Dodaj do ulubionych

Szkoła Kiepskich?!

05.05.05, 13:51
Artykul z "Siemiatyckiego Kuriera Samorzadowego", nr 9 z 25.4.2005.

Szkoła Kiepskich

Siemiatyckie LO niemal od zawsze miało opinię renomowanej, dobrej szkoły.
Kształciło corocznie kilkudziesięciu abiturientów, z których ogromna
większość dostawała się na studia. W liceum działały nawet w latach
stalinizmu tajne organizacje niepodległościowe. Dzisiaj LO im Komisji
Edukacji Narodowej porównywane jest do fabryki produkującej bublowaty towar.
Każdego roku kończy je prawie dwustu maturzystów. Niestety tylko co piąty z
nich ma szansę dostać się na dobre kierunki studiów dziennych.


Rankingi, rankingi, rankingi

Tą nienajlepszą sytuację potwierdza wiele ogólnopolskich i wojewódzkich,
rankingów. W każdym z nich siemiatyckie LO zajmuje inną pozycję, niestety
zawsze słabą. Dzieje się tak, ponieważ stosowano w nich inne kryteria. W
zestawieniach, w których brano pod uwagę tylko wyniki nauczania, LO im. KEN
wypadało najgorzej. Sytuacja wygląda lepiej w tych rankingach, w których
uwzględniano również aspekty pozanaukowe. Tutaj szczególną rolę odgrywa
szkolny sport.

Newsweek leje najmocniej

Najbardziej niekorzystne zestawienie dla siemiatyckiego LO przygotowane
zostało przez redakcję polskiego wydania Newsweeka. Oceniała ona licea pod
kątem przygotowania swoich uczniów do zdania egzaminów na studia. Zwrócono
się więc do 130 najlepszych, według rankingu "Newsweeka" z 2003 r., szkół
wyższych. Zapytano jakie licea ukończyli studenci I roku studiów dziennych.
Zebrano dane, których wcześniej nikt nie zestawił. Ten ranking jest dla
siemiatyckiego LO wręcz katastroficzny. W roku szkolnym 2002/2003 zajęło 31
lokatę w województwie! Odsetek osób przyjętych na studia dzienne w ww.
uczelniach wyniósł zaledwie 20,72%. Nieco tylko gorzej w tym zestawieniu
wypadło LO im. J. I. Kraszewskiego w Drohiczynie. Z odsetkiem 16,36 % zajmuje
ono 38 lokatę.

„Rzepa” poprawia

Co roku, wspólnie z czasopismem „Perspektywy”, podobny ranking publikuje
dziennik „Rzeczpospolita”. Przyjęto tu inne kryteria oceny. Za jej podstawę
przyjęto wyniki poszczególnych szkół w olimpiadach przedmiotowych. Komitety
główne 28 olimpiad przedmiotowych dostarczyły organizatorom rankingu wyniki
etapów centralnych. Wszystkie te informacje zostały zweryfikowane w szkołach.
Zobowiązano je także do podania liczby uczniów w roku szkolnym 2003/2004.
Wprowadzenie zasady proporcjonalności uczestników olimpiad na szczeblu
centralnym do ogólnej liczby uczniów zapewnia równość szans i daje możliwość
godnego zaprezentowania się również małym szkołom. LO im. KEN zajęło w tym
rankingu 321 miejsce w kraju (sic!) oraz 18 w woj. Podlaskim (na 22
sklasyfikowane szkoły średnie!!!). Lepsze od naszego są aż dwa licea z
Bielska Podlaskiego oraz po jednym z egzotycznego Marianowa, malutkiej Rudki,
czy Sokółki. Powód? W roku szkolnym 2003/2004, z naszego liceum, do
eliminacji centralnych olimpiady przedmiotowej dotarła tylko jedna osoba.
Uzyskała tam tytuł finalisty (niższy od laureata). W tym czasie w LO naukę
pobierało 581 uczniów. Wynik i tak, jak na LO, całkiem niezły. Zazwyczaj nikt
nie dochodzi tak wysoko.
Dotarcie do szczebla centralnego olimpiad przedmiotowych zapewnia indeks
wyższych uczelni bez zdawania egzaminów. Jest więc o co walczyć, a i chętnych
nie powinno brakować. Jednak jeśli ktoś już wystartuje, to i tak nie dociera
za wysoko. Powodem jest oczywiście brak dostatecznej wiedzy.
Oponenci wygłoszą oczywiście uwagi krytyczne typu: „uczniowie siemiatyckiego
liceum corocznie przechodzą do eliminacji centralnych różnych konkursów i
zajmują w nich bardzo dobre miejsca”. Owszem, lecz są to konkursy II-go i III-
cio ligowe: Ogólnopolski Konkurs Wiedzy Biblijnej, Olimpiada Prawosławnej
Wiedzy Religijnej oraz Losy Polaków na Wschodzie po 17 września. Tych
konkursów niestety nie ma wśród 28 olimpiad przedmiotowych zatwierdzonych
przez MENiS. I w żaden sposób nie wpływają one na pozycję rankingową naszego
LO. Jedyną pociechą może być zatwierdzenie przez MENiS Olimpiady Teologii
Katolickiej do grona olimpiad przedmiotowych. Jednak, z niewiadomych powodów,
i w niej nasi uczniowie nie odnoszą sukcesów. Tam też jest chyba za wysoki
poziom.

Od Wyborczej

Kolejne ciosy pochodzą od Gazety Wyborczej. W rankingu podlaskich liceów za
rok szkolny 2000/2001 Siemiatyczom przypadło 19 miejsce. Rok wcześniej było
lepiej, bo LO zajęło 14 miejsce. Zanotowało tym samym największy spadek na
liście. Pozycja siemiatyckiego LO byłaby tu jeszcze gorsza. Jednak
uwzględnieniono tu zajęcia pozalekcyjne. A tutaj niemiłosiernie ciągnie je w
górę sport szkolny. Chłopcy od lat dzielą i rządzą w podlaskiej piłce ręcznej
rozbijając w pył wszystkie konkurencyjne drużyny. Nie ustępują im także
dziewczyny. Sukcesy odnosi także lekkoatletyka. Sport nie jest jednak oczkiem
w głowie dyrekcji. To dziecko grupy nauczycieli – pasjonatów poświęcających
na to swój czas wolny. Paradoksem jest, że sport szkolny, tak nielubiany
przez dyrektora, spychany przez niego na margines życia szkoły, jest jedyną
rzeczą (poza nowym budynkiem i historią), którą ta szkoła może się tak
naprawdę pochwalić.

Jak twierdzi dyrektor

W Chinach od kilku miesięcy mamy właśnie rok koguta. W ZS era „Koguta” trwa
już 10 lat. Jakie są jego osiągnięcia? Czy sławny ze stosowania pruskiego
drylu dyrektor kieruje siemiatyckie LO w dobrą stronę? Zdania są podzielone.
Owszem jest sprawnym administratorem, dba o ładny wygląd budynku szkoły (choć
o placu przed szkołą oraz boiskach już chyba zapomniał). Jednak nie widać,
aby poprawiał się poziom kształcenia. Nie zauważa także, że poziom leci na
łeb na szyję w dół.
- Kondycja liceum jest, jak zawsze, bardzo dobra – twierdzi. Poparciem jego
słów jest wywieszona w szkolnej gablocie informacja, że LO im. KEN jest wśród
najlepszych. Jednak 321 miejsce w Polsce i 18 w województwie nie jest chyba
powodem do dumy? Przynajmniej nie dla mnie. Postawę dyrektora bardzo trafnie
oddaje tytuł ściennej szkolnej gazety: „Cenzor”. Coś w tym jest.
Faktycznie, może z nowego, przestronnego gabinetu, wszystko wydaje
się być lepsze. Z perspektywy maturzysty chcącego pójść na dobre studia ta
sama kwestia nie wygląda już tak różowo.

Diagnoza

Co spowodowało, że pozycja Liceum Ogólnokształcącego im. Komisji Edukacji
Narodowej, szkoły z wielką historią wpisaną w życie naszego miasta i okolic,
jest tak niska, nawet jak na Województwo Podlaskie?
Jednym z poważniejszych błędów, który doprowadził do dzisiejszego stanu
rzeczy, było podjęcie decyzji o rozbudowie starego liceum, zamiast budowie
nowego. Decyzja ta została podjęta przez kuratorium, a władze lokalne nie
miały na nią praktycznie żadnego wpływu. Starostwo Powiatowe otrzymało w
marcu 1999 roku, zaawansowaną w 30% budowę.
- Nie mieliśmy innego wyjścia, musieliśmy ją kontynuować. Kosztowała nas ona
wiele wysiłku. Od momentu przejęcia budowy starostwo, łącznie z dotacjami z
budżetu państwa, wydało na inwestycję prawie 5 milionów złotych. – mówi
starosta Jan Zalewski.
Brak konkurencji ze strony drugiej szkoły średniej sprawia, że w istniejącym
Zespole Szkół narastają patologie. Nie widać pędu do podnoszenia jakości
kształcenia. LO nie ma tak naprawdę czym zachęcić gimnazjalistów, aby
kontynuowali edukację w jego murach. Bo i nie trzeba. Nowi uczniowie
napływają, ponieważ nie mają innego wyboru. Aby uczyć się w innej szkole
średniej, lepszej od siemiatyckiej, musieliby pokonać minimum 50 km. Taki
wybór jest jednoznaczny ze spędzeniem dwóch godzin jazdy autobusem. Można
oczywiście zamieszkać na stancji, lub, co gorsza, w internacie. Wiąże się to
jednak z kosztami i rozłąką z rodziną i grupą znajomych. A takiego ryzyka nie
wszyscy są w stanie podjąć.

Będę uczyć do śmierci

Każdą instytucję tworzą ludzie. Jeżeli dziej
Obserwuj wątek
    • high_level Re: Szkoła Kiepskich?! 13.05.05, 10:15
      Ach, statystyki, statystyki...
      Już w XIX wieku wybitny brytyjski pisarz i polityk Disraeli mówił, że są trzy
      rodzaje kłamstw: zwykłe kłamstwa, ohydne kłamstwa i ... statystyki.

      Coś mi się wydaje, że autor tego artykułu wpadł właśnie w taką pułapkę
      statystyczną. Smaga on bezlitośnie poziom nauczania w siemiatyckim LO,
      podpierając się miejscami w rankingach szkół średnich w Polsce. To jednak
      kiepski i bardzo wątpliwy argument.

      Zadałem sobie trochę trudu i sprawdziłem liczbę liceów ogólnokształcących w
      Polsce. Jest ich, UWAGA, 2567 (dane za rok szkolny 2003/2004).
      www.vulcan.edu.pl/badania/szkoly/licea.php?id=0
      I tylko 404 zmieściły się w tym rankingu "Rzeczpospolitej". Ponad dwa tysiące
      liceów w Polsce może tylko o tym pomarzyć, bo jest to dla nich po prostu
      nieosiągalne. Nie dlatego oczywiście, że prezentują one wyższy poziom niż LO w
      Siemiatyczach. Tak więc samo znalezienie się w rankingu jest już sporym
      osiągnięciem. Nawet ostatnie 404 miejsce w tym rankingu nie jest żadnym powodem
      do wstydu czy jakichś kompleksów. Powiedziałbym nawet, że wręcz przeciwnie.
      Jest to powód do dumy. Poza tym w rankingach uwzględniane są też średnie szkoły
      zawodowe (technika), a tych jest w Polsce ponad 6 tysięcy.
      Podsumowując, 321 miejsce na około 9 tys. szkół średnich to naprawdę niezły
      wynik.

      Podobnie rzecz się ma z 18 miejscem w rankingu szkół w województwie podlaskim.
      To także miejsce w czołówce, bo liceów na Podlasiu jest w sumie nie 22 (jak
      sugeruje autor artykułu), ale aż 77. Nauki można też pobierać w 199 technikach.
      Daje to w sumie ponad 270 szkół średnich działających na terenie województwa.

      Tak więc cała ta napaść na poziom nauczania w siemiatyckim LO jest oparta na
      zupełnie błędnych przesłankach. To raczej KIEPSKA literatura.
    • high_level odpowiedź nauczyciela z LO 18.05.05, 09:18
      Liceum Ogólnokształcące w Siemiatyczach
      Odpowiedź jednego z Kiepskich

      Po opublikowaniu w ostatnim Siemiatyckim "Kurierze Samorządowym" (sponsorowanym
      przez władze samorządowe) obszernego "materiału" na temat Liceum
      Ogólnokształcącego w Siemiatyczach w pierwszym odruchu napisałem maila do
      redakcji tegoż czasopisma:
      "Redakcjo "Kuriera Samorządowego"!
      Wstydzę się, że moje nazwisko (choć co prawda, w pozytywnym kontekście)
      znalazło się w nierzetelnym i bardzo głupim materiale "Szkoła Kiepskich?". Jad
      piszącego j.s., niesprawiedliwe sądy, brak podstawowej wiedzy na temat
      problemów, którymi żyje nasza szkoła, wreszcie obraźliwy ton (w szczególności w
      stosunku do niektórych kolegów i do dyrektora) nie pozwalają mi pozostać
      biernym. Uważam, że wszystkie anonimowe i półanonimowe donosy powinny być
      skonfrontowane z prawdą, a wszystkie postawione zarzuty, jak najszybciej
      wyjaśnione. Szkoda, że periodyk regionalny z braku pomysłów na zapełnienie
      kolumn, drukuje takie ohydne teksty. Wypadałoby rzucić rękawicę i wyzwać na
      pojedynek, tylko kogo?
      W związku z tym, że zostałem wymieniony w tym materiale, żądam opublikowania
      mojej opinii na jego temat.
      - Roman Panasiuk - nauczyciel j. rosyjskiego w Zespole Szkół w Siemiatyczach,
      Siemiatycze, 26.04.2005r."
      Po kilku godzinach dostałem odpowiedź, że mój tekst nie kwalifikuje się do
      druku z przyczyn... prawa prasowego(!). Postanowiłem więc, napisać szerzej na
      temat "materiału" i zamieścić swoją opinię na łamach "Głosu Siemiatycz". Oto
      ona:Przystępując do pisania i analizowania pracy liceum autorzy i pomysłodawcy
      tekstu powinni być zorientowani choć w minimalnym stopniu w problemach naszej
      szkoły. Mam wrażenie, że nikt nie zastanowił się nad zasadnością komentarzy,
      które zostały zawarte w "materiale". Jeśli by się zastanowić głębiej, to ATAK
      (tak jest - ATAK) na naszą szkołę czymś jest spowodowany.
      Czym? Czy prawem nauczyciela (a wkrótce już obowiązkiem) pracowania do 65 roku
      życia? A może tym, że w latach reformatorskiej zawieruchy nasza szkoła idzie
      obronną ręką, ponieważ jest mądrze zarządzana? A może tym, że w Polsce są
      tysiące szkół średnich, a my mamy numer 300- któryś w jednym z rankingów?

      Czy nie jest wiadome autorom, co to jest szkoła środowiskowa, a nie renomowany
      ogólniak? Czy wiedzą, na jakiej zasadzie wielu, wielu uczniów decyduje się na
      złożenie podania do LO w Siemiatyczach? Bo jest blisko, a rodzice nie mają
      pieniędzy na kształcenie dziecka poza Siemiatyczami. To w połowie lat 90.
      rodzice w czasie każdej rekrutacji do klasy pierwszej jeździli do kuratorium z
      prośbą o zwiększenie oddziałów. Dziś jeździć nie muszą.

      Zarzuty o brak sukcesów są śmieszne. Coś na ten temat mogę powiedzieć, bo
      często na siłę zmuszam uczniów do wzięcia udziału w olimpiadzie, bo przychodzi
      do nas z w/w względów młodzież, która powinna znaleźć się w innych szkołach w
      powiecie (o których w periodyku SKS się nie pisze, a które w porównaniu z
      naszym liceum szczytem sukcesów dydaktycznych chyba nie są). A może atak
      spowodowała nieznajomość ogólnej tendencji w oświacie, by ucznia w średniej
      szkole jak najkrócej uczyć, przepuścić i zapewnić mu minimum maturalne?

      Powszechnie wiadomo, że po LO w Siemiatyczach pilny uczeń nie ma problemów w
      dostaniu się do tzw. dziennych szkół wyższych. Są na to dowody. Absolwenci
      każdej szkoły mają niepowodzenia, a nasi są specyficzni - są zabierani do
      jednego wspólnego pociągu, bo takie jest zapotrzebowanie społeczne. Gdyby z
      obecnych 7 klas równoległych wycisnąć najlepszych uczniów, którzy dostają się
      na studia tam, gdzie chcą, otrzymalibyśmy dwie (albo i trzy) przepełnione
      klasy, które przez długi czas istniały w naszym liceum (do końca lat 80.). Ten
      proces nazwany jest w materiale spadkiem poziomu. A to jest proces obiektywny.
      Polityka rządu zmierza do tego, by średnie wykształcenie miała większość
      społeczeństwa, toteż więcej uczniów jest przyjmowanych do klasy pierwszej.

      A pretensje o rozbudowę starej szkoły, a nie budowę nowej, proszę skierować do
      ówczesnych władz (których przedstawiciele zasiadają i dziś we władzach). To one
      nie chciały rozmawiać o nabrzmiewających problemach edukacyjnych w mieście. I
      dzięki dyr. HODUNOWI to się zmieniło. Nie mógł przecież on - dyrektor liceum -
      rozbudowywać instytucji edukacyjnych w mieście - poszerzał więc swoją bazę. I
      to z jakimi problemami! Ja to pamiętam, bo w tym uczestniczyłem - żurnal SKS -
      NIE!

      Dyrektor Choiński sprawnie zarządza naszą szkołą. Może nawet sprawniej od
      innych. Cała kadra wie, na czym stoi i na radach rozmawia o perspektywach
      szkoły, a nie o miejscu na studniówkach. Tylko złośliwiec mógł przytoczyć taki
      argument. A może nowy budynek (fakt, że nie najpiękniejszy) zaczął kogoś kłuć w
      oczy, może pojawił się pomysł na inne jego zagospodarowanie? A może zbliża się
      konkurs na dyrektora szkoły i ktoś stara się zdyskredytować w oczach
      społeczeństwa obecnego dyrektora? A może... ktoś chce przeszkodzić w rekrutacji
      do naszej szkoły... bo termin ATAKU by się zgadzał?

      NIE! W rekrutacji SKS nam nie przeszkodzi. Czytelnicy swój rozum mają...
      Proszę mi wybaczyć, że zadaję takie pytania, ale po prostu nie mogę zrozumieć
      przyczyn powstania takiego tekstu - tak obraźliwego, do takiego stopnia
      niekulturalnego, wręcz chamskiego, a do tego nielogicznego. Oto przykład tej
      logiki: jeśli zaawansowani stażem nauczyciele są najlepsi (patrz wymienione w
      tekście nazwiska), to powinni odejść, by nie umrzeć przy tablicy. Do
      innych "argumentów" się nie odniosę, bo nie warto.

      I jeszcze jedno. Jako nauczyciel zostałem w "materiale" wyróżniony imiennie.
      Zatem jako nauczyciel chcę podkreślić pustkę myślową spozierającą spoza tekstu,
      brak wartości, szacunku dla innych, Biblii, drwinę ze starości.

      Mam nadzieję, że nauczyciele w naszej szkole jeszcze długo będą uczyć, a
      takiego rodzaju dziennikarstwo, jakie prezentuje SKS, szybko i zasłużenie
      przejdzie na rentę inwalidzką, by tam dokonać żywota.

      Roman Panasiuk
      PS. Bardzo współczuję uczniowi, który zaczął palić papierosy z powodu nazwania
      go przez nauczyciela "głąbem".

      (źródło: Głos Siemiatycz)
    • high_level ...i absolwentka z czasów świetności LO 25.05.05, 10:01
      Redakcyjna poczta
      Liceum w Siemiatyczach - kij w mrowisko

      Dwie publikacje lokalnej prasy - artykuł w dwutygodniku wydawanym przez
      samorząd oraz riposta Romana Panasiuka w Głosie Siemiatycz - wzbudziły spore
      zainteresowanie Czytelników.

      Z ciekawością przeczytałam oba artykuły i postanowiłam zabrać głos w tej
      sprawie. Głos nieco inny niż poprzednie, bo głos absolwentki tej szkoły z lat
      80 (czyli z czasów świetności LO im. KEN), która teraz swoje dzieci posyłać
      musi (i chce) do szkół średnich w innych miastach. Pytanie dlaczego musi
      (chce)?
      Odpowiedz jest prosta: zależy nam rodzicom na poziomie wykształcenia naszych
      dzieci, a obraz, jaki przedstawia siemiatyckie LO, nie daje pewności, że nasze
      pociechy zostaną tam odpowiednio przygotowane do egzaminów na studia. Być może
      liczby, procenty, zestawienia nie każdemu przypadają do gustu, ale taka jest
      rzeczywistość. Aby ocenić poziom nauczania, jaki oferuje dana szkoła średnia,
      wyznaczono ściśle określone kryteria.

      Rodzice uczniów kończących gimnazja głównie w ten sposób poznają, jaki jest
      poziom nauczania w danej szkole. Jeżeli mają do wyboru oddalone o kilkadziesiąt
      kilometrów LO, które zajmuje 50 lokatę w kraju, starają się za wszelką cenę
      (właśnie rozdzielenia z rodziną, kolegami, narażania się na dodatkowe koszty
      itp.) umożliwić dziecku kontynuację nauki w tej szkole.

      Nie wnikam w sprawy polityki rozbudowy starego budynku, czy też budowy nowego,
      bo na tym się nie znam. Nie zgadzam się też ze stwierdzeniem, że duża liczba
      klas pierwszych wpływa na jakość i efekty nauczania - proszę sprawdzić ile jest
      takich klas w liczących się liceach w Białymstoku czy Siedlcach, bo tam głównie
      odpływają najlepsi absolwenci naszych gimnazjów.

      Jedno jest pewne: to wysokość poprzeczki przy przyjmowaniu do liceum
      ogólnokształcącego wpływa na renomę i osiągnięcia szkoły. Nie podoba mi się
      obraźliwy ton, jaki przybrał w swoim artykule autor "Szkoły Kiepskich", ani
      ten, jaki w ripoście przyjął Roman Panasiuk - są one z dwóch różnych biegunów.
      Jeden napada, drugi się broni. W zasadzie wszystko normalnie, żal tylko, że w
      tym roku znowu śmietanka najlepszych gimnazjalistów odpłynie w Siemiatycz, by
      przysparzać dalszych sukcesów innym szkołom średnim.
      Żal tym większy dla absolwenta tej szkoły z czasów jej świetności. Z czasów
      kiedy historii (także tej zakazanej) uczyła mnie prof. Błocka, języka polskiego
      prof. Oniszczuk, a niemieckiego (młodziutka wtedy, ale znakomita nauczycielka)
      prof. Bortniczuk, matematyki prof. Choiński, a języka rosyjskiego oraz
      umiłowania malarstwa prof. Wiszenko. Niektórzy z tamtych nauczycieli uczą i
      dzisiejszą młodzież, więc chyba nie należy szukać przyczyny upadku LO w wieku
      nauczycieli.

      Gdzie wiec jest pies pogrzebany? Tu właśnie należy mieć nadzieje, że dyrekcja i
      całe grono pedagogiczne dołoży wszelkich starań, aby podnieść poziom nauczania,
      przywrócić szkole jej dawny wizerunek, nie dopuścić do dalszego odpływu
      najlepszych absolwentów gimnazjów.

      W tej całej sprawie nie zapominajmy też, jak wiele zależy od samej młodzieży i
      jej determinacji w zdobywaniu wykształcenia. Pewien młody człowiek, ukończywszy
      szkołę średnią w Czartajewie, dostał się bez trudu na państwową uczelnię,
      ukończył ja z wysoką lokatą, a przed 30-tką miał już tytuł doktora i nadal
      kontynuuje karierę naukową. Na swojej drodze spotkał na pewno nauczycieli,
      którzy pomogli mu w zdobywaniu wiedzy, ale przede wszystkim to on sam chciał do
      tego dążyć.

      W ocenach więc ważmy słowa, nie wrzucajmy wszystkich do jednego kotła, zarówno
      nauczycieli jak i młodzieży. Znacznej większości pedagogów leży na sercu dobro
      i wykształcenie uczniów, ale i młodzieży powinno na tym zależeć.

      Dobrym zakończeniem niech będą słowa mojego kolegi też z czasów świetności LO
      im. KEN: "uczyliśmy się w elitarnej na naszych terenach szkole, ale po części,
      to my sami tworzyliśmy jej elitarność".

      Czytelniczka, absolwentka LO w Siemiatyczach

      (źródło: Głos Siemiatycz)
    • high_level Echa "Szkoły Kiepskich?!" 24.05.06, 19:04
      Echa „Szkoły Kiepskich?!”

      Spodziewaliśmy się, że artykuł z poprzedniego numeru „SKS”, pt. „Szkoła
      Kiepskich” wzbudzi ogromne zainteresowanie. I nie pomyliliśmy się. Czekaliśmy
      na bardzo różne odgłosy i echa. W ogromnej mierze przeważyły opinie in plus, za
      co Szanownym Czytelnikom, jesteśmy ogromnie wdzięczni. Zebraliśmy dużo
      gratulacji, że to właśnie „SKS”, a nie niezależny „Głos Siemiatycz” podjął się
      realizacji tego trudnego, i od dawna znanego, tematu. Szczególnie wdzięczni są
      nam uczniowie LO. Siedząc w szkolnych ławkach to właśnie oni najbardziej
      dostrzegają zaistniałe nieprawidłowości. Artykuł i tak był łagodny i mocno
      wyważony. Nie wspomniano w nim o wielu sprawach, które nie powinny były mieć
      miejsca. Nie było w nim nic o agitacji politycznej i prowadzeniu kampanii
      wyborczej podczas lekcji. Pominięto też fakt podkładania fałszywych klasówek
      przez niektóre nauczycielskie dzieci. Nie było również mowy o udzielaniu
      korepetycji własnym uczniom! A wszystkie te przypadki zaistniały i miały
      miejsce.

      Znowu podeprę się opiniami użytkowników nieoficjalnego forum siemiatyckiego LO.
      Specjalnie utworzony temat pt. „Szkoła Kiepskich” co wy o tym sądzicie?
      Zanotował w ciągu tygodnia ponad 300 wejść, co jak na to forum jest wynikiem
      bardzo przyzwoitym, jeśli nie rekordowym. Jeden z jego userów
      napisał „Oczywiście, że dobrze się stało, że ktoś odważył się napisać coś, o
      czym wszyscy już od dawna szepczą. Ale czy w takim mieście może to coś zmienić?
      Nie! Tak to już jest - Artykuł nic nie zmieni, autor może zostać co najwyżej
      oskarżony o pomówienia.” I rzeczywiście zostałem posądzony. Jedna z
      nauczycielek, podczas rozmowy ze swoimi koleżankami i kolegami w pokoju
      nauczycielskim, chciała mnie nawet podać do sądu. Poproszona jednak o
      wyjaśnienie, czego miałby dotyczyć pozew, nie potrafiła odpowiedzieć. Kolejny
      użytkownik traktuje siemiatyckie LO tylko i wyłącznie jako wyjście awaryjne.
      Woli dostać się do innych szkół. Najlepszy jest jednak post o treści „Czy
      poczuliście się obrażeni tym artykułem ? Bo mnie jakoś mało obchodzi jak piszą
      o tej szkole...Mi wystarczy, że się w niej uczę.”

      Ciekawy i analityczny wydaje się być apel tegorocznej maturzystki. Czytamy w
      nim:

      APEL

      Tez czytałam ten artykuł. Jestem maturzystką (tegoroczną) i myślę, że dobrze
      się stało, iż sb napisał ten artykuł, bo może niektóre babcie uczące różnych
      przedmiotów odejdą w końcu na rentę/emeryturę i nie będą męczyć więcej uczniów.
      A co do p. Dyrektora to rzeczywiście tylko pogorszył się wizerunek (jak i
      rankingi) szkoły za jego "czasów". Jednak "nie mogłabym spać" gdybym
      powiedziała, że jest złym nauczycielem, podobnie jak wielu doświadczonych
      nauczycieli z naszej szkoły. Naszej siemiatyckiej szkole potrzeba aktywnego
      dyrektora, który potrafiłby pozyskać dobrych uczniów oraz zachęcić ich do nauki
      w tej szkole (nie tylko wyglądem zewnętrznym LO). Potrzeba kogoś młodego,
      energicznego. Kogoś, kto potrafiłby zmienić wizerunek szkoły (nie z zewnątrz).
      Potrzeba REWOLUCJONISTY, bo tutaj już sie nic nie da zrobić tradycyjnymi
      metodami. Trzeba skreślić starszą kadrę i postawić na JAKOŚĆ a nie na ilość
      uczniów (quality not quantity!). Tylko wiadomo jak to teraz zrobić skoro
      zatrudniło się tylu nowych nauczycieli??! Na pewno można to zrobić. Tylko
      potrzeba kogoś NIE z umiejętnościami administracyjno-matematycznymi, a o
      zupełnie innych kwalifikacjach. Trzeba dać szansę młodemu, ambitnemu
      człowiekowi, z odpowiednim wykształceniem. A zresztą.. Każdy może wymieniać tu
      swoje poglądy, jednak to, co wyżej napisałam nie może się spełnić, a szkoła
      ciągle będzie się pogrążać. Dlaczego? Bo w naszym siemiatyckim powiecie, władzę
      stale dzierżą ludzie, którym zęby wypadają ze starości. Tacy ludzie, nie są
      zdolni do racjonalnego, PRZYSZŁOŚCIOWEGO myślenia. Oni myślą tylko o sobie i o
      swoich bliskich. Nie myślą o ludzkości, ani o tych młodych ludziach, którzy co
      roku wyjeżdżają autobusami za zachodnią granicę faszystowskiego państwa. Nie
      mówię, że jestem za eutanazją patrząc na tych ludzi, ale dajcie szansę młodym,
      zwykle lepiej wykształconym od was. Czy wy naprawdę nie widzicie, co robicie z
      tym miastem? Przecież wszyscy stąd wyjeżdżają...”
      www.kuriersiemiatycki.pl/archiwum/echa%20szkoly%20kiepskich.html
      • high_level nauczyciele byli wściekli... 05.06.06, 18:26
        Prawdziwa cnota krytyk się nie boi!

        Pojawiły się także głosy krytyczne i polemiczne w temacie artykułu. We wtorkowy
        poranek, dzień po publikacji artykułu, w pokoju nauczycielskim LO im. KEN
        rozpętała się wiosenna burza. Nauczyciele byli wściekli, nie było innego tematu
        do rozmowy. Nawet w czasie lekcji przekazywali swoim uczniom jedynie słuszny
        sąd na ten temat. Najbardziej wyrazistą i jedyną podpisaną (za co jestem Mu
        wdzięczny) opinię przedstawił Roman Panasiuk, rusycysta z ZS w Siemiatyczach.
        Zawarł ją w mailach wysłanych do naszej redakcji. Wydrukował je także, w nieco
        zmienionej wersji, „Głos Siemiatycz”. Nieprawdą jest jednak stwierdzenie, że
        nie chcieliśmy wydrukować jego opinii. Odmowa dotyczyła tylko i wyłącznie
        pierwszego maila od R. Panasiuka. Pisany był on wyraźnie pod wpływem niedobrych
        emocji, a jego autor wyraźnie się zagalopował. Przesycony był on złością,
        zarzutami braku podstawowej wiedzy. Zawierał również osobiste wycieczki do
        autora artykułu. Odmowa ta była podyktowana także brakiem możliwości
        zweryfikowania nadawcy poczty elektronicznej. Szczególnie, jeśli ktoś posiada
        adres zaczynający się od <<123frytki>>. Drugi, obszerniejszy i wyraźnie już
        chłodniejszy list chcieliśmy wydrukować. Jednak R. Panasiuk odpisał: „Nie
        musicie drukować tej odpowiedzi. Wydrukuje ją "Głos Siemiatycz"”. Nie wypadało
        nie zgodzić się z tą „prośbą”.

        Wyzwać na pojedynek

        Nie próbujemy wcale LO im. KEN przeszkodzić w rekrutacji. Pragniemy tylko
        uzmysłowić gimnazjalistom, że większe szanse na dostanie się na dobre studia
        mają kończąc dobre liceum, a nie ZS w Siemiatyczach. Sami Siemiatyczanie nie
        chcą chyba skazywać swoich pociech na zaoczne studia na miejscu, czy w równie
        prowincjonalnym Białymstoku. R. Panasiuk pisał w swoim komentarzu,
        że „Wypadałoby rzucić rękawicę i wyzwać na pojedynek, tylko kogo?” Artykuł był
        podpisany, więc wiedział kogo może wyzywać na pojedynek. Ja rękawicę podnoszę,
        ponieważ wiem, że z głupotą i zacofaniem wygram. Jeśli ma natomiast na myśli
        inną osobę, to niech wskaże jaką. A tak na marginesie, zamieszczenia opinii nie
        można żądać, a jedynie poprosić. Stanowisko R. Panasiuka można jednak łatwo
        wyjaśnić. Język rosyjski jest, mimo zapowiedzi otwarcia na wschód, ciągle w
        głębokiej defensywie. Być może w obawie przed utratą pracy R. Panasiuk robi
        wszystko, aby prezentować utartą ścieżkę narzuconą przez dyrektora? Twierdzi on
        także, że „w LO Siemiatycze pilny uczeń nie ma problemów w dostaniu się do
        tzw. dziennych szkół wyższych. Są na to dowody.” Jakie dowody? Dowodem jest
        ranking „Newsweeka”, że tylko co piąty uczeń naszego LO dostaje się na dzienne
        studia najlepszych 130 szkół wyższych w Polsce. A na Ciepłą może dostać się
        każdy. Szanowni państwo! Spadek poziomu nie jest procesem obiektywnym. Jest
        procesem tragicznym. Potwierdza to wielu nauczycieli, z którymi rozmawiałem
        jeszcze przed napisaniem artykułu. Jeśli chodzi o nowy budynek akurat mi się
        podoba i wcale mnie w oczy nie kłuje. Kłuje mnie co innego.

        Poszukiwania winnego

        Cała argumentacja R. Panasiuka opiera się właściwie na ataku i zarzutach.
        Niestety w liście „jednego z Kiepskich” nie ma ani słowa, ani jednego
        przebłysku o możliwości popełnienia błędów przez grono pedagogiczne. Można z
        niego wywnioskować, że wszystko w siemiatyckim LO dzieje się bardzo dobrze. A
        wszyscy naokoło są bardzo źli i złośliwy. Tylko skąd taka słaba pozycja
        rankingowa? I właśnie ten zarzut jest sednem artykułu pt. „Szkoła Kiepskich?!”.
        A, że „ryba psuje się od głowy”, to właśnie dyrektora krytyka dotyczyła
        najbardziej. Za nieprawidłowości w resorcie odpowiada właściwy minister, za co
        jest pociągany do odpowiedzialności politycznej. Tutaj mamy do czynienia z
        analogiczną sytuacją. Odpowiada ten, który zarządza.

        Zadziwia mnie zarzut nielogiczności. Owszem najstarsi nauczyciele są zazwyczaj
        słabsi niż ich młodsi koledzy. Ale jak brzmiał wytłuszczony podtytuł Są i
        rodzynki! Wyjątki można znaleźć niemal w każdej regule. I jeszcze jedno. Jeżeli
        uważa Pan, że to w porządku, że nauczyciel nazywa ucznia głąbem, to gratuluję
        postawy pedagoga. W takim układzie uczniowie może powinni zwracać się do
        nauczycieli per „głupku”?

        W dzisiejszych czasach bardzo potaniała odwaga. Rozum natomiast stał się
        towarem wyjątkowo cennym.

        js

        Autor artykułu ciągle jest absolwentem LO im. KEN w Siemiatyczach. Jednak już
        się do tego nie przyznaje
        • czesiula Re: nauczyciele byli wściekli... 05.06.06, 20:04
          A powinien...
    • high_level dyrektor Choiński zwalnia 29.06.06, 19:39
      Dyrektor może zwalniać

      W Siemiatyczach huczy od plotek na temat zwolnienia Zdzisława Warpechowskiego z
      funkcji wicedyrektora Zespołu Szkół w Siemiatyczach. Mówi się również na temat
      wypowiedzenia z pracy wręczonego dwóm nauczycielkom tejże szkoły, rzekomo w
      zemście za wyrażenie negatywnej opinii co do odwołania wicedyrektora z
      pełnionej funkcji. O plotkach i faktach rozmawiamy z dyrektorem Zespołu Szkół w
      Siemiatyczach - Janem Choińskim.

      - Proszę o wyjaśnienie sytuacji. Czy rzeczywiście można powiedzieć, że chciał
      się pan pozbyć Zdzisława Warpechowskiego?
      - Ludzie nie wiedzą, jaka jest prawda. Zaznaczę od tego, że do tej pory, do
      rozmowy z panią, nikt nie prosił mnie o jakiekolwiek wyjaśnienie, nikt nie
      próbował zdobyć prawdziwych informacji. Zarządzając taką placówką, jaką jest
      Zespół Szkół w Siemiatyczach - z tyloma klasami, tyloma uczniami – niestety,
      nie mogę bawić się w sentymenty. Nieporozumienia pomiędzy ludźmi to też w jakiś
      sposób normalne. Od dłuższego czasu mieliśmy z panem Warpechowskim różne wizje
      szkoły. Brak było harmonijnej współpracy. Nie chcę opowiadać szczegółów, bo nie
      na tym to polega. Natomiast bzdurą jest, że nie chciałem puścić uczniów na
      wycieczkę i że to było wystarczającym powodem odwołania. Nie układała się nam
      współpraca. Powołam się na art. 37 ustawy o systemie oświatowym (z dnia 7
      września 1991 r. o systemie oświaty – A.K.), który mówi, że jeśli w szkole lub
      placówce, w których zgodnie z ramowym statutem może być utworzone stanowisko
      wicedyrektora i inne stanowiska kierownicze, powierzenia tych stanowisk i
      odwołania z nich dokonuje dyrektor szkoły lub placówki po zasięgnięciu opinii
      organu prowadzącego, rady szkoły lub placówki oraz rady pedagogicznej. Zgodnie
      ze stanem prawnym w mojej gestii jest odwołanie wicedyrektora ze stanowiska.
      Nie jest to coś nadzwyczajnego. Powiedziałbym, że jest to epizod w historii
      szkoły.

      - Po zasięgnięciu opinii organu prowadzącego i rady szkoły – zasięgał pan
      takiej opinii? I co w związku z zarzutem, że złamał pan ustawę o samorządzie?
      - Nigdzie nie jest powiedziane, że mam w jakiejś określonej kolejności zasięgać
      opinii na temat wyrażenia zgody na odwołanie ze stanowiska wicedyrektora. Nie
      ma jakiejś ustalonej kolejności. Na radzie pedagogicznej poprosiłem o wyrażenie
      takiej opinii. Opinie pojawiły się różne. Nie jest słusznym stwierdzenie, że
      rada zdecydowanie zaprotestowała przeciwko zwolnieniu pana Warpechowskiego z
      funkcji. Nie chciała też zagłosować. Nieprawdziwym jest również stwierdzenie,
      że zarząd powiatu nie wydał opinii pozytywnej. Zarząd powiatu nie wydał żadnej
      opinii, ponieważ na mój wniosek o wydanie opinii dostałem odpowiedź, że zarząd
      powiatu jako organ prowadzący chce wcześniej poznać opinię rady pedagogicznej
      placówki. Zarząd powiatu wysłał do mnie pismo z datą 29.06.2006 dotyczące
      odwołania wicedyrektora, w którym prosi o opinię rady, a potem wyrazi swoją
      opinię. W tym czasie pojawiło się też nowe rozwiązanie. Z dniem 31.05.2006 pan
      Warpechowski sam złożył na moje ręce rezygnację z zajmowanego stanowiska
      wicedyrektora. Tym samym problem odwołania z funkcji przewodniczącego rady
      miasta został rozwiązany, bo po prostu on sam złożył rezygnację. Oczywiście
      przed przyjęciem rezygnacji pytałem radę pedagogiczną o zdanie. Chciałbym
      jeszcze raz nadmienić, że zgodnie z prawem to ja, jako dyrektor, zwalniam z
      funkcji wicedyrektora, po zasięgnięciu opinii. Zgodnie z prawem opinie mogą być
      negatywne, a tu takich nie było (najistotniejsze jest samo zasięgnięcie opinii)
      i po prostu na swoje sumienie biorę zwolnienie wicedyrektora. Owszem, taka
      osoba może się odwoływać. Ostateczna decyzja wyszła od pana Warpechowskiego. Z
      dniem 31 maja złożył rezygnację na moje ręce, z 3-miesięcznym okresem
      wypowiedzenia. Do 31 sierpnia pan Warpechowski pełni funkcję wicedyrektora.
      Problem jest rozwiązany, a zupełnie inaczej został przedstawiony. Ktoś
      (podpisany jako „inf”), kto o tym wszystkim pisał w „Kurierze Samorządowym”,
      miał aż dwa tygodnie na zasięgnięcie jakiejkolwiek opinii na temat sytuacji.
      Chcę powiedzieć, że do dnia dzisiejszego, do pani wizyty, nikt mnie o nic nie
      pytał, nikt mnie nie prosił o jakąkolwiek informację, te wszystkie informacje
      zostały podane bez pytania mnie o cokolwiek.

      - Rok temu rozgorzała wielka dyskusja, że liceum ma niski poziom nauczania, bo
      uczą w nim nauczyciele starzy, którzy nie mają dobrego kontaktu z uczniami.
      Teraz wielkim problemem staje się zwolnienie przez pana nauczycielek z długim
      stażem nauki w szkole. Rzekomo zostały zwolnione za stanowczy sprzeciw co do
      zwolnienia z funkcji wicedyrektora Warpechowskiego.
      - Ja myślę, że w tym przypadku celowo napisano w ten sposób, by dodać tematowi
      pikanterii, że niby kierowałem się zemstą. Prawda jest taka, że wypowiedzenia
      tym paniom wręczyłem 17 maja, daleko przed sprawą pana Warpechowskiego. Nie
      jest prawdą sugestia, że postawa nauczycieli na radzie pedagogicznej miała
      wpływ na zwolnienie z pracy dwóch pań polonistek. Implikacja ta jest
      niedorzeczna, gdyż wręczenie pism o rozwiązaniu stosunku pracy z dwiema paniami
      miało miejsce dwa tygodnie wcześniej. Powołam się tu też na Kartę Nauczyciela
      (ustawa z dnia 26 stycznia 1982 r. – A.K.), której art. 23.1. mówi, że stosunek
      pracy z nauczycielem zatrudnionym na podstawie mianowania ulega rozwiązaniu
      (...) w razie ukończenia przez nauczyciela 65 lat. Jeżeli z ukończeniem 65 lat
      życia nauczyciel nie nabył prawa do emerytury, dyrektor szkoły przedłuża okres
      zatrudnienia, nie dłużej jednak niż o 2 lata od ukończenia przez nauczyciela 65
      lat życia.

      Do kwestii rankingów siemiatyckiego LO i zarzutów matactw i machlojek
      finansowych w szkole jeszcze wrócimy. Zdaniem dyrektora Choińskiego prawda jest
      zupełnie inna. Natomiast teraz, podsumowując spór dyrektorów w liceum, nasuwa
      się jedno stwierdzenie: w każdej szkole, czy to wicedyrektor, czy normalny
      nauczyciel któregoś dnia odchodzi. Czy odchodzi sam, czy ktoś mu w tym „pomaga”
      to inna historia. Z każdej szkoły odchodzą też nauczyciele na zasłużoną
      emeryturę. Czy wtedy też wychodzi się z założenia, że to zemsta dyrektora? I
      czy wtedy robi się wielki szum, bo sprawa dotyczy... przewodniczącego rady? A
      może jest to już przedsmak samorządowej kampanii wyborczej? Skoro tak głośno o
      danej osobie, skoro tak wszyscy o nią walczą, to może jest warta zaufania?

      AK, Głos Siemiatycz
      • horry_piotter A te dwie osoby jeszcze to kto? 29.06.06, 20:08
        Moze ktoś podac przynajmniej inicjały i przedmiot, którego uczyły te osoby? Nie
        jestem w S-tyczach, wiec nie wiem. Z góry dzieuję.

        Swego czasu był szum, że w LO są starzy nauczyciele i nie ma miejsca dla nowych.
        Że czas zrobić miejsce dla młodych, co zresztą jest prawdą.

        Teraz jest szum, ze odchodzą starzy. I coś mi się wydaje że Choińskiemu nie
        chodziło o zrobienie miejsca dla młodych, i że mu to wyszło jako "skutek uboczny".

        Warpechowski sobie poradzi, to szczwany lis. Nie wiem kim są te dwie pozostałe
        osoby, ale pewnie nabyły prawo do emerytury, więc też pewnie sobie poradzą.
        Ciekawe kogo Choiński weżmie na ich miejsce. Na siemiatyckim rynku pracy stały
        etat w szkole to łakomy kąsek. Zaraz się rozdzwonią telefony do Choińskiego,
        "Czy może córka mogłaby uczyć...", ""Mam sprawę, syn skończył właśnie studia i
        czy może...". Więc jakie etaty są do wzięcia? Domyślam się że j. polski i
        historia. Zgadłem?
        • wasas Re: A te dwie osoby jeszcze to kto? 29.06.06, 20:42
          To W. Oniszczuk i S. Barszczewska- Szum - polonistki. Nie pałam sympatią do
          Choińskiego, ale w tym momencie przyznaję mu rację. Już czas na łaskawy chleb.
          Obie są już nauczycielkami dyplomowanymi to i emeryturka będzie większa.
          • high_level Zespół Szkół w internecie 04.07.06, 18:43
            wasas napisała:

            > To W. Oniszczuk i S. Barszczewska- Szum - polonistki.

            Tak jakoś od razu sobie pomyślałem, że może chodzić o moją polonistkę WO.
            Tymczasem Zespół Szkół w Siemiatyczach pojawił się znów w internecie
            www.technodis.pl/liceum/
            • wasas Re: Zespół Szkół w internecie 04.07.06, 19:38
              Ale stronka niedopracowana. Brak nauczycieli j. polskiego, j. obcych,
              matematyki, przedmiotów zawodowych. Dużo pomyłek w nazwiskach i przeinaczone
              imiona absolwentów, a mnie to i w ogóle nie uwzględniono w tym wykazie.
              • high_level Re: Zespół Szkół w internecie 05.07.06, 20:11
                Rzeczywiście, strona nie rzuca na kolana. Ale, jak to się mówi, lepszy rydz niż
                nic. Pracował nad tym dziełem nauczyciel informatyki z liceum. Może byłoby
                jednak lepiej, gdyby się za to wzięli co zdolniejsi jego uczniowie...
                siemiatycze.com/n/glos.php?name=News&file=article&sid=44

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka