Dodaj do ulubionych

Jezus Chytrus

24.06.06, 19:41

Nauka Jezusa jest nielogiczna, kontrowersyjna i - paradoksalnie - mało
"chrześcijańska".
Jezus mimo ogólnie znanych, przypisywanych mu zalet był osobą patologicznie
antyrodzinną jak również nietolerancyjną i megalomańską. Tak ogólnie można by
scharakteryzować jego osobowość na podstawie samych tylko opisów w Biblii. Oto
konkretne przykłady.
Na początku pierwszej Ewangelii (4:21-22) czytamy o tym jak Jezus powołuje
niejakiego Jakuba i Jana na swoich uczniów w momencie kiedy naprawiają oni
sieci rybackie z ojcem. Jakub i Jan zostawiają ojca i idą za Jezusem. Autor
Ewangelii nie pisze nic o reakcji starego rybaka, który teraz sam musi
naprawić sieci, żeby móc wyżywić siebie i rodzinę, o której autor nie raczy
nic powiedzieć. Losy ojca Jakuba i Jana jak i jego rodziny wydają się Jezusowi
kompletnie nieważne. "Syn Boży" nie przejmuje się w ogóle tzw. wartościami
chrześcijańskimi.
Bardziej jeszcze moralnie oburzające i antyrodzinne wypowiedzi Jezusa mają
miejsce w innej sytuacji (8:21-22), kiedy Jezus otoczony jest tłumem ludzi
gotowym "gdziekolwiek" iść za nim. Jeden spośród uczniów prosi jednak Jezusa,
aby pozwolił mu najpierw pochować swego ojca, który widocznie - tak się
złożyło - właśnie zmarł. Jezus wtedy odpowiada: "Pójdź za Mną, a zostaw
umarłym grzebanie ich umarłych." Jest to odpowiedź tak skandaliczna, że
autorzy polskiej edycji Biblii Tysiąclecia (wydanie IV) spieszą z
wyjaśnieniem, że chodzi tu o sens metaforyczny, tzn. że według Jezusa, "trzeba
iść bezzwłocznie za powołaniem Bożym" i że "obowiązków zwykłych dopełnią
równie dobrze nie powołani."
Cóż za koszmarna metafora żydowskiego megalomana z Betlejem. Nie tylko wobec
ojców swoich uczniów wykazuje Jezus pogardliwą obojętność. Według Mateusza
12:46-50, wcale nie lepiej potraktował Jezus swoją własną matkę i braci.
Podczas kolejnego, płomiennego ma się rozumieć, przemówienia do "tłumów",
Jezus dowiaduje się, że jego matka i bracia dołączyli się do słuchaczy i
próbują się z nim skontaktować. Jezus, któremu ktoś przekazał tę informację,
jest wyraźnie rozsierdzony i powiada: "Któż jest moją matką i którzy są moimi
braćmi?". Następnie wyciąga rękę w kierunku swoich uczniów i stwierdza, że to
oni są jego matką i braćmi, bo "kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w
niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką".
Takie odezwanie się o matce i braciach jest zarówno szokujące jak i
niekonsekwentne, bo w innym miejscu przypomina przecież Jezus swoim słuchaczom
tzw. "prawo Boże", które mówi, że trzeba czcić ojca i matkę i że kto
"złorzeczy ojcu lub matce, niech śmierć poniesie" (15:4). Oczywiste jest więc,
że "Syn Boży" nie tylko co innego mówi a co innego czyni, ale również zapomina
o tym, o czym sam głosi w swoich kazaniach.
Ale to nie koniec jezusowskiej antyrodzinnej megalomanii. W Rozdziale 19.,
Piotr pyta się Jezusa, na co on i inni uczniowie Jezusa mogą liczyć skoro
zostawili wszystko i poszli za nim. Wtedy to Jezus obiecuje nagrodę za
opuszczenie domu i rodziny, mówiąc te szokujące słowa: "Każdy, kto dla mego
imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole,
stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy".
I to ma być ten, który jest inspiracją dla polskich katolików i partii
politycznych takich jak Liga Polskich Rodzin! Czy może być coś bardziej
absurdalnego w polskim teatrze absurdu polityczno-katolickiego niż puste
ględzenie ludziom o "wartościach chrześcijańskich" jakich niby nauczał Chrystus?
Czym można tłumaczyć tak patologicznie antyrodzinne nastawienie Jezusa? Może
manią wielkości i chorobliwą chęcią wyłączności? Taka mania jest bardzo typowa
dla kaznodziejów wszelakiej maści, którzy chcieliby zapewnić sobie monopol na
całkowite posłuszeństwo swoich "uczniów" i mieć nad nimi niekwestionowaną
kontrolę umysłową.
A co obiecuje Jezus tym, którzy się z nim nie zgadzają? Dla takich, ten
żydowski kaznodzieja nie ma żadnego miłosierdzia: wszyscy oni pójdą do piekła.
"Idźcie precz ode Mnie", rzecze "Syn Boży", "przeklęci, w ogień wieczny,
przygotowany diabłu i jego aniołom!".
O karach piekielnych przygotowanych przez Boga i jego syna, wszyscy
chrześcijanie wiedzą, a przynajmniej wydaje się, że wiedzą - choć może nie
całkiem sobie zdają sprawę z nieludzkości takiej kary. Natomiast nie wszyscy
chyba wiedzą w jaki sposób wyraża się o swoich przeciwnikach ten mędrzec z
Betlejem. Nie wszyscy wiedzą, że Jezus wcale nie przebiera w słowach i nazywa
wszystkich tych, którzy się z nim nie zgadzają "wężami" i "plemieniem
żmijowym" (12:34, 23:33). Taki dobór słów świadczy, jak podkreślił Russell w
swoim eseju, o "mściwej furii" tego, który ciągle uważany jest, jeżeli nie za
boga, to za najlepszego, moralnie niedoścignionego z ludzi. Dla Russella
jednak, sposób wypowiadania się Jezusa i ton jego wypowiedzi nie wskazują
wcale na doskonałość moralną. I dlatego Russell uważa, że Budda i Sokrates, na
przykład, byli na wyższym poziomie moralnym niż "twórca chrześcijaństwa".
Wyobraźmy sobie przez chwilę, jak byśmy obecnie zareagowali na tego typu
publiczne oświadczenia jakiegoś współczesnego kaznodziei, których ciągle nie
brakuje. Wyobraźmy sobie, że np. nauczyciel w szkole nazywa uczniów, którzy
się z nim nie zgadzają, "wężami", żmijami", czy "plemieniem żmij". Czy nie
należałoby takiego "nauczyciela" zwolnić z pracy i skierować na badania
psychiatryczne?
Według chrześcijan, Jezus to symbol nie tylko szczęścia i ładu rodzinnego, ale
i pokoju w ogóle. Znowu trudno się z tym zgodzić czytając uważnie Nowy
Testament. Oto np. w Rozdziale 10. Ewangelii Mateusza, Jezus nagle stwierdza
co następuje: Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie
przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego
ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego
domownicy. (34-36)
I wreszcie to oświadczenie, które szokuje swą antyrodzinną patologią: Kto
kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha
syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Z pewnością jakiś
zawodowy egzegeta, uciekając się do metaforycznej interpretacji Biblii, będzie
przekonywał, że powyższy tekst nie znaczy to, co znaczy. Że w tak prostym
języku ukryta jest "wielka tajemnica boża", dostępna tylko tym, którzy wierzą,
ale nie myślą logicznie. Albo tym, którzy wierzą, ale nie czytają Biblii,
tylko zdają się na zawodowych interpretatorów żydowskich opowieści i mitów
(księży, biskupów, papieża, itd.), Dlaczego ten, który "przynosi miecz" kocha
pokój, i dlaczego ten, który chce, żeby go kochać bardziej niż kogokolwiek ma
coś innego na myśli niż to, że chce żeby go kochać bardziej niż kogokolwiek?
Ale dla tych, którzy i myślą logicznie, i zadają sobie trud czytania "słowa
bożego", Biblia jest jak każda inna książka: słowem ludzkim, nie boskim; nie
doskonałą w swej mądrości, ale często pozbawioną mądrości; nie o Bogu, ale o
bogu wymyślonym przez ludzi; nie o Jezusie miłującym pokój i szczęście
rodzinne, ale o Jezusie obojętnie i wrogo nastawionym do życia rodzinnego; o
Jezusie mówiącym o kochaniu wrogów a jednocześnie przygotowującym dla nich
męki spalania w płomieniach piekieł na wieki wieków.
Innym problemem jest stosunek Jezusa do swego "Ojca", czyli "jedynego Boga,
stworzyciela nieba i ziemi". Jest to "Ojciec" tak ważny, że jak twierdzi
Jezus, nikt nie powinien nazywać nikogo "ojcem" z wyjątkiem tego jednego "Ojca
w niebie": "Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest
Ojciec wasz, Ten w niebie" (23:9). Niewątpliwie chodzi tu o problem
tłumaczenia aramejskiego słowa "Abba", które zwykle znaczy "ojciec", choć jest
bliższe polskiemu terminowi "tata" czy angielskiemu "daddy". (W języku
aramejskim "Abba" to tytuł "zaszczytny", jak mówi Biblia Tysiąclecia. Termin
aramejski jest użyty w wersji oryginalnej tylko trzy razy w Nowym Testamencie:
w Ewangelii Św. Marka 14:36, w liście do Rzymian 8:15, i w
Obserwuj wątek
    • seitice Re: Jezus Chytrus 24.06.06, 19:43
      ciąg dalszy

      Niewątpliwie chodzi tu o problem tłumaczenia aramejskiego słowa "Abba", które
      zwykle znaczy "ojciec", choć jest bliższe polskiemu terminowi "tata" czy
      angielskiemu "daddy". (W języku aramejskim "Abba" to tytuł "zaszczytny", jak
      mówi Biblia Tysiąclecia. Termin aramejski jest użyty w wersji oryginalnej tylko
      trzy razy w Nowym Testamencie: w Ewangelii Św. Marka 14:36, w liście do Rzymian
      8:15, i w liście do Galatow 4:6).
      Jeżeli Jezus nalega z jakichś powodów na użycie słowa "Ojciec" tylko w
      odniesieniu do "Boga", to dlaczego wszyscy katolicy nazywają papieża "Ojcem",
      skoro nikt poza Bogiem nie powinien być nazywany "Ojcem" i skoro "papież" nie ma
      oficjalnie nic wspólnego z jakimkolwiek ojcostwem? I dlaczego "Bóg" nie jest
      nazywany "Abbą", skoro takiego terminu używa Jezus? Czy dlatego, że nazywanie
      Boga "tatą" brzmiałoby zbyt niepoważnie? Teraz i tak jest już za późno, bo
      większości Europejczykom słowo "Abba" kojarzy się z reguły ze szwedzkim zespołem
      muzyki popularnej niż z bogiem wymyślonym w starodawnej, prymitywnej Palestynie.
      Problem, kim naprawdę był ojciec Jezusa, łączy się z wielce niezrozumiałą
      kwestią wyboru Żyda na przedstawiciela Boga na Ziemi. Dlaczego tak
      bezprecedensową i niezmiernie ważną funkcję miał spełnić przedstawiciel narodu w
      ogóle wówczas nieliczącego się ani politycznie, ani kulturowo? I nie tylko to,
      bo wielce niepojętną jest również kwestia wyboru kogoś mówiącego językiem
      aramejskim, równie marginesowym kulturowo wówczas jak i tym bardziej obecnie.
      Sprawa byłaby o wiele prostsza, gdyby "Bóg" w swej "niepojętnej mądrości" po
      prostu wybrał na swego przedstawiciela kogoś, kto mówił językiem ważniejszym w
      tamtych czasach, np. greckim lub łacińskim. A już zupełnie niepojęte jest to, że
      taki Bóg wybrał na swego syna niewykształconego biedaka, który nawet nie umiał
      pisać. W rezultacie wszyscy ci, którzy próbują zrozumieć "słowo Boże" musieli
      zawsze polegać na ewangelistach, Szawle (tzw. "Św. Pawle", który nigdy Jezusa
      nie widział i nie potrafił nawet raz go zacytować) i innych mniej lub bardziej
      podejrzanych i anonimowych skrybach. Wielu Żydów z okresu działalności Jezusa
      mówiło i po grecku, i po łacinie (jak i oczywiście po hebrajsku i aramejsku).
      Wielu umiało też pisać. Nie umiał pisać natomiast, co jest i komiczne, i
      żałosne, sam "Syn Boży" i dlatego nie pozostawił ani jednego słowa napisanego
      przez siebie! "Zaprawdę powiadam Was", chciałoby się powiedzieć, "takiego wyboru
      na mego syna nikt nigdy nie potrafi zrozumieć".
      Widocznie wybór tak nielogiczny jest jedną z tych "tajemnic boskich" absolutnie
      niedostępnych tym, którzy chcieliby kierować się logiką i rozumem, a nie ślepą
      wiarą narzucaną wszędzie przez armię zawodowych propagandystów chrześcijańskich
      popieranych przez państwo i system edukacyjny.
      Pozostaje jeszcze kwestia matki Jezusa. Jak powszechnie wiadomo, matka Jezusa,
      Maryja, będąc ponoć dziewicą została nagle zapłodniona przez tzw. "Ducha
      Świętego". Stąd "niepokalane poczęcie" Maryi, "Matki Boskiej", jak i również
      wytłumaczenie dla niezwykłej ponoć "mądrości" i posłannictwa bożego prostego,
      niewykształconego Żyda z Betlejem, który był owocem tak cudownego,
      "niepokalanego" poczęcia.
      Tak mówi Biblia. A co na ten temat mówią wykształceni poganie, którzy - w
      przeciwieństwie do nas - żyli w czasach jeszcze bliskich działalności Jezusa i
      mieli okazję wiedzieć więcej o okolicznościach formowania się teologii
      chrześcijańskiej?
      Jednym z nich był Celsus, który ok. roku 178 naszej ery napisał pierwszą słynną
      krytykę chrześcijaństwa, pod tytułem "Prawdziwa doktryna" (tłumaczony też jako
      "Prawdziwe słowo"). Mało wiemy o Celsusie z tego prostego powodu, że jego
      bezpardonową rozprawę z dogmatami chrześcijańskimi zawartą w "Prawdziwej
      doktrynie", jak i również inne takie krytyki, jego i innych niechrześcijańskich
      pisarzy, zostały spalone przez chrześcijan wtedy, gdy oficjalnie przejęli władzę
      w Imperium Rzymskim. Celsus jest zwykle opisywany jako intelektualista i filozof
      rzymski, jak i również jako pisarz grecki. Bez wątpienia, chrześcijanie musieli
      mieć dobry powód dla którego postanowili spalić wszystkie dzieła Celsusa, tak
      aby nie pozostał po nich żaden ślad. Na ich nieszczęście (i nasze szczęście),
      jeden z najbardziej znanych wczesnych teologów chrześcijańskich, Origen, po
      przeczytaniu "Prawdziwej doktryny" postanowił napisać rozprawę przeciwko
      Celsusowi, do której to rozprawy zachęcił go niejaki Ambrosius (Ambroży), bogaty
      promotor Origena i jego dzieł. W ten oto sposób ukazała się znana książka
      Origena pod tytułem "Przeciwko Celsusowi" (Contra Celsum), bezcenne źródło dla
      naukowych historyków chrześcijaństwa, ponieważ Origen miał dobry nawyk
      akademicki częstego cytowania swojego przeciwnika ideologicznego.
      Celsus oskarża Jezusa o to, że "wymyślił sobie swoje pochodzenia z matki
      dziewicy". Według Celsusa, Jezus urodził się w "pewnej wiosce żydowskiej", a
      matka jego była "biedną kobietą", która pracowała na życie tkaniem. Jej mąż, z
      zawodu cieśla, pewnego dnia wyrzucił ją z domu po tym jak się okazało, że
      popełniła cudzołóstwo. Tułając się przez jakiś czas po okolicy, kobieta ta
      urodziła (w sposób "haniebny", jak pisze Celsus) bękarta, którym był Jezus. Ten
      z kolei, będąc bardzo biedny, zatrudnił się jak służący w Egipcie, gdzie nauczył
      się magii, z czego Egipt był wtedy ponoć znany. I z tak nabytymi "cudownymi
      umiejętnościami" powrócił do swego kraju, bardzo dumny ze swojej magicznej
      wiedzy, ogłaszając się bogiem.
      Tak wygląda parafraza wypowiedzi Celsusa, cytowanej przez Origena w jego książce
      (Księga 1, Rozdział 28). Według Celsusa, Jezus to ignorant i szarlatan, któremu
      udało się przekonać jeszcze bardziej od siebie ignoranckich i niewykształconych
      prostaków, że jest z dawna obiecywanym mesjaszem.
      W tej samej części swej rozprawy (rozdział 32), Origen cytuje Celsusa odnośnie
      biologicznego ojca Jezusa. Celsus twierdzi, że Maryja popełniła cudzołóstwo z
      rzymskim żołnierzem o nazwisku Panthera. Palestyna była wtedy, jak wiadomo, pod
      panowaniem rzymskim. Oczywiście, chrześcijanie uważają tę wersję pochodzenia
      Jezusa za bardzo obraźliwą i próbują udowodnić, że jest to zwykłe oszczerstwo i
      kłamstwo, argumentując, np. że Panthera nie jest imieniem rzymskim. (Taki
      argument był dość przekonywujący aż do czasu gdy odkryto w Niemczech nagrobek z
      pierwszego wieku naszej ery, w którym pochowany jest żołnierz rzymski o nazwisku
      "Tiberius Julius Abdes Pantera.)
      Nikt teraz nie jest i nie będzie już w stanie ustalić ostatecznie faktów
      dotyczących okoliczności narodzin Jezusa. Możemy tylko wybrać wersję na
      podstawie logiki najbardziej prawdopodobną. Dla uproszczenia takiej procedury,
      załóżmy, że mamy do wyboru dwie wersje:
      (1) Matka Jezusa została zapłodniona przez ducha.
      (2) Matka Jezusa została zapłodniona przez jednego ze stacjonujących w
      Palestynie okupantów rzymskich.
      Którą wersję wybierzemy?
      Wiemy, że druga opcja, w przeciwieństwie do pierwszej, jest zwykłym, dość
      częstym zjawiskiem. Gdziekolwiek stacjonują wojska, niekoniecznie okupacyjne,
      tam zawsze kwitnie "miłość", czyli mniej lub bardziej legalny i nielegalny seks
      na siłę lub na sprzedaż. Jest to podstawowy fakt zarówno biologiczny jak i
      historyczny. Obecnie, np. setki wojskowych baz amerykańskich rozsianych po całym
      świecie, są oblegane przez tysiące prostytutek, a z kolei amerykańscy żołnierze
      uwodzą, gwałcą i zapładniają co roku tysiące kobiet. (Według tylko oficjalnych
      statystyk, amerykańscy żołnierze w bazach amerykańskich gwałcą lub próbują
      zgwałcić co roku ok. 14 000 kobiet). I tak zawsze było i będzie i nie ma tu
      żadnych różnic między żołnierzami chrześcijańskimi, muzułmańskimi, rzymskimi,
      czy jakimikolwiek innymi.
      Wiemy też, że poza opowiadaniami w Ewangeliach, żadna jeszcze kobieta w historii
      świata nie została zapłodniona przez ducha, choć według różnych fantazji
      religijnych były ponoć wypadki zapłodnienia przez np. kroplę wody, co wyd
      • seitice Re: Jezus Chytrus 24.06.06, 19:45
        ciąg dalszy

        Wiemy też, że poza opowiadaniami w Ewangeliach, żadna jeszcze kobieta w historii
        świata nie została zapłodniona przez ducha, choć według różnych fantazji
        religijnych były ponoć wypadki zapłodnienia przez np. kroplę wody, co wydaje się
        być równie nieprawdopodobne jak zapłodnienie przez ducha. W związku z tym, wybór
        jest prosty.
        Chyba że wiara przesłoni nam kompletnie rozum i zdrowy rozsądek.
        To, że Jezus miał jak każdy zwykłego ojca biologicznego, i to że jego ojcem był
        ktoś kto albo uwiódł, albo zgwałcił jego matkę tłumaczy przy okazji patologiczne
        przywiązanie Jezusa do "Ojca w Niebie", bo bycie bękartem zawsze było i ciągle
        jest piętnowane przez społeczeństwo. W przypadku Jezusa, wiara w cudowne
        pochodzenie mogła być po prostu kompensatą, czyli ucieczką w fantazję, po to aby
        zapomnieć kulturowo potępiany i napiętnowany fakt własnego bękarctwa. Wiadomo
        jak przykry dla dziecka może być zarzut: "Ty bękarcie!". Niewątpliwie, w języku
        aramejskim czy hebrajskim jest to termin tak negatywny jak w polskim czy
        angielskim ("You bastard!").
        To, czy Jezus był postacią historyczną czy nie, nie ma ostatecznie większego
        znaczenia. Tak czy inaczej, nie jest on warty - ani jako "Bóg", ani jako mit,
        ani nawet jako zwykły człowiek - nie tylko wielbienia, ale nawet naśladowania.
        Byli i są od niego moralnie lepsi, którzy kochają swoich rodziców i rodzinę, i
        którzy chcą żyć w pokoju z innymi, bez względu na różnice religijne, etniczne
        czy polityczne.
        • seitice Chytrus z marchwi wstał 24.06.06, 20:29
          Inne prowokujące pytania:

          Łukasza rozdział22:
          "49 Towarzysze Jezusa widząc, na co się zanosi, zapytali: «Panie, czy mamy
          uderzyć mieczem?» 50 I któryś z nich uderzył sługę najwyższego kapłana i
          odciął mu prawe ucho. 51 Lecz Jezus odpowiedział: «Przestańcie, dosyć!» I
          dotknąwszy ucha, uzdrowił go."

          W ew. Jana 18.10 poznajemy imię tego "niegodziwca": "Wówczas Szymon Piotr,
          mając przy sobie miecz, dobył go, uderzył sługę arcykapłana i odciął mu prawe
          ucho. A słudze było na imię Malchos."

          Dziwne,nie? Apostoł a chodził z mieczem.


          Oto co o Chrystusie pisał Wolter (tego akurat w szkole nie uczą)
          "Prawdziwe dzieje Jezusa to prawdopodobnie dzieje
          sprawiedliwego człowieka, który potępił grzechy
          faryzeuszów i którego faryzeusze skazali na śmierć.
          Potem zrobiono zeń proroka, a po trzech stuleciach
          - Boga: oto jak działa ludzki rozum."






          • seitice ŚWIĘTA RODZINA 24.06.06, 20:33

            Tego, że Jan Chrzciciel był ciotecznym bratem Jezusa nikt nie kwestionuje.
            Przyjrzyjmy się jednak bliżej rodzinie Jezusa. W żadnej z kanonicznych i
            nie-kanonicznych ewangelii czy dokumecie ojczym lub
            ojciec Jezusa z Nazaret, Józef, nie występuję w okresie jego
            działalności. Możemy więc przyjąć, że kiedy Jezus miał około 30
            lat Józef już nie żył. Jest to o tyle prawdopodobne, że średnia wieku
            w tym okresie czasu i w tym rejonie świata była niewiele
            powyżej 40 lat. Pojawiają się natomiast w ewangeliach jego matka,
            bracia i siostry. Wymienia on z imienia jego czterech braci
            Jakuba, Josiasza, Judasza i Szymona. Wspomniane są także siostry choć
            bez podania ich imion czy ich liczby (Marek 3:31
            oraz 6:3, Mateusz 13:55-56). Po śmierci Jezusa jego brat Jakub został
            przywódcą duchowym gminy chrześcijańskiej w
            Jerozolimie. Wspomina o tym Paweł w Liście do Galatian (1:20)
            nawiązując do swojej wizyty w Jerozolimie: "Widziałem tylko
            Jakuba, który był bratem Pana". Ewangelia Tomasza wymienia Jakuba
            zwanego prawym (prawdopodobnie dla odrożnienia
            od Jakuba apostoła) jako przywódcę apostołów po śmierci Jezusa.
            Ponadto, żydowski historyk Józef Flawiusz, z poczštków
            II wieku n. e. , tak określa Jakuba: "brat Jezusa zwanego Chrystusem".
            Jakub poniósł śmierć męczęńską przez
            ukamieniowanie z rąk Sadyceuszy w roku 62 n.e., oskarżony o herezję
            (Józef Flawiusz, Antiquites, 20:9.1). Jak podaje
            Euzebiusz z Cezarei, biskup z IV wieku n.e., jeden z "ojców kościoła"
            oraz biografista cesarza Konstantego Wielkiego, po
            śmierci Jakuba przywódctwo w chrześcijańskiej sekty objął jego brat
            stryjeczny Szymon syn Kleofasa. Kleofasa, który był
            bratem Józefa, ojca lub ojczyma Jezusa z Nazaret (Eusebius, Historia
            Kościoła, 3:11). Szymon przeżył upadek powstania
            żydowskiego i zburzenie Jerozolimy. Poniósł również śmierć męczęńską w
            roku106/7 (Eusebius, Historia Kościoła, 3:32).
            Warto tu jeszcze nadmienić, że dwa z Listów Apostolskich, tzw. Listy
            Jakuba, jak twierdzą religioznawcy, sš z wielką dozą
            prawdopodobieństwa autorstwa brata Jezusa. Jak na ironię Listy Jakuba
            są bardzo rzadko czytane lub cytowany z ambony.
            Najciekawiej przedstawia się jednak sytuacja z bratem Judaszem.
            Nieuznawana przez kościoły chrześcijańskie Ewangelia
            Tomasza rozpoczyna się od zdania, że: " spisał ją naoczny świadek ,
            bliźniak Judasz Tomasz". W języku aramajskim "tomasz"
            oznaczało "bliźniaka" i jest to ewidentny błąd greckiego tlumaczenia.
            Sugerowałoby to poza antycznością ewangelii Tomasza,
            że autorem był (lub przypisuje się mu autorstwo) Judasz Bliźniak. Jest
            też prawdopodobne, że Judasz Bliźniak był jednym z
            apostołów. Należy tu zwrócić uwagę, że apostoł Tomasz występuje we
            wszystkich trzech kanonicznych podających ich listę.
            Tomasz nie był imieniem a raczej przezwiskiem. Użycie tego przezwiska
            mogło mieć na celu odróżnienie jednego Judasza od
            drugiego, to znaczy od Judasza Iskarioty (Marek 3:19, Mateusz 10:4 ;
            Łukasz 6:16). Dodatkowo Łukasz podaje zamiast
            Tadeusza występującego u Marka i Mateusza apostoła o imieniu Judasz
            syn Jakuba. Tak więc nie wykluczone, że mogło być
            aż trzech apostołow o tym popularnym wśród Żydow imieniu. Jednocześnie
            należy pamiętać, że bliźnięta zdarzają się
            stosunkow rzadko. Porody bliźniąt sš często przedwczesne i obfitują w
            komplikacje. Szansa na przeżycie bliźniaków na
            Bliskim Wschodzie, przed 2 tysišcami lat i bez współczesnej medycyny
            była mała. Zmniejsza to prawdopodobieństwo innego
            bliźniaka w gronie apostołów. Tak więc jest możliwe, że pod imieniem
            Tomasz kryje się Judasz bliźniak, mlodszy brat Jezusa.
            Stosunki pomiędzy Jezusem a jego rodziną byly raczej burzliwe i nie
            zawsze ukladały się najlepiej. Można tu przytoczyć
            fragment gdzie Jezus nie chce rozmawiać z własną matką i braćmi (Marek
            3:31). Lub też przy innej okazji widzimy, że rodzina
            uważała go za szalonego próbójąc go pochwycić żeby nie narobił, szkód,
            wstydu albo nie wpędził się w kłopoty (Marek
            3:21).
            Reasumując, Józef ojczym lub ojciec Jezusa zmarł zapewne na krótko
            przed rozpoczęciem jego działalności. Ze związku
            Józefa z Marią narodziło się (lub przeżyło okres dzieciństwa) czterch
            braci Jakub, Josiasz, Judasz i Szymon.
            Najprawdopodobniej Jakub i Judasz byli bliźniakami. Jezus miał też
            siostry napewno dwie jako że Marek użył liczby mnogiej
            "siostry". Choć jest możliwe, że było ich więcej. Jeśli werset 15:40 u
            Marka, jak sądzi większość religioznawców odnosi się
            do matki Jezusa, jedna z jego sióstr miała na imie Salomea. Brat
            Jezusa Jakub napewno, a Judasz najprawdopodobniej zostali
            uczniami i następcami Jezusa. Nie wiemy czy Ewangelia Tomasza (o
            której pisaliśmy w 3 numerze "Horyzontu") była przez
            niego napisana, czy też tylko jej zawartość pochodzi od niego. Czy
            może poprostu tradycja przypisuje autorstwo Tomaszowi.
            Tak czy inaczej wiarygodność ewangelii Tomasza nie jest mniejsza niż
            oficjalnie uznanych ewangelii Marka, Mateusza,
            Łukasza i Jana. Zwłaszcza, że praktycznie rzecz biorąc pochodzi z tego
            samego okresu a ponadto powołuję się na autorytet
            apostoła Tomasza, bedącego zapewne bratem Jakuba i Jezusa.
            Pojawia się tu jeszcze jedna istotna kwestia. Mianowicie pretensję
            biskupów (tak zwano wczesnych papieży) Rzymu do bycia
            bespośrednimi spadkobiercami Jezusa. Jest rzeczą oczywistą że przez
            współczesnych niektoż inny tylko brat Jezusa, Jakub był
            postrzegany jako prawowity jego następca. Zgodnie z tym został on
            przywódcą gminy chreścijanskej w Jerozolimie będącą
            oczywistym centrum nowej sekty Judaizmu. W końcu Jezus nauczał w
            jerozolimskich synagogach a nie na rzymskim Kapitolu.
            Widać to ewidentnie w Liście do Galatian. Z tekstu wynika, że Piotr
            jadał z nie-żydami i nie był zwolennikiem obrzezania. Na
            skutek interwencji "przyjaciół Jakuba" usłuchał jego nakazów dla dobra
            społeczności chrześcijańskiej (List do Galatian 1:12).
            Inny pauliński list do Koryntian podaje, że Jezus po zmartwychwstaniu
            pokazał się pierwszemu Jakubowi (List do Korymtians,
            1,15:8)
            Jest symptomatyczne, że cztery kanoniczne ewangelie, wybrane jako
            najbardziej pasujące do rzymskiego odłamu
            chrześcijanstwa, faktu tego nie podają. Inne źródło, nie uznawane
            przez kościoły chrześcijańskie, tzw. Ewangelia
            Hebrajczyków potwierdza, ukazanie się Jezusa po zmartwychwstaniu
            Jakubowi zwanemu Prawym. Gdzie jednocześnie Jezus
            nazywa go "bratem". Tak więc, jeśli nawet apostoł Piotr przybył
            rzeczywiście do Rzymu i sam nie uzurpował sobie
            przywódctwa nad wszystkimi chrześcijanami to historyjkę o prymacie
            Rzymu i jego biskupów wymyślili sobie później nie kto
            inny tylko przywódcy nowej sekty w stolicy Cesarstwa. Wymyślenie
            prymatu Rzymu było o tyle łatwiejsze, że w roku 70 n.e.
            Jerozolima została zburzona i przestała odgrywać ważniejszą rolę nie
            tylko jako centrum judaizmu ale również jego sekty
            -chrześcijaństwa.
            źrodła:
            Gospel of Thomas, INTERNET: www.epix.net/~miser17/Thomas.html
            Holy Bible (New York, London: Collins' Clear-Type Press, 1971)
            Wilson, I., Jesus: The Evidence (London: Weidenfeld & Nicolson, 1996)
            Roman Zaroff
            Brisbane, luty 1998
            Udostepnil listowiczom ze zrodla:
            www.uq.edu.au/~htrzarof/horyz4.htm#AM1
            Niosacy Swiatlo








            Nie urodziła.
            O Jakubie Sprawiedliwym nie ma ani słowa w Piśmie.
            Pisze natomiast o nim Euzebiusz z Cezarei.
            Niestety. Euzebiusz nie jest tak jasny w tym fragmencie.
            Otoz Euzebiusz z Cezarei uwaza, ze Jakubow bylo dwoch: Sprawiedliwy i
            syn Zebedeusza, ktory zostal sciety.
            Jezeli jednak Jakubow bylo tylko dwoch, to pierwszy musial byc tozsamy z
            Jakubem Alfeuszowym z Pisma, bo dwoch bylo Jakubow wsrod apostolow.
            Euzebiusz uwaza, ze Jakub Sprawiedliwy byl synem Jozefa z pierwszego
            malzenstwa, ale c
            • observatore_romano urzekła mnie twoja historia 24.06.06, 21:35
              Ale co o tym sądzi Roman?
              • observatore_romano Niech Roman zabierze głos 27.06.06, 20:21
                Roman, przecież to herezje, napisz coś.

                Gdyby Jezus miał braci, to z pewnością nazywali się Oleg i Gienadij, a nie Jakub
                , czy jakoś tak.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka