Dodaj do ulubionych

Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchomosci

15.07.09, 16:35
Zapewne sam link to za malo i poprzedni watek zostal wyciety.
Chcialem podzielic sie z ciekawa analiza z rynku USA. Jak na dloni dowodzi
ona, ze rynek wraca do sredniej, nawet jesli okresowo bedzie "wyskakiwac"
ponad linie trendu.
Syntetycznym wskaznikiem ceny metra jest sredni dochod roczny gospodarstwa
domowego (lub miesieczna pensja). I tak na przyklad banki stosowaly maksymalna
wartosc kredytu wg wzoru 3,5 x dochod roczny. To oczywiscie ograniczalo ceny
nieruchomosci. Ten ogranicznik przestal obowiazywac w sytuacji pojawienia sie
kredytow typu subprime. Nagle kredyt otrzymywaly osoby, ktorych na to nie bylo
stac, ale mechanizm dziala - bo rosly ceny nieruchomosci - znacznie szybciej
niz zobowiazania takiego klienta wzgledem kredytodawcy. W razie czego zawsze
mozna bylo dom sprzedac i wyjsc na swoje. Taki hazard za pozyczone pieniadze.
Obecnie zakrecenie kurka z kredytami powoduje, ze nastepuje implozja - rynek
zapada sie pod wlasnym ciezarem. Warto pamietac, ze rynek ten jest wyjatkowo
niedoskonaly . Brak tu przejrzystosci i standarzyacji jak na gieldzie. Dlatego
nie nalezy stosowac takich samych miar jak do rynku kapitalowego. Procesy sa
rozlozone na lata - okresy spadkow lub stbilizacji cen nie traja 3-4 kwartaly
- a co najmniej tyle lat. Tyle slowem wstepu. a teraz link


www.youtube.com/watch?v=nSH9KEF8Rso
Obserwuj wątek
    • k.koro Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 15.07.09, 17:12
      podoba mi się nazwa implozja. I jej wytłumaczenie
    • gorbibanki Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 15.07.09, 17:51
      Patrząc w jeszcze szerszej perspektywie i dodając do tego prognozy
      demograficzne na najbliższe 26 lat zakładające implozję
      demograficzną czyli nie odwracalny proces ciągłego spadku dynamiki
      zastępowalności pokoleń do poziomu poniżej progu reprodukcji prostej
      cały proces na rynku nieruchomości możemy doskonale zrozumieć znając
      zasady działania czarnych dziur. Mamy właśnie drugą rocznicę
      rozpoczęcia się tego procesu.
      Pytanie do Ciebie na początek jest takie: Co byś zrobił, będąc
      świeżo upieczonym małżonkiem, żeby zapewnić rodzinie dach nad głową
      i uniknąć świadomego wielokrotnego przepłacania za nieruchomość
      (czytaj wystarcza tylko na raty i parówki z biedronki), której
      wartość dla przyszłych nielicznych pokoleń będzie znikoma (efekt
      czarnej dziury) i nie zapewni nawet zabezpieczenia emerytalnego na
      starość.
      • satorianus Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 16.07.09, 16:23
        Natomiast w jeszcze szerszej niż szerszej perspektywie:
        - wynajdziemy lekarstwo na raka, co wydłuży średnią długość życia jakieś 10-15 lat
        - doszusujemy z poziomem PKB do starej Unii i staniemy się równie atrakcyjni dla
        milionów emigrantów ze wschodu.
        - zmieni się moda i znowu będziemy robić więcej dzieci. :) Delikatne przesłanki
        ku temu już są widoczne.

        Także z tą szerszą perspektywą różnie może być
        • gorbibanki Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 16.07.09, 16:30
          Nasze społeczeństwo idąc w kierunku starej Unii wyklucza model
          rozmnażania się jak króliki niezależnie czy jest gdzie mieszkać czy
          nie. Sam jestem przykładem braku dzieci spowodowanego brakiem
          mieszkania spowodowanego próbą nachapania sie przez developerów.
          Zastanów się. Przepłacę ostro za mieszkanie a później jedyną
          atrakcją mojego głodnego dziecka będzie znalezienie czegoś
          parówkopodobnego w biedronce za resztę która została po spłacie raty.
          • satorianus Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 16.07.09, 16:55
            Czy pokolenie naszych rodziców naprawdę miało tak dużo lepszą sytuację
            mieszkaniową? I jakoś im to nie przeszkodziło. Tu będę się raczej upierał-
            spadek dzietności obserwowany w Europie jest raczej kwestią zmian kulturowych.
            Zresztą zaczął się na długo przed bańką - do nas dotarł dopiero wraz z
            transformacją.

            Kontynuując moje wywody w roli advocatus doaboli... :)
            Do tego co napisałem trzeba jeszcze dodać dynamikę lokalną. Warszawa jest pod
            wieloma względami wyjątkowym miejscem na mapie Polski. I o ile nie przerzucimy
            się na pracę zdalną, to akurat tutaj zawsze ludzie będą walić drzwiami i oknami
            - jak zawsze zresztą. Ewentualny kryzys gospodarczy będzie tylko temu sprzyjał.

            > Przepłacę ostro za mieszkanie
            Tu juz sprawa się komplikuje. Bo bez względu na czynniki ekonomiczne każdy musi
            odpowiedzieć sobie na pytanie: "Ile warty jest mój czas?".
            Stać Cię, aby czekać na kolejny "obrót" cyklu Kondratiewa? :)
            • Gość: 50 cents Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom IP: 199.67.203.* 16.07.09, 17:01
              > Czy pokolenie naszych rodziców naprawdę miało tak dużo lepszą
              >sytuację mieszkaniową? I jakoś im to nie przeszkodziło.

              Zyli w totalnie innym systemie. Zmartwienia tez mieli inne. Zastanow
              sie ile osob wtedy balo sie utraty pracy?

              > odpowiedzieć sobie na pytanie: "Ile warty jest mój czas?".
              > Stać Cię, aby czekać na kolejny "obrót" cyklu Kondratiewa? :)

              Pytanie brzmi zgola inaczej. Czy stac nas na to, aby nie czekac..
              • satorianus Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 16.07.09, 17:45
                > Zyli w totalnie innym systemie. Zmartwienia tez mieli inne
                Jeśli chodzi o warunki mieszkaniowe to mieli dużo bardziej przerypane. Dziś
                przeciętną parę po studiach stać na wynajem dwupokojowego mieszkania. Wtedy nie
                zawsze było to możliwe. Oczywiście z drugiej strony na mieszkanie czekało się po
                10lat, ale w końcu się je dostawało - praktycznie za darmo.



                > Pytanie brzmi zgola inaczej. Czy stac nas na to, aby nie czekac..
                Tak, to też. Jakbyś nie zrozumiał - kosztem nie zawsze są pieniądze.
                • gorbibanki Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 16.07.09, 17:50
                  Byłem za mały żeby pamiętać jak to się udało ale we 4 mieliśmy 72m
                  M5 o fantastycznym rozkładzie. Teraz o takim mieszkaniu to można
                  sobie pomażyć.
                  • satorianus Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 16.07.09, 17:58
                    Epatowanie jednostkowymi przykładami do nikąd nas nie zaprowadzi. Generalnie
                    mieszkań również wtedy brakowało. Wystarczy obejrzeć Zmienników, lub Alternatywy
                    4 :)

                    Ale może wróćmy do tematu. W Polsce wzrosty były krótsze i raptowniejsze. I tu
                    nasuwa się proste, ale wcale nie łatwe pytanie: "Dlaczego?"
                    • Gość: mmmmmmm Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom IP: 84.38.22.* 17.07.09, 10:12
                      moj ojciec jakos wybudowal 100m2 szereg w prawie centrum miasta w
                      latach 80tych, latwo nie bylo ale dal rade - nie byl aparatczykiem.
                      dzis kupno kawalerki 30m2 za obwodnica to inwestycja zycia, kur__a
                      ludzie lepiej jest ? nie sadze!
                      • Gość: jacek a to sobie zobacz ile bylo takich osob jak Twoj oj IP: 119.63.64.* 17.07.09, 14:21
                        ojciec

                        ponizej jednego procenta - jak myslisz czemu ?
                        • Gość: mmmmmmmmmmmmm Re: a to sobie zobacz ile bylo takich osob jak Tw IP: *.gdynia.mm.pl 18.07.09, 21:42
                          bo jest budowniczym ?
                          • Gość: jacek a to sobie zobacz ile bylo takich osob jak Twoj IP: 119.63.64.* 19.07.09, 11:40
                            w latach 70 nie mozna bylo kupic cegiel i innych materaliow bez
                            kombinowania, podbnie bylo z kredytem

                            w mojej rodzinie wiele osob prowadzilo budowy - trwalo to latami, z
                            wieloma upokorzeniami - koztem ogromnych wyrzeczen - i to nawet
                            wtedy, gdy dysponowali dzialkami po rodzinie i sporymi pieniedzmi

                            inaczej bylo gdy sie zalapal, ktos na jakies ministerialna
                            spoldzielnie - wtedy bylo duzo latwiej - bo nawet mozna bylo uzyskac
                            zabrana komus ziemie

                            jednym slowem - na terenie duzych miast bylo to na poziomie bledu
                            statystycznego

                            • Gość: angel Re: a to sobie zobacz ile bylo takich osob jak Tw IP: *.aster.pl 26.07.09, 22:51
                              w większości przypadków budowali Ci co potrafili kombinować np
                              wymieniając wódkę na materiały budowlane z budowy metra..... za
                              pensję inżyniera zbudowanie domu byłoby NIEMOŻLIWE!
                • Gość: 50 cents Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom IP: 192.193.245.* 16.07.09, 18:27
                  > Jeśli chodzi o warunki mieszkaniowe to mieli dużo bardziej
                  przerypane. Dziś
                  > przeciętną parę po studiach stać na wynajem dwupokojowego
                  mieszkania. Wtedy nie
                  > zawsze było to możliwe.

                  Tak? A skad to wiesz? Bo wydaje mi sie tylko, ze zgadujesz. Zreszta
                  nie chodzi o pary po studiach, bo one akurat nigdy nie beda stanowic
                  lokomotywy demograficznej.


                  > > Pytanie brzmi zgola inaczej. Czy stac nas na to, aby nie czekac..
                  > Tak, to też. Jakbyś nie zrozumiał - kosztem nie zawsze są
                  pieniądze.

                  Jakbys nie zrozumial, to za cos musisz te dzieciaczki wykarmic i
                  poslac do szkoly. A hipoteka ciazy caly czas.. Ja nie porownuje
                  kosztow pieniadza do kosztow czekania z decyzja o dzisiach. Ja mowie
                  o odpowiedzialnosci za ta decyzje.
            • Gość: JaC Tak, Wawa to wyjątkowe miejsce... IP: *.chello.pl 16.07.09, 18:04
              > Do tego co napisałem trzeba jeszcze dodać dynamikę lokalną.
              > Warszawa jest pod wieloma względami wyjątkowym miejscem na mapie
              > Polski.

              Na mapie Polski? Warszawa jest wyjątkowym miejscem na mapie EUROPY!!! (oczywiście również pod względem cen nieruchomości)

              > I o ile nie przerzucimy się na pracę zdalną, to akurat
              > tutaj zawsze ludzie będą walić drzwiami i oknami - jak zawsze
              > zresztą. Ewentualny kryzys gospodarczy będzie tylko temu sprzyjał.

              Jasne - już mieliśmy tego przykład w latach 2000-2006 ;) Drzwiami i oknami walili, ale na Okęcie - do samolotów ;)
        • steady_at_najx Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 16.07.09, 21:43
          satorianus jak zwykle powalasz argumentami oderwanymi od logiki .


          > staniemy się równie atrakcyjni dl
          > a
          > milionów emigrantów ze wschodu.

          Ci emigranci wytworza ten impuls dodatni ? Ale dodaj moze czy na wynajem czy moze na zakup nieruchomosci ?

          > - zmieni się moda i znowu będziemy robić więcej dzieci. :) Delikatne przesłanki
          > ku temu już są widoczne.

          Jak w lipcu spadnie deszcz to mowisz ze sa przeslanki ze reszta lata bedzie deszczowa ?

          ten dodatni impulsik po wielu latach spadku przyrostu demograficznego to IMO reakcja na szal zwiazany ze wzrostem ekonomicznym i byciem w unii.
          Ile z tych dzieci urodzilo sie poza granicami tego kraju ? W UK ? W Irlandii ?

          Niech tylko te raty za klity i kryzys dadza popalic mlodym malzenstwom to zobaczysz jak szybko krzywa demografii popikuje w dol.

          I mozesz mnie za dwa lata cytowac.
          • gorbibanki Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 09:58
            Popikuje i to ostro. Przy tych cenach nieruchomości mam na razie dwa
            wyjscia:
            1. Kupić mieszkanie i nie mieć dzieci.
            2. Mieć dzieci, mieszkać u teściowej i nie mieć życia.

            Jakoś ta pierwsza opcja jest nęcąca obecnie.
            • Gość: mmmmmmm Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom IP: 84.38.22.* 17.07.09, 10:15
              jest inne wyjscie - jeb_ć polskę kupić dom i mieć dzieci w
              cywilizowanym kraju.
            • satorianus Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 10:20
              Popikuje i to ostro.

              Co Ci popikuje? Kohorta? W dwa lata? I to pisze absolwent SGH? Steademu bym się
              nie dziwił, ale Ty?


              > Przy tych cenach nieruchomości
              A na jakie konkretnie zniżki liczysz? Czy te o 15%(niższe ceny nominalne(na
              większe spadki trudno liczyć) naprawdę Cie zbawią?
              • steady_at_najx Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 11:31
                Nie dosc ze masz problemy z logicznymi wnioskami, co zauwaza bardzo
                wiele osob, nie dosc ze udajesz ze wiesz o czym mowisz (ach ta
                frazeologia w Twoim wydaniu ktora ma sugerowac ze
                jestes "specjalista") - to co najgorsze nie umiesz glupolu czytac ze
                zrozumieniem.

                Nie napisalem ze za dwa lata popikuje w dol tylko za dwa lata mozesz
                mnie cytowac jak sie okaze ze te Twoje "dodatnie impulsy" byly tylko
                malutkim odstepstwem od normy spadkowej.

                Nie wspominajac o tym, ze gosc ktory z malego jednorocznego impulsu
                wyczytuje "mozliwa poprawe sytuacji demograficznej" za chwile mowi
                ze o zmianach nie mozna dyskutowac po dwoch latach (abstrahujac ze
                jak zwykle nie zrozumial tresci).

                Facet wez Ty sie nie kompromituj bo zaczynasz udawac "ąę" w temacie
                rynkow i ekonomi a wykladasz sie na zwyklej logice.
                • satorianus Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 13:18
                  > frazeologia w Twoim wydaniu

                  Myśle, że każdy kto ma choćby nikłe pojęcie o demografii rozumie pojęcie
                  "kohorty", podobnie jak programista rozumie pojęcia "zmiennej", bazodanowiec
                  "encji" a sieciowiec "portu". Żadne udawanie "ąę". To są PODSTAWY na poziomie
                  propedeutyki danej dziedziny wiedzy. Jeśli Cię to tak odrzuca, to trudno o
                  lepszy dowód na to, że nie masz o tym pojęcia. Rozśmieszyła mnie zwłaszcza Twoja
                  "krzywa demografii". Cóż to niby miałby być za Twór?

                  • steady_at_najx Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 14:03
                    Nie wiesz co to krzywa ? Pojecie krzywej panie "informatyku" Ci
                    obce ?

                    pl.wikipedia.org/wiki/Krzywa
                    a tu "pisze" :


                    Od poprawnej definicji wymaga się, aby była to „dowolna linia” na
                    płaszczyźnie



                    A moze raczej chodzi o to ze nie napisalem "demograficznej" ? Ktos
                    dobrze powiedzial - jak koncza sie argumenty to sie szuka problemu.

                    Powiem Ci tak. Wystarczy poczytac Twoje posty z poczatku bywania na
                    forum a teraz. Prowadzi to do prostego wniosku ze interesujac sie
                    tym rynkiem liznales kilka opracowan i zerknales na pare stron
                    zajmujacych sie tematem. To za malo zeby udawac eksperta i pisac w
                    tonie "podstaw wiedzy". Rozbieznosc miedzy Twoim jezykiem a
                    widocznym brakiem wiedzy jest powalajaca.
                    Wlasnie to smieszy i razi.

                    Ja w przeciwienstwie do Ciebie udaje eksperta ekonomii i sie do tego
                    przyznaje i nigdy nie dyskutowalem z poszim czy sopranosem na temety
                    ekonomicznie (w przeciwienstwie do Ciebie - robiles to i byles
                    zaginany jak male dziecko - co jest kolejnym dowodem ze nie wiesz o
                    czym mowisz). Ja od zawsze stosuje elementarna logike i zdrowe
                    wnioski w przewidywaniach.

                    Tobie brakuje wiedzy a pozorami pojec probujesz to maskowac.
                    Nieudolnie. Myslenia logicznego zreszta tez.
                    • steady_at_najx Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 14:11
                      Naturalnie mialo byc

                      Ja w przeciwienstwie do Ciebie nie udaje eksperta ekonomii
                      • satorianus Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 14:55
                        Demografia to nieekonomia. I tutaj akurat nie wstydzę się tego, że mam o
                        tym pojęcie ciut większe niż Ty i Twoi :)
                        • steady_at_najx Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 16:04
                          >tym pojęcie ciut większe niż Ty i Twoi :)

                          wszyscy widzimy ze masz pojecie, podziwiamy je. Szkoda tylko ze to
                          pojecie sprawdza sie tylko w Twoim wlasnym swiecie a w "naszym"
                          swiecie sklada sie glownie z niedorzecznosci.
                          • satorianus Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 16:15
                            Skąd wiesz że to co piszę o możliwych zmianach ludnościowych jest niedorzeczne?
                            Przecież sam pisałeś, że się nie znasz na demografii. Co gorsza - nie chcesz się
                            nawet trochę poznać. Jednak nie przeszkadza Ci to krytykować mnie na każdym kroku.

                            Ciekawe, że jak jakiś debil wbije się z "prognozą" spadków cen nominalnych o 50%
                            w przeciągu następnych kilku miesięcy to jakoś jest to dla Ciebie "dorzeczne" i
                            mimo swojej słynnej już wyrywności :) nie krytykujesz takich osób. BA! Ty nawet
                            bronisz ich często przed atakami. Jak to jest z Twoją obiektywnością i
                            rzetelnością? Wytłumacz mi?
                            • steady_at_najx Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 16:31
                              Rany facet jak Ty nie rozumiesz.

                              > Skąd wiesz że to co piszę o możliwych zmianach ludnościowych
                              jest niedorzeczne?


                              Moja ostatnia wypowiedz dotyczyla ogolu nie konkretnie demografii.

                              Jesli chodzi o demografie to poczytaj poprzednie posty i staraj sie
                              do nich odniesc zamiast udowadniac "ze sie znasz bo sie znasz".


                              Jednak nie przeszkadza Ci to krytykować mnie na każdym kroku

                              zauwaz ze nie przedstawiles zadnego kontrargumentu na to co pisalem
                              w tym watku - Twoim argumentem jest "ja sie znam bo sie uczylem a ty
                              nie" - co jest dla mnie zupelnie dyskredytujace Ciebie w tej
                              dyskusji.


                              > Ciekawe, że jak jakiś debil wbije się z "prognozą" spadków cen
                              nominalnych o 50


                              znowu naginasz rzeczywistosc pod swoje wnioski. Pokaz mi gdzie
                              bronie osoby ktora glosi 50% spadki ??
                              To co przyznam Ci ze udrzam w tych "ostro do gory" czesciej to
                              fakt...Tacy mnie irytuja dosyc mocno. Ci "spadkowicze" irytuja mnie
                              mniej bo wiem ze za ich wypowiedziami nie stoja "ynwestycje" i zadza
                              nachapania sie na cesjach a bardziej jakas glupia tesknota.
                              • satorianus Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 18.07.09, 15:47
                                Pokaz mi gdzie bronie osoby ktora glosi 50% spadki ??

                                Cała Twoja działalność pod maniackimi wklejkami speca. Do znalezienia bez trudu.
                                Bronisz, bronisz. A przynajmniej puszczasz takie bzdury mimo uszu.
                                • steady_at_najx Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 18.07.09, 18:55
                                  >Cała Twoja działalność pod maniackimi wklejkami speca.

                                  Facet takimi haslami jestes zalosny. Chcesz byc widziany w roli "eksperta" chociaz to marzenie scietej glowy a jestes coraz bardziej podobny do muffy.

                                  Ktos kto ma troche umiejetnosci myslenia (ktorej u Ciebie brak - widoczne jak na dloni) zauwazy ze spec wypowiada sie tonie ekonomicznym o ktorym ja jak pisalem mam nieco gorsze pojecie.

                                  Nie mowiac o tym ze wczesniej mowiles ze bronie osob a za chwile wmawiasz ze sam te osoby udaje. Miedzy facetami w realu za pomowienia dostalbys zwyczajnie po masce zalosna namiastko faceta.
                                  • satorianus Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 19.07.09, 23:55
                                    > Facet takimi haslami jestes zalosny.
                                    A czy dzialalność speca nie jest w Twojej opinii przyprawiona nutką szaleństwa i
                                    zaklinactwa?

                                    > spec wypowiada sie tonie ekonomicznym
                                    A żandych jawnych(również dla nie-ekonomistów) banialuków nie pisze?
                                    Katastrofistą też nie jest?

                                    > wmawiasz ze sam te osoby udaje.
                                    Zaraz, zaraz... Gdzie ja Ci to wmawiałem. Bo sobie nie przypominam. No chyba, że
                                    coś Ci się uwidziało i... niechcący się wygadałeś :)

                                    > Miedzy facetami w realu za pomowienia dostalbys zwyczajnie po masce zalosna
                                    namiastko faceta.

                                    Przechodzisz samego siebie. To już nie jest poziom onetu. To zlew. To mógł być
                                    fajny wątek. Myślałem, że rozruszam trochę dyskusję moimi małymi prowokacjami,
                                    ale niestety skończyło się jak zwykle Twoją niemerytoryczną i osobistą szarżą.
                                    Nie zamierzam kontynuować dyskusji w tym tonie. Jeśli nadal chcesz wylewać na
                                    mnie swe żale to napisz na gazetowego maila, albo załóż wątek na moim forum. EOT.
                                    • Gość: oleg Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom IP: *.spray.net.pl 20.07.09, 00:12
                                      Czesc wszystkim! Jak tam weekend minal?
                                      Fajny watek, ale znow praktycznie nie na temat. Jak juz to lepiej zwrocic uwage
                                      na "Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchomosci". Prezentacja zalaczona
                                      przez Michala M. niestety nijak ma sie do tytulu (obrazuje powrot cen do pewnej
                                      linni trendu odpowiadajacej sile nabywczej). Sam temat ekonomicznych (??)
                                      podstaw banki jest za to warty dyskusji. Moze go pociagniemy w tygodniu?
                                      • satorianus Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 20.07.09, 00:25
                                        Dobra myśl. Jako, że zawsze wkladam kij w mrowisko rzucam pytanie:
                                        Czy rzeczywiście mamy bańkę? Może - jak każą wierzyć niektórzy - wzrosty
                                        2005-2007 były w dużej części urealnianiem cen, które wcześniej były po prostu
                                        za niskie. Ot, przyszedł do nas wynalazek i zwyczaj i możliwość zaciągania
                                        długoterminowych kredytów hipotecznych i zaorał rynek... A może jest tak, że 50%
                                        wzrostów to nadrabianie zaległości do świata, a drugie 50% to już bańka?

                                        Poza tym raz jeszcze zwracam uwagę, że sam autor wątku dopuszcza możliwość taką,
                                        że ceny nominalne nie spadną już ani trochę! Większość jego fanów chyba tego nie
                                        zauważa...
                                        • gorbibanki Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 20.07.09, 10:32
                                          Przestań chrzanić o urealnieniu cen w górę. Odpowiedz tylko czemu
                                          tak samo jak mnie i innych nie stać Cię na kupno mieszkania. To
                                          przecież takie proste. Nawet odpowiem za Ciebie. Bo poziom cen jest
                                          tak nierealny, że nawet zakładając teoretycznie, że dostaniemy
                                          kredyt to rata z powodu ceny jest taka, że nikogo nie stać na
                                          wykończczenie i umeblowanie mieszkania a co dopiero na życie.
                                          • Gość: oko Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom IP: 167.236.248.* 20.07.09, 10:45
                                            oj czepiasz sie
                                            po prostu w swiecie naszego forumowego trolla, normalnosc to sytuacja w której
                                            na kredyt przeznacza sie 50-70% dochodu netto gospodarstwa w celu zakupu malej
                                            klity (nie duzego rodzinnego mieszkania z min 4 pokojami)
                                            dzieci nikomu w koncu nie sa potrzebne (podobno sa glosne i meczace), podobnie
                                            jak wszystko inne poza jedzeniem

                                            swoja droga, "ciekawa" teza, ze kredyty na 50% i wiecej dochodu oraz wszystkie
                                            inne kwiatki ktore robiono w latach 2006-2008 w zkaresie zdolnosci kredytowych
                                            to stan normalny

                                            • gorbibanki Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 20.07.09, 11:32
                                              On nie może zrozumieć, że ja całe życie nie zamierzam zachrzaniać na
                                              rodzinę developera. Chcę założyć swoją i żyć jak człowiek. Chyba
                                              jedynym rozsądnym wyjściem pozostaje kupno przecenionej działki i
                                              rozpoczęcie budowy domu z przecenionych materiałów. Powtarzam raz
                                              jeszcze. Nie będę utrzymywał rodziny developera.
                                              • Gość: oko Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom IP: 167.236.248.* 20.07.09, 11:51
                                                ja to wiem, ty to wiesz, tylko kilku ynwestorow jeszcze tego nie chce przyjac do
                                                wiadomosci
                                                swego czasu byla nawet dyskusja na forum gdzie liczylismy ze jesli ceny mocno
                                                nie poleca to za bodaj 70-80m mieszkanie da sie zbudowac nieduzy dom
                                                i to sie stanie wlasnie masowe jesli ceny nie zaczna sie naprawde normalizowac
                                                (normalne nie satonariusowe normalne), na szczescie to problem tych co sie
                                                zarzekali ze po 6k PLN sprzedawac nie beda:-)
                                              • satorianus Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 20.07.09, 15:40
                                                > Chyba jedynym rozsądnym wyjściem pozostaje kupno przecenionej działki.
                                                Czyli uważasz, że nie ma już co liczyć na większe/znaczące spadki cen mieszkań?
                                                Oj, ktoś tu chyba traci cierpliwość :)
                                                • gorbibanki Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 20.07.09, 15:53
                                                  No pewno,że tracę cierpliwość.
                                                  A teraz trochę logiki. Kto będzie stratny ??? Ja, który traci
                                                  cierpliwość i sam zacznie budowę domu czy developer, który nie chce
                                                  opuścić 30% nominalnie od szczytu bańki i w ogole nie sprzeda ???
                                                  Żarty się skończyły. Nie będę wiecznie czekał na łaskawą obniżkę.
                                                  Nie chciało mi się budować ale zostałem zmuszony. Finansowo na pewno
                                                  wyjdę na tym lepiej.
                                        • p.pirx Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 20.07.09, 15:46
                                          satorianus napisał:

                                          > Dobra myśl. Jako, że zawsze wkladam kij w mrowisko rzucam pytanie:
                                          > Czy rzeczywiście mamy bańkę?

                                          Gdzie Ty się kolego próbujesz porównywać do steady'ego at najx? Z
                                          czym do ludzi? Troszkę Cie ponosi. Musisz wiedzieć, że poziom
                                          twojego eksperctwa nie zależy od ilości wklepanych postów. Muszą
                                          mieć te posty jeszcze sens dodatkowo.
                                          W tym zakresie od pojawienia się na tym forum z rewelacjami o
                                          zakupieniu przez Ciebie kawalerki w rzeczy samej implodujesz w
                                          zakresie mądrości.
                                          A tak szczerze - naganiaczem śmierdzisz na mile (kilobajt).
                                          "kij w mrowisko" - społecznik się znalazł:P heheh
                                    • steady_at_najx Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 20.07.09, 08:21
                                      Satorianus.

                                      Co mnie do cholery obchodzi spec i jego maile ? Co to moj brat czy
                                      swat ? Kiedy niby odnosilem sie do jego wypowiedzi ?

                                      OK, moze rzeczywiscie zle zrozumialem co napisales. Napisales
                                      ze "pisze cos pod wklejkami speca" co ja zrozumialem ze wklejam cos
                                      jako on.

                                      Jesli chodzi o ostatnia czesc wypowiedzi to przyznaje ponioslo
                                      mnie - przepraszam.


                                      Z drugiej jednak strony nie zamierzam Cie oszczedzac za teksty
                                      typu "cos pisales gdzies i tak na pewno bylo".
                                      Juz kiedys wmawiales mi ze pisalem ze "od reki dostaje sie upustu po
                                      20 % WSZEDZIE". Jednak kiedy po wielu nawolywaniach pokazales mi
                                      cytat - okazalo sie, ze pisalem ze "niejednokrotnie mozna
                                      wynegocjowac 20%". Co jest zupelnie innym znaczeniem. Wlasnie za
                                      takie zaklamywanie rzeczywistosci bede w Ciebie walil jak w beben.

                                      Umiesz pokazac ze cos pisalem pokaz - daj linki, cytaty, etc.
                                      Jesli wykazesz mi ze sie mylilem przyznam racje. Ale lgania i
                                      zaklamywania wypowiedzi dla tymczasowej korzysci w dyskusji nie
                                      zniose.
                                    • Gość: oko Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom IP: 167.236.248.* 20.07.09, 10:39
                                      tylko ze u speca widac jakas konsekwencje logiczna
                                      mozna sie nie zgadzac z jego założeniami odnosnie przebiegu procesow ale nie
                                      sposob mu odmowic spojnosci i ciagłosci w tym co pisze

                                      u ciebie jest zupelnie odwrotnie, nawet jesli zalozenia zrobisz dobrze to logiki
                                      za grosz
                                      nie wspomnijac juz o kompletnym braku ciaglosci i permanetnym zmienianiu zarowno
                                      zalozen jak i opinii

                                      dlatego jego mozna podciagac pod grupe ekonomistow (ekonomia to nauka z gruntu
                                      bledna bo tworzona na zalozeniach) a ciebie co najwyzej pod grupe wiejskich glupkow

                                      i mam dla ciebie rade, chcesz rozruszac watek, to powiedz cos madrego co
                                      pociagnie konstruktywna dyskusje
                                      bo twoje typowe bąki umyslowe ktorymi raczysz nas w wielu watkach jesli powoduja
                                      cokolwiek, to wlasnie irytacje piszacych na to ze im sie trzylatek wkrzania w
                                      dyskusje
                              • satorianus Część logiczna 18.07.09, 15:53
                                ja- Mam o tym (demografii) pojęcie ciut większe niż Ty i Twoi :)
                                steady- To pojecie[..] sklada sie glownie z niedorzecznosci
                                ja- Skąd wiesz że to co piszę o możliwych zmianach ludnościowych jest niedorzeczne?
                                steady- Moja ostatnia wypowiedz dotyczyla ogolu nie konkretnie demografii.

                                I zarzucasz mi, że mam problemy z logicznym rozumowanie? Ty chyba sam nie wiesz
                                na co piszesz odpowiedź :)
                                • steady_at_najx Re: Część logiczna 18.07.09, 19:00
                                  Nie tylko masz marna logike a na dodatek nie rozumiesz slowa pisanego. Mowie o tym po raz setny i slyszales to od wielu innych osob (ktore na tym forum maja cos do powiedzenia).

                                  Twoje myslenie jest pokretne, wybiorcze i pozbawione logiki . Nie wspominajac o tym ze nie pamietasz co mowiles jeszcze dwa,trzy miesiace temu a zlapany za jezyk wolasz ze to nie Twoj.

                                  EOT bo rozmowa z Toba powoduje u mnie mdlosci i stanowi strate czasu.
                                  • Gość: la-man Re: Część logiczna IP: 217.172.182.* 18.07.09, 20:35
                                    Steady. Nie kop leżącego :-D
                                    Satorian to taki forumowy folklor - troche do śmichu trochę do płaczu.

                                    Wyluzuj, przecież i tak na poważnie nikt go nie bierze :-D

                                    pozdro

                • satorianus Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 13:31
                  Nie napisalem ze za dwa lata popikuje w dol tylko za dwa lata mozesz
                  mnie cytowac jak sie okaze ze te Twoje "dodatnie impulsy" byly tylko
                  malutkim odstepstwem od normy spadkowej.

                  Ok. To ja mówie, że liczba urodzin będzie za dwa lata wyższa niż teraz. Możesz
                  mnie cytować.
                  • poszi Demografia 17.07.09, 16:49
                    > Ok. To ja mówie, że liczba urodzin będzie za dwa lata wyższa niż teraz. Możesz
                    > mnie cytować.

                    To akurat nie będzie żadne zaskoczenie i trend ten trwa od kilku lat. Ale te
                    zmiany nie biorą się ze zmiany "mody" (a przynajmniej nie przede wszystkim), jak
                    napisałeś powyżej, tylko są konsekwencją wchodzenia w wiek rozrodczy wyżu
                    demograficznego. Klasyczne echo boomu.

                    Być może dno wskaźnika dzietności jest za nami (sam wskaźnik jest w pewnym
                    stopniu sztuczny, bo nie bierze pod uwagę opóźnianie wieku rodzenia dzieci, co
                    obniżało ten wskaźnik poniżej faktycznej długofalowej wartości), ale i tak przez
                    długie lata będzie poniżej zastępowalności pokoleń. Ale dno liczby urodzeń
                    absolutnie nie. Jak w wiek rozrodczy zacznie wchodzić niż demograficzny (a on
                    jest naprawdę głęboki), to będzie dużo mniej urodzeń. GUS przewiduje lekki
                    wzrost urodzeń jeszcze przez najbliższych kilka lat, a potem gwałtowny spadek.

                    Przyszłe trendy dzietności sa nieznane, ale liczba osób w danym wieku jest znana
                    z dużą dokładnością i nie da się przed tym uciec. Niż jest faktem i nie da sie
                    tego odwrócić. Ponadto wiadomo, że starzeje się powojenny wyż demograficzny i
                    będzie rosność liczba zgonów. Bez imigracji (która na razie jest w sferze mocno
                    hipotetycznej) liczba ludności będzie spadać przez długie lata jak w banku.

                    P.S Nie podoba mi się to obalanie argumentów przez "zmieszanie z błotem" w tym
                    wątku.
                    • satorianus Re: Demografia 18.07.09, 01:50
                      > zmiany nie biorą się ze zmiany "mody" (a przynajmniej nie przede wszystkim)

                      Zgodzę się, że nie we wszystkim. Ale tę "modę" można obserwować także w innych
                      krajach. Weź choćby taką Szwecję. Na przełomie lat 70/80 mieli już zapaść
                      urodzeń gdy u nas szalało wspomniane przez Ciebie echo boomu powojennego. A
                      teraz także im zachciało się robić dzieci :)

                      > Bez imigracji
                      Rzeczywiście imigracja to odległy temat. Ale jeśli staniemy się za 15,20 lat
                      równie atrakcyjni jak Niemcy, Franja czy UK to czemu nie? Dużo bliższa sprawa to
                      migracje - bardzo dynamiczne i niestety nieuchwytne zjawisko, które akurat
                      Warszawy dotyka i będzie dotykać z całą mocą. Jak pisałem już wcześniej - 30%
                      ludności na wsi to co najmniej o 20% za dużo. Ogromna strefa ukrytego bezrobocia
                      i potenjalni klieni na niskoprofilowy wynajem.


                      > P.S Nie podoba mi się to obalanie argumentów przez "zmieszanie z błotem"

                      Też mi się nie podoba. Niestety to forum już takie jest. 5-10% fajnych
                      przemyśleń, a reszta to poziom komentarzy z onet-u. W sumie sam też często
                      ulegam temu nastrojowi, chociaż z natury jestem delikatny niezmiernie i wolę
                      merytoryczne dyskusje.
              • steady_at_najx Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 11:33
                Jeszcze jedno satorianus. Skoro jestes "wyksztalconym znawcą"
                ekonomii to czemu pracujesz w panstwowym urzedzie na pol etatu - na
                dodatek przepierniczajac moje podatki siedzac na forum, zamiast tluc
                kase w jakiejs instytucji finansowej ?
                • Gość: oko Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom IP: 167.236.248.* 17.07.09, 11:41
                  czytasz jego posty od pol roku i jeszcze masz watpliwosci?
                  on kompletnie nie potrafi czytac ze zrozumieniem, a bez tej umiejetnosci
                  pozostaje tylko kariera w budzecie
                  • steady_at_najx Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 11:49
                    >> pozostaje tylko kariera w budzecie

                    wiesz najgorsze to jest to ze mam wrazenie ze tacy "wyksztalceni"
                    ludzie (tu liznie socjologi tu informatyki tu ekonomii) procuja w
                    urzedzach na stanowiskach ktore wymagaja konkretnej wiedzy a nie
                    wszystkiego po trochu.

                    Jesli satorianus robi w IT a taki przekroj jest norma to rozumiem
                    czemu informatyzacja polskiej administracji idzie jak krew z nosa a
                    najprostsze pomysly sa realizowane latami,opornie i konczone
                    bublami. Polaczenie straty czasu z malymi umiejetnosciami urzednikow
                    robi swoje. Tylko czemu za _moje_ pieniadze ??
                    • Gość: archiwista amator Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom IP: *.ip.netia.com.pl 17.07.09, 11:58
                      steady_at_najx napisał:

                      >Tylko czemu za _moje_ pieniadze ??

                      Polecam casus "Lali lalecznej". Też z forum Gazety. Dorwali sie lali do tyłka i
                      już nie robi za nasze pieniądze. Chyba.

                      www.google.pl/search?q=lala+laleczna
                • satorianus Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 13:10
                  Powiedziałem jasno swego czasu - nie pracuję W urzędzie, ale DLA urzędu. To
                  spora różnica. Ale jako konsultant w IT powinieneś o tym wiedzieć, prawda?
                  • gorbibanki Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 13:19
                    Wstydził byś się :) Facet po studiach a pracuje jako ochroniarz ;)
                    • satorianus Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 13:23
                      W dodatku po tych samych co Ty :)
                  • steady_at_najx Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 13:49
                    > Powiedziałem jasno swego czasu - nie pracuję W urzędzie, ale
                    DLA urzędu. To
                    > spora różnica. Ale jako konsultant w IT powinieneś o tym wiedzieć,
                    prawda?



                    To zerknijmy co nasza szklana kula mowi :



                    satorianus 06.05.09, 17:43 Odpowiedz

                    Fakt. Skończyłem socjologię na UW i właśnie kończę MISI na SGH. I od
                    dwóch miesięcy pracuję w MI jedynie na pół etatu. Może pochwalisz
                    się w rewanżu swoim wykształceniem?




                    https://forum.gazeta.pl/forum/w,106,94875572,94949523,Re_No_to_jak_.ht
                    ml?wv.x=2


                    Wez chlopie juz daj spokoj..... Ja rozumiem ze nie pamietasz co
                    moglem powiedziec i przeinaczasz dla swoich potrzeb moje
                    wypowiedzi.. ale przeinaczac wlasne....



                    PS : zaraz zaraz czy to nie to samo ministerstwo co Lala Laleczna ??

                    Moze to pana Janusza Fajkowskiego napiszemy ? :P
                    • satorianus Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 14:01
                      A od miesiąca pracuję już DLA. I to głównie w weekendy i w ogóle raczej po
                      normalnych godzinach pracy. Whatever. Co to zmienia w kwestiach o których
                      zwykliśmy dyskutować?
                      • steady_at_najx Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 14:06
                        - ja zawsze mowilem ze pracuje DLA
                        - ale patrz tu napisales ze W
                        - no ale od miesiaca pracuje DLA, wiec tamto sie nie liczy. I wogole
                        w swieta i w wolnej chwili. Co za roznica?


                        EOT bo szkoda mi czasu na Ciebie.
                        • satorianus Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 14:20
                          Racja, to nie ma sensu. Chociaż odnośnie jeszcze tej dzietności. Jakbyś odrobił
                          lekcję, którą Ci poprzednio zadałem i choćby w Wiki poczytał o drugim przejściu
                          demograficznym, to wiedziałbyś, że spowolnienie i ewentualne ożywienie na tym polu:

                          - jest zjawiskiem kulturowym
                          - nie wynika z normalnych procesów ludnościowych
                          - nie jest prostą konsekwencją normalnych wyborów ekonomicznych
                          - w ogóle to nie wiadomo za bardzo skąd tak naprawdę się wzięło, kiedy się
                          skończy(jeśli w ogóle) i dlaczego.

                          Ty zaś na rympał założyłeś, że biorę pod uwagę jedynie to lekkie zwiększenie
                          ilości urodzin, prawda?

                          • Gość: jacek zalosne jest jak ktos sie powoluje na wiki ... IP: 119.63.64.* 17.07.09, 14:30
                            garbage in garbage out

                            pokolenie obecnych emerytow w wiekszosci byli przybysze ze wsi i
                            malych miasteczek (dla przypomnienia w 1939 roku 70% Polakow nie
                            potrafilo czytac i pisac)

                            jesli ktos mieszkal w jednoizbowej chalupie - komunalka w Stolicy to
                            byl przedsionek raju, a juz kawalerka Za Zelazna Brama to palac

                            oczywiscie antykoncepcja nie byla ani znana ani dostepna - wiec
                            Vatican roulette decydowal o dzietnosci - a nie swiadomy wybor

                            wiec nie jest to tak jak gleboko wierzy Satori - ze nie wiadoom
                            czemu
                            ale to trzeba przeczytac w zyciu cos wiecej niz glupawe definicje w
                            Wiki
                            • satorianus Re: zalosne jest jak ktos sie powoluje na wiki .. 17.07.09, 15:23
                              Dobrze piszesz, ale na odwrót :) W Polsce "komunizm" BLOKOWAŁ nadejście drugiego
                              przejścia. Nijak to jednak nie tłumaczy jego przyczyn. Podpowiem, że to samo
                              zjawisko dotknęło w latach 80' praktycznie całą świat zachodni wiec raczej NIE
                              jest to jedynie konsekwencją zmian ustrojowych. Ale to trzeba przeczytać w życiu
                              coś więcej.
                              • Gość: jacek zalosne jest jak ktos sie powoluje na wiki .. IP: 119.63.64.* 18.07.09, 04:42
                                ty za to piszesz jak zwykle bez sensu

                                mowienie "caly swiat zachodni" jest kompromitujace

                                to pozwala postawic dowolna teze

                                zadne spoleczenstwo nie jest monolitem - po 1945 mielismy do
                                czynienia np. z agrarnymi Wlochami - wysylajacymi miliony
                                gastarbeiterow do Niemiec Zachodnich ???

                                przemiany ustrojowe maja wiele imion ...

                                a jak bys jeszcze podal jakies teksty - oprocz wiki - skoro tak duzo
                                czytasz ze az ci sie placze ?
                                • satorianus Re: zalosne jest jak ktos sie powoluje na wiki .. 18.07.09, 11:58
                                  > mowienie "caly swiat zachodni" jest kompromitujace
                                  Dlaczego? Jak napiszę, że: "W ciągu ostatnich 70 lat na całym świecie
                                  zachodnim
                                  znacząco zmienił się status społeczny kobiet" to będzie to
                                  nadużycie. Chyba nie, bo mimo wielu różnic mamy do czynienia z jedną formacja
                                  kulturową w obrębie której wiele zachowań i idei jest wspólnych, bądź łatwo się
                                  propaguje.

                                  > a jak bys jeszcze podal jakies teksty
                                  A może skończymy z osobistymi wycieczkami? Nawet jeśli polecę Ci jakąś pozycję
                                  to stwierdzisz, że znalazłem ją w googlach i tak w koło Macieju...
                                  • Gość: jacek zalosne jest jak ktos sie powoluje na wiki .. IP: 119.63.64.* 19.07.09, 05:02
                                    > > mowienie "caly swiat zachodni" jest kompromitujace
                                    > Dlaczego? Jak napiszę, że: "W ciągu ostatnich 70 lat na całym
                                    świecie
                                    > zachodnim
                                    znacząco zmienił się status społeczny kobiet" to
                                    > będzie to nadużycie.

                                    nie uzylem slowa naduzycie - napisalem ze prowadzi do absurdu -
                                    nieuprawnione uogolnienie daja mozwliowsc wypowiadania absurdalnych
                                    tez - np. wiekszosc dzieci w duzym miastach UE (ponad 60%) jest
                                    wychowywane przez analfabetki importowane z Turcji i Maroka - o
                                    nizszym statuie niz mialy biale Europejki przed 1945 - czy tego typu
                                    zmiany statusu miales na mysli ???

                                    > Chyba nie, bo mimo wielu różnic mamy do czynienia z jedną formacja
                                    > kulturową w obrębie której wiele zachowań i idei jest wspólnych,
                                    > bądź łatwo się propaguje.

                                    tego typu jezyk uproszczen dominowal Mein Kampf

                                    problem z toba jest taki - ze ty nawet nie rozumiesz co klepiesz
                                    • steady_at_najx Re: zalosne jest jak ktos sie powoluje na wiki .. 19.07.09, 12:48
                                      >> problem z toba jest taki - ze ty nawet nie rozumiesz co klepiesz

                                      prawda ? Ja to nazwalem u Satorianusa "brylkami slownymi" - wezmie gosc zlepek slow madrze brzmiacych z roznych opracowan, zlepia to w kupe ktora ma ubobi sens i rzuca na forum.
                                      Jak zapytasz o co mu chodzilo w tym co napisal i prosisz o wytlumaczenie to jego stala odpowiedzia jest "przykro mi ze nie rozumiesz - widocznie masz za mala wiedze" a jak poprosisz go zeby udowodnil ta wiedze to udowadnia ja przez stwierdzenie ze on tego sie uczyl....

                                      Prosiles go zeby podal zrodla a on mowi zebys skonczyl z osobistymi wycieczkami i ze nie bedzie podawal zrodel bo to i tak nie ma sensu.

                                      rece k... mozna zalamac nad tym gosciem.

                                      Inne przyklad :

                                      satorianus 17.04.09, 16:03
                                      > a wytlumaczysz ten belkot

                                      Chodzi o to, że ja po prostu skończyłem studia na których miałem przedmiot o
                                      nazwie "demografia". Zwykle mówią o tym już na pierwszym wykładzie :)


                                      to taki jeden z wielu przykladow uzycia jako kontrargumentu "wiem bo sie uczylem".

                                      Tu mozna przeczytac caly watek dyskusji s S :

                                      tnij.com/XpztQ
                                      i jego klase argumentacji.


                                      I jeszcze dwa inne w ktorych widac jak na dloni ze rozmowa z S to strata czasu gdyz nawet tak spokojna i rzeczowa osoba jak poszi nie jest w stanie przetlumaczyc mu prostych faktow.

                                      tnij.com/ZVJU1
                                      tnij.com/vMCnn
                                      • Gość: asdf Re: zalosne jest jak ktos sie powoluje na wiki .. IP: *.aster.pl 19.07.09, 22:03
                                        Ja może dorzucę jeszcze ten nielogiczny bełkot ;)

                                        forum.gazeta.pl/forum/w,106,94875572,94952066,Re_No_to_jak_.html
                                    • satorianus Re: zalosne jest jak ktos sie powoluje na wiki .. 19.07.09, 21:24
                                      A nadużycie to nie to samo co nieuprawnione uogólnienie? Tak jak steady chcesz
                                      bezsensownie bawić się w łapanie za słowa?
                                      • steady_at_najx Re: zalosne jest jak ktos sie powoluje na wiki .. 20.07.09, 08:28
                                        > A nadużycie to nie to samo co nieuprawnione uogólnienie? Tak
                                        jak steady chcesz
                                        > bezsensownie bawić się w łapanie za słowa?



                                        Lapanie za slowka powiadasz ? Bo ja nazwalbym to pokazywanie (z
                                        cytatami a nie "kiedys mowiles") ze klamiesz i bredzisz..... :D
                                        • satorianus Re: zalosne jest jak ktos sie powoluje na wiki .. 21.07.09, 14:43
                                          Powinieneś rozważyć zmianę sygnaturki, bo kolejny już KZS-owicz przechodzi do
                                          obozu wroga. Jakaś moda, czy co?
                                    • satorianus Re: zalosne jest jak ktos sie powoluje na wiki .. 19.07.09, 23:39
                                      > wychowywane przez analfabetki
                                      To był PRZYKŁAD. Tylko przykład. Ale niech Ci będzie. Status społeczny
                                      rodowitych obywatelek.

                                      > tego typu jezyk uproszczen dominowal Mein Kampf

                                      Czyli w ogóle nie możemy pisać analizować różnic kulturowych bo będziemy
                                      nazitami, tak? Brawo.

                                      Właśnie wyrzuciłeś do kosza dorobek antropologie, socjologie, demografie,
                                      statystykę, ekonomię, pedagogikę, psychologię, politologię i jeszcze paru innych
                                      nauk. A! I jakbyś nie wiedział to czołowymi przedstawicielami większości z nich
                                      są głównie... Żydzi. :)

                                      W każdym razie tę dyskusję przegrałeś. :) Tutaj przeczytasz czemu:
                                      pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Godwina
                                      • Gość: jacek zalosne jest jak ktos sie powoluje na wiki .. IP: 119.63.64.* 20.07.09, 01:48
                                        np. status spoleczny rodowitych obywatelek Niemiec z wyzszym
                                        wyksztalceniem - 40% bezdzietny singiel

                                        > > tego typu jezyk uproszczen dominowal Mein Kampf
                                        >
                                        > Czyli w ogóle nie możemy pisać analizować różnic kulturowych bo
                                        będziemy
                                        > nazitami, tak? Brawo.
                                        >

                                        jaki Cyryl - takie Metody

                                        > Właśnie wyrzuciłeś do kosza dorobek antropologie, socjologie,
                                        demografie,
                                        > statystykę, ekonomię, pedagogikę, psychologię, politologię i
                                        jeszcze paru innyc
                                        > h

                                        tez takie mialem wrazenie - jestes jak Nelly Rokita - ktora mowi 6
                                        jezykami na raz, jenym slowem froehliche Wissenschaften dla ubogich


                                        > nauk. A! I jakbyś nie wiedział to czołowymi przedstawicielami
                                        większości z nich
                                        > są głównie... Żydzi. :)

                                        i ty jako goj masz problemy z ich zrozumieniem - a niby takie proste

                                        moze dlatego za zamiaste sie wyspac to stukasz
                                        >
                                        > W każdym razie tę dyskusję przegrałeś. :) Tutaj przeczytasz czemu:
                                        > pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Godwina
                • satorianus Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 13:28
                  Kwestie wykształcenia i znawstwa omówiłem Ci wyżej. Czy jeśli wpadłby tu jakiś
                  programista i skomentowałby jaką funkcjonalność forum pisząc: "pewnie bean
                  sesyjny się sypie" to uznałbyś, że pozuje na znawcę?
              • gorbibanki Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 12:37
                Z moich wyliczeń wynika, że kompromis cenowy jest na poziomie 30%
                niższym od szczytów bańki. Wtedy to developer pokrywa wszelkie
                koszty i odzyskuje płynność a ja jestem w stanie wykarmić chociaż
                jedno dziecko.
                Przepraszam ale pisałem o 26 latach z czego sam skrzetnie się
                nabijałeś.
                • satorianus Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 13:22
                  Cen nominalnych czy realnych. A jeśli realnych to o co indeksowanych?
                  • Gość: jacek oczywiscie ze nominalnych - realne bede spadac IP: 119.63.64.* 17.07.09, 14:31
                    szybciej

                  • gorbibanki Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 14:46
                    Czy wyjaśnienia Jacka są dla Ciebie wystarczające ??? Mówię
                    oczywiście o nominalnych. Realne cały czas lecą o inflację i jeszcze
                    nie robiłem dokładnych wyliczeń.
                    • satorianus Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom 17.07.09, 15:11
                      Na pewno o inflacje? Ja bym powidział, że raczej o zarobki. I to nie każdej
                      grupy społecznej. W ciągu ostatnich paru lat w Warszawie pojawił się zaczyn
                      klasy średniej - widać to w opracowaniach Sedlak&Sedlak. Nie są one doskonałe,
                      ale widać w nich:

                      - naprawdę bycze wzrosty wynagrodzeń w grupach zawodowych mogących pretendować
                      do first-time buyers obserwowane w ostatnich paru latach w Wawie

                      - zmiany w strukturze wynagrodzeń. Rozkład wynagrodzeń jest coraz mniej
                      spolaryzowany i coraz więcej jest ludzi średnio zarabiających.

                      Warto wziąć to pod uwagę. No bo jeśli założymy, że od 2004r. płace w Wawie w
                      grupach potencjalnych kupców rosły o 10% rocznie to za ile Ci ludzie będą
                      zarabiać 2x tyle co teraz? Ano, już całkiem niebawem. I nawet jeśli ceny
                      nominalne nie spadną nawet o złotówkę to autor tego wątku, lub inny steady
                      będzie mógł powiedzieć: "Czego się czepiacie? Mówiłem, że REALNIE będzie 30%-50%
                      taniej? Przecież jest". Ale czy naprawdę o to chodziło wszystkim wyczekującym na
                      obniżki? Czy Tobie o to chodzi? Chyba nie...

                      > Czy wyjaśnienia Jacka są dla Ciebie wystarczające ???
                      Dotyczące demografii czy cen?

                      • Gość: jacek klasa srednia to marketingowy przezytek - tzw "kla IP: 119.63.64.* 18.07.09, 04:57
                        "klasa srednia" (nauki spoleczne posluguja sie bardzo ogolnymi
                        definicjami - w zwiazku z tym nawet nietrafione teorie moga latami
                        kolatac sie po swiecie) jest w odwrocie na calym swiecie

                        w latach 70 wiekszosc robotnikow GM i Forda spelniala definicje
                        klasy sredniej, przy czym okres zatrudnienia w tej samej firmie
                        wynosil 30 i wiecej lat - obecnie duuuuuzo mniej

                        oczywiscie do klasy sredniej zaliczano mieszkancow przedmiesc - o
                        ktorych spiewano smieszne piosenki - z ktorych duza czesc trafila
                        obecnie do przytulkow z powodu kryzysu

                        to ze w statystyce pojawia sie okreslona liczebnosc tzw klasy
                        sredniej nie oznacza niczego trwalego - moze sie okazac ze dlugosc
                        pozostawania w tej grupie wynosci np 5-8 lat - np. pracownicy LGS po
                        bankructwie firmy dostaja propozycje pracy w nowej spolce za 1/3
                        poprzedniego wynagrodzenia, to samo ma i mialo miejsce w wielu
                        bankach, firmach produkcyjnych i handlowych - poza stanowiskami
                        kluczowymi - o malejacej liczebnosci (zbyt malo na "klase srednia")

                        skraca sie cykl zycia firm i branz - globalna konkurencja i
                        innowacje wymuszaja elastycznosc w zatrudnianiu i redukcje pensji -
                        oraz redukuje wartosc doswiadczenia zawodowego - premia za wiek i
                        doswiadczenie zanika - czyli wazny czynnik stabilizacji "klasy
                        sredniej" nie istnieje

                        • satorianus Re: klasa srednia to marketingowy przezytek - tzw 18.07.09, 11:38
                          >"klasa średnia" jest w odwrocie na całym świecie.

                          Powiem więcej. "Klasa średnia" w klasycznym rozumieniu już nie istnieje. Użyłem
                          tego pojęcia tylko po to, żeby zobrazować pewne zmiany dokonujące się w
                          strukturze dochodów ludności.
                          • Gość: jacek klasa srednia to marketingowy przezytek - tzw IP: 119.63.64.* 18.07.09, 13:45
                            struktura moze sie i zmienia - tylko ze dynamika takze dotyczy zmian
                            skladu grupy - lapales sie na wlasciwy przedzial dochodow przez
                            kilka a potem na margines ...

                            a jakie sa te pozycje - ktorymi sie zaczytywales oprocz wiki
                            oczywiscie ?
                            • satorianus Re: klasa srednia to marketingowy przezytek - tz 18.07.09, 14:29
                              Częściej jednak w górę. Przecież to naturalne, że ludzie awansują, prawda.
                              Oczywiście brak gwarancji zatrudnienia jest pewną bariera i wyzwaniem, ale nie
                              przesadzajmy z tą degradacją - to są tylko jednostkowe przypadki.

                              > a jakie sa te pozycje
                              Hmmm. Jeśli interesują Cię zmiany w strukturze zatrudnienia to może spróbuj na
                              poczatek "Koniec pracy". Poza tym przydatne bedą Ci raporty GUS - struktura
                              wynagrodzeń wg. zawodów (wychodzi co dwa lata). Dla pełniejszego obrazu lubię
                              sobie czasem zapuścić jakiś teścik na BAELU - publicznie dotępne dane znajdują
                              się tutaj: www.ekonometria.wne.uw.edu.pl/index.php?n=Main.Dane No i stąd
                              można czasem wygrzebać coś ciekawego: www.ads.org.pl/
                              • Gość: jacek klasa srednia to marketingowy przezytek - tz IP: 119.63.64.* 18.07.09, 16:50
                                widze ze sie upierasz przy swoich wizjach - wbrew faktom

                                statystyka GUS -u - czyli wsteczne lusterko ...

                                ciekawe, ze ja siebie nigdy nie moge odnalezc w strukturze zawodow
                                GUS - podobne wrazenie ma wiekszosc moich znajomych


                                gratulacje

                                • satorianus Re: klasa srednia to marketingowy przezytek - tz 18.07.09, 17:01
                                  > widze ze sie upierasz przy swoich wizjach - wbrew faktom
                                  Jakim faktom? Jakieś podałeś?

                                  A KZiS nie jest taki zły jeśli się uzna, że jest to meta-poziom.
                                • steady_at_najx Re: klasa srednia to marketingowy przezytek - tz 18.07.09, 19:16
                                  >widze ze sie upierasz przy swoich wizjach - wbrew faktom

                                  Widze jacek ze jestes kolejna osoba ktora to zauwaza. Nie martw sie - ten oszolom nie uzna tego nigdy.
                                  • Gość: gość Re: klasa srednia to marketingowy przezytek - tz IP: *.chello.pl 18.07.09, 23:04
                                    A ja widzę,że nie ma wyrozumiałości.Czytałam z zaciekawieniem.Teraz
                                    tylko przepychanki.A Satorianus? Zadaje pytania, pobudza do dyskusji
                                    i uczy sie po prostu jak ja... Cierpliwości ciut. Ty debilu, głąbie,
                                    nieuku itp.to każda z przeproszeniem Pani w szkole
                                    potrafi.Pozdrawiam.Warszawianka.
                                    • Gość: jacek satorianus - takie numery to nie z nami ... IP: 119.63.64.* 19.07.09, 11:35
                                      zeby sobie pod innym nickiem tanie komplementy prawic ...

                                      • satorianus Re: satorianus - takie numery to nie z nami ... 19.07.09, 23:10
                                        Niestety nie. To chyba muffa.
                                  • satorianus Re: klasa srednia to marketingowy przezytek - tz 19.07.09, 23:12
                                    Masz rację. Nigdy nie uznam faktów, których nikt mi nie zaprezentował :)
                                    • Gość: oko Re: klasa srednia to marketingowy przezytek - tz IP: 167.236.248.* 20.07.09, 10:55
                                      ja bym raczej powiedzial, ze jesli fakty swiadcza przeciwko tobie, to tym gorzej
                                      dla faktow
    • Gość: 0nn Re: Ekonomiczne podstawy banki na rynku nieruchom IP: *.aster.pl 15.07.09, 21:22
      Miło Pana tutaj znowu widzieć
      Pozdrawiam
    • Gość: oko symetria trendow w cenach lata 2006-2011 IP: 167.236.248.* 20.07.09, 11:48
      no dobrze, skoro z watku zrobilo sie klasyczne satonariusowe szambo po tym jak
      podzielil sie z nami kilkoma kolejnymi genialnymi koncepcjami proponuje na
      chwile sprobowac wrocic do merytorycznej dyskusji

      a mianowicie rozwazan potencjalnych scenariuszy reakcji na banke
      patrzac na upor dewow mozna podejrzewac ze czeka nas scenariusz japonski jednak
      obserwujac ostatnie zachowania calego rynku (wlaczajac w to banki i zachowania
      stande konsumentow) zaczynam sie zastanawiac czy w przypadku nieruchow w polsce
      nie bedziemy miec do czynienia z symetrycznoscia okresowa tredow cenowych (o ich
      glebokosci poki co nie mowie), bowiem czynniki popytowe w latach 2009-2011 beda
      dokladnym przeciwienstwem tych z lat 2006-2008

      o co chodzi
      ano o to:
      -2006 rok to poczatek banki, pojawily sie juz w pelni dostepne tanie kredyty
      nieruchowe, ludzie zaczynaja kupowac, idzie impuls popytowy, na ktory brak jest
      odpowiedzi podazowej, ceny powoli zaczynaja rosnac, ale jest to mimo wszystko
      wzrost kroczacy, ktory jeszcze w jakis sposob pozostaje w polaczeniu z moca
      nabywcza i prawami popytu i podazy
      -2007 rok pelen rozkwit rynku, dewy majac juz w pamieci 2006 odpowiednio
      skorygowaly zarowno plany budowlane jak i spodziewane wyniki finansowe (mocno na
      plus oczywiscie dla siebie), czynniki wzrostowe z 2006 zostaja wzmocnione ogolna
      sytuacja ekonomiczna, wzrostem płac, euforia konsumentow i dalszym luzowaniem
      warunkow kredytowych
      w rezultacie mamy do czynienia z wybuchem cen, to wlasnie w tym roku następuje
      oderwanie cen od wszystkich sensownych wskaznikow a kto nie kupil mieszkania
      przegral zycie
      -2008 rok (a wlascieiwe jego druga polowa) czyli sprawdzamy kto jest slepy a kto
      mysli, dewy nadal niewzruszone pompuja w budowe ile sie da, bo w koncu sie
      sprzedaje to czemu nie
      tyle ze juz sie nie sprzedaje, nastepuje stagnacja cen i generalne zatrzymanie
      rynku, sila rozpedu przestaje wystarczac do dalszego wzrostu, a do pieca
      bardziej dolozyc sie nie da bo kredytow taniej i biedniejszym juz dawac nie
      mozna, a czesc rynku zbuntowala sie przeciwko cenom i przestaje kupowac
      na koniec roku kryzys finansowy zamyka rozdzial tej historii wprowadzajac nas w
      stan zgola przeciwny, bardzo ostre ograniczenie kredytow, gwaltowne pogorszenie
      sytuacji ekonomicznej, spadek nastroju konsumentow i co najwazniejsze bezrobocie
      zaczyna podnosci glowe

      teraz popatrzmy na scenariusz 2009-2011

      2009 - wchodzimy w kryzys gospodarczy, bezrobocie rosnie, drastyczny spadek
      popytu, na ktory jednak reakcja, pomimo ogromnego przeszacowania rynku, jest
      jedydnie kroczacy spadek cen
      czyli znowu nieproporcjonalosc reakcji zmiany ceny w stosunku do bodzca
      popytow-podazowego

      teraz pytanie co w latach 2010-2011
      juz dzis wiemy, ze budzetowo 2010 to bedzie najtrudniejszy rok od lat , to
      pozwala przypuszczac ze rowniez gospodarczo to bedzie ekstremalnie trudny rok,
      powszechnie obowiazuje prognozy o wzroscie bezrobocia na ten rok + dalsze
      ograniczenia w podazy pieniadza poprzez rekomendacje T, potencjalne spadki
      wynagrodzenia, do tego dew konstruujac budzety 2010 beda mialy wiedze roku 2009
      tak jak w 2007 mialy roku 2006 i zgodnie z syganalami dochodzacymi z rynku juz
      dokonuja odpowiednich korekt finansowych planow inwestycji (czyli wypuszczanie
      na rynek tanszych nowych projektow)
      pytanie czy w zwiazku z dokladnym odwroceniem bodzcow czeka nas powtorka z 2007
      tylko w druga strone

      i wreszcie 2011, po osiagnieciu dna gospodarczego i cenowego w nieruchach,
      nastapi delikatne odbicie koniuktury, plus nowy poziom cen pozwoli uwolnic
      popyt, ktory nawet w okresie problemow pozwoli rynkowi na utrzymanie sie
      podmiotow na nim i ubicie cen, ergo bedzie to rok stabilizacji i realne odbicie
      jesli idzie o ilosc tranzakcji (bo te sprzedane 2k mieszkan w q2 wawie
      kwartalnie w porownaniu do 1,4k w q1, realnym odbiciem nie jest, bo nadal nie
      pozwala dewom zarabiac)
      • maxgazeta.pl Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 20.07.09, 15:08
        2010 rok bedzie naprawde ciekawy....
      • gorbibanki Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 20.07.09, 16:06
        Świetna analiza. Można się było nawet pokusić o dokładne odwrócenie
        scenariusza wzrostowego a nie tylko ostrożne pytanie o tą
        możliwość :)
        A tak w ogóle mimo niechęci do budowy domu własnymi siłami juz nie
        mam cierpliwości czekać na łaskawość jaśnie panów developerów.
        Zaczynam sie rozglądać za przecenionymi działkami.
        • Gość: spoko Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 20.07.09, 19:06
          > A tak w ogóle mimo niechęci do budowy domu własnymi siłami juz nie
          > mam cierpliwości czekać na łaskawość jaśnie panów developerów.
          > Zaczynam sie rozglądać za przecenionymi działkami.

          To bardzo źle wróży rynkowi - szybkości dojścia do cen równowagi. Jeśli kupujący
          pierwsi zaczynają pękać od sprzedających.

          Cierpliwości, ceny jeszcze spadną 20 - 30% nominalnie (plus inflacja), jest na
          co czekać.

          Pamiętaj cierpliwi będą nagrodzeni.
          • gorbibanki Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 21.07.09, 08:23
            Jak zacznę budować to ceny tym szybciej polecą w dół. Komu bedą
            upychać jak wszyscy stracą cierpliwość ???
            • satorianus Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 21.07.09, 14:49
              A co zrobi zniecierpliwiony, który ma max 300tys gotówki lub zdolności? Też
              zrobi to, co Ty? Nie, on kupi coś od deva albo na wtórnym bo nie będzie miał
              innego wyjścia. Nie muszę chyba pisac, że takich ludzi jest większość.
              • p.pirx Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 21.07.09, 15:16
                satorianus napisał:

                > A co zrobi zniecierpliwiony, który ma max 300tys gotówki lub
                zdolności? Też
                > zrobi to, co Ty? Nie, on kupi coś od deva albo na wtórnym bo nie
                będzie miał
                > innego wyjścia. Nie muszę chyba pisac, że takich ludzi jest
                większość.

                Przecież nikt nie mówi, że takich nie ma, że nie kupią. Są tacy i
                kupią! Problem w tym, że jest ich coraz mniej. Problem w tym, że
                jest ich już tak mało, że nie zapewnią sprzedaży mieszkań po takich
                cenach jak dotychczas wszystkim chcącym sprzedać, a to oznacza tylko
                i wyłącznie jeden wniosek - zjazd w dół.
        • satorianus Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 20.07.09, 19:25
          Czy to naprawdę taka duża różnica? Czego nie przepłacisz developerowi to wydasz
          na działkę... Wyjdzie na jedno.
          • maxgazeta.pl Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 20.07.09, 19:49
            Naprawde nie widzisz roznicy miedzy 150 metrowym wolnostojacym domem
            z ogrodem a 80 metrowym mieszkaniem?Wiec jakie wyjdzie to samo??
            Zlituj sie czlowieku nie klep tyle tych postow.
            Zeby bylo jasne,to tylko przyklad jesli chodzi o metraz,bo zaraz
            bedziesz udowadnial ze za XXXk zł nie wybuduje takiego domu.Chodzi o
            relacje dom-mieszkanie w budzecie X.
            • satorianus Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 20.07.09, 21:37
              80- metrowe mieszkanie we Włochach kosztuje ~500tys. 150 metrowy dom co najmniej
              dwa, trzy tyle. Z czego 2/3 to koszt działki. Więc o czym rozmawiamy?
              • maxgazeta.pl Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 20.07.09, 22:16
                Nosz q.rwa Ty jestes jednak tepak,jak skonczyles studia nie umiejac
                czytac ze zrozumieniem?Przeciez wyraznie zaznaczylem,ze nie chodzi o
                konkretne metry tylko o fakt ze majac do dyspozycji XXXk zl zamiast
                mieszkania bedzie mial dom i to jest ta roznica.
                Az dziw ze jeszcze ktokolwiek probuje z Toba polemizowac-to czysty
                masochizm
              • ifares Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 20.07.09, 22:19
                satorianus napisał:

                > 80- metrowe mieszkanie we Włochach kosztuje ~500tys. 150 metrowy
                dom co najmnie
                > j
                > dwa, trzy tyle. Z czego 2/3 to koszt działki. Więc o czym
                rozmawiamy?
                Chlopie - czy Ty juz kompletnie straciles rozum?Kiedys zadalem Tobie
                pytanie, czy aby nie masz rozdwojenia jazni?niestety nie
                odpowiedziales na nie. Czyzby rzeczywiscie brak czytanie ze
                zrozumieniem u Ciebie wystepowal..?kolega w poscie nie napisal, ze
                zamiast mieszkania 80m np na ulicy Pieknej wybuduje sobie dom obok
                PKiN?ale zamiast mieszkania 80 m2 w twoich Wlochach wybuduje dom za
                Piastowem...rozumiesz? - inny kierunek - Ursynow/mieszkanie/ dom -
                okolice Piaseczna...dalej mam tlumaczyc?
                • satorianus Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 21.07.09, 14:41
                  To we Włochach domów się nie sprzedaje? :) BTW, w nieodległych okolicach
                  Piaseczna, Piastowa 500k nie starczy Ci nawet na działkę.
              • Gość: oko Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 IP: 167.236.248.* 21.07.09, 10:48
                po pierwsze 80m za 500 tysi na wlochach w nowej inwestycji jeszcze sie nie
                zdarza (Dolcan to wiezienie nie mieszkanie) to raz
                dwa jak ci wyszlo ze 80metrow mieszkania ma byc substytutem 150m domu
                wiec o czym rozmawiamy?
          • Gość: asdf Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 IP: *.aster.pl 20.07.09, 19:57
            Zakładając nawet, że ceny działek są zawyżone, to pozostaje jeszcze nakład na
            budowę domu, którego on nie poniesie, jeśli wybuduje dom np tzw systemem
            gospodarczym lub zleci mniej pazernemu wykonawcy.
          • Gość: kobalt Satorjanusz na serio sie przestraszył. IP: *.centertel.pl 20.07.09, 20:09
            To o czym napisał gorbibanki stanowi poważną alternatywę dla
            deweloperów. A gdy uświadomią sobie, że ceny działek wracaja do
            rzeczywistości to może byś naprawdę ciekawie. pozd.
          • Gość: oko Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 IP: 167.236.248.* 21.07.09, 10:34
            hmm mam do wyboru 50% ceny mieszkania oddac na zysk dewelopera czyli
            bezpowrotnie stracic lub przeznaczyc na zakup gruntu, ciezka decyzja, no
            naprawde nie wiem jaka decyzje podjac
            • satorianus Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 21.07.09, 14:45
              Co za różnica za co przepłacasz?
              • Gość: oko Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 IP: 167.236.248.* 21.07.09, 15:48
                dobrze wytlumacze jak 3latkowi na przykladzie
                co wolisz krzysiu dostac na urodziny samochodzik czy nic

                jak widze ze ty wolisz wybrac nic

                dla ulatwienia samochodzic symbolizuje dzialke, nic symbolizuje ta czesc w cenie
                mieszkania ktora jest 50% marza dewelopera

                widac przynajmniej jestes konsekwenty, jak nie potrafiles czytac ze zrozumieniem
                i myslec logicznie tak nadal nie potrafisz
                • satorianus Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 21.07.09, 18:48
                  Ja Ci wytumacze jescze prościej.

                  przed bańką
                  dom = 100tys->działka + 150tys->budowa = 250tys
                  mieszkanie = 225tys->koszt wybudowania + 25tys->narzut deva = 250tys


                  teraz
                  dom = 300tys->działka + 150tys->budowa = 450tys
                  mieszkanie = 225tys->koszt wybudowania + 225tys->narzut deva = 450tys

                  Powiedzmy, że ceny gruntu i narzut wracają do wartości przedbańkowych. W którym
                  wariancie kolega g. jest bardziej w plecy? Mnie to wygląda na jeden wuj :)
                  • maxgazeta.pl Przestan juz pisac...... 21.07.09, 20:19
                    Ostatni raz-sa ludzie ktorzy wola miec za taka sama cene dom zamiast
                    mieszkania.Comprende?Czy jedno proste zdanie dalej jest zbyt trudne?
                    Zrob sobie odwyk bo bezsensownymi wypowiedziami i brakiem
                    umiejetnosci czytania ze zrozumieniem rozbijasz kazdy temat.Jestes
                    bardziej irytujacy niz muffa ktory wiadomo ze robi sobie jaja,Ty
                    niestety piszesz na serio.

                    Mam taki apel do wszystkich-przestanmy odpisywac na posty
                    satorianusa dopoki nie zacznie pisac ich duzo mniej,bo na to ze
                    zacznie pisac z sensem nie ma co liczyc.
                    • satorianus Re: Przestan juz pisac...... 21.07.09, 21:23
                      a ludzie ktorzy wola miec za taka sama cene dom zamiast mieszkania

                      Cóż za dojrzała mądrość. Są też ludzie, którzy wolą odwrotnie. Powiem więcej-
                      zawsze byli i będą. Jak już wykazałem oku(chyba skutecznie bo przestał się
                      odszczekiwać) można równie skutecznie wtopić na domu jak i na działce.
                      Prawdopodobnie teraz trochę odetchnie i zacznie rzucać się ad personam.
                      Klasyka.

                      A jak masz ze mną problem to załóż sobie własne forum - będziesz banował kogo
                      będziesz chciał.
                      • maxgazeta.pl Re: Przestan juz pisac...... 22.07.09, 00:01
                        Ty jestes naprawde uposledzony,Steady i pare osob mialo racje.

                        Oczywiscie ze sa ludzie ktorzy wola miec za taka sama cene
                        mieszkanie niz dom ale co z tego?Byla mowa o gorbibanki ktory woli
                        miec dom a nie mieszkanie,i to jest ta roznica o ktora pytales.Co
                        maja do tego kwestie komu zaplaci?I tak zaplaci i tak zaplaci,on
                        woli mieszkac w domu niz w mieszkaniu ktore zbuduje dev.

                        Oku nic nie wykazales bo Ty nigdy nic nie wykazujesz,Twoje posty to
                        stek bzdur i belkot,niemajacy nic wspolnego z dana dyskusja.Tworzysz
                        sobie jakies problemy i pytania zupelnie oderwane od tematu.Nie
                        umiesz czytac ze zrozumieniem i zarzucasz wszystkich tysiacem pytan
                        na ktore sam sobie odpowiadasz.A problem z Toba to chyba ma
                        wiekszosc na tym forum bo kazdy temat w 30% to Twoje wpisy.
                        • satorianus Re: Przestan juz pisac...... 22.07.09, 00:33
                          Gdybym pisał komentarze na onecie też nie zachwyciłbym tłumów. Czy mam to uznać
                          za powód do zmartwienia?

                          > Byla mowa o gorbibanki ktory woli miec dom a nie mieszkanie.

                          Gorbibanki woli chyba jednak mieszkanie, ale ostatnio chyba uznał, że na domu
                          straci mniej. Ja po prostu poddałem ten pogląd w wątpliwość używając
                          przybliżonych ale chyba dość wiarygodnych danych.Czy mógłbyś mi pokazać co
                          konkretnie w tym poście było bzdurą a co bełkotem?

                          > Tworzysz sobie jakies problemy i pytania

                          Usiłuje pobudzać jakieś konstruktywne myślenie. Niestety mało kto w KZS myśli
                          lewą półkulą. No i brakuje tu KZW. Bardzo brakuje tu inteligentnych
                          wzrostowiczów. A Wzajemne głaskanie się po przyrodzeniu z braćmi w wierze jest
                          może przyjemne, ale cokolwiek nierozwijające.
                          • steady_at_najx Re: Przestan juz pisac...... 22.07.09, 08:23
                            >Niestety mało kto w KZS myśli
                            lewą półkulą



                            Satrianus Ty na szczescie myslisz dwiema polkulami. Ale na
                            nieszczescie dupy.

                            Bez urazy ale nie zastanawiasz sie skoro n osob mowi ze pieprzysz od
                            rzeczy ze to jednak moze prawda ?


                            Czytajac Twoje wypowiedzi momentalnie przychodzi mi na mysl wiersz
                            "... i chocby przyszlo tysiac atletow i kazdy zjadlby tysiac
                            kotletow i kazdy nie wiem jak sie wytezal to nie udzwigna.. taki to
                            ciezar
                            "

                            Twoje posty nie pobudzaja myslenia. Pobudzaja irytacje ile bzdur i
                            nonsensow moze wyprodukowac JEDNA osoba.
                          • Gość: oko Re: Przestan juz pisac...... IP: 167.236.248.* 22.07.09, 09:07
                            skoro usilujesz pobudzic myslenie, to zacznij od siebie
                            jak mowi ci to juz grono chyba przynajmniej 5 osob na forum, u ciebie ono nie
                            wystepuje
                            skoro wiec wymagasz czegos od innych, to zacznij od siebie

                            KZW dzis jest rownie racjonalna teoria co to ze ziemia jest plaska
                            mozna ja probowac udawadniac (co czynisz juz jakis czas) ale z gory jest to
                            skazane na porazke
                            dlatego inteligentini KZW sie aktualnie nie wypowiadaja bo nie maja zadnych
                            sensownych argumentow
                      • gorbibanki Re: Przestan juz pisac...... 22.07.09, 08:42
                        Zapominasz, że dom jest dwa razy większy. Przyjmując nawet Twoje
                        chore założenie, że nadal przepłacamy za działkę to strata na m2
                        jest o połowę niższa niż na mieszkaniu. Nawet podstaw matematyki nie
                        rozumiesz.
                        • satorianus Re: Przestan juz pisac...... 22.07.09, 11:30
                          Acha. Czy jeśli wyrzucisz do kibla 100tys zł w banknotach 100-złotowych to
                          tracisz mniej niż gdybyś wyrzucał po 200zł? Bo to tego sprowadza się Twoje myślenie.

                          Jakie dwa kierunki kończyłeś na SGH? ZIM1 i ZIM2? Bo inaczej tego nie widzę. :)

                          > chore założenie, że nadal przepłacamy za działkę
                          Dlaczego chore?
                          • steady_at_najx Re: Przestan juz pisac...... 22.07.09, 11:38
                            >Jakie dwa kierunki kończyłeś na SGH?

                            Satorianus a Ty ? Wszystkich sie pytasz a co Ty skoczyles ?

                            Bo wiesz wynika ze tam byles na dwoch kierunkach rano na "do
                            uczelni" wieczorem "z uczelni". Bo inaczej tego nie widze....

                            Wybacz ale dla Ciebie nie licza sie argumenty tylko kto co skonczyl
                            a jak skonczyl cos to napewno klamie ew. sciagal na egzaminach.
                            • satorianus Re: Przestan juz pisac...... 22.07.09, 11:49
                              Tak naprawdę uwaga o wykształecniu to tak naprawdę mała uszczypliwość :) W sumie
                              nie jest dla mnie ważne to kto pisze, ale co pisze. Zakładam, że dla Ciebie też.
                              Więc może darujesz sobie osobiste wycieczki i odniesiesz się do światłego
                              business planu kolegi? Lepiej stracić x zł, czy 2*(x/2)zł? Co byś Ty wybrał?
                              • Gość: oko Re: Przestan juz pisac...... IP: 167.236.248.* 22.07.09, 12:07
                                a moze bys tak raczej zaczal od wytlumaczenia nam, czemu wg ciebie mieszkanie za
                                225 tysie jest tyle samo warte co dom za 250 tysi

                                caly czas czekamy
                                forum.gazeta.pl/forum/w,106,97879058,98127357,Re_symetria_trendow_w_cenach_lata_2006_2011.html
                                • satorianus Re: Przestan juz pisac...... 22.07.09, 13:05
                                  Nigdzie tego nie napisałem. To Twój chory wymysł, który wziął się z tego, żę
                                  postanowiłeś olać minimalną(i na dłuższą metę nieuniknioną) marżę developera w
                                  moim przykładzie "przedbańkowym". Warto zauważyć, że przypadku "kosztów budowy"
                                  też mamy do czynienia z marżą producenta materiałów i budowniczego. Ale nie
                                  robijajmy g. na pianę. To był tylko przykład w którym(jak dotąd niezbicie) Ci
                                  wykazałem, że ewentualny spadek wartości ceny działki może obniżać wartość
                                  nieruchomości równie skutecznie co spadek marży developera. Oczywiscie im
                                  działka tańsza tym strata mniejsza, ale 300k za działkę pod dom nie jest ceną
                                  wygórowaną.

                                  Zresztą przelicznik 3x i tak można traktować jako dość litościwy. Jeszcze w
                                  2004r. działki 1000m w Piasecznie chodziły po 100-140tys. Nie w okolicy okolicy
                                  okolicy Piaseczna, ale w samym Piasecznie. Po ile są dzisiaj po "przecenach"?
                                  • Gość: oko Re: Przestan juz pisac...... IP: 167.236.248.* 22.07.09, 13:34
                                    Nigdzie tego nie napisałem

                                    taaak
                                    a ja mysle ze napisales
                                    forum.gazeta.pl/forum/w,106,97879058,98109185,Re_symetria_trendow_w_cenach_lata_2006_2011.html
                                    i cytat z postu
                                    "Mnie to wygląda na jeden wuj "

                                    no to w koncu jeden wuj czy nie, bo z postu na post zmieniasz zdanie

                                    o Twój chory wymysł
                                    poki co to twoj zdolnosci intelektualne budza powszechny smiech i irytacje na forum

                                    ostanowiłeś olać minimalną(i na dłuższą metę nieuniknioną) marżę developera w
                                    > moim przykładzie "przedbańkowym".


                                    olalem poniewaz porownuje produkty w cenie nabycia, a biorac pod uwage ze sa do dobra ktore sa dla siebie substytami to po powrocie rynku do rownowagi, rynkowa marza ktora bedzie na nie nakladana bedzie analogiczna, w zwiazku z tym estymowanie na podstawie wartosci wytworzenia wystarcza nam na odpowiedz na pytanie co bedzie wiecej warte lub jak w tym przypadku, na czym mniej stracimy

                                    Warto zauważyć, że przypadku "kosztów budowy"
                                    > też mamy do czynienia z marżą producenta materiałów i budowniczego.

                                    i co z tego, w jednym i drugim przypadku koszty sa te same, no chyba ze teraz zmodyfikujesz swoj przyklad i w bankowym scenariuszu zwiekszysz koszty budowy domu, tylko troche trudno bedzie obronic taka teze skoro koszty budowy domu i materialow sa najnisze od dobrych 3 lat

                                    Ale nie
                                    > robijajmy g. na pianę.


                                    abysmy tego nie robili, wpierw przestan wrzucac gowno na to forum, poki co wartosc wszystkich twoich postow w tym watku do tego sie sprowadza, sa klamliwe, nieprawdziwe, wprowadzaja w blad i manipuluja
                                    chyba trudny by bylo znalesc jeden w ktorym nie ma przynajmniej jednego idiotyzmy
                                    zacznij wiec naprawiac swiat od siebie, reszta podazy za toba



                                    To był tylko przykład w którym(jak dotąd niezbicie) Ci
                                    > wykazałem, że ewentualny spadek wartości ceny działki może obniżać wartość
                                    > nieruchomości równie skutecznie co spadek marży developera. Oczywiscie im
                                    > działka tańsza tym strata mniejsza, ale 300k za działkę pod dom nie jest ceną
                                    > wygórowaną.


                                    popierwsze to byl przyklad ktorym chciales udowodnic, ze na domu i dzialce stracisz tyle samo, no wiec zostalo ci udowodnione ze to nieprawda i ze z inwestycyjnego punktu widzenia dom jest lepszy
                                    wiec niezbita to jest co najwyzej twoja glupota, skoro nie potrafisz spreparowac przykladu zeby ci do tezy pasowal

                                    po drugie z doniesien rynkowych wynika ze dzialki duzo szybciej zaczely istotnie spadac z cena niz mieszkania, co w sumie nie dziwi bo na tym rynku brak oligopolu tak wiec wszysktie procesy dostosowawcze beda zachodzic sprawniej,
                                    wiec nawet jesli na dzialce kupujacy zaliczy strate, to bedzie ona nizsza niz strata na mieszkaniu, czemu bezkustecznie probowales zaprzeczyc

                                    glupi byles jak na to forum przychodziles i takim pozostales
                                    jedyne co zmienia to ze dzis juz nawet brak ci cywilnej odwagi sie do tego przyznac

                                    odnosnie tematu dzialek i zmiennosci cen sie nie wypowiadam bo tematu nie sledze bowiem dom mnie nie interesuje
                              • steady_at_najx Re: Przestan juz pisac...... 22.07.09, 12:11
                                >Więc może darujesz sobie osobiste wycieczki

                                Nie pisze ze Twoja mama jest gruba a Twoj tata ma krotka noge....

                                Wypowiadami sie tylko o tym, co sam prezentujesz..... to nie jest
                                osobista wycieczka.


                                > nie jest dla mnie ważne to kto pisze, ale co pisze

                                Nie... Ty nie czytasz, Ty tylko piszesz.
                            • p.pirx Re: Przestan juz pisac...... 22.07.09, 11:50
                              Ludziska! Wyobraźcie sobie sytuację, w której w zakresie jakiegoś
                              zagadnienia wszystko rozumiecie i wszystko jest dla was oczywiste,
                              ale dostajecie robotę polegającą na dyskutowaniu. nie chodzi tutaj o
                              wyrażenie swoich poglądów, chodzi o wyrażenie skonkretyzowanych w
                              pewnym zakresie poglądów kłócących się często z waszą percepcją.
                              Robota jak robota.
                              Teraz po wyobrażeniu sobie takiej sytuacji przyjrzyjcie się postom
                              satorianusa. Jak wam to wygląda?
                              Pisze, żeby pisać. Oko mu zbije argument to złapie się jakiegoś
                              niuansu i rozdmucha. Gorbibanki, maxgazeta bądź kto inny zmiażdżą
                              jego rozumowanie, zdemaskują przekłamania, uda, że to nie jemu
                              napluto w twarz tylko deszczyk pada.
                              Wnioski:
                              1) chłop pracuje i jest w tym naprawde nienajgorszy,
                              2) przez zmuszanie forumowiczów do tłumaczenia mu pewnych rzeczy jak
                              krowie na granicy i powtarzanie tego co już zostało wcześniej
                              wyjaśnione przyczynia się do uświadomienia n-ilości dotychczasowych
                              jeleni, które tutaj zajrzą - czyli - tutaj najciekawsze:) - jest
                              POŻYTECZNY.
                              3) powinien być pod ochroną;)
                              • Gość: oko Re: Przestan juz pisac...... IP: 167.236.248.* 22.07.09, 11:55
                                moj kolega zwykl mawiac w takich sytuacja mocna przeciaglym glosem

                                "nieeeeeeeeeee, to deeeeeeeeeeeeeebil po prostu"
                      • Gość: oko Re: Przestan juz pisac...... IP: 167.236.248.* 22.07.09, 09:03
                        jedyne co udowodniles to ze jestes debilem, czemu odpowiedz tu
                        forum.gazeta.pl/forum/w,106,97879058,98127357,Re_symetria_trendow_w_cenach_lata_2006_2011.html
                        i wyobraz sobie ze ja nie siedze tu caly dzien tylko po to by ci opisywac


                        i to co pisze nie jest ad persona, nie znam cie i nie chce znac, oceniem to co
                        piszesz, a piszesz jak debil, jak osoba nie rozumiejaca czytanego teksu, nie
                        umiejaca laczyc logicznie dwoch faktow a juz wyciagniecie z nich wnioskow
                        kompletnie przekracza twoje mozliwosci
                        do tego widze jeszcze dochodzi megalomania
                        coraz lepiej rozwijasz sie
                  • Gość: oko Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 IP: 167.236.248.* 22.07.09, 08:48
                    taaaa, jeden woj, no to gratuluje ci zmyslu biznesmena, bo trzeba byc ciezkim
                    idiota zeby twierdzic ze jeden woj

                    popatrzmy w koszcie wytworzenia mamy
                    mieszkanie 225k PLN
                    dom 250k PLN
                    nie wiem jak ty rokefelerze ale jesli mam wydac ta sama kwote na nabycie danej
                    rzeczy, to wole zeby jej cena wytworzenia byla wyzsza bo to daje podstawe do
                    wyzszej ceny rynkowej (liczonej na ogol jako koszt wytworzenia + marza) na rynku
                    wtornym
                    no ale na pewno nasz geniusz i na to cos wymyslil

                    tak na marginesie, to ciekawe czemu cena dzialki w twoim przykladzie sie
                    potroila, podczas gdy cene mieszkania zasadniczo prawie tylko podwoily
                    taka logiczna i rynkowa niescislosc co by ci sie rzeczywistosc to twojej wersji
                    nagiela ale nawet jak sobie rzeczywistosc wymyslasz to nie chce byc tak jak ty
                    twierdzisz, totalna kompromitacja

                    wez ty sie chlopaku nad soba zastanow, bo ilosc kretynskich tekstow z ostanich 2
                    dni masz gigantyczna, gdyby to pisal dzieciak z liceum to mozeby jeszcze to
                    przeszlo, ale dorosly czlowiek, podobniez z wyzszym wyksztalceniem (nie wiem
                    jakim cudem, autentycznie nie wiem) piszac tyle takich bzdur daje jasny sygnal o
                    swoim potencjale umyslowym a raczej jego braku
                    • gorbibanki Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 22.07.09, 08:53
                      Od samego początku jak Sator się tu pojawił twierdzę, że ma pensyjkę
                      w Agorze za wkurzanie ludzi i podbijanie postów. Mogę tylko dodać,
                      że pojawił się tu jak zwolnili go z działu kredytowego w banku.
                    • satorianus Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 22.07.09, 10:27
                      > twoim przykladzie sie potroila

                      Bo potroia się na rynku. Co? Nie pisali na forum to nie wiesz? No i nie wiem jak
                      możesz nie uwzględniać kosztu zakupu gruntu w ogólnym koszcie wytworzenia.
                      • Gość: oko Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 IP: 167.236.248.* 22.07.09, 11:27
                        gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,6842674,_Dz___Deweloperzy_kupuja_taniejaca_ziemie.html
                        kiedy i gdzie sie niby potroila i czemu tylko u ciebie w glowie
                        ja nie przypominam sobie opracowan mowiacych o potrojeniu, ale nawet przyjmujac
                        to glupie zalozenie nadal twoj przyklad wyraznie faworyzuje dom, ktorego wartosc
                        w koszcie wytworzenia jest o 10% wieksza

                        i gdzie niby nie uwzgledniam kosztu gruntu
                        pokaz palcem, bo chce uwiezyc ze snie
        • satorianus Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 20.07.09, 21:41
          Można się było nawet pokusić o dokładne odwrócenie
          > scenariusza wzrostowego.

          Tylko czemu dopiero teraz? Czemu spadki nie zaczęły się rok, półtora temu? A
          może zaczną się dopiero za dwa lata? Może za kolejnym "obrotem" cyklu, czyli za
          7lat.
          • Gość: oleg Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 IP: *.spray.net.pl 20.07.09, 22:15
            ehh... no nie mam kiedy pisac tutaj.
            ale Twoj post jest ostatni wiec do niego sie odniose.
            To jest ogromne naduzycie :
            > "Może za kolejnym "obrotem" cyklu, czyli za 7lat."

            1. Cykl wzrostow (na rynku RE) nie trwal 7 lat.
            2. 2 kwartaly wiekszej sprzedazy (przy spadkach cen) nie oznaczaja konca
            aktualnego cyklu - jakikolwiek by on byl.

            Kolejny bledne stwierdzenie:

            "Czemu spadki nie zaczęły się rok, półtora temu?"

            Spadki zaczely sie rok temu. Nie przeginaj, sam o tym pisales.
            Mam rade dla Ciebie. Skoro szukasz tutaj argumentu, aby przekonac Żonę, ze
            jeszcze nie czas to moze sobie daruj, albo posadz ja przed kompem. A najlepiej
            to po prostu wez kredyt i kup. Bedziesz mial problem z glowy.
            • Gość: gość Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 IP: *.chello.pl 20.07.09, 23:09
              Uff.Aleście bałaganu narobili.No, ale przebrnęłam.Dzięki.meszkania
              nie kupię.Deweloperom powolutku idzie, ale jak krew z nosa.Ludzie
              jak muszą to kupią co lepsze, ale zostanie moc badziewia.Kto kupi
              zgniłe jabłka? Zostaną z tym. To jest głos ludu, który was
              podczytuje.Satorianus co Ci do głowy muffa przyszła? Mufkę to ja
              sobie z futra zrobię, albowiem z niego wszerz wyrosłam.A i jeśli to
              ten Jacek od Smolnej, to zawiedziona jestem.Ech detektywi psia krew.
              Jednak pozdrawiam, wiele się uczę.Warszawianka.
          • Gość: oko Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 IP: 167.236.248.* 21.07.09, 10:30
            a temu teraz, ze dopiero efektywnie od drugiej polowy 2008 skonczyla sie
            pompowana moc nabywcza (juz nawet jelenia na sterydach nie byly w stanie kupic),
            potem przyszedl grudzien i skonczyl wogole z dmuchana zdolnoscia, efektywnie
            wrocilismy do stanu 2005 jesli idzie o moc nabywcza klientow

            a nie wiem czy wiesz ale prawa popytu i podazy ma pewien wplyw na ksztaltowanie
            sie cen i ich trendow

            • satorianus Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 21.07.09, 14:56
              Wytłumaczysz mi jakim cudem udzielono tyle kredytów skoro nikt nie ma już
              zdolności kredytowej?

              pierwszemieszkanie.blox.pl/2009/07/Nie-ma-zadnego-kryzysu.html
              • Gość: oko Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 IP: 167.236.248.* 21.07.09, 15:57
                A PRZECZYTALES COS WIECEJ NIZ TYTUL????!!!!!


                Wartość kredytów (w mld zł):
                2007 60
                2008 57,1
                2009 16,8(za pierwsze polrocze, proste razy 2 daje 33,6, spadek rok do roku
                41%!!!! a jakos watpie zeby druga polowa roku byla rownie dobra co pierwsza)
                wiec gdzie widzisz te "TYLE" udzielonych kredytow (skoro jest spadek o 41%)
                odpowiem sobie sam, w tytule, bo ty nic wiecej nie czytasz, a nawet jesli
                czytasz to i tak nie rozumiesz

                • satorianus Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 21.07.09, 16:13
                  Szkoda, że sam autor jest innego zdania :) Rzeczywiście możemy sie sprzeczać czy
                  ta szklanka jest do połowy pusta czy też pełna. Ale jak się do Twoich lamentów
                  nad siłą nabywczą ma WZROST średniej wartości kredytu?
                  • Gość: oko Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 IP: 167.236.248.* 21.07.09, 16:24
                    AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA, nie wytrzymam
                    to ze jeden debil cos napisal a drugi podlinkowal nie sprawia ze nagle staje sie
                    to prawda objawiona, ja wiem ze to dla ciebie dziwne, bo w twoim swiecie jesli
                    cos ci sie wydaje to tak od razu jest bo tym zawsze wiesz lepiej, ale u nas
                    doroslych o istocie decyduje tresc a nie klamliwy tytul

                    i od kiedy spadek akcji kredytwej o 41% to jest szkalnka do polowy pelna
                    wyrawalo 40% sprzedazy deweloperom, w swiecie doroslych do jest krach a nie
                    kryzys, krach bo oznacza ze wszyscy ktorzy sa na rynku sa zagrozeni
                    proponuje ci male cwiczenie, sprobuj przezyc nastepny miesiac za 60% tego co
                    masz normalnie, nie poczujesz roznicy?
                    • poszi Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 21.07.09, 16:36
                      > i od kiedy spadek akcji kredytwej o 41% to jest szkalnka do polowy pelna
                      > wyrawalo 40% sprzedazy deweloperom,

                      Prawdopodobnie wyrwało więcej, bo spora część akcji kredytowej idzie na domy
                      budowane własnym sumptem. Rozpoczęte budowy w tym segmecie spadły dużo mniej niż
                      deweloperom.

                      Spadek o 40% w ciągu roku to jest bardzo dużo, zwłaszcza jak się zobaczy na
                      "prognozy" (w cudzysłowiu, bo to były pobożne życzenia, a nie prognozy) ZBP
                      jeszcze sprzed kilku miesięcy. Ten rynek ma sporą bezwładność, a poza tym nigdy
                      nic nie spada do zera.

                      Zmiana średniej wartości kredytu może sie brać ze zmiany składu kredytów. Jeśli
                      40% najmniej zarabiających nie dostanie kredytu, a reszcie zostanie przyznany
                      kredyt o 10% mniejszy niż rok temu, to każdy mam mniejszą zdolność, ale średnia
                      wartość kredytu wzrośnie.
                      • Gość: oko Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 IP: 167.236.248.* 21.07.09, 16:43
                        > Prawdopodobnie wyrwało więcej, bo spora część akcji kredytowej idzie na domy
                        > budowane własnym sumptem. Rozpoczęte budowy w tym segmecie spadły dużo mniej ni
                        > ż
                        > deweloperom.

                        racja, no ale tu mozemy gdybac na podstawie statystyk bo o info o celu brakuje

                        w tej czescie ktora przypada na mieszkania jest jeszcze pytanie o rozklad na
                        rynek wtorny i pierwotny, a slyszac pomysly o wylaczeniu RnS, ktore jest glowna
                        sila napedowa akcji kredytowej, z rynku wtornego mozna tez przypuszczac ze
                        bardziej spadko mieszkaniowce pierwotnej

                        ergo tytul z podlinkowanego artykulu przebija chyba nawet najwieksze kwiatki
                        marka w
                      • Gość: gram na spadki Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 21.07.09, 19:38
                        > Prawdopodobnie wyrwało więcej, bo spora część akcji kredytowej idzie na domy
                        > budowane własnym sumptem. Rozpoczęte budowy w tym segmecie spadły dużo mniej >
                        niż deweloperom.

                        Tak, jest to wielce prawdopodobne.
                        Czy masz Poszi może jakieś dane nt ?
                        • poszi Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 21.07.09, 20:35
                          >
                          > Tak, jest to wielce prawdopodobne.
                          > Czy masz Poszi może jakieś dane nt ?

                          Nie bardzo wiadomo (przynajmniej ja nie znam takich publicznych danych), jaka
                          część kredytów rozkłada się na na domy/deweloperów/rynek wtórny, ale dane
                          dotyczące rozpoczynanych budów podaje GUS:

                          www.stat.gov.pl/gus/5840_906_PLK_HTML.htm
                          I półrocze 2009:
                          inwestorzy indywidualni: spadek o 11%
                          Sprzedaż i wynajem (czyt. deweloperzy): spadek o 49,7%

                          Rozpoczęcie budowy to nie jest sprzedaż (więc sprzedaż mogła spaść bardziej lub
                          mniej, w zależności od tego, czy rośnie czy maleje liczba niesprzedanych
                          mieszkań w ofercie), ale różnica w rozpoczętych budowach jest na tyle duża, że
                          prawie na pewno spadek popytu dotknął znacznie bardziej rynek deweloperski niż
                          rynek domów budowanych na własny rachunek.
                      • satorianus Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 21.07.09, 23:07
                        Chyba możemy przyjąć, że w końcówce 2008r. szklanka była prawie pusta, prawda?
                        Ja widzę inny kłopot. Trudno tak naprawdę w niearbitralny sposób stwierdzić jaki
                        poziom sprzedaży i w jakim okresie czasu przekłada się na wzrosty, jaki na
                        stabilizację, a jaki na spadki. Rynek jest zbyt niedojrzały i dynamiczny by
                        określić to jednoznacznie. Mówiąc prościej - nie sposób precyzyjnie wyznaczyć
                        punktu równowagi między popytem a podażą.
                        • Gość: stefan Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 IP: 212.76.37.* 22.07.09, 00:36

                          Nie mozemy stwierdzic. Olbrzymia wielkosc "nowych" kredytow to
                          refinansowanie: kupujesz mieszkanie z kredytem na wtornym, bank
                          zamienia kredytobiorcow i juz jest nowy kredyt (prowizja). nie
                          zdziwilbym sie jakby zmiana warunkow kredytu tez "pochodzila"pod
                          nowa akcje (nowy kredyt jest? jest). Ile mniej sie sprzedaje widac z
                          raportow biezacych deweloperow. Nudzisz juz z ta relatywizacja,
                          opowiedz cos o trendach demograficznych, to sie wszyscy posmiejemy.

                          • satorianus Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 22.07.09, 01:33
                            Wole się pośmiać z Ciebie. Bo niby co pozwala Ci sądzić, że w tym roku było
                            więcej refinansowań i zmian warunków niż w zeszłym?
                        • Gość: oko Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 IP: 167.236.248.* 22.07.09, 08:57
                          bynajmniej nie trudno, a przynajmniej nie w duzych liczbach
                          rok 2006 40 mld PLN dalo nam niewielki impuls wzrostowy
                          lata 2007-2008 60 mld dalo nam wybuch banki
                          rok 2009 33 mld na rynku ktory swoja oferte przygotowywal na 60mld (bo w polowie
                          2008 prezez zwiazku bankow o takiej ilosci kredytow bredzil)
                          i te 33mld to na rynku ktory mocno sie rozrosl pod wzgledem ilosci obecnych na
                          rynku podmiotow, a wiec wzrosla mimo wszystko konkurencyjnosc, wiec mozna
                          zaspokoic wieksza podaz a reaktywnosc na popyt jest mniejsza

                          dla kazdego kto ma funkcjonujacy mozg (czyli nie dla ciebie) to jest oczywiste
                          jaki impuls idzie na rynek, a mianowicie fala tsunami

                          w koncowce 2008 byl punkt statystycznie izolowany, nie odzwierciedlajacy w zaden
                          sposob stanu rynku, bo spowodowany zewnetrzymi niezaleznymi od potrzeb klientow
                          czynnikami

                          ale zeby to wiedziec i rozumiec to tez trzeba miec wiecej niz 3 lata

                          zamilsz wreszcze czlowieku bo kazdy kolejny post w tym watku to coraz wiekszy
                          debilizm, udowodniono ci ponad wszelka watpliwosc ze nie masz racji i wypisujesz
                          glupoty
                          kiedys przynjamniej potrafiles przyznac ze napisales glupote, dzis widac
                          zadufanie we wlasnym geniuszu nawet na to ci nie pozwala

                          hmm ciekawe co sie
        • Gość: mat Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 IP: *.brhm.cable.ntl.com 21.07.09, 21:28
          jak znajdziesz te przecenione działki to daj znac, gdzie i po ile,
          bo jak na razie ja ich nie widze.
          • gorbibanki Re: symetria trendow w cenach lata 2006-2011 22.07.09, 08:59
            Nie wymagaj cudów. Dopiero 2 dni temu straciłem ostatecznie
            cierpliwość do czekania na obniżki u developerów. Przyznaję, ze nie
            jestem jeszcze zorientowany w temacie działek. Czy 125 zł za m2
            działki w okolicach Nadarzyna to nadal sczyt bańki czy może coś się
            już ruszyło ???
    • satorianus Ile bańki w bańce? 22.07.09, 01:28
      Wróćmy do tematu choć na chwilę. Wzrosty w USA trwały ponad dekadę. W nas
      wszystko to poszło szybciej i mocniej - co do tego nikt chyba nie będzie się
      spierał. Dlaczego tak się stało? Przeciwnicy bańki często wyrażają pogląd, że
      "równaliśmy do świata" w standardach bankowości, finansowaniu hipotecznym i w
      ogóle. Krótko mówiąc- zadziałał efekt niskiej bazy. Opornie idzie mi
      przyzwyczajanie się do tej teorii, ale nie potrafię znaleźć innego wytłumaczenia
      tempa i skali naszych wzrostów.

      Jeśli jednak przyjmiemy tę teorię to musimy również liczyć się z tym, że spora
      część wzrostów to wynik nieodwracalnych zmian strukturalnych, które już się
      raczej nie cofną. Równanie autorstwa założyciela wątku wygląda tak:

      cena pobańkowa = cena przedbańkowa + wzrost płac*(lub infacji)

      Może jednak powinniśmy dołożyć po prawej stronie zmienną o nazwie "zmiany
      strukturalne"? Zauważcie, że jest to całkowite odwrócenie myślenia typu:
      "Wzrosło szybko i dużo, więc powinno również szybko i dużo spaść".

      Ewentualnie jakie Wy macie wytłumaczenie dla charakteru wzrostów w latach
      2005-2007r? Jakoś nie widziałem, żeby ktoś tu się zmagał z tym tematem.

      * Samo zagadnienie indeksowania wartości wyjściowej o wzrost dochodu jest
      również ciekawym tematem. No bo czy chodzi nam o ogólny wzrost czy też wzrost w
      pewnych grupach społecznych "kandydujących" do roli potencjalnych kupców? Czy
      chodzi nam o dodatkowy dochód brutto czy netto? Oprócz samych zagadnień
      podatkowych warto by było jeszcze ocenić w jakim stopniu jest to dochód
      rozporządzalny... Dużo ciekawych analiz można zrobić w oparciu o mój ulubiony
      BAEL, ale niestety GUS strzeże go zazdrośnie :(
      • steady_at_najx Re: Ile bańki w bańce? 22.07.09, 08:38
        > Może jednak powinniśmy dołożyć po prawej stronie zmienną o
        nazwie "zmiany
        > strukturalne"?

        Rozszyfrujesz kolejna brylke slowna ? Co to sa "zmiany strukturalne"
        i jak wplywaja na wzrosty cen? Moze masz na mysli bogacenie sie
        spoleczenstwa i zmiane ilosciowa w warstwach klasowych ? Ale to
        raczej zawiera sie juz w elemencie "wzrost plac" przy naliczeniu
        sredniej. Wybacz ale nie jestem tak "ksztalcony" jak Ty i dla mnie
        zmiany cen moga byc glownie wynikiem zmian zamoznosci spoleczenstwa
        a takze na krotka mete wzmozona akcja kredytowa ktora powoduje z
        kolei niedobor towaru na rynku ale moze wiesz cos wiecej i raczysz
        wytlumaczyc.

        Wez pod uwage ze nie akceptujemy wyjasnienia "wiem bo sie uczylem".

        > cena pobańkowa = cena przedbańkowa + wzrost płac*(lub infacji)


        Co to za gniot ? Uzywasz arytmetyki i mieszasz ja (blednie na
        dodatek bo przypomne Ci "informatyku" ze logika "lub" wymaga dwoch
        elementow) z logika ? Co to za twor ?



        > Ewentualnie jakie Wy macie wytłumaczenie dla charakteru
        wzrostów w latach
        > 2005-2007r? Jakoś nie widziałem, żeby ktoś tu się zmagał z tym
        tematem.


        ze uzyje cytatu z "Misia" - to idz do lekarza od oczu... akurat ten
        temat byl WIELOKROTNIE walkowany na forum
        • satorianus Re: Ile bańki w bańce? 22.07.09, 12:49
          > ze uzyje cytatu z "Misia" - to idz do lekarza od oczu... akurat ten
          > temat byl WIELOKROTNIE walkowany na forum

          I co wywałkowano? Czemu wzrosty w Polsce były raptowniejsznie niż Hiszpanii,
          USA, UK? Możesz odpowiedzieć jednym zdaniem na to pytanie?
          • steady_at_najx Re: Ile bańki w bańce? 22.07.09, 13:00
            Tak

            Superluzna akcja kredytowa, supernagonka w mediach, super hurra-
            optymizm "unia" i zwiazane z nia aspekty przereklamowanego wzrostu
            gospodaczego i wykupywania inwestycyjnego mieszkan.
            • satorianus Re: Ile bańki w bańce? 22.07.09, 13:07
              W innych krajach tego nie mieli?
              • Gość: oko Re: Ile bańki w bańce? IP: 167.236.248.* 22.07.09, 13:13
                dobrze to ja ci dokladnie rozpisze
                czynniki mozna podzielic na te globalne, dzieki ktorym banka bylaby porownywalna
                z tymi zachodnimi (bo tam dokladnie te czynniki ja powodowaly) i lokalne ktore
                bance dodaly skrzydel

                -obnizenie kosztow kredytu
                -rozluznienie polityki weryfikacji zdolnosci co znacznie poszerzylo potencjalna
                baze kupcow
                -presja wewnetrzna w bankach na dalszy wzrost sprzedazy kredytow

                do tego doszly czynniki lokalne
                -bum gospodarczy, to byl chyba najlepszy w postrzeganiu spolecznym okres
                gospodarczy polski po 89, co znaczaco polepsza optymizm konsumentow i przytlumia
                logike
                -psychoza i nagonka medialna czyli kto nie kupil przegral zycie, brakuje 3 mln
                mieszkan, a te ktore sa wam wykupia
                -spektakularny udzial inwestorow zagranicznych w zakupach, ktorzy na hiszpani
                dopiero sie uczyli ile mozna wyciagnac
                -ograniczona podaz
                -wyz demograficzny
                -popyt rolowany z lat ubieglych
                -pelne udostepnienie kredytow walutowych, duzo tanszych


                generalnie jest tego cala zyla
                kazdy z tych argumentow byl na tym forum juz przytaczany, opisywany i
                dyskutowany, my go znamy bo gdy czytamy staramy sie rozumiec tekst
                polecam sprobowac, naprawde zrewolucjonizuje ci zycie
                • satorianus Re: Ile bańki w bańce? 22.07.09, 13:20
                  Zadam Ci to samo pytanie co steadyemu. Który z wymienionych przez Ciebie
                  czynników (niby)lokalnych nie wystąpił w przypadku baniek w innych krajach? IMO
                  cały czas opisujesz lokalną materializację czynników globalnych, która nie była
                  ani dużo mozniejsza ani słabsza niż gdzie indziej. No może z CHF-ami bym się
                  zastanowił. Reszta - do kosza.

                  Zobacz najtańsze mieszkania w Warszawie!
                  • steady_at_najx Re: Ile bańki w bańce? 22.07.09, 13:39
                    Satorianus idac Twoim tokiem nieskonczonej ilosci pytac "a cio i
                    dlaciego" (quote from 50 cents) zadam Ci pytanie .


                    Co takiego jest w naszym kraju niezwyklego co powodowaloby ze spadki
                    w Polsce beda mniejsze niz w innych krajach ?
                    • satorianus Re: Ile bańki w bańce? 22.07.09, 13:57
                      > Co takiego jest w naszym kraju niezwyklego co powodowaloby ze spadki
                      > w Polsce beda mniejsze niz w innych krajach ?

                      To samo co spowodowało, że wzrosty były większe niż w innych krajach.
                      • Gość: oko Re: Ile bańki w bańce? IP: 167.236.248.* 22.07.09, 14:04
                        czyli co?

                        i teraz uwaga, bo bedziemy sie kulac ze smiechu
                        • steady_at_najx Re: Ile bańki w bańce? 22.07.09, 14:11
                          zgaduje ze ogromny glod mieszkan ??? :DD
                          • Gość: oko Re: Ile bańki w bańce? IP: 167.236.248.* 22.07.09, 14:46
                            a w temacie glodu mieszkan, taki artykul przeszedl nieskomentowany

                            gazetadom.pl/nieruchomosci/1,73497,4999857.html

                            no popyt to my mamy utajony taki ze lochooooo
                            • satorianus Re: Ile bańki w bańce? 22.07.09, 16:49
                              O. Jak miło, że linkujesz te badania. Zobaczmy co w nich siedzi.

                              Miejscowość powyżej 500tys

                              Mieszkający u rodziców w mieście
                              97-> 15%
                              99-> 20%
                              08-> 9,06%

                              Poza tym, że coś jest nie halo z danymi z 1997 to te własnie dane miały niby
                              świadczyć o tym, że w Polsce nie brakuje mieszkań. Czy rzeczywiście? Sprawa
                              komplikuje się gdy spojrzymy na liczbę najemców.

                              97-> 3%
                              99-> 3%
                              08-> 6.36%

                              Tak więc teoretyczny indeks gołodupców wygląda następująco
                              97%->17%
                              99%->23%
                              08%->15

                              N=1092, więc margines błędu na poziomie 3% przy poziomie istotności 0,95. W tej
                              sytuacji jest to ważne niestety ważne 3%. W każdym razie można ryzykować
                              hipotezę, że liczba gołodupców się zmniejszyła. Ale nieznacznie.

                              Co w takim razie z odpowiedziami "Dzielę(imy) mieszkanie z osobami nienależącymi
                              do mojego gospodarstwa domowego"? Tu jest ciekawie.

                              97->29
                              99->27
                              07-> 6

                              Imponujący spadek. Problem mieszkaniowy unicestwiony. Niestety jednak takie
                              porównywanie danych jest nieuprawnione metodologicznie i analityk lub osoba
                              pisząca raport(zwykle student) spieprzył sprawę a KSZ się cieszy. Co jest nie
                              tak i dlaczego te dane są niewiarygodne? Tymczasem pozostawiam to waszej
                              dociekliwości. :) Tu macie źródełka, żebyście się nie męczyli:


                              www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2008/K_039_08.PDF
                              www.cbos.pl/SPISKOM.POL/1999/K_090_99.PDF
                              • satorianus Re: Ile bańki w bańce? 22.07.09, 16:56
                                Wkleiłem poprzedniego posta do wątku z dyskusja pod artykułem z badaniami- ten
                                od oka. Proponuję nie mnożyc bytów i wypowiadać się na ten temat właśnie tam.
                                • satorianus Re: Ile bańki w bańce? 22.07.09, 18:49
                                  Jeszcze link. forum.gazeta.pl/forum/w,778,76734631,98150384,Refleksje_.html
                              • Gość: stefan Re: Ile bańki w bańce? IP: 212.76.37.* 22.07.09, 21:59
                                Oj duzo liczb zes machnal, naukowo zabrzmialo, dlugi wywod.
                                W sam raz na humaniste stawiajacego pierwsze kroki w naukach
                                scislych.
                                Ale, ale czy ja dobrze widze: uwazasz ludzi wynajmujacych mieszkanie
                                za niezaspokojony popyt na nabycie mieszkania - taki nawis popytowy ?

                                Oto pytanie: ludzie wynajmujacy biora kredyt i przeprowadzaja sie na
                                swoje. co sie dzieje z dotychczas wynajmowanym mieszkaniem ?

                                Znika?

                  • Gość: oko Re: Ile bańki w bańce? IP: 167.236.248.* 22.07.09, 13:53
                    latwiej odpowiedz a ktory wystapil, bo odpowiedz na to pytanie jest zaden
                    ale spoko napiszemy raz a dobrze i potem bedziemy ci linkowac wypowiedzi, wiec
                    praca na marne nie pojdzie

                    -bum gospodarczy,

                    bum byl wszedzie owszem (za wyjatkiem stanow, bo przeciez w ta banke wpakowali
                    nas prubujac sie wyciagnac z poprzedniego kryzysu), tyle ze skala istotnosci
                    tego bumu dla polski byla nieporownywalna
                    jesli nie wiesz, jestesmy krajem ktory po wejsciu do uni nadrabia zacofanie z
                    lat komunizmu
                    dla krajow europy zachodniej to byl jeden z wielu bumow gospodarczych w ostanich
                    50 latach, dla nas w dojrzalym kapitalizmie i w uni pierwszy
                    jesli uwazasz ze mozna to porownywac, to jak juz powiedziano zapraszamy do okulisty

                    -psychoza i nagonka medialna czyli kto nie kupil przegral zycie, brakuje 3 mln
                    mieszkan, a te ktore sa wam wykupia

                    jesli poronujesz spoleczny "glod mieszkan" na ktorym buduje sie psychoze z tym
                    zachodnim to znowu, okulista
                    dalej mamy kwestie wyrobienie i oswojenia ludzi z mediami komercyjnymi, na
                    zachodzie ludzie duzo lepiej rozumieja manipulacje medialne niz my


                    -spektakularny udzial inwestorow zagranicznych w zakupach, ktorzy na hiszpani
                    dopiero sie uczyli ile mozna wyciagnac

                    nigdy w historii eu nie bylo tak skomasowanego i zintensyfikowanego zakupu przez
                    zagranicznych inwestorow z bogatszych krajow
                    raz ze wzgledu na przepisy, dwa ze wzgledu na doswiadczenia z lat ubieglych
                    zdobyte wlasnie na takich inwestycjach, trzy ze wzgledu na plytkosc rynku,
                    cztery na jego niska relatywnie cene dla takich inwestorow, w przypadku zadnego
                    z krajow europy zachodniej ceny dla zagraniczne inwestora nie bylyby tak
                    stosunkowo niskie


                    -ograniczona podaz
                    jesli uwazasz ze zdolnosci dostowywacze podazy naszego rynku z calymi
                    procedurami administracyjnymi, planami zagospodarowanie itd mozna porownywac z
                    europa zachodnia i usa to wszyscy wiemy jaki lekaz


                    -wyz demograficzny
                    tu ewentualnie mozna dyskutowac, twierdze jednak ze mimo wszystko nasz wyz
                    powojenny, ktorego echem jest ta fala wyzowa, jest troche istotniejszy dla
                    demografii panstwa niz ten w UK, US, irlandii czy hiszpani (no chyba ze u nich
                    tez ruscy z niemcami urzadzali sobie charce i organizowali masowe obozy zaglady)

                    -popyt rolowany z lat ubieglych
                    no chyba nie chcesz porownywac infrastruktury polski z 2005 roku z ta w
                    ktorymkolwiek panstw zachodnich

                    -pelne udostepnienie kredytow walutowych, duzo tanszych
                    tu juz przynajmniej nie dyskutujesz, przy czym traktujesz ten czynnik jak jakis
                    malo istotny podczas gdy to byl chyba jeden z najwazniejszych powodow
                    o ile potanialo mieszkanie i o ile powieksza sie zdolnosc kredytowa gdy zamiast
                    srednio 6% placisz 3% odsetek rocznie w kredycie na 25 lat

                    do kosza, to co najwyzej jestes ty i twoje tzw myslenie
              • steady_at_najx Re: Ile bańki w bańce? 22.07.09, 13:33
                >W innych krajach tego nie mieli?


                W UK i Hiszpanii mieli unijny hurra
                optymizm "wciagu10latrownamyzzarobkamidouni" ?

                Swoimi pytaniami coraz bardziej obnazasz braki wiedzy....
              • poszi Intensywność bańki 22.07.09, 17:45
                > W innych krajach tego nie mieli?

                Polska nie była jeszcze rekordistą. Jeszcze większą bańkę mieli w krajach
                bałtyckich. Ceny w Rydze wzrosły z poziomu niższego niż w Warszawie do wyższego
                niż u nas. I założe się, że tam też się rozpisywano "o fundamentalnych
                podstawach wzrostu".

                Nie twierdzę, że w Polsce takowych nie było, ale większość wzrostu to efekt
                ogromnej akcji kredytowej. Nieprzypadkowo w Polsce i krajach bałtyckich akcja
                kredytowa rosła grube dziesiątki procent rocznie (w krajach bałtyckich to
                sięgnęło jeszcze bardziej monstrualnych rozmiarów). Kredyt bardzo potrafi wiele
                zmienić. Popyt to nie tylko sama potrzeba, ale też środki na jej zapewnienie.
                Luźny kredyt pozwala kupować osobom, których na to nie stać. Kredyt w CHF to był
                odpowiednik tych amerykańskich "liar loans" czy "teaser rates", sztucznego
                podniesienia zdolności kredytowej. To poszerzenie zdolności było dużo szersze
                niż na Zachodzie, gdzie nie było aż takiego gwałtownego wzrostu kredytowania.

                Do tego polski rynek jest płytki. Nie chodzi nawet o rynek pierwotny, który jest
                całkiem przyzwoity, ale o wtórny. Ludzie rzadko zmieniają mieszkanie, mało jest
                przez to ofert. Nawet jeśli zamiana mieszkania nie przynosi niczego netto (ot
                ktoś mieszka gdzie indziej, na jego miejscu mieszka kto inny), takie transakcje
                zapewniają płynność. Dużo trudniej np. w USA podbić przez to gwałtownie ceny,
                tam gdzie jest zawsze sporo ofert. Tak jak na giełdzie łatwiejsze sa szaleństwa
                na małych spółkach niż na dużych.

                Jest jeszcze mnóstwo przyczyn, które podawali w tym watku inni. Te 2 powyżej
                uważam za najważniejsze różnice w porównaniu z Zachodem.
                • satorianus Re: Intensywność bańki 22.07.09, 18:46
                  > Nie twierdzę, że w Polsce takowych nie było,
                  Ciesze się, że w końcu w czymś się zaczynamy zgadzać

                  Czyli Twoim zdaniem mamy dwa czynniki: płytkość i zdolność. No to żeby obronić
                  tezę o "fundamentalnych podstawach wzrostu" musimy odpowiedzieć sobie na dwa
                  pytania:

                  1. Czy rynek jest obecnie tak płytki jak był w 2005r?
                  2. Czy kryteria liczenia zdolności kredytowej wrócą w przewidywalnym czasie do
                  "korzeni" sprzed 2005r.

                  Na pierwsze pytanie chyba trzeba odpowiedzieć: "TAK". Kilkadziesiąt tysięcy
                  ofert w Warszawie to nie przelewki. Dziwię się, że piszesz, że ten rynek jest
                  płytszy od pierwotnego. Może chodziło Ci o to, że był płytki przed bańką?

                  Odpowiedź na drugie pytanie jest bardziej problematyczna. Myślę poza tym, że
                  powinniśmy szukać "normalnych" warunków kredytowania nie w 2005 i nie 2004r,
                  tylko wcześniej. To ciekawa sprawa, bo mało kto zauważa, że tanie kredyty weszły
                  na rynek sporo przed bańką. Kiedyś linkowałem do raportu RedNetu z 2005r. w
                  którym autorzy się dziwią, że raty już dawno poleciały na twarz a tu sprzedaż
                  idzie niemrawo i ceny też jakoś w miejscu. Możliwe więc, że występuje tu pewna
                  bezwładność. Tak więc powiniśmy przeanalizować warunki kredytowania w latach
                  2001-2003r. Jakie były i czy mamy szanse do nich wrócić? Według mnie jest to
                  możliwe tylko wówczas gdy wrócimy z inflacją i oprocentowaniem kredytów na
                  poziom z 2002r. W scenariuszu deflacyjnym - nie ma mowy. Pomoc:
                  stooq.pl/q/?s=wrpln3m&c=10y&t=l&a=lg&b=0
                  • satorianus Re: Intensywność bańki 22.07.09, 19:14
                    Jeszcze odnośnie płytkości. Skoro rynek jest Twoim zdaniem tak płytki i wrażliwy
                    na bodźce to czemu już pierwsze obniżenie tempa sprzedaży na jesieni nie
                    spowodowało spadków cen? Wtedy była to powszechna opinia, że szybko
                    rosło->szybko stanieje. Były do tego podstawy naukowe. Wykresy bańiek na innych
                    rynkach są przecież prawie symetryczne. Jak będzie wyglądał nasz Twoim zdaniem?
                    • Gość: oleg slowo do satora IP: *.spray.net.pl 22.07.09, 20:16
                      nie wlaczalem sie (z braku czasu) do tego watku, choc sam postulowalem, aby
                      skupic sie na bance.
                      duzo sensownych argumentow widze ze strony posziego, steady'iego, oko o reszty.
                      one maja duzy sens. trudno je w jakikolwiek podwazyc. niestety po raz kolejny
                      widze straszne jazdy na satora (sluszne, sluszne to prawda), ale mam propozycje
                      jak to zmienic.
                      Satorianusie, oddalem glos w ankiecie na Ciebie. Ale mam prosbe. Zamiast
                      zadawania 100000 pytan zastanow sie pls wczesniej nad mozliwymi odpowiedziami i
                      formuluj je prosze w bardziej konstruktywny sposob.
                      Rozumiem Twoj pkt widzenia i potwierdz, ze rozumiem dobrze. To ulatwi nam
                      dyskusje na tym forum. Oto co mysle:
                      Jestes osoba, ktora chce kupic mieszkanie. Ze wzgledu na banke (ewidentna, temu
                      nie sposob zaprzeczyc), ale tez jednoczesnie brak ewidentnych dowodow, na to, ze
                      peknie z wielkim hukiem zastanawiasz sie czy nadal zwlekac z zakupem. Zadajesz
                      pytania, ktore podwazaja teze iz banka predzej czy pozniej peka z hukiem i masz
                      racje dajac wyraz swoim watpliwosciom. Nie mniej jednak ze wzgledu na wrodzona
                      dociekliwosci i chec unikniecia ubrania sie w zakup nieruchomosci po b. wysokich
                      cenach szukasz potwierdzenia na tym forum swojej tezy. A jest ona taka. 50%
                      wzrostow cen nieruchomosci w Polsce w porownaniu do wskaznika ich dostepnosci
                      przed banka, czyli ratio srednia placa / koszt 1 metra to efekt dogonienia
                      ogolniepojetego poziomu cen i dostepnosci w EU.

                      z gory dzieki za wyjasnienia.
                      • satorianus Re: slowo do satora 22.07.09, 21:19
                        Sam bym tego lepiej nie ujął :) No może bym i ujął, ale ogólnie może być. Ale
                        myślę, że problem nie leży w tym że czasem bawię się 20 pytań. Rozpocząłem tę
                        zabawę po to, żeby punkt po punkcie doprowadzić tę dyskusję na właściwe tory.

                        Co do bańki to rzeczywiście nieco moja teza o "części fundamentalnej" jest w
                        dużej mierze intuicyjna. Ale... powiedz sam. Czy naprawdę wierzysz w to, że przy
                        certis paribus mieszkania w Warszawie będą za rok lub półtora kosztować
                        tyle co w 2004r + inflacja? Ja myślę, że cześć zmian dotyczących zarówno
                        polityki sektora finansowego jak i elementów psychologicznych i kulturowych tej
                        całej układanki jest po prostu nieodwracalna. Nie wiem czy jest to 5%, czy 50% -
                        tego chciałbym się dowiedzieć.
                        • Gość: oleg Re: slowo do satora IP: *.spray.net.pl 22.07.09, 21:39
                          dzięki za odpowiedz!
                          Odnosząc się do Twojego pytania. "mieszkania w Warszawie będą za rok lub półtora
                          kosztować tyle co w 2004r + inflacja?"
                          Z perspektywy wydarzeń (obserwuje je dokładniej tak od mniej więcej od końca
                          2007 roku) odpowiedz brzmi: "Nie sadze". W 2004 roku spłaciłem kredyt w euro,
                          kosztem wielu wyrzeczeń. Wtedy nie miałem zielonego pojęcia jak na kurs EUR/PLN
                          wpłynie przystąpienie do EU, o wielu rzeczach nie wiedziałem tyle co dzisiaj
                          (nigdy bym nie spłacał dodatkowego kapitału, tylko inwestował na gpw). Ale to
                          oczywiste, ze nikt nie ma szklanej kuli.

                          Ale ad rem, sa podstawy do tego, aby czekać na dalsze spadki. Ja jeszcze czekam,
                          sam chce zmienić na większe. Ale w swoim najbliższym otoczeniu mam first buyers
                          i o nich de facto martwię się najbardziej.

                          ps. czy u wszystkich mieszkających w wawie jest taka inwazja komarów? szlag mnie
                          już trafia, normalnie czuje się jak na Mazurach... wrrrr!
                        • maxgazeta.pl Re: slowo do satora 22.07.09, 21:52
                          "Czy naprawdę wierzysz w to, że przycertis paribus mieszkania
                          w Warszawie będą za rok lub półtora kosztowaćtyle co w 2004r +
                          inflacja?"

                          Jak juz chcesz blysnac znajomoscia trudnych slow to nie pisz z glowy
                          tylko je skopiuj i wklej. Ceteris paribus
                        • gorbibanki Re: slowo do satora 23.07.09, 08:56
                          Toć ślepy nie jestem i widzę, że spada wolniej niż rosło. Właśnie
                          dlatego straciłem cierpliwość. A teraz Cię zaskoczę. Udało mi się
                          wyrwać z typowo polskiego stereotypu, że im dom bliżej aglomeracji
                          tym lepiej. Liczy się czas dojazdu a nie odległość. I uwierz mi
                          znajdę coś fajnego w ciągu najbliższych 2 lat.
                          • satorianus Re: slowo do satora 23.07.09, 17:27
                            > czas dojazdu a nie odległość.



                            Niestety zawzwyczaj występuje ostra korelacja mięcy tymi dwoma czynnikami. :)
                            Rozważ okolicę Sochaczewa w taki razie - 50 minut do Centralnego i są ludzie,
                            którzy dojeżdzają. Ale dla mnie to już patologia... Ale skoro chcesz kupić duże
                            mieszkanie to czemu nie zastanowisz się nad gorszymi dzielnicami? Tam za 5k/metr
                            już spokojnie coś kupisz. A jeśli już dom to może szeregowiec wyszłedłby taniej.
                            W Lesznowoli Multi-Hekk(wiem, wiem...) sprzedaje po 3k/metr.
                            • gorbibanki Re: slowo do satora 24.07.09, 08:40
                              Jeśli chodzi o Lesznowolę jako jednostkę administracyjną to jest tam
                              taka miejscowość Wólka Kosowska. Wyobraź sobie, że jest tam
                              prześliczne osiedle domków. Takie małe miasteczko. Ceny najniższe w
                              okolicy i w ciągu dwóch lat jeszcze spadną. Dla mnie w sam raz.
                              Niestety bylibyśmy tam jednymi z nielicznych Polaków i tylko ja mam
                              prawo jazdy a do tanga trzeba dwojga. Musi być pociąg i koniec :)
                      • Gość: demaskator Re: slowo do satora IP: 217.98.20.* 23.07.09, 09:01
                        oleg mylisz się

                        Satorianus to zawodowy klepacz internetowy, dobrze wykonujący swoje zadanie: wprowadzanie niepewności u zainteresowanych rynkiem mieszkaniowym

                        Działa znacznie sprytniej niż wielu się tu pojawiających pracowników devów i tzw. inwestorów,
                        jego zasada działania: jestem za spadkami ale .....
                        • Gość: obserwator Re: slowo do satora IP: *.aster.pl 23.07.09, 09:07
                          Sator to przykład tłoka. Gdzieś coś przeczyta i zaraz się tym chwali na forum,
                          próbuje każdą teorię przełożyć na rynek mieszkaniowy, byleby tylko wszyscy
                          zobaczyli, że czegoś nowego się nauczył. Stąd tyle absurdalnych myśli nie na
                          temat. Takiego tłumana na żadnym forum jeszcze nie spotkałem.
                          • Gość: demaskator Re: slowo do satora IP: 217.98.20.* 23.07.09, 09:48
                            Mylisz się grubo
                            Sator to inteligentny agitator
                            • Gość: obserwator Re: slowo do satora IP: *.aster.pl 23.07.09, 09:52
                              Tak mówią zwolennicy teorii spiskowych lub ci z lekką paranoją. Przeczytałem
                              parę jego postów i widzę co to za koleś. Najbliżej prawdy jest steady.
                              • Gość: paranoik Re: slowo do satora IP: 217.98.20.* 23.07.09, 09:57
                                z teorii spiskowych zaś naśmiewają się zwłaszcza Ci, co spiskują.
                                nie wiele spraw naświecie dzieje się spontanicznie
                                • Gość: obserwator Re: slowo do satora IP: *.aster.pl 23.07.09, 10:03
                                  To ty sator? Po raz któryś z kolei piszesz "Ci" z dużej litery tam gdzie nie
                                  potrzeba. Czyżbyś starał sobie robić dobrą sławę na forum?
                                  • Gość: sator Re: slowo do satora IP: *.tpnet.pl 23.07.09, 12:07
                                    zdemaskowałeś mnie :-)
                    • poszi Re: Intensywność bańki 23.07.09, 03:11
                      > spowodowało spadków cen? Wtedy była to powszechna opinia, że szybko
                      > rosło->szybko stanieje. Były do tego podstawy naukowe. Wykresy bańiek na in
                      > nych
                      > rynkach są przecież prawie symetryczne.

                      Nie. Na ogół jest asymetria. Spada wolniej niż rośnie i spada mniej niż wzrosło
                      (za co odpowiada też w sporej mierze inflacja). Tak zachowywała sie klasyczna
                      bańka japońska.
                      www.statusireland.com/statistics/property-house-price-statistics-for-ireland/26/Japan-Urban-Land-Index.html
                      Teraz w USA sytuacja jest w zasadzie nietypowa, ale szybkość z jaką zareagował
                      rynek bierze się głównie ze sporej liczby foreclosures. Z tym w Polsce na razie
                      nie mamy do czynienia (a też i nie sądze, żeby banki tak się do tego paliły).
                    • Gość: oko Re: Intensywność bańki IP: 167.236.248.* 23.07.09, 09:42
                      bo glebokosc rynku nie ma wplywu na jego typ, a rynek pierwotny w polsce to
                      oligopol co powoduje oczywiste konsekwencje w temacie szybkosci i glebokosci
                      korekt dostosowawczych
                  • poszi Re: Intensywność bańki 23.07.09, 02:51
                    > > Nie twierdzę, że w Polsce takowych nie było,
                    > Ciesze się, że w końcu w czymś się zaczynamy zgadzać

                    Nigdy nie sądziłem inaczej. Zresztą w każdej nawet najbardziej szaleńczej bańce
                    są pierwiastki fundamentalne, zwłaszcza na początku.
                    Możesz poczytać wypowiedź Buffetta na ten temat, którą przywoływałem w 2006 roku:
                    forum.gazeta.pl/forum/w,106,50334651,50354966,Re_W_pazdzierniku_znowu_drozej.html
                    Od niepamietnych czasów na tym forum piszę, że "wartość fundamentalna" to ceny z
                    2004/05 roku plus wzrost płac.

                    > tezę o "fundamentalnych podstawach wzrostu" musimy odpowiedzieć sobie na dwa
                    > pytania:
                    >
                    > 1. Czy rynek jest obecnie tak płytki jak był w 2005r?
                    > 2. Czy kryteria liczenia zdolności kredytowej wrócą w przewidywalnym czasie do
                    > "korzeni" sprzed 2005r.

                    Ad 1. Nie rozumiem. Moim argumentem było to, że polski rynek jest płytszy niż na
                    zachodzie i dlatego ceny wzrastały szybciej. Nie porównywałem do 2005 roku. A
                    teraz bez wątpienia jest więcej ofert, wystarczy zobaczyć na licznik w stopce.

                    > ofert w Warszawie to nie przelewki. Dziwię się, że piszesz, że ten rynek jest
                    > płytszy od pierwotnego. Może chodziło Ci o to, że był płytki przed bańką?

                    Wcale tak nie piszę. Rynek wtórny jest większy od pierwotnego, ale na zachodzie
                    różnica jest sporo większa i więcej jest transakcji kupna/sprzedaży na rynku
                    wtórnym. W USA nawet teraz, w czasie ewidentnego kryzysu zmienia właściciela
                    4.5% domów/mieszkań rocznie na rynku wtórnym. W Polsce w 2007 to było niewiele
                    ponad 1% www.stat.gov.pl/gus/5840_724_PLK_HTML.htm
                    (być może część transakcji sie pod te dane nie łapie, ale to i tak w sumie było
                    na pewno nie więcej niż 2% zasobów mieszkaniowych szacowanych na 13 mln)

                    > Odpowiedź na drugie pytanie jest bardziej problematyczna. Myślę poza tym, że
                    > powinniśmy szukać "normalnych" warunków kredytowania nie w 2005 i nie 2004r,
                    > tylko wcześniej.
                    > na rynek sporo przed bańką. Kiedyś linkowałem do raportu RedNetu z 2005r. w
                    > którym autorzy się dziwią, że raty już dawno poleciały na twarz a tu sprzedaż
                    > idzie niemrawo i ceny też jakoś w miejscu.

                    Jeszcze w 2005 roku były spore marże i o kredyt nie było łatwo. Raty spadły, bo
                    spadły stopy procentowe (chociaż wcześniej i wtedy i tak większość kredytów była
                    w walutach). Tamte warunki kredytowe nie były wcale takie luźne, ale nie wiem
                    dokładnie, jak liczono zdolności kredytowe. W USA w "starych dobrych czasach"
                    kryterium prime było takie, że rata (rata kapitałowa + odsetki + ubezpieczenie
                    domu + podatki od nieruchomości) mogła stanowić maksymalnie 28% dochodów brutto
                    oraz wszystkie zobowiązania (te wymienione wcześniej plus inne zobowiązania
                    kredytowe) nie mogły stanowić nie więcej niż 36% dochodu brutto. Jako odsetki od
                    kredytu liczono stałe stopy na 30 lat (co w Polsce może być trudne do
                    porównania). W każdym razie takie kryterium + 10-20% wkładu własnego uważam za
                    "normalne warunki kredytowe". W czasie kryzysów warunki jednak bywają ostrzejsze.

                    > poziom z 2002r. W scenariuszu deflacyjnym - nie ma mowy. Pomoc:
                    > stooq.pl/q/?s=wrpln3m&c=10y&t=l&a=lg&b=0

                    WIBOR nie miał większego znaczenia. Praktycznie zawsze gruba wiekszość kredytów
                    była w walutach.
      • gorbibanki Re: Ile bańki w bańce? 22.07.09, 09:08
        Głupota, głupota i jeszcze raz głupota. Oto przyczyna wzorstów z
        ostatnich 2 lat. Ludzie zachłysnęli się wolnością kredytową. Głównym
        mottem tego narodu jest: "Jak dają to bierz, jak biją to uciekaj".
        Jak odwiedzałem rodzinny dom to słyszałem tylko: "No czemu nie
        bierzesz tego kredytu jak dają. Kup w końcu to mieszkanie bo później
        będzie tylko drożej".
        • satorianus Re: Ile bańki w bańce? 22.07.09, 10:21
          No właśnie. Wcześniej kredyt na 30lat był postrzegany jako nisamowity hazard
          dla desperatów, których nie stać na "normalny" kredyt spłacany w dającym się
          ogarnąć umysłem terminie. A Teraz? Normalka. Myślisz, że same czynniki
          ekonomiczne łatwo zmienią tę mentalność? Ja tak nie uważam. Sądzę, że już na
          zawsze pozostaniemy bardziej skłonni do zadłużania się. To jak z paleniem
          papierosów - łatwo zacząć, trudniej przestać. I to właśnie - między innymi -
          uważam za ten "nieodwracalny czynnik strukturalny", który nie pozwoli cenom
          spaść do realnych poziomów sprzed bańki.

          > Oto przyczyna wzorstów z ostatnich 2 lat

          Ale ja się nie pytam o przyczny wzrostów. Oko pisze o ich przebiegu- też nie
          zrozumiał pytania. Ja się pytam o to dlaczego poszło to tak szybko i mocno do
          góry. Czemu w 2 lata a nie w 5, 10?

          Jeszcze odnośnie domu - działki w okolicach Nadarzyna chodziły po 20-40zł/metr
          przed bańką, więc ich obecna "taniość" jest względna. Oko może tego nie
          wiedzieć, (bo mało było na ten temat artykułów na pierwszej stronie gazety :))
          ale działki podrożały 3x i więcej. W tym sensie wzrost był większy niż na
          mieszkaniach - na chłopski rozum jest większe ryzyko korekty.


          Oczywiście im mniej zapłacisz za działkę tym mniej stacisz. Ale myślałem, że
          mowa jest o w miarę nieuciążliwych okolicach Warszawy. A tu nie ma zmiłuj. BTW,
          gdzie ty tę działke po 125zł/metr widziałeś?
          • gorbibanki Re: Ile bańki w bańce? 22.07.09, 10:56
            A kto mówi, że jutro kupuję działkę. Przesiadłem się tylko z
            czekania na obniżki u developerów na czekanie na obniżki cen
            działek. A poza tym muszę sie najpierw w ogóle zorientować w temacie
            bo to dla mnie absolutna nowość.
          • Gość: oko Re: Ile bańki w bańce? IP: 167.236.248.* 22.07.09, 11:35
            wzroslo bo jak pokazala tabelka ktorej przeczytac nie potrafiles skok popytu
            2006 do 2007 wyniosl 50% (z 40 mld do 60 mld kredytow), na rynku ktory
            zasadniczo bardzo wolno dostosowuje sie do zmian i sa jednak mimo wszystko pewne
            bariery wejscia, wzmozenie popytu o 50% powoduje taki wlasnie efekt, zwlasza
            jesli o mieszkania w tym cyrku bija sie desperaci ktorzy wiedza ze jesli dzis
            nie wezma kredytu to w przyszlosci nie maja na to szans
            wszystko to podalane odpowiednim marketingiem i psychoza spoleczna slynne "kto
            nie kupil przegral zycie" i nie wiem kogo jeszcze dzis dziwi ze roslo jak roslo

            ano naszego wiejskiego glupka, ktorego zasadniczo dziwi wszystko
            • satorianus Re: Ile bańki w bańce? 22.07.09, 11:53
              > skok popytu 2006 do 2007 wyniosl 50%
              To jest opis zjawiska a nie wyjaśnianie przyczyn. Skoro popyt skoczył to
              skoczyły ceny jasne. Ale czemu tak nagle skoczył popyt?
              • Gość: oko Re: Ile bańki w bańce? IP: 167.236.248.* 22.07.09, 12:04
                dla inteligentnych ludzi jest, bo powody tego wzrostu znaja od dawna, ale ok
                tlumaczymy trzylatkowi dalej

                popyt skoczyl poniewaz globalny trend ekonomiczny poelgajacy na ekstensywnym
                luzowaniu ograniczen kredytowania, ktory potem przerodzil sie w globalny ped go
                gigantycznego zadluzania spoleczenstwa na niespotykana dotej pory w historii
                skale, spowodowal nawet w naszym kraju historyczne poluzowanie rygorow
                kredytowych poprzez drastyczne obnizenie marzy i zupelne ignorowanie
                racjonalnych systemow oceny zdolnosci kredytowej
                w rezultacie masa ludzi zdecydowala sie kredytowac bo tanio a pozostala bo byl
                to pierwszy raz (i ostatni) w ich zyciu kiedy mieli zdolnosc kredytowa

                o tym ze glownie dominaowali desperaci swiadcza dane ktore kiedy publikowala
                wyborcza wynikalo ze 90% kredytow udzielonych w 2008 roku bylo udzielona na 90%
                wartosci lub wiecej

                a teraz wyobraz co sie dzieje, kiedy marze wroca do starych poziomow, zdolnosc
                znowu bedzie liczona realnie, banki beda limitowac kredyty, a od nowego roku
                wejdzie wymog wkladu wlasnego
      • Gość: jarek Re: Ile bańki w bańce? IP: *.wroclaw.vectranet.pl 26.07.09, 09:33
        satorianus napisał:

        > Ewentualnie jakie Wy macie wytłumaczenie dla charakteru wzrostów w latach
        > 2005-2007r? Jakoś nie widziałem, żeby ktoś tu się zmagał z tym tematem.


        ceny wzrosły bo nastąpił wzrost popytu na który w danej chwili niemógł
        odpowiedzieć wzrost podaży.
        nawet jeśli kredytowanie niepowróci do poprzedniego poziomu do podaż sie
        zwiekszy i nastąpi powrót do starych wartości cena/pensja.
        pytanie tylko kiedy ?
        • satorianus Re: Ile bańki w bańce? 26.07.09, 15:03
          > do starych wartości cena/pensja.

          Według mnie stosunek cena/pensja jest oderwany od rzeczywistości. W przypadku
          rynku na którym 90% transakcji jest finansowanych kredytem dużo bardziej istotny
          jest stosunek rata/pensja.
          • Gość: oko Re: Ile bańki w bańce? IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.07.09, 17:49
            no i wlasnie sam sobie odpowiedziales skad sie wziela banka na cenach
            przy okazji znowu zaprezentowales to co wszyscy ci tu wytykamy,
            nieumiejetnosc logicznego myslenia ponad jeden krok logiczny
            bo widzisz nie jestes jedyny ktory tak kombinowal i kombinowal, za
            to najwyrazniej byl taki jeden co wreszcie wymyslil

            wykumal ze po co zabezpieczac kredyt realnym pokryciem w przyszlym
            dochodzie kredytobiorcy, skoro zabezpieczenie hipoteczne i tak
            bedzie warte wiecej niz kredyt (przeciez wszyscy wiedza ze
            nieruchomosci moga tylko drozec) wiec nawet przy wtopie po egzekucji
            odzyskamy wszystko
            zmieniono wiec limit rata/pensja z np 50% do 70%
            dzieki temu kowalski mogl pozyczyc efektywnie kwote 40% wieksza
            ale poniewaz ekonomia zna sposoby dostosowywacze na nagle
            zwiekszenie popytu wygenerowanego dodrukowanym pieniadzem przy
            ograniczonej mocy dostosowawczej podazy nastapila jedyna mozliwa
            reakcja, skokowy wzrost cen, i kowalski pomimo ze mial 40% wiecej
            kasy nadal mogl kupic takiej samej wielkosci dom

            co bylo dalej w tej historii juz wiemy, bo ogladamy to w naszym
            swiecie d okolo 2 lat
            relacja rata/pensja azeby byla pewna moze wynosic x i wiecej nie
            jak dlugo trzymalismy sie tej zasady jedynym sposobem na zwiekszenie
            swojej zdolnosci a wiec mocy nabywczej bylo tylko zwiekszyc pensje
            w latach 2006-2008 w polsce zaniechano stosowania tej zasady, co
            doprowadzilo jedynie do problemow z ktorymi borykamy sie dzis
            na ile pamietna lekcje z tego wyciagnie nadzor bankowy i czy w
            przyszlosci grozi nam ponowne luzowanie wartosci x nie wiem, ale na
            dzien dzisiejszy x jest wspolczynnikiem sztywno okreslonym i jedyna
            mozliwosc kreacji swojej zdolnosci to pensja
            tak wiec wskaznik cena/pensji jest jak najbardziej uzasadniony bo to
            pensja jest zmienna i nic nie wskazuje na to ze w najblizszym
            okresie sie to zmieni

            tak wiec dziecko dmuchanej mocy nabywczej postaraj sie czasem
            pomyslec troche dalej niz jeden krok w lancuchu przyczynowo-skutkowym
            wtedy moze zrozumiesz czemu koniec naszego rynku nieruchow jest juz
            dawno przesadzony, a jedyne co nas odroznia od stanu z roku 2005 to
            ze wkraczamy w kryzys a nie z niego wychodzimy, mieszkan jest spora
            nadpodaz a nie wzgledna rownowaga, 2 mln ludzi wyemigrowalo, na
            studia wchodza nize, a wyze z ostatnich lat udupiono wlasnie na lata
            w bance, tymczasem moc nabywcza polakow w najlepszym przypadku
            poprawila sie waskiej elicie,
            na korzysc stanu z 2005 przemawia aktualnie jedynie powszechniejszy
            i latwiejszy technicznie dostep do kredytu

            ale w najlepszym razie to niweluje roznice w warunkach makro
            pomiedzy tymi latami
            • satorianus Re: Ile bańki w bańce? 26.07.09, 18:48
              A ty zaprezentowałeś co co zawsze, czyli umiejętność "zagadywania" argumentów
              długimi postami bez faktycznego odniesienia się do problemu. Podoba się to komu
              czy nie, kryzys czy nie kryzys, mieszkania były i będą kupowane na kredyt. A
              jeśli kredyt, to stopa inflacji i oprocentowanie determinują siłę nabywczą i
              przez to ceny mieszkań.
              • Gość: oko Re: Ile bańki w bańce? IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.07.09, 19:38
                tak, pod warunkiem ze liczy sie jak tak jak ty, na podstawie
                chwilowych wartosci
                ale taki wybitny statystyk jak ty z pewnoscia powinien wiedziec ze
                na podstawie danych historycznych da sie oszacowac srednia wartosc
                dla calego okresu i dlatego koniec koncow zawsze konczymy na pensji
                bo to ona roznicuje i powinna roznicowac w przypadku kredytow na 25
                lat i dluzej

                wiec przestan juz sie blaznic bo w tym watku to juz naprawde sie
                nudne sie stalo pokazywanie ci palcem twojej glupoty
                • satorianus Re: Ile bańki w bańce? 26.07.09, 20:03
                  > bo to ona roznicuje i powinna roznicowac

                  O tym to już decydują tylko banki. I niestety zazwyczaj przedkładają chwilowość
                  nad rozważania typu: "A co będzie, jeśli inflacja wyniesie 15%". To w kwestii
                  zdolności. Jeśli chodzi o decyzje kredytobiorców to niestety są jeszcze bardziej
                  krótkowzroczne i podstawowe znaczenie ma wysokość pierwszej raty. I to właśnie
                  decyzje kowalskiego kształtują rynek.
                  • Gość: oko Re: Ile bańki w bańce? IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.07.09, 21:10
                    i znowu jak sie nie obrocisz dupa z przodu
                    wlasnie z tego powodu ze rata, ze wzgledu na stopy procentowe, nie
                    jest wartoscia stala tym bardziej nie mozna z niej korzystac jako z
                    dobrego wskaznika bazowego do weryfikacji zdolnosci
                    wlasnie przez ta zmiennosc trzeba kredyt wiazac z dochodem, aby
                    kredytobiorca mial zapas ktory pozwala nadrabiac ewentualne trudne
                    chwile
                    i owszem byl u nas taki okres gdy banki przestaly sie stosowac do
                    tych zasad bezpieczenstwa
                    ale juz dostaly po dupie i pokornie do nich wrocily
                    i kowalksi moze sobie chciec ksztaltowac rynek i wydac 70% swoich
                    zarobkow na rate, ale od banku dostanie 4krotnosc rocznych zarobkow
                    i koniec

                    ja wiem ze ty desperacko chcesz udowodnic ze mieszkania dzis musza
                    byc drozsze z jakis wyimaginowanych powodow zmian systemowych
                    tyle ze tak nie jest, nasza zdolnosc kredytowa jest dokladnie taka
                    sama jak w 2005 skorygowana o wzrost wynagrodzenia, ktorego
                    wiekszosc polskiego spoleczenstwa przez ten okres nie miala,
                    a wiec wracamy dokladnie do marz z 2005 i nie zmienia tego bzdury
                    ktore to rozsiewasz
                    • satorianus Re: Ile bańki w bańce? 26.07.09, 21:31
                      > nasza zdolnosc kredytowa jest dokladnie taka sama jak w 2005
                      Czyli jest to sama zdolność, która rozkręciła wzrosty, tak? Plączecie się, oko...
                      • Gość: oko Re: Ile bańki w bańce? IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.07.09, 22:18
                        tak dokladnie ta, tyle ze napakowana do granic absurdu sterydami w
                        postaci kretynsko rozluznionej polityki kredytowej

                        cos jeszcze wytlumaczyc?
                        • satorianus Re: Ile bańki w bańce? 27.07.09, 17:17
                          > cos jeszcze wytlumaczyc?

                          Wytłumacz dlaczego w jednej Twojej chwili dla Ciebie warunki kredytowe z 2009r
                          są równe tym z 2005r, a już w następnej chwili wycofujesz się z tej tezy
                          pustosłowiem. A może mamy takie same warunki jak dwa lata temu, co? Mamy?
                          • Gość: oko Re: Ile bańki w bańce? IP: *.ssp.dialog.net.pl 27.07.09, 17:46
                            nigdzie sie nie wycofalem, napisalem dokladnie to samo tylko tak
                            jakby pisal dla debila, ale jak widac po twojej reakcji ty nadal nie
                            potrafisz tego zrozumiec co ewidentnie swiadczy ze zrozumienie tego
                            lezy po prostu poza granicami twoich zdolnosci umyslowych

                            • satorianus Re: Ile bańki w bańce? 27.07.09, 18:43
                              Ależ potrafię zrozumieć, ale tak się składa, że zdolność z 2005r była całkiem
                              wysoka i rozkęciła bańkę. Więc jeśli piszesz, że obecnie jest TAKA SAMA to
                              znaczy, że nadal jesteśmy w tym samym środowisku.

                              Jeśli w jednym poście piszesz, że zdolność jest taka sama w drugim, że jest to
                              ta sama zdolność, "tylko, ze spotęgowana" to oznacza to ni mniej ni wiecej, że:

                              1. a=b
                              2. a=b+c

                              I przy c != 0 zdania 1 i 2 są dla ciebie równoważne. I ty mnie zamierzasz uczyć
                              logiki? Zapultałeś się po prostu i nie chcesz się przyznać - tak samo jak
                              gorgibanki, który zapewne dzisiaj na śniadanie kupił w sklepie bułeczki zamiast
                              chleba bo jak mu się zeschną to mniej straci w przeliczeniu na jednostkę :)
                              Tyle, że on po tym niechlubnym występie wziął przynajmniej buzię w kubeł.



                              • Gość: oko Re: Ile bańki w bańce? IP: 167.236.248.* 28.07.09, 09:41
                                zdolnosc to efektywnie twoje zarobki przemnozone wskaznikiem ile mozna pozyczyc
                                jak juz dyskutowalismy docelowa bezpieczna wartoscia wskaznioka jest zakres
                                3,5-4 krotnosc rocznego wynagrodzenia, dla bardzo bogatych ten wzskaznik mozna
                                nawet jak widac po przykladzie twojej siostry podciagnac do 5

                                ale nadal
                                zdolnosc = dochody roczne x wskaznik

                                wg wszelkich norm sztuki bankowej wskaznik powinien byc wartoscia stala, tyle ze
                                w ostatnich latach u nas tak nie bylo
                                gwaltowny wzrost zdolnosci w latach 2006-2008 nie wzial sie ze wzrostu dochodu a
                                ze zmiany wartosci wskaznika z 3,5 na np 5,25
                                doskonale to widac w artykule ktory linkowalem do wypowiedzi o kredycie siostry
                                w zeszlym roku rodzina majaca 5k PLN brutto mogla pozyczyc 313k PLN dzis juz
                                moze 211k PLN, przy dokladnie tym samym dochodzie
                                czyzby w rok zmienila sie zdolnosc kowalskiego do oszczedzania
                                bzdura, zmienil sie a wlasciwie powrocic do regul sposob liczenia zdolnosci


                                zdolnosc jest i byla ta sama bo przecietnejmu kowalskiemu pensji nikt nie
                                podwyzal, to tylko sprytna inzynieria finansowa, ktora ze stalej w rownaniu
                                zrobila zmienna spowodowala wzrost zdolnosci
                                ale to jest sztuczny wzrost, prawdziwa zdolnosc, liczona z regulami sztuki,
                                nawet przez okres banki nie rosla

                                jesli nadal tego nie rozumies to ja juz ci nie pomoge
                    • satorianus Re: Ile bańki w bańce? 27.07.09, 11:16
                      > ale juz dostaly po dupie i pokornie do nich wrocily

                      No nie wiem czy tak bardzo wróciły. Dziś mam spotkanie w OF w sprawie lokat.
                      Przy okazji poproszę o parę symulacji kredytu. Zobaczymy ile spadła moja
                      zdolność, ale raczej nie więcej niż o 20%. Podoba Ci się to czy nie - "chwilowe"
                      kryteria są kluczowe tak samo dla banku jak i dla kowalskiego
                      • Gość: oko Re: Ile bańki w bańce? IP: 167.236.248.* 27.07.09, 11:30
                        po pierwsze pan z of to policzy ci to co chcesz zeby ci policzyl (ktos juz tu
                        linkowal bzdetne kalkulatory)
                        problem jest tylko potem dostac realnie ta kase do reki

                        i czy sie podoba to czy nie to regulacje w tym zakresie znajduja i beda dalej
                        precyzowane nie przez chwilowe kryteria ale przez rekomendacje KNF
                        wypadaloby znac tak podstawowe zasady tego rynku zanim bedziesz pletl kolejne
                        bzdury na jego temat
                        • satorianus Re: Ile bańki w bańce? 27.07.09, 17:11
                          Już wróciłem. Z ofertą na kredyt na wysokość 500% rocznych zarobków pary. Z
                          czterech banków. Jeśli wierzyć doradcy mamy więcej niż 90% szans na otrzymanie
                          takiej kwoty. Trochę mnie to zaskoczyło bo spodziewałem się mniejszej... Ale
                          skoro tak jest to, o jakim zaostrzeniu w ogóle mówimy?

                          A rekomendacje KNF? Cóż one takiego strasznego przyniosą? Wymóg wkładu własnego
                          dla i tak martwych kredytów walutowych?
                          • Gość: oko Re: Ile bańki w bańce? IP: *.ssp.dialog.net.pl 27.07.09, 17:40
                            buehheeheee
                            na kalkulatorze to se moge nawet 1000% krotnosc dochodow zrobic, a
                            jak pan z of mowi ze mieszkania bede tylko drozec to tez wierzysz?
                            powtarzam dostan promese od banku na ta kwote to pogadamy
                            bueheheeee
                            • satorianus Re: Ile bańki w bańce? 27.07.09, 18:30
                              W sumie to nie muszę sprawdzać. Tego konkretnie agenta poleciła mi siostra,
                              która w zeszłym miesiącu kupowała bliźniaka w Starych Babicach. Zarobki pary
                              15tys netto -> 1.2 mln kredytu, 100% LTV, Bank PKO SA, kredyt złotowy marża
                              2,5%. Transakcja już została sfinalizowana
                              • Gość: oko Re: Ile bańki w bańce? IP: 167.236.248.* 28.07.09, 09:29
                                oj chlopaku ty to w zyciu nie masz farta
                                wystarczy ze trzepniesz glupote i od razu caly swiat sprzysiega sie zeby ci udowodnic co potrafisz
                                tu masz policzona zdolnosc kredytowa przez expandera rzetelnie
                                wyborcza.pl/1,76842,6865465,Spadna_ceny__mieszkania_zaczna_sie_sprzedawac.html
                                pierwszy akapit
                                netto 3,5k PLN czyli brutto 5k PLN czyli rocznie 60k PLN
                                zdolnosc 211k PLN czyli UWAGA UWAGA 3,51 rocznych dochodow!!!

                                w przypadku twojej siostry zarobki brutto wynosza 21k PLN
                                jak sadzisz czy w ich przypadku koszty utrzymania wynosza ok 50% ich wynagrodzenia tak jak w przypadku rodziny majacej brutto 5k PLN
                                zarabiajacym duzo wiecej (7 srednich krajowych w przypadku siostry) ten wskaznik mozna podciagnac bo kto bogatemu zabroni ale my dyskutujemy o normalnej polskiej rodzinie 2+2 gdzie wlasnie dochod to ok 2 srednie krajowe
                                jakie sa realne mozliowosci kredytowe masz w artykule
                                razem z info jak sie zmienila zdolnosc
                                z 313k do 211k PLN, i juz masz odpowiedz gdzie sie podzial twoj popyt i jak bedzie wygladal trend cenowy w najblizszych miesiacach kiedy ceny beda musialy sie dopasowac do nowej zdolnosci
          • Gość: jarek Re: Ile bańki w bańce? IP: *.wroclaw.vectranet.pl 26.07.09, 23:13
            satorianus napisał:

            > > do starych wartości cena/pensja.
            >
            > Według mnie stosunek cena/pensja jest oderwany od rzeczywistości. W przypadku
            > rynku na którym 90% transakcji jest finansowanych kredytem dużo bardziej istotn
            > y
            > jest stosunek rata/pensja.

            nie,bo chodzi o koszty wytwożenia i o stope zwrotu z tej branży .
            stale niższa rata (do pensji) spowoduje że wiecej osób bedzie stać na mieszkanie
            ,zwiekszy sie popyt ale podaż niepozostanie na to obojętna itd. czyli wyrównanie
            nastąpi bo popyt sie dostosuje i niebędzie nierównowagi popytowo podażowej a
            stopa zwrotu z tej branży powróci do średniej.
            • Gość: jarek Re: Ile bańki w bańce? IP: *.wroclaw.vectranet.pl 27.07.09, 08:08


              > nastąpi bo popyt sie dostosuje

              oczywiście PODAŻ sie dostosuje.
    • Gość: oko wynajem a zakup IP: 167.236.248.* 23.07.09, 11:49
      jest jeszcze jeden istotny czynnik, ktory jakos nigdy do tej pory specjalnie sie
      nie przewijal w rozmowach, a moze w sumie okazac sie wazniejszy niz wszystkie
      nasze rozwazania teoretyczne

      a mianowicie stosunek ceny zakupu do ceny wynajmu analogicznego mieszkania

      na normalnym rynku, rata kredytu powinna oscylowac w okolicach ceny wynajmu
      porownywalnego mieszkania (w koncu co to za roznica czy wynajmujesz od
      wlasciciela czy od banku:-p) bo sa to substytuty tej samej funkcji uzytkowej
      tymczasem przy dzisiejszych cenach, czynsz najemny ktory mozna uzyskac nie
      wystarcza nawet na pokrycie czesci odsetkowej raty, a powiedzmy sobie szczerze
      rynek wynajmu dopiero zaczyna dostawac czkawki po tej ilosci mieszkan ktore
      aktualnie pojawily sie na rynku (publikowano juz na forum linki do 5 stron ofert
      wynajmu mieszkan w woli tołer czy banderii)
      biorac pod uwage jak drogi jest wynajem w stosunku do naszych plac, trudno jest
      mi sobie wyobrazic duza przestrzen do wzrostu czynszow (szczegolnie w sytuacji
      takiej konkurencji na rynku i juz znacznie mniej licznych rocznikow studenckich
      wchodzacych) i gdyby to nastapilo to znaczyloby przesuniecie bardzo duzej czesci
      spoleczenstwa do i tak juz duzej grupy ludzi zyjacych w warunkach ubostwa,
      generalnie jest to mozliwe fizycznie jednak spolecznie chyba by nie przeszlo

      tak wiec albo ceny mieszkan wyrownaja do czynszy albo czeka nas zmiana naszych
      narodowych przyzwyczajen i przerzucenie sie na wynajem

      dyskutowalismy w tym watku czy lepiej kupic 80m mieszkania czy 150 dom, a moze
      odpowiedz brzmi ani jedno ani drugie, tylko trzecia droga wynajac podobne 80m za
      2/3 raty kredytu

      tak wiem ze mentalnie nie jestsmy na to gotowi (na forum jest kilkoro ludzi
      ktorzy zakup planuja, ale nie pamietam chocby jedej osoby ktora traktowalaby
      wynajem jako pelnoprawna alternatywe, a jesli ktos wspomina o wynajmie to od
      razy slyszymy ze przeprowadzki ze wlasciciel wyrzuca itd. itd)
      tyle ze jesli jakims cudem ceny mieszkan nie wroca do sensownych poziomow (w co
      nie wierze) to czy sie podoba czy nie wybor bedzie:
      3k PLN za kredyt (plus remonty i inne koszty utrzymania nierucha) i 2k PLN za
      wynajem
      predzej czy pozniej ludzie wybiora tansza opcje, nie ma bata
      • Gość: oko Re: wynajem a zakup IP: 167.236.248.* 23.07.09, 12:10
        ps troche nie zwiazany z tematem ale skoro zrobilo sie z tego watek do
        generalnej dyskusji o RE to czemu nie

        zauwazyliscie ze lokaty bankowe znowu odbily z oprocentowanie, ciekawe czy to
        odosobnione przypadki, czy cos wiekszego jest na rzeczy i znajdzie to
        przelozenie na rynek hipotek
        • maxgazeta.pl Re: wynajem a zakup 23.07.09, 18:34
          A to przypadkiem nie efekt wprowadzania przez coraz wieksza liczbe
          bankow lokat "bezpodatkowych"?I wtedy na pierwszy rzut nomen omen:)
          oka wyglada jakby to bylo np. 7% a jest 6%,wiec bank placi odsetek
          tyle samo tylko klient nie placi podatku.
          • Gość: oko Re: wynajem a zakup IP: 167.236.248.* 24.07.09, 09:43
            odnosilem sie do lokaty z reklama z fajnym dogiem de bordo (wiem ze sie to
            inaczej pisze)
            oni mieli 6% a aktualnie widzialem reklame na 7%, reklamuja to jako lokate i nie
            ma info o bezpodatkowosci wiec wyglada ze jednak odbija

            coz musimy poczekac kilka tygodni i zobaczyc czy inni gracze zareaguja podobnie
            • maxgazeta.pl Re: wynajem a zakup 24.07.09, 17:36
              www.depozyty.getinbank.pl/jednodniowa7i4.html
              O tym mowisz?To wlasnie "bezpodatkowe" lokaty.Jakis czas temu ktorys
              sprytny DP albo ksiegowy ruszyl glowa,ze jest taki myk i od jakiegos
              czasu coraz wiecej bankow to wprowadza.
              "Maksymalna kwota jednej lokaty wynosi 14 000 zł (Klient może
              założyć jedną Lokatę Codzienną)" dobrze rozumiem,ze jedna osoba moze
              zalozyc tylko jedna lokate tego typu?Bo jesli tak to zmienili
              zasady,jeszcze 3 tygodnie temu nie bylo ograniczen co do ilosci tych
              lokat,z kolei w innych bankach sa zapisy,ze mozna miec np.7 lub 5
              lub bez ograniczen.
              No i czekam na riposte MF i zmiany w ustawie,bo nie sadze zeby
              patrzyli jak im kasa ucieka.
              • gldpc Re: wynajem a zakup 24.07.09, 20:10
                Dużo lepszym wyjściem od kilku miesięcy jest oferta Eurobanku.
                5 kont oszczędnościowych na 6,06% bez podatku (kapitalizacja codzienna) plus dowolna liczba lokat 7 dniowych na 6%.

                W Eurobanku praktycznie można złożyć dowolną kwotę na 6% netto (bez podatku).

                Więcej szczegółów na pl.biznes.banki lub forach bankowych.
              • Gość: oko Re: wynajem a zakup IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.07.09, 17:18
                nie, o tej 4miesiecznej ktorej reklama jest na banerze nad ta lokata
                ktora pokazujesz, w baner wmontowane jest video tej lokaty
                • maxgazeta.pl Re: wynajem a zakup 27.07.09, 20:12
                  Jakby czytali nasza rozmowe ;)
                  gospodarka.gazeta.pl/pieniadze/1,64791,6861617,_Lokata_Przebojowa__Getin_Banku__Chcesz_odsetki__Przynies.html
                  • satorianus Re: wynajem a zakup 27.07.09, 20:53
                    Noble Bank jest sporo lepszy w bezbelkowym wariancie. Minus jest taki, że trzeba
                    słupa na każde 100tys. Ale z pomocą rodziny da się zrobić :)
      • gorbibanki Re: wynajem a zakup 23.07.09, 12:38
        Wynajem o którym mówisz to bardziej kwestia wyboru a nie
        konieczności. Wyboru między wolnością a koniecznością mieszkania z
        rodzicami/teściami. Za wynajem trzeba słono płacić a u
        rodziców/teściów pokrywa się tylko koszty i można odkładać na wkład
        własny.

        P.S. Teściowa na razie jako tako gotuje więc będę zbierał dalej na
        wkład własny :)
        • Gość: pawstone Re: wynajem a zakup IP: *.suntech.com.pl 23.07.09, 12:46
          Jeśli teściowa tak dobrze gotuje to jest jescze inna opcja. Kup
          działkę pod budownictwo jednorodzinne i zbuduja bliźniaka jako dom
          jednorodzinny (w definicji domu jednorodzinnego mieści się dom
          czterolokalowy). Teściowie sprzedają mieszkanie, spłacacie część
          kredytu, teściowie do jednej połówki wy do drugiej. Potem przy
          dzieciach pomoc teściowych nie do przeceniania :)

          Pozdrawiam
      • pawstone Re: wynajem a zakup 23.07.09, 12:50
        > nie wierze) to czy sie podoba czy nie wybor bedzie:
        > 3k PLN za kredyt (plus remonty i inne koszty utrzymania nierucha)
        i 2k PLN za
        > wynajem
        > predzej czy pozniej ludzie wybiora tansza opcje, nie ma bata

        Tutaj jednak trzeba odliczyć cześć kapitałową od raty bo to jednak
        jest oszczędzanie. Aby prawidłowo porównać to trzeba od kwoty
        wynajmu odjąć czynsz a od raty kretdytu część kapitałową.
      • satorianus Re: wynajem a zakup 23.07.09, 17:00
        Podejmowałem ten wątek już dawno temu. Niestety bez większego odzewu. Stosunek
        rata/kwota wynajmu to klucz do bram oświecenia :) O Banderi to też ja pisałem, a
        nawet wklejałem zdjęcia. No dobra, dość tego chwalenia się :)


        > biorac pod uwage jak drogi jest wynajem

        Zazwyczaj pomagałem koleżankom ze studiów szukać mieszkania. Potem pomagałem
        szukać mieszkania Mojej. A potem szukałem także dla siebie. I tak od 10 lat.
        Dzięki temu mam jakiś tam ogląd tego rynku i mogę powiedzieć, że wynajem
        mieszkania w Warszawie jest dziś imprezą tańszą niż kiedykolwiek. Co mnie
        cieszy, bo aktualnie poszukuję mieszkania i z zadowoleniem dostrzegam, że za
        1300zł/msc można wynająć dwa pokoje w dobrej lokalizacji. To są de facto ceny
        sprzed ładnych paru lat i są tylko o 10-20% wyższe niż 10 lat temu!!!

        Jeszcze o Banderi i innych tego typu. IMO w Warszawie nie ma dużego rynku dla
        wynajmu nowych, wykończonych mieszkań(czytaj: droższych o 50% od innych).
        Zapewne inwestorzy czekają na tradycyjne wrzesieniowe ożywienie. Mogą się jednak
        przeliczyć, co z kolei oznacza koleją partię mieszkań do sprzedaży.
        • Gość: oko Re: wynajem a zakup IP: 167.236.248.* 24.07.09, 10:55
          nie sledze watku wynajmu aby moc sie wypowiadac tu o trendach, jesli masz wiedze
          to mozesz zrobic krotkie podsumowanie, nie zaszkodzi
          ale jak rozumiem "czynsze beda rosly az do nieba" jak jeszcze w grudniu
          opowiadal mareczek (bo ci co nie kupia wynajma)nie znajduje odzwierciedlenia w
          realiach
          pytanie czy widac jest efekt wchodzenia na rynek mieszkan z banki na wynajem?

          tak czy siak, w swojej wypowiedzi o limicie wartosci czynszu mialem na mysli ze
          my generalnie mamy wysoki wskaznik stosunku czynsz do pensji miesiecznej i
          jakkolwiek ceny moga fluktowac +-20% to na wzrosty 50% i wiecej nie ma miejsca
          bo by ludzie nagle zaczeli placic po pol albo i wiecej pensji za wynajem, a tego
          nikt nie wytrzyma


          a co by watek pociagnac, bo widze ze dla niektorych moje generalizacje byly
          troche mylace

          wiec jedziemy, analiza dla transakcji dzis (dzis zakup lub dzis wynajem)
          zalozenie to kredyt na 25 lat,
          w PLN, oproc. 7% sredni dla calego okresu kredytowania (5% Wibor +2% marza),
          w CHF, oproc. 5% sredni dla calego okresu kredytowania (3% Libor +2% marża),
          narzut kosztow wykonczenia na mieszkanie deweloperskie 1k PLN na metr
          efekt wartosci pieniadza w czasie pomijam bo bede ze soba porownywal wartosci
          pieniedzy zawsze w tym samym momecie

          białołeka
          mieszkanie 70m, wynajem 1500 PLN (nie licze czynszu dla spoldzielni)
          cena sprzedazy tam aktualnie deweloperska to ok 6k PLN, czyli calosc 420k PLN,
          wykonczenie 70k PLN, razem ok 500k PLN (10k na notariusz i inne oplaty)

          tak wiec rata kredytu
          PLN: 3,5k PLN, czesc odsetkowa bedzie wynosila mniej niz czynsz (1500 PLN)
          dopiero przy 206 z 300 rat
          pozyczajac 500k PLN, zwrocimy 1060k PLN, na koniec kredytu (pomijajac to ze
          budynek bedzie 30 letni etc, etc) konczymy z nieruchem wartym 500k PLN, pomijam
          rowniez koszty rementow ktore trzeba ponosci w trakcie

          w przypadku czynszu, odkladajac roznice pomiedzy rata (3,5k PLN) a czynszem
          (1,5k PLN) na nieoprocentowane konto konczymy po 30 latach z 610k PLN
          oszczednosci (i jednoczesnie nie ponosimy zadnych dodatkowych kosztow)

          wynik, minimum 110k PLN ZYSKU na wynajmie

          teraz zrobcie realne korekty
          oszczedzone przy czynszu pieniadze wkladam na lokate srednio 3%, kwota
          oszczednosci rosnie do 907k PLN,
          mieszkanie to min 50k PLN kosztow remontow + utrata wartosci mieszkania z tytulu
          banki + ze wzgledu na wiek to 200k PLN (nie sadze zeby 25 letnie mieszkanie na
          bialolece moglo wtedy realnie w dzisiejszej cenie kosztowac wiecej niz 300k PLN)
          czyli nasz nieruch bedzie efektywnie wart 250k PLN

          roznica na korzysc wynajmu 657k PLN

          teraz dla CHF
          zrownanie czesci odsetkowej z czynszem, rata 128
          oszczednosci bez odsetek 427k PLN, z odsetkami 635k PLN

          roznica na korzysc wynajmu 385k PLN


          jak widac na pytanie dom czy mieszkanie, odpowiedz brzmi wynajem:-)


          teraz kluczowe pytanie, na jakim poziomie ceny za mieszkanie kwoty te zaczna sie
          zjezdzac:
          w PLN
          przy cenie 3,5k PLN (zalozenia z poprzednich przykladow zachowane, czyli wartosc
          mieszkania 300k PLN minus 50k PLN na remont co daje 250k PLN) odsetkowane
          oszczednosci osiagaja 239k PLN tak wiec mamy wzgledna rownowage i zakup zaczyna
          byc korzystniejszy od wynajmu

          w CHF
          przy cenie 4,5k PLN (zalozenia z poprzednich przykladow zachowane, czyli wartosc
          mieszkania 300k PLN minus 50k PLN na remont co daje 250k PLN) odsetkowane
          oszczednosci osiagaja 243k PLN tak wiec mamy wzgledna rownowage

          to sa oczywiscie uproszczone obliczenia, moglem pewne rzeczy w nich pominac,
          ceny czynszu moga fluktuowac itd ale na dzis przy wyborze kupic czy wynajac,
          jesli dzis nie otrzymujesz ceny nizszej niz srednia rynkowa ofert pierwotnych w
          danej dzielnicy o 25% to wynajem raczej bedzie bardziej oplacalny
          czy ktos sie pokusi o estymacje dla innych dzielnic, bialoleke wzialem jako
          pierwsze, bo to chyba najrealniej wyceniona dzis dzielnica wawy

          • bd_007 Re: wynajem a zakup 24.07.09, 16:09
            > oszczedzone przy czynszu pieniadze wkladam na lokate srednio 3%,
            > kwota oszczednosci rosnie do 907k PLN, mieszkanie to min 50k PLN
            > kosztow remontow + utrata wartosci mieszkania z tytulu banki
            > + ze wzgledu na wiek to 200k PLN (nie sadze zeby 25 letnie
            > mieszkanie na bialolece moglo wtedy realnie w dzisiejszej cenie
            > kosztowac wiecej niz 300k PLN

            Widzę, że chcesz koniecznie pobić Slavko.Matejowica z "Excelowego"
            wątku - jesteś na dobrej drodze :-)

            Rozbawiła mnie zwłaszcza utrata wartości. Idąc Twoim tokiem
            rozumowania, to do wielkiej płyty sprzed 30 lat powinni teraz
            dopłacać, żeby ktoś to badziewie wziął :-)) A propos Białołęki za 30
            lat - ile wart był np. Ursynów 30 lat temu?
            • Gość: oko Re: wynajem a zakup IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.07.09, 18:01
              hmm
              no to pomyslmy
              dzis ten metr sprzedaja za 6k PLN
              wg mnie cena ta jest przeszacowana przynajmniej o 1k PLN na metrze z
              tytulu banki, cena rownowagi na bialolece to maks 5k PLN
              do tego dojdzie jeszcze wiek 25 lat dla bloku w tej technologi w
              ktorej buduja na bialolece oznaczac bedzie baardzo kosztowny remont
              to bedzie bilo rowniez bardzo w cene

              uwazasz ze gdyby magicznie w 3 kw 2010 pojawilyby sie oferty na
              25letnie mieszkania na bialolece w osiedlu typu derby to realnie
              chodzilyby za wiecej niz 250k PLN za 70m, bo ja watpie
              ale chetnie poslucham na ile ty bys je wycenil
              zmieniona wycene podstawimy do przykladu i zobaczymy co wtedy wyjdzie
              • bd_007 Re: wynajem a zakup 26.07.09, 21:38
                > uwazasz ze gdyby magicznie w 3 kw 2010 pojawilyby sie oferty na
                > 25letnie mieszkania na bialolece w osiedlu typu derby to realnie

                Nie mówimy o 25letnim mieszkaniu na Białołęce teraz, ale o 25 letnim na
                Białołęce za 25 lat. To bardzo duża różnica, której zdaje się nie dostrzegasz...
                Jak myślisz, w której dzielnicy infrastruktura ma szansę się bardziej poprawić w
                perspektywie 30 lat - na Białołęce, czy na Mokotowie? :)
                • Gość: oko Re: wynajem a zakup IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.07.09, 22:31
                  infrastruktura nie ma tu znaczenia, bo nie zmieni sie odleglosc od
                  centrum i nadal bedzie to najdalsze a wiec najtansze zadupie warszawy
                  do tego dodaj perspektywy demograficzne polski i potencjalny spadek
                  ludnosci, nawet wawy oraz jakosc wykonania tamtych osiedli i to na
                  czym je budowano i masz pierwszego kandydata do wyludnionych slumsow
                  powtarzam, nie wierze ze to mieszkania za 25 lat moze byc warte w
                  dzisiejszych pieniadzach wiecej niz 3,5k PLN, nawet biorac pod uwage
                  ulepszenie infrastruktury
                  • steady_at_najx Re: wynajem a zakup 27.07.09, 08:15
                    Dziwie sie Ci oko, ze jeszcze Ci sie chce ?

                    Czy nie zauwazyles jeszcze ze satorianus produkuje tylko glupie
                    wnioski i jeszcze glupsze pytania ? Naprawde chcesz tracic swoj czas
                    na jego edukacje ?
                    • Gość: oko Re: wynajem a zakup IP: 167.236.248.* 27.07.09, 09:23
                      stwierdzilem ze w sumie dobrze bedzie miec jeden watek gdzie wszystkie kwestie
                      teoretyczne beda od gory do dolu bedzie opisane, raz zrobie i bedzie spokoj na
                      przyszlosc gdy znowu ktos bedzie trolowal

                      a ze przy okazji znowu osmieszy sie kilka razy satora to w sumie tylko ekstra
                      bonus:-)
                      • satorianus Re: wynajem a zakup 27.07.09, 10:22
                        Na razie to ośmieszasz się sam pisząc, ze ta sama zdolność (ta z 2005r.), która
                        rozkręciła wzrosty teraz rozkręci spadki.
                        • Gość: oko Re: wynajem a zakup IP: 167.236.248.* 27.07.09, 11:24
                          napisze jeszcze raz, tak aby uposledzeniu umyslowo, tacy jak ty tez mieli szanse
                          zrozumiec

                          to byla ta sama zdolnosc, tylko spotegowana rozluznieniem polityki kredytowej tzn
                          jesli kowalski mial w 2005 dochod miesieczny 3k PLN to mogl pozyczyc wtedy maks
                          126k PLN
                          dwa lata pozniej niektore szalencze banki pozwalaly mu na te same 3k PLN
                          pozyczyc nawet 300k PLN

                          zdolnosc ta sama, tylko magia wskaznikow inna i inne zasady liczenia

                          wiem ze to dla twojego pracodawcy bolesna prawda ale dzis kowalski nadal ma 3k
                          PLN tyle ze znowu moze ze za nie dostac maks 126k PLN

                          zatoczylismy kolo i wrocilismy do miejsca startu
                          • satorianus Re: wynajem a zakup 27.07.09, 17:13
                            > zdolnosc ta sama, tylko magia wskaznikow inna i inne zasady liczenia

                            I Wibor o ładnych parę punktów mniejszy... Nie rozumiem jak możecie to ignorować
                            • Gość: oko Re: wynajem a zakup IP: *.ssp.dialog.net.pl 27.07.09, 17:42
                              bo niektorzy z nas wiedza ze wibor to takie magiczne cos co w czasie
                              ma wartosc ZMIENNA, dzisiejsze wartosci to chwilowa obnizka, ktora w
                              dlugim okresie nie utrzymaja sie, a poza tym jak juz tu mowiono,
                              przy poprawnie liczonej zdolnosci (nie jak ci pan z of liczy na
                              kalkulatorze) bierze sie oczekiwana srednia wartosc z okresu
                              kredytowania a nie z dnnia dzisiejszego
                              juz nawet szkoda na ciebie epitetow
                              • satorianus Re: wynajem a zakup 27.07.09, 18:47
                                > przy poprawnie liczonej zdolnosci

                                Szkoda, że jak na razie tylko Ty ją tak liczysz. Niestety tanie kredyty są
                                ciągle dostępne - przejdź się na jakieś forum kredytowe i zapytaj kto ostatnio
                                dostał i ile. Myślę, że odpowiedzi mogą Cię zaskoczyć. Co ty na to?
                                Rozstrzygniemy w ten sposób nasz mały spór "zdolnościowy" raz na dobre.
                                • Gość: oko Re: wynajem a zakup IP: 167.236.248.* 28.07.09, 09:44
                                  jest juz w jednym poscie, ale skoro sam sie prosisz
                                  tu jest gdzie expander oficjalnie liczy
                                  wyborcza.pl/1,76842,6865465,Spadna_ceny__mieszkania_zaczna_sie_sprzedawac.html
                                  ja tu widze jak byk 3,5 razy roczny dochod
                                  a na forum to ja sobie moge napisac ze mam veyrona tylko to nie sprawia ze to
                                  jest prawda
                  • bd_007 Re: wynajem a zakup 27.07.09, 10:08
                    > infrastruktura nie ma tu znaczenia, bo nie zmieni sie odleglosc od
                    > centrum i nadal bedzie to najdalsze a wiec najtansze zadupie
                    warszawy

                    Rozumujesz w perspektywie 2 miesięcy, a nie 30 lat. Za 30 lat coś
                    takiego jak bliskość centrum może nie być żadnym ważnym atutem, a
                    nawet może być wadą (telepraca itp).

                    Jeszcze a propos Twoich obliczeń - racz pamietąć, że rata kredytu
                    jest nominalnie stała (płacisz teraz 2000 zł i za 30 lat też 2000
                    zł). Czy uważasz, że wynajem przez 30 lat też się nominalnie nie
                    zmieni?

                    Żeby było jasne - nie jestem miłośnikiem Białołęki i nawet nie biorę
                    pod uwagę tej lokalziacji przy szukaniu tam mieszkania - bo szukam
                    mieszkania dla siebie i na teraz. Gdybym jednak szukał pod
                    inwestycję w perspektywie 30 lat, to miałbym zupełnie inne kryteria
                    wyboru mieszkania i dzielnicy.
                    • Gość: oko Re: wynajem a zakup IP: 167.236.248.* 27.07.09, 11:19
                      jesli za te 25 lat bliskosc do centrum nie bedzie czynnikiem roznicujacym cene
                      ze wzgledu na teleprace to oznaczac bedzie ze bialoleka bedzie rownie korzystna
                      co np. lodz czy mszczonow lokacyjnie
                      w rezultacie szybciej nastapi splaszcze sie cen w dol, niz podwyzka tych o
                      najgorszej lokalizacji bo zakres rejonow stanowiacych realna konkurencje
                      znacznie sie powiekszy
                      tak wiec nadal nie widze zupelnie potencjalu wzrostowego bialoleki zwlaszcza
                      przy tej demografii ktora miec bedziemy miec za 25 lat i szybciej widze
                      bialoleke w wersji srednio zaludnionych slumsow warszawskich

                      odnosnie indeksacji wynajmu, to jest najtrudniejsza zmienna do oszacowania, bo
                      ceny wynajmu 2009 vs 2005 sa chyba calkiem porownywalne (tutaj satonarius moze
                      sie wypowiedziec bo ponoc sledzi rynek) a tak jak mowie perspektywy
                      demograficzne na najblizsze 25 lat niespecjalnie daja nadzieje na przestrzen do
                      wzrostow
                      ale nawet zakladajac wzrost czynszow to ten effekt mozesz wlasnie offsetkowac na
                      odsetkach od zaoszczedzonych na wynajmie kwotach

                      generalnie przyklad ktory przedstawilem to bardziej cwiczenie ramowe ktore mialo
                      przedstawic scenariuszu brzegowe i zachecic kazdego do weryfikacji czy aby na
                      pewno kupno to dzis zabawa ktora jest uzsadniona kosztowo, bo poki co nadal
                      wielu rodakom oplaci sie bardzo wynajac mieszkanie przez rok i poczekac na
                      dalsze obnizki niz dzis pakowac sie tylko dlatego ze dewy laskawie obnizyli o
                      kilka procent
                      ja rozumiem ze polacy wola miec wlasnosc ale przy dzisiejszych cenach jest to
                      przynajmniej na rok, dwa ekonomicznie nieuzasadnione

                      odnosnie ostatniego akapitu w pelni sie zgadzam
                  • satorianus Re: wynajem a zakup 27.07.09, 11:08
                    Ciekawe co ludzie mówili na ten sam temat 25, 30 lat temu kiedy Kabaty były te
                    facto uroczą wsią na której dało się kupić kawał pola za równowartość kilku
                    pensji. A jeszcze jakieś 10 lat temu mój znajomy po długich namysłach zdecydował
                    się nie kupować za 100tys zł działki na Skoroszach, bo: "To przecież zadupie i
                    kto by tam chciał mieszkać". Możesz mi wyliczyć za jaki czas wrócimy do takich cen?
                    • Gość: oko Re: wynajem a zakup IP: 167.236.248.* 27.07.09, 11:26
                      a ludzie w japonii po 20 latach splacania nieruchow nadal maja kredyt wiekszy
                      niz dzisiejsza wartosc lokalu
                      jednostkowy przyklad o niczym nie swiadczy, szczegolnie oderwany od
                      rzeczywistosci ekonomicznej

                      a jesli uwazasz ze warszawa jeszcze urosnie to czemu nie inwestujesz w tereny w
                      okolicach mszczonowa, za 10 lat bedziesz mial majatek
                      • satorianus Re: wynajem a zakup 27.07.09, 19:21
                        A kto Ci powiedział, że nie inwestuje. Mam pół hektara za Sochaczewem. Kupione
                        pół roku temu za cale 15tys od rolnika przepijającego resztę majątku. Taki mały
                        prywatny fundusz emerytalny. Niech sobie leży W krajach starej Unii zasięg
                        aglomeracji sięga nawet 100km - tutaj infrastruktura ma decydujące znaczenie, bo
                        to nie problem przejechać tyle do pracy pociągiem klas TGV lub samochodem po
                        autobanie.

                        Ty zapewne masz tutaj na myśli opracowania w których wykazywano, że po
                        uwzględnieniu inflacji wartość nieruchomości zasadniczo nie zmienia się w
                        czasie, prawda? Sam jakiś czas temu linkowałem na tym forum artykuł o chyba
                        najsłynniejszej analizie tego typu w której badano ceny kamienicy w centrum
                        Amsterdamie na przestrzeni 400 lat (niezły zakres :). Ale problem w tym, że po
                        400 latach tak naprawdę ta kamienica nie zmieniła swojego statutu - bliżej
                        centrum być nie mogła :) Natomiast idę o zakład, że wartość ziemi w promienie 50
                        km od niej wzrosła bardziej niż znacząco. Oczywiście mamy tu problem z tym, że
                        jest to impreza często naprawdę długoterminowa i nie ma się co napalać na
                        szybkie zyski. Dlatego ja moje ynwestycje grunta na zadupiach(ciut ich mam
                        oprócz tego Sochaczewa) traktuję raczej jako inwestycje na starość. Poza tym
                        prześladuje mnie wizja wirtualnych biur jako dominującej formy pracy umysłowej.
                        A wtedy to już wuj- wszyscy wrócimy na wieś :) To jeden z możliwych scenariuszy
                        zmian migracyjnych, których żaden z Was, geniusze nie wymyślił. Ponieważ żaden z
                        Was nie jest przy tym z KSZ to go niestety nie użyłem. :( Nudni i wtórni
                        jesteście w tych wizjach. Same mniej lub bardziej przekształcone i
                        zradykalizowane wizje posziego i Macierzyńskiego i zero inwencji własnej.
                        • Gość: oko Re: wynajem a zakup IP: 167.236.248.* 28.07.09, 09:50
                          twoja kasa, twoje dzialki
                          ja w to nie wierze (bo w przypadku perspektywy lat nastu rozmawiamy wiecej o
                          wiarze niz wiedzy)
                          ale kazdy z nas ma prawo w tej kwestii do wlasnej opinii
          • satorianus Re: wynajem a zakup 24.07.09, 16:41
            Myślę, że rozsądniej jest robić takie kalkulacje biorąc pod uwagę rynek wtórny i
            nie ceny średnie, ale minimalne. A w ogóle to sprawa jest jasna - kupno opłaca
            się wtedy, gdy mieszkanie drożeje tempie inflacji- wtedy pokrywa Ci mniej więcej
            część odsetkową. W innych przypadkach - jest kiepsko. A teoretyczny dochód z
            wynajmu ważny jest przecież również w przypadku kupców, którzy pierwotnie wcale
            nie planują wynajmować. Zawsze trzeba mnieć plan na czarną godzinę, który
            powinien zakładać, że w razie Niemca mieszkanie samo będzie się spłacało.

            Ps: Odnośnie jeszcze cen minimalnych dodam, że również w przypadku rynku
            wtórnego mogą służyć za dużo lepszy miernik niż "zwykła" średnia czy inna mediana.
            • Gość: oko Re: wynajem a zakup IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.07.09, 18:08
              ceny rosna, owszem
              ale mieszkanie to nie antyk, z wiekiem jego wartosc spada, nawet
              jesli wartosc nowego odpowiednika rosnie, stad w mojej wycenie
              obnizka wartosci raz ze wzgledu na wiek, dwa na wciaz jeszcze
              przeszacowane ceny, ktore wg dlugim okresie rownowage znajda nizej o
              przynajmniej 1k PLN na metrze, co tez musi obnizyc ceny mieszkan
              uzywanych
              za 25 lat nikt nie bedzie pytal za ile kupiles i czy przypadkiem nie
              przeplaciles wtedy aby ci co to teraz zrekompensowac
              • Gość: jacek na parkingu przed lottniskiem w Dubaju porzucono IP: 119.63.64.* 27.07.09, 12:33
                ponad 3 tysiace luksusowych samochodow - kilka lat banki
                nieruchomosci konczy sie wlasnie wielka klapa - i wielu "inwestorow"
                nie ma z czego splacac kredytow na kolejne conda, liscie palmy i s-
                klassy - a ze Emiraty to nie Ameryka - wiec jak ktos nie
                splaca "islamic" kredyt to idzie na dlugie lata do ciupy

                niektorzy nawet dodaja jeszcze cieple od przeciagania przez
                terminale karty kredytowe - wykorzystane ma sie rozumiec do limitu -
                w schowku

                czasem na karteczce napisza, ze im przykro

                pewnie najbardziej im przykro wracac do Europy na golasa po kilku
                latach w raju - i oczekiwaniu na nastepne kilkanascie w jeszcze
                wiekszym raju
          • Gość: Adam Re: wynajem a zakup IP: 188.33.56.* 28.07.09, 20:44
            jedna ważna rzecz: jaka będzie siła nabywcza tych 907k za 30 lat? Załóżmy, że
            inflacja w tym okresie wyniesie średnio 3%.
    • satorianus Czyniki fundamentalne 27.07.09, 19:35
      Tak sobie myślę na temat tej mojej intuicji, która mi mówi, że część sławetnych
      wzrostów miała racjonalne i twarde podstawy, które niezależnie od kryzysów
      wszelkiej maści nie przeminą... No i wymyśliłem sobie dwa fundamenta póki co...
      A są nimi:

      1. maksymalny czas kredytowania
      2. skłonność do zadłużania się


      Pierwszy jest ekonomiczny ale sprytny. Przecież ten, jakże istotny czynnik nie
      jest uwiązany ani do zdolności, ani do oprocentowania, ani do marż kredytu.
      Niezaleznie od tego jeszcze 10 lat temu brało się kredyt na max 15 lat. Dzisiaj
      dożywocie to normalka i zdaje się, że ten model się przyjął i już z nami pozostanie.

      Drugi czynnik jest troszkę powiązany z pierwszym. Jest to pewna lekkość do
      brania kredytów wszelkiej maści jeśli tylko są dostępne. Jest to zachowanie
      społeczne i w pewnym stopniu zbiorowy nałóg i obawiam się, że tej postawy w
      ludziach nie da się prosto wygasić. Swego czasu linkowałem starą (2004 lub
      2005r) analizę w której analitycy się dziwią, że kredyty i pieniądz taki tani a
      ludzie nie kupują. I rzeczywiście - tanie kredyty były dostępne na półtora roku,
      dwa przed ostrą jazdą w górę i jakoś nic szczególnego się z tego powodu nie
      działo. W rzeczonym opracowaniu analitycy stwierdzili, że to zapewne wpływ
      bezrobocia, ale ja sądze, że na rzeczy było także to, że jako społeczeństwo
      generalnie nie byliśmy przekonani jeszcze to modelu życia na kredyt. Dziś już
      jesteśmy i niestety nie sądzę, żeby szybko nam przeszło.

      Co na ten temat sądzicie?
      • Gość: oleg Re: Czyniki fundamentalne IP: *.spray.net.pl 27.07.09, 21:16
        > 1. maksymalny czas kredytowania
        > 2. skłonność do zadłużania się

        mysle, ze te 2 powody sa mocno iluzoryczne i nie maja fundamentalnego uzasadnienia.
        Oto argumenty
        1:
        - mamy starzejące się społeczeństwo, wiec trudno zakładać, ze na rynku będzie
        coraz więcej młodych osób biorących kredyty na 50 lat. Ergo demografia, coraz
        mniej pierwszych, młodych kredytobiorców i mniejsze szanse, ze dług spłaca następcy.

        - mamy niewydolny system ubezpieczeń społecznych. Ja mam 34 lata i nie wyobrażam
        sobie brania kredytu, którego nie będę mógł spłacić w ciągu maksymalnie 10-15
        lat. Nie spodziewam się niestety, ze moje zarobki będą rosły aż do emerytury.
        Nie przy tej zmienności rynku.

        2:
        - jednorazowy wybryk natury (ostatnie ~ 10 lat zadłużania zachodu i te 5 u Nas)
        spowodowane tanim pieniądzem ma się ku końcowi. Na dzisiaj jest sztucznie
        przedłużona przez masowy dodruk nic nie wartych papierków, ale trzeba zwrócić
        uwagę, ze nic nie warte papierki nie przekladaja się na wzrost siły nabywczej i
        rozwój gospodarek - tutaj poszi może dać cały wykład na czym zrównoważony rozwój
        się opiera (na produkcji przede wszystkim).
        - spoleczenstwo powoli jest wydojone z kasy, ergo nie ma jej na dalsze kredyty
        (na ich splate). nawet majac taki system bankowy trudno w nieskonczonosc
        zwiekszac akcje kredytowa przy tych samych poziomach depozytow.

        Argumenty na temat wzietego kredytu w PEKAO SA same o tej trudnej sytuacji z
        kasa świadczą. Kiedys takich kredytów udzielało kilkadziesiąt banków. Teraz
        ostało się może 5-8. Niestety nie jestem teraz w stanie znalezc rankingu
        polskich bankow wzgledem ratio depozytow do kredytow, ale zwracam uwage, ze np.
        tutaj nauka poszla w las

        gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33204,6834772,_Zle_kredyty__gwozdziem_do_trumny_hiszpanskiej_gospodarki_.html
        • satorianus Re: Czyniki fundamentalne 27.07.09, 21:38
          1. Jeśli znowu sięgamy po argumenty długoterminowe to w sukurs mojej teorii może
          tu przyjść wydłużające się wciąż tzw. przeciętne dalsze trwanie życia. Będzie
          się ono wydłużać w sposób: a)naturalny, co edukacja, medycyna, higiena i takie
          tam, b) można spodziewać się dodatkowego kopa w związku z równaniem do Europy
          (patrz choćby na ratownictwo medyczne c) może dostać skokowego kopa w razie
          nadzwyczajnych odkryć medycyny(lekarstwo na raka na przykład). Im dłużej średni
          delikwent żyje tym dłużej będzie spłacał. Proste.

          2. Tutaj piszesz o bodźcach ekonomicznych, a ja miałem na myśli raczej styl
          życia, który nie zmienia się ot tak. Ale rzeczywiście - tutaj trudno się spierać.
          • Gość: oleg Re: Czyniki fundamentalne IP: *.spray.net.pl 27.07.09, 21:50
            Ad1. czyli dlugosc zycia. Oczywiscie, bedzie sie wydluzac w miare postepow (choc
            te sa dosc enigmatyczne dla mnie vide sluzba zdrowia etc). Ale sama dlugosc nie
            wystarcza, potrzebna jest jeszcze kaska, a tej wobec naszego ZUS'u i wynikow OFE
            trudno oczekiwac w nadmiarze. Oczywiscie sam argument dot. wydluzania sie wieku
            jest sluszny, acz nie wystarczajacy jako sam. Nie jestem przekonany rowniez, czy
            przeklada sie on (ten wiek) na wydluzenie aktywnosci zawodowej. W Polsce
            zakladam, ze na pewno nie, ale nie wiem jak dalej na zachod od Odry i Nysy...

            Konczac na dzisiaj dodam jeszcze jedna wazna imho rzecz. Oczywiscie moze byc
            tak, ze wszystkie racjonalne argumenty sa na nic. Bo rzeczywistosc nijak do nich
            nie chce sie dopasowac (banka na rynku RE, wczesniejsza banka na GPW, problem
            opcji - w ostatnim wywiadzie Pawlak szacuje na okolo 50 mld (sic!!!) pln) etc.
            To sa rzeczy, ktore nie powinny sie wydarzyc, a jednak sie wydarzyly. Zatem moze
            byc rownie dobrze tak, ze nienormalne zachowania na rynkach przeciagna sie na
            nastepne 10 lat (a taki horyzont przynajmniej mnie interesuje) i cale nasze
            dywagacje tutaj niczym krew w piach.....
            • satorianus Re: Czyniki fundamentalne 28.07.09, 01:56
              > przeklada sie on (ten wiek) na wydluzenie aktywnosci zawodowej
              W dużym skrócie- przekłada się :) Co wiecej- będzie musiał przekładać się
              jeszcze bardziej. Wspomniane przez Ciebie starzenie się społeczeństw i
              pogarszająca sie kondycja finansowa systemów emerytalnych wymusi przesunięcie
              wieku emerytalnego w stronę 70-tki, a może i dalej... Przecież im dłużej emeryt
              żyje tym więcej emerytury pobiera. A tutaj dwa, trzy lata różnicy są w stanie
              wywrócić do góry nogami cały system.

              Zresztą kasa nie ma tu aż takiego znaczenia bo i tak według tablic wymieralności
              przeciętny trzydziestolatek biorący kredyt na 30+ lat ma spore szanse, żeby nie
              dożyć końca spłaty. I banki o tym doskonale wiedzą, ale wychodzą ze słusznego
              założenia, że to nic nie szkodzi, skoro mieszkanie będzie wtedy w większej
              części spłacone... Co nie subprime, gdzie ludzie oddawali klucze oo zapłaceniu
              kilku/kilkunastu rat.
              • Gość: spec Re: Czyniki fundamentalne IP: *.aster.pl 28.07.09, 21:55
                > > przeklada sie on (ten wiek) na wydluzenie aktywnosci zawodowej
                > W dużym skrócie- przekłada się :) Co wiecej- będzie musiał
                > przekładać się

                Jakieś twarde dane? Link?
                Dość naiwnie wnioskujesz. Weż pod uwagę, że wydłużenie przeciętnego
                trwania życia w ostatniach 20-30 latach wynikało w dużej mierze ze
                spadku śmiertelności niemowląt i małych dzieci.

                Natomiast patrząc na kondycję zdrowotną obecnych pokoleń
                (powszechne alergie/astma/otyłość/siedzący tryb
                życia/zanieczyszczenie środowiska/niska jakość żywności/etc)
                obawiam się, że w niedługiej przyszłości może się okazać, że
                przeciętny czas trwania życia zamiast się wydłużać będzie się
                obniżać. Poza tym wraz z degradacją zdrowotną obecnych pokoleń
                postępującą wskutek pogarszających się warunków środowiskowowych
                możemy zapomnieć o wydajnym pracowaniu w wieku 60lat+.
                No chyba, że postęp medycyny przyjdzie nam z pomocą, ale patrząc w
                jakim kierunku podążają koncerny medyczne (więcej komercyjnych
                paraleków, mniej R&D) mam co do tego pewne wątpliwości.
                • Gość: oleg Re: Czyniki fundamentalne IP: *.spray.net.pl 28.07.09, 22:53
                  > > > przeklada sie on (ten wiek) na wydluzenie aktywnosci zawodowej
                  > > W dużym skrócie- przekłada się :) Co wiecej- będzie musiał
                  > > przekładać się
                  >
                  > Jakieś twarde dane? Link?

                  to jest tylko teza: ceny nieruchomosci beda drozaly wraz ze wzrostem dlugosci zycia.
                  troche smieszne, a troche straszne... no, ale dlugo to nie potrwa, bo jak wiesc
                  gminna mowi zaraz po EURO2012 zaglada nas czeka :)
                  • satorianus Re: Czyniki fundamentalne 29.07.09, 01:31
                    Nie przesadzajmy od razu. Raptownego wydłużenia okresu kredytowania z tego
                    powodu nie będzie. Ale obecne poziomy być może dzięki temu uda się zachować.

                    Chociaż taki lek na raka mocno mógłby trochę w tej kwestii zamieszać. Ale to
                    oczywiście tylko spekulacja - tak samo jak wszystkie analizy na kilkadziesiąt
                    lat do przodu. Równie dobrze moglibyśmy powiedzieć, że będzie wojna i 80%
                    budynków w Wawie zostanie zburzonych. Niemożliwe? A zmiana systemu politycznego
                    30lat temu wydawała się możliwa? Dewaluacja waluty o kilkadziesiąt tysięcy procent?


                    Zobacz najtańsze mieszkania w Warszawie!
                • satorianus Re: Czyniki fundamentalne 29.07.09, 01:20
                  O! Specu! Witam.

                  > Jakieś twarde dane? Link?

                  tnij.org/dw8x
                  > Dość naiwnie wnioskujesz. Weż pod uwagę, że wydłużenie przeciętnego
                  > trwania życia w ostatniach 20-30 latach wynikało w dużej mierze ze
                  > spadku śmiertelności niemowląt i małych dzieci.

                  Te zmienne są kontrolowane i uwzględniane przy sporządzaniu tablic
                  dalszego trwania życia. www.rp.pl/temat/84097.html Miłej lektury.
                  Na przyszłośc może raczej wróć do wklejania swoich oczekiwań bo w bardziej
                  specjalistycznych klimatach Ci najwyraźniej nie wychodzi.

                  > Natomiast patrząc na kondycję zdrowotną obecnych pokoleń

                  Ble, ble ble. Prezentujesz popularny stereotyp głoszący że 10, 20, 30lat temu to
                  dopiero było zdrowo i ludzie długo żyli... Z gorszą profilaktyką zdrowotną, 2x
                  większą liczbą palaczy, powszechnym alkoholizmem, jeżdząc samochodami ze strefą
                  zgniotu kończącą się tuż za silnikem(126p). Zanieczyszczenie powietrza bez
                  katalizatorów, filtrów na kominach i norm emisji też pewnie było niższe? No w
                  latach 80' to dopiero była moda na zdrowe odżywianie - jak byłem mały to jadłem
                  nie to co powinnienem, ale to co dostać...
          • poszi Dlugość kredytu 27.07.09, 22:20
            > delikwent żyje tym dłużej będzie spłacał. Proste.

            Ojej. Takie to proste. To teraz taki mały quiz. O ile możemy wcisnąć
            delikwentowi większy kredyt (przy tej samej racie), jeśli wydłużymy okres spłaty
            kredytu oprocentowanego na 7% z 30 do 60 lat?
            a) dwukrotnie
            b) o 50%
            c) o 9%

            Jeśli odpowiedziałeś c), to teraz powiedz mi, co to zmienia? Poza tym Kredyty na
            wiecej niż 30 lat się nie sprzedadza. To bardzo skutecznie odstrasza
            potencjalnych kupujących. W USA czy UK, marketingowcy nawet tego nie próbowali,
            tylko od razu walili z grubej rury oferując kredyty bez części kapitałowej,
            czyli efektywnie na nieskończenie wiele lat (ale tego nie podkreślali).

            Na szczęście, nawet jeżeli będziesz nas straszył wizją nieśmiertelnych zombie,
            to kredyt na nieskończenie wiele lat można przy tej samej racie, co na 30 lat
            udzielić nieco ponad 10% wiekszy. Zombie mają tylko 10% większą zdolność
            kredytową. Uff :)

            • satorianus Re: Dlugość kredytu 28.07.09, 01:24
              Raczej nie rozmawiamy tutaj o dalszym wydłużaniu okresu kredytowania, ale o
              utrzymaniu istniejących wartości. A warto zauważyć, że przed bańką nie brało się
              kredytów na tak długi okres. Czy po bańce znowu wrócimy do kredytów na max 15
              lat? Według mnie nie. I to jest właśnie ta fundamentalna zmiana o której rozmawiamy.


              Zobacz najtańsze mieszkania w Warszawie!
              • poszi Re: Dlugość kredytu 28.07.09, 03:40

                > Raczej nie rozmawiamy tutaj o dalszym wydłużaniu okresu kredytowania, ale o
                > utrzymaniu istniejących wartości.

                Rozumiem, że pisałeś o wydłużaniu życia tak zupełnie mimochodem?

                > ę
                > kredytów na tak długi okres. Czy po bańce znowu wrócimy do kredytów na max 15
                > lat? Według mnie nie. I to jest właśnie ta fundamentalna zmiana o której rozmaw

                Nie wrócimy pewnie do kredytów na 15 lat, chociaż ja bym nie przeceniał akurat
                tego czynnika.

                Na pewno upowszechnienie kredytów podniosło poziom możliwości nabywszych na
                wyższy poziom, chociaż ten kij ma dwa końce. Są granice zadłużania sie ludzi.
                Zadłużony po uszy nie kupi wiekszego. Zadłużony po uszy wypada z rynku, nie
                będzie już generował wzrostu.

                Poza tym już wielokrotnie pisałem przy okazji argumentów, że w Polsce poziom
                zadłużenia jest niski i że jeszcze sa wielkie perspektywy wzrostu, że w Polsce
                nie może być takiego zadłużenia jak w krajach bogatych. Kraje bałtyckie, które
                do tego sie prawie zbliżyły gorzko sie o tym przekonały. W biedniejszych krajach
                dużo większa częśc dochodu przeznaczana jest na podstawową egzystencję, czyli
                np. na żywność czy opał. Tego nie da się przeskoczyć. Po drugie niski wskażnik
                zadłużenia maskuje problem tego, że zadłużenie nie jest równomiernie rozłożone.
                Młode pokolenie (a tylko ono potrzebuje mieszkań) jest prawdopodobnie bliskie
                wysycenia kredytem. Na Zachodzie kredyty są powszechne we wszystkich grupach
                wiekowych, bardzo dużo jest kredytów niewielkich, częsciowo spłaconych. W Polsce
                jest bardzo niewiele stanów pośrednich. Albo ma się spory kredyt, albo wcale.

                Warto pamiętać, że wyższe ceny oznaczają też konieczność wyższej akcji
                kredytowej do utrzymania tego samego popytu w sztukach. Powrót do akcji
                kredytowej z 2005 roku, oznacza znaczny spadek popytu w porównaniu z tamtymi
                czasami.

                Sprawa się rozbija, co się bedzie działo na świecie i w Polsce. Jesli będzie
                "business as usual", to faktycznie na wielkie spadki nie ma co liczyć. Ale jeśli
                zaczął sie teraz długotrwały proces delewarowania (nawet jeśli w Polsce to
                będzie oznaczało li tylko ślimaczy wzrost zadłużenia), innymi słowy odwrotu od
                długu, to będzie to powtórka z Japonii.
                • Gość: oko Re: Dlugość kredytu IP: 167.236.248.* 28.07.09, 10:00
                  pytaniem fundamentalnym jest (a przyznaje ze tego nie wiem, bo wtedy zupelnie
                  sie nie interesowalem tematem) czy w 2005 kiedy istotnie okres kredytowania byl
                  krotszy (15 lat) zdolnosc byla liczona na mniej niz aktualnie
                  bo co z tego ze wydluzono okres kredytowania jesli zmiana wplynela tylko na
                  wysokosc miesiecznej raty a nie kwoty ktora mozesz pozyczyc
                  ktos pamieta empirycznie tamten okres?
                  • Gość: satorianus Re: Dlugość kredytu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.09, 13:34
                    Może Cie to zdziwić, ale wtedy, tak samo jak dziś skosunek raty do zarobków był
                    podstawowym wyznacznikiem zdolnośći. Więc tak, przykładała się na większą zdolność.

                    I daj spokój z tym 2005r. Tak naprawdę to wzrosty zaczęły się już 2004r.
                    • Gość: oko Re: Dlugość kredytu IP: 167.236.248.* 28.07.09, 15:29
                      podszywka?
                      • satorianus Re: Dlugość kredytu 28.07.09, 15:35
                        Nie, problem z logowaniem na Operze 3.0 :)
                        • Gość: oko Re: Dlugość kredytu IP: *.ssp.dialog.net.pl 28.07.09, 22:24
                          przestan wreszcie bredzic o stosunku raty do wynagrodzenia
                          rata jest zmienna w trakcie trwania umowy wiec wyliczanie na jej
                          podstawie czegokolwiek jest rownie wartosciowe co twoje wypociny tu
                          rata nie byla (za wyjatkiem banki ale wtedy praktycznie zadne zasady
                          nie obowiazywaly wiec to zadna wykladnia), nie jest i nie bedzie
                          wskaznikiem na podstawie ktorego liczy sie zdolnosc
                          tak wiec twoja wypowiedz, oprocz tego ze bzdurna i nieprawdziwa, nie
                          wnosi nic do dyskusji
                          • satorianus Re: Dlugość kredytu 29.07.09, 00:53
                            Ten spór jest nierozstzygalny dokąd będziesz twierdził, że aktualne kryteria
                            liczenia zdolności znasz lepiej niż same banki. Z ciekawości byłem dziś w PKO
                            SA. Dostałem oszacowanie zdolności WYŻSZE niż w lato zeszłego roku. Podałem te
                            same parametry co wtedy. I rata przekroczyłaby w tej opji 50% moich zarobków.
                            Cholery najwyraźniej jednak ciągle liczą w oparciu o ratę i zakładają niewielki
                            margines ryzyka. Może weź napisz do nich, że są głupi i nie powinni, co?

                            A tak na serio to już proponowałem Ci małe wyzwania, które może ostatecznie
                            rozstrzygnąć nasz spór. Co ty na to? Ty wybierasz forum i zadajesz pytanie, żeby
                            nie było potem, że się podszywam. Co Ty na to?
                            • Gość: oko Re: Dlugość kredytu IP: 167.236.248.* 29.07.09, 11:31
                              a wiesz jak wyglada wynagrodzenie osoby ktora ci taki szacunek robi
                              % od udzielonego kredytu, tak wiec co to za sukces ze ona ci policzy maksymalna
                              mozliwa zdolnosc (naciagajac przy tym wszystkie warunki brzegowe na maksa tak ze
                              nie ma szans ich spelnic ale o tym ci juz nie mowi)
                              tyle ze to nie znaczy ze taki kredyt realnie mozesz dostac
                              chlopaki z expandera podali wartosc co do ktorej poniekad gwarantuja ze kowalski
                              ten kredyt dostanie, wszystko ponad ta wartosc to juz INDYWIDUALNA decyzja banku
                              im wiecej zarabiasz tym wieksza szansa ze dostaniesz cos ekstra, ale nie wierze
                              ze kowalskiemu z 3,5k PLN na reke w rodzinie 2+2 ktokolwiek da wiecej niz 4x
                              roczny dochod

                              o jakim wyzwaniu mowisz?
                  • satorianus Re: Dlugość kredytu 29.07.09, 00:34
                    O rany. Pomyśl przez chwile. Twoja całkowita zdolność kredytowa(CZK) składa się
                    ze zdolności aktualnej (AZK) wynikającej z tego, że z obecnych zarobków jesteś w
                    stanie zapłacić obecną ratę i z "zapasu" na okoliczność wzrostu oprocentowania,
                    ryzyka utraty pracy, śmierci i innych takich. Tak więc

                    CZK = AZK + zapas

                    Skoro AZK to nic innego jak prosty stosunek rata/zarobki to mamy:

                    CZK = rata/zarobki + zapas

                    Wysokość raty jest odwrotnie proporcjonalna do okresu kredytowania. Dla
                    przykładu: 100tys w kredycie oprocentowanym na 6.5% na 15lat przełoży się na
                    ratę 871zł/msc. W kredycie na 30 lat będzie to 632zł/msc... I tyle. Jak to
                    mawiał mój profesor od logiki będzie tak "we wszystkich możliwych wszechświatach" :)

                    Empirycznie wygląda i wyglądało to tak samo. Idź sobie może do dowolnego banku i
                    każ policzyć zdolność na 5, 15 i 30lat to oduczysz się pisać bzdury.
                    • Gość: oko Re: Dlugość kredytu IP: 167.236.248.* 29.07.09, 11:34
                      pieknie piszesz, tylko w calych tych wypocinach zapomniales dodac, ze pomimo
                      tych wszystkich ograniczen jest jeszcze hamulec odgorny, ktory mowi ze wiecej
                      niz 3,5-4 krotnosc rocznych dochodow sie nie pozycza (przy krotszych okresach
                      kredytowania ten limit moze co najwyzej spadac)
                      tak wiec skoro zarobki pozostaly bez zmian, wskazniki maks kredytu wrocily do
                      standardowych wartosci to nie ma zadnego zwiekszenia zdolnosci
                      tyle w temaci bzdur
      • Gość: jarek Re: Czyniki fundamentalne IP: *.wroclaw.vectranet.pl 28.07.09, 08:13
        satorianus napisał:

        > Tak sobie myślę na temat tej mojej intuicji, która mi mówi, że część sławetnych
        > wzrostów miała racjonalne i twarde podstawy, które niezależnie od kryzysów
        > wszelkiej maści nie przeminą... No i wymyśliłem sobie dwa fundamenta póki co...
        > A są nimi:
        >
        > 1. maksymalny czas kredytowania
        > 2. skłonność do zadłużania się



        niestety z bulem musze chyba dołączyć do innych na tym forum.
        SOTARIANUSIE ,RZECZY O KTÓRYCH MÓWISZ BYŁY PODSTAWĄ WZROSTÓW ,MOŻE I ONE
        NIEPRZEMINĄ ALE MIMO TO NIEBĘDĄ ONA POWODOWAĆ DALSZYCH WZROSTÓW A JEDNYNIE
        OPÓŻNIAĆ POWRÓT DO STARYCH RELACJI CENA/PENSJA.
        DLACZEGO ?
        ANO DLATEGO BO CENY WZROSŁY PONIEWAŻ TRUDNO BYŁO DOSTARCZYĆ NA RYNEK W KRÓTKIM
        CZASIE DUŻO MIESZKAŃ .JEŚLI JEDNAK POPYT BEDZIE SIE UTRZYMYWAŁ DŁUŻEJ NA
        WIEKSZYM POZIOMIE TO PODAŻ SIE DOSTOSUJE I CHŁOPAKI ZACZNNĄ BUDOWAĆ WIECEJ .
        ROZUMIESZ CZY NIE ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka