Dodaj do ulubionych

ceny mieszkan wydrapia chmury

IP: *.warszawa.dialog.net.pl 08.05.07, 22:20
www.cxo.pl/news/108807.html---------------------------------------------------
Ponizej najciekawszy fragment - jak to oceniacie? Gdzie jest w koncu taniej: w
Warszawie czy w Londynie????????????


Za punkt odniesienia dla rozwoju polskiego rynku nieruchomości, autorzy
raportu wybrali Londyn. Obecnie średnia cena metra kwadratowego kształtuje się
tam w granicach 10 tysięcy funtów (w eleganckich dzielnicach takich jak
Kensington i Chelsea, czy City of Westminster wynosi ona nawet 15 tysięcy
funtów, a z kolei na obrzeżach Londynu około 7 tysięcy). Od 3 lat relacja
średnich zarobków do ceny metra kwadratowego unormowała się w przedziale od
0,32 do 0,35.

Przyjmując ten właśnie punkt - 0,35, jako relację średnich zarobków do ceny
metra kwadratowego - za graniczny dla wzrostu cen w Warszawie, dalszy wzrost
cen w Warszawie może wynieść 40% (dla aktualnego poziomu zamożności
społeczeństwa). Dodatkowo poziom cen powinien rosnąć wraz ze wzrostem
zamożności i zarobków mieszkańców Warszawy. Zakładając zatem, że średnioroczny
ich wzrost wyniesie 6% oraz, że proces dojścia wskaźnika siły nabywczej do
poziomu 0,35 zajmie 3 lata, całkowity wzrost cen mieszkań w tym okresie
powinien wynieść aż 60%. Średnia cena na koniec 2007 sięgnełaby zatem 9 tys.
zł za m2, natomiast w roku 2010 powinna wynieść około 12 tys. za m2 (obecnie
średnia cena m2 to 7,5 tys. zł). Osiągnięcie takich cen w Warszawie analitycy
CEE Property Group uznają za bardzo prawdopodobne, ponieważ już pod koniec ub.
roku np. cena metra kwadratowego w Śródmieściu wynosiła 15 tys. złotych.
Obserwuj wątek
    • poszi Nachalność pseudoanalityków sięgnęła chmur 08.05.07, 22:31
      > Za punkt odniesienia dla rozwoju polskiego rynku nieruchomości, autorzy
      > raportu wybrali Londyn. Obecnie średnia cena metra kwadratowego kształtuje się
      > tam w granicach 10 tysięcy funtów

      > Od 3 lat relacja
      > średnich zarobków do ceny metra kwadratowego unormowała się w przedziale od
      > 0,32 do 0,35.


      Już to było dyskutowane i to jest wierutne kłamstwo.

      Powtórze się już po raz kolejny.

      W Londynie średnia cena to

      3582 £/m2

      Źródło:

      www.home.co.uk/guides/news/tmc.htm?9627
      Średnia płaca

      34777£/rok

      www.london-first.co.uk/improving_london/sustainabledevelopment.asp?L2=85
      Czyli miesięczna płaca kupuje 0,81 m2, a nie 0,33-0,35 m2. I to w szczycie
      najwiekszej bańki w historii, kiedy ceny w stosunku do zarobków sa rekordowo
      drogie.

      Pseudoanalitycy naganiacze fałszują dane, a głupawe pismaki to przedrukowywują.

      > Przyjmując ten właśnie punkt - 0,35, jako relację średnich zarobków do ceny
      > metra kwadratowego - za graniczny dla wzrostu cen w Warszawie, dalszy wzrost
      > cen w Warszawie może wynieść 40%

      A teraz przy użyciu poprawnych danych:

      Przyjmując ten właśnie punkt 0,81 jako relację średnich zarobków do ceny metra
      kwadratowego, spadek cen w Warszawie może wynieść 40%.
      • Gość: mob Re: Nachalność pseudoanalityków sięgnęła chmur IP: *.chello.pl 08.05.07, 22:43
        Poszi, apropos tytulu, nie zapominaj ze piszesz tez o sobie.
        Ja tez moge sie zabawic w nachalnego pseudoanalityka i stwierdzic ze ten
        wskaznik bedzie dazyl do londynskiego przez bogacenie sie naszego spoleczenstwa
        a nie obnizke cen mieszkan - co oczywiscie mozesz uznac za nachalnosc ale nie
        jest mniej rozsadne od wieszczenia spadkow
        • hektor01 Re: Nachalność pseudoanalityków sięgnęła chmur 08.05.07, 22:49
          Ha! I to jest własśnie ta róznica. "Analitków" w RedNet, CEE czy oferty.net
          czynią tytuły kórymi sie posługują, natomiast Posziego analitykiem uczynili
          własnie sami czytelnicy jego opini. Tytuł analityka został przyznany w
          spontaniczny i demokratyczny sposób. Czapki z głów Panowie!
          • Gość: jarek Re: Nachalność pseudoanalityków sięgnęła chmur IP: *.wro.vectranet.pl 08.05.07, 23:01
            w pełni sie zgadzam ,poszi jest niesamowity .
            • Gość: R Demografia IP: *.belf.cable.ntl.com 14.05.07, 20:52
              Czy ktos w tym szanownym towarzystwie bierze pod uwage demografie? Ludzi w
              Polsce ubywa (w Warszawie tez bedzie ubywac), mamy fatalna infrastukture bez
              widokow na zmiany a poza tym mowimy w egzotycznym jezyku, ktorego nikt nie
              bedzie chcial sie uczyc. Natomiast ludzi w UK ciagle przybywa (wyzszy przyrost
              niz w Polsce + emigracja) nie mowiac o Londynie, o niebo lepsza infrastruktura +
              o wiele lepszy system prawny, mowia po angielsku, ktorgo to jezyka pol swiata
              chce sie uczyc, co napedza emigracje. Prosze nie przyrownywac wiecej Warszawy do
              Londynu z tymi beznadziejnymi wskaznikami bo sie nie dobrze robi, jak czlowiek
              to czyta.
        • Gość: thesopranos Re: Nachalność pseudoanalityków sięgnęła chmur IP: *.adsl.inetia.pl 08.05.07, 23:04
          > Ja tez moge sie zabawic w nachalnego pseudoanalityka i stwierdzic ze ten

          zawsze pozostaje kwestia moralnosci i etyki w poslugiwaniu sie argumentami - co
          prawda takie wartosci juz dawno sie spolaryzowaly i zdeaktualizowaly niestety co
          widac po naszej prasie... ale takie klamstwa w stylu "expertow" z CEE to upadek
          na dno gdzie poza mulem i wodorostami nie ma nic...
          • Gość: jarek Re: Nachalność pseudoanalityków sięgnęła chmur IP: *.wro.vectranet.pl 08.05.07, 23:47
            kazdy chce przytulic pare dudków :)
            • Gość: thesopranos Re: Nachalność pseudoanalityków sięgnęła chmur IP: *.adsl.inetia.pl 09.05.07, 00:03
              spekulanci sa OK - nie mam nic przeciwko nim - wrecz przeciwnie :)

              spekulanci kreuja popyt tam i wtedy gdy jeszcze go nie ma inwestujac swoje
              pieniadze - napedzaja koniunkture i sa bardzo pozyteczni i do tego potrafia
              zarobic duuuze pieniedza. Czego zycze wszystkim - nie ma nic zlego w
              spekulacjach i zarabianiu pieniedzy, ale...

              w przypadku CEE mam nadzieje ze wtopia wszystko co maja, ale wydaje mi sie ze to
              zwykly posrednik/agent ktorego aktywa to 50 tys pln, strona internetowa i biuro
              w dzierzawionym kiosku ruchu ktory napedza klientow i ma prowizje. Probowalem na
              ich stronie znalezc cokolwiek nt. prezesa, kapitalu, doswiadczenia, krs itp -
              NIC - a w opisie zalosny belkot ze zajmuja sie..."profesjonalnym doradzaniem" -
              ten spekulant upadl az tak nisko, ze nawet nie moze sie pokusic o jakakolwiek
              prawdziwa analize wg. ktorej cos mialoby zdrozec wiec zaczyna po prostu klamac a
              to jest zalosne... az dziw bierze ze ktokolwiek drukuje ich analizy... chyba ze
              np. naczelny GW tez siedzi na "apartamentach" na kabatach :))
        • Gość: thesopranos Re: Nachalność pseudoanalityków sięgnęła chmur IP: *.adsl.inetia.pl 08.05.07, 23:09
          > Poszi, apropos tytulu, nie zapominaj ze piszesz tez o sobie.

          Poszi posluguje sie argumentami popartymi wiarygodnymi zrodlami informacji ktore
          praktycznie nikomu na tym forum nie udalo sie obalic czy podwazyc. fajnie by
          bylo zeby chociaz raz jakis "analityk" z cee czy rednet itp podal 1 racjonalny
          powod zeby pokazac pole do wzrostow cen...

          jak ktos tu napisal: poszi - czapki z glow, tyle ze poshiemu zadna gazeta nie
          pozwoli opublikowac tego co mialby do powiedzenia :))))
          • Gość: heheh Re: Nachalność pseudoanalityków sięgnęła chmur IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.05.07, 23:24
            Tu jest racjonalny powód:

            Autor raportu CEE Property Group twierdzi, że najwiekszy wzrost będzie w 2007 r.
            w Poznaniu - 50%. Równoczesnie, wpisując do Google nazwę "CEE Property Group"
            jako pierwszy wyświetla się tekst: "CEE Property Group przedłużyło termin
            przyjmowania zapisów na zakup mieszkań w Poznaniu..." Odpowiedź nasuwa się sama
            - mieszkania nie idą, to napisali raport, żeby nakręcić rynek. Tak rękami
            dziennikarzy, kreuje się fałszywy boom na rynku nieruchomości.
            • Gość: jarek Re: Nachalność pseudoanalityków sięgnęła chmur IP: *.wro.vectranet.pl 08.05.07, 23:35
              to chyba informacja z przed paru dni , pojawila sie ona tez tu
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=67&w=60349694
              , dzis juz niema o tym slowa ,albo przegapilem .
              przyznaje ze to wystawia im niezla laurke ;)
        • poszi Re: Nachalność pseudoanalityków sięgnęła chmur 09.05.07, 00:04
          > Ja tez moge sie zabawic w nachalnego pseudoanalityka i stwierdzic ze ten
          > wskaznik bedzie dazyl do londynskiego przez bogacenie sie naszego spoleczenstwa
          > a nie obnizke cen mieszkan - co oczywiscie mozesz uznac za nachalnosc ale nie
          > jest mniej rozsadne od wieszczenia spadkow

          Gdybyś przeczytał coś więcej, co napisałem niż tylko tytuł tego postu, to
          wiedziałbyś, ze uważam, że stosunek cen mieszkań do płac wróci do poziomu z roku
          2004. A to oznacza spadek cen lub wzrost płac lub kombinację obu czynników.
          Uważam, że spadek cen jest bardzo prawdopodobny, bo płace nie wzrosną w
          najbliżsym czasie w takim stopniu, aby obeszło się bez spadku cen. Ale przy
          dalszym mocnym wzroście gospodarczym i niskiej inflacji (co jednak razem rzadko
          wystepuje), to nie jest zupełnie niemożliwe.

          A to, co napisałem, co Cię zapewne oburzyło, to jest dokładnie przepisane z
          wypowiedzi tych cytowanych "analityków". Tylko zmieniłem dane na poprawne.
          0,81/0,35 = 2,31. O tyle się "machnęli". 1,40/2,31=0,6. Czyli ze wzrostu o 40%,
          zrobił sie spadek o 40%.

          Jak widać, jak im się dane nie zgadzają do rozumowania, to je fałszują.

          Jeśli zaś w Twojej opinii należę do "pseudoanalityków", to nic na to nie
          poradzę. Wyrocznią nie jestem ani monopolu na rację nie posiadam.
          • Gość: thelima Re: Nachalność pseudoanalityków sięgnęła chmur IP: *.inetaccess.pl 09.05.07, 12:57
            Moim prywatnym zdaniem w ogóle branie pod uwagę Londynu, jako odniesienia do
            modelowania rynku Warszawskiego, jest po prostu głupotą sięgającą chmur... Wie
            to każdy kto był w Londynie choć raz. Nie chce mi się nawet o tym gadać.

            lima
      • Gość: kkk Re: Nachalność pseudoanalityków sięgnęła chmur IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.07, 00:02
        Poszi - czy Ty przypadkiem też ,,trochę,, nie naginasz źródeł i danych ?

        Być może jestem w błędzie, ale zdaje się, że podawana przez Ciebie za linkiem,
        który podajesz, cena metra kwadratowego, dotyczy cen londyńskich domów a nie
        mieszkań, a wykorzystujesz te dane do porównania z cenami mieszkań własnie a nie
        domów w Warszawie.

        Co więcej, posiłkujesz się przy tym danymi z połowy ubiegłego roku, ale to już
        szczegół, jak podejrzewam mało istotny.

        W innym miejscu znalazłem średnie ceny dla mieszkań 120 m2 w Londynie :
        ,,Flats and apartments in prime locations in London are now costing EUR14,522
        per square metre, or almost EUR1.75 million per 120 square metres. However, this
        is about double the amount you would expect to pay in more non-exclusive areas
        of the capital, where flats typically sell for EUR7,200 per square metre, or
        EUR863,880 per 120 square metres.,,

        http://66.102.9.104/search?q=cache:2RDvdDOSXEkJ:www.tax-news.com/asp/story/Monaco_Ahead_Of_London_With_Europes_Most_Expensive_Real_Estate_xxxx26409.html+london+flats+price+per+square+metre&hl=pl&ct=clnk&cd=1&gl=pl

        tak na mój mały rozumek, wygląda na to, że ,,nieco,, naciągają i ludzie z CEE i
        Ty Poszi , tyle, że w przeciwne strony.
        • Gość: kkk ps CB Richard Ellis też pewnie kłamie ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.07, 00:30
          London apartments are now the most expensive luxury residential real estate in
          the world according to a report published last week by CB Richard Ellis. The
          report showed that prime residential real estate in Neighborhoods such as
          Chelsea, Belgravia, and Notting Hill has been selling for an average of $2282
          per square foot (19,200 euros per square meter) vs. New Yorks prime real estate
          off of Central park which is only fetching a Paltry $1900 per square foot
          (16,000 euros per square meter).


          Poszi - jak to w końcu jest ?
        • Gość: thesopranos Re: Nachalność pseudoanalityków sięgnęła chmur IP: *.adsl.inetia.pl 09.05.07, 00:33
          > per square metre, or almost EUR1.75 million per 120 square metres. However, thi
          > s
          > is about double the amount you would expect to pay in more non-exclusive areas
          > of the capital, where flats typically sell for EUR7,200 per square metre, or
          > EUR863,880 per 120 square metres.,,

          to co wkleiles to odpowiednik naszych apartamentowcow po 30-40 tys z widokiem na
          palac kultury gdzie 120 m2 bedzie kosztowalo jakies 4,8 mln pln czyli 1,3 mln
          euro. biorac pod uwage ze ten art. ktory podales dot. ewenementu na skale
          swiatowo ze buduje sie tam najdrozsze apartamentowce na swiecie to nasza
          warszawa bije ich na glowe biorac pod uwage srednie zarobki w warszawie.

          moim zdaniem poszi podal dobre dane - rzuc okiem ponizej na tabele1 - srednia
          cena w londynie m2 mieszkania (czy nawet domu) to 3,6 tys GBP czyli wszystko gra

          66.102.9.104/search?q=cache:loJ2_fuoGTYJ:www.hbosplc.com/economy/includes/20-05-06WelshSquareMetrePressRelease.doc+average+price+square+meter+in+London&hl=pl&ct=clnk&cd=2&gl=pl
          • Gość: kkk Re: Nachalność pseudoanalityków sięgnęła chmur IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.07, 00:43

            > moim zdaniem poszi podal dobre dane - rzuc okiem ponizej na tabele1 - srednia
            > cena w londynie m2 mieszkania (czy nawet domu) to 3,6 tys GBP czyli wszystko gr
            > a
            >
            >
            66.102.9.104/search?q=cache:loJ2_fuoGTYJ:www.hbosplc.com/economy/includes/20-05-06WelshSquareMetrePressRelease.doc+average+price+square+meter+in+London&hl=pl&ct=clnk&cd=2&gl=pl


            chyba jednak niezupełnie wszystko gra - po pierwsze ta tabelka jest wierną kopią
            tabelki Posziego

            po drugie - nie oszukujmy się - ceny metra kwadratowego domu i mieszkania to
            zdecydowanie nie jest to samo
            • Gość: majkel Re: Nachalność pseudoanalityków sięgnęła chmur IP: *.bas504.dsl.esat.net 09.05.07, 00:51
              > po drugie - nie oszukujmy się - ceny metra kwadratowego domu i mieszkania to
              > zdecydowanie nie jest to samo

              no zalezy jesli to dom w miescie no to wlasciwie wychodzi na to samo
            • Gość: thesopranos Re: Nachalność pseudoanalityków sięgnęła chmur IP: *.adsl.inetia.pl 09.05.07, 00:52
              > chyba jednak niezupełnie wszystko gra - po pierwsze ta tabelka
              > jest wierną kopią tabelki Posziego

              i co z tego? ale zrodlo inne


              > po drugie - nie oszukujmy się - ceny metra kwadratowego domu i mieszkania to
              > zdecydowanie nie jest to samo

              byles kiedys w londynie? wiesz co u nich oznacza dom a co mieszkanie? dlaczego
              uwazasz ze ta cena dot. tylko domow? slowo "house"?

              wspomniales "prime location" - przykladem moze byc canary wharf - centrum
              finansowo-biznesowo - najdrozsze miejsce na ziemi chyba - jezeli cee porownuje
              mieszkania tam do warszawy na ursynowie to przy tamtych standardach i naszych to
              brawo!
        • poszi Re: Nachalność pseudoanalityków sięgnęła chmur 09.05.07, 01:16
          > Poszi - czy Ty przypadkiem też ,,trochę,, nie naginasz źródeł i danych ?

          Moje żródło w sensie wiarygodności tego, co podają jest pewne. Natomiast czy da
          się tamto porównać do polskiej sytuacji, to osobna sprawa.

          > mieszkań, a wykorzystujesz te dane do porównania z cenami mieszkań własnie a ni
          > e
          > domów w Warszawie.

          Tamte ceny dotyczą średnio i mieszkań, i domów razem. Jedyne, co tam obniżać
          może średnią, to szeregowce (terraced). Domy wolnostojące w Londynie kosztują
          tak dużo, że ich cena za m2 jest na pewno większa niż mieszkań.

          > Co więcej, posiłkujesz się przy tym danymi z połowy ubiegłego roku, ale to już
          > szczegół, jak podejrzewam mało istotny.

          Trudno o nowsze. Oni tam rzadko podają ceny za m2. Ceny od tamtegto czasu
          wzrosły w najgorszym wypadku do 4000 GBP za m2 (a płace też w tym czasie w
          miejscu nie stały), więc to specjalnie nie zmienia rachunku. Pomijam już to, że
          to sa ceny z okresu "największej bańki spekulacyjnej w historii". Nie uważasz,
          że porównanie cen np. z 2001 roku do zarobków byłoby bardziej uprawnione? Wtedy
          średnia płaca kupowała spokojnie ponad 1m2.

          Jako kontrolę możesz wyciagnąc średnią cenę transakcyjną z Land Registry
          www.landregistry.gov.uk/houseprices/
          Dla Londynu dla mieszkań (flats) to £290320 w marcu 2007. Dla porównania

          detached: 570488
          semi: 331789
          terraced: 295818

          ogółem: 323511


          Gdyby rację mieli magicy z CEE Property Group, to średnie mieszkanie musiałoby
          mieć 29m2, żeby wyszło 10000 £/m2. Ja tam raczej wolę wierzyć, że wynosi 75m2,
          co daję średnią 3870. Nie będę się jednak kłócił, jeśli średnia cena wynosi i
          nawet 5000 £/m2. To nie zmienia faktu, że w CEE naciagnęli co najmniej dwukrotnie.

          > W innym miejscu znalazłem średnie ceny dla mieszkań 120 m2 w Londynie :

          Przeczytałeś dobrze, co tam piszą?

          "But there are still some bargains to be had, the guide informs, with Berlin a
          notable example. Here apartments can be bought for about EUR3,167 per square
          metre (EUR380,000 per 120 sq m.) and the city is now said to be seeing large
          inflows of foreign money into its property sector. However, the guide points out
          that parts of Central and Eastern Europe are much less inexpensive, such as
          Warsaw (EUR1,175 per sq. m.)"

          Bardzo to świadczy o wiarygodności tego źródła. Średnie ceny w Berlinie to w
          zależności od dzielnicy 1300-2100 EUR/m2

          www.immowelt.de/Immobilien/PreisStatistik/Auswertung.aspx?1=1&GeoID=10811&ESR=1&EType=1&SVal=2,3
          Cenę warszawską pozostawię bez komentarza. I tym im wierzysz co do cen w Londynie?

          • Gość: kkk Re: Nachalność pseudoanalityków sięgnęła chmur IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.07, 01:41

            > Jako kontrolę możesz wyciagnąc średnią cenę transakcyjną z Land Registry
            > www.landregistry.gov.uk/houseprices/
            > Dla Londynu dla mieszkań (flats) to £290320 w marcu 2007. Dla porównania
            >
            > detached: 570488
            > semi: 331789
            > terraced: 295818
            >
            > ogółem: 323511
            >
            >

            OK Poszi - ale jest jedno ,, ale ,,

            zdaje się , że tam podawane są ceny dla całej londyńskiej aglomeracji wraz z
            miejscowościami satelickimi znajdującymi się nawet kilkadziesiąt kilometrów od
            Londyny - to trochę tak, jakby mierzyć średnią dla Warszawy wrzucając do jednego
            wora także ceny z takiego np Modlina, Sochaczewa , czy Radomia
            • poszi Re: Nachalność pseudoanalityków sięgnęła chmur 09.05.07, 03:34
              > zdaje się , że tam podawane są ceny dla całej londyńskiej aglomeracji wraz z
              > miejscowościami satelickimi znajdującymi się nawet kilkadziesiąt kilometrów od
              > Londyny - to trochę tak, jakby mierzyć średnią dla Warszawy wrzucając do jedneg
              > o
              > wora także ceny z takiego np Modlina, Sochaczewa , czy Radomia

              No, no, zaraz dojedziesz do Suwałk :)

              Nie ja wybierałem porównywanie 1,7 mln miasta 7,5 mln milionowej metropolii.
              Wszystkie takie porównania z natury będą trudne.

              To, co potocznie nazywa się Londynem administracyjnie to Greater London (nie
              mylić z City of London, które jest jego jedną z borough i ma 9200 mieszkańców) o
              powierzchni 1579 km², co oznacza, że gdyby był kołem (nie jest, ale niewiele
              odbiega), to miałby promień 22 km. Modlin, Sochaczew ani tym bardziej Radom się
              na to nie załapują. Do Greater London nie wchodzą żadne satelickie wioski. Gdyby
              porównywać odległość, to można by w tej analogii do Warszawy dołączyć
              Obszar Metropolitalny Warszawy, czyli Pruszków, Piaseczno, Łomianki, Otwock i
              inne sąsiednie miasta. Warto jednak pamietać, że na tych przedmieściach Warszawy
              mieszka tylko tyle mieszkańców, ile w 1/4 Warszawy, więc włączenie ich do
              średniej nie tak bardzo obniżyłyby średnia cenę. W odróżnieniu jednak od
              Warszawy, w Londynie jest 12 linii metra o łącznej długości 408 km, które
              docierają również do najdalszych dzielnic (a nawet do kilku obszarów
              satelickich, dokładnie 14 stacji metra leży poza Londynem). Tylko do 6 z 32
              londyńskich boroughs nie dociera metro (głównie w południowym Londynie, ale tam
              kursuje kolejka). Zatem większość miasta to co najmniej "Kabaty". A Kabaty nie
              należą w Warszawie do taniochy.


              • Gość: Waldek do Posziego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.07, 11:16
                Poszi, z taką wiedzą zapewne jesteś zamożnym człowiekiem. Ja nie jestem, więc
                może byś mi doradził. W 2005 roku kupiłem dla córki kawalerkę 36m od dewelopera
                po 4 tys./m na Ursynowie. Pod koniec zeszłego roku zapisałem się na podobne
                mieszkanie za podobne pieniądze w Piasecznie (ceny na Ursynowie wtedy wydawały
                mi się mocno przesadzone). Na początku tego roku dowiedziałem się, że Piaseczno
                już zdrożało ponad dwa tys.za metr i zacząłem nerwowo szukać czegoś dla
                najmłodszego syna. Widzę, że teraz wszystko się uspokoiło, co mnie cieszy, ale
                czy na długo? Chcę zaznaczyć, że mieszkania są kupowane na kredyt nie dla
                zarobku, a dla dzieci (17 l, 15 l i 10 l). Przy takim pędzie nie wiem czy
                najmłodszego syna będzie stać na cokolwiek? Czekać na korektę, czy rozważnie
                szukać dobrej oferty? Sytuacja w Anglii czy Ameryce do mnie nie przemawia (za
                średnią miesięczną pensję można kupić tyle m² mieszkania). Polak zawsze był
                inny. Oni nie znają czasów, gdzie zarabia się kilkanaście tysięcy, a wydaje
                kilkadziesiąt. Ja to dobrze pamiętam i wg teorii zarobki/cena metra,
                deweloperzy już dawno powinni przestać budować, a z tego co widzę szukają ziemi
                i padają kolejne rekordy ceny metra. Myślałem o działce pod Warszawą, ale
                przeraża mnie spłacanie rat bez pomocy najemcy, jak jest w przypadku
                mieszkania.
                • poszi Re: do Posziego 10.05.07, 02:44
                  Jestem trochę zakłopotany. Będąc w Twojej sytuacji z rezerwą podchodziłbym do
                  rad kogoś, kto ani nie zna w szczegółach Twojej sytuacji, ani nie będzie ponosił
                  konsekwencji podjętych przez Ciebie decyzji.

                  Jeśli czytałeś więcej moich postów, to pewnie zauważyłeś, że uważam tę sytuacje
                  za bańkę. Dowód jednak tego, czy to była bańka, jest jednak dopiero po fakcie
                  (czytaj spadku), kiedy każdy stukając się w czoło stwierdza, że to przecież było
                  oczywiste. Nie da się ukryć, że pewne podstawy fundamentalne boomu istnieją, ale
                  ludzie w czasach dobrych są nadmiernie optymistyczni i widzą przyszłośc w
                  lepszych barwach niż to wynika ze zdrowego rozsądku (odwrotnie w złych czasach,
                  przyszłość widzą czarniej niż powinni). Taki nastrój to nie jest jednak nic
                  trwałego i nie można się na tym opierać i takich emocji należy się pozbyć myśląc
                  w długim terminie.

                  Twoim dzieciom zajmie jeszcze wiele lat zanim mieszkania będą potrzebować.
                  Twojemu najmłodszemu to co najmniej 10, jeśli nie 15. W dodatku jest ono w
                  środku głębokiego niżu demograficznego. Jeśli więcej osób jest takich
                  zapobiegliwych, jak Ty, to nie będzie wtedy miał kto kupować.

                  Ten lęk, że nie będzie ich stać na mieszkania, to jedna z najbardziej paskudnych
                  rzeczy, którą udało sie różnym medialnym maganiaczom wywołać. Aczkolwiek w USA
                  było dokładnie tak samo "buy now or you'll be priced out forever". Uwielbiam
                  wracać do tego cytatu, który teraz wygląda jak ponury żart, ale ludzie wtedy w
                  to wierzyli:
                  www.nytimes.com/2005/03/25/business/25boom.html?ex=1178856000&en=4d974c8b1a8d37d2&ei=5070
                  Ron Shuffield, president of Esslinger-Wooten-Maxwell Realtors says that "South
                  Florida is working off of a totally new economic model than any of us have ever
                  experienced in the past." He predicts that a limited supply of land coupled with
                  demand from baby boomers and foreigners will prolong the boom indefinitely.

                  "I just don't think we have what it takes to prick the bubble," said Diane C.
                  Swonk, chief economist at Mesirow Financial in Chicago, who was an optimist
                  during the 90's. "I don't think prices are going to fall, and I don't think
                  they're even going to be flat."

                  Jeśli nie przekonuje Cię sytuacja na Zachodzie, to trudno o coś, co mogłoby być
                  bardziej przekonujące. Takie cykle zdarzały się też w krajach rozwijających i po
                  azjatyckim kryzysie 1997 roku, ceny nieruchomości, które też były tam
                  wyśrubowane, gwałtownie spadły. Perspektywy zaś przed kryzysem też były
                  świetlane i o tych krajach mówiło się "azjatyckie tygrysy". Ba, w Polsce, o czym
                  mało już kto pamieta, tak samo (aczkolwiek w mniejszej skali) było w 2001/02
                  roku. Jeśli jednak jakimś cudem ceny wciąż rosłyby szybciej od zarobków, to
                  wywołałoby to ogromną frustracje i dalsza emigrację ludzi, co obniżyłoby ceny,
                  podniosło zarobki lub jedno i drugie.

                  Osobną sprawą (aczkolwiek wchodzę tu na grząski grunt :) ) jest, to, czy to
                  dobry pomysł dawać dzieciom mieszkanie tak na gotowe. Człowiek nie ceni tego, do
                  czego nie musiał ciężką pracą dochodzić. Jeśli już, to dwoje Twoich dzieci ma
                  zapewnione mieszkania, więc mogłyby chociaż, kiedy dorosną, ze swoich zarobków
                  kupić mieszkanie najmłodszemu.

                  Powodzenia w podjeciu decyzji.
                  • Gość: kkk nastroje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.07, 22:08

                    > ludzie w czasach dobrych są nadmiernie optymistyczni i widzą przyszłośc w
                    > lepszych barwach niż to wynika ze zdrowego rozsądku (odwrotnie w złych czasach,
                    > przyszłość widzą czarniej niż powinni). Taki nastrój to nie jest jednak nic
                    > trwałego i nie można się na tym opierać i takich emocji należy się pozbyć myślą
                    > c
                    > w długim terminie.

                    wracając do naszych potyczek ,,będzie / nie będzie,,:

                    czy własnie dlatego Poszi, skoro na podstawie prognoz co do rozwoju polskiej
                    gospodarki i wzrostu poziomu zamozności społeczeństwa na najblizszych kilka lat,
                    nie można spokojnie przyjąć założenia, że nastroje konsumentów będą jak to
                    ujmujesz ,,nadmiertnie optymistyczne,, a co za tym idzie o jakiejkolwiek zapaści
                    na rynku nieruchomości w tym kilkuletnim okresie nie moze być mowy ?
                    • Gość: jarek Re: nastroje IP: *.wro.vectranet.pl 10.05.07, 22:21
                      wraz ze wzrostem rat kredytu nastroje sie zdziebko ochłodza :)
                      • Gość: kkk Re: nastroje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.07, 22:40

                        > wraz ze wzrostem rat kredytu nastroje sie zdziebko ochłodza :)

                        wraz ze wzrostem stóp rosną nie tylko ,,raty kredytu,,

                        poza tym - myślisz, że będą rosły w skali powyżej 6-9 % rocznie, dotrzymując
                        kroku wzrostowi wynagrodzeń ?

                        i jeszcze mała niespodzianka:


                        www.finanse.wp.pl/POD,1,wid,8852399,wiadomosc.html
                        • Gość: JAREK Re: nastroje IP: *.wro.vectranet.pl 10.05.07, 23:19
                          > wraz ze wzrostem stóp rosną nie tylko ,,raty kredytu,,
                          > poza tym - myślisz, że będą rosły w skali powyżej 6-9 % rocznie, dotrzymując
                          > kroku wzrostowi wynagrodzeń ?

                          oczywiscie :) skoro wzrost oprocentowania o 1.5 punkta powoduje wzrost raty
                          kredytu na 30 lat o ok 27% i taki sam spadek zdolnosci kredytowej , to jak
                          najbardzie ,policz .pomysl .:)
                          ale wazniejsza jest ta rosnaca podaz o ktorej mowisz ze wcale nie rosnie .
                          • Gość: thesopranos Re: nastroje IP: 192.193.245.* 11.05.07, 10:52
                            > wraz ze wzrostem stóp rosną nie tylko ,,raty kredytu,,
                            > poza tym - myślisz, że będą rosły w skali powyżej 6-9 % rocznie, dotrzymu
                            > jąc kroku wzrostowi wynagrodzeń ?

                            ?????? przerazajacy wniosek!!!!!!! jezeli ludzie bioracy kredyt "rozumuja" w
                            ten sam sposob to....
                          • Gość: kkk Re: nastroje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.07, 23:34
                            > oczywiscie :) skoro wzrost oprocentowania o 1.5 punkta powoduje wzrost raty
                            > kredytu na 30 lat o ok 27% i taki sam spadek zdolnosci kredytowej , to jak
                            > najbardzie ,policz .pomysl .:)

                            zakładając, że to będzie rzeczywiście 1,5 pkt - na razie się na to nie zanosi
                            • Gość: jarek Re: nastroje IP: 88.156.80.* 11.05.07, 23:44
                              pomylilem sie chyba co do tego :(
                              wychodzi 15 %
                              a tyle to zrównoważą płace .
                              i jeszcze raz SORY :)
                  • Gość: Waldek Re: do Posziego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.07, 09:05
                    Poszi dzięki za odpowiedź. Przeczytałem dużo Twoich postów i mówiąc szczerze
                    podziwiam ich treść i Ciebie, że poświęcasz tyle własnego czasu na dyskusję
                    (zapewne nie jesteś osobą bezrobotną). Twój post uświadomił mi, że faktycznie
                    syn będzie potrzebował mieszkanie za 10-15 lat i chyba najlepsi analitycy nie
                    wiedzą co nas wtedy czeka. Postanowiłem, że będę spokojnie szukał kawałka pola,
                    które może za 15-20 lat będzie miało sporą wartość. Tak jak mówi mój ojciec –
                    synu kupuj ziemię, ziemi nie przybędzie i podaje przykład pola kapusty, które
                    mógł kupić ze 30 lat temu za parę groszy. Dziś jest tam wielkie osiedle
                    Skorosze. Z dawaniem dzieciom masz oczywiście rację, ale ponieważ ja dorabiałem
                    się swojego „majątku” przez ponad 20 lat i widzę o ile łatwiej było moim
                    kolegą, którzy dostali jakieś własne lokum, choćby po dziadkach, postanowiłem
                    ułatwić start w dorosłe życie moim dzieciom. Przecież młodego człowieka, który
                    jeszcze nie ma nic poza wykształceniem i pierwszą pracą, czeka najpoważniejszy
                    wydatek – zakup własnego M.
      • Gość: ricki Re: Nachalność pseudoanalityków sięgnęła chmur IP: *.crt.warszawa.supermedia.pl 10.05.07, 10:12
        poszi, ty masz swoje dane - inni mają swoje dane.... nie zapominaj, że w PL
        placi sie tyle za nowe mieszkania - wszyscy analitycy, ktorych okreslasz mianem
        "pseudo" czy tez oszustow opieraja swoje dane na bazie nowych mieszkan o wysokim
        standardzie - twoje dane z kolei pochodza w wiekszosci z rynku wtornego i
        zalezne sa od zrodla. Ponizej zalaczam 2 zrodla pokazujace rozrzut cen w samym
        Londynie - dla ulatwienia dodam ze:
        1 bedroom - 30-50 mkw
        2 bedroom - 50-100 mkw

        Pierwsze zrodlo pokazuje rowniez srednie... rynek wtorny oczywiscie

        www.nethouseprices.com/index.php?con=sold_prices_street&cCode=EW&postcode=W1S
        www.mouseprice.com/Search_Property_Sale.aspx?Postcode=W1S&Street=&Town=London
        pozdrawiam
    • Gość: jarek Re: ceny mieszkan wydrapia chmury IP: 88.156.80.* 09.05.07, 11:50
      zeby devloperzy nie wydrapali sobie grobu ;)
      • Gość: thesopranos Re: ceny mieszkan wydrapia chmury IP: 192.193.221.* 09.05.07, 12:27
        najpiekniejsze w tym wszystkim jest to ze teraz wiekszosc developerow to spolki
        kapitalowe (zoo i sa) ktore poza smiesznymi kapitalami wlasnymi nie maja nic -
        wszystko buduja na koszt investorow - nie maja nawet gruntu i on jest na kredyt
        albo ekipy budowlanej, ktorej placa pieniedzmi wplaconymi zaliczkami przez
        investorow - to takie bardzje rozbudowane posrednictwo. Jak cos bedzie szlo nie
        po ich mysli to sie wycofaja i zostawia rozgrzebane budowy albo beda chcieli
        wiecej kasy - odpowiedzialnosci praktycznie zadnej. Dlatego tak chetnie tyle
        firm wchodzi na ten rynek - wlacznie z powaznymi zagranicznymi z austrii,
        czech, hiszpani czy rosji - kusi ich marza zysku ze sprzedazy.

        Ty tez mozesz powiedziec ze jestes developerem - robisz sobie wlasne WWW i
        kopiujesz strony poszczegolnych developerow i mowisz ze to twoje wlasne -
        dodajesz sobie 1-3% a po prawdziwa umowe odsylasz do rzeczywistego developera -
        przesledz sobie schemat CEE :))))

        to samo sie tyczy agentow nieruchomosci ktorzy nawet 1 wlasnej zlotowki nie
        angazuja w obrot nieruchomosciami - a takich posrednikow jest teraz najwiecej
        na rynku
        • Gość: kkk Re: ceny mieszkan wydrapia chmury IP: *.crowley.pl 09.05.07, 14:00
          Thesopranos

          A w jakiej branży ktoś finansuje inwestycje wylacznie własnymi srodkami lub
          głównie własnymi ?
          Dla ułatwienia pomińmy gospodarkę zbieracko - mysliwską plemion Amazonii ;)
          • Gość: majkel Re: ceny mieszkan wydrapia chmury IP: *.unknown.be.uu.net 09.05.07, 14:05
            > A w jakiej branży ktoś finansuje inwestycje wylacznie własnymi srodkami lub
            > głównie własnymi ?
            > Dla ułatwienia pomińmy gospodarkę zbieracko - mysliwską plemion Amazonii ;)

            czy widzisz mala roznice gdy produkujesz wykalaczki i robisz to na kredyt
            wszytko jest ok bo produkujesz sprzedajesz i wszytko jest fajnie
            a przy produkcji mieszkania ktora trwa powiedzmy rok moze dwa kasujesz
            naiwniakow budujesz za ich pieniadze a jak cos nie wyjdzie no coz bankructwo
            naiwiacy zostaja z rozgrzebana budowa a ty sobie lezysz gdzies na cieplych
            piaskach
            • Gość: kkk Re: ceny mieszkan wydrapia chmury IP: *.crowley.pl 09.05.07, 14:11
              owszem - widzę róznicę i dlatego uważam, że nikt przy zdrowych zmysłach nie
              zamraża na tak długi okres własnych środków

              być może przy produkcji wykałaczek ma to sens - ale też pod warunkiem, że jest
              to produkcja na bardzo małą skalę

              co więcej - uważam, że jezeli istnieje developeer budujący wyłącznie z własnych
              środków , to oznacza to jedynie tyle, że najprawdopodobniej jego wiarygodność
              jest tak niska, że żedna instytucja finansowa nie odwazyła się na udzielenie mu
              kredytu inwestycyjnego


              • Gość: majkel Re: ceny mieszkan wydrapia chmury IP: *.unknown.be.uu.net 09.05.07, 17:01
                owszem - widzę róznicę i dlatego uważam, że nikt przy zdrowych zmysłach nie
                zamraża na tak długi okres własnych środków

                nie wiem nie wnikam ale wiem jedno w Irlandii gdzie duzo sie buduje
                jezeli jest ogloszenie o sprzedazy mieszkan to jest to cale osiedle juz
                zrobione z drogami trawa i innymi pie..mi mieszkania/domy tez juz sa
                zrobione wlasciwie wnosisz meble i sie wprowadzasz
                ogladasz sobie mieszkanie ktore jest wtedy kupujesz
                jak widzisz to nie kupujacy kredytuja budowe developerovi to jego sprawa za co
                buduje klient sie pojawia gdy jest gotowy produkt
                wiec to kolejna duza anomalia ze ludzie kupuja cos czego nie ma za gruba kase
                jakies bankructwo developera to moze byc zimny prysznic dla wieszczacych
                kosmiczne wzrostu caly czas
          • Gość: thesopranos Re: ceny mieszkan wydrapia chmury IP: 199.67.138.* 09.05.07, 14:36
            > A w jakiej branży ktoś finansuje inwestycje wylacznie własnymi srodkami lub

            ja nie mowie o tym ze "wylacznie" ale fajnie by bylo zeby spolka miala kapitaly
            przekraczajace min, 50 tys pln jak w przypadku spolki zoo albo chociaz swoje
            grunty jak w przypadku wiekszych developerow. Developerem moze zostac kazdy a
            ludzie ktorzy kupuja mieszkania czesto pytaja tu na forum czy ktos zna spolke X
            zoo albo Y zoo - ktore nie posiadaja zadnego certyfikatu czy doswiadczenia (sa
            certyfikaty wydawane Związek Pracodawców Budownictwa)

            > Dla ułatwienia pomińmy gospodarkę zbieracko - mysliwską plemion Amazonii ;)

            kazde przedsiebiorstw ma 4 podstawowe mozliwosci finansowania:
            a) emisja obligacji (rowniez "smieciowe" malo znanych firm)
            b) emisja akcji na gieldzie
            c) finansowanie przez bank - kredyty
            d) srodki wlasne
            e) joint venture

            uwierz mi ze zadne przedsiebiorstwo ktore nie posiada NIC poza checiami nie
            dostanie ani zlotowki tymi kanalami jezeli nie posiada srodkow trwalych pod
            zabezpieczenie, kilku lat na rynku (min 2 lat), kogos kto poreczy albo
            zagwarantuje, brak swietnego biznes planu albo genialnego pomyslu by
            zaangazowac kapital joint venture - z prostego powodu banki itp patrza na
            dzwignie finansowa (stosunek kapitalow wlasnych do obcych) Jak spolka zoo ma
            kapitaly wlasne 50 tys a obraca np 10 mln pln (maly developer buduje 20
            mieszkan po 500 tys) to jego zaangazowanie pokrywa 0,5% wartosci inwestycji -
            wiec kto mowi o "wyłącznie"?

            Jezeli zadna powazna instytucja nie chce dac nawet 1 zlotowki a ludzie placa
            np. 500 tys za mieszkanie to taki developer obraca czesto wieloma milionami
            zlotych a doswiadczenia nie ma np. w prowadzeniu dzialalnosci. Takich bankructw
            bylo wiele, ale ludzie maja krotka pamiec.

            www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2005032507
            film.onet.pl/F,11353,1353678,1,artykul.html
    • Gość: ! Juz bylo IP: *.ksw.edu.pl 09.05.07, 12:49
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=106&w=60248936&a=60328682
      • Gość: mgmg Re: Juz bylo IP: *.189.72.19.e-plan.pl 09.05.07, 14:23
        poszi ,

        nachalni pseudoanalitycy w miare dobrze przewidzieli zachowanie rynku w zeszłym
        roku. W tym też jak na razie sobie radzą. A jak z Twoimi prognozami? Rynek
        dalej zachowuje się 'nieracjonalnie'?
        • Gość: Dyzio Re: Juz bylo IP: 195.42.249.* 09.05.07, 15:16
          im bardziej ludzie krzycza zeby spadlo, tym bardziej rosnie.
          Kto kupil, to bomba, a kto nie, ten traba.

          • druop22 Re: Juz bylo 09.05.07, 15:58
            moje zdanie jest takie - kto liczy na szybki zysk 20-50% sie przeliczy,
            podobnie kto liczy ze za chwile kupi 50% taniej..
            stabilizacja i wyhamowanie cen jest nieuniknione, to normalne zjawisko, podaz
            zwieksza sie sukcesywnie prawie 2krotnie rok rocznie, przyklad dla wroclawia:

            www.nieruchomosci.com.pl/fachowe_informacje/nieruchomosci/2007_03_ranking_spol_dew/ranking2007.gif

            a popyt sukcesywnie jest mniejszy, wciaz jest spory niedobor, ale presja i
            przewaga popytu sie zmniejsza, tani pieniadz drozeje, a nasza sila nabywcza w
            wiekszosci nie rosla i na razie nie rosnie tak dynamicznie jak ceny M .. Stad
            wyhamowanie, jesli sprawdza sie slowa pani Zyty to mozliwe sa wzrosty max. 10-
            15% rocznie, w innym wypadku nawet pracujacych w Niemczech lub w UK nie bedzie
            stac na M.. Naplyw inwestycji, fundusze UE, prosperity i przyszly rozwoj miast
            jest juz chyba zdyskontowany w obecnych cenach, na nowe wzrosty potrzeba nowych
            silniejszych danych o wzrostach plac itp. danych swiatczacych ze bedziemy sie
            bogacic coraz szybciej i ze nasza sila nabywcza bedzie gonic UE...Na razie
            wyglada na to ze jestesmy na dobrym torze :)

            Oczewiscie nie oznacza to ze sie nie bedzie dalo zarobic, swietnych lokalizacji
            nie przybywa a ubywa stad w niektorych miejscach popyt moze byc b.duzy a ludzie
            beda musieli slono placic za komfort wygode i ladna okolice..a zawsze sie
            znajdzie % ludzi ktorym sie swietnie powodzi, dodatkowo czesc ludzi bedzie
            dazyla do przeniesienia sie ze starych blokowisk wielkoplytowych do nowych
            zielonych osiedli z niska zabudowa, parkingami garazami, placem zabaw itp.gdzie
            ktos najpierw opracowal projekt a potem zaczal budowac a nie na odwrot..
            Rynek znormalnieje i nie bedzie sie juz stalo w kolejce spolecznej o 3:00 w
            nocy przed biurem developera zeby podpisac umowe bardzo niekorzystna z reguly
            na nie wiadomo w sumie co, bo z reguly wowczas na gruncie developera kwitna
            jeszcze mlecze :)
            Mysle ze bedzie mozna poogladac i powybierac troche, ale developerzy przy zbyt
            duzym nasyceniu na rynku moga ograniczyc podaz, na pewno beda woleli oddac
            mniej inwestycji ale w planowanym terminie i w dobrym standardzie gdzie narzuca
            odpowiednia marze a i tak na swoje wyjda. Maja przeciez ta przewage ze teraz
            zanim maja pozwolenie na budowe juz maja w sprzedazy M i ludzie robia
            rezerwacje, zatem swietnie wiedza jaki jest popyt przy danej cenie i czy jest
            sens budowac czy nie..
        • poszi Re: Juz bylo 09.05.07, 15:45
          > nachalni pseudoanalitycy w miare dobrze przewidzieli zachowanie rynku w zeszłym
          > roku.

          O, nie. Nachalni pseudoanalitycy takiego "sukcesu" się nie spodziewali.
          Rzeczpospolita publikuje "barometr nieruchomości", na którym można przypomnieć
          sobie prognozy sprzed lat:

          www.rzeczpospolita.pl/teksty/nieruchomosci_070507/nieruchomosci_a_41-1.F.jpg
          I na poczatku 2006 roku, barometr pokazywał 3,5%, jako przewidywany wzrost w
          ciągu 12 miesiecy. Wszyscy mają dzisiaj krótką pamięć?

          > A jak z Twoimi prognozami? Rynek
          > dalej zachowuje się 'nieracjonalnie'?

          Odpowiadanie na to już się robi nudne. To jak zmaganie się z rozkapryszonymi
          dzieciakami, które co minutę pytaja się rodziców "daleko jeszcze"?

          Moje prognozy w krótkim terminie nie odbiegały od prognoz pseudoanalityków.
          Doskonale wiem, że podaż nie jest w stanie szybko zareagować na wzrost popytu i
          dopiero teraz powoli widzimy reakcję na zeszłoroczny popyt. Rok 2006 miał być w
          oczywisty sposób rokiem wzrostów cen i spróbuj znaleźć post, w którym
          twierdziłem inaczej. Nie spodziewałem się aż takiego szaleństwa, ale jak
          pokazuję wyżej psudoanalitycy też nie.

          Różnica jest taka, że pseudoanalitycy wieszczą wzrosty "do końca świata i jeden
          dzień dłużej", (oczywiście dodając, że nieco wolniejsze niż w 2006 roku), a ja
          nie. Nie jestem też jasnowidzem jeśli chodzi o poziom inflacji czy wzrost płac,
          więc jedyne, co mnie interesuje to stosunek cen do płac, który moim zdaniem
          wróci do poziomu sprzed boomu.

          P.S 1. Moze byś konkretnie sformułował swoje prognozy. Ile metrów kwadratowych w
          przeciętnym miejscu kupi przeciętna pensja w ciagu kilku lat? Teraz to ciut
          poniżej 0,5m2. Więcej, mniej, tyle samo?

          2. Nie wiem, czy zauważyłeś, ale rynek sie trochę zmienił w porównaniu z zeszłym
          rokiem.
          • Gość: jarek Re: Juz bylo IP: 88.156.80.* 09.05.07, 18:19
            Nie jestem też jasnowidzem jeśli chodzi o poziom inflacji czy wzrost płac,
            > więc jedyne, co mnie interesuje to stosunek cen do płac, który moim zdaniem
            > wróci do poziomu sprzed boomu.

            czy nie sadzisz ze zamiast wskaznika "cena m2 /placa " powinien byc
            wskaznik "cena m2 /placa - jakies srednie koszy utrzymania"
            • poszi Re: Juz bylo 09.05.07, 18:33
              > czy nie sadzisz ze zamiast wskaznika "cena m2 /placa " powinien byc
              > wskaznik "cena m2 /placa - jakies srednie koszy utrzymania"

              Tak, ale stosunek średnich kosztów utrzymania do płac nie powinien sie zmienić.
              Co prawda Polacy w ramach poprawy zarobków mniej będą wydawać na biologiczną
              egzystencję, ale coraz większa ilość wydatków, która obecnie jest uważana za
              pewien luksus, trafi do kategorii "potrzeby podstawowe". To może nie jest
              dokładnie to samo, ale to wpływa na kwotę, którą ludzie będą skłonni przeznaczyć
              na mieszkanie bez utraty tego, co uważają, za "poziom klasy średniej".

              • Gość: jarek Re: Juz bylo IP: *.wro.vectranet.pl 09.05.07, 19:34
                i to zawsze sie kszałtuje podobnie tzn placa /potrzeby podstawowe
                bo jak mi dochody wzrosly x5 to w zasadzie wydaje x 2
              • Gość: gosc1111 Re: Juz bylo IP: *.warszawa.dialog.net.pl 09.05.07, 23:31
                No dobrze poszi - to jest relacja m2/placa. Może masz rację, może nie, ale jakaś
                logika w tym jest.
                A jak za to skomentujesz ze ceny wynajmu sa tak dramatycznie niskie?
                Czy odpowiedzia na dramatycznie wysokie ceny bedzie wzrost popytu na wynajem i
                wzrost opłacalności wynajmu?
                Tu pisza o takim scenariuszu:
                www.rzeczpospolita.pl/dodatki/nieruchomosci_070507/nieruchomosci_a_4.html
                Mam 2 mieszkania które wynajmuję (docelowo mają być dla moich obecnie
                przedszkolnych dzieci ;-), ale interes jest taki sobie - zysk porównywalny z
                lokatą bankową, ryzyko z lokatorami i ciagłe zawracanie głowy, kwity, podatki.
                Na szczęscie mieszkania były kupowane kilka i kilkanaście lat temu wiec jestem
                wolny od jakichkolwiek obciążeń kredytowych. Ostatnie 2 lata podniosły mnie na
                duchu, bo miałem sie już pozbyć jednego z mieszkań, a teraz wynik jest przyzwoity.
                Tylko znowu dylemat: realizować papierowe zyski czy spokojnie trzymać i czekać?
                Na dziś pieniędzy nie potrzebuję, będą potrzebne powiedzmy za 10 lat.
                Dzięki za odp.
                • poszi Re: Juz bylo 10.05.07, 05:16
                  > A jak za to skomentujesz ze ceny wynajmu sa tak dramatycznie niskie?

                  Tym, że nie są niskie, ale wysokie :)

                  Ceny (rynkowego) najmu w Polsce są wysokie i będą jeszcze powoli (realnie)
                  spadać (w stosunku do zarobków). Sytuacja bierze się z durnej polityki państwa,
                  która sprawia, że ogromne ilości ludzi wynajmują po cenach nierynkowych,
                  powodując złą alokację zasobów. Ceny rynkowe realnie spadają, bo powiększa się
                  rynkowa baza mieszkań pod wynajem, bardziej niż liczba chętnych. Gdyby uwolnić
                  wszystkie czynsze, spadek byłby jeszcze głębszy (ale oczywiście wzrosłyby
                  czynsze obecnie nierynkowe).

                  Te powyższe powody są odpowiedzialne za to, że ceny najmu wzrosły mniej niż
                  zarobki w ciągu ostatnich kilku, kikunastu lat. Na początku transformacji było
                  niesłychanie mało rynkowych mieszkań pod wynajem. Odpowiedzialnym też za to był
                  wzrost dostępności kredytów i ten czynnik juz teraz przestał odgrywać chwilowo
                  rolę, bo nie opłaca się teraz wziąć kredytu w porównaniu z wynajmem.

                  > Czy odpowiedzia na dramatycznie wysokie ceny bedzie wzrost popytu na wynajem i
                  > wzrost opłacalności wynajmu?

                  Co się będzie działo w krótkim terminie jest dla mnie zupełną zagadką, bowiem o
                  wynajmie w Polsce prawie nic nie wiadomo. Nie wiadomo, ile jest takich mieszkań,
                  ile z nich jest wolnych, jakie są dokładnie faktyczne czynsze (a nie jakie
                  wynajmujący chcieliby mieć czynsze, co wynika ze statystyk serwisów ogłoszeń).
                  Nie wiem, czy to, co pisza o ostatnim wzroście czynszów to prawda, czy jakaś
                  anomalia statystyczna z powodu trafienia na rynek sporej liczby nowych mieszkań,
                  których jednak nikt nie wynajmuje (ale czynsze ofertowe mają wysokie). Moi
                  znajomi z Warszawy nie potwierdzają takiego wzrostu czynszów, ale to nie jest
                  oczywiście żadna próbka statystyczna. Z drugiej strony rosną zarobki i jeśli
                  przyrost liczby chętnych na wynajem jest większy od przyrostu liczby mieszkań
                  pod wynajem, to czynsze mogą wzrosnąć. Jedno i drugie jest jednak moim zdaniem
                  wątpliwe, bo dużo mieszkań kupiono pod wynajem, a napływ ludzi netto do Warszawy
                  nie wydaje się być większy niż kiedyś. Poza tym nie wierzę, żeby ten ewentualny
                  wzrost był większy niż wzrost płac. Takiego boomu, jak z mieszkaniami na pewno
                  nie będzie (we wszystkich krajach, w których była bańka czynsze wzrosły dużo
                  mniej od cen mieszkań), bo na czynszach nie można spekulować. O ile mozna kogoś
                  przekonać, żeby zapłacił za mieszkanie 10% więcej niż chciał, tłumacząc mu, że i
                  tak wyjdzie na swoje, bo ceny jeszcze wzrosną, o tyle w przypadku wynajmu każdy
                  obróci złotówke trzy razy, zanim wyda ją na wyższy czynsz.

                  Natomiast zarówno w USA, jak i w Irlandii czynsze wzrosły (aczkolwiek na
                  poziomie kilku do niskich kilkunastu procent) w ostatniej fazie bańki
                  (oczywiscie wcześniej też rosły, ale na poziomie inflacji). Brało się to głównie
                  z powodu tego, że mieszkania wynajmowane zostawały zdejmowane z rynku wynajmu i
                  przeznaczane na sprzedaż. W Irlandii nie wiadomo jeszcze, jak to się potoczy,
                  ale w USA zapowiada się na to, że te wzrosty czynszów były krótkotrwałe, bowiem
                  rośnie już liczba mieszkań pod wynajem. W krajach, w których wcześniej
                  występował krach spadały zarówno ceny mieszkań, jak i wynajmu, aczkolwiek spadek
                  cen wynajmu zależął od tego, jak bardzo wcześniej wzrósł i na ogół był dużo
                  mniejszy niż spadek cen mieszkań (spadek cen wynajmu najczęściej brał sie z
                  powodu tego, że wraz z krachem pogarszała się sytuacja gospodarcza).

                  > Tu pisza o takim scenariuszu:
                  > www.rzeczpospolita.pl/dodatki/nieruchomosci_070507/nieruchomosci_a_4.html

                  Jak wyżej. Wzrosty czynszów są możliwe, ale żadne masowe. Natomiast mam
                  komentarz do tej wypowiedzi:

                  "Tomasz Sujak, dyrektor ds. handlowych we wrocławskiej firmie Archicom,
                  przyznaje, że niebezpieczeństwo budowania mieszkań tylko dla bogatych
                  rzeczywiście istnieje. - Ale tak jest w Europie Zachodniej, gdzie 80 procent
                  nieruchomości należy do wąskiej grupy osób. Kupują je najbogatsi, którzy
                  traktują je jak inwestycje pod wynajem."

                  Nie wiem, skąd pismaki wytrzaskują tych rozmówców, ale co jeden, to większy
                  ściemniacz (jeszcze lepsze, że to z nabożną czcią bez sprawdzenia przepisują).
                  To, co ten gość pisze, to czysta fantazja, żeby nie powiedzieć "wytwór chorej
                  wyobraźni" lub wręcz "celowe rozpowszechnianie kłamstw".

                  W Europie jedynym krajem, gdzie większość mieszkań jest prywatnie wynajmowana (i
                  to większosc to 51%, a nie 80%) są Niemcy (i to bynajmniej nie dlatego, że ceny
                  tam są tak wysokie, wręcz przeciwnie)
                  www.rics.org/NR/rdonlyres/DFC54185-9257-41ED-AFA2-0B5F915FF573/0/EU_Housing_Report.pdf
                  W wiekszości krajów, większośc mieszkań jest zamieszkiwana przez właścicieli,
                  np. Hiszpania 81%, UK 69%, Irlandia 74%.

                  > Tylko znowu dylemat: realizować papierowe zyski czy spokojnie trzymać i czekać?

                  Jeśli wielka płyta, to moim skromnym zdaniem takich wysokich cen (po
                  uzględnieniu inflacji) już się nigdy nie uda uzyskać (jeśli już nie jest za
                  późno). Problemem po sprzedaniu oczywiście jest to, że pieniądze lubi zjadać
                  inflacja, a odsetki lubi zjadać "belkowe". Można też niechcący trafić na jakiś
                  krach giełdowy. Nie miej jednak do mnie pretensji, jeśli sprzedasz i ceny
                  poszybują w kosmos :) Zrób, jak uważasz. Wszystko wiąże się z ryzykiem i
                  najlepiej być zdywersyfikowanym we wszystkie strony. najlpeszym momentem, żeby
                  odkupic będzie wtdy, kiedy wiekszość będzie przekonana, że nie ma gorszej
                  inwestycji niż nieruchomości.



                  > Na dziś pieniędzy nie potrzebuję, będą potrzebne powiedzmy za 10 lat.

                  Szybko chcesz usamodzielnić te przedszkolne dzieci. :) Swoja drogą jesteś
                  kolejna osobą, która przyznaje się, że kupiła mieszkanie dla nieletnich (i to
                  zdrowo nieletnich) dzieci. Ciekaw jestem, jeśli ten trend jest powszechniejszy,
                  kto będzie mieszkania kupował, gdy te dzieci dorosną. Zwłaszcza że to są
                  roczniki niżu. Może imigranci z Afryki?
                  • Gość: gosc1111 Re: Juz bylo IP: *.warszawa.dialog.net.pl 11.05.07, 19:03
                    >Szybko chcesz usamodzielnić te przedszkolne dzieci. :) Swoja drogą jesteś
                    >kolejna osobą, która przyznaje się, że kupiła mieszkanie dla nieletnich (i to
                    >zdrowo nieletnich) dzieci. Ciekaw jestem, jeśli ten trend jest powszechniejszy,
                    >kto będzie mieszkania kupował, gdy te dzieci dorosną.

                    Ja ich nie chce na siłe usamodzielniac. Nie chce tylko by zaczynały od zera.
                    Kiedys, moj dziadek, ktory był prostym człowiekiem mowił że na posiadaniu
                    nieruchomości napewno nie strace. I tak sie zlozyło że zostawił mi kawałek
                    takiego gruntu, którego nikt prawie ze za darmo nie chcial (w latach 70-tych),
                    bo to podatek trzeba placic i inne kłopoty itp ;-)
                    I tak sie złożyło że ten kawałek gruntu "nagle" nabral wartości i ułatwił mi
                    start życiowy.
                    Mieszkania które planuje trzymać dla dzieci to nie sa ostatnie zakupy
                    spekulacyjne, tylko wynik pewnych operacji które robię średnio raz na 3 lata:
                    zamiana dużego na 2 małe, okazyjna sprzedaż i odkupienie w innym miejscu,
                    jeszcze jedna zamiana małego na większe itd. Znajomi mówią czasem że mam takie
                    hobby - kolekcjonuję nieruchomości (bo nie są to tylko mieszkania) i wyszukuję
                    swego rodzaju "perełki" w swojej klasie. I czesto jestem nagabywany czy nie chce
                    sprzedac jednej z moich kawalerek (niby tylko 27m2, ale w dobrym punkcie miasta
                    z oknem w kuchni i w łazience ;-)
                    A kasy na dziś po prostu nie potrzebuję - pojęcia nie mam co zrobiłbym z 500tys
                    PLN - pewnie kupiłbym jakieś inne mieszkanie ;-))))))))
                    Martwi mnie więc trochę obecna sytuacja, bo niby na papierze zyski są i mogę
                    czuć sie dość majętny. Ale bierzące przychody nie są jednak oszałamiające,
                    szczególnie w porównaniu z sytuacją powiedzmy 10 lat temu. Tak kiepsko z
                    wynajmem jak teraz to chyba nigdy nie było, ale z drugiej strony jak sam
                    przyznajesz żaden trend nie jest wieczny. Nie chcę pozbywać się na dołku i
                    zastanawiam się czy możliwa jest sytuacja aby czynsz za przecietna kawalerkę
                    wynosił 2500PLN (przy zachowaniu obecnych cen). Wtedy majac 3 male mieszkanka,
                    nieobciązone kredytem, dałoby się w miarę spokojnie żyć...
                    • poszi Re: Juz bylo 12.05.07, 05:42
                      > przyznajesz żaden trend nie jest wieczny. Nie chcę pozbywać się na dołku i

                      Wybacz, ale wszystko można powiedzieć o obecnych cenach mieszkań, ale na pewno
                      nie to, że są w dołku. Zupełnie nie rozumiem tego zdania.

                      Rentowność najmu jest niska, bo ceny mieszkań są wysokie. Jeśli masz jakąś
                      orientacje w giełdzie, to innymi słowy współczynnik cena/zysk jest wysoki.

                      > zastanawiam się czy możliwa jest sytuacja aby czynsz za przecietna kawalerkę
                      > wynosił 2500PLN (przy zachowaniu obecnych cen). Wtedy majac 3 male mieszkanka,
                      > nieobciązone kredytem, dałoby się w miarę spokojnie żyć...

                      Czy możliwe? Na pewno. Inflacja to wszystko załatwi. Ale wtedy na pewno za to
                      nie będzie się dało "spokojnie żyć".

                      Od dłuższego czasu argumentuję, że ceny mieszkań nie mogą być w dłuższym czasie
                      oderwane od zarobków, mimo że czasem to (w czasie bańki) jest zaburzone. Wiadomo
                      jednak, że do pewnego stpnia licza się też perspektywy na przyszłość, bo
                      mieszkania można kupić "na zapas".

                      W przypadku jednak najmu, sprawa jest zupełnie oczywista, że ceny nie mogą być
                      oderwane od zarobków, bo dla najmu liczy się "tu i teraz", a nie jakieś
                      perpektywy (oczywiscie pewne czynniki pozadochodowe też maja znaczenie, ważna
                      jest imigracja i liczba wolnych mieszkań na rynku, ale to dotyczy chwili,
                      najwyżej najbliższej przyszłości). Trudno mówić o konkretnych mieszkaniach i
                      centrum zawsze jest bardziej atrakcyjne, ale z drugiej strony to kawalerka.
                      Trudno, gdy średnia płaca to 3850 brutto (czyli niecałe 2600 zł na ręke po
                      odjęciu ZUSu i podatku dochodowego), znaleźć wielu chętnych na mieszkanie za
                      2500 zł. Żeby wydać 2500 zł na mieszkanie (w przypadku kawalerki raczej trudno o
                      małżeństwo), trzeba zarabiać w skrajnym wypadku 5000 zł na rekę, jeśli nie
                      raczej 7500 zł. A teraz pomyśl, czy dla osoby zarabiającej 2-3 razy więcej niż
                      średnia płaca, Twoje mieszkanie odpowiadałoby ich statusowi materialnemu. Jeśli
                      tak, to może ktoś taki się kiedyś znajdzie, aczkolwiek takich osób za wiele nie
                      ma. Jeśli nie, to będziesz musiał poczekać aż na wynajęcie będzie stać
                      "przeciętniaka".

                      Jak pisałem już wyżej o rynku najmu niewiele wiadomo, więc trudno powiedzieć
                      jaki poziom cen jest "właściwy" w najbliższym czasie. Ale na pewno nie można
                      liczyć na to, że powtórzy "sukces" mieszkań. W krajach gdzie był boom, wzrost
                      najmu był dużo mniejszy, na poziomie wzrostu zarobków, a czasem nawet li tylko
                      na poziomie inflacji. Ceny mieszkań mogą zawierac w sobie wkład od "chciwości i
                      strachu". W przypadku najmu liczą się aktualne ekonomiczne realia.
                      • Gość: kacper Re: Juz bylo IP: *.chello.pl 12.05.07, 09:53
                        Widze ze jestes na biezaco w temacie.
                        Piszesz ze to poczatek spadkow az do dna.

                        Nie zgadzam się z tobą, uważam że o tylko korekta krora jest nieunikniona i
                        szkoda ze jej nie bylo wczesniej, teraz moze byc glebsza ale to nie bedzie
                        zaden krach czy cos takiego.

                        W polsce jak na razie mieszkania nie stoja i nie czekaja na klienta.
                        Tych mieszkan po protu nie ma a ludzie musza gdzies mieszkac.
                        To jest koronny argument na to ze krachu nie bedzie
                        , a moze w koncu rynek sie ustabilizuje i z korzyscia dla kupujacych jak i
                        inwestujacych w nieruchomosci bedzie przewidywalny.

                        Mieszkan sie nie sprzedaje w ciagu kilku dni (już) i to jest sygnal ze fala
                        opada. Pozostalo mniej potncjalnych nabywcow na rynku posiadajacych zdolnosc do
                        zaupu mieszkania, ktorzy maja wymagania i nie kupuja byle czego.

                        Moze teraz jest moment na kupowanie zapuszczonych nor w dobrych dzilnicach,
                        remontowaniu ich i sprzedawaniu takim wymagajacym klienom...


                        Podsumowujac, korekta nie zalamanie rynku i stabilizacja rynku czyli dlugo
                        ozekiwana normalność i przewidywalność
                        • Gość: mietek Re: Juz bylo IP: 212.160.172.* 14.05.07, 12:13
                          >Mieszkan sie nie sprzedaje w ciagu kilku dni (już) i to jest sygnal ze fala
                          >opada. Pozostalo mniej potncjalnych nabywcow na rynku posiadajacych zdolnosc do
                          >zaupu mieszkania, ktorzy maja wymagania i nie kupuja byle czego.

                          Znajomi 28 kwietnia zdecydowali sprzedac kawalerke (30m2 w okolicach
                          Pulawskiej/Odynca, w kiepskim stanie do remontu, slepa kuchnia oczywiscie). Po
                          drodze byl dlugi weekend, wiec firmy i agencje pozamykane a ludzie wyjechali z
                          miasta. I co? W srode 9 umowa wstepna podpisana, zaliczka wplacona - cena 9700/m2.
                          Teraz sie tylko zastanawiaja czy nie zrobili dumpingu ;-))))))))))
                          • Gość: Ekaunt Re: Juz bylo IP: 62.29.166.* 14.05.07, 14:16
                            Kawalerka - 30m2 w dobrej - co by nie mówić lokalizacji - masz park obok i knajpę Kręglickiej :)
                            gdyby mieli 60m2 byłoby gorzej - to już jest 600K do wydania.
                            Kumpel kupował parę miesięcy temu kawalerkę i też był dramat - co z kimś się umówił to po chwili nieaktualne - ktoś z lepszą ofertą przyszedł.
                            Problem jest z większymi mieszkaniami, których cena przekracza 500K, wymagana jest większa zdolność, a i spłaty miesięczne są w okolicach 2500 zł.
                            Co nie zmienia faktu, że cena jest chora :)
          • Gość: kkk Re: Juz bylo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.07, 23:44
            Ile metrów kwadratowych
            > w
            > przeciętnym miejscu kupi przeciętna pensja w ciagu kilku lat? Teraz to ciut
            > poniżej 0,5m2. Więcej, mniej, tyle samo?

            ostatnio zastanawiam sie jak duże znaczenie ma właściwie wpatrywanie się w ten
            współczynnik...

            gdy weźmiemy pod uwagę różne inne dobra okazuje się, że przecież w ich wypadku
            pracujemy znacznie , nieraz kilkunastokrotnie, dłużej na ich zakup, niż
            obywatele bardziej rozwiniętych krajów, a jednak jakoś jemy, pijemy, jeździmy
            samochodami itd itp

            są dobra, które trudno zastąpić, lub zastąpić sie ich nie da i z tego poowodu są
            dość odporne na bicie licznika tego wskaźnika ( oczywiście do pewnego stopnia )
            • poszi Re: Juz bylo 10.05.07, 00:23
              > gdy weźmiemy pod uwagę różne inne dobra okazuje się, że przecież w ich wypadku
              > pracujemy znacznie , nieraz kilkunastokrotnie, dłużej na ich zakup, niż

              Z kilkunastokrotnie to przesadziłeś. Nasz PKB wg purchasing power parity to ok.
              połowy średniej unijnej, więc możemy sobie pozwolić mniej więcej średnio na
              połowę tych dóbr, co średni mieszkaniec Unii.

              > obywatele bardziej rozwiniętych krajów, a jednak jakoś jemy, pijemy, jeździmy
              > samochodami itd itp

              To się rozbija o kwestię "tradable" i "non-tradable" goods. Wszystkie dobra,
              którymi można handlować osiagają równowagę, która mniej więcej odpowiada cenie
              danego towaru na rynku światowym + koszty jego dostarczenia do lokalnego
              odbiorcy (są w tym drobne niuanse dla bardzo egzotycznych rzeczy, dla których
              nie ma efektu skali lub z jakiś powodów podatkowych czy innych barier w handlu,
              ale z grubsza ta relacja działa). Samochody w Polsce nie mogą kosztować mniej
              niż na Zachodzie, bo by odpłynęły na Zachód.

              Dobra "non-tradable" osiągają równowage zaś, która zależy wyłącznie od zdolności
              nabywczej lokalnego odbiorcy (z pewną poprawką na koszty materiałów, które są w
              pewnym stopniu "tradable" oraz pod warunkiem, że rynek jest wolny). Oczywiście
              mieszkańcy biedniejszych krajów nie mogą sobie pozwolić na taka wielkość i
              poziom luksusu jak mieszkańcy krajów bogatych, ale ceny przeciętnego mieszkania
              w relacji do zarobków są (po usrednieniu przez górki i dołki cyklów) podobne
              (inna jest definicja "przeciętności"). Dlatego też mieszkaniec Warszawy nie
              będzie mógł sobie pozwolić prędko na tak duże mieszkanie, jak mieszkaniec
              Berlina, ale w ramach bogacenia się, ta relacja będzie się wyrównywać. Przez
              długie lata (jeszcze w połowie 2005 roku) przeciętny mieszkaniec Warszawy mógł
              sobie pozwolić na 0,8-0,9m2 (i ten współczynnik się minimalnie poprawiał z
              czasem, jak należałoby oczekiwać w związku z bogaceniem się) i nie ma powodu,
              żeby nagle pozwolić sobie już mógł tylko na mniej niż 0,5m2.
              • blatant Re: Juz bylo 10.05.07, 11:46
                Mam wrażenie, że posługiwanie się tym wskaźnikiem jest o tyle ryzykowne, że
                wykazuje on duże różnice w poszczególnych miastach europejskich.

                Co do prognoz dla Warszawy, to w rzeczywistości raczej dość trudno jest
                przewidzieć przyszłe ruchy cen. Według Royal Institution of Charted Surveyors
                (www.rics.org, raport za rok 2006) następujące czynniki będą kształtować
                przyszłe ceny (+oznaczam wzrosty, -spadki):
                I. Demograficzne:
                - długoterminowo zmniejszenie liczby ludności Polski (odzczuwalne po 2020r i
                dalej szybko postępujące)
                - emigracja młodych ludzi
                + starzenie społeczeństwa połączone ze wzrostem liczby gospodarstw domowych
                (odczuwalne jeszcze przez kilka lat, co się pokrywa za aproksymacjami dostępnymi
                na stronie GUSu)
                + migracja do dużych miast
                II. Makroekonomiczne
                +- wględnie prężna gospodarka i dobre perspektywy na przynajmniej najbliższe
                lata wpływają na poprawę nastrojów. Płace rosną szybciej niż inflacja co
                powiększa możliwości nabywcze, ale (co zauważają autorzy raportu) stosunek cen
                do wynagrodzeń pozostaje ekstremalny (i większość gospodarstw nie stać na zakup
                mieszkania)

                +-Raport analizuje także wpływ rozwijającego się rynku kredytów (poziom
                zadłużenia kredytami hipotecznymi i tak jednak nie jest zbyt wysoki w stosunku
                do europejskiego, ale szybko rośnie), wahań kursowych, polityki banków
                centralnych (w Europie) i tego jak to się przekłada na oprocentowanie kredytów.

                Uogólniając autorzy raportu wypowiadają się raczej neutrealnie co do przyszłych
                (niezbyt odległych) perspektyw z niewielkim akcentem na wzrost.

                Druga poruszana często na forum kwestia to sprawa "bańki" i niekończące się
                spory dot. ewentualnych terminów pęknięć itp. Problem wydaje mi się bardziej
                skomplikowany niżby się wydawało. W Warszawie obserwujemy wprawdzie szybki
                wzrost cen przez ostatnie lata, ale poprzedzony był on stagnacją (nominalną),
                która faktycznie oznaczała kilkuprocentowy spadek cen w latach 2000-2002.
                Ponadto określenie wartości fundamentalnej w miarę jednoznacznie interpretowane
                w odniesieniu do spółek giełdowych nie jest już tak oczywiste w odniesieniu do
                nieruchomości. Odnoszenie wartości nieruchomości do innych miast jest mocno
                ryzykowne (jak i teorie "gonienia"). Osobiście uważam, że przy bardzo
                ograniczonej mobilności Polaków uwarunkowania pragmatyczno-ekonomiczne
                przeważają nad psychologicznymi. Posuwając się nieco dalej, mam wrażenie, że
                wzrost cen w poprzednich latach wynika w dużej mierze z mocno ograniczonej
                podaży połączonej z czynnikami wzmacniającymi popyt tj. zdławieniem inflacji
                (nieco spokojniej zaciąga się kredyt nawet we frankach na 3-5% mając w
                perspektywie wejście do strefy euro, niż jeszcze kilka lat temu boksując się z
                oprocentowaniem np. 25%owym), wzrostem konkurencji na rynku kredytów
                hipotecznych, realnym wzrostem dochodów (i jeszcze szybszym wzrostem tzw.
                środków swobodnej decyzji).
                Obecnie wydaje się, że podaż reaguje słabo (teraz ledwo przekraczamy "produkcję"
                mieszkań sprzed kilku lat po pewnej zapaści).
                Natomiast czynniki popytowe (poza wzrostem wynagrodzeń) działają słabiej (ile
                można poprawiać oferty kredytowe?).
                I zatoczywszy koło wracam tutaj do "bańki". Jeżeli gdzieś szukać różnicy
                pomiędzy bieżącą ceną rynkową a czymś co można by nazwać wartością
                fundamentalną, to w odniesieniu do mieszkań jest to chyba tylko psychologia.
                Jeżeli nie mylę się w założeniach, to przyczyny wzrostu cen są głównie natury
                pragmatyczno-ekonomicznej.
                Reasumując uważam, że dalsze szybkie wzrosty nie są zbyt prawdopodobne. Raczej
                skłaniałbym się ku miękkiemu lądowaniu lub ew. niewielkim wzrostom. Znaczące
                spadki w najbliższej przyszłości wydają mi się prawdopodobne w przypadku np.
                istotnej zmiany po stronie podażowej (co jest w sumie możliwe).

                Natomiast sugerowanie się opiniami forumowiczów czy wręcz podejmowanie własnych
                decyzji lokalowych na podstawie wypowiedzi na forum, to jak dla mnie czyste
                szaleństwo ;) Jest sporo źródeł z których można czerpać dane i wyciągać własne
                wnioski.
                • Gość: thesopranos Re: Juz bylo IP: 192.193.245.* 10.05.07, 12:47
                  Utrzymanie sie cen na obecnym poziomie, przy rosnacych kosztach kredyty i
                  obecnej presji inflacyjnej spowodowanej olbrzymim wzrostem popytu wewnetrznego
                  i prawdopodobnej podwyzce stop % juz w lipcu (moja opinia) a nie w listopadzie
                  kiedy spodziewa sie tego rynek, sugerowaloby olbrzymie dysproporcje w
                  wynagrodzeniach nawet w warszawie, i szybko rosnaca grupa ludzi o bardzo
                  dobrych zarobkach. Jezeli za srednia pensje w warszawie mozna kupic raptem 0,5
                  m2 mieszkania to ta grupa "bogatych" ludzi musialaby kupowac coraz wiecej
                  mieszkan - przy zalozeniu ze jeszcze ich nie ma.


                  > + starzenie społeczeństwa połączone ze wzrostem liczby gospodarstw domowych

                  to chyba raczej na - gdyz coraz wiecej mieszkan bedzie sie pojawiac na rynku
                  wtornym. Smierc jest faktem a starzejace sie spoleczenstwo raczej nie wplywa
                  korzystnie na rynek nieruchomosci. Chyba ze jest cos czego nie wzialem pod
                  uwage w tym czynniku.

                  > + migracja do dużych miast
                  problem jest taki ze nikt nie wie jak ta migracja wyglada - jaka to skala.
                  Jeszcze kilka lat temu z powodu wyzu lat 78-82 rzeczywiscie mozna bylo dostrzec
                  naplyw mlodych ludzi na studia i do pracy. Teraz ta migracja do duzych miast to
                  fakt - ale do Londynu i Dublina itp


                  > +- wględnie prężna gospodarka i dobre perspektywy na przynajmniej najbliższe

                  tutaj rzeczywiscie mozna polemizowac. Niektorzy uwazaja ze nasza gospodarka to
                  taki tygrys lokalny ale ja sie z tym nie zgadzam. Wzrost PKB na poziomie 8% to
                  nic biorac pod uwage spadek bezrobocia i prawo Okuna to emigracja pomogla nam
                  bardziej niz inwestycje. Wieksza czesc wzrostu PKB powodowana jest popytem
                  wewnetrznym podczas gdy inwestycje pojawiaja sie dopiero ostatnio - stad presja
                  inflacyjna i rosnacy poziom zadluzenia polakow. Nasza gospodarka stoi na
                  glinanych nogach i prezy sie przy tym jak herkules - bez gruntownych reform
                  finansow publicznych (administracja, sluzba zdrowia, gornictwo, PKP, ciecie
                  wczesniejszych emerytur) dostaniemy takiej zadyszki ze staniemy na lata a to
                  uderzy we wszystkich szczegolnie inflacja lub stagnacja.

                  Nie mozna tez zakladac ze ci co wyemigrowali ktoregos dnia wroca. Tak samo bylo
                  z USA - oni jakos nie wracaja. Ponadto przy cenach mieszkan w warszawie to ktos
                  kto pracuje np. w anglii czy irlandii i zarabia nawet 3-4 tys eur to ile lat
                  bedzie musial oszczedzac zeby kupic sobie mieszkanie w warszawie - 10 lat? a
                  przeciez dopiero co wyjechal.

                  Zgadzam sie z Toba w 100% rozsadek i wartosc fundamentalna odgrywaja teraz role
                  2rzedna. Strach, panika i nagonka zrobily swoje co w polaczeniu z tanim
                  kredytem to jak brzytwa w rekach dziecka. Ile glosow tyle opinii - banka jest
                  lub jej nie ma, ceny spadna albo nie - nikt nie wie kto ma racje a tego sie
                  dowiemy juz niedlugo - przynajmniej ja bo stawiam na dluga stagnacje cen przez
                  kilka nastepnych miesiecy, lekkie spadki pod koniec tego roku i duza podaz przy
                  niskim popycie juz na poczatku 2008 roku - a finalnie spadek cen nawet i o 40%
                  (oczywiscie w tym samym czasie moga byc sprzedawane luksusowe apartamenty nawet
                  i po 15 tys eur), kwestia jest tylko w jakiej perspektywie - 1 rok a moze 3...
                  zobaczymy... jak mowi chinskie przyslowie, a raczej przeklenstwo, "obyś żył w
                  ciekawych czasach"...
                  • blatant Re: Juz bylo 10.05.07, 13:43
                    > to ta grupa "bogatych" ludzi musialaby kupowac coraz wiecej
                    > mieszkan - przy zalozeniu ze jeszcze ich nie ma.
                    Musiałaby kupować coraz więcej, żeby co?
                    RICS wygenerował raport na podstawie danych z ubiegłego roku. Od tego czasu
                    wzrost cen jest już dwucyfrowy. Ktoś te mieszkania kupuje.

                    > > + starzenie społeczeństwa połączone ze wzrostem liczby gospodarstw domowy
                    > ch
                    >
                    > to chyba raczej na - gdyz coraz wiecej mieszkan bedzie sie pojawiac na rynku
                    > wtornym. Smierc jest faktem a starzejace sie spoleczenstwo raczej nie wplywa
                    > korzystnie na rynek nieruchomosci. Chyba ze jest cos czego nie wzialem pod
                    > uwage w tym czynniku.
                    Starzenie u nas oznacza właśnie wydłużenie oczekiwanego czasu życia i
                    zmniejszczenie liczby urodzeń. W dalszej perspektywie, jeżeli nie nastąpi masowa
                    imigracja ;) rzeczywiście jest to czynnik na "-", ale o tym napisałem w
                    poprzednim punkcie. Natomiast wzrost liczby gospodarstw oznacza wzrost popytu,
                    czyli "+".

                    > > + migracja do dużych miast
                    > problem jest taki ze nikt nie wie jak ta migracja wyglada - jaka to skala.
                    > Jeszcze kilka lat temu z powodu wyzu lat 78-82 rzeczywiscie mozna bylo dostrzec
                    > naplyw mlodych ludzi na studia i do pracy. Teraz ta migracja do duzych miast to
                    > fakt - ale do Londynu i Dublina itp
                    No cóż, dyskutujesz z danymi największej na świecie (120tys. członków)
                    organizacji profesjonalistów nieruchomości.

                    > > +- wględnie prężna gospodarka i dobre perspektywy na przynajmniej najbliż
                    > sze
                    >
                    > tutaj rzeczywiscie mozna polemizowac. Niektorzy uwazaja ze nasza gospodarka to
                    > taki tygrys lokalny ale ja sie z tym nie zgadzam.
                    Ja również nie. Wręcz uważam, że ze względu na kolejne lewicowe rządy (z obecnym
                    włącznie) szanse na "tygrysowatość" maleją...

                    > Wzrost PKB na poziomie 8% to
                    > nic biorac pod uwage spadek bezrobocia i prawo Okuna to emigracja pomogla nam
                    > bardziej niz inwestycje.
                    Emigracja nam nie pomoga. Wręcz przeciwnie.

                    >Wieksza czesc wzrostu PKB powodowana jest popytem
                    > wewnetrznym podczas gdy inwestycje pojawiaja sie dopiero ostatnio - stad
                    >presja inflacyjna i rosnacy poziom zadluzenia polakow. Nasza gospodarka stoi na
                    > glinanych nogach i prezy sie przy tym jak herkules - bez gruntownych reform
                    > finansow publicznych (administracja, sluzba zdrowia, gornictwo, PKP, ciecie
                    > wczesniejszych emerytur) dostaniemy takiej zadyszki ze staniemy na lata a to
                    > uderzy we wszystkich szczegolnie inflacja lub stagnacja.
                    Absolutnie nie uważam, że polityka centralna jest właściwa. Wzrost wynika nie z
                    reform strukturalnych, lecz z fazy cyklu. Tym niemniej prognozy na najbliższe
                    lata są optymistyczne (nawet pesymistów). Problemy związane z rozdawnictwem
                    zaczną się w kolejnej fazie cyklu. Wtedy ktoś będzie musiał ludziom tłumaczyć
                    dlaczego trzeba ciąć emerytury, zasiłki i dotacje.

                    >
                    > Nie mozna tez zakladac ze ci co wyemigrowali ktoregos dnia wroca. Tak samo >
                    >bylo z USA - oni jakos nie wracaja.
                    A założyłem gdzieś coś takiego?

                    > Ponadto przy cenach mieszkan w warszawie to > ktos
                    > kto pracuje np. w anglii czy irlandii i zarabia nawet 3-4 tys eur to ile lat
                    > bedzie musial oszczedzac zeby kupic sobie mieszkanie w warszawie - 10 lat? a
                    > przeciez dopiero co wyjechal.
                    Nie wiem jaki to ma związek (patrz pkt wyżej). Nie zakładam jakichkolwiek
                    powrotów. Zresztą zwykle ciężko jest ludziom bez wsparcia rodziców zdobyć
                    mieszkanie i chyba bardziej prawdopodobny scenariusz to uzbieranie pewnej kwoty
                    i kredyt (jeżeli już dyskutujemy na ten temat). Sam przeszedłem tę drogę.

                    >
                    > Zgadzam sie z Toba w 100% rozsadek i wartosc fundamentalna odgrywaja teraz
                    >role> 2rzedna.
                    O wartości fundamentalnej wypowiadałem się powyżej. Dla mnie w odniesieniu do
                    mieszkań to coś mocno niedookreślonego. Co do rozsądku, to trochę się nie
                    zrozumieliśmy - uważam właśnie, że ludzie zwykle postępują rozsądnie (tam gdzie
                    nikt za nich nie decyduje i nie stara się nimi opiekować). Chodziło mi raczej o
                    poziom zaciętości w dyskusji na forum i bezwzględne zwalczanie "opozycji" jak
                    gdyby od takiej czy innej wypowiedzi zależał poziom cen.

                    > zobaczymy... jak mowi chinskie przyslowie, a raczej przeklenstwo, "obyś żył w
                    > ciekawych czasach"...
                    Mam już swoje miejsce na ziemi (aż do następnego ;)) i z dużym spokojem
                    obserwuję wydarzenia. Nie mam środków przewidzianych na inwestycje mieszkaniowe,
                    ale mam spokój ;). Mam nadzieję, że również większość forumowiczów (za wyjątkiem
                    tych rzucająch błotem) nie żyje na granicy zdrowia psychicznego ;) w stanie
                    równowagi chwiejnej zakłócanej wypowiedziami innych forumowiczów. Za jakiś czas
                    okaże się czyje prognozy będą trafione. W końcu można pokusić się o prognozę
                    taką: po pewnym czasie nastąpią spadki po których (po pewnym czasie nastąpią
                    wzrosty) wystarczy popatrzeć na jakże ciekawą huśtawkę cen w Norwegii na
                    przestrzeni ostatnich 25 lat ;)
                    • Gość: thesopranos Re: Juz bylo IP: 192.193.245.* 10.05.07, 14:01
                      > Musiałaby kupować coraz więcej, żeby co?
                      zeby utrzymac tak wysoki poziom cen jak obecnie.

                      > RICS wygenerował raport na podstawie danych z ubiegłego roku. Od tego czasu
                      > wzrost cen jest już dwucyfrowy. Ktoś te mieszkania kupuje.

                      ceny od ubieglego roku przeciez praktycznie sie nie zmienily, niektore zrodla
                      mowia nawet o spadkach. wiec prawda lezy po srodku ze nastapila stabilizacja.

                      Jest jeszcze efekt "samospelniajacej sie przepowiedni"

                      >Natomiast wzrost liczby gospodarstw oznacza wzrost popytu,

                      tyle ze to jakby sie kloci z ujemnym przyrostem naturalnym, nizem
                      demograficznym i lekiem przed problemem z emeryturami, zusem itp.

                      > No cóż, dyskutujesz z danymi największej na świecie (120tys. członków)
                      > organizacji profesjonalistów nieruchomości.

                      nie znam tych ludzi. ale dyskutuje z kazdym dopoki mnie nie przekona do swojej
                      racji :). I jakos nie ufam "expertom" ds. nieruchomosci bo nie bardzo wieze w
                      ich dobre intencje i bezinteresownosc. Sam pracuje w organizacji ktora
                      zatrudnia kilkaset tysiecy ludzi na calym swiecie i wiem ze wyrocznia nikt nie
                      jest i kazdy powinien myslec a nie brac za pewnik czyjes opinie.

                      > A założyłem gdzieś coś takiego?

                      nie :) to bylo tylko rozwiniecie watku


                      > Mam już swoje miejsce na ziemi (aż do następnego ;)) i z dużym spokojem
                      > obserwuję wydarzenia. Nie mam środków przewidzianych na inwestycje

                      ja tez nie moge narzekac :)

                      > okaże się czyje prognozy będą trafione. W końcu można pokusić się o prognozę
                      > taką: po pewnym czasie nastąpią spadki po których (po pewnym czasie nastąpią
                      > wzrosty)

                      dokladnie :)



                      • blatant Re: Juz bylo 10.05.07, 14:32

                        > > Musiałaby kupować coraz więcej, żeby co?
                        > zeby utrzymac tak wysoki poziom cen jak obecnie.
                        Przecież nawet sam zauważyłeś, że ceny od ubiegłego roku się nie zmniejszyły.

                        >
                        > > RICS wygenerował raport na podstawie danych z ubiegłego roku. Od tego cza
                        > su
                        > > wzrost cen jest już dwucyfrowy. Ktoś te mieszkania kupuje.
                        >
                        > ceny od ubieglego roku przeciez praktycznie sie nie zmienily, niektore zrodla
                        > mowia nawet o spadkach. wiec prawda lezy po srodku ze nastapila stabilizacja.
                        >
                        > Jest jeszcze efekt "samospelniajacej sie przepowiedni"
                        Prześledziłem ceny (ofertowe wprawdzie) w lokalizacji w której sprzedawałem
                        poprzednie mieszkanie z tych samych źródeł co w momencie sprzedaży (również
                        ofertowe, grudzień ubiegłego roku, okolice metra Ursynów, rynek wtórny, wielka
                        płyta, ceny z gumtree i aaaby - tylko ostatnie 7 dni). Wydają się potwierdzać
                        dane z raportu expandera. Oczywiście można twierdzić, że expander to
                        "naganiacze", mają swoje interesy itp itd. (dlatego sam sprawdziłem).


                        >
                        > >Natomiast wzrost liczby gospodarstw oznacza wzrost popytu,
                        >
                        > tyle ze to jakby sie kloci z ujemnym przyrostem naturalnym, nizem
                        > demograficznym i lekiem przed problemem z emeryturami, zusem itp.
                        Nie kłóci się. Występuje w innym okresie. Ujemny przyrost naturalny dopiero
                        stanie się problemem, natomiast trend przyrostowy liczby gospodarstw domowych w
                        dużych miastach to fakt (patrz aproksymacje dostępne na stronie GUS). RICS
                        powołuje jako argument na plus starzenie w zestawieniu z falą młodych ludzi
                        (tworzących nowe gospodarstwa):
                        "[...]demographic pressures are actually pushing up housing demand
                        strongly at present. This is because an ageing population
                        is currently associated with a surge of younger people
                        entering the initial years of household formation, a
                        situation which is likely to last for some years to come."


                        >
                        > > No cóż, dyskutujesz z danymi największej na świecie (120tys. członków)
                        > > organizacji profesjonalistów nieruchomości.
                        >
                        > nie znam tych ludzi. ale dyskutuje z kazdym dopoki mnie nie przekona do swojej
                        > racji :). I jakos nie ufam "expertom" ds. nieruchomosci bo nie bardzo wieze w
                        > ich dobre intencje i bezinteresownosc. Sam pracuje w organizacji ktora
                        > zatrudnia kilkaset tysiecy ludzi na calym swiecie i wiem ze wyrocznia nikt nie
                        > jest i kazdy powinien myslec a nie brac za pewnik czyjes opinie.
                        Dla mnie stanowisko poważnej firmy zawarte w poważnym raporcie jest znacznie
                        bardziej ważące niż wewnętrzne odczucia z osobistego doświadczenia (swojego lub
                        innych znajomych czy nie osób). Szczególnie, że nie dysponuję danymi przeciw.
                        Choć nie dałbym sobie ręki uciąć za raport jakiejkolwiek firmy.

                        • Gość: majkel Re: Juz bylo IP: *.unknown.be.uu.net 10.05.07, 14:38
                          Dla mnie stanowisko poważnej firmy zawarte w poważnym raporcie jest znacznie
                          bardziej ważące niż wewnętrzne odczucia z osobistego doświadczenia

                          ale mam nadzieje ze nie chodzi o expandera do spolki z szybko.pl jako powazne
                          firmy ?
                          • blatant Re: Juz bylo 10.05.07, 14:44
                            > ale mam nadzieje ze nie chodzi o expandera do spolki z szybko.pl jako powazne
                            > firmy ?
                            Royal Institution of Charted Surveyors (www.rics.org, pełna wersja raportu za
                            rok 2006: European housing review 2007). Więcej szczegółów we wcześniejszych
                            post'ach.
                • Gość: heheheh Re: Juz bylo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.07, 18:35
                  Generalnie zgodna tylko jedno ale: bardzo dużo udziałów kupionych u nas na
                  spekułe, zobaczymy co będzie jak je trzeba będzie pospłacać (opcja 10/90) i
                  wykończyć
              • Gość: kkk Re: Juz bylo IP: *.crowley.pl 10.05.07, 14:15
                Samochody w Polsce nie mogą kosztować mniej
                > niż na Zachodzie, bo by odpłynęły na Zachód

                problem w tym, że ( jeśli pozostaniemy na moment przy samochopdach nowych ) w
                Polsce są one nawet nominalnie droższe niż w krajach zachodzniej Europy i jakoś
                nie odpływają.
                Biorąc pod uwage poziom dochodów tu i tam jest to różnica cenowa w niektórych
                przypadkach nawet kilkukrotna.
                Oczywiście ma to związek z ograniczeniami wprowadzanymi przez samych
                producentów, jak i państwa, mającymi na celu własnie uniemozliwienie tego
                przepływu.
                Wydaje mi się, że pod pewnymi względami jest to podobna , wbrew pozorom,
                sytuacja do rynku mieszkań, których także nie da się ,,przewieźć,, przez
                granicę.

                Stąd wniosek, że dla niektórych dóbr - w tym mieszkań - ceny w róznych , nawet
                sąsiadujących ze sobą, krajach/regionach, mogą być dość drasztycznie różne -
                zarówno nominalnie, co wydaje sie oczywiste dla każdego, ale także pod względem
                stosunku dochodów do ceny w danym kraju.

                Dlatego własnie wydaje mi się, że trzymanie się wskaźnika stosynku dochodów do
                ceny metra kwadratowego może być mało miarodajnym elementem ukadanki.
                • Gość: majkel Re: Juz bylo IP: *.unknown.be.uu.net 10.05.07, 14:35
                  Dlatego własnie wydaje mi się, że trzymanie się wskaźnika stosynku dochodów do
                  ceny metra kwadratowego może być mało miarodajnym elementem ukadanki.

                  to co propunujesz cena uzalezniona od wzrostu, wagi kupujacego ?
                  to jest bardzo miarodajny element ukladanki zasadniczo mieszkaie powinno
                  kosztowac max 4letnie zarobki (marne zarobki marne mieszkanie) ale powinno to
                  byc w tych granicach przez ostatni nadmiar gotowki na rynku zostalo to
                  zachwiane ale raczej powroci do normalnego stanu
                • poszi Re: Juz bylo 10.05.07, 15:02
                  > Samochody w Polsce nie mogą kosztować mniej
                  > > niż na Zachodzie, bo by odpłynęły na Zachód
                  >
                  > problem w tym, że ( jeśli pozostaniemy na moment przy samochopdach nowych ) w
                  > Polsce są one nawet nominalnie droższe niż w krajach zachodzniej Europy i jakoś
                  >
                  > nie odpływają.

                  Chyba chciałeś napisać "przypływają" skoro są wyższe? Rożnice nominalne w cenach
                  nowych samochodów są minimalne. Wyższe ceny w Polsce dla niektórych modeli wiążą
                  się z wyższymi kosztami dystrubucji (mniej chetnych, trudniej w opłacalny sposób
                  sprowadzić, brak efektu skali).

                  Nie wiem może za to, czy nie zauważyłeś przypadkiem, jaki napływ był używanych
                  samochodów, które zbiły ceny używanych samochodów w Polsce do poziomu, który
                  odpowiada kosztom na Zachodzie + kosztom ich sprowadzenia? To, że stare
                  samochody w Polsce są droższe niż na Zachodzie nie jest też żadna magią. W
                  Polsce tańsze są naprawy i wiele rzęchów, których naprawa kosztuje na Zachodzie
                  więcej niż są warte i których nie opłaca się już dłużej eksploatować i które
                  kosztuje przez to tam grosze, można tanio naprawiać w Polsce i ich wartość
                  (będąca pochodną uzyteczności) jest większa.

                  > Wydaje mi się, że pod pewnymi względami jest to podobna , wbrew pozorom,
                  > sytuacja do rynku mieszkań, których także nie da się ,,przewieźć,, przez
                  > granicę.

                  Przecież o tym napisałem. I dlatego kosztują tyle, ile jest są w stanie zapłacić
                  "lokalsi".

                  > Stąd wniosek, że dla niektórych dóbr - w tym mieszkań - ceny w róznych , nawet
                  > sąsiadujących ze sobą, krajach/regionach, mogą być dość drasztycznie różne -
                  > zarówno nominalnie, co wydaje sie oczywiste dla każdego,

                  Brawo. Dobrze kombinujesz. I prawie wszystkie dobra "non-tradable" są w Polsce
                  tańsze niż na Zachodzie. Wybierz sie do dentysty, fryzjera czy mechanika w
                  Polsce i na Zachodzie, to zobaczysz różnicę.

                  > ale także pod względem
                  > stosunku dochodów do ceny w danym kraju.

                  Nie. Dlatego PKB wg purchasing power parity różni się między krajami mniej niż
                  nominalny PKB. Kraje biedniejsze są tańsze właśnie na dobrach "non-tradable".

                  Mam wrażenie, że w tym poście i poprzednim przebija nuta, że jak to możliwe, że
                  w Polsce ceny wielu rzeczy są wyższe, ludzie niby mniej zarabiają, a jakoś żyją.
                  Otóż dobra "tradable" z konieczności kupują w mniejszych ilościach. W Polsce nie
                  wszystkie gospodarstwa domowe mają samochód, a 2 to już garstka. Na Zachodzie (a
                  o USA to już nie wspomnę) mało które gospodarstwo ma jeden samochód. Ale to w
                  dużo mniejszym stopniu dotyczy dóbr "non-tradable".

                  > Dlatego własnie wydaje mi się, że trzymanie się wskaźnika stosynku dochodów do
                  > ceny metra kwadratowego może być mało miarodajnym elementem ukadanki.

                  Ależ porównanie do Zachodu jest tylko jednym z czynników. Zreszta dosyć
                  istotnym, bo jeśli dłużej ceny będą takie w stosunku do zarobków, to jeszcze
                  więcej młodych ludzi wyjedzie na Zachód. Są pewne granice umartwiania się.

                  Istotniejsze jest to, że ten wskaźnik uśredniony po górkach i dołkach był w
                  przeszłości wyższy i powoli rósł. Liczyłem już parę razy niedowiarkom, którzy
                  twierdzili, jak to kiedyś mieszkania były tanie, że w stosunku do zarobków były
                  droższe niż w 2005 roku (aczkolwiek oczywiście tańsze niż teraz). Ten trend był
                  zrozumiały, właściwie wiążący sie "z wyrównywaniem sie poziomu życia do
                  Zachodu", natomiast ten nagły spadek w zeszłym roku to "irrational exuberance".
                  • Gość: kkk Re: Juz bylo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.07, 21:56

                    > Chyba chciałeś napisać "przypływają" skoro są wyższe? Rożnice nominalne w cenac
                    > h
                    > nowych samochodów są minimalne.

                    rzeczywiście w segmencie aut luksusowych bardziej opłaci się kupić i przywieźć z
                    salonu w np US niż u dealera w Polsce, ale nie to miałem na myśli - chodziło mi
                    o kupno wprost od dealera/producenta - a tu takiej opcji raczej nie ma


                    > Nie wiem może za to, czy nie zauważyłeś przypadkiem, jaki napływ był używanych
                    > samochodów, które zbiły ceny używanych samochodów w Polsce do poziomu, który
                    > odpowiada kosztom na Zachodzie + kosztom ich sprowadzenia?

                    własnie dlatego napisałem ,,pozostańmy na chwilę w segmencie samochodów nowych,,
                    , a nie uzywanych

                    w wypadku samochodów - rzeczywiście łatwo zastąpić nowe - drogie, tanim szrotem
                    w wypadku mieszkań istnieje także swego rodzaju sybstytut, za który uważam ( w
                    porównaniu do nowego/kilkuletniego mieszkania) lokal w popularnym ,,płyciaku,,

                    podobnie jak w wypadku samochodów używanych, które na zachodzie nie cieszą się
                    wielką popularnością powyżej pewnego stopnia zuzycia i odpływają do nas - osoby,
                    których nie stac na normalne mieszkanie , kupuja ,,szrot,, w postaci ,,płyty,,,
                    która do nas nie przypływa jednak z zachodu, bo to z oczywistych powodów
                    niemozliwe - tam z powodu braku chętnych na ten ,,szrot,, wiele tego typu
                    budynków jest wyburzanych, a w ich miejsce ( niekoniecznie dosłownie ) powstają nowe

                    ponieważ zaś ilość tego ,,szrotu,, w kraju jest ograniczona ze względu na brak
                    dopływu na lawetach płyciaków z zachodu, moim zdaniem pojawi sie konieczność
                    znalezienia kolejnego ,,zastępstwa,, , czyli wynajęcia lokalu - to z kolei może
                    być powodem,dle którego wiele osób, których nie będzie stać na kupno, będzie
                    wynajmować na coraz wiekszą skalę, z kolei ktos musi te mieszkania dostarczyć,
                    czyli kupić - to moim zdaniem kolejny powód, aby liczyć na to, że ,,krachu,, nie
                    powinniśmy się spodziewać, ale raczej stopniowego wygaszania tempa wzrostu cen i
                    miękkiego lądowania, do czasu ustabilizowania sie rynku poprzez wzrost podaży i
                    wzrost płac - w okresie zapewne bliższym raczej dekady niż kilku lat

                    I dlatego kosztują tyle, ile jest są w stanie zapłaci
                    > ć
                    > "lokalsi".

                    niekoniecznie - mogą kosztować znacznie więcej - tyle na ile stać niekoniecznie
                    ,,lokalsów,, , którzy następnie wynajmują to ,,lokalsom,,

                    wracając do samochodów - nie musisz go kupowac, aby nim jeździć - mi np wyszło,
                    że kupno i utrzymywanie samochodu jest kompletnie nieopłacalne w porównaniu z
                    jazdą taksówkami i tego się obecnie trzymam ( mowa oczywiście o samochodzie a
                    nie wyrobie samochodopodobnym ( ,,szrocie vel płyciaku ,,) )

                    > Mam wrażenie, że w tym poście i poprzednim przebija nuta, że jak to możliwe, że
                    > w Polsce ceny wielu rzeczy są wyższe, ludzie niby mniej zarabiają, a jakoś żyją
                    > .
                    > Otóż dobra "tradable" z konieczności kupują w mniejszych ilościach.

                    z tym wogóle nie polemizuję - zresztą podaż nowych mieszkań m.in. w związku z
                    tym też jest śmiesznie mała i wcale nie wzrasta w jakimś oszałamiającym tempie
                    • Gość: jarek Re: Juz bylo IP: *.wro.vectranet.pl 10.05.07, 22:28
                      > z tym wogóle nie polemizuję - zresztą podaż nowych mieszkań m.in. w związku z
                      > tym też jest śmiesznie mała i wcale nie wzrasta w jakimś oszałamiającym tempie

                      bardzo bardzo prosze o wyjasnienie :)
                      bo do tej pory sadzilem ze to wlasnie głównie wzrost podazy spowoduje spadek cen
                      wiem ze wzrost wydanych pozwolen na budowe ( wzros ok 40 %) nie musi sie
                      koniecznie przelozyc na wzrost ilosci budowanych mieszkan ale wydaje mi sie ze
                      zaleznosc jest bardzo mocna ?
                      • Gość: kkk piwo ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.07, 22:31
                        jak robisz imprezę i masz jeden browar, to jest to śmiesznie mało

                        jak masz już dwa browary, to jest to proporcjonalnie bardzo duży przyrost
















                        ale to nadal śmiesznie mało ;D
                    • poszi Re: Juz bylo 10.05.07, 23:03
                      Te analogie samochodowe zrobiły się już za bardzo zagmatwane.

                      > niekoniecznie - mogą kosztować znacznie więcej - tyle na ile stać niekoniecznie
                      > ,,lokalsów,, , którzy następnie wynajmują to ,,lokalsom,,

                      Otóż "lokalsi" muszą dawać "nielokalsom" dochód z wynajmu, żeby to się opłacało.
                      W tej chwili marnie to wygląda. Bez wzrostu cen, wynajem to lichy interes, a
                      ryzyko, że z ceny zdołują bynajmniej nie jest niezerowe. Dlatego w długim
                      terminie nawet z napływem "nielokalsów" ceny zależą wyłacznie od zarobków
                      "lokalsów". Istnienie wynajmu nic nie zmienia. Zamiast przełożenia

                      zarobki => ceny mieszkań

                      Jest przełożenie

                      zarobki => czynsze => ceny mieszkań

                      Chyba że zakładasz "nową ekonomię", gdzie dochód nie ma znaczenia i liczy się
                      tylko wzrost wartości. Ale wtedy zamiast mieszkań równie dobrze "nielokalsi"
                      mogą handlować akcjami dot comów albo cebulkami tulipanów.

                      > zresztą podaż nowych mieszkań m.in. w związku z
                      > tym też jest śmiesznie mała i wcale nie wzrasta w jakimś oszałamiającym tempie

                      Niewystarczająca być może. Mała niezupełnie. Śmiesznie mała, na pewno nie. W
                      Warszawie oddano do użytku w zeszłym roku 8 mieszkań na 1000 mieszkańców,
                      rozpoczeto budowę 10, a pozwolenia otrzymano na niecałe 11 (w całym kraju oddano
                      3 na 1000, rozpoczęto budowę 4, a pozwolenia na 4,5). W tym roku te liczby
                      prawie na pewno sie poprawią o kilkadziesiąt procent.

                      W Stanach, których populacja rośnie o 1% rocznie (na skutek przyrostu
                      naturalnego i imigracji) w szczycie boomu w 2005 roku budowano niecałe 7
                      mieszkań na 1000, w zeszłym roku budowano 6 na 1000, a teraz wygląda na to, że
                      będzie to 5 na 1000 (to i tak powyżej średniej wieloletniej). Ten 1% przyrostu
                      populacji to w Polsce byłoby równoważne 380 tys ludzi. Tyle to jest w Polsce co
                      najmniej na minus.

                      W UK, gdzie imigranci walą drzwiami i oknami buduje się 3,5 mieszkania na 1000
                      mieszkańców. W Niemczech 3. Jedynie Hiszpania i Irlandia poszalała na maksa i
                      tam buduje się powyżej 10 mieszkań na 1000 mieszkańców (to ich zresztą zgubi,
                      jak boom się skończy, bo gospodarka jest tam uzależniona od budownictwa), ale w
                      Hiszpanii w 1990 roku (4 lata po wejściu do Unii, kiedy zaczął sie już spory
                      strumień imigracji oraz popytu na drugie domy) budowano niecałe 6 mieszkań na 1000.

                      Jasne, że powiesz, że nadrabianie zaległości itede, itepe, ale po pierwsze te
                      zaległości nie są aż takie duże, a po drugie potrzeba to nie popyt.

                      Na tabelaofert już widac, że mieszkań przybywa więcej niż ubywa i liczba ofert
                      rośnie. To znak, że popyt przy tych cenach jest już mniejszy od podaży. A dla
                      Ciebie to ciagle mało?

                      > wcale nie wzrasta w jakimś oszałamiającym tempie

                      Rany to ile musiałaby wzrastać, żeby to było oszałamiające. Trzydziesci kilka
                      procent wzrostu liczby wydanych pozwoleń w całym kraju w 2006 roku to mało? W
                      Warszawie +39%. W I kw 2007 wzrost liczby pozwoleń w Warszawie to 62%.
                      • Gość: kkk Re: Juz bylo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.07, 23:17

                        > Rany to ile musiałaby wzrastać, żeby to było oszałamiające. Trzydziesci kilka
                        > procent wzrostu liczby wydanych pozwoleń w całym kraju w 2006 roku to mało? W
                        > Warszawie +39%. W I kw 2007 wzrost liczby pozwoleń w Warszawie to 62%.

                        Poszi - jeśli popyt to potrzeba poparta środkami, a potrzeba posiadania
                        mieszkania zostaje zrealizowana w momencie zamieszkania, to wychodzi na to, że
                        skutek tego wzrostu pozoleń dla popytu będzie oczywiście odczuwalny, ale za
                        dwa-cztery lata - tyle wynosi okres od pozwolenia na buudowę do wprowadzenia się
                        do lokalu
                        • Gość: kkk Re: Juz bylo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.07, 23:22
                          ,,Liczba mieszkań oddanych do użytku wzrosła w 2006 r. o 0,1 proc. wobec 2005 r.
                          i wyniosła 114 tys. 164 - poinformował w poniedziałek Główny Urząd Statystyczny ,,

                          gdzie tu bańka ? gdzie tu wzrost podaży ? gdzie tu lawinowy wzrost poziomu
                          zaspokojenia potrzeb ?
                          • Gość: jarek Re: Juz bylo IP: *.wro.vectranet.pl 10.05.07, 23:30
                            udajesz głupiego ale niech ci bedzie .
                            a gdzie tu czas na reakcje ?mieszkanie nie powstaje w jednej chwili.
                            podaz wzrasta bo wydanych pozwolen i rozpoczetych budów jest wiecej
                            poczekaj z 1 rok jeszcze misiu .
                            bo jestes jak glupek z miasta co sadzi ze jak w nocy posieje to mu rano
                            urosnie.
                            prubujesz polemizowac z poszim a ty kmiocie nawet mi ,zwyklemu geszewciazowi do
                            piet niedorastasz
                            • Gość: kkk Re: Juz bylo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.07, 12:24
                              > bo jestes jak glupek z miasta co sadzi ze jak w nocy posieje to mu rano
                              > urosnie.
                              > prubujesz polemizowac z poszim a ty kmiocie nawet mi ,zwyklemu geszewciazowi do
                              >

                              poziomem prostactwa na pewno nie
                          • poszi Re: Juz bylo 10.05.07, 23:54

                            > ,,Liczba mieszkań oddanych do użytku wzrosła w 2006 r. o 0,1 proc. wobec 2005 r
                            > .
                            > i wyniosła 114 tys. 164 - poinformował w poniedziałek Główny Urząd Statystyczny
                            > ,,
                            >
                            > gdzie tu bańka ? gdzie tu wzrost podaży ? gdzie tu lawinowy wzrost poziomu
                            > zaspokojenia potrzeb ?

                            Nie wiem, czego oczekujesz? Że deweloperzy i inwestorzy indywidualni cofną czas
                            i rozpoczną więcej budów w 2004/2005 roku, żeby już teraz były gotowe? Rozumiem,
                            że tylko cud byłby dla Ciebie imponujący, bo bez cudu się Twoich wymagań spełnić
                            by nie dało.

                            To oczywiste, że gotowe mieszkania pojawią się z opóźnieniem. Podaż i tak
                            zareagowała bardzo szybko, bo już w zeszłym roku. A że budowa trwa tyle, ile
                            trwa, to chyba naturalna kolej rzeczy w budownictwie. Uczestnicy rynku dobrze o
                            tym już wiedzą, że podaż się powiększy. A to już prawie to samo, gdyby ta podaż
                            się ziściła materialnie.

                            Poza tym, gdybyś dokładnie czytał metodologię GUS, to wiedziałbyś, że liczba
                            mieszkań oddanych do użytku to jest mało interesujący wskaźnik. Są w Polsce
                            setki tysięcy mieszkań, które oficjalnie są w budowie, a w których już ludzie
                            mieszkają, bo oddanie do użytku wiąże się ze spełnieniem jakiś dziesiątek
                            biurokratycznych drobiazgów, z którymi wielu się nie spieszy.

                            Ten wzrost liczby rozpoczętych budów przełoży się na liczbe faktycznych mieszkań
                            już pod koniec tego roku i na poczatku przyszłego, a nie za 2-4 lata, jak
                            piszesz. Najważniejszym i najbardziej namacalnym wskaźnikiem jest liczba
                            rozpoczętych budów. To pokazuje, jaka jest faktycznie skala podaży w danym
                            momencie. Pozwolenia też pokazują kierunek na najbliższe miesiące.

                            • Gość: jarek Re: Juz bylo IP: *.wro.vectranet.pl 11.05.07, 00:06
                              czy ty jestes no nie wiem "prowadzacym forum "dla gazety ?
                              albo prowadzisz wyklady na temat cen mieszkan w europie sirodkowo wschodniej?
                              i sie do nich w ten sposób przygotowujesz ?
                              bo inaczej to twojej cierpliwosci wytlumaczyc sobie nie umiem
                              jak by mi ktos powiedzial cos przekonujacego za wzrostem to pewnie bym od razu
                              sie z nim nie zgodzil ale po przemysleniach musial bym mu przyznac racje i
                              zamilknąć .a oni tu w kółko to samo ,a ty takie obrzerne komentarze .
                              acha ,to malo istotne ale jak piszesz to w rodzaju meskim a jak podaje ci sie
                              odpowiedz to jest adnotacja strony "poszi napisala " to jak jest ?

                              • poszi Re: Juz bylo 11.05.07, 00:35
                                > czy ty jestes no nie wiem "prowadzacym forum "dla gazety ?

                                Z Gazetą to za wiele nie mam wspólnego. Myślę, że Gazeta, gdyby wpadła na pomysł
                                prowadzenia Forum, to nie robiłaby tego incognito.

                                > albo prowadzisz wyklady na temat cen mieszkan w europie sirodkowo wschodniej?
                                > i sie do nich w ten sposób przygotowujesz ?

                                Wykłady? A któżby takich wykładów słuchał? Na wykłady to chcą chodzić takie,
                                gdzie mówią, jaka to świetlana przyszłość ich czeka. :)

                                Sytuacja w Polsce jest ciekawa. Można zobaczyć "bąblonomię" na żywo. Co prawda
                                ostateczny werdykt jeszcze nie jest znany, ale można bez trudo zobaczyć wiele
                                analogii do tego, co było w USA. Zwłaszcza do tego, jak opisują to media i jakie
                                jest społeczny odbiór.

                                > .a oni tu w kółko to samo ,

                                Niektórzy uważają, że "spadkowcy" też w kółko to samo.

                                > a ty takie obrzerne komentarze .

                                To się przydaje. Jak potrzebuję coś znaleźć, to czasem szukam w swoich
                                archiwalnych wypowiedziach. :)

                                > acha ,to malo istotne ale jak piszesz to w rodzaju meskim a jak podaje ci sie
                                > odpowiedz to jest adnotacja strony "poszi napisala " to jak jest ?

                                Właśnie zerknąłem do swoich ustawień konta i faktycznie zaznaczone było
                                "kobieta". Zmieniłem zatem na zgodne z prawdą, więc teraz się powinno pojawiać
                                "poszi napisał". Nigdy wcześniej nie zwróciłem na to uwagi.
                                • Gość: jarek Re: Juz bylo IP: *.wro.vectranet.pl 11.05.07, 00:44
                                  > > acha ,to malo istotne ale jak piszesz to w rodzaju meskim a jak podaje ci
                                  > sie
                                  > > odpowiedz to jest adnotacja strony "poszi napisala " to jak jest ?
                                  >
                                  > Właśnie zerknąłem do swoich ustawień konta i faktycznie zaznaczone było
                                  > "kobieta". Zmieniłem zatem na zgodne z prawdą, więc teraz się powinno pojawiać
                                  > "poszi napisał". Nigdy wcześniej nie zwróciłem na to uwagi.

                                  nie jestem jakims tzw szowinista
                                  ale to mnie wlasnie nabardziej dziwilo
                                  ze kobita wypowiada sie w taki analityczny sposób
                                  teraz zagadka sie rozwiazala .
                                  • poszi Re: Juz bylo 11.05.07, 04:05
                                    > nie jestem jakims tzw szowinista

                                    Nie jestem jakiś kąśliwy, ale na ogół, jeśli ludzie piszą "Nie jestem
                                    [pejoratywne określenie], ale...", to należy to czytać "Jestem [pejoratywmne
                                    określenie], choć nie chcę się do tego przyznać, bowiem ...". ;)
                                    • Gość: jarek Re: Juz bylo IP: *.wro.vectranet.pl 11.05.07, 08:29
                                      to juz temat na inne forum :)
                                    • Gość: kkk strzał w 10 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.07, 12:38
                                      poszi napisał:

                                      > > nie jestem jakims tzw szowinista
                                      >
                                      > Nie jestem jakiś kąśliwy, ale na ogół, jeśli ludzie piszą "Nie jestem
                                      > [pejoratywne określenie], ale...", to należy to czytać "Jestem [pejoratywmne
                                      > określenie], choć nie chcę się do tego przyznać, bowiem ...". ;)

                                      w związku z :


                                      Gość portalu: jarek napisał(a):(...)
                                      > bo jestes jak glupek z miasta co sadzi ze jak w nocy posieje to mu rano
                                      > urosnie.
                                      > prubujesz polemizowac z poszim a ty kmiocie nawet mi ,zwyklemu geszewciazowi do
                                      >
                                      > piet niedorastasz


                                      KOLEJNA TRAFNA ANALIZA :D
                                      • Gość: jarek Re: strzał w 10 IP: 88.156.80.* 11.05.07, 17:30
                                        o szowiniscie to bylo w zwiazku z czym innym .
                                        skup sie prosze :D
                                • Gość: kkk intelektualne ,,wypuszcanie,, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.07, 12:35
                                  >któżby takich wykładów słuchał? Na wykłady to chcą chodzić takie,
                                  >gdzie mówią, jaka to świetlana przyszłość ich czeka. :)

                                  :D

                                  Poszi - a jak myslisz, dlaczego się np. ja czesto przy czymś na siłę upieram i
                                  drążę Twoje wypowiedzi ?

                                  Dlatego, że piszesz bardzo ciekawie, a wiem, żegdybym był jednym z licznych tu
                                  klakierów Twoich opinii, niczego wiecej bym się nie dowiedział od Ciebie :D

                                  więcej człowiek może się dowiedzieć i zrozumiec prowadząc intelektualny spór,
                                  niż intelektualne klakierstwo, połączone w wyzwiskami od adresem ,,zwolenników,,
                                  przeciwnego obozu

                                  kwestia metody ;)

                                  Pzdr
                                  • Gość: jarek Re: intelektualne ,,wypuszcanie,, IP: 88.156.80.* 11.05.07, 17:37
                                    z poszim to sie lepiej nie spierac bo on ma taka wiedze ze nawet jak by niemial
                                    racji to by ci udowodnil ze ma .a ty stawiasz teze ze niema wzrostu(jesli
                                    niewiedziales ze liczy sie tez wydane zezwolenia i rozpoczete budowy to sory
                                    kazdy sie uczy )
                                    a klace sie placi a my klaskamy za free :D
                            • druop22 Re: Juz bylo 11.05.07, 09:42
                              zwroc uwage na to ze z reguly do tej pory te rozpoczete budowy ktore maja
                              przyniesc za 2-4lata "ogromna" podaz sa juz z reguly w 90% sprzedane przed
                              wbiciem w ziemie pierwszego "sztycha" :)
                              jesli nie, to faktycznie developer moze sie przeliczyc :)
                              jesli chodzi o sprzedaz nowych inwestycji to pewno odbywac sie bedzie to na
                              zasadzie: ustalenie pierwszej ceny i oczekiwanie na reakcje ze strony popytu,
                              jesli ta jest zadowalajaca na danym etapie to cena jest utrzymywana, jesli
                              ludzie bija sie w kolejece przed biurem sprzedazy kto byl pierwszy - to cena
                              idzie z dnia na dzien w gore, a nawet ograniczaja ilosc mieszkan mozliwych do
                              kupienia aby dostac wyzsza cene w pozniejszym etapie (budowa to jakies 2-3lata),
                              jesli cena okaze sie za wysoka a po pewnym czasie ilosc rezerwacji, czy tez
                              sprzedanych jest za niska to oczewiscie obnizki cen sa nieuniknione, wszystko
                              zalezy jaki przedzial czasowy ma ustawiony dev, i jaki pulap sprzedazy
                              chce/badz musi osiagnac na danym etapie..
                              Do tej pory bylo to tak ze z kazda podwyzka cen, popyt mimo wszystko byl
                              ogromny, ceny systematycznie rosly - ale musi nadejsc ten punkt cenowy po
                              przekroczeniu ktorego popyt zgasnie szybko, bo zdolnosc finansowa nie rosnie w
                              takim tempie jak ceny mieszkan..
                              Dlatego obstawiam ze ceny wyhamuja i ustabilizuja sie na poziomie przy ktorym
                              popyt bedzie wystarczajacy, mysle ze np. przedzial 5-6,5tys/m2 we Wroclawiu w
                              zaleznosci od standardu i lokalizacji jest przedzialem w ktorym popyt powinien
                              sie utrzymac na zadowalajacym poziomie, dlatego niektore ceny 7-8tys/m2 (nie
                              apartamenty tylko zwykle mieszkania) sa za wysokie, zwlaszcza ze w tych
                              pieniadzach mozna kupic gotowe, prawie nowe mieszkanie, czesto juz nawet
                              umeblowane z rynku wtornego, czesto rowniez sprzedaja ludzie ktorzy kupili
                              spekulacyjnie i teraz tuz przed oddaniem chca je sprzedac za powiedzmy 6tys/m2 -
                              trudno zatem bedzie sprzedac developerowi dziure w ziemi za 7-8tys/m2 skoro
                              ktos moze kupic np. sporo taniej prawie gotowe we wczesniejszym etapie :)

                              P.S
                              jesli chodzi o rynek aut nowych to tutaj rowniez nasza sila nabywcza od dawien
                              dawna byla i jest mizerna, dajmy nato specjalista zarabiajacy u nas 6tys zl w
                              niemczech zarabialby podobnie 5-6tys euro, a np. nowy sredniej klasy samochod
                              dajmy na to taki passat kosztuje 25tys euro,
                              widac zatem ze niemiec kupi po 5 miesiacach natomiast Polak prawie po 17tu.. a
                              mimo wszystko auta sie sprzedawaly b.dobrze do momentu wejscia do UE,
                              zadziwiajaco dla wszystkich analitykow..Potem oczewiscie zalew tanich
                              uzywanych, i nie tylko z egmentu 15-20latkow - powiedzmy w cenie Glofa V z
                              dieslem czyli zajakies 75tys. mozna przeciez sprowadzic sobie auto o dwie klasy
                              lepsze i rowniez nie takie bardzo stare np.:
                              otomoto.pl/index.php?sect=show&id=C2706882
                              choc obecnie widac odbice (to rowniez swiadzcy o bogaceniu sie spoleczenstwa)
                              "
                              Polacy na początku roku ruszyli po nowe auta.
                              Producenci i sprzedawcy aut są zaskoczeni tempem, w jakim kupujemy nowe
                              samochody. W pierwszych dwóch miesiącach sprzedaż wzrosła o ponad 21 proc. w
                              stosunku do analogicznego okresu ubiegłegoroku. To rewelacyjny wynik, biorąc
                              pod uwagę, że w 2006 roku wzrost wyniósł zaledwie 1,5 proc.

                              z
                              www.gazetaprawna.pl/?action=showNews&dok=1933.81.800.2.4.1.0.1.htm"
                              • Gość: Ekaunt Re: Juz bylo IP: 62.29.166.* 11.05.07, 10:29
                                gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,4122884.html
                                ciekawe ile z tych 900 tys. wejdzie na rynek? zakładając, oczywiście że ustawa przejdzie...
                                • druop22 Re: Juz bylo 11.05.07, 11:16
                                  nie da sie zjesc cukierka i miec cukierka,
                                  co z tego ze ktos dostanie za kilkaset zlotych mieszkanie, a potem je sprzeda i
                                  co? bedzie najmowal albo bedzie musial kupic kolejne, a nie ma pewnosci ze kupi
                                  taniej no chyba ze od sasiada ktory rowniez dostanie na wlasnosc lokum :) to
                                  moze zbic ceny tego typu mieszkan..
                                  zatem wedlug mnie napedzi to tylko jeszcze bardziej ceny na nowe mieszkania lub
                                  domy,a zmniejszy ceny starych mieszkan, do tej pory ludzie ktorzy mieszkali w
                                  tych lokalach/mieszkaniach bowiem nie zastanawiali sie nad przeprowadzka na
                                  nowe lepsze, osiedle badz domek pod miastem, bo ich nie bylo stac gdyz nie
                                  dysponowali zadnym majatkiem..
                                  teraz jak dostana prezent od panstwa - za kilkaset zlotych cos co warte jest
                                  setki razy tyle - to moga sie zaczac zastanawiac czy aby nie jest ich juz stac
                                  wspierajac sie malym kredytem przeniesc sie w lepsze miejsce..
                                  powinno to zatem doprowadzic do stopniowego roznicowania ceny miedzy nowymi a
                                  starymi budynkami, teraz praktycznie widuje sie ceny "zyczeniowe" niewiele
                                  rozniace sie od siebie i starych i nowych, gdy roznice ponownie stana sie
                                  realnie widoczne wowczas ten proceder powinien sie automatycznie zatrzymac..
                                  • Gość: thesopranos Re: Juz bylo IP: 192.193.245.* 11.05.07, 11:24
                                    > powinno to zatem doprowadzic do stopniowego roznicowania ceny miedzy nowymi a
                                    > starymi budynkami, teraz praktycznie widuje sie ceny "zyczeniowe" niewiele
                                    > rozniace sie od siebie i starych i nowych, gdy roznice ponownie stana sie

                                    dokladnie! tyle ze ceny nowych mieszkan sa windowane rowniez przez tych ktorzy
                                    nie maja alternatywy w postaci tanich mieszkan i zamiast kupic uzywane od
                                    spoldzielni (przez rynek wtorny) w kiepskim standarcie sa zmuszeni kupowac nowe
                                    od developera na ktore ich na prawde nie stac. kupuja wiec 1 pok 35 m2 zamiat 2
                                    czy nawet 3 przy 60 m2. Wiekszosc nowych mieszkan to 1-2 pokoje bo na 3
                                    pokojowe ludzi nie stac mimo ze chca.

                                    Jezeli pojawi sie nowy segment tanich mieszkan to popyt na drozsze tez sila
                                    rzeczy spadnie.

                                    masz racje ze bedzie duza roznica w cenach pomiedzy lokalizacjami i standardem
                                    ale tam bylo od zawsze. Tyle ze obie ceny beda spadac przez ten fakt - rowniez
                                    te w dobych lokalizacjach bo sa najbardziej wywindowane rowniez przez tych
                                    ktorym wystarczy niski standard w gorszej lokalizacji.

                                    tyle ze fakt otrzymania mieszkania spoldzielczego nie oznacza ze pojawia sie
                                    one masowo na rynki tak jak zauwazyles. jest jednak spora grupa ludzi
                                    ktora "posiada" takie mieszkanie ale jest kompletnie nie potrzebne ale
                                    wczesniej sprzedac go nie mogli, wiec teraz jakas ich czesc moze pojawic sie na
                                    rynku przy zalozeniu ze ta ustawa wejdzie w zycie -

                                    ps. doplaty do odsetek kredytow to bzdura - populizm PISu - oferta ktorej
                                    wymagania spelni 1% spoleczenstwa.
                                    • Gość: Ekaunt Re: Juz bylo IP: 62.29.166.* 11.05.07, 11:37
                                      Obecnie w Warszawie większość mieszkań kosztuje 10.000 pln/m2 - i nieważne czy jest to Ochota bliżej Okęcia czy Stara czy Mokotów czy Żoliborz lub Ursynów - różnice są naprawdę niewielkie. Najgorsze, śmierdzące klity tyle kosztują - i jak tu nie wierzyć, że są to ceny życzeniowe? Wystarczy zobaczyć na oferty sprzedaży - od kilku miesięcy powtarzają się te same mieszkania, ten sam poziom cen...
                                      Także wydaje mi się, że wpuszczenie na rynek takiej ilości mieszkań nie zwiększy cen nowych, a wręcz przeciwnie. No, ale to dopiero się okaże i zobaczy jak z tym będzie :)
                              • Gość: thesopranos Re: Juz bylo IP: 192.193.245.* 11.05.07, 11:16
                                > przyniesc za 2-4lata "ogromna" podaz sa juz z reguly w 90% sprzedane przed
                                > wbiciem w ziemie pierwszego "sztycha" :)

                                wydaje sie ze troche szybciej - 2-4 lata na blok to troche dlugo

                                > jesli chodzi o rynek aut nowych to tutaj rowniez nasza sila nabywcza od
                                dawien
                                > dawna byla i jest mizerna, dajmy nato specjalista zarabiajacy u nas 6tys zl w
                                > niemczech zarabialby podobnie 5-6tys euro, a np. nowy sredniej klasy samochod
                                > dajmy na to taki passat kosztuje 25tys euro,
                                > widac zatem ze niemiec kupi po 5 miesiacach natomiast Polak prawie po 17tu..
                                a
                                > mimo wszystko auta sie sprzedawaly b.dobrze do momentu wejscia do UE,
                                > zadziwiajaco dla wszystkich analitykow..Potem oczewiscie zalew tanich

                                A ile sie ich sprzedalo? tyle ze 70% aut sprzedawanych w polsce i sprowadzanych
                                ma ponad 6 lat. Dla niemca samochod 10 lat to szmelc a zlomowanie kosztuje wiec
                                sprzedaje polakom po 1 tys eur. Takich passatow sprzedaje sie bardzo malo jako
                                liczbe szt. na 1000 sprzedanych samochodow - bo ludzi ktorych na nie stac jest
                                malo... to samo tyczy sie nowych aut - sprzdaja sie glownie skody, fiaty,
                                toyoty, peugoty z najnizszego segmentu a passaty itp. to margines

                                wzrost sprzedazy nowych aut jest sygnalem ze ludziom wiedzie sie coraz lepiej
                                ale poziom z ktorego jest ten wzrost jest mizerny i dzwignia operacyjna w tym
                                przypadku jest olbrzymia.

                                Twierdzenie ze auto kosztuje tam 5 pensji a u nas 17 ale i tak sie jakos
                                sprzedaja jest faktem - tyle ze to "jakos" to przykladowo 1 takie auto na 100
                                jezdzacych po ulicach warszawy a w berlinie czy frankfurcie 15 sztuk,

                                w niemczech czy starej EU to zwykly pojazd a w polsce wciaz kojarzy sie z
                                luksusem
                                • druop22 Re: Juz bylo 11.05.07, 11:42
                                  bez urazy ale kolega chyba mieszka w malej miejscowosci?:) nie bede sie tu
                                  chwalil i wymienial co stoi na parkingu na moim osiedlu :) ale proponuje wybrac
                                  sie w sobotnie popoludnie chodzby do pobliskiej galerii handlowej i przejsc
                                  przez jeden losowo wybarny poziom, gwarantuje ci ze spotkasz tam calkiem spora
                                  liczbe aut nowych, zarowno z klasy sredniej jak i wyzszej, powinienes tez
                                  spotkac pare sztuk w cenach kawalerek :) a jak bedziesz mial farta to nawet cos
                                  w cenie domu :) oczewiscie na polskich blachach wszystko (prawie ;)
                                  jesli chodzi o Niemcy to np. w Monachium Passat to auto ludzi zyjacych na
                                  roznego rodzaju zasilkach socjalnych (np. becikowe miesiecznie na dziecko 300e
                                  plus socjalny dodatek 150e, lacznie 450e miesiecznie za to ze masz dziecko..)
                                  Nawet ilosc Porschakow na ulicach jest taka ze nie robia one juz zadengo
                                  wrazenia a po jakims czasie juz nawet nie odwaracasz glowy za takim pospolitym
                                  autem :)
                                  • Gość: Ekaunt Re: Juz bylo IP: 62.29.166.* 11.05.07, 12:09
                                    No ale Monachium jest na 8 miejscu miast na świecie pod względem jakości zycia. I nie zapominaj o chmarach rowerów tamże ;) a co do samochodów to rzeczywiście: Porsche, BMW i Saaby, mniej Mercedesów i Audi, reszta samochodów jest niezauważalna - no, może jak czasem jakieś Lambo zadudni koło Marienplatz.
                                  • Gość: thesopranos Re: Juz bylo IP: 192.193.245.* 11.05.07, 13:02
                                    > bez urazy ale kolega chyba mieszka w malej miejscowosci?:)

                                    tak, w warszawie :)

                                    > chwalil i wymienial co stoi na parkingu na moim osiedlu :) ale
                                    > proponuje wybrac sie w sobotnie popoludnie chodzby do
                                    > pobliskiej galerii handlowej i przejsc

                                    te dwa miejsca nie sa chyba reprezentatywna probka :) rownie dobrze moge Cie
                                    wyslac na zabkowska, mycielskiego albo okolice dworca wschodniego

                                    mowia na podstawie obserwacji jezdzac po warszawie - stojac w korkach niestety
                                    mam sporo czasu

                                    > jesli chodzi o Niemcy to np. w Monachium Passat to auto ludzi zyjacych na
                                    > roznego rodzaju zasilkach socjalnych (np. becikowe miesiecznie na dziecko
                                    300e

                                    wlasnie o to chodzi ze to co tam jest dla wszyskich u nas jest dla "niewielu".
                                    Dyskutowanie ile to niewiele to dla kogos wiele to inna bajka

                                    > wrazenia a po jakims czasie juz nawet nie odwaracasz glowy za takim
                                    pospolitym
                                    > autem :)

                                    u nas tez tak bedzie :) za 30-50 lat... albo wczesniej jak te porschaki sie
                                    zestarzeja i polacy beda nimi smigac po warszawie (po dziurach) jak teraz
                                    starymi BMW-3 ze spojerami z popekanego plastiku :)


                                    • druop22 Re: Juz bylo 11.05.07, 13:22
                                      to fakt ze na razie to glownie tylko ceny roznych dobr sa blisko tego co w
                                      Monachium :) niestety .. ale i u nas sytuacja sie poprawia, badz optymista,
                                      przy dzisiejszej globalnej gospodarce jestesmy bardzo lakomym kaskiem dla
                                      kapitalu/korporacji z UE, ja troche siedze w branzy telekomow i powiem ci ze
                                      np. taki gigant jak DeutcheTelekom ma program ciecia kosztow i restrukturyzacji
                                      ktory glownie polega na tym ze beda zwalniac ludzi (kilkadziesiat tysiecy) nie
                                      dla tego ze nie ma dla nich roboty tylko dlatego ze sa za drodzy, i tak sie
                                      sklada ze w poblizu jest kraj ktory ma swietna kadre, znajaca jezyki obce (nie
                                      to co Niemcy) a ktora ma place na poziomie ok. 4krotnie nizszym, dodatkowo jest
                                      to kraj w UE (a zatem nie jest to "dziki zachod" gdzie mozna sie spodziewac
                                      najbardziej niespodziewanego) w ktorym ulokowalo sie juz kilka innych
                                      korporacji globalnych czy to w R&D czy innych uslugach specjalistycznych
                                      i jak wiesc niesie byly to swietne dla nich inwestycje (np.Siemens, Motorola,
                                      alcatel&Lucent, IBM, HP, Volvo IT, Samsung, Google etc.)
                                      dlatego mam nadzieje ze teraz przyjdzie czas na reszte, tzn. prace, place :)
                                      • Gość: thesopranos Re: Juz bylo IP: 192.193.245.* 11.05.07, 13:51
                                        >>ale i u nas sytuacja sie poprawia, badz optymista,

                                        uwierz mi ze sie staram ale jak widze co PIS wyprawia to sie modle zeby nie
                                        zabierali sie za gospodarke. Brak reform powoduje ze nasz polski Fiat 126P
                                        pedzi z zaciagnietym recznym i to z gorki na luzie zeby silnik nie chamowal...

                                        Z makroekonomicznego punktu widzenia Polska wcale tygrysem nie jest ani nawet
                                        tygryskiem... moze takim malym, slepym dachowcem....


                                        > kapitalu/korporacji z UE, ja troche siedze w branzy telekomow i powiem ci ze
                                        > np. taki gigant jak DeutcheTelekom ma program ciecia kosztow i
                                        restrukturyzacji

                                        ja mam podobne obserwacje - pracuje w branzy finansowej (bank) i np. taki
                                        Citigroup planuje zwolnic 5% swoich pracownikow - czyli jakies 15 tys na calym
                                        swiecie a ich stanowiska przeniesc do tanich lokalizacji czyli np. z londynu do
                                        Indii i... Polski.

                                        Jest jedno ale - te stanowiska to glownie operacje - czyli tysiace ludzi
                                        wklepujace cyferki i rzeczywiscie bezrobocie bedzie spadac i pensje rosnac ale
                                        glownie w najnizszym segmencie wynagrodzen. Wlasnie po to przenosi sie te
                                        lokalizacje do polski - zeby bylo taniej.

                                        Dobrze oplacane, specjalistyczne stanowiska zostaja w Londynie, czy NY bo tu
                                        najwazniejszy jest "kontakt ze swiatem" ktorego polska nie bardzo posiada...

                                        tak samo jest z fabrykami - inwestorzy zagraniczni stawiaja fabryki, magazyny
                                        itp. ale placic by chcieli 1500 brutto max a ludzie za tyle w polsce juz
                                        pracowac nie chca - wola wyjechac. Taki wlasnie problem ma np. wroclaw gdzie
                                        prezydent odwalil kawal dobrej roboty sciagajac inwestorow a teraz pracowac
                                        komu nie ma i mysla zeby sciagac... chinczykow...

                                        > dlatego mam nadzieje ze teraz przyjdzie czas na reszte, tzn. prace, place :)
                                        tez mam taka nadzieje :) pozostaje optymista (czasami) tylko cierpliwosc mi sie
                                        konczy jak obserwuje "owczy ped" ludzi zaciagajacy w panice kredyty na 500 tys
                                        na 40 lat i wiem jakie to moze miec konsekwencje na caly rynek finansowy,
                                        nastroje spoleczenstwa i juz widze miliardy zlotych ktore PIS rozdaje w formie
                                        zapomogi czy doplat do kredytow zdziwionym ze wzrost wiboru o 2% (200bps)
                                        spowodowal wzrost ich rat o 30%
                            • Gość: kkk Re: Juz bylo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.07, 12:29
                              > To oczywiste, że gotowe mieszkania pojawią się z opóźnieniem. Podaż i tak
                              > zareagowała bardzo szybko, bo już w zeszłym roku. A że budowa trwa tyle, ile
                              > trwa, to chyba naturalna kolej rzeczy w budownictwie. Uczestnicy rynku dobrze o
                              > tym już wiedzą, że podaż się powiększy.

                              ja wiem, że to naturalne - to nie ja robię z tego sensację

                              A to już prawie to samo, gdyby ta podaż
                              > się ziściła materialnie.

                              prawie robi różnicę

                              Są w Polsce
                              > setki tysięcy mieszkań, które oficjalnie są w budowie, a w których już ludzie
                              > mieszkają, bo oddanie do użytku wiąże się ze spełnieniem jakiś dziesiątek
                              > biurokratycznych drobiazgów, z którymi wielu się nie spieszy.

                              to akurat nie ma większego znaczenia, ponieważ pod tym wzglkędem niwiele sie
                              zmieniło od lat i mozna ten stan przyjąć za stałą bez znaczenia a nie zmienną

                              • poszi Re: Juz bylo 11.05.07, 14:26
                                > ja wiem, że to naturalne - to nie ja robię z tego sensację

                                Ależ mówiłeś, że nic imponującego nie ma we wzroście podaży, bo liczba
                                oddawanych mieszkań nie rośnie. To tak jakbyś udawał, ze nie wiesz, na czym to
                                polega, czyż nie?

                                > prawie robi różnicę

                                Tak. To robi tylko "prawie" różnicę. Tankowcom zabiera ok 2 miesięcy na
                                dowiezienie ropy z pól naftowych do odbiorcy. A mimo to, jeśli coś dzieje się na
                                rynku (wojna w Libanie, podniesienie kwoty wydobycia przez OPEC, itp), co
                                wpłynie najwcześniej za 2 miesiące na faktyczna podaż, to rynek reaguje
                                natychmiast. Bo spekulanci i arbitrazyści wiedzą, że należy robić zapasy lub
                                zapasów sie pozbywać. Rynek mieszkaniowy nie jest płynny i wbrew pozorom
                                bardziej elastyczny od rynku naftowego, dlatego ten efekt pewnie nie jest tak
                                wielki jak w przypadku ropy, ale nie udawaj, że go nie ma.

                                > to akurat nie ma większego znaczenia, ponieważ pod tym wzglkędem niwiele sie
                                > zmieniło od lat i mozna ten stan przyjąć za stałą bez znaczenia a nie zmienną
                                >

                                Tak, ale rynek się zmienił. Wzrosła liczba rozpoczynanych budów. I teraz z
                                powodu formalnych dziwności w metodologii GUS ta zmiana bedzie się w
                                statystykach dużo dłużej przesuwać do pozycji "mieszkania oddane" niż w
                                rzeczywistości. Budowy formalnie z punktu statystyk liczby oddawania mieszkań
                                buduje się dłużej niż w praktyce. Wg metodologii GUS w 2006 roku średni czas
                                trwania budowy (czyli od formalnego rozpoczęcia do formalnego oddania) to

                                indywidualni: 72,6 miesiąca (to nie pomyłka)
                                deweloperzy: 24,3 miesiąca
                                spółdzielnie: 28,2 miesiąca

                                www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/PUBL_bud_mieszk_04_kw_2006.pdf
                                Podczas gdy w praktyce to jest znacznie krócej.

                                Poza tym liczba oddawanych mieszkań to funkcja faktycznie ukończonych budów oraz
                                ochoty inwestorów na przedzieranie sie przez biurokracje. Ta druga wielkość jest
                                nieznana i wcale nie musi być stała (a wiemy już po tym cudzie parę lat temu,
                                kiedy oddano mieszkań dużo więcej niż zwykle z powodu zmiany przepisów, że to
                                się zmienia). Teraz żadne grube zmiany przepisów nie nastapiły, więc wielkiego
                                zafałszowania obrazu nie ma, ale jakis jest niewykluczony.
    • jan.zaworski [...] 10.05.07, 12:53
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • Gość: thesopranos Re: ceny mieszkan wydrapia chmury IP: 192.193.245.* 10.05.07, 13:03
        > W Londynie kupuje WIELE LUDZI z Kuwejtu i Arabii Saudyjskiej.

        wszyscy o tym wiedza - warszawa ma z tym tle wspolnego co "ladek zdroj" z
        Londynem. Uzywanie takiego argumentu przez naganiaczy tez juz nie ma sensu bo
        Londyn jest juz praktycznie tanszy od warszawy biorac pod uwage srednia cene m2
        i srednie pensje - czyli sile nabywcza
        • Gość: Ekaunt Re: ceny mieszkan wydrapia chmury IP: 62.29.166.* 10.05.07, 13:18
          Tym bardziej mnie dziwi walenie po oczach tym Londynem - przecież to się ma nijak do Wawy.
          Mnie interesuje coś innego - zarobki rosną o wiele wolniej niż ceny mieszkań. Poza tym wzost średnich zarobków nakręcają płace z branży budowlanej, inni nie mają tak różowo. Zatem, kiedy banki przestaną dawać kredyty? Skoro zarabiającemu w okolicach 5,5 tys. brutto bank da ok. 300 tys. na 40 lat - spłata miesięczna wyniesie 1500 zł, a za taką kwotę w Warszawie można kupić mieszkanie ok 45m2 na Ursusie lub Tarchominie. W bliższych dzielnicach da to ok. 30m2.
          Jestem ciekawy kiedy liczba ludzi, których stać będzie na kredyty zacznie spadać. Banki wtedy zmienią oferty - kredyty na 100 lat spłacane przez dzieci, ale to już nie będzie miało większego znaczenia. Czyli za czas jakiś (i to nie najdalszy) ceny polecą w dół, bo popyt spadnie...
          • Gość: raf Re: ceny mieszkan wydrapia chmury IP: 193.24.24.* 10.05.07, 13:26
            z zarobkami 5,5 tys bank daje 450 tys na 30 lat
            • Gość: Ekaunt Re: ceny mieszkan wydrapia chmury IP: 62.29.166.* 10.05.07, 14:36
              5,5 tys. brutto.
              jaki bank tyle daje?
          • Gość: thesopranos Re: ceny mieszkan wydrapia chmury IP: 192.193.245.* 10.05.07, 13:45
            >Mnie interesuje coś innego - zarobki rosną o wiele wolniej niż ceny mieszkań.

            wzrost wynagrodzne w polsce srednio o 7% to przeciez zart. jak
            lekarz/pielegniarka zarabiali np. 1-2 tys brutto a dostali podwyzke 30% to
            nawet kawalerki sobie nie kupia. Tak samo nauczyciele - podwyzka z 1,5 tys na 2
            tys to przeciez 30% co wcale nie zmienia faktu ze mieszkanai sobie nie kupia
            nawet jak dostana kolejne podwyzki o 30%

            to samo sie tyczy kierowcow, budowlancow, magazynierow, kasjerow w
            hipermarketach, pracownikow mc-donalda, administracji pub itp. - bo wlasnie ten
            segment emigrowal najbardziej - ci co zarabiaja dobrze nie wyjezdzaja wiec i
            podwyzek za bardzo nie dostaja. Podwyzki nawet o 100% ale z poziomu 1,5 pln nie
            umozliwi kupna mieszkania.

            te 7% to wlasnie glownie takie zawody - pozostali dostaja podwyzki inflacyjne
            srednio 2,5-5% max.

            > ć. Banki wtedy zmienią oferty - kredyty na 100 lat spłacane przez dzieci,

            tyle ze jak sobie ktos policzy rate kredytu na wibor + 1% marzy to przy
            kredycie na kwote 500 tys wyglda to najstepujaco
            10 lat: rata 5,4 tys
            20 lat: rata 3,4 tys
            30 lat: rata 2,8 tys
            40 lat: rata 2,6 tys
            60 lat: rata 2,4 tys
            100 lat: rata 2,3 tys
            150 lat: rata 2,3 tys
            200 lat: rata 2,3 tys
            500 lat: rata 2,3 tys

            wiec jak widac nie mozna wydluzac okresu kredytowania w nieskonczonosc bo to
            nic nie zmienia - zdolnosc kredytowa przy cenie pieniadza 4% (stawka
            referencyjna wibor) rosnie przy ratach na maxymalnie 30-35 lat - pozniej rata
            robi sie plaska i kazdy rok to spadek raty o raptem kilka zlotych. Teraz
            wiekszosc mieszkan kupowana jest z udzialem kredytu (80-90%) a ok 30-50% w
            zaleznosci od zrodel calkowicie na kredyt siegajacy nawet 30-40 lat. Maxymalnie
            absurdalnie okresy splat i poziom zadluzenia obecnie wydaje sie nie do
            przeskoczenia dla kredytobiorcy a bank nic nie moze zaoferowac...

            dlatego pojawil sie pomysl aby nasze panstwo (PIS) doplacalo do odsetek aby
            pomoc "biednym" ludziom w naszym pieknym kraju....
            • Gość: Ekaunt Re: ceny mieszkan wydrapia chmury IP: 62.29.166.* 10.05.07, 14:41
              Toż właśnie o tym piszę - to nic nie da - ani te pozorowane wzrosty zarobków, ani wydłużanie okresu kredytowania. Nie chce mi wyjść inaczej jak to, że banki przestaną udzielać kredytów, wtedy musi nastąpić spadek ceny mieszkań żeby ludzi było na to stać...
              I proszę nie wierzyć w bzdury o inwestorach zagranicznych masowo wykupujących mieszkania w Polsce.
              • Gość: thesopranos Re: ceny mieszkan wydrapia chmury IP: 192.193.245.* 10.05.07, 15:01
                > I proszę nie wierzyć w bzdury o inwestorach zagranicznych
                > masowo wykupujących mieszkania w Polsce.

                ja nie wierze ze to "masowo" ale fakt jest faktem ze sporo, (tak slyszalem z
                roznych zrodel ale nie wiem czy to nie jest 15% albo 30%). Niemniej jednak
                nawet 20% przy tak malej podazy jak w latach 2005/2006 i przy tanim kredycie
                kreujacym popyt to taki ubytek mogl byc odczuwalny na tym "malym" rynku. Do
                tego jeszcze sporo ludzi kupowalo i wciaz kupuja spekulacyjnie bo wierza w
                ciagle wzrosty. Nie wiadomo jednak ile jest takich mieszkan

                dom.gazeta.pl/nieruchomosci/1,73503,4047801.html - przyklad z wroclawia
                • Gość: Ekaunt Re: ceny mieszkan wydrapia chmury IP: 62.29.166.* 10.05.07, 15:17
                  Do niedawna argument o wykupywaniu masowym mieszkań przez fundusze służył do tego, że dlatego mieszkania drożeją.
                  Teraz więc będą tanieć, tak samo jak wynajem, bo część z nich na pewno znajdzie takie preznaczenie.
                  Clou tego wszytskiego to zasobność portfela i warunki kredytowe. Ciekawe kiedy banki się przyznają że ilość kredytów hipotecznych spada?
                  • Gość: thesopranos Re: ceny mieszkan wydrapia chmury IP: 192.193.245.* 10.05.07, 15:29
                    > Do niedawna argument o wykupywaniu masowym mieszkań przez fundusze służył
                    > do tego, że dlatego mieszkania drożeją.

                    teraz juz nie drozeja wiec argumentu nie podaja :)

                    > Teraz więc będą tanieć, tak samo jak wynajem, bo część z nich na
                    > pewno znajdzie takie preznaczenie.

                    wynajem nie bedzie taniec bo mieszkania w stanie deveoperskim nikomu za lokum
                    sluzyc nie moze - trzeba wykonczyc a spekulant bedzie musial sprzedac bo koszty
                    go zjedza - chyba ze bedzie chcial wykonczyc i wynajmowac zeby poczekac az cena
                    wzrosnie - ale taka zabawa dla spekulanta to srednia zabawa. Ludzie ktorzy
                    kupuja mieszkania dla siebie albo buduja domy beda chcieli albo wynajmowac
                    swoje stare mieszkanie po przeprowadzce do nowego albo je sprzedac. Spadki
                    wynajmu i cen mieszkan wg. mnie sa pewne

                    > Clou tego wszytskiego to zasobność portfela i warunki kredytowe.
                    > Ciekawe kiedy banki się przyznają że ilość kredytów hipotecznych spada?

                    uwierz mi ze juz dawno spadly - poczekaj tylko na kolejne podwyzki stop % -
                    zainteresowanie jest coraz mniejsze - a i banki bardziej restrykcyjnie
                    zaczynaja podchodzic bo ryzyko coraz wieksze.
                    • Gość: :-)))))))))) W Polsce rosna place!!!!!!:-))))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.07, 18:11

                      pensje w japonskich fabrych pod Toruniem wzrosly ze 160 do 230 euro:-)))

                      juz niedlugo Polacy zaczna wracac z Wielkiej Brytanii do Polski:-)

                      Przeciez 900zl to cale 160 funtow:-))))))))
                      firma.onet.pl/1533369,wiadomosci.html

                      Szarpnęło w górę
                      (PAP, pr/11.05.2007)

                      W japońskich fabrykach pod Toruniem rosną płace. Wszystko dlatego, że brakuje
                      chętnych do pracy za 600 zł miesięcznie - pisze "Gazeta Pomorska".

                      W związku z tym azjatyccy pracodawcy opracowują nowe systemy wynagradzania. Tak
                      jest chociażby w fabryce Sharp. Tam dwa miesiące temu wdrożono specjalny system
                      premiowania pracowników. - Jeszcze niedawno zarabiałam najniższą krajową, czyli
                      nieco ponad 600 zł na rękę, teraz jest to ponad 900 zł. To duża różnica. Oby
                      było tak dalej - mówi Justyna z powiatu chełmińskiego. - Zarabiamy różnie, jest
                      jednak lepiej niż na początku. Sama dostaję o 250 zł więcej niż dwa miesiące
                      temu, a są tacy, co i 400, a nawet 500 zł mają więcej w kieszeni - dodaje
                      Danuta spod Torunia.

                      Władze firmy przyznają, że nowy system wynagradzania u zdecydowanej większości
                      pracowników wpłynął na podwyższenie ich pensji. Wszystko jednak zależy od
                      efektywności pracy. Do tego dochodzą dodatki za specjalizacje, czyli pracę przy
                      obsłudze maszyn wymagających większych umiejętności. Firma pomaga też w
                      dojedzie pracowników do zakładu, którzy płacą jedynie 25 zł za bilet
                      miesięczny. Resztę dokłada Sharp.

                      Fabryka Sharp to największy pracodawca w japońskim zagłębiu pod Toruniem. Już
                      teraz łącznie z pracownikami tymczasowymi zatrudnia 1400 osób, na koniec roku
                      będą już 2 tys. Do tego dochodzi Orion oraz dwie najbardziej zaawansowane w
                      budowie swych fabryk firmy Tokai Okaya i Sumika, które tylko w tym roku będą
                      poszukiwać kolejnych setek pracowników. Zapowiada się więc, że już niebawem nie
                      pracownik będzie walczył o pracę w firmie, a firma o pracownika.
                    • Gość: kkk Re: ceny mieszkan wydrapia chmury IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.07, 23:37
                      >
                      > uwierz mi ze juz dawno spadly - poczekaj tylko na kolejne podwyzki stop % -
                      > zainteresowanie jest coraz mniejsze - a i banki bardziej restrykcyjnie
                      > zaczynaja podchodzic bo ryzyko coraz wieksze.

                      to ciekawe, bo kolejny kwartał, to znowu wg oficjalnych danych wzrost akcji
                      kredytowaej i w ujęciu ilościowych i w ujeciu wartościowym

                      z kolei udział kredytów zagrozonych spadł z kilkunastu do poniżej 7 %, co nijak
                      się ma do często powtarzanej opinii o tym, że kredyty te sa coraz ,,gorsze,,

                      czyżby się zmieniła definicja kredytu zagrozonego na jakąć drastycznie bardziej
                      liberalną, a o tym nie wiem ? jeśli tak, prosze o info
                      • Gość: JAREK Re: ceny mieszkan wydrapia chmury IP: 88.156.80.* 11.05.07, 23:54
                        niewiem jak ostatni kwartał a jak kwiecien
                        ale moja teoria spadków dotyczy mieszkań we wrock wawa i krak.
                        i chodzi mi o polityke banków w tych miestach wzgledem kupujących mieszkania .

                        a nie o miejscowosc z której pochodzisz PCIM DOLNY ;) tylko prosze bez
                        urazy ;)))
                        • Gość: kkk Re: ceny mieszkan wydrapia chmury IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 00:10
                          piszę własnie o tych miejscowościach , szczególnie o Warszawie ( jestem stąd )

                          więc ?
                          • poszi Re: ceny mieszkan wydrapia chmury 12.05.07, 00:19
                            > piszę własnie o tych miejscowościach , szczególnie o Warszawie ( jestem stąd )

                            A skąd masz dane dla samej Warszawy? Jakiś link?
                            • Gość: kkk Re: ceny mieszkan wydrapia chmury IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 00:26
                              nieprecyzyjnie się wyraziłem - nie chodzi mi o to, że pisze szczegółowo o
                              Warszawie w sensie kredytowania ( takich danych nie posiadam ), ale szczególnie
                              interesuje mnie Warszawa , jako moje miejsce na ziemi

                              co do kredytów - to chodzi mi o dane na kwartał w skali kraju - choć i tam
                              bywaja podawane w rozbiciu na niektóre większe ośrodki m.in. Warszawę
                              • poszi Re: ceny mieszkan wydrapia chmury 12.05.07, 00:43
                                > co do kredytów - to chodzi mi o dane na kwartał w skali kraju - choć i tam
                                > bywaja podawane w rozbiciu na niektóre większe ośrodki m.in. Warszawę

                                No własnie o takie dane mi chodzi. Masz link, czy nie?
                      • poszi Kredyty zagrożone 12.05.07, 00:18
                        > z kolei udział kredytów zagrozonych spadł z kilkunastu do poniżej 7 %, co nijak
                        > się ma do często powtarzanej opinii o tym, że kredyty te sa coraz ,,gorsze,,

                        7% to w USA jest klasyfikowane, jak subprime jak nic (musiałbym jeszcze
                        przeczytać, jak to definiują, żeby porównać z warunkami amerykańskimi).

                        Swoją droga nic dziwnego, że udział zagrożonych kredytów spada. Tak się dzieje
                        zawsze w czasie boomu, ale jak to wg słynnego cytatu Warrena Buffeta, dopiero
                        jak przyjdzie odpływ, zobaczymy, kto pływał nago.

                        W czasie boomu każdy, kto wpada w kłopoty może refinansować lub sprzedać. W
                        Stanach w szczycie bańki poziom zagrożenia kredytowego był na rekordowy niskim
                        poziomie.

                        Wykres dla takiego San Diego (które przewodzi "fali uderzeniowej" krachu)
                        wygląda tak:

                        www.voiceofsandiego.org/storyart/febnods.jpg
                        "Default", to wtedy, gdy ktoś przestaje spłacać raty, a "foreclosure", to gdy
                        bank zaczyna proces przejęcia nieruchomości. Zasłoń sobie ten wykres do 2005
                        roku, kiedy był szczyt bańki i zobacz, jak wszystko było wtedy pięknie i różowo
                        i jak szybko przestało.
                        • Gość: kkk Re: Kredyty zagrożone IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 00:23
                          > www.voiceofsandiego.org/storyart/febnods.jpg
                          > "Default", to wtedy, gdy ktoś przestaje spłacać raty, a "foreclosure", to gdy
                          > bank zaczyna proces przejęcia nieruchomości. Zasłoń sobie ten wykres do 2005
                          > roku, kiedy był szczyt bańki i zobacz, jak wszystko było wtedy pięknie i różowo
                          > i jak szybko przestało.


                          Poszi - z tego wykresu cykli wynika już za dwa-trzy lata znowu górka a teraz
                          poczatek dna dołka - pora szykowac się na zakupy :)
                          • poszi Re: Kredyty zagrożone 12.05.07, 00:42
                            > Poszi - z tego wykresu cykli wynika już za dwa-trzy lata znowu górka a teraz
                            > poczatek dna dołka - pora szykowac się na zakupy :)

                            Początek dna? Moim zdaniem to jeszcze na dobre się nie zaczął spadek. Poprzedni
                            krach trwał 5 lat, a boom wtedy był dużo mniejszy niz obecny.
                • Gość: kkk Re: ceny mieszkan wydrapia chmury IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.07, 22:54
                  Do
                  > tego jeszcze sporo ludzi kupowalo i wciaz kupuja spekulacyjnie bo wierza w
                  > ciagle wzrosty. Nie wiadomo jednak ile jest takich mieszkan
                  >
                  > dom.gazeta.pl/nieruchomosci/1,73503,4047801.html
                  - przyklad z wroclawia

                  nie wiem co to za sensacja

                  w kazdym większym mieście co miesiąc dochodzi do skutku conajmniej kilkaset umów
                  cesji i to bynajmniej nie od wczoraj, lecz od kilku lat

                  uwazasz, że wszyscy spekulanci kupili w jednym momencioe i w jednym sprzedają ?
                  to nie jest lawina, tylko od dawna płynący strumyk, a dodatkowo wielu z nich ,
                  moim zdaniem tych rozsądniejszych, nie trzyma raz kupionych mieszkań więcj niż
                  kilka miesięcy, lecz odsprzedaje je, kupuje kolejne i tak dalej
                  • Gość: thesopranos Re: ceny mieszkan wydrapia chmury IP: 192.193.245.* 14.05.07, 11:14
                    > to nie jest lawina, tylko od dawna płynący strumyk, a dodatkowo wielu z nich ,
                    > moim zdaniem tych rozsądniejszych, nie trzyma raz kupionych mieszkań więcj niż
                    > kilka miesięcy, lecz odsprzedaje je, kupuje kolejne i tak dalej

                    przychodzi taki moment ze trzeba zrealizowac zyski - taki jest wlasnie cel
                    inwestowania. Fachowcy sprzedaja pierwsi a amatorzy pozniej jak do nich dotrze
                    ze maja "cos" co tak na prawde nie wiadomo ile jest warte albo cena stoi..


                    jezeli chodzi zle kredyty w bankach to zawsze przy agresywnym wzroscie
                    sprzeadzy kredytow portfel sie poprawia bo jak portfel to 100 a zle kredyty 10
                    to wtedy np. aktywa niepracujace banku (non-accrual/non-performing loans)
                    wynosi 10% na takie kwoty tworzy sie rezerwy - kiedy bank zacznie rozdawac
                    ludziom pieniadze np. 50 w ciagu miesiaca to wtedy wartosc aktywow
                    niepracujacych w ujeciu % spada itp. na laika analizujacego bilans,
                    sprawozdania banku wszystko wyglada super ale po analizach lagged/vintage
                    wyglada to zupelnie inaczej - dlatego problem sie pojawia jak sprzedaz kredytow
                    spada np. ze wzgledu na stopy % - klienci zaczynaja miec problemy a portfel nie
                    rosnie bo zdolnosc kredytowa spada.

                    Zeby dobry kredyt zostal sklasyfikowany (tz. default) musi uplynac co najmniej
                    90-120 dni zaleznie od polityki podatkowej/kredytowej bo klient musi sie
                    spozniac co najmniej 3-4 raty...

                    nie wiez ze jakosc portfeli kredytowych sie poprawia i co moze sugerowac
                    swietna kondycje finansowa kredytobiorcow - poczekaj na kolejne wzrosty stop %
    • Gość: .>,TT Enerdowo czeka na Polakow:-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.07, 22:42
      Zburzą tysiące mieszkań bo nie ma kto w nich mieszkać
      (IAR, pb/11.05.2007, godz. 17:14)

      W graniczącym z Polską Frankfurcie nad Odrą w ciągu najbliższych ośmiu lat
      zostanie zburzonych 7 tysięcy mieszkań. Powodem takiej decyzji władz miasta
      jest dramatycznie spadająca liczba jego mieszkańców.

      Rada miasta podjęła ją po trwającej rok burzliwej dyskusji i przy protestach
      części mieszkańców, którzy będą musieli opuścić budynki przeznaczone do
      rozbiórki. Ostatecznie jednak większość radnych przekonały argumenty, że
      magistrat nie jest w stanie finansować utrzymania dziesiątków pustych mieszkań.
      Poza tym opuszczone w większości poenerdowskie bloki z wielkiej płyty szpecą
      miejski krajobraz.

      Od czasu zjednoczenia Niemiec we Frankfurcie zostało już rozebranych 4,5
      tysiąca mieszkań. W tym okresie ponad 80-tysięczne w 1990 r. miasto opuściło
      bowiem aż 20 tysięcy mieszkańców. Według szacunków, do 2020 r. zrobi to kolejne
      10 tysięcy, szukając lepszych perspektyw życiowych w innych regionach Niemiec.

      Władze Frankfurtu nad Odrą w przeszłości kilkakrotnie wyrażały gotowość
      przyjęcia Polaków, którzy chcieliby osiedlić się w opuszczonych mieszkaniach.
      Jednak ze względu na wyższe koszty życia w Niemczech propozycja pozostała
      praktycznie bez odzewu z polskiej strony.

      biznes.onet.pl/0,1533765,wiadomosci.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka