Gość: blebleble
IP: *.pkobp.pl
02.11.06, 15:12
Jak czytamy w Forbes dwa dni i dwie noce koczowali w kolejce amatorzy
mieszkań po kilkanaście tysięcy złotych za metr kwadratowy na Osiedlu Milonga
obok Pól Mokotowskich w Warszawie. Zrobili listę społeczną i wynajęli
profesjonalnych ochroniarzy. Byli tak zdeterminowani, że gdy wreszcie otwarto
blaszak, w którym podpisywano umowy, kupili mieszkania drożej, niż chcieli.
Jak analizuje sytuację Gazeta wygląda na to, że mamy do czynienia z bańką
spekulacyjną. Ceny mieszkań rosły ostatniu po kilka procent miesięcznie.
Padały rekord za rekordem. Jeszcze przed rokiem na rynku wtórnym mieszkanie
czekało na nabywcę średnio sześć miesięcy, teraz zaledwie kilkanaście dni.
Ludźmi, którzy kupują podczas gorączki spekulacyjnej, kieruje chciwość i
strach. Czy czeka nas teraz zjazd w dół czy raczej korekta i potem stateczny
wzrost cen o kilka procent rocznie - zadaje pytanie Forbes. Jak wynika z
dalszych analiz Gazety nagłego pęknięcia bańki raczej nie będzie. Aby pękła
bańka musiałoby zdarzyć się coś nadzwyczajnego. Na przykład kryzys walutowy.
Część kredytobiorców nie byłaby wówczas w stanie spłacać rat, w rezultacie na
rynku pojawiłoby się sporo mieszkań odebranych dłużnikom. W najbliższym
czasie spodziewana jest jednak dotkliwa korekta cen wynikająca z przegrzania
rynku. Mieszkania są już droższe od domów na obrzeżach miast, a to sytuacja
niespotykana nigdzie indziej w Europie. Zagraniczni inwestorzy zaczną
przenosić się do takich krajów jak Rumunia i Bułgaria, które hossę na rynku
mieszkaniowym mają jeszcze przed sobą. Wątpliwe jednak, by wizja pęknięcia
bańki spekulacyjnej zniechęciła dziś kogokolwiek do zakupu mieszkania czy
domu. Dla nabywców to nadal czysty zysk, którego ryzyko wydaje się odległe i
iluzoryczne - kończy dywagacje Forbes.
źródło : Forbes