Dodaj do ulubionych

Co laczy astrologa i kota?

13.06.06, 21:31
No wlasnie, co?
Pytanie mi przyszlo po obejrzeniu witryny Astrologia24. Jest tam
przekierowanie na witryne jego hodowli kotow: piekne, zajrzyjcie, bo naprawde
warto popatrzec na te pieknosci.

Nie jest pierwszym astrologiem z kotem w domu. Wsrod tych, ktorych znam
osobiscie, i/lub w domach ktorych bywalam, wiekszosc ma w domu jednego lub
wiecej.
W domach astrologow widzialam dachowce o roznej proweniencji, ale tez i rasowe
okazy.

Kazdy z nas ma swoje koty wpisane w swoje kolko, ale koty wiernie nam
towarzysza. Jak sadzicie, dlaczego?

Aha, mam w domu dwa dachowce.
Obserwuj wątek
    • neptus Re: Co laczy astrologa i kota? 13.06.06, 21:45
      Mam w domu "dachówkę" i piekną mieszankę, mocno juz leciwe. Koty towarzyszyły
      mi w zyciu od zawsze.
      W moim przypadku z pewnością działa wspolne z kotami umiłowanie niezależności i
      chodzenie wlasnymi drogami, czyli wspolnota cech uranicznoplutonicznych.
      Koty są ze mną ale nigdy nie beda moją własnością, a ja nie będę ich panią. To
      jest więź dobrowolnej przyjaźni, a przyjaźń to też sprawa uraniczna.
      Poza tym koty sa doprawdy piękne. Ile gracji jest w każdym kocim ruchu! Tu
      działa moja silna Wenus. Moje dwunastosdomowe ciagoty i lwią dumę kot uczy
      pokory. Kto potrafi ze stanu skrajnej koncentracji natychmiastowo przejść w
      pełen relaks i odwrotnie? Tylko kot. Podglądam je i próbuję sie czegoś od nich
      nauczyc.
      • witch-witch Re: Co laczy astrologa i kota? 13.06.06, 21:54
        Mam prześliczną super inteligentną kotkę....no ale mam księżyc we Lwie.
    • beatka38 Re: Co laczy astrologa i kota? 14.06.06, 13:05
      Trudno mnie nazwać astrologiem, ale astrologia mnie napewno wielce interesuję.
      Mam w domu dwie kotki, dachowce, znajduszki. Jedna to kaleczka, ze złamanym
      ogonem, po przejściach.
      Ponadto dokarmiam dwie dzikie kotki bezdomne. Dbam o ich antykoncepcje, a w
      razie wpadki znajduje domy maluszkom.
      Koty w moim życiu od zawsze (to zasługa mojej mamy, która na dzień dzisiejszy
      ma już w domu 10 kotów, znajduchów)
      Gdy Mama była ze mną w ciąży kot lezał jej na brzuchu wygrzewając przy okazji i
      mnie od chwili mego poczęcia. Co niektórzy nawet twierdzą, że mam coś z kota.smile
      Koty kocham. Wybaczam im wszystko i wpełni toleruje nie zawsze dla mnie dogodne
      wybryki.
      Księzyc we Lwie, koniunkcja słońca z uranem i plutonem w 12 domu.
      Pozdrowienia, B.
      • czupakabra27 Re: Co laczy astrologa i kota? 14.06.06, 13:39
        Mnie też prenatalnie wygrzewał pewien grubas-rudaswinkOgólnie w rodzinie mamy
        panował kult kota i zainteresowanie sprawami ezoterycznymi.
        Pierwszy kot zmieszkał u mnie kiedy miałam 8 lat. Ukochana koteczka była
        opiekunem i przyjacielem przez 14 lat. Spędziła ze mna całe dzieciństwo dlatego,
        jej śmierc była dla mnie śmiercią członka rodziny. Żałoba trwał 5 lat i teraz od
        3 lat mam kocura, który nikim opiekować się nie będzie, bo sam jest "synkiem
        mamusi". Kocurzycho uraniczne, baranowate - skrajny czyścioch o
        nieprzewidywalnych zachowaniach. Głównym argumentem w naszych starciach są jego
        wilcze zębiska (naprawdę ma w sobie wiele z wilka).
        Gdzie zanaleźć koty w moim horoskopie? W 12 lwim domu mam Saturna i fakt faktem,
        że mój wąsacz ma specyficzny sposób okazywania czułościwinka że Saturn jest w
        opozycji z wodniczą Wenus to kot jest piękny i niezależny. Tak sobie kombinuję.

    • astromaniak Re: Co laczy astrologa i kota? 14.06.06, 13:40
      Chciałoby się cos w obronie psa powiedzieć, ale trudno w gronie czarownic i
      wiedźm - jeszcze jakiś urok rzucą. Jestem miłośnikiem psów (ale i koni)i żadne
      tak koty chyba że kociaki ...
      • anahella Re: Co laczy astrologa i kota? 14.06.06, 18:58
        No wlasnie - pies ideowo bardziej pasuje do astrologa, bo pies jest saturniczny.
    • pani.jazz Re: Co laczy astrologa i kota? 14.06.06, 14:48
      U mnie obecnie dwa dachowe kocury, jeden trzyletni, drugi niebawem roczny. Starszemu, mojemu nieodwzajemnionemu ukochaniu, szukalismy na forum horoskopu smile. Mlodszy nie umie skakac, ale wspina sie po drzewach na sam czubek.
      Moja pierwsza kotka pojawila sie w domu, kiedy mialam poltora roku i odeszla od nas po 16 latach bardzo godnego zycia. Potem przewinely sie przez dom trzy koty, z ktorych tylko jeden nie stracil zycia. I ostatnio dotarl najmlodszy. Teraz czekamy na wakacje, to byl ten grozny punkt tracenia kotow.
      Kocham koty wielka, platoniczna miloscia, od malego. Koty sa, imo, skorpionowo-wagowe - moja Wenus w Byku kocha piekno, a koty sa piekne. A Saturn w Skorpionie sprawia, ze daje sie kotu zdominowac wink.
    • undyna Re: Co laczy astrologa i kota? 14.06.06, 16:25
      nie mam kota, bo nie mam ogrodu, a rodzice mi wdrukowali, że zwierzaki muszą miec przestrzeń, baaa nawet uważali, że egoizmem jest trzymać zwierzaka w czterech ścianach, ja nie przesadzam z tego typu osądami, także bez paniki proszęwink nawet z wiekiem polubiłam koty, wcześniej tylko psy się dla mnie liczyły - przedstawiały użyteczną wartość, można było pożyczyć psa od Ciotki i pójśc z nim do lasu, pies stanowił doskonałą zaporę dla panów, którzy pytali:"a co dziewczynko robisz tak sama w lesie?", pojawiał się pies zza krzaka i kończyła sie miła pogawędka, na studiach dorabiałam ankietami, okazało się wtedy, że koty czują do mnie nie odwzajemnioną miętę, jak był w jakimś domu kot, to się ujawniał siadał mi na kolanach, właził na ankiety, a jeden maluch uparcie chodził mi po ramionach, w takich domach szybko zyskiwałam sympatię i otwartośc włascicieli, bo wiadomo, że koty się na ludziach znają i do złych nie przyjdą, przynajmniej taki pogląd panuje wśród właścicieli kotów, trudno było nie polubić kotów w takich okolicznościach, w lwie mam 4 obiekty w ścisłej koniunkcji: Mars, Merkury, Vertex i Pallas:" swój do swego po swoje"wink Ale się rozgadałam, a co, w końcu Słońce w znaku Bliźniątsmile
    • arcoiris1 Re: Co laczy astrologa i kota? 14.06.06, 16:53
      Nie mam kota, mało tego- kiedys mialam ale mnie wkurzał tym że budził mnie
      skaczac mi w środku nocy na głowę zza zagłowia łózka. Niezle mnie straszył.
      Wole psy, kocham psy, pięknie okazuja uczucia, i jak byłam mała to uwielbiałam
      powieści o psach własnie; popełniłam nawet lekturę radzieckiej ksiązki "Bialy
      Bim czarne ucho" nad która spłakałam sie niemiłosiernie , oczywiście "o psie,
      ktory jezdził koleja" i tak dalej. natomiast mnie koty lubią az za bardzo,
      siadaja na mnie, łażą po mnie, uwielbiaja, co dziwne, lezec mi na biuście i
      ramionach, no gdziekolwiek ktokolwiek ma kota to sie za chwile od niego opędzam.
      • undyna Re: Co laczy astrologa i kota? 14.06.06, 17:10
        no popatrz arcoris, podobny układ domów i podobny układ z kotamismile
        • arcoiris1 Re: Co laczy astrologa i kota? 14.06.06, 17:12
          może wyczuwają kon Księzyc/Pluton.
          Ale żadna koniunkcja nie pobije Kozy an Ascendencie i Wenus w Pannie- nie lubię
          kłaków na dywanie i wszelakich kuwet. Że nie wspomnę o tym, że od rana do
          wieczora mnie nie ma no i najzwyczjniej żal zwierzaka trzymac zamknietego w 4
          ścianach na 7 pietrze.

          wink
          • undyna Re: Co laczy astrologa i kota? 14.06.06, 17:20
            znam jedna panniasta Wenus w IV domu, Ona by oszalała ze wszelkiej maści zwierzakiem w domu, ma obsesję ślniących powierzchnismile
            • arcoiris1 Re: Co laczy astrologa i kota? 14.06.06, 19:08
              No... u mnie co prawda Wenus w 8, ale po Byku włada mi 4 a po Wadze 9. Cos jest
              na rzeczy!! wink))
              Nie przepadam za zwierzem w domu, chociaz marzy mi sie przytulne, kudłate
              psisko jak będe miała dom z ogródkiem i dziecko.

              Co do kotów- fascynują mnie, podobają mi się, sa piękne. Ale zwracają moją
              uwagę głównie jako bohaterowie mitów, religii, rutuałów, podoba mi sie cała ta
              otoczka wokoł kotów, legenda, ich tajemnica. Ale niekoniecznie widzę je u
              siebie w mieszkaniu- lubie je u kogos albo w sztuce. Pewnie nie dogadałabym sie
              z kotem zresztą, bo każdy z nas próbowałby zdominowac drugiego. Nie znosze
              upartosci kotów- kocha mnie taki jeden czarny mojej przyjaciołki. Co go zwalę z
              podołka albo biustu to za pięc sekund zachodzi mnie od tyłu i znowu na mnie
              ląduje, i tak w kółko Macieju. Ile można. No ile.. (czy moja Wenus w Pannie
              może wspomniec że pohaczył mi mocno nową, sliczną bluzeczke na dekolcie,
              okropna, zabójcza mysl przemkneła mi przez głowe, zwłaszcza że podobno i tak
              mają 9 życ.. wink)?)W koncu wylądował zamkniety w łazience, bo tylko tak można
              było go utrzymac ode mnie z daleka. Inny kot z kolei, wielki, tłusty, czarny
              kocur, prawie jak Behemot, hipnotyzował mnie w kuchni innej mojej znajomej.
              Siedział na podłodze, naprzeciw mnie i wpatrywał sie we mnie w kompletnym
              bezruchu przez bardzo długi czas, z dobrą godzinę. Znajoma wołała go kusiła
              jakimis Whiskas- ani drgnął, wpatrzony we mnie, oparty na dwóch przednich
              łapach. Przyznam, ze dość mnie zeschizował.
              • undyna Re: Co laczy astrologa i kota? 15.06.06, 09:00
                ja tez lubię koty, lubię je obserwować, szczególnie podczas polowań prawdziwych i wirtualnych, pięknie się czają, kiedyś przygarnęłam w akademiku kociaka, właściwie sam przyszedł za mną, podrósł, zmężniał i poszedł w świat, nazywał się gulasz, uwielbiał ryby, jak przychodziłam z zajęć, to chodził w okół mnie jak rażony prądem, w nocy buszował, co chwilę było lądowanie - najchętniej na twarzy, wtedy w ogóle mi nie przeszkadzał, ale byłyśmy dwie, a kociak wychodził na dwór załatwiać swoje potrzeby i wtedy gdy obie wychodziłyśmy, wracał grzecznie do tego właśnie a nie innego pokoju, spryciarzsmile
              • szuwary4 Re: Co laczy astrologa i kota? 15.06.06, 10:54
                Drogie Panie arcoiris1 i Undyno jako wielka miłośniczka kotów (psów zresztą tez
                jak i wszelkiej innej gadziny) i trochę mniejsza -ale jednak- ich znawczyni
                podejrzewam, iz te koty Was tak namolnie obłażą, ze względu na skład Waszego
                potu. Niewyczuwalne dla człowieka - ale jak najbardziej dla kota - jakieś
                składniki, które znajdują się np. w walerianie.
                Wyczytałam kiedyś w jakims francuskim kompendium wiedzy o astrologii, że
                zwierzolubność występuje u ludzi z księzycem w 6 domu. Jeśli chodzi o mnie to
                zgadzałoby się. Mam księżyc w wadze w 6 domu. Pozdrawiam.
                • queenmaya Re: Co laczy astrologa i kota? 15.06.06, 11:34
                  szuwary4 napisała:

                  > Wyczytałam kiedyś w jakims francuskim kompendium wiedzy o astrologii, że
                  > zwierzolubność występuje u ludzi z księzycem w 6 domu.

                  Zbyt proste, żeby mogło być prawdziwe.
                  Mój dom 6 jest puściutki, takoż znak Panny, a jestem wielkim zwierzolubem
                  uogólnionym (czyli lubię wszystkie zwierzaki).
                  Zwykle zwierzoluby mają też coś w Raku, bo to potrzeba troszczenia się o
                  rodzinę, a rodzina to wszystkie istoty mieszkające w naszym wspólnym domu, czyli
                  na planecie zwanej Ziemią. Ja mam w Raku Jowisza, więc moje serce jest wielkie i
                  pojemne. Zmieszczą się tam nie tylko koty. Uwielbiam też konie, a za szopami po
                  prostu przepadam...
                  • szuwary4 Re: Co laczy astrologa i kota? 15.06.06, 11:57
                    Zgadza się mam słońce w raku wraz z uranem i marsem. Pozdrawiam
                • undyna Re: Co laczy astrologa i kota? 15.06.06, 11:59
                  być to może, szczególnie, że skoro nasze ascendenty są tak blisko, to i skład
                  potu może byc zbieżnysmile
                  tak sobie teoretyzując w południe
                • janou Re: Co laczy astrologa i kota? 16.06.06, 14:15
                  szuwary4 napisała:

                  >
                  > Wyczytałam kiedyś w jakims francuskim kompendium wiedzy o astrologii, że
                  > zwierzolubność występuje u ludzi z księzycem w 6 domu. Jeśli chodzi o mnie to
                  > zgadzałoby się. Mam księżyc w wadze w 6 domu. Pozdrawiam.
                  **************************************
                  Potwierdzam 6 dom,Merkury,Wenus,Jowisz w Skorpionie,moze dlatego zawsze
                  konczylo sie tragicznie,Neptun w Wadze.
          • dori7 Re: Co laczy astrologa i kota? 15.06.06, 12:06
            arcoiris1 napisała:

            > może wyczuwają kon Księzyc/Pluton.
            > Ale żadna koniunkcja nie pobije Kozy an Ascendencie i Wenus w Pannie- nie
            > lubię kłaków na dywanie i wszelakich kuwet

            Ja panniasto nie przepadam za psami - mam bardzo wyczulony nos, a psy brzydko
            pachna sad( Z kocia kuweta o dziwo nie mam problemu, dwie Wenus w Pannie w domu,
            wiec jest zawsze czysta tongue_out
          • beatka38 Re: Co laczy astrologa i kota? 16.06.06, 08:33
            > Ale żadna koniunkcja nie pobije Kozy an Ascendencie i Wenus w Pannie- nie
            lubię
            >
            > kłaków na dywanie i wszelakich kuwet.

            A moja venus w pannie, poprostu każe mi wciąż pokornie, bez sprzeciwu sprzątać
            po moich kotach. Kuweta mi nie przeszkadza, pod warunkiem,że jest czysta....
            Uwielbiam, czystość (słońce również w pannie i dużo innych planet, ascedent też)
            a koty to bardzo czyste zwierzątka i wbrew pozorom nie tak brudzące. Pies mojej
            koleżanki, bokser, tak zaślinił całe mieszkanie, że coś okropnego. Nawet sufit -
            nie wiem jak on to robi. Koty pachną, z psem różnie. Kot nie ruszy lekko
            zepsutego pokarmu, pies przeciwnie.
            Pozdrawiam, B
            • queenmaya Re: Co laczy astrologa i kota? 16.06.06, 12:26
              beatka38 napisała:

              > a koty to bardzo czyste zwierzątka i wbrew pozorom nie tak brudzące. Pies mojej
              >
              > koleżanki, bokser, tak zaślinił całe mieszkanie, że coś okropnego. Nawet sufit
              > -
              > nie wiem jak on to robi.

              Oj tak, zgadzam się!!!
              Lubię psy (wybiórczo - tylko duże i tzw. "użytkowe", ze szczególnym
              uwzględnieniem owczarków niemieckich i retrieverów), ale w domu nie chcę ich
              mieć. Pies brzydko pachnie, w czasie deszczu brudzi się na dworze i trzeba mu
              czyścić łapy (i nie tylko łapy), lubi się niekiedy wytarzać w jakichś
              "perfumach", czyli nieczystościach, ślini się (no, może nie każdy) i hałasuje -
              każdy dzwonek do drzwi to powód do zrobienia dzikiego rabanu, od którego puchnie
              głowa.
              Kot nie szczeka, nawet jak wyjdzie na dwór to się nie upaćka, a nawet jeśli
              wraca mokry, to najpierw się umyje, a dopiero potem włazi na kanapę i w ogóle
              zachwuje się wielce salonowo i dystyngowanie, jak jakiś arystokrata.
              A kuwetę można trzymać w miejscu, do którego goście nie mają wstępu. U mnie jest
              to zamykany schowek na rupiecie. Zrobiliśmy dziurę w plastikowym wywietrzniku w
              drzwiach i przez tę dziurę koty mogą włazić i wyłazić kiedy tylko mają ochotę.
    • queenmaya Re: Co laczy astrologa i kota? 14.06.06, 17:33
      Ja oczywiśce też należę do kocich czarownic.
      Kot to bóstwo żeńskie, plutoniczno-wenusjańsko-uraniczne, czyli idealnie pasuje
      do mojego horoskopu (silny Skorpion z Marsem w Wodniku, asc. w Wadze, Księżyc w
      Lwie).
      Cenię koci wdzięk, piękno, niezależność i brak służalczości. Uwielbiam kocie
      mruczenie, żaden pies tak nie umie smile
    • dori7 Re: Co laczy astrologa i kota? 14.06.06, 18:31
      Wielka milosc oczywiscie smile)

      W moim kocim stadku zostala tylko Funia, maly, pieszczotliwy i namolny perski
      Raczek - niestety Klementyna, wielka Skorpioniczna Byczyca, nie mogla sie
      przeprowadzic razem z nami - nie na 6 pietro, bo do jej zwyczajow nalezy
      przyczajanie sie na barierce od balkonu i skakanie znienacka na zszokowane
      ofiary, przechadzajace sie po JEJ ogrodku. Funia natomiast jest przeszczesliwa
      i z kazdym dniem bardziej rozbestwiona przez drugiego Raka, mojego partnera, z
      ktorym zreszta maja koniunkcje Slonc. Zebyscie widzieli, jak Raki nawzajem sa
      wyczulone na swoje nastroje! Wystarczy, ze Rak dowolny, ludzki lub koci, ma
      humory, drugi przychodzi, przytula sie, po raczemu mruczy i zagaduje.
      Komedia tongue_out A jak mnie sie zdarzy wpasc w lwia wscieklosc, to slysze oburzone:
      kot sie przez Ciebie denerwuje! smile))))))))))
    • am98 Re: Co laczy astrologa i kota? 15.06.06, 02:19
      anahella napisała:


      Kazdy z nas ma swoje koty wpisane w swoje kolko, ale koty wiernie nam
      towarzysza. Jak sadzicie, dlaczego?


      Posiadałam raz w życiu pod opieką kota. Przez kilka dni. Znalazł się pod
      opiekuńczymi skrzydłami (najlepszy pokarm, wspólne zabawy). Po powrocie
      właścicieli kot się ode mnie odwrócił. Nie znał mnie.
      Miałam dwa psy. To jest ból nie do przeżycia gdy ktoś odchodzi. Nigdy więcej
      żadnych zwierzaków.
    • moris6 Re: Co laczy astrologa i kota? 16.06.06, 12:01
      NIestety nie wiem co łączy astrologa z jego kotem.
      Kiedy pierwszy kot u nas zamieszkał odczułem wielka różnice w otoczeniu. Jakis
      niebywały spokój. Wczesniej mielismy psa boksera.

      Natomiast dokładnie wiem co potrafi podzielić mnie z kotem. Wczoraj nasz młody 4
      miesięczny kociak Ares Dexter wykonał "piękny" skok w kierunku kuchennego stołu.
      Niestety młody cos źle obliczył i wyszedł mu niedolot smile W akcie desperacji, na
      nasze nieszczęście, zahaczył pazurami o obrus i tak w jednej chwili wszystko co
      na stole znalazło się pod nim smile)) Po chwili zabaczyłem taniec obrusa na
      podłodze i jego obłąkaną próbę ucieczki do innego pokoju smile
      Całe szczęscie byliśmy już po sniadaniu, choc herbaty nie zdążyliśmy dopić smile

      moris
      • neptus Re: Co laczy astrologa i kota? 16.06.06, 13:07
        Biedny kotek! Tak sie wystraszył, zestresował i mógł zostać oblany gorącą
        herbatą! smile))
        To fakt, ze mruczący lub spokojnie drzemiący kot w domu wnosi poczucie ciepła,
        bezpieczeństwa i spokoju.
        Niestety, ludzie często nie potrafią docenić wspaniałe kaskaderskie wyczyny
        trenującego kotka i często są dziwnie niezadowoleni, kiedy wykonuje np.
        rewelacyjny skok z wysokiego regału trafiając bezbłędnie w miękki, zrelaksowany
        brzuch leżącej osoby. wink
        Kocia uraniczność przejawia sie m. in. w nieprzewidywalności jego pomysłów i
        reakcji. Z wiekiem kot staje się coraz bardziej lwiasty i coraz rzadziej
        zdarzają mu się tak kompromitujące przygody z obrusem - doświadczenie pozwala
        mu zawsze umknąć w porę przed lawiną sztućcow i skorup. big_grin
        • arcoiris1 Re: Co laczy astrologa i kota? 16.06.06, 13:11
          Mój trenowal nocne skoki na moja ąpiaca twarz. Gorszego koszmaru nie wyobrazam
          sobie.
          • dori7 Re: Co laczy astrologa i kota? 16.06.06, 16:13
            arcoiris1 napisała:

            > Mój trenowal nocne skoki na moja ąpiaca twarz. Gorszego koszmaru nie
            > wyobrazam sobie.

            A ja tak smile) Zgodnie ze stara dobra szachowa zasada: grozba jest silniejsza niz
            jej wykonanie. Duzo gorsze jest skakanie nad twarza ofiary, ktora nigdy nie
            wie, czy i kiedy te pazury wbija sie w jej twarz...

            Kocica mojej przyjaciolki po jej zamazpojsciu wyzywala sie tak przez kilka
            miesiecy na biednym malzonku: co rano, jak tylko sie budzil, zaczynala skakac
            mu nad twarza. Nigdy nie zrobila mu krzywdy, ale co sie biedak psychicznie
            nacierpial, to on jeden wie. Zazdrosnej i zaborczej kocicy sie nie dziwie, to
            siostra blizniaczka mojej Klementyny, urodzona na pelni ze Sloncem w Byku,
            Ksiezycem w Skorpionie i baaardzo wybujalym instynktem posiadania smile) Natomiast
            historia skonczyla sie happy endem - od nienawisci do milosci, bo po okresie
            wrogosci, a potem pokojowej niecheci, kocica zapalala do delikwenta wielkim i
            goracym uczuciem. No coz - solarny Skorpion przetrzymal lunarnego, he he - o
            ile dobrze pamietam, maja w tym Skorpionie koniunkcje swiatel tongue_out
            • arcoiris1 Re: Co laczy astrologa i kota? 16.06.06, 16:35
              Ktos tu pisał o kotach w wieku lwim. No taki, to ewentualnie może być. Młodych
              psotnikow, teraz gdym juz po trzydziestce nie zniosę.. Zresztą nie chodzi o
              skakanie po twarzy, to równiez skakanie po regałach, zwalanie przedmiotów,
              obrusów.. hm.. Ja sie nie piszę na to.. wink)))

              No i wiem, oburze zaraz wszystkich, ale wychodzę z założenia że zwierza w domu
              sie ma do "kochania". Według mnie kot nie umie ich okazywac, jest chimeryczny,
              nieprzewidywalny, dla mnie kot to nie jest zwierze domowe "z krwi i kości"-
              niezalezny, wolny, potrafi byc zdradziecki.. Kot jest dla mnie przede
              wszystkim milczacy- mój Merkury we Lwie w trygnie do Baraniego Jowisza i w
              sekstylu do Wagowatego Urana nie bardzo by to zniosł. No nie przekonuję sie,
              mimo że sledzę ten watek. Dla mnie kot to jedno z najpiekniejszych zwierząt,
              lubię je jako bohatera mitow, fascynuje mnie i za znaczenia jakie mu się nadaje
              ale do przyjazni wybieram zdecydowania psa. wink)) No niestety, ja mam dość
              wyrazny chrakter, dominujący, kot tez, i czuje że nie dalibysmy rady. Ktos
              musiałby ustapic, kto? JA? Nie... heheheee, jeszcze czego. Kot? W zyciu!
              • dori7 Re: Co laczy astrologa i kota? 16.06.06, 17:37
                Musisz kiedys poznac moja Funie - chodzaca i mruczaca przytulanka, ktora w
                zyciu nie wyjdzie z pokoju, w ktorym sa ludzie i bedzie aktywnie uczestniczyc w
                konwersacji, pomiaukujac na rozne tony, podchodzac, patrzac w oczy i zagadujac
                po swojemu. W kuchni trzeba stawiac dla niej trzecie krzeslo, bo uwielbia
                towarzyszyc nam podczas jedzenia - i to wyraznie interesuje sie nami, nie
                jedzeniem, bo na stol zazwyczaj nawet nie patrzy. Wracajacego domownika uslyszy
                z kilometra, wystarczy ciuchutki szczek windy i kot juz czeka przy drzwiach,
                chocby przed chwila spal kamiennym snem w drugim koncu mieszkania. Nie daj Boze
                zostawic ja sama na pol dnia, siedzi pod drzwiami i piszczy zalosnie, skarzac
                sie na ludzka niegodziwosc. Znajomi sie smieja, ze mamy spsialego kota tongue_out

                Z kolei Klementyna jest bardziej "kocia" - chadza wlasnymi drogami, uzera sie z
                okolicznymi kotami o terytoria, nie pozwala sie dotknac, gdy jest na dworze,
                nawet nam - wyjatek czyni dla malego ogrodka za domem, tam mozna ja poglaskac,
                gdy towarzyszy mojej rodzicielce w przycinaniu roz czy podlewaniu. Jest po
                swojemu kochana i wierna, choc nie ma w niej tej psiej uleglosci - za kazdym
                razem, kiedy odwiedzam rodzicow, Klementyna przychodzi, ociera sie, domaga sie
                wziecia na rece, po czym zwisa mi z szyi w postaci pieknego futrzastego szalika
                i mruczy z wielkim zadowoleniem przez pol godziny smile)

                Koty sa rozne, ale wszystkie wspaniale smile)
                • neptus Re: Co laczy astrologa i kota? 16.06.06, 18:32
                  No tak, Funie sa wspaniałe, ja tez mam taką, a raczej ona mnie. smile
                  Kontakt z kotem jest wielką radością, jesli wzajemnie szanuje sie swoją
                  niezalezność. Koty bardzo sie przywiązują, choc nigdy jak pies nie będą sie
                  przed nami upadlac, żeby dostac dodatkowy kawałek byle czego. Kot ma honor.
                  Moze właśnie dlatego potrafi byc prawdziwym przyjacielem, a nie sługą. To tez
                  jest bardzo wodnikowe, ta kocia przyjaźń. To bardzo inteligentne stworzenia,
                  maja niezłe poczucie humoru i jesli sie tego chce, mozna z nimi doskonale sie
                  porozumieć. Funia zawsze przychodzi mnie pocieszyc, kiedy jestem smutna. Kiedy
                  pracuję, nie przeszkadza bez waznego powodu. Kot Pankracy, którego juz,
                  niestety, nie ma z nami, wielokrotnie ratował moj czajnik. suspicious Nasladujac moja
                  corke, nuczyl sie nawet wołac z daleka "wooda!" Brzmiało to wprawdzie
                  jako "uooua!" ale nie było zwykłym kocim miauknięciem. Co ciekawe, kiedys tego
                  samego słowa uzyl do zameldowania, ze miska z woda dla domowych zwierzakow jest
                  pusta.
                • arcoiris1 Re: Co laczy astrologa i kota? 16.06.06, 22:16
                  No, Funię już lubię smile Moj horoskop jakis oszukany.. wszyscy macie tu kota na
                  punkcie kota oprócz mnie wink
                  Nie rozumiem... Co prawda 6 dom to u mnie Merkury i Bliznieta, ale jakby nie
                  krecic kołem, to lezy rzeczony w 8. Podobnie jak planeta odpowiedzialna za
                  emocje, chimery i nastroje, potem inna zarzadzajaca gustami i sympatiami, no i
                  w koncu ta, która jest tam u siebie. Koch wstawia mi tam tez Słońce w kocim
                  Lwie.
                  I co? jakas dziwna sprawa ze mna.... wink Nie nadaje się na czarownicę wink
        • czupakabra27 Re: Co laczy astrologa i kota? 16.06.06, 14:44
          smile)) ja z utęsknieniem czekam na lwie lata mojego kocura. narazie tylko Uran i
          Uran. nie wierzcie w to, że kastracja zmienia charakter kota, mój wogóle nie
          zuważył tej "subtelnej" zmiany i z radością kaskaderuje oraz stara się na siłę
          zaprzyjaźnić z kotem z lustrawink
          • queenmaya Re: Co laczy astrologa i kota? 16.06.06, 15:29
            Bo może go nie do końca wykastrowali. Kota trudno jest wysterylizować z pełną
            gwarancją skuteczności i dotyczy to obu płci. Jeśli coś tam mu zostawili, to
            będzie się zachowywał jakby mu się nic nie zdarzyło.
            Możliwe, że trzeba złozyć reklamację sad
            • czupakabra27 Re: Co laczy astrologa i kota? 16.06.06, 18:15
              Ciachnięty jest dobrzesmile Trudno zresztą składać reklamcję po 2 latach od
              zabiegu. Chusty w brzuchu mu nie zaszyliwink Niczego nie podlewa tylko charakterek
              ma taki wredny. Może ma Urana na Asc? winkKto wie? Ja juz sie przyzyczaiłam.
              Zresztą wśród moich znajomych jeszcze ze 2 takie egzemplarze egzystują. Może to
              nowe pokolenie - Koty Indygowink
              • queenmaya Re: Co laczy astrologa i kota? 16.06.06, 22:01
                Koty Indygo, to na pewno jest to!!! Są uraniczne, może pochodzą z Plejad albo
                innych gwiazd smile
            • szuwary4 Re: Co laczy astrologa i kota? 19.06.06, 10:25
              To zalezy w jakim wieku kot został wykastrowany, bo jeśli juz hormony ruszyły
              pełną parą, kot już znakował i miał doczynienia z kotkami, to do produkcji
              hormonów zostały pobudzone nie tylko jądra ale i nadnercza i przysadka mózgowa a
              ich działanie w tym względzie wygasa dość wolno nawet po kastaracji. Z tego
              powodu po późnej kastracji kot już nie znakuje ale psychicznie długo pozostaje
              "sobą". Pozdrawiam
    • kasia-asia1 Re: Co laczy astrologa i kota? 16.06.06, 14:22
      Lubię wszelaką zwierzynę z odległości,ale myślałam o kocie na starość, dobrze
      robi na reumatyzm. Na razie, u nas jest dom alergików. Przekichane.
      • astrofru Re: Co laczy astrologa i kota? 16.06.06, 21:14
        a ja zostawilam swojego kota przed wyjazdem z Polski siostrze mej, chlip, chlip
        i sobie znalazlam substytut - w miejscu, gdzie mieszkam sa dwa, monstrualnej
        wielkosci rudzielce, tygrysie cuda, ktore rozumieja chyba nawet po polsku smilesmile
    • am98 W obronie psa 17.06.06, 16:46
      Znajomość psa i człowieka to znajomość na całe życie. Miłość do grobowej deski,
      wierność, najpiękniejszy wymiar miłości. Jeżeli ja się śmiałam mój pies śmiał
      się razem ze mną, jeżeli płakałam - skowyczał. Wielokrotnie w trakcie
      rodzinnych potyczek, pies występował w mojej obronie, a potencjalnemu
      napastnikowi skakał do gardła.
      Byłam dumną właścicielką Doga Arlekina - króla osiedla w swoim czasie, a
      pózniej wielorasowej suki. Dog z królewską gracją omijał wszelkie kałuże i
      osiedlowe bajora i na wszystkich i wszystkie psy pomniejsze patrzył z góry.
      Zadzierał głowę. Poruszał się dostojnie, jadł powoli, nie mlaskał.
      Nie atakował pierwszy, a jeśli już to odpierał atak. Wchodzących gości owszem
      obwąchał, ale nigdy nie szczekał. Wyjątek stanowili idący ulicą pijani ludzie,
      miał chyba jakieś uczulenie na alkohol wink, w przeciwieństwie do mojej suki,
      która potrafiła sobie nieźle wypić w trakcie domowych imprez (przepadała za
      czerwonym winem i winem musującym, gustowała również w piwie).
      Psy są bardzo wybredne jeśli idzie o smaki i jedzenie. Każdy ma swoje ulubione
      potrawy i nie każdy zadowoli się byle ochłapem.
      Wszystkie psy, które znałam dbały bardzo o higienę i co najmniej dwa razy
      dziennie dokonywały toalety.
      Mam zupełnie inne odczucia jeśli idzie o psi czy koci zapach, bowiem ilekroć
      gościłam w kocim domu tylekroć mniej lub bardziej aromat powalał mnie na
      kolana, czego absolutnie nie mogę powiedzieć o psich domach. Więc przypuszczam,
      że ludzka wrażliwość na zwierzęce zapachy jest bardzo indywidualna.
      Pies nie załatwia potrzeb fizjologicznych w domu, lecz na...dworze...(pochodzę
      z Lublina). Stworzono publiczne toalety dla psów, gdzie psy mają możliwość w
      kulturalny sposób oddawania nieczystości.
      Pies jest bardzo ludzki. Znałam kiedyś pudlopodobnego Dżeka, który po każdym
      strzyżeniu bardzo się wstydził, bo był prawie nagi wink.
      Pies potrafi dosłownie i w przenośni wejść swojemu właścicielowi na głowę,
      wymusić dodatkową kość, czy porcję świeżych płucek i jak najbardziej sam
      wybiera sobie miejsce do spania: fotel, kanapa, poduszka.
      Cóż, rodzi to wiele konfliktów, ponieważ i ja nie zasnę na kocu pod biurkiem.
      • neptus Re: W obronie psa 17.06.06, 17:19
        Psia zaborczość jest tym, co mnie zniecheca do kolejnego psa w domu. Miałam w
        domu niejednego psa, wszystkie były fajne ale potwornie dokuczliwe. Jak tylko
        sie podniesiesz, pies leci za Tobą, wiecznie domaga sie zainteresowania.
        Ogranicza moje prawo do swobody i niezaleznosci, jest upierdliwy, jak Wenus w
        Raku.
        • male_conieco Re: W obronie psa 17.06.06, 17:47
          Miałam dwa psy. Żaden nie był upierdliwy wink Pierwsza suka, solarny Koziorożec
          była damą w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Trochę przypominała stereotypowego
          kota, z tą swoją niezależnością. Druga suka- solarny Baran. Wulkan energii.
          Czasem bywa męcząca, ale nie zaczepiana, nie zacznie męczyć o zabawę. Gorzej
          skończyć ją wtedy, kiedy ona jeszcze chce się bawić. Staje się dość namolna. Ale
          to też skrajna indywidualistka. Koleżanka ma koty. Najróżniejsze typy się
          przewijały. Najczęściej takie właśnie jak mówisz, Neptus, upierdliwe. A koty wink
          Jestem miłośniczką psów. Z domu. I z zodiaku. Chiński pies, koty toleruję smile
          aktualnie niańczę w domu gołębicę. Czasem przydarza mi się zgarnąć jakieś
          zwierzę z ulicy. Zawsze jest to kobieta wink
          • szuwary4 Re: W obronie psa 19.06.06, 10:51
            Generalnie rzecz biorąc ludzie zainteresowani astrologią - przynajmniej ludzie
            z tego forum - lubią zwierzęta. Jedni wolą bliższe towarzystwo kotów inni psów,
            ale każdy czworonóg jak widać jest traktowany zyczliwie. I to jest piękne i tej
            postawy mozemy sobie pogratulować. Pozdrowienia dla wszystkich opiekunów i ich
            pupili
            • neptus Re: W obronie psa 19.06.06, 11:43
              Astrolog to pomiot wodnikowy i nijakich uprzedzen rasowych mieć przecie nie
              powinien. smile))
              Mnie wychowano w takim duchu, że każde stworzenie jest kochane, piękne i godne
              szacunku, nawet człowiek, ba, nawet i mężczyzna też stworzenie boże. wink
              Byk kocha wszystko, co jest piękne.
              • moris6 Re: W obronie psa 19.06.06, 13:38
                neptus napisała:

                > Mnie wychowano w takim duchu, że każde stworzenie jest kochane, piękne i godne
                > szacunku, nawet człowiek, ba, nawet i mężczyzna też stworzenie boże. wink

                Dziękuję w imieniu wszystkich mężczyzn smile)
                wprawdzie na końcu, ale jednak udało nam się załapać się w kategorii stworzeń do
                kochania smile.
                moris

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka