Dodaj do ulubionych

Bajki na dobranoc

05.11.03, 21:04

Nad rzeczką, opodal krzaczka
Mieszkała kaczka-dziwaczka...
Obserwuj wątek
    • awee Brzechwa dzieciom.... 05.11.03, 23:51

      Klej

      Idzie klej i po kolei
      Napotkane rzeczy klei:
      Stołki, szklanki, filiżanki,
      Salaterki, wazy, dzbanki,
      Talerzyki, flaszki, miski,
      Garnki, wiadra i półmiski,
      Nawet ławki, nawet szafki,
      Nawet książki i zabawki.
      Już posklejał kuchnię całą,
      A tu ciągle mu za mało,
      Wysmarował w pół godziny
      Wszystkie kołdry i pierzyny,
      Cały dom się klei, lepi,
      A on chciałby jeszcze lepiej.
      Naraz wzięła go ochota,
      Co się rzadko komu zdarza,
      Że przykleił psa do kota,
      Kota zaś do kominiarza,
      Zlepił z sobą dwie kumoszki,
      Które miały jakieś sprawki,
      Szyld przykleił do dorożki,
      A burmistrza do sikawki.
      W mieście straszne widowisko.
      Z każdą chwilą coraz gorzej,
      Już się wszystkim lepi wszystko
      I odlepić się nie może.
      Już nie idzie nikt aleją,
      Posklejane lampy gasną
      I powieki tak się kleją,
      Że za chwilę wszyscy zasną.
      • ralston Re: Brzechwa dzieciom.... 06.11.03, 00:17
        A ja Ulaszkowi codziennie muszę bajkę "O Złotowłosej i trzech niedźwiedziach"
        zapodać. Inaczej spania nie ma.
    • poziomk Re: Bajki na dobranoc 06.11.03, 08:39
      Na moscie stal Japoniec
      I bajki koniec
      • ralston Re: Bajki na dobranoc 06.11.03, 08:41
        poziomk napisał:

        > Na moscie stal Japoniec
        > I bajki koniec
        >


        To najkrótsza bajka jaką słyszałem :) Ciekawe czy Ulka da się namówić na
        podmiankę? :)))
        • poziomk Re: Bajki na dobranoc 06.11.03, 11:38
          Najkrotsza to :

          Przyjechal goniec
          i bajki koniec
          • ralston Re: Bajki na dobranoc 06.11.03, 13:19
            poziomk napisał:

            > Najkrotsza to :
            >
            > Przyjechal goniec
            > i bajki koniec
            >
            Dobre. Znasz jeszcze jakieś z tej serii? :)))
            • poziomk Re: Bajki na dobranoc 06.11.03, 14:15
              ralston napisa3:

              > Dobre. Znasz jeszcze jakieś z tej serii? :)))

              nie znam, ale znam inne bajki
              • ralston Re: Bajki na dobranoc 06.11.03, 14:18
                poziomk napisał:

                > ralston napisa3:
                >
                > > Dobre. Znasz jeszcze jakieś z tej serii? :)))
                >
                > nie znam, ale znam inne bajki
                >

                Też takie krótkie?
                • aand Re: Bajki na dobranoc 06.11.03, 14:35
                  Raz niesforny Tadeuszek,
                  Nałapał do butelki muszek.
                  Po czym wpuścił tacie w spodnie,
                  By mu było niewygodnie.
                  I cieszy się mały zdrajca,
                  Że śię tata drapie...
                  • poziomk Re: Bajki na dobranoc 06.11.03, 14:41
                    Poszedl Ksiezyc Ajci
                    I narobil w majci.
                    Dzieci to widzily,
                    Z Ksiezyca sie smialy.
                    Ksiezyc zawstydzony,
                    Sciagnal kalesony,
                    I zgadnijcie dzieci
                    Czym on teraz swieci?
                    • poziomk Re: Bajki na dobranoc 06.11.03, 14:44
                      Mam 3 latka, 3 i pol
                      broda siegam ponad stol,
                      mam fartuszek z Myszka Miki ,
                      i zarzywam narkotyki. :))
                • poziomk Re: Bajki na dobranoc 06.11.03, 14:37
                  troche nie cenzuralne i nie ta te forum: np bajka o wezu....... i t p ale nie
                  pros abym tu opowiadal
    • ralston Ze Skarbczyka malucha... 06.11.03, 14:47

      Ja wychodzę po ciasteczka-
      Rzekła Mama do Juleczka,
      Sprawiajże się tu przykładnie,
      Nie ssij palców, bo nieładnie,
      Bo kto palec w buzie tłoczy,
      Zaraz krawiec doń wyskoczy
      Z nożycami zły okrutnie
      I paluszki niemi utnie.

      Julek przyrzekł słuchać Mamy,
      Lecz nie wyszła jeszcze z bramy,
      A już nieposłuszny malec
      Myk do buzi duży palec!
      Wtem ktoś z trzaskiem drzwi otwiera,
      Wpada krawiec jak pantera
      I do Julka skoczy żywo.
      Nożycami w lewo, w prawo
      Uciął palec jeden drugi,
      Aż krew trysła we dwie strugi.
      Julek w krzyk, a krawiec rzecze:
      Tak z nieposłuszeństwa leczę!

      Wraca Mama, aj! Wstyd! Bieda!
      Juleczkowi ciastek nie da,
      Bo kto Mamy nie usłucha,
      Temu dosyć bułka sucha.

      Płacze Julek, żal niebodze,
      A paluszki na podłodze.
      • habitus Re: Ze Skarbczyka malucha... 06.11.03, 23:22
        Ala i Jurek płakali jak przeezytałam im tę bajeczkę.... Ze śmiechu.
        • ralston Re: Ze Skarbczyka malucha... 07.11.03, 08:52
          habitus napisała:

          > Ala i Jurek płakali jak przeezytałam im tę bajeczkę.... Ze śmiechu.

          Bo to już duże dzieci. Mój dziewięciolatek też się z niej śmieje. Młodszej
          części przychówku raczej nie opowiadam. Ona się jeszcze nie zna na żartach ;)
          • habitus Re: Ze Skarbczyka malucha... 07.11.03, 08:57
            Nie, ja ją przeczytałam dzieciom jak miały po kilka latek. Do dziś, jak coś
            nabroją wypowiadają z grobową miną formułkę: "...a paluszki na podłodze...".
            • ralston Re: Ze Skarbczyka malucha... 07.11.03, 09:05
              Znaczy inteligentne bestie :)
    • ralston Ze Skarbczyka malucha II 06.11.03, 14:52
      Michaś był tłusty, zdrów najzupełniej,
      Z buzią okrągłą jak księżyc w pełni,
      Jędrną jak orzech, śliczną, rumianą,
      Jadł i pił wszystko, co na stół dano.
      Raz,gdy mu zupę stawia służąca,
      On stąd ni zowąd talerz odtrąca.
      Mama go łaje, a Michaś w sprzeczki:
      "Nie chcę jeść zupy ani łyżeczki!"
      Nazajutrz Michaś tak schudł nieboże,
      Że nikt go w domu poznać nie może.
      Dają do stołu, a Michaś w sprzeczki,
      Nie chce jeść zupy ani łyżeczki.
      Na trzeci dzionek bieda nie żarty,
      I schudł i osłabł Michaś uparty.
      Lecz znów przy stole w krzyki i sprzeczki,
      Nie chce jeść zupy ani łyżeczki.
      Nie słuchać starszych, rzecz bardzo brzydka,
      W czwartym dniu Michaś wychudł jak nitka,
      W piątym coś w piersiach i w gardle dusi,
      Kto nie je zupy, ten umrzeć musi.
      Tak też z Michasiem - był zdrów i tłusty,
      Pięć dni grymasił, umarł na szósty.
    • ralston Ze Skarbczyka malucha III 06.11.03, 14:57
      Utonięty Zyzio

      Kiedy lekki był wiaterek,
      poszedł Zyzio na spacerek,
      koło drwala na polanie,
      co pracuje niesłychanie.

      Drwal ostrzega go z daleka:
      -oj uważaj, bo tam rzeka!
      niepotrzebne tu wywody,
      bo jak wpadniesz tam do wody
      to utoniesz w niej bez śladu
      i zostaniesz bez obiadu.
      Zyzio jednak dalej bieży
      i nie spyta, co należy.

      Brzeg jest stromy, późna pora,
      obok w ziemi lisia nora.
      W wodzie ryby przepływają,
      co wesołe minki mają.

      Patrzy Zyzio i myśl snuje:
      -złapać ktorąś popróbuję!
      Się nachyla tuż nad wodę,
      chce obejrzeć rybki młode...

      Lisek z strachu pisnął w gruncie
      - to już pewnie po Zygmuncie!
      Nagle plusk! - oj będą szkody,
      Bowiem Zyzio wpadł do wody!

      Zaraz fala go porywa,
      główkę, nosek też zakrywa,
      Zyzio krzyczeć nie jest w stanie:
      kto usłyszy na polanie?
      może lisek sie zlituje
      i po drwala pocwałuje?

      Ale lisek w miejscu stoi
      iść po drwala on się boi...
      Zanim zdołałby coś wrzasnąć,
      drwal siekierą mógł go trzasnąć...

      Zniknął w wodzie Zyzio mały,
      ryby po nim zapłakały,
      drwal zapłakał też na brzegu
      i rodzina z nim w szeregu.

      Zanim cała przeszła nocka,
      Zyzio spłynął był do Płocka,
      Albo jeszcze dalej w morze,
      gdzie tłuściutkie są węgorze -

      Może kiedy co powiedzą,
      ale oni cicho siedzą...
    • ralston Ze Skarbczyka malucha IV 06.11.03, 14:59
      O nieposłusznej Lili co cioci nie słuchała

      Chociaż ciocia przestrzegała,
      poszła w góry Lili mała.
      myśli; - pójdę, jedna chwilka,
      w siatkę złowię dziś motylka!
      wbije szpilkę i zasuszę,
      bowiem mieć motylka muszę!

      Szczeka Burek, wierne psisko:
      - hau! nie odchodź! hau! bądź blisko!
      bo kto kiedy po kryjomu
      na motylki pójdzie z domu,
      ten nie wróci na tym świecie
      jak to pewnie wszyscy wiecie!

      Ale Lili na nic głucha,
      słów rozsądku nie posłucha...
      jeszcze chwilka, jeszcze chwilka,
      i już złapie się motylka!

      Jakże trzeba się zasapać,
      by motylka cichcem złapać,
      bo po górach za nim bieży,
      żeby złapać jak należy.

      Nagle patrzy - bez przestanku
      krąży motyl w krąg rumianku,
      więc się siatką zamachuje
      i... w powietrze ulatuje!

      Bowiem wiedz to, dziatwo miła,
      za rumiankiem przepaść była
      ze skałami ogromnemi,
      co prowadzą w środek ziemi!

      Wpadła Lili aż do środka -
      nikt jej więcej tu nie spotka,
      tylko motyl gdzieś tak krąży,
      bo on zawsze krążyć zdąży...

      Tak to bywa moi złoci,
      gdy się rad nie słucha cioci.
    • ralston Ze Skarbczyka malucha V 06.11.03, 15:01
      Spoko - tym razem Józio przeżył :)))

      Przygoda złego Józia

      Józio był to zły ladaco.
      Wszystkim płatał psot tysiące:
      bił lokaja, bił służące,
      koty, psy, choć nie miał za co.

      Łowił muchy do pudełka
      i obrywał im skrzydełka,
      i zabijał śliczne ptaszki,
      łamał meble dla igraszki,

      Darł książeczki
      w kawałeczki
      nawet bił, choć go pieściła,
      niańkę, co go wykarmiła!

      Raz gdy na podwórku był,
      piesek z miski wodę pił,
      Hajże! psotnik do biczyka,
      i po cichu się przemyka
      i zbił pieska, co miał sił.

      Bez przyczyny dręczyć grzech;
      piesek zawył - Józio w śmiech,
      lecz po śmiechu często łzy -
      piesek mądry myśli sobie:
      kiedy Józio taki zły,
      to i ja mu na zlość zrobię.

      I nim ruszył w swoją drogę,
      piesek Józia łap za nogę,
      masz za moje, teraz skacz!
      krew prysnęła, Józio w płacz.

      Gwałtu! boli! - spuchła nóżka,
      położono go do lóżka,
      nie mogł ruszyć się jak kloc,
      ani zasnąć całą noc.

      Przyszedł doktor i z apteki
      przyniesiono gorzkie leki.
      Biedny psotnik, aby żyć,
      choć niedobre, musiał pić;

      Dano obiad - piesek siadł
      i za Józia wszystko zjadł.
      Oj! od złości strzeżcie się,
      bo złym zawsze bywa źle!
    • ralston Ze Skarbczyka malucha VI 06.11.03, 15:03
      Okropna historia z zapałkami

      Była to wieczorna pora,
      wyjechali wszyscy z dwora
      w domu tylko pozostała
      z śliczną lalką Kazia mała.

      Więc jak koza pląsa, bryka
      od kącika do kącika,
      to zaśpiewa, to podskoczy
      wtem... pudełko małe zoczy.

      Pochwyciła, otworzyła
      w niem zapałek pełno było!!!
      Myśli sobie - wiem co zrobię!
      będę mieć zabawę miłą
      nikt nie patrzy, jestem sama
      pozapalam je jak mama.

      Miauczek z Mruczkiem, mądre koty,
      wyciągnowszy łapki w górę
      proszą: Kaziu, nie czyń psoty,
      miau!, miau! - bo usłyszysz burę!
      Mama ruszać zabroniła,
      bo się spalisz Kaziu miła!

      Ale rada nic nie nada,
      Kazia kotków ani słucha,
      wtem na suknię iskra pada,
      z iskry płomień wnet wybucha
      i podskoczy do warkoczy,
      pali buzię, nosek, oczy!

      Kotki wrzeszczą wniebogłosy:
      - miau!, miau! gwałtu, Kazia gore!
      miau! ratunku, aby w porę!
      z sikawkami spiesznie, żywo
      gasić Kazię nieszczęśliwą!
      miau!, miau! miejcież zmiłowanie,
      bo i śladu nie zostanie!

      I zgorzała Kazia cała,
      garść popiołu pozostała
      i trzewiczki jeszcze stoją,
      smucą się nad panią swoją...

      Miauczek z Mruczkiem już nie skaczą,
      oni także Kazi płaczą:
      - gdzie panienka nasza, miau!
      gdzie jej biedna mama, miau?

      I tak płaczą nad dzieciną,
      że strumieniem łzy im plyną...
      • dzikaa Re: Ze Skarbczyka malucha VI 06.11.03, 22:33
        a może jakaś bajeczka o Ani? :)
        • awee Re.... 06.11.03, 23:32
          dzikaa napisała:

          > a może jakaś bajeczka o Ani? :)

          O Ani-a! Nowa osoba do bandy "A" ? Fajnie. Im więcej tym lepiej....
        • habitus Re: Ze Skarbczyka malucha VI 07.11.03, 09:07
          dzikaa napisała:

          > a może jakaś bajeczka o Ani? :)

          O Ani jest stosunkowo bezkrwawy :))
          )
          Aniu, nie rusz tego kwiatka!-
          upomina córkę matka.
          Ania matki nie słuchała,
          ukłuła się i płakała!
          • ralston Re: Ze Skarbczyka malucha VI 07.11.03, 09:11
            habitus napisała:

            > dzikaa napisała:
            >
            > > a może jakaś bajeczka o Ani? :)
            >
            > O Ani jest stosunkowo bezkrwawy :))
            > )
            > Aniu, nie rusz tego kwiatka!-
            > upomina córkę matka.
            > Ania matki nie słuchała,
            > ukłuła się i płakała!

            Ale można go nieco "podrasować":

            Aniu, nie rusz tego kwiatka!-
            upomina córkę matka.
            Ania matki nie słuchała,
            i rosiczka ją wszamała!

            I teraz już trzyma klimat ;)
            • habitus Re: Ze Skarbczyka malucha VI 07.11.03, 09:13
              :))))))))))))))))))))))
          • ralston Ze Skarbczyka malucha VII 07.11.03, 09:53
            habitus napisała:

            > dzikaa napisała:
            >
            > > a może jakaś bajeczka o Ani? :)
            >
            > O Ani jest stosunkowo bezkrwawy :))
            > )
            > Aniu, nie rusz tego kwiatka!-
            > upomina córkę matka.
            > Ania matki nie słuchała,
            > ukłuła się i płakała!

            No to jeszcze raz. Wersja hardcore, a la' Jachowicz:

            Aniu, nie rusz tego kwiatka!
            upomina córkę matka.
            Ania mamy nie posłucha.
            Ania jest na prośby głucha.
            Ania mamie nie uwierzy
            - już przy krzaczku ząbki szczerzy.
            Za gałązkę - cap łapkami!
            nic nie bacząc, że z kolcami.
            Wrzasła Anuś w niebogłosy,
            podskoczyła pod niebiosy.
            Krew się z obu rączek leje,
            buzia już się jej nie śmieje.
            Zakrwawione obie ręce
            - plamy będą na sukience.
            A sukienka przecież nowa
            - lepiej się przed mamą schowam...
            jak zobaczy, że zbrukana
            - nie wywinę się od lania.
            Skryła Ania się w ogródku,
            siadła w trawie po cichutku,
            ale z rączek, między mlecze
            krew jej we dwie strugi ciecze.
            Buzia jej się robi blada,
            tętno w żyłach szybko spada...

            Tak spadało do wieczora
            - już za późno po doktora...
            Już u Ani po chorobie
            - leży Ania w zimnym grobie.

            Trzeba zawsze mamy słuchać
            i na zimne czasem dmuchać.
            Jeśli myślisz - ja wiem lepiej!
            Grabarz szpadlem cię przyklepie.
            • dzikaa Re: Ze Skarbczyka malucha VII 07.11.03, 19:20
              hmm.. chyba nie zasne po takiej bajeczce.. a po krzaczkach nigdy nie
              chodziłam :) a może jakaś bajka z księciem w roli głownej..
              • ralston Re: Ze Skarbczyka malucha VII 08.11.03, 10:57
                dzikaa napisała:

                > hmm.. chyba nie zasne po takiej bajeczce.. a po krzaczkach nigdy nie
                > chodziłam :) a może jakaś bajka z księciem w roli głownej..


                Zobaczymy co da się zrobić...
      • habitus Re: Ze Skarbczyka malucha VI 06.11.03, 23:26
        Prześliczne doprawdy. :))) Ciężko było dzieckiem być w czasach Jachowicza.
        • ralston Re: Ze Skarbczyka malucha VI 06.11.03, 23:34
          habitus napisała:

          > Prześliczne doprawdy. :))) Ciężko było dzieckiem być w czasach Jachowicza.

          Prawda, że przecudne? Niektóre na pamięć znam :)
          • asiia Re: Ze Skarbczyka malucha VI 07.11.03, 03:15
            Radzę Ci jednak, Ralston, żebyś dzieciom ich nie czytał. Mam książeczkę z tymi
            wierszydłami, ale one absolutnie nie dla dzieci. Ja musiałam nawet w bajkach
            Andersena zmieniać zakończenia,żeby nie było płaczu. A moja córka po latach
            wypomniała mi, że zabrałam ją do kina na "Pana Kleksa" . Całkiem miła bajka,
            czy tam było coś strasznego? Okazuje się, że dla wrażliwego dziecka tak, jakieś
            wilki-wilkołaki, których obraz potem ja prześladował.

            Wierszyki dla starszych dzieci:

            Cióś to, cióś to za placiusiek?
            -pyta mały Tadeuszek.
            Ci to plamka jeśt cierwona,
            ci pomidol rozciapciany?
            Nie! To tatuś naś kochany
            psieś tlamwajek rozjechany!

            (dwa ostatnie wersy radośnie-chyba z powodu rozszyfrowania co to za plamka)


            Na podwórzu jest kałuża,
            z tej kałuży się wynurza...
            Hipopotam? - zapytacie.
            Nie, to tata po wypłacie




    • poziomk Re: Bajki na dobranoc 07.11.03, 10:22
      Wyszedl zuczek przed chalupke.
      zdjal majteczki zrobilk kupke.
      Zuczku, zuczku cos ty zrobil?
      Czyms chalupke przyozdobil?
    • poziomk Re: Bajki na dobranoc 07.11.03, 10:34
      all2 napisa3a:

      >
      > Nad rzeczką, opodal krzaczka
      > Mieszka3a kaczka-dziwaczka...
      >
      Ja znam inaczej...

      Nad rzeczka opodal krzaczka
      Mieszkala kaczka pijaczka
      Lecz zamiast trzymac sie rzeczki
      Pedzila bimber z porzeczki
    • aand Re: Slynna makabreska z Marianem... ;) 09.11.03, 23:47
      Leży Marian, leży sobie koło szyny
      Przyszła już policja gapią się dziewczyny
      Tramwaj mu przejechał poprzez obie nogi
      Ach, cóż cię spotkało mój Marianie drogi

      Leży Marian, leży i wije się w bólach
      Od jutra na spacer no to już o kulach
      Twardy bruk, a jeszcze ludzi coraz więcej
      Marian się ogania, wszak ma jeszcze ręce

      Idą dwie sąsiadki, mają pełne siatki
      Patrzcie jaki młody, przecudnej urody!
      Pani, droga pani, czyja to jest wina?
      Takiemu młodemu nogi się ucina.

      Nogi jak to nogi bez nich też żyć może
      Ale wie sąsiadka, jutro ma coś zdrożeć.
      W płaszczu z ortalionu stoi Karol z POM-u
      Patrzy na tę jatkę i wcina kanapkę.

      Tramwaj ruszył dalej, nie zbrudzony prawie
      Krwi trochę zostało, ale bardzo mało
      Marian jeszcze leży, rozgląda się w tłumie
      Nogi leżą obok, on nic nie rozumie

      Coraz więcej ludzi i nikt się nie nudzi
      Widokiem przybici stoją emeryci
      Panie, jak okropnie patrzeć na te rany
      Ale dobrze mu tak, pewnie był pijany

      Przyszły także dzieci, patrzą bez obawy
      Mały Kazio chciałby nóżkę do zabawy
      Próżno rzecz tłumaczy babcia Kazia biedna
      Widzisz, Kaziu, nóżka może być potrzebna

      Obok idzie Heniek, teczkę trzyma w dłoni
      Spieszy się do biura, nikt go nie dogoni
      Nareszcie ekipa na biało ubrana
      Dwóch poniosło nogi, jeden niósł Mariana

      Wszyscy się rozchodzą, każdy w swoją stronę.
      Znów nic się nie dzieje, znów miny znudzone.
    • all2 Re: Bajka o sowie 16.12.03, 13:59
      A wise old owl sat in an oak,
      The more he heard, the less he spoke;
      The less he spoke, the more he heard;
      Why aren't we all like that wise old bird?
    • awee Bajka na dobranoc 17.12.03, 23:15

      Żył, o Efendi, w pięknym kraju
      Kędy gorący, korzenny ląd
      Władca - co oprócz innych zwyczajów
      Miał tysiąc dwieście czterdzieści żon

      (Może się mylę o jedną żonę
      Bo wszystkie były zaokrąglone)

      Władca nie lubił bałaganu
      Intryg, w przedsionku przepychania
      Żony więc ponumerowano
      Uczciwą drogą losowania

      By w usprawnieniach swych nie spocząć
      I wszystko mieć w każdej porze
      Kazał zbudować kryty taśmociąg
      Między haremem a własnym łożem

      (Sadzono w taśmę kolejne żony
      Włączył - i był zadowolony)

      Aż - jak kroniki stare podają -
      Taśmociąg zawył, zachrzęścił
      Stanął! - A w całym Seraju
      Nie było zamiennych części

      Wnet po pałacu rozniosło się
      Że plan się chyba wali
      W łożu jest żona 508
      A części nie dostarczyli

      (Zawsze są takie kłopoty
      Kiedy w rozruchu prototyp)

      Władca w sypialni kąt wtulony
      Przeżywa nudy dramat
      Na taśmie więdną nowe, nie użyte żony
      A w łożu wciąż ta sama

      Nawet niebrzydki biust ma
      Ta moja żona pięćset ósma
      Dalej nie można przy dzieciach -
      Patrz: van de Velde plansza trzecia

      Coraz to nowych doznań
      Zapragnął władca jak byle łasuch
      We dwoje przecież wiele można
      Gdy ma się chwilę czasu

      Pierzchło zmęczenie i znudzenie
      Haremu masą przerobową;
      Cieszył się z tego niestrudzenie
      Choć nie był wcale Casanovą

      (Rzeczy w szczegółach streścić nie potrafię
      Nie popadając w pornografię)

      Noc była parna i duszna
      Jak zwykle przy miłosnej grypie
      Rzekł władca - Wiesz co, pięćset ósma?
      Ty chyba jesteś w moim typie

      Kiedy poranek okien dosięgnął
      Słowik rozśpiewał się w gęstwinie
      Szepnął do żony pięćset osiem:
      Kochanie, jak ty masz na imię?

      Więc został z jedną tylko żoną
      To było już dla niego jasne
      Jak zachować efektywność wzmożoną
      Zmniejszając jednocześnie koszta własne

      Bo świat nasz toczy się jednako
      A bajki treść nie kłamie
      Wciąż ilość nam przechodzi w jakość
      A poligamia w monogamię

      / J.K /
    • anahella Bajka o kaluzy i druga o panu ....... 18.12.03, 03:43
      Na podworku jest kaluza
      a z kaluzy sie wynurza
      hipopotam - zapytacie?
      NIe! to tata po wyplacie

      *****************************

      Pan Pierdolka spadl ze stolka
      na podloge, zlamal noge
      przyszedl lew, wypil krew
      Pan Pierdolka zdechl.
      • poziomk Re: Bajka o kaluzy i druga o panu ....... 06.01.04, 11:22
        anahella napisa3a:

        > Pan Pierdolka spadl ze stolka
        ola boga, boli noga
        przyszedl tygrys, (hm).... wygryzl
        > przyszedl lew, wypil krew
        > Pan Pierdolka zdechl.
      • loczek62 Re: Bajka o kaluzy i druga o panu ....... 19.03.04, 14:17
        anahella napisała:

        > Na podworku jest kaluza
        > a z kaluzy sie wynurza
        > hipopotam - zapytacie?
        > NIe! to tata po wyplacie
        >
        > *****************************
        >
        >
        Na podwórku jest kałuża
        w tej kałuży cos sie nuża
        czy to koń ? czy to słoń?
        nie to tata dzis była wypłata
    • all2 Bajka o królewnie 21.12.03, 20:09
      The Queen And The Soldier

      The soldier came knocking upon the queen's door
      He said, "I am not fighting for you any more"
      The queen knew she'd seen his face someplace before
      And slowly she let him inside.

      He said, "I've watched your palace up here on the hill
      And I've wondered who's the woman for whom we all kill
      But I am leaving tomorrow and you can do what you will
      Only first I am asking you why."

      Down in the long narrow hall he was led
      Into her rooms with her tapestries red
      And she never once took the crown from her head
      She asked him there to sit down.

      He said, "I see you now, and you are so very young
      But I've seen more battles lost than I have battles won
      And I've got this intuition, says it's all for your fun
      And now will you tell me why?"

      The young queen, she fixed him with an arrogant eye
      She said, "You won't understand, and you may as well not try"
      But her face was a child's, and he thought she would cry
      But she closed herself up like a fan.

      And she said, "I've swallowed a secret burning thread
      It cuts me inside, and often I've bled"
      He laid his hand then on top of her head
      And he bowed her down to the ground.

      "Tell me how hungry are you? How weak you must feel
      As you are living here alone, and you are never revealed
      But I won't march again on your battlefield"
      And he took her to the window to see.

      And the sun, it was gold, though the sky, it was gray
      And she wanted more than she ever could say
      But she knew how it frightened her, and she turned away
      And would not look at his face again.

      And he said, "I want to live as an honest man
      To get all I deserve and to give all I can
      And to love a young woman who I don't understand
      Your highness, your ways are very strange."

      But the crown, it had fallen, and she thought she would break
      And she stood there, ashamed of the way her heart ached
      She took him to the doorstep and she asked him to wait
      She would only be a moment inside.

      Out in the distance her order was heard
      And the soldier was killed, still waiting for her word
      And while the queen went on strangeling in the solitude she preferred
      The battle continued on

    • awee Bajka o sześciu tłumaczkach ;) 05.01.04, 23:12

      Sześć tłumaczek w ramach nieuzgodnienia
      tłumaczyło tę samą powieść w oparach natchnienia:
      pierwszej wyszedł poemat oktawą,
      drugiej coś ze sportu: "Kiszka, brawo!",
      trzecia przywiozła powieść historycznaą
      pt. "Zamierzchłe czasy",
      czwarta rewelację w trzech tomach (nieomal klasyk!),
      piąta reportaż "Tam, gdzie był dół",
      szósta - "O hodowli pszczół".


      Pytanie
      Skąd ta historia dzika?


      Odpowiedź
      Żadna nie znała języka.


      Morał, czyli pouczenie:

      Więc po co sięgać do oryginału?
      Zamiast jednego, sześć dzieł powstało

    • poziomk Re: Bajki na dobranoc 06.01.04, 11:19
      all2 napisa3a:

      >
      > Nad rzeczką, opodal krzaczka
      > Mieszka3a kaczka-dziwaczka...
      >
      Nad rzeczka opodal krzaczka,
      Mieszkala kaczka pijczka.
      Lecz zamiast trzymac sie rzeczki,
      Pedzila bimber z porzeczki.
      • poziomk powtarzam sie 06.01.04, 13:40
        ups skleroza nie boli
    • poziomk Re: Bajki o Jacusiu 06.01.04, 11:24
      Ja Cus tu piwa nie widze :))
      • ormond Bajeczki... 06.01.04, 12:02

        www.embl-hamburg.de/~Wojtek/nowa-grupa-faq.html#18.%20Bajeczki
        • saunne Re: Bajeczki... 07.01.04, 15:31
          a propos bajek... czy Forumki - rodzice czytają swoim dzieciom bajki? Jeśli
          nie, to błagam - zacznijcie!!! :)
          • ralston Re: Bajeczki... 07.01.04, 15:36
            Czytają, ale częściej opowiadają z pamięci. Takie jest zapotrzebowanie :)))
    • all2 Re: Bajka na pociechę :) 19.01.04, 22:11
      Bajarz jajarz

      Komu bozia poskąpiła
      I rozumu dała pół,
      Kogo niania upuściła
      W niemowlęctwie główką w dół,
      Kto się uczyć nie chciał w szkole
      I pan mówił "ty matole",
      Komu aż trzeszczała pupka,
      Bo tak wszyscy lali głupka -
      Niech się wstydem nie rumieni,
      Łzami doli swej nie zrasza,
      Do tłuczenia niech kamieni
      Ochotniczo się nie zgłasza,
      Może bowiem żyć jak książę
      I kwitnąć jak kwiatek
      Z układania durnych książek
      Dla nieszczęsnych małych dziatek :
      - o Muchomorku - bandziorku,
      - o Karaluszku - świntuszku,
      - o Kotce - kompletnej idiotce,
      - o Krokodylku - imbecylku,
      - o Bażancie - malwersancie,
      - o Wilku - debilku,
      - o Kosie co dłubał w nosie,
      - o Mrówkojadzie co lubił w przysiadzie,
      - o Szopie Praczu - rozpruwaczu,
      - o Tasiemcu w jednym Niemcu,
      - o Pasożycie w jednym Izraelicie,
      - o Owsiku w jakimś Chińczyku,
      - o Myszce w kiszce,
      - o Gliździe,
      - o Smierdzielu - gwałcicielu,
      - o Lilijce - lesbijce,
      - o Lisku - syfilisku,
      - o Gorylu - pedrylu,
      - o Niedźwiadku - pierdziadku,
      - o Mewce - kurewce,
      - o Matołku na wysokim stołku,
      - o Krecie w komitecie,
      - o Tajniaczku - bydlaczku,
      - I o Mendzie w urzędzie!
      A ja też zapalę fajkę
      I gdzieś koło wtorku
      Machnę lewą nogą bajkę
      O autorku - upiorku!!!
      • ralston Re: Bajka na pociechę :) 19.01.04, 22:14
        all2 napisała:

        (...)
        > - o Pasożycie w jednym Izraelicie,
        (...)

        Toż to antysemityzm!!!
        • all2 Re: Bajka na pociechę :) 19.01.04, 22:22
          Cśśśś... bo tam jest i o innych :) jak się wszyscy zorientują, to się nie
          pozbieram... nie będę podawać autora, bo jeszcze grób zbezczeszczą...

          Dostanę bana? :)
          • ralston Re: Bajka na pociechę :) 19.01.04, 22:24
            all2 napisała:

            > Cśśśś... bo tam jest i o innych :) jak się wszyscy zorientują, to się nie
            > pozbieram... nie będę podawać autora, bo jeszcze grób zbezczeszczą...

            No tak - bajka jest jeszcze antychińczycka ;)

            > Dostanę bana? :)
            >
            O widzisz? Możesz dostać bana w nagrodę ;)))
            • all2 Re: Bajka na pociechę :) 19.01.04, 22:29
              Będę go nosić z należytą dumą :))
              • all2 Re: Bajka na pociechę :) 19.01.04, 22:30
                Ale pod warunkiem, że będzie z certyfikatem :))
                • ralston Re: Bajka na pociechę :) 19.01.04, 22:34
                  To jest ban spełniający wszelkie europejskie normy jakości. Nierdzewny,
                  nieprzemakalny, o właściwej krzywiźnie... no słowem ma wszystko co euroban
                  mieć powinien :)))
                  • all2 Re: Bajka na pociechę :) 19.01.04, 22:40
                    A naklejkę z hologramem, i wytłoczoną próbę? Byle czego nie biorę...
                    • ralston Re: Bajka na pociechę :) 19.01.04, 22:43
                      Naturalne. Do tego pokrowiec gratis :)
                      • all2 Re: Bajka na pociechę :) 19.01.04, 22:47
                        ok - czuję się usatysfakcjonowana :)
    • awee Bajka wektorowa ;) 24.01.04, 00:06

      Za siedmioma maksimami funkcji "sinus", za jedenastoma minimami
      funkcji "cosinus" dane były trzy wektory: Alfa Jeden, Alfa Dwa i Alfa Trzy.
      Żaden z nich nie był ortogonalny do swoich braci i żaden nie wydłużał się
      ponad miarę. Żyli pracowicie, cicho i skromnie, służąc wiernie panu swemu
      -Wyznacznikowi. Od świtu do nocy przesuwali bracia linie proste, obliczali
      iloczyny skalarne i kąty nachylenia, podpierali okręgi w ich punktach
      styczności i wystawiali swoje grzbiety prostopadle do różnych krzywych,
      które zadawał im ekonom, bezlitosny Minor. Pomimo to byli szczęśliwi.
      W wolnych chwilach uprawiali swoje własne, styczne do chatki, pole wektorowe
      - a choć skromne to było poletko (trochę snopów koherentnych, nieco liści
      Kartezjusza, dwa czy trzy ślimaki Pascala), przecie nie narzekali na swój
      wektorowy los. Ale niedługo trwało szczęście braci. "Obrócę płaszczyznę
      o kąt Fi i przyrównam każdemu jedną współrzędną do zera" - zagroził Minor.
      A jakże to żyć wektorowi na płaszczyźnie z jedną tylko współrzędną ? Zmartwili
      się bracia i postanowili uciec od Wyznacznika i jego Minora tam, gdzie znajdą
      dogodny i prawy układ współrzędnych. Pokłonili się starej Macierzy, podjęli
      ją za kolumny, po raz ostatni obejrzeli się na swoje, teraz już zdegenerowane
      pole wektorowe, zaczerpnęli potencjału ze studni i poszli po trajektorii przed
      siebie. Idą, idą, idą - rodzinna chatynka widnieje na horyzoncie już pod katem
      mniejszym niż epsilon (a trzeba ci wiedzieć, że dawniej nie takie epsilony
      bywały, jak dziś) - aż tu nagle strumyk paraboliczny przed nimi się modrzy
      i akurat zmienia znak pochodnej. "Ech, połowić by rybki-skalary" westchnął
      Alfa Jeden. "A czemu nie?" - zgodzili się bracia. Z punktu brzegowego
      zarzucili do wody sieć, skonstruowaną uprzednio w misterny sposób za pomocą
      cyrkla i linijki. Ciągną, patrzą, oczom nie wierzą: w sieci pi-ryba trzepocze,
      ludzkim głosem przemawia: "Wypuście mnie, mileńcy moi, a ja się wam
      odwdzięczę". Wypuścili bracia pi-rybe na wolność i idą dalej. Patrzą, a przy
      drodze mały Argument leży. Próbuje się podnieć do kwadratu, ale że schudł
      już bardzo i jest mniejszy od 1, więc co pomnoży się przez siebie, to staje
      się jeszcze mniejszy. Ulitowali się nad nim bracia, dodali do niego 1
      i dopiero potem podnieśli do kwadratu, potem jeszcze raz i jeszcze raz.
      Wzrósł Argument i powiada "Dziękuję wam pięknie. Idźcie swoja drogą, a ja
      jeszcze się wam przydam. Nie zdążyli bracia ani 2^(-n) mili przejść, patrzą,
      stoi przy drodze chatka na kurzej łapce. "Hej chatko, chatko, odwróć się do
      nas plusem, do lasu minusem"- wołają. Zakołysała się chatka, odwróciła.
      Otwarły się drzwi. Weszli bracia i dusza im się raduje. Stoi pod piecem stół,
      wszelkim jadłem zastawiony. Podjedli bracia, odpoczęli, potem znów pojedli
      i znów odpoczęli, następnie trzeci, czwarty, ... n-ty raz pojedli i odpoczęli.
      Już, już mieli przejść z n do granicy, a tu nagle zza pieca wychodzi stwór
      kosmaty, jakby kwantyfikator, ale czy on ogólny, czy szczególny - nie
      odróżnisz. "Bracia, bracia, ratujcie mnie. Już pół życia siedzę tu pod władzą
      czarownika de Morgana za to, że odmawiałem zaprzeczenia implikacji. Wzruszyli
      się bracia losem Kwantyfikatora i zabrali go ze sobą. Idą wesoło przed siebie.
      Obejrzeli się. Leci po niebie strzała. Uderzyła o ziemie, schowała ostrze,
      wygięła się złowrogo i zmieniła się w śliski, ohydny znak negacji. "Uciekajmy
      co sił w nogach - wykrzyknął Kwantyfikator - bo nas tu wszystkich zaneguje".
      Puścili się bracia pędem, uciekli de Morganowi. Bajka przędzie się kołem,
      rzecz się toczy z mozołem. Długo trwało, zanim ujrzeli bracia przed sobą mury
      prastarego grodu Trygonoma, który jeszcze car Heron wybudował. I rosły przed
      braćmi mury Trygonoma tak, jak rośnie wykres funkcji y = 1/x przy x dążącym
      do zera z prawej strony. I rozbiegały się z trzech wież Trygonomu promienie
      złociste tak, jak są rozbieżne sumy częściowe szeregu harmonicznego
      1+1/2+1/3+1/4+1/5+... Zaszli bracia do gospody "Pod Pierwiastkiem", pogadali
      z karczmarka, gruba Sigma. Opowiedziała ona o wielkim nieszczęściu, jakie
      przed laty nawiedziło prastary Trygonom. Panował był w Trygonomie teraz już
      stary i siwiuteńki Książe Tangens wraz ze swą piękną niegdyś małżonką
      Tangensoida. Mieli przed laty śliczną córeczkę Asymptotę, ukochana obojga
      księstwa i ludu. Miała być podpora dla rodziców na stare lata, gdy już blisko
      im będzie do nieskończoności. Aliści zdarzyła się rzecz straszna. Na uroczyste
      nadanie kierunku Asymptocie nie zaproszono starej wróżki Transpozycji.
      Była to zła wróżka i prawdę powiedziawszy, nikt jej w księstwie nie lubił,
      a i ona stroniła od ludzi. Jednak, gdy dowiedziała się, że nie została
      elementem zbioru gości, z zemsty wyrzekła przepowiednie, że gdy księżniczka
      dojdzie do lat siedemnastu, porwie ją de Morgan. Nie bali się tej wróżby
      Tangens i Tangensoida. Wyznawali bowiem logikę wielowarstwowa i nie
      przypisywali przepowiedni Transpozycji żadnej dodatniej wartości. Na dowód
      tego w dniu 17-tych urodzin Asymptoty wyprawiono wielki bal. Nie było równego
      mu balu ani przedtem, ani potem w całym obszarze ciągłości Tangensa. Młody
      lokaj Gauss, świeżo ukończywszy dowód konstrukcji, pięknie przystroił sale
      balowe siedemnastokątami foremnymi. Przybyły na bal wszystkie pokrewne
      funkcje trygonometryczne i hiperboliczne, książęta dx i dy, a nawet stary
      dziwak Area-Cosinus Hiperboliczny, którego nikt nigdy bez krzywej łańcuchowej
      nie widział. Kto chciał, tańczył, kto nie chciał, to robił co innego,
      bo kraj był demokratyczny. Starsi wspominali czasy, gdy jeszcze wzrastali
      i mieli dodatnią pochodna, średni wiekiem robili analizę harmoniczna swoim
      towarzyszkom, nieprzeliczalna służba na każde skinienie różniczkowała gościom
      jadło i napitki. W zacisznych kącikach młodzi całkowali się ukradkiem po dt,
      ale zanadto się z tym nie kryli. Książe bowiem rozumiał młodzież i niejedna
      młoda wypukła funkcja znalazła na jego dworze styczność drugiego rzędu
      z jakim przystojnym i silnie zbieżnym funkcjonałem. Nagły podmuch zgasił
      wszystkie świece, wśród gości pojawiły się zbiory rozmyte, a gdy fagasi
      wnieśli nowe punktowe źródła światła, okazało się, że wśród uczestników balu
      nie ma już Asymptoty-krasawicy. Wykazano wnet (indukcyjnie, ze względu na
      liczbę obecnych na sali gości), że porwał ja de Morgan, zaprzeczając rozkazom
      księcia i warunkom wejścia na bal. Tak oto spełniła się przepowiednia wróżki
      Transpozycji. Od tej pory smutek zapanował w całym grodzie. Nikt nie rozwija
      się w szereg, nie całkuje i nie mnoży. Młode Różniczki dawno już zmieniły się
      w stare Różnice, mało które zmieniły znak z - na +. Po bokach trójkątów
      grasują zdziczale kąty i nie zawsze staremu wiernemu hajdukowi Euklidesowi
      uda się je zsumować do 180 stopni. Głęboko zapadła braciom w dusze opowieść
      Sigmy i postanowili wyzwolić z rąk de Morgana nadobna Asymptotę. Udali się
      najpierw do wróża Bezouta. Siedzi Bezout za stołem, pierwiastki liczy kołem,
      gdy nie masz "u", kolego, nie przychodź do niego. Przynieśli bracia cztery
      nie trywialne pierwiastki, wręczają Bezoutowi i pytają, jak im pokonać
      de Morgana. "Trudna to sprawa - odrzecze Bezout. - Więzi on wiele
      kwantyfikatorów i pokonać go tylko możecie śmiało omijając prawo wyłączonego
      środka. Ale oto ciemnieje moja kryształowa pseudosfera: znak, że uda się
      wasze przedsięwzięcie. " Podziękowali bracia Bezoutowi, dodali jeszcze trzy
      pierwiastki (niezwyczajne, kwadratowe) i stoczyli się po linii najmniejszego
      spadku z murów Trygonoma. Kwantyfikator został barmanem pod pierwiastkiem,
      a Alfa Jeden, Alfa Dwa i Alfa Trzy poszli po gradiencie w kierunku
      widniejącego lasu, tak gęstego, jak liczby wymierne po prostej. Jak tu
      przejść? Ale oto machnął jeden brat przekrojem Dedekinda, machnął drugi,
      potem trzeci: skonstruowali bracia liczbę niewymierna 2^sqr(2) i przeszli
      przez las. Wnet zagrodził im drog
      • awee Re: Bajka wektorowa - cdn: 24.01.04, 00:11

        hmm....nie wkleiło wszystkiego. Zatem końcówka:


        Wnet zagrodził im drogę potok wypełniony cieczą nieściśliwą i nielekka.
        Niezwyczajny to potok - pełen turbulentnych wirów i punktów osobliwych.
        "Co robić? - dumają bracia. -Gdybyż mieć chociaż spirale logarytmiczna!".
        Ale któż to pyszczek z wody wystawia? Pi-ryba. Przewiozła braci, jednego po
        drugim, na druga stronę. Pokłonili się jej bracia w pas i poszli dalej,
        bo już było widać ogromna górę Moduł a na niej zamek de Morgana. Doszli bracia
        pod sama gore i zmartwili się. Bo, wprawdzie do zamku droga prosta, stopnie
        zapraszają do wejścia, ale co to za stopnie? - śliskie jak lód, gładkie tak,
        że co postawisz nogę na jednym to spadasz na drugi, próbują bracia i próbują,
        ale nawet na pierwszy stopień nie weszli. Nagle jak spod ziemi wyrasta
        Argument - ten, którego kiedy od zniknięcia uratowali. Podstawił się Argument
        do zmiennej niezależnej, zaburzył współczynniki przy równaniach schodów,
        zmniejszył gładkość i weszli bracia na gore. Ale do samego zamku jeszcze długa
        droga. Wejścia pilnuje pies Boole-dog, sierść na nim jeży się jak wykres
        funkcji y = sin 1/x, szczerzy zęby i warczy. Za Zapisem Peauceliera stoi:
        kto psa pokona, wnet go Inwersor w środek inwersji postawi i za płaszczyznę
        wyrzuci. Nie stracili głowy bracia. Sinus 1/x przez x pomnożyli i go w zerze
        uciągnęli. Potem owinęli się wstęgą Mobiusa i czekają. Zabrał się Inwersor
        do odwracania wstęgi Mobiusa, ale że jest to powierzchnia jednostronna, nic
        się braciom nie stało. Wychodzi na to sam de Morgan z Negacją, operatorem
        Minusem i starym czarownikiem Tercjanem. Wektorom znaki pozamieniać chce,
        od poprzednich wartości odjąć i tak to przyrównać braci do zera. Pobledli
        bracia, "Już po nas - myślą. - Już nie ujrzymy starej Macierzy". I stałoby się
        tak, gdyby nie Kwantyfikator "Istnieje Iks", który w sama porę przybiegł
        z Trygonomu, jeszcze w fartuchu barmana. Zagryzł Negacje, stal się
        kwantyfikatorem "Istnieje Iks taki, Że Nieprawda Że Igrek" i zaczął
        przekształcać de Morgana, a bracia pomagają mu z drugiej strony. Rachunki
        logiczne przeprowadzają, a z prawa wyłączonego środka nie korzystają.
        "Tertium non datur" - woła de Morgan, ale Tercjan nie słyszy. Upadł de Morgan.
        Już po nim. Otworzyli bracia de Morganowe nawiasy i zaraz ukazała im się długa
        linia prosta, w której natychmiast rozpoznali księżniczkę Asymptotę. Wkrótce
        nadjechał i sam Tangens. Wziął córkę w ramiona i rzekł braciom: "Mam ją tylko
        jedną, a was jest trzech. Niech najstarszy weźmie ją za żonę. Dam mu dogodne
        współrzędne: dwakroć PI/2 i grupę Translacji w dziedziczne władanie?. Nie
        minęło i e niedziel, a w Trygonomie odbył się huczny lub, po którym nastąpiło
        skromne wesele. Byli na nim obecni wszyscy bracia: Alfa Jeden, Alfa Dwa i Alfa
        Trzy. Przybył (uszlachcony przez Tangensa) Argument w kokilce ciągnionej przez
        karę bułanki Pi-ryba wystąpiła w przepięknej galarecie z jarmużem i bedłkami,
        a piwo gościom rozlewał sam Kwantyfikator, obecnie już właściciel zajazdu
        "U z daszkiem". Nie musieli długo czekać księstwo. Alfa Jeden podziałał sobą
        na księżniczkę Asymptotę (teraz już swoją żonę x=PI/2) tak, że na flaszczynie
        pojawiły się wkrótce w regularnych odstępach nowe asymptoty, a stary Tangens
        i Tangensoida mogli wreszcie spokojnie przejść do nieskończoności.


        Koniec :)
        • habitus Re: Bajka wektorowa - cdn: 24.01.04, 09:44
          CUDNE!!! To Lem?
          • awee Bajka 25.01.04, 17:36

            Podpis pod bajką (na stronie internetowej) sugeruje, że to nie Lem.
      • all2 Re: Bajka wektorowa ;) 24.01.04, 00:12
        Awee dawaj dalej - cenzura ucięła koniec :))
        • awee To nie cenzura ;) 24.01.04, 00:17

          Na forum chyba nie jest mile widziany słowotok ;))))
    • oka4 Re: Bajki na dobranoc 24.01.04, 02:51
      Wiedziony podnieceniem maly Franio
      Zobaczyl naga siostre i rzucil sie na nia.
      Poczatek byl wesoly, lecz koniec zalosny:
      Dostal wpi...ol od ojca i syfa od siostry!
    • awee Bajka dzisiejsza.... 25.01.04, 22:46

      ...to nowa, poprawiona wersja znanej bajki "Czerwony Kapturek"

      Babcia nie była chora, a raczej była w pełni zdrowia fizycznego i mentalnego
      oraz była absolutnie zdolna zająć się sobą jako dorosła osoba.

      [Sugerowanie, ze babcia może być chora, jest uleganiem szowinistycznym
      stereotypom. Uwłacza to osobom starszym... oh, pardon, osobom z rzuconym
      im wyzwaniem chronologicznym]

      Czerwony Kapturek spotyka wilka i opowiada o celu podróży. Ponieważ
      wykluczenie poza nawias społeczeństwa wyzwoliło wilka z niewolniczego
      naśladowania myśli linearnej, wywodzącej się z tradycji Cywilizacji
      Zachodniej, wiedział jak dojść do Babci na skróty. Wpadł do domu i zjadł
      Babcie, czego nie należy krytykować, bowiem było to postępowanie absolutnie
      naturalne dla stworzenia mięsożernego, jakim był przecież wilk. Następnie
      nie skrępowany sztywnymi, tradycjonalistycznymi przekonaniami dotyczącymi
      istoty męskości czy kobiecości, wilk przebrał się w piżamę Babci i wpełzł
      do łóżka. Niedługo potem zjawił się Czerwony Kapturek.

      - Babciu, przyniosłam Ci przekąski z niska zawartością tłuszczu i sodu.
      Wilk kazał Czerwonemu Kapturkowi zbliżyć się do łóżka. Czerwony Kapturek
      zmitygował się:
      -Oj zapomniałam, ze rzucono ci wezwanie optyczne jak nietoperzowi.
      Potem dziewczynka... przepraszam, młoda osóbka, podziwiała rozmiar nosa Babci:
      -Babciu, masz duży nos - oczywiście tylko relatywnie i jest on na swój sposób
      atrakcyjny.
      Podobny komplement Czerwony Kapturek uczynił na temat zębów domniemanej Babci.
      Wtedy nagle wilk wyskoczył z łóżka, złapał młodą osóbkę i chciał ja pożreć.
      Czerwony Kapturek krzyknął, wcale nie przerażony inklinacją wilka do
      przebierania się w ubrania kobiece, ale dlatego, ze wilk nieumyślnie dokonał
      inwazji jej prywatnej przestrzeni. Jak pamiętamy, krzyk usłyszał drwal, który
      wpadł do domku Babci i chciał zdzielić wilka siekiera. Wtedy Czerwony Kapturek
      zaczął wykrzykiwać na drwala:
      - Co sobie wyobrażasz?... Wpadasz do środka jak neandertalczyk, używasz
      siekiery zamiast głowy!... Seksisto! Jak śmiesz wyobrażać sobie, ze feministki
      i wilki nie potrafią rozwiązać swych problemów bez udziału mężczyzn!
      Babcia słysząc pełne pasji przemówienie Czerwonego Kapturka wyskoczyła wilkowi
      z gardła, wyrwała siekierę drwalowi i obcięła mu głowę.

      Po tym zdarzeniu, Czerwony Kapturek, Babcia i wilk poczuli pewna wspólnotę
      celów życiowych. Zdecydowali założyć alternatywna rodzinę oparta na wzajemnym
      poszanowaniu i współpracy i żyli razem w lesie, długo i szczęśliwie...


      /autor nieznany - znalezione w sieci/
    • awee Re: Bajki na dobranoc 18.03.04, 00:25
      Idylla maleńka taka:
      Wróbel połyka robaka,
      Wróbla kot dusi niecnota,
      Pies chętnie rozdziera kota.
      Psa wilk z lubością pożera,
      Wilka zadławia pantera,
      Panterę lew drze na ćwierci,
      Lwa - człowiek; a sam po śmierci
      Staje się łupem robaka.
      Idylla maleńka taka...
      • all2 Re: Bajki na dobranoc 18.03.04, 01:14
        I któż by wniósł w życie tę odrobinę optymizmu gdyby nie Awee :)))
        • awee Na dobranoc 18.03.04, 23:39
          all2 napisała:

          > I któż by wniósł w życie tę odrobinę optymizmu gdyby nie Awee :)))

          All, docinasz....? :))
          /Prawidłowo. Na wiosnę zeschnięte gałęzie out/

          Aby nie było monokultury - dziś w takim stylu:


          Ballada o słoniu

          Żyło raz sześciu w Hindustanie
          Ludzi ciekawych niesłychanie
          I chociaż byli ślepi,
          Wybrali kiedyś się na błonie,
          Aby zapoznać się ze słoniem
          I umysł swój pokrzepić.

          Pierwszy z nich przyspieszywszy kroku
          Nos rozbił na słoniowym boku
          O twardą jego skórę;
          Więc do swych towarzyszy pięciu
          Krzyknął: - Już wiem o tym zwierzęciu,
          Że jest najtwardszym murem.

          Gdy się do słonia zbliżył Drugi,
          Na kieł się natknął ostry, długi,
          Więc swych przyjaciół ostrzegł:
          - Ach uważajcie, moi mili,
          Żebyście się nie skaleczyli,
          Bo słoń to ostry oszczep!

          Trzeci, podchodząc do zwierzęcia,
          Nie więcej miał od tamtych szczęścia:
          Słoń trąbę swa rozprężał,
          A on dotknąwszy trąby dłonią,
          Rzekł:-Ja już wszystko wiem o słoniu,
          Słoń jest gatunkiem węża!

          Wtedy powiedział ślepiec Czwarty,
          Bardzo ciekawy i uparty:
          - Chcę wiedzieć, czego nie wiem! -
          I kiedy sam przy słoniu stanął,
          Rzekł, obejmując mu kolano:
          - Już wiem, że słoń jest drzewem!

          Gdy się do słonia Piąty zbliżył,
          Słoń siadł na ziemi, łeb obniżył
          I ruszać jął uszami;
          Więc Piąty, rzecz uogólniając,
          Rzekł:-Już poznałem prawdę całą,
          Słonie są wachlarzami!

          Nie gorszy, choć ostatni, Szósty,
          Najpowolniejszy, bo był tłusty
          I dał się innym minąć,
          Rzekł, gdy za ogon słonia chwycił:
          - Nie przypuszczałem nigdy w życiu,
          Że słoń jest zwykłą liną!

          I żaden z ślepców tych aż do dziś
          Nie chce się z innym ślepcem zgodzić
          Część prawdy tylko znając;
          Każdy przy swojej trwa opinii,
          Każdy ma rację swą, jak inni -
          Lecz wspólnie jej nie mają.


          ....a jutro będzie ugorowanie :)
          • all2 Re: Na dobranoc 19.03.04, 11:07
            awee napisała:

            > All, docinasz....? :))
            > /Prawidłowo. Na wiosnę zeschnięte gałęzie out/

            ależ, Awee. ja jestem fanką różnorodności, równowagi ekosystemu i nie-
            przycinania - docinanie to już inna sprawa ;)
            a ogrody lubię naturalne, bez monokultur :)
            siać należy raz od lewej raz od prawej, wtedy równiej rośnie :)
            • awee Re: 19.03.04, 12:34
              all2 napisała:

              > ależ, Awee. ja jestem fanką różnorodności, równowagi ekosystemu i nie-
              > przycinania - docinanie to już inna sprawa ;)

              A jednak nie bardzo inna ;) Bardzo często trzeba zmniejszyć jedno (nadmiar),
              aby uratować drugie (mało) Inaczej to w ekosystemie ani różnorodności ani
              równowagi.

              > a ogrody lubię naturalne, bez monokultur :)

              Chaszcze, chaszcze i busz ? :) (nie żebym się czepiała)

              > siać należy raz od lewej raz od prawej, wtedy równiej rośnie :)

              :) I za dużo nie przesadzać.


              PS. A co się stało z sygnaturką ? ;)
              • all2 Temat wiosenny - kultura ogrodnicza 19.03.04, 12:46
                awee napisała:

                > A jednak nie bardzo inna ;) Bardzo często trzeba zmniejszyć jedno (nadmiar),
                > aby uratować drugie (mało) Inaczej to w ekosystemie ani różnorodności ani
                > równowagi.

                Bo ja mówię o naturze a Ty o kulturze :)))

                > Chaszcze, chaszcze i busz ? :) (nie żebym się czepiała)

                :))))) Survival ;)

                > :) I za dużo nie przesadzać.

                :) A jak już przesadzać to w porę ;)

                > PS. A co się stało z sygnaturką ? ;)

                Jest, jest - wycięła się przypadkiem
                Prawda że fajna? :)))
                • ralston Re: Temat wiosenny - kultura ogrodnicza 19.03.04, 13:13
                  To powiedzenie może z powodzeniem kandydować na hasło roku Tea Time.
                  Zwłaszcza, że All zajęła się jego popularyzacją :)))
                  • all2 Re: Temat wiosenny - kultura ogrodnicza 19.03.04, 13:40
                    ralston napisał:

                    > To powiedzenie może z powodzeniem kandydować na hasło roku Tea Time.
                    > Zwłaszcza, że All zajęła się jego popularyzacją :)))

                    Cesarzowi co cesarskie :))
                • awee Re: Temat wiosenny - kultura ogrodnicza 19.03.04, 13:18
                  all2 napisała:

                  > Bo ja mówię o naturze a Ty o kulturze :)))

                  Żadne takie. Ja o tym samym co Ty. Można powiedzieć, że kulturalnie
                  przeszłam na temat natury :) (hmmm.... sytuacja jak w balladzie o słoniu :)

                  > Prawda że fajna? :)))

                  Bombowa. Może poczytam jakieś stare wpisy i też coś znajdę...
                  • ralston Re: Temat wiosenny - kultura ogrodnicza 19.03.04, 13:26
                    A może by tak zamiast w starych grzebać, to coś nowego wymyśleć? Hę?
                  • all2 Re: Temat wiosenny - kultura ogrodnicza 19.03.04, 13:48
                    awee napisała:

                    > Żadne takie. Ja o tym samym co Ty. Można powiedzieć, że kulturalnie
                    > przeszłam na temat natury :) (hmmm.... sytuacja jak w balladzie o słoniu :)

                    Natura kontrolowana staje się kulturą, gdy się raz zaingeruje to już potem
                    trzeba przez cały czas pilnować. Wniosek taki, natura jest tylko tam gdzie nas
                    nie ma - ergo, gdziekolwiek jesteśmy, razem z nami pojawia się kultura he
                    he :)))

                    > Bombowa. Może poczytam jakieś stare wpisy i też coś znajdę...

                    Zdaj się na naturalny instynkt ;))
                    • ralston Re: Temat wiosenny - kultura ogrodnicza 19.03.04, 13:51
                      No więć skoro kobiety są zdecydowanie bardziej mniej monotematyczne, to może by
                      Panie jakoś tak politematycznie zadziałały?
                      • awee Wyjątek ? 19.03.04, 14:14
                        ralston napisał:

                        > No więć skoro kobiety są zdecydowanie bardziej mniej monotematyczne, to może
                        > by Panie jakoś tak politematycznie zadziałały?

                        Skoro mężczyźni są bardziej więcej monotematyczni to dlaczego chcesz odskakiwać
                        od tematu...? :)
                        • ralston Re: Wyjątek ? 19.03.04, 14:42
                          Żaden wyjątek. Po prostu nie jesteśmy na właściwym monotemacie ;)))
                          • all2 Re: Wyjątek ? 19.03.04, 22:29
                            Rals jakoś nie mam siły wymyślać nowych wątków. Zmęczenie wiosenne :)
                            • ralston Re: Wyjątek ? 19.03.04, 22:49
                              Patrz, Ciebie też dopadło?
                              • all2 Re: Wyjątek ? 19.03.04, 22:51
                                Ano też...
    • awee Przypowieść 09.04.04, 00:38
      Rybacy wyłowili z głębiny butelkę. Był w niej papier, a na nim
      Takie były słowa: "Ludzie, ratujcie! Jestem tu, ocean mnie
      wyrzucił na bezludna wyspę. Stoję na brzegu i czekam pomocy.
      Śpieszcie się, jestem tu!"
      - brakuje daty. Pewnie już za późno. Butelka mogła długo
      pływać w morzu- powiedział rybak pierwszy.
      - i miejsce nie zostało oznaczone. Nawet ocean niewiadomo
      który - powiedział rybak drugi.
      - ani za późno, ani za daleko. Wszędzie jest wyspa Tu-
      - powiedział rybak trzeci.
      Zrobiło się nieswojo, zapadło milczenie. Prawdy ogólne mają
      to do siebie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka