Dodaj do ulubionych

cena równowagi

17.06.09, 17:27
Jaka jest dla was cena poniżej której dopiero rozpoczenienie proces
zakupu. U mnie ostatnio psychicznie ustaliła się na poniżej 6000 za
metr za nowe miszkanie: Ochota, Żoliborz, Stary Mokotów -przy
powierzchni 80-100 metrów.
Obserwuj wątek
    • satorianus Re: cena równowagi 17.06.09, 18:26
      Jak dla mnie cena w granicach 6k/metr jest do przyjęcia w lokalizacjach o
      których piszej. Przy mniejszej powierzchni, ale nie za nowe. Celuję w starą
      cegłę do generalnego remontu.
      • Gość: kret Re: cena równowagi IP: *.tpnet.pl 19.06.09, 12:06
        satorianus, robisz dobrą robotę chlebodawcom
        taktyka "jestem za ale przeciw" jest dobra
    • warzaw_bike_killerz Re: cena równowagi 17.06.09, 18:59
      Aby ustalic ta cene nalezy znac popyt. Jaki jest popyt? Podaz mniej wiecej znamy.
      Aha - popyt trzeba okreslic bez wspomagaczy w postaci kredytow, bo wtedy mamy
      zawodnika na dopingu, a taki musi zostac zdyskwalifikowany. Chyba, ze ustalimy,
      ze doping moze zostac przynany w wielkosci adekwatnej do zdolnosci kredytowej
      wobec sredniej pensji w regionie na okreslony czas, wtedy mozemy generowac ten
      popyt. Zdopingowany.
    • Gość: realista Re: cena równowagi IP: *.adsl.inetia.pl 17.06.09, 19:25
      wg. mnie to 5 tys za m2 za 80-100 metrowe, ładne mieszkanie z widną
      kuchnią a nie jakimś aneksem mieszkanie w takiej okolicy. Za dalsze
      lokalizacje niedaleko warszawy 3,5 do 4 tysiąca (białołęka, wawer i
      wilanów)
    • Gość: Jac Re: cena równowagi IP: *.chello.pl 17.06.09, 20:34
      kamienice:
      max 5 tysiaków na Bielanach
      max 6 tysi na Mokotowie

      nówki + 1 tys.

      wielka płyta max 3 tys. gdziekolwiek

      a tarcho, białołęka i ząbki max 2.5 tys. z metra
      • Gość: Adam Re: cena równowagi IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 17.06.09, 21:20
        Fajny sobie tutaj urządziliście koncert życzeń.
        • Gość: Jac Re: cena równowagi IP: *.chello.pl 18.06.09, 08:22
          koncert życzeń to jest na portalach z ofertami nieruchomości -
          milion życzeń z całej Polski, tylko czy znajdziesz milion rodzin,
          który zechce te życzenia spełnić? ;)
    • Gość: Będę kupował za Re: cena równowagi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.09, 20:41
      Wielka płyta - od 4,500 na Bródnie do 6,000 w Centrum
      Nowe na Białołęce max 4,200-4,700
      • Gość: miejscowy Re: cena równowagi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.09, 22:04
        Będziecie się gołodupce jeszcze zabijać o tą Białołękę. Jeszcze
        tylko na wiosce parę morg sprzedacie.
        • Gość: asdf Re: cena równowagi IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.06.09, 23:12
          juz sie zabijaja, tylko nie przy zakupach a przy zwrotach
          buehehe
          nic nie polepsza nastroju lepiej jak ciskajacy sie ynwestor
          • Gość: autor :-) Re: cena równowagi IP: *.aster.pl 17.06.09, 23:17
            przebijam 3000 za m2 na Mokotowie w wielkiej płycie na 5000 za nowe. Tyle było w
            1999 roku. Wtedy zarabiałem 1500 pln dziś kilka razy więcej ...ale to nieważne,
            mieszkania muszą byc taniej jak bum cyk cyk :-) wtedy dopiero pożyję i
            wyprowadzę się w końcu od teściowej :-))))))))
            • Gość: realista Re: cena równowagi IP: 87.205.145.* 18.06.09, 08:59
              w 1999 nowe mieszkanie na Mokotowie były po 2,5-3 tys a nie po 5 tys.

              średnia pensja w 1999 to 2,5 tys brutto a teraz 4 tys brutto.

              Pensje wzrosły więc o 60% w tym okresie a ceny mieszkań o 200%.

              Cena równowagi to więc 3 tys + 60% = 4,8 tys, więc Twoje 5 tys za
              nowe mieszkanie ma sens chociaż wydaje się abstrakcyjne - podobnie
              jakbyś powiedział w 2005 że za 2 lata będzie 10 tys za m2.

              To że Ty zarabiasz kilka razy więcej to jest nieważne. Ważne jaka
              jest średnia warszawska bo ta wzrosła tylko o 60% a nie kilkaset jak
              Twoja.

              Zamiast cofać się do 1999 cofnij się do 2004/2005 - takie będą ceny
              pod koniec przyszłego roku.
              • Gość: paul Re: cena równowagi IP: *.aster.pl 19.06.09, 12:00
                realista napisał(a):

                > Zamiast cofać się do 1999 cofnij się do 2004/2005 - takie będą ceny
                > pod koniec przyszłego roku.

                Ooo! Super.
                W 2004 roku kupilem mieszkanie na Kabatach za 4000/m. To w przyszlym roku kupie
                jeszcze jedno!
        • slavko.matejovic Re: cena równowagi 18.06.09, 10:26
          Paradoksalnie udało ci się powiedzieć coś zbliżonego do prawdy. Masz
          rację, to gołodupce zabijały się o kawalerki na Białołęce po 300.000
          w kredycie z dojazdem autobusami zaczynającymi się na 7xx. Ludzie,
          którzy znają wartość swoich pieniędzy i wyrzeczeń jakie ponieśli,
          żeby je zgromadzić na pewno nie przeznaczą ich na takie chybione
          inwestycje i będą wymagali lokalizacji bliższych i tańszych.
    • Gość: asdf Re: cena równowagi IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.06.09, 23:16
      fajnie tylko dodajcie laskawie kiedy takich cen oczekujecie, bo za
      chwile zjawi sie jakis naganiacz lub ynwestorska osobowosc
      satonariusa i znowu sie zacznie gadanie ze juz 4 miesiace ceny
      spadaja a takich jak wasze nie ma wcale wiec nigdy nie bedzie
    • colasz23 Re: cena równowagi 18.06.09, 00:25
      nie sądze żęby tak mieszkania spadły dlaczego,deweloperzy musieli by
      uciąc ostrą swoje marże,pozamykac biura,pozwalniając ludzi całą tą
      otoczke marketingową,ludzie którzy umoczyli na franku atakich jest
      bardzo dużo musieli by dopłacac do kredytów jak by chcieli sprzedac
      mieszkanie,oczywiscie są promocje obniżki,są ludzie którzy chcą
      koniecznie sprzedac z przeróżnych powodów życiowych i oni są gotowi
      na duże obniżki i tą są własnie okazje,które szybko znikają,sytuacja
      na swiecie jest kryzysowa ale to nie bedzie trwało wiecznie
      • Gość: Jac Re: cena równowagi IP: *.chello.pl 18.06.09, 08:20
        Według Twojego postu, sądzisz, że:
        - deweloperzy będą jechali na stratach... i za nic nie zejdą z
        marży, nie zamkną biur i nie zlikwidują otoczki marketingowej, nawet
        za cenę dokładania do interesu ;)
        - ludzie będą latami spłacać kredyty na 130% wartości mielszkania
        albo i więcej, choćby nie wiem co, a banki im na to pozwolą :)
        - sytuacja na świecie jest kryzysowa i nie będzie trwać wiecznie -
        fakt - zupełnie jak w 1929 r. i później :-> też sytuacja była
        kryzysowa i też kiedyś się skończyła...
        • satorianus Re: cena równowagi 18.06.09, 08:45
          W 1929r. ludzie w biedniejszych dzielnicach Warszawy łapali gołębie, żeby mieć
          co do gara włożyć. Nie myl bytów. Katastrofiści chwilowo są w odwrocie i całkiem
          możliwe, że cały ten "kryzys" okaże się być tylko lekką czkawką. Znacie jakiś
          przykład kraju w którym nieruchomości taniały w okresie dobrej koniunktury
          gospodarczej?
          • deszczowy_przechodzien Re: cena równowagi 18.06.09, 09:10
            co do spadku w trakcie dobrej koniunktury na świecie może byc
            Japonia...;).

            Ja jestem w stanie kupić mieszkanie 80-100 matrów poniżej 6000 o
            ile będzie mi odpowiadało miejsce i standard....nawet bez sprzedaży
            obecnego 40 metrowego (na obecna chwilę nasza zdolność kredytowa z
            żoną znacznie przekracza tą kwotę a jeszcze mamy oszczędności)
            Jeżeli jednak nie znajdę mieszkania mi odpowiadającego to mam
            jeszcze inne alternatywy (pewien pomysł na dom o którym pisałem już
            wcześniej). Powyżej 6k PLN uważam decyzję za nieuzasadnioną
            ekonomicznie i emocjonalnie (tylko biznesowo uzasadniona była by
            kwota 4500 ale niech będzie;)). Przy obecnych cenach po prostu
            wolimy na razie mieszkać w naszym obecnym mieszkaniu a decyzję
            odsuwać w przyszłość.
            Uważam też że wcześniej czy później znajdą się developerzy którzy
            takie mieszkania zbudują - w innych miastach ceny są znacznie niższe
            a jedynie co może różnicować Warszawę to cena ziemi pod duże
            inwestycje mieszkaniowe (która w tej chwii spada w stosunku do
            wartości w poprzednich latach)

            Z drugiej strony barierą w Warszawie są dochody ludzi - wcale nie są
            one takie wysokie jak się wydaje a obecny kryzys mocno je
            zweryfikuje.
            • satorianus Re: cena równowagi 18.06.09, 09:28
              > co do spadku w trakcie dobrej koniunktury na świecie może byc
              > Japonia...;).

              Koninktura na świecie to co najwyżej tło wydarzeń. W Japonii ceny spadały przy
              akompaniamencie totalnej padaki w gospodarce. Mimo tego spadały WOLNO. Owszem,
              spadek cen przekroczył 50%, ale trwało to prawie 20lat! Tyle Japonia. W nas
              barierą dla spadków będzie opłacalność inwestycji w mieszkanie pod wynajem. Gdy
              rata kredytu + czynsz mniej więcej będzie równała się cenie najmu to można
              będzie powiedzieć, że rynek osiągnął stan obiektywnej równowagi. Na
              nie(szczęcie) jeszcze nam do tego daleko.
              • warzaw_bike_killerz Re: cena równowagi 18.06.09, 10:33
                satorianus napisał:

                Gdy
                > rata kredytu + czynsz mniej więcej będzie równała się cenie najmu to można
                > będzie powiedzieć, że rynek osiągnął stan obiektywnej równowagi. Na
                > nie(szczęcie) jeszcze nam do tego daleko.

                To znaczy? Nie do konca rozumiem dlaczego jedno i drugie ma stanowic obiektywna
                rownowage i jaka jest wg Ciebie obecna sytuacja - tzn najem jest tanszy od
                kredytu czy drozszy?
                • satorianus Re: cena równowagi 18.06.09, 10:44
                  Najem w Warszawie jest obecnie sporo tańszy od kredytu. Chyba, że jest to RnS w
                  okresie dopłat. Gdy będzie droższy to prawdopodobnie uwolnił to spory popyt,
                  który zatrzyma dalsze obniżki. Ale jak już napisałem - daleko do tego. Jeśli za
                  1400zł można w tej chwili wynająć 40-metrowe dwupokojowe mieszkanie w Centrum,
                  to o czy my rozmawiamy. Rata kredytu za takie samo mieszkanie musiałaby wynosić
                  ~1000zł, żeby opłacało się kupić. Co sprowadza się do tego, że to mieszkanie
                  musiałoby kosztować jakieś 170.000 tys w kredycie zwykłym, a jakieś 260.000 w RnS.
                  • warzaw_bike_killerz Re: cena równowagi 18.06.09, 11:00
                    Ale biezesz pod uwage, ze ludziki czasami mysla i zdaja soebie sprawe z tego, ze
                    najem zwykly nie przenosi wlasnosci, a najem od banku po splacie kredytu
                    przenosi wlasnosc mieszkania?

                    Aby najem podrozal, musialoby zabraknac mieszkan do wynajmowania - czyli
                    inwestorzy musieliby rozpoczac wyprzedaz swoich zasobow pod wynajem - cena
                    mieszkan obnizylaby sie. Aby kredyt potanial, wartosc mieszkania musialby spasc
                    - czyli nadal kolejny argument za spadkiem cen mieszkan - jakby na to nie
                    patrzec. Czy byla kiedys sytuacja aby najem byl drozszy od kredytu? Kolejna
                    fajna sprawa, to wlasnie przeanalizowanie w czasie dynamiki wzrostu cen najmu za
                    te 40 metrow w skali 1999-2009. Ja w 1999 40 metrow wynajmowalem po BARDZO
                    atrakcyjnej stawce 200 USD - jakies 800 wtedy na Anielewicza. Wtedy mniej wiecej
                    wynajem chodzil za takie mieszkanie 300 USD - potem dolar zaczal spadac, dzis
                    nikt w dolarach juz nie wynajmuje, ale jesli piszesz, ze 40 m mozna wynajac za
                    1400 to oznacza, ze ceny wynajmu moga (ale niekoniecznie musza) trzymac sie
                    poziomu inflacji. Czyli co musi sie urealnic?
                    • satorianus Re: cena równowagi 18.06.09, 11:42
                      > Ale biezesz pod uwage, ze ludziki czasami mysla
                      niestety, rzadko :)

                      > Czy byla kiedys sytuacja aby najem byl drozszy od kredytu?
                      Jasne, że był! I to jest w sumie normalna sytuacja. Inaczej nie opłaci się
                      kupować na wynajem, prawda? No i właśnie teraz się nie opłaca. Przynajmniej w
                      Warszawie.

                      Ceny wynajmu mieszkań w Warszawie nie zmieniły się przez jakieś 10lat(jak
                      słusznie zauwazasz były "inflacjoodporne") aż do końca 2007 roku, kiedy to
                      dostały "kopa" o jakieś 20%-30% w górę i utrzymały się na tym poziomie przez
                      cały 2008r. Ale od początku tego roku spadły o jakieś 15%. Takie jest moje
                      subiektywne odczucie.

                      > Czyli co musi sie urealnic?
                      Ceny mieszkań lub raty kredytów. Niestety wygląda na to, że będzie to proces
                      długotrwały i możliwe jest, że inflacja/wzrost zarobków pożre dużą jego część.
                      Poza tym jak patrze jak wygląda sytuacji na rynku RE w Dublinie(często bywam) to
                      mam wrażenie, ze ten dysonans między wysokością raty, a czynszem może być dużo
                      głębszy i może się opierać dość mocno urealnieniu.

                      No właśnie zarobki. Pytanie konkursowe. O ile wzrosły zarobki w Warszawie od
                      2004r. Nie, nie w woj. mazowieckim. W Warszawie. A oprócz tego wzrostu co
                      jeszcze stało się z dystrybucją tych zarobków w poszczególnych grupach pracowników?
                      • warzaw_bike_killerz Re: cena równowagi 18.06.09, 12:16
                        inflacja/wzrost zarobkow.

                        Tak. Wracamy do punktu wyjscia przed ktorym broni sie gospodarka w czasie
                        kryzysu (czy tez recesji - jak to zwal). To nie musi byc okres dlugotrwaly -
                        wystarczy zrknac na ceny ( i to juz chyba drugi raz tutaj podrzucam) cen Gazety
                        Wybroczej z okresu hiperinflacji:
                        gazetopedia.pl/
                        Jak moze obronic sie gospodarka? Tylko w dwie strony - inflacja lub deflacja.
                        Obie strony sa zle, ale przed inflacja wbrew pozorom chroni nas system bankowy,
                        ktory udzielil kredytow na 25 lat w duzych ilosciach w ostatnich latach. Sadze,
                        ze tutaj mamy pewnego hamulcowego inflacji. Jesli hamulcowy odpusci, wracamy do
                        powazniejszego kryzysu niz nam sie wydaje ze moglby byc. Nieruchomosci beda
                        odporne na inflacje i tego sie bede trzymal (tzn ich wartosc realna bedzie
                        spadac, bo ceny nieruchomosci nie beda podlegac inflacji). Jesli ta inflacja
                        wystapi, a mysle, ze wystapi, bo hamulcowi odpuszcza. Jak inflacja wystapi,
                        bedzie wzrost oprocentowania kredytow i wzrost bezrobocia - gdzie pojawi sie
                        popyt na nieruchomosci?

                        Ile mamy juz czasu ten obecny kryzys? Rok? Pogadamy jeszcze za rok. Wtedy
                        bedziemy mieli wiecej wiedzy, co zrobili madrzy rzadzacy.

                        Nie istnieje zadna mozliwosc na zadnej planecie niekonczacych sie wzrostow i
                        niekonczacej sie hossy. Istnieja konczace sie bessy, ktora dopiero rok raczkuje,
                        ale wierze, ze stanie ta bessa na nozki i niektorzy zauwaza swoje raczki w nocniku.
                        • satorianus Re: cena równowagi 18.06.09, 13:10
                          > To nie musi byc okres dlugotrwaly
                          Ale będzie. W sumie można myśleć, że mieliśmy wzrosty regularnie przekraczające
                          10% miesięcznie, to teraz równie dobrze możemy mieć takie spadki. Ostatnie pół
                          roku pokazało, że tak się niestety nie stanie. W tym sensie sprawiedliwości
                          dziejowej nie stanie się zadość i jeśli ktoś nosił się z zamiarem kupna w
                          2005/2006r. i zdecydował się poczekać na obniżki to chyba jednak podjął jedną z
                          gorszych decyzji w życiu.
              • deszczowy_przechodzien Mechanizm rynkowy 18.06.09, 12:06
                Skok PKB i wzrost globalnego popytu a potem jego spadek jest według
                mnie wynikiem właśnie bańki na rynkach nieruchomości.

                Początek bańki:
                W pierwszym okresie - rosnąca bańka na rynku pojawia się większa
                ilość pieniądza - dystrybuowana pośrednio i bezpośrednio w
                gospodarkę.

                faza wzrostowa bańki
                Jednocześnie zaczyna spadać ilość "wolnych" pieniędzy w dyspozycji
                określonych grup w społeczeństwie. Te "wolne pieniądze" można
                zdefiniować jako różnicę pomiędzy pensją - a długoterminowymi
                obciążeniami kredytowymi. Im mniej "wolnych pieniędzy" tym większy
                spadek zakupów produktów pozostałych. Czyli wysokie ceny z bańki
                przyczyniają się do zmniejszenia popyt w późniejszym okresie na
                rynku przez osoby które kupiły mieszkanie. Jeżeli tych osób jest
                dostatecznie dużo to spadek popytu zaczyna być już zauważalny.

                góra bańki
                Jednocześnie zaczyna się zmniejszenie względnego popytu na
                mieszkania po wcześniejszych cenach. Osoby które chciały kupić ze
                wględu na własne potrzeby i akceptowały cenę z bańki już kupiły,
                dodatkowo część inwestorów chce realizować zyski. Wzrost podaży
                zaczyna stabilizować ceny. Drugi przycznek do wzrostu podaży jest
                gwałtowyny skok zyskowności branży - co spowodowało że wcześniej nie
                działający na rynku firmy rozpoczynają w niej działanie - czyli
                ilość mieszczań w budowie zaczyna wzrastać

                Rozpad bańki.
                W pierwszym okresie w istotny sposób spada PKB. Część PKB wynikająca
                z zasilania gospodarki kredytami mieszkaniowymi i dystrybucji części
                tych kredytów zaczyna zanikać. Spadek jest tym większy - im więcej w
                stosunku do PKB stanowiły kredyty i zakup przewartościowanym
                mieszkań. Powiązania kaskadowe sprawiają że spadają przychody
                powiązanych branż.

                Dodatko gospodarka zaczyna odczuwać brak wolnych pieniędzy u
                konsumentów. Tym jest bardziej destuktywny dla gospodarki imi
                większa ilość osób kupiła mieszkanie obciązające ich dochody wysokim
                kredytem - w istotny sposób zmniejszającym zakupy.

                Stabilizacja.
                Ceny osiągają nowy poziom równowagi (tutaj zgadzam się do określenia
                tego poziomu kwota wynajmu też ma znaczenie). Na powrót zaczyna sie
                podnoszenie standardu mieszkań (przejście z mniejszego do większego)
                oraz inne mechanizmy rynkowe. Dalej część społeczeństwa jest
                wyłączona poza nawias finansowy (case Japonia) - wszystko zależy ile
                osób wzioło kredyt finansowy i jaki był ewentualny wzrost
                wynagrodzeń w stosunku do kredytu w tej grupie.



                Jedyny mechanizm który znam - który stabilizowałby przez pewien czas
                ten mechanizm to wzrost wynagrodzeń równocześnie z wzrostem cen
                mieszkań (jako całości) - te dwa wzrosty muszą być ze sobą
                skorelowane lub też duża imigracja.

          • Gość: oleg Re: cena równowagi IP: *.spray.net.pl 18.06.09, 21:29
            > możliwe, że cały ten "kryzys" okaże się być tylko lekką czkawką.

            mozliwe rowniez jest to, ze jutro porwa mnie kosmici.

            >przykład kraju w którym nieruchomości taniały w okresie dobrej >koniunktury
            > gospodarczej?

            a mozesz dla rownowagi podac przyklad kraju w ktorym nieruchomosci wzrosly w
            ciagu 3 lat o 100% ??
            • satorianus Re: cena równowagi 19.06.09, 11:49
              Nie mogę. Wzrosty istotnie były bezprecedensowe. Ale to tylko wskazuje na to, że
              tylko ich część miała charakter "bańkowy". Ruskim targiem można założyć, że
              połowa wzrostów była tak naprawdę urealnianiem zaniżonych cen, a druga miała już
              charakter spekulacyjny. Nie myślałeś nigdy o tym w ten sposób, prawda?
              • warzaw_bike_killerz Re: cena równowagi 19.06.09, 12:16
                satorianus napisał:

                > Ruskim targiem można założyć, że
                > połowa wzrostów była tak naprawdę urealnianiem zaniżonych cen, a druga miała ju
                > ż
                > charakter spekulacyjny

                Nie mozna. W zimnej matematycznej analizie nie istnieje pojecie - ruski targ.

                O ile jestes w stanie zrozumiec wyraz spekulacja, o tyle "urealnienie zanizonej
                ceny" jest czysta woda. Nie istnieje pojecie urealnienia zanizonej ceny.
                Deweloper to nie instytucja charytatywna!
                • satorianus Re: cena równowagi 19.06.09, 12:38
                  > Nie mozna. W zimnej matematycznej analizie nie istnieje pojecie - ruski targ.

                  Ale analizie procesów społecznych i w statystyce Bayesowskiej jak najbardziej.
                  Zrozumiałeś, czy musisz lecieć do Wikipedii poczytać o prawdopodobieństwie
                  subiektywnym?
                  • warzaw_bike_killerz Re: cena równowagi 19.06.09, 13:03
                    Ale do czego chcesz przywolac pojecie ruskiego targu - zanizone ceny mieszkan -
                    o co chodzi? Developerzy byli dotowani przez panstwo, przez co mogli stosowac
                    dumping cenowy? Halo, pobudka - mowi o realiach! Nie bylo prawdopodobienstwa
                    dotacji i mozliwosci dumpingu cenowego w nieruchomosciach.
                    Na zimno sa koszty:
                    koszty zatrudnienia, koszty materialow, koszty obslugi prawnej i ewentualnie
                    koszty marketingowe.

                    Aby zanizyc cene, nalezaloby zdjac (czytaj: byc konkurencyjnym) w ktoryms z tych
                    malutkich 4-rech elementow.
                    Czyli z czego by wynikala zanizona cena?

                    Twoja kazuistyka staje sie zbyt wyrafinowana jak na moje stapanie po ziemi.

                    Zadne z kosztow skladowych nie wzrosl w 100% kazdy z nich spada (moze oprocz
                    obslugi prawnej) niektore drastycznie niektore mniej (jak np wydatki
                    marketingowe - bo to dopiero przed nami, ale te koszty nie stanowia az tak
                    duzego udzialu, aby je demonizowac).

                    Popyt i podaz jest szybciej zauwazalna w materialach, gdyz "produkt pierwszej
                    potrzeby" dla nieruchomosci jest najbardziej zwiazany z przebywaniem na ziemi.
                    Koszty robocizny moga jeszcze byc troszke odleciale, ale sporo przedsiebiorstw
                    przycina, a i zwiazki zawodowe mieszaczy betonu nie sa zbyt silne. Z tego sklada
                    sie cena nieruchomosci. Na ziemi. W Twoim kazuistycznym mysleniu, ktore
                    zauwazylem juz w kilku przypadkach, ceny sa z kosmosu, bo opieraja sie wlasnie
                    na prawdopodobienstwu subiektywnym, iz to zdolnosc kredytowa i bank decyduje o
                    cenie nieruchomosci. W czasie recesji wracamy na ziemie - dopoki nie nalykamy
                    sie prozaku, nie ma co odlatywac!!
                    • satorianus Re: cena równowagi 19.06.09, 13:38
                      > Ale do czego chcesz przywolac pojecie ruskiego targu - zanizone ceny mieszkan
                      - o co chodzi? Developerzy byli dotowani przez panstwo, przez co mogli stosowac

                      Rynek kredytów hipotecznych wcześniej prawie nie istniał. Tyle. Narodził się
                      późno i niemal z marszu spatologizował, ale to nie znaczy, że udzielanie
                      kredytów mieszkaniowych samo w sobie jest złe, niepotrzebne i najlepiej jakby w
                      ogóle ich nie były.

                      Koszt produkcji to inne zagadnienie o których dużo pisałem. Czemu ceny nie
                      spadają proporcjonalnie do obniżenia kosztów budowy? Inercja + praktyki
                      oligopolistyczne.

                      > a i zwiazki zawodowe mieszaczy betonu nie sa zbyt silne.
                      A słyszał o nie tak dawnej zmowie cenowej producentów cementu?

                      > ceny sa z kosmosu, bo opieraja sie wlasnie na prawdopodobienstwu subiektywnym,
                      iz to zdolnosc kredytowa i bank decyduje o cenie nieruchomosci.

                      Nie, nie, nie. Ceny mieszkań wynikają z siły nabywczej. Tyle, że o niej decyduje
                      tak naprawdę bank. No i stopy procentowe, oczywiście. Na początku wieku za
                      mieszkanie dwupokojowe w Wawie należało dać 100-120tys zł, co przekładało się na
                      1000-1500zł miesięcznej raty. W 2008r. za to samo mieszkanie musiałeś dać
                      250-300tys. Czy przekładało się to na dwa razy większą ratę? I tyle. Stosunek
                      zarobki/cena nie jest tak istotny jak zarobki/rata jeśli chodzi o analizowanie
                      zmian na rynku nieruchomości. Czy aż tak trudno to zrozumieć?
                      • warzaw_bike_killerz Re: cena równowagi 19.06.09, 14:03
                        satorianus napisał:


                        > Nie, nie, nie. Ceny mieszkań wynikają z siły nabywczej. Tyle, że o niej
                        decyduje tak naprawdę bank.

                        ??? O mojej sile nabywczej decyduje bank a nie moj pracodawca??? o.0

                        Super.


                        W 2008r. za to samo mieszkanie musiałeś dać
                        > 250-300tys. Czy przekładało się to na dwa razy większą ratę? I tyle.

                        Nie, ale wynikalo to TYLKO i wylacznie:
                        1. Z oprocentowania
                        2. kursu
                        3. rozchwiania dlugosci czasu kredytu.

                        Ad 1 - oporcentowanie zalezy od madrych rzadzacych - tu jest wojna
                        inflacja/bezrobocie/wzrost PKB. Nic nie ma z tym wspolnego zadna nieruchomosc -
                        to jest czynnik wplywajacy na wszystkie sektory gospodarki w stopniu rownomiernym.

                        >Stosunek zarobki/cena nie jest tak istotny jak zarobki/rata jeśli chodzi o
                        analizowanie zmian na rynku nieruchomości. Czy aż tak trudno to zrozumieć?

                        Tak - jest to cholernie trudne do zrozumienia, jesli rozmawiamy powaznie. Jesli
                        chodzi o kreatywna finansjerke, to latwo jest mi to zrozumiec, ale o tym
                        moglibysmy podyskutowac w 2006 roku. Wtedy sam uprawialem wirtualizacje
                        rzeczywistosci. Wtedy bylo latwo zonglowac liczbami i przedstawiac to, co druga
                        strona chciala zobaczyc. Dzis im wiecej bedzie takich jak Ty, tym bolesniej
                        odczujemy skutki recesji, bo bedziesz przedluzal nieuchronnosc agonii.

                        Racja lezy gdzies pomiedzy, ale ja jestem bardziej po realnej stronie, a Ty caly
                        czas bujasz w wirtualizacji rzeczywistosci. W samej wirtualizacji nie ma niczego
                        zlego, tylko nie w tym momencie, nie teraz. Dzis bronimy PKB, jak PKB runie, bo
                        skonczy sie wirtualizacja, bedziesz mial to:
                        gospodarka.gazeta.pl/Gielda/1,85951,6735018,Lotwa_bankrutuje.html
                        Rok temu Islandia byla w tarapatach. Mamy czas.

                        1. Jak bedzie bezrobocie, jak przestana placic w budzetowce, nadal bank bedzie
                        okreslal zdolnosc kredytowa???

                        Widizsz, ja doskonale wiem jak okreslaja rzeczywistosc firmy przy lichwiarskich
                        pozyczkach z subprime. Doprawdy nie chcialbym, aby oni decydowali o mojej
                        zdolnosci kredytowej. Zyloby mi sie zdecydowanie lepiej. Nawet Maybacha moglbym
                        sobie kupic. Na kredyt z moja zdolnoscia kredytowa.

                        A piszemy o cenie rownowagi, wiec zbyt powaznej sprawie niz, wyliczanie
                        zdolnosci kredytowej przez np. Provident :)
                        • satorianus Re: cena równowagi 19.06.09, 17:32
                          > ??? O mojej sile nabywczej decyduje bank a nie moj pracodawca???

                          Takie czasy. Przy zakupie mieszkaina liczy się to "ile mam", tylko "ile dostanę"
                          i "jaką ratę będę płacił". Ja nie mówię, że to dobrze, ale po prostu już tak
                          jest - to banki kreują pieniądze.
                      • warzaw_bike_killerz I jescze jedno! 19.06.09, 14:13
                        satorianus napisał:


                        > Rynek kredytów hipotecznych wcześniej prawie nie istniał. Tyle. Narodził się
                        > późno i niemal z marszu spatologizował, ale to nie znaczy, że udzielanie
                        > kredytów mieszkaniowych samo w sobie jest złe, niepotrzebne i najlepiej jakby w
                        > ogóle ich nie były.

                        Rynek kredytow hipotecznych/mieszkaniowych/ itp istnial od kiedy pamietam! Nie
                        wiem co stoi za tym odkrywczym stwierdzeniem. W wolnej Polsce od 96/97 mogles
                        brac np. slawny kredyt mieszkaniowy "Alicja".
                        Patologie sa zawsze. Czasami czlowiek dowiaduje sie o niej np 8 lat pozniej (tak
                        jak w przypadku "Alicji" :)) Powiedzmy, ze za 8 lat frank bedzie kosztowal 10
                        PLN, a w Polsce bedzie 40% bezrobocie. Kiedy byla patologia? Kto poniesie
                        koszty? (BTW- w Hiszpanii bezrobocie bliskie 18% oficjalne! Nieoficjalne moze
                        siegac 30% - nie liczy sie tych, ktorym nie daje sie zasilkow)
                        • satorianus Re: I jescze jedno! 19.06.09, 17:52
                          > W wolnej Polsce od 96/97 mogles brac np. slawny kredyt mieszkaniowy "Alicja".

                          I jakie były wtedy raty?
                          • warzaw_bike_killerz Fight fire with fire ;) 19.06.09, 19:43
                            Niewazne jakie. Wazne, ze osoby biorace ten kredyt mialy zdolnosc kredytowa, a
                            bank wykreowal pieniadz. Zgodnie z Twoim twierdzeniem, niewazne jaka rata -
                            wazna zdolnosc kredytowa.
                            Zapewniam Ciebie, ze ci ludzie w owczesnym czasie mieli odpowiednie zarobki,
                            odpowiednia zdolnosc kredytowa, a i nieruchomosci byly w odpowiedniej cenie.
                            Wtedy, a przede wszystkim wtedy, nie dawano kredytow, ktorych rata przekraczala
                            zarobki lub po odjeciu kosztow zycia przekraczala mozliwosci tych ludzi. Z
                            reszta nie zarobki przeciez sa wazne dla Ciebie :)
                            • satorianus Re: Fight fire with fire ;) 19.06.09, 20:06
                              Kuśfa. Piszę cały czas, że przede wszystkim rata się liczy!!! Oprócz tego
                              oczywiście zdolność kredytowa. Ale te dwie zmienne są ze sobą dość mocno powiązane.

                              > Zapewniam Ciebie, ze ci ludzie w owczesnym czasie mieli odpowiednie zarobki,
                              odpowiednia zdolnosc kredytowa.

                              Zapewniam Cię, że mieli zdolność kredytowa na 2,3 razy mniejsze sumy. Popełniasz
                              kardynalny błąd stawiając znak równości między zarobkami, a zdolnością.

                              > Wtedy, a przede wszystkim wtedy, nie dawano kredytow, ktorych rata
                              przekraczala zarobki lub po odjeciu kosztow zycia przekraczala mozliwosci tych
                              ludzi.

                              No własnie. Rata.
                              • Gość: oleg Re: Fight fire with fire ;) IP: *.spray.net.pl 19.06.09, 20:16
                                jestem przekonany, ze to jest duzo bardziej skomplikowane, niz nam sie tutaj wydaje.
                                w 2000 roku wzialem kredyt na okolo 75% ceny mieszkania. byl to kredyt w eur na
                                okolo 7%. Rata wynosila okolo 30 procent moich zarobkow. a koszt mieszkania
                                okolo 130 tys zlotych. Kredyt bralem na 20 lat (wtedy max to byl 25 o ile
                                pamietam). Bralem w PKO BP.

                                Powiem tak - cala moja rodzina byla b. mocno przygnebiona, ze biore taki wielki
                                kredyt. Moja Kochana Mama, ktora byla poreczycielem (razem z Tata) prosila mnie
                                tylko, abym staral sie jak najwiecej odkladac ("ale synku, czy bedziesz mial z
                                czego skoro 1/3 pochlonie rata??"), tak aby pozbyc sie zadluzenia, bo ona jak
                                sie cos stanie nie bedzie mogla mi pomoc w splatach..

                                W ciagu ostatnich kilku lat postrzeganie zaciagania zobowiazan wobec bankow
                                zmienilo sie o 180 stopni. I napedzilo banke. Czym ta zmiana sie konczy powoli
                                zaczynamy widziec, a w calosci zobaczymy niebawem..
                                • satorianus Re: Fight fire with fire ;) 19.06.09, 23:49
                                  Oczywiście, że jest to bardziej skomplikowane. Ale mimo to miernik rata/cena
                                  pozwala na dużo lepszą analizę niż zarobki/cena. Teoretycznie gdyby PZFD miał
                                  (bardzo) dobre wejścia w ekipie rzadzącej to moglibyśmy mieć teraz kredyty w CHF
                                  oprocentowane na 0.25%. Ot, pod hasłem ratowania gospodarki NBP zacząłby
                                  udzielać kredytów osobom prywatnym. Preferencyjnych, bez marży, na 50lat. Ile
                                  wtedy wyniosłaby marża? Jak zareagowałby rynek?

                                  Ciekawe natomiast jest to, że ceny nie zaczęły rosnąć bezpośrednio po
                                  udostępnieniu tanich kredytów. Mineło jakieś półtora roku, dwa lata zanim do
                                  ludzi dotarło, że przy ówczesnych spokojnie mogą udzwignąć raty kredytowe.
                                  Pamiętacie hasło "Stać Cię na mieszkanie"?

                                  > Rata wynosila okolo 30 procent moich zarobkow.
                                  Czyli?

                                  Czynnik psychologiczny(stosunek do kredytów) też jest ważny, ale myślę, że
                                  akurat tutaj byt ukształtował świadomość. Z "miekkich" czynników o wiele
                                  ważniejszy jest czynnik kulturowy - nasze pragnienie mieszkania "na swoim".
                                  Niemcy zapewne nie zrozumieliby naszych problemów. No bo po co się martwić tym,
                                  że mieszkania drogie, skory wynajem tańszy?
                                  • Gość: oleg Re: Fight fire with fire ;) IP: *.spray.net.pl 20.06.09, 23:10
                                    > > Rata wynosila okolo 30 procent moich zarobkow.
                                    > Czyli?

                                    a co to ma za znaczenie? dżentelmeni o pieniadzach nie dyskutuja...
                                    • satorianus Re: Fight fire with fire ;) 21.06.09, 23:51
                                      Możesz pomnożyć lub podzielić przez Tobie tylko znaną liczbę :)
                                • deszczowy_przechodzien Re: Fight fire with fire ;) 20.06.09, 08:17
                                  wydaje mi się że dalej wiele osób w taki sposób postępuje;), dzięki
                                  temu bańka trwała u nas bardzo krótko i tak naprawdę nie wiele osób
                                  w nią wpadło.... u mnie w pracy największy problem był z osobami tuż
                                  po studiach - część z nich nie reagowało na argumenty i kupiła,
                                  cześć była bardziej ostrożna i jest obecne na etapie zmiany modelu
                                  podejścia do życia.

                                  Ja sam zakładam że nie wezmę kredytu większego niż 20%-25% naszych
                                  obecnych dochodów netto z żoną - na dłużej niż 20lat. Przy naszych
                                  kalkulacjach zakładamy że poniżej 10 lat taki kredyt spłacamy a 20
                                  lat stanowi tylko bufor bezpieczeństwa.
                                  • satorianus Re: Fight fire with fire ;) 21.06.09, 12:15
                                    Wpadło, nie wpadło. Ci, którzy kupili w 2006r(zwłaszcza na początku) raczej nie
                                    umoczyli. Ceny nominalne już nigdy nie będą niższe. No chyba, że wojna, albo cuś.

                                    > Ja sam zakładam że nie wezmę kredytu większego niż 20%-25% naszych
                                    > obecnych dochodów netto z żoną

                                    Widzę to w podobny sposób. Dlatego zaparłem się, że za mieszkanie nie zapłacę
                                    więcej niż 300k, co przełoży się na jakieś 240tys kredytu. Zawsze trzeba
                                    uwzględniać też sytuacje losowe typu utrata pracy, potomstwo :), choroba. Z tego
                                    powodu chciałbym żeby w razie jakieś maksymalnej awarii mieszkanie mogło przez
                                    jakiś czas samo się spłacać przychodami z wynajmu. To chyba rozsądne podejście.
                              • Gość: ifares Re: Fight fire with fire ;) IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 19.06.09, 20:18
                                > Zapewniam Cię, że mieli zdolność kredytowa na 2,3 razy mniejsze
                                sumy. Popełnias
                                > z
                                > kardynalny błąd stawiając znak równości między zarobkami, a
                                zdolnością.

                                No i git. Gdyby teraz tak bylo to swoj kwadrat na ochocie w cegle
                                kupilbys za 150 tys a nie 350tys.Czy nie lepiej Satorianus dla
                                Ciebie?
                                • satorianus Re: Fight fire with fire ;) 19.06.09, 23:55
                                  Oczywiście, że lepiej. Połowę tej kwoty mam, a jak bym się strasznie napiął to
                                  skombinował bym drugą - niskooprocentowana pożyczka od rodziców, którą też bym
                                  spłacił, ale trwałoby to dwa, trzy lata, a nie 30. Ale cudowny wynalazek
                                  instrumentów pochodnych zrobił z cenami to, co zrobił... Można się pocieszać
                                  tym, że Rumuni i Bułgarzy mają jeszcze gorzej.
                                  • Gość: ifares Re: Fight fire with fire ;) IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 20.06.09, 00:18
                                    Wlasnie obserwujemy cudowny wynalazek instrumentow pochodnych nie
                                    tylko w mieszkaniowce ale w wiekszosci branz. Nie moge zrozumiec i
                                    nie zrozumiem, dlaczego realna miara mojej pracy,wiedzy, wydajnosci
                                    ma byc kredyt na 40 lat, ktory najpradopodobniej odziedzicza/lub
                                    nie beda chcialy moje dzieci.Wedlu mnie kredyt to maxx 15 lat na
                                    nie wiecej niz 20 - 30% dochodow rodziny, jezeli bym sie na taki
                                    decydowal.Dalej nie moge zrozumiec jak jeden z "wielkich" prezesow
                                    stawiajacych pseudo apartamentowce na nie ukrywajmy tego polu - POLU
                                    wilanowskim oficjalnie oznajmil / a zapene dorzucil sobie extra
                                    pare%/ koszt budowy na 3,5 kola a widze na tym forum tzw.zapytania -
                                    czy 7,5 kola na tych polach to okazja..Zastanawiam sie ilu z tych
                                    pytajacych mialo chocby w reku zywej gotowki chociazby w wysokosci
                                    100tys zl.Chyba, ze to popucha developeska jak juz tutaj
                                    niejednokrotnie wskazalem
                                    • Gość: kitkat Re: Fight fire with fire ;) IP: *.centertel.pl 20.06.09, 06:22
                                      Ci pytający to często naganiacze próbujący "robić ruch" wokół
                                      konkretnych inwestycji. Reszta pytających to... aż nie chce się
                                      mówić. Jeśli zaś chodzi o tę żywą gotówkę to tylko gdy została
                                      zarobiona samodzielnie /zaoszczędzona/ nie zostanie wydana "lekką
                                      ręką". Mój syn dostał od nas na 18-tkę 2 tys. zł. na prawo jazdy.
                                      Postanowił jednak obrócić tą sumą /nic oczywiście nielegalnego,
                                      jakieś Allegro/. Z tym, że w przypadku niepowodzenia czeka go w
                                      czasie wakacji 40 dniówek /a 50zł./ w naszej firmie pod okiem
                                      majstra. Nawet mamusia z babcią nie pomogą. Poz.
              • aimiejego Re: cena równowagi 19.06.09, 12:20
                Oczywiście, że tak. Jak ktoś uważa, że cena za m2 w Warszawie poniżej średniego
                poziomu cen ze stolic UE to dużo, powinien zapisać się na podstawowy kurs
                ekonomii. Poza tym im wyższe ceny nieruchomości, tym zamożniejsze społeczeństwo.
                Przykład: właściciel mieszkania 100 m2 w przeciętnej dzielnicy W-wy do 2004 r.
                był w kategoriach europejskich zwykłym golcem, a w szczycie cenowym 2007 r. był
                już KIMŚ.
                • warzaw_bike_killerz Re: cena równowagi 19.06.09, 12:38
                  aimiejego napisał:

                  >Jak ktoś uważa, że cena za m2 w Warszawie poniżej średniego
                  poziomu cen ze stolic UE to dużo, powinien zapisać się na podstawowy kurs ekonomii.

                  Bardzo podstawowy, najlepiej dla krasnali ogrodowych.

                  Parafrazujac - jesli ktos zarabia ponizej sredniej w UE i mysli, ze ma duzo w
                  porownaniu do sredniej krajowej, powinien isc do psychiatry. W zasadzie dlaczego
                  nizsza srednia krajowa jest nizsza od sredniej UE?

                  WG niektorych srednia pensja w Polsce wynosi (po podatkach czyli na reke) ponad
                  5000 PLN. Ot tak od czapy wybiorczo analitycy analizuja tu cos znajdzie na
                  necie, tam cos znajdzie na necie i juz jestesmy 3 gospodarka UE.

                  www.jobs.westeastcafe.eu/countries.php
    • Gość: decker Re: cena równowagi IP: *.mgsp.pl 18.06.09, 11:42
      Cena równowagi to zwykle na świecie średnia pensja brutto (pensja i cena metra
      liczona oczywiście na miasto, a nie kraj). Czyli w Warszawie średnia powinna
      wynosić ok 5000. Ochota, Żoliborz, Stary Mokotów oczywiście powyżej tej kwoty
      • satorianus Re: cena równowagi 18.06.09, 16:07
        A niby czemu brutto? I niby czemu cena metra miałaby pozostawać w relacji ze
        średnimi zarobkami, skoro ~90% transakcji na tym rynku finansuje się kredytem?
        Rata, misie, rata się liczy. Mieszkania były tanie, gdy kredyty były drogie. Ile
        wynosiła rata za każde pożyczone 100tys w 2000r. Ile w 2008r.?
        • Gość: asdf Re: cena równowagi IP: *.aster.pl 18.06.09, 16:39
          Sugerujesz, że jak wrócą tanie kredyty we frankach to ceny znów poszybują w górę? ;)
          • satorianus Re: cena równowagi 18.06.09, 16:47
            Jeśli wróciłyby marże na poziomie 0,8-1% to tak, moglibyśmy się spodziewać
            drugiej fali wzrostów, która okryłaby nasz kraj ciemnością. Mało prawdopodobny
            scenariusz, ale trzeba i takie rozważać. We wspomnianej Japonii rozpasanie
            kredytowe miało dużo bardziej wyuzdane formy. Sławne kredyty na 100lat -
            przecież w Polsce nic nie stoi na przeszkodzie, aby synowie i wnuki dziedziczyli
            długi rodziców... Horror.
            • warzaw_bike_killerz Re: cena równowagi 18.06.09, 16:55
              Odklejenie cen czegokolwiek od plac, a przyklejanie do zdolnosci kredytowej MUSI
              skonczyc sie totalna klapa, banka i kryzysem na rynku.
              Po doswiadczeniach amerykanskich, japonskich, inszych powinno byc zakazane nawet
              myslenie o tym, ze sile nabywcza mozna opierac w zdolnosci kredytowej. Taka
              konstrukcja, aczkolwiek niebywale kreatywna musi sie wylozyc. Wylozyla piekne
              czasy gierkowskie, wylozy kazdy podobny pomysl.

              Rownie dobrze mozna oprzec cene telewizora na zdolnosc kredytowa i przeciez moze
              kosztowac nawet 30 tys - wszak wg raty wyjdzie zaledwie 150 PLN miesiecznie!

              Taki sposob prezentacji tejze idei jest bardzo skutecznie wykorzystywane przez
              dobrych przedstawicieli lichwiarskich pozyczek. Jesli oni w tym widza zysk,
              trudno analitykom, bankom, developerom jej sie oprzec. Ale ta idea jest bolesnie
              zdradliwa.
              • arkaszka1 Re: cena równowagi 18.06.09, 17:14
                Bardziej ma tu znaczenie maksymalna tolerowana rata kredytu, przy
                szale zakupów jaki ogarnął społeczeństwo w 2006/2007, gdyby dawano
                kredyt na 100 lat to ceny mogłyby wzrosnać 2-3 razy. Kwestia tylko
                dobrej stymulacji jelonków ,ze taniej nie będzie i kto nie kupi ten
                przegra życie.
              • satorianus Re: cena równowagi 19.06.09, 18:58
                Bez telewizora można żyć. Dlatego właśnie ceny wynajmu są tak ważne bo jest to,
                niedoskonały w naszych warunkach, ale tak naprawdę jedyny sensowny substytut
                zakupu. Zarazem jest to również wyznacznik alternatywnych zysków kapitałowych
                osiąganych przez sprzedającego. I koło się zamyka.
                • Gość: żywe piwo Re: cena równowagi IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 19.06.09, 19:27
                  Satorianus ciekawy Ty chłopak jesteś.
                  Bez własnego mieszkania również można żyć, wobraź sobie.
                  Mając w perspektywie spadki cen tego dobra, przynoszące w rok, dwa czy trzy
                  zyski (czy zmniejszające straty/obciązenie) rzędu dziesiątek tysięcy złociszów,
                  nie posiadanie dobra naszego, o którym tu rzecz, przez jakiś czas nie jest
                  naprawdę ciężkie do zniesienia, tym bardziej że w tej chwili najem jakby tańszy
                  od własnego.
                  a ceny runą, runą, runą ...............
                  • satorianus Re: cena równowagi 19.06.09, 20:01
                    Ty też jesteś ciekawy. Wyraźnie napisałem, że wynajem jest substytutem własnego
                    mieszkania
          • Gość: BartpszW Re: cena równowagi IP: 87.205.148.* 19.06.09, 18:10
            Pracuję w dużym banku i sądzę że kredyty hipoteczne dłuuuugo nie wrócą w takiej
            ilości i wartości jak w 2007, 2008. Przyczyn jest kilka:
            - bardzo duża akcja kredytowa spowodowała że banki mają małe kapitały własne w
            porównaniu z aktywami i po prostu nie mogą już udzielać dużo kredytów spowodu
            norm ostrożnościowych narzuconych przez NBP,
            - rentowność tych kredytów jest dużo mniejsza od konsumpcyjnych,
            - pamięć o pękniętej bańce i kłopotach z tym związanych.
            Za kilka lat jak ludzie a zwłaszcza zarządy banków zapomną trochę o ostatnim
            kryzysie i w międzyczasie wzrosną kapitały banków może się poprawi z tym że o
            ile się nie myle akurat wtedy zacznie się wielkie wymieranie powojennego wyżu
            demograficznego i będzie się zwalniać masa mieszkań.
            Pzdr
        • warzaw_bike_killerz Re: cena równowagi 18.06.09, 16:48
          Zarobki, zarobki misie. Kredyty sa udzielane w stosunku do placy, a kredyt
          trzeba splacic zarobkami.

          Kredyt moze byc tani i moze byc drogi. Oporcentowanie to jedno, a czas trwania
          to drugie. mozna wziac 200 tys na 5 lat i splacac 4000 miesiecznie, ale rowniez
          wziac na 35 lat i splacac 1 tys miesiecznie.

          Spoleczenstwo MUSI splacic kredyt swoimi zarobkami. Moim zdaniem bledne jest
          opieranie ceny metra na zdolnosci kredytowej, gdyz ta zbyt latwo manipulowac i
          jest podatna na milion nieoczywistych w dniu dzisiejszym czynnikow
    • Gość: glad Re: cena równowagi IP: *.jmdi.pl 19.06.09, 16:24

      Wedlug mnie 4,5 tys. dla Bialoleki, Wawer, Ursus za nowe mieszkanie.
      Okolo 5,5-6 tys. pozostale dzielnice oprocz Srodmiescia i Ursynowa.

      Oczywiscie jeszcze troche poczekamy na takie ceny, ale z pewnoscia
      sie oplaci.
      • Gość: asdf Re: cena równowagi IP: *.aster.pl 19.06.09, 17:30
        Ursynów droższy od innych dzielnic? dlaczego?
        • satorianus Re: cena równowagi 19.06.09, 17:51
          Bo parę lat temu zbudowano tam metro, wyobraź to sobie :) I lepszy Ursynów
          potrafi droższy nawet od Śródmieścia. Tak jakoś od jakiś 5 lat.
          • Gość: autofan Re: cena równowagi IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 19.06.09, 18:15
            Użyteczność metra przy tylko jego jednej linii jest dosyć ograniczona.
            Gdyby nie intensywna reklama tego badziewia ceny by tam były znacznie niższe.
            Ja wolę żoliborz czy nawet wolę, gdzie mieszkania są nawet tańsze.
          • Gość: asdf Re: cena równowagi IP: *.aster.pl 19.06.09, 18:53
            Który to jest lepszy Ursynów? Kabaty? Mieszkania tam są tańsze niż w Śródmieściu
            czy na Mokotowie. Oczywiście porównuję podobny standard zabudowy.
        • Gość: metramistrz Re: cena równowagi IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 19.06.09, 18:09
          Prawidłowe pytanie - dlaczego?
          Jest to zadziwiające zważywszy, iż jest to zatłoczona sypialnia Warszawy, jednak
          jak weźmie się pod uwagę ile tam w ostatnich 10latach zbudowano mieszkań
          reklamując je intensywnie, zdziwienie trochę ustępuje.
          Dlugotrwała reklama czyni cuda.
      • satorianus Re: cena równowagi 19.06.09, 17:39
        Ursus to ostatnio jednak trochę inna liga niż Wawer, czy Białołęka. Tak do cen o
        Których piszesz jest już blisko. Na Ursusie niestety nadal krzyczą około
        7tys/metr. A szkoda. Bo za 5tys/metr bym się skusił na jakieś 60m2. I to chyba
        nie ja jeden. Czy to oznacza, że jest to cena równowagi? Może.
    • Gość: jazz Re: cena równowagi IP: *.mgsp.pl 20.06.09, 10:54
      Satorianus napisał:
      "Rata, misie, rata się liczy",

      Misiu czy możesz zatem wytłumaczyć fakt, że za granicą(np. Niemcy)
      zdolność kredytowa jest kilka razy większa niż u nas a mieszkania
      tańsze??
      • Gość: xxx Re: cena równowagi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.06.09, 11:53
        stabilnosc zatrudnienia i relatywnie wyzsze zarobki...
      • Gość: pytajnik Re: cena równowagi IP: *.chello.pl 20.06.09, 21:36
        a czy istnieje szansa na poznanie zrodla informacji o cenach w
        innych krajach ue ? bo wszyscy tylko opowiadacie jak jest tanio a
        chyba nikt nie zadał sobie trudu żeby tę legendę ludową potwierdzic
        • deszczowy_przechodzien Re: cena równowagi 20.06.09, 23:33
          w niemczech np: www.immowelt.de,
          • Gość: ??? Re: cena równowagi IP: *.chello.pl 21.06.09, 11:34
            no i sprawdzam i nijak żadne niemieckie miasto nie jest tańsze niż
            Warszawa, ceny sensownych (ale bez szaleństw) nieruchomości na rynku
            wtórnym (odrzucajac wielka plyte oraz dzielnice peryferyjne) to
            1900 - 2500 euro za metr czyli przy obecnym kursie 8750 - 11 500 zł
            • satorianus Re: cena równowagi 21.06.09, 12:25
              dom.gratka.pl/mieszkania-sprzedam/lista/zagranica,berlin.html#pusty
              Choć rzeczywiście przyrównywanie Berlina do Warszawy jest nadużyciem. Mimo
              całego swojego uroku Berlin się strasznie stoczył. Prawdziwą stolica ekonomiczną
              jest teraz Monachium. I tam ceny są już sporo wyższe.

              Niższe ceny w Niemczech czy w Austrii są rezultatem przemyślanej polityki
              mieszkaniowej realizowanej konsekwentnie jeszcze od czasów przedwojennych. W
              innych krajach EU ceny są nawet kilkukrotnie wyższe od naszych - tym samym
              wskaźnik zarobki netto/cena. Mamy podobny. Szczęściem te ceny spadają - tu
              polecam www.propertysnake.co.uk/ - serwis monitorujący spadki cen w UK
              • Gość: Jac porównywanie Warszawy - nadużycie IP: *.chello.pl 21.06.09, 13:02
                Kiedyś spacerowałem po ulicach Monachium i dla zabawy liczyłem zaparkowane samochody różnych marek. W zasadzie były trzy marki: Mercedes, BMW i "inne" ;)

                Porównywanie Warszawy do Monachium to gigantyczne nadużycie. Podobnie do Berlina - choćby ze względu na jakość transportu miejskiego, obwodnice, znaczenie dla światowego biznesu, turystykę. Warszawa jednak leży na peryferiach Europy - do wschodniej granicy Unii z Warszawy jest jedynie około 200 km i to głównie poprzez regiony rolnicze.
                • satorianus Re: porównywanie Warszawy - nadużycie 21.06.09, 13:04
                  W jakie jest bezrobocie w tymże pięknym Berlinie? Jakie w Warszawie?
                  • Gość: Jac Re: porównywanie Warszawy - nadużycie IP: *.chello.pl 21.06.09, 17:36
                    Jakie jest bezrobocie w Wawie i w Berlinie? Nie wiem, ale liczę, że podasz.

                    A jakie są pensje w tej Warszawie, i jakie zasiłki dla bezrobotnych...
                    ... wszyscy wiemy jakie...

                    dla porównania: średnie zarobki brutto we wsch. landach 4Q 2008 to 2.366 EUR miesięcznie
      • satorianus Re: cena równowagi 21.06.09, 12:16
        Nasycenie rynku. W rejonach Berlina porównywalnych do warszawskiego Brudna czy
        Czerniakowa nikt nie chce mieszkać w blokach z płyty, więc się je wyburza.
        Wyobrażasz sobie u nas taki scenariusz wcześniej niż za kilkanaście lat?
      • Gość: jazz Re: cena równowagi IP: *.mgsp.pl 21.06.09, 18:11
        Misiu,
        to ty się uczepiłeś Berlina, nikt o tym nie wspominał wcześniej.

        satorianius napisał:
        "Mimo całego swojego uroku Berlin się strasznie stoczył."
        Warto by podać jakieś dane i argumenty, bo z tego nie wiadomo wogóle
        o co ci chodzi.

        Jako, że w większości miast UE ceny mieszkań wahają się między 2000€
        a 3000€(Monahium ok.2500-3000€) a zarobki są kilkukrotnie wyższe niż
        u nas, twierdzenie iż cena mieszkań jest w głównej mierze pochodną
        raty jest niewłaściwe.
        • deszczowy_przechodzien ceny są nawet niższe 21.06.09, 21:32
          jeszcze jeden portal - z mapą do wyboru obszaru więc łatwiejszy do
          nawigacji...
          www.immonet.de

          Jak poszukać w ofertach można w Niemczech znaleść dużo ofert
          tańszych

          porządny dom lub mieszkanie w Monachium i okolicy można już kupić w
          cene około 2000-2500 euro, w pozostałych miastach często można
          spotkać ceny poniżej 1000 euro a dobry standard można juz kupić za
          1500-2000. Inna sprawa że w Niemczech rozrzuty w cenach są duże, ma
          to jednak znacznie większe uzasadnienie niż w Polsce.

          Patrząc na różnicę w wynagrodzeniach w Niemczech, to że złoty jest w
          tej chwili niedowartościowany, znacznie wyższą niż w Niemczech podaż
          oraz na gęstość zaludnienia (dużo większa niż w Polsce) ceny w
          Polsce są mocno zawyżone.
          • satorianus Re: ceny są nawet niższe 21.06.09, 23:45
            > znacznie wyższą niż w Niemczech podaż.

            Litości. Masz na myśli podaż nowych mieszkań? W Niemczech nie ma takiego nawisu
            z tej prostej przyczyny, że u nich budowanie nowych mieszkań jest już po prostu
            NIEPOTRZEBNE. Jak na Brudnie będą rozdawali mieszkania w płycie za symbolizne 1
            euro a i tak nikt w nich nie będzie chciał za tyle wziąć, to będzimy sobie mogli
            poprzyrównywać polską mieszkaniówkę do niemieckiej. Póki co to wołanie na puszczy.
        • satorianus Re: cena równowagi 21.06.09, 23:39
          Porównania Berlin -> Warszawa wracają jak bumerang chociaż nie mają żadnego
          sensu. Są w Europie miejcsa w których dostępność mieszkań mierzona stosunkiem
          cena/zarobki jest większa, są takie w których jest podobna(chyba jednak jest to
          WIĘKSZOŚĆ) i takie w których jest mniejsza. Co kraj, to obyczaj. Chociaż założe
          się, że na każdym w miarę zrównoważonym rynku(cieżko teraz o taki) istnieje
          ścisły związek między cenami wynajmu, wysokością rat i cenami mieszkań. Do
          pełnego obrazu należałoby dodać jeszcze dostępność kredytów, ale to akurat
          ciężko sparametryzować.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka