po latach zrównać się z poziomem wynagrodzeń w innych
                      krajach wspólnoty. Tej tendencji nie da się zatrzymać, ale też nie należy jej
                      sztucznie przyspieszać, bo to odbiłoby się niekorzystnie i na sytuacji
                      pracowników, i na rozwoju gospodarczym Polski. "
              • herox Re: 2 artykuły 19.09.06, 13:27
                Warto dorzucić dzisiejszą informację:

                "Nawiązując do Weekendowej warto wrócić na chwilę do wczorajszej wieczornej
                publikacji indeksu nastroju na rynku nieruchomości. NAHB housing market index,
                która za lipiec zrewidowano do 33 pkt., ale okazuje się, że w sierpniu ocena
                kondycji i perspektyw dla rynku nieruchomości uległa dalszemu pogorszeniu.
                Indeks spadł do 30 pkt. (oczekiwano spadku do 31 pkt). Te dane sugerują co
                będzie w dalekiej przyszłości - za dalekiej, by wywoływać teraz reakcję
                inwestorów. Wszyscy zainteresowani kondycją rynku nieruchomości patrzeć będą
                dzisiaj na dane o 14:30 (Housing Starts i Building Permits)". MP
                • Gość: hj Re: 2 artykuły IP: *.acn.waw.pl 19.09.06, 20:36
                  www.parkiet.com/futures/index.jsp?co=&idn=457600
                  Jest gorzej niz zakladano

                  "Liczba wydanych pozwoleń na budowę domów miała spaść o niecały procent, a
                  faktycznie rozpoczętych budów o nieco ponad procent. Podano właśnie, że liczby
                  te zmieniły się odpowiednio o ... -3,5 % i -6 %. "
                  • hektor01 Re: 2 artykuły 19.09.06, 20:39
                    to gdzie są te wszystkie piękne inwestycje deweloperów? ciagle na papierze? oby
                    na tym papierze nie pozostały...
                    • poszi Re: 2 artykuły 19.09.06, 20:56
                      > to gdzie są te wszystkie piękne inwestycje deweloperów?

                      Spadek rozpoczętych budów ma miejsce w Stanach, nie w Warszawie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka