Gość: ania IP: 157.25.122.* 07.09.01, 13:12 jb ma poważny problem! może można jej jakoś pomóc? wiele osób tam pisze, ale ona czeka na Pana zdanie pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Yaa Re: Panie Doktorze! proszę odp. na wątek 252 i 254!!!!!! IP: *.uni.lodz.pl 07.09.01, 16:21 Szanowny Panie Doktorze! To naprawdę ważne (choć może bardziej dla psychologa niż seksuologa) ale Jb naprawdę potrzebuje rady kogoś kto zna się na rzeczy. Pozdrawiam Yaa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bona Re: Panie Doktorze! proszę odp. na wątek 252 i 254!!!!!! IP: *.zgora.dialog.net.pl 07.09.01, 20:42 Gość portalu: Yaa napisał(a): > Szanowny Panie Doktorze! > To naprawdę ważne (choć może bardziej dla psychologa niż seksuologa) ale Jb nap > rawdę potrzebuje > rady kogoś kto zna się na rzeczy. > Pozdrawiam > Yaa Ja przyłączam się do porośby, ponieważ JB naprawdę tego bardzo potrzebuje. Może faktycznie coś jej to wyklaruje? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jb Re: Panie Doktorze! proszę odp. na wątek 252 i 254!!!!!! IP: *.nuph.us.edu.pl 10.09.01, 14:38 Panie Doktorze! Moze jako glowna zainteresowana ja tez sie wypowiem - nie wiem, czy moj problem jest dla seksuologa czy dla psychologa i uwazam, ze cala dyskusja przybrala dziwny obrot. Moje pytanie jest proste jak drut - czy to co opisalam stanowi rzeczywisty problem, czy tylko ja robie z igly widly. Bo prawde mowiac nie chcialabym podejmowac zadnych powaznych decyzji tylko dlatego, ze mnie sie wydaje, ze cos jest nie tak. Chcialabym wiedziec czy zachowania seksualne mojego meza sa rzeczywiscie "nie w porzadku" czy tylko ja je tak odbieram. Bo mnie caly czas sie wydaje, ze za jego zachowaniem stoi cala lista powodow ktore z seksem niewiele maja wspolnego. Ludzie na forum gotowi sa pomyslec ( i niektorzy zapewne tak juz pomysleli ), ze nie zalezy mi na rozwiazaniu problemu i ze chce sie tylko pouzalac nad soba, ale jak ja mam cokolwiek rozwiazac, postanowic czy ustosunkowac sie do czegos jesli nie wiem czy to JEST problem czy tez MNIE SIE WYDAJE ze jest... Bo dla mnie to nie jest to samo. Gdy poznalam meza WYDAWAL MI SIE odpowiednim partnerem, lecz chyba nigdy nim nie byl. Ale wydawalo mi sie cos jeszcze - ze potrafie wszystko wybaczac, wszystko znosic, zawsze byc mila i tolerancyjna, ze potrafie sie bezgranicznie poswiecac, wyrzec dla drugiego czlowieka wszystkiego na czym mi zalezy. Jednak - nie potrafie, a przynajmniej nie umiem tego robic bez wzajemnosci i w pewnej chwili mojego zycia zauwazylam, ze daje wszystko co mam, nie dostaje nic w zamian i wcale nie jest mi z tym dobrze i nie znajduje szczescia w takim samoposwieceniu. Chce zyc, rozwijac sie, dochodzic do malych i duzych sukcesow, a nie wegetowac. Chce tanczyc, plywac, chodzic po gorach, cieszyc sie z seksu a nie tylko tolerowac mojego meza ktory zawsze jest cierpiacy, zmeczony lub ma inny "wazny powod" aby ograniczac wszelka swoja aktywnosc do przewracania sie z prawego boku na lewy przed telewizorem. I znowu -wydaje mi sie, ze jest gdzies cos lepszego, inne zycie, glebsze, bardziej wartosciowe. Nie chce jednak wiecej podejmowac decyzji opierajac sie na domniemaniach i domyslach. Ja wiem, ze wiele kobiet na moim miejscu juz dawno trzasneloby drzwiami i powiedzialo mezowi "do widzenia". Ale ja nie potrafie zalatwic sprawy w ten sposob - byc moze najprostszy ale nie dajacy mojemu mezowi szansy na jakas zmiane. Moze rzeczywiscie on sie nigdy nie zmieni, ale ja tego nie potrafie przewidziec ani ocenic. A jesli odejde od niego ze swiadomoscia, ze nie zrobilam wszystkiego co mozna bylo zrobic - zezra mnie wyrzuty sumienia. Czy naprawde nalezy mnie winic lub ostro krytykowac za to, ze jestem jaka jestem i mam swoje zasady, ktorych nawet w sytuacjach awaryjnych chcialabym sie trzymac? Moze jestem niepowazna i naiwna - nie zaprzeczam, ale jakies, chodzby najglupsze zasady trzeba w zyciu miec i samemu sie do nich stosowac - to, ze moj maz sie do nich nie stosuje, to jest sprawa drugorzedna bo mowimy tutaj o mnie i o spokoju mojego sumienia. Nie wiem czy ktokolwiek potrafi mnie zrozumiec, ale jesli mam odejsc z tego zwiazku, to tylko ze swiadomoscia ze podjelam sluszna decyzje i ze naprawde nie mialam innego wyjscia. Dlatego ciagle probuje poukladac sobie w glowie fakty. To wszystko co mam do powiedzenia i sadze, ze nic wiecej nie potrafilabym dodac. Nie chce walkowac tematu w nieskonczonosc, prosze wiec o szybka odpowiedz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nimfa Re: Panie Doktorze! proszę odp. na wątek 252 i 254!!!!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.09.01, 01:21 Ja odeszlam. Czulam sie odepchnieta i nie kochana, wiec poszukalam szczescia gdzie indziej. Zapedzona w matnie winy, odeszlam. Moim bledem bylo to, ze z nim o tym problemie wtedy nie rozmawialam. Porozmawialismy potem, ale teraz jestesmy zupelnie innymi ludzmi. Troche czasu uplynelo, teraz wiem, ze on naprawde byl zmeczony praca. W ktoryms z listow dr. odpowiada, ze mezczyzna przepracowany moze nie miec zapotrzebowan seksualnych (to samo tyczy sie kobiety), ale ile mozna. Moze postarajcie sie wygospodarowac troche czasu na urlop i wyjechac na kilka dni do jakiej chatki, gdzie bedziecie mogli tylko spac, relaksowac sie, jesc i kochac sie do woli. Moglby byc to tez dobry moment na powazne rozmowy. Bo moze problemem nie jest tylko seks. Czy kazde z was czuje sie bardziej soba a nie ta druga osoba? Utrata tozsamosci bywa frustrujaca ( o tym piszesz, ze chcesz byc soba, zyc, chodzic po gorach - czy to robisz?). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jb Re: Panie Doktorze! proszę odp. na wątek 252 i 254!!!!!! IP: *.nuph.us.edu.pl 11.09.01, 13:27 Droga Nimfo - dziekuje za opinie, ale w naszym przypadku problem nie lezy w przepracowaniu meza, bo prace ma on dopiero od trzech miesiecy i poswieca jej tylko 42 godziny w tygodniu. Spac i jesc moj maz moze do woli bo i tak nic innego nie ma w domu do roboty. Problemem jest takze kochac sie z nim, bo wielokrotnie mnie odtracal i ponizal, a odkad zaprzestalam z nim wspolzycia - nie wykazal zainteresowania seksem, ani nawet nie zainicjowal rozmowy. Ja odbieram to tak jakbym go nie obchodzila jako osoba, jakby potrzebny mu byl tylko papierek z USC aby w pelni go usatysfakcjonowac. Dlatego tez coraz powazniej mysle o rozwodzie, choc nie ukrywam - chcialabym uslyszec co moj maz ma do powiedzenia w sprawie naszego problemu. Moze to pomogloby cos wyjasnic. On najwyrazniej nie chce rozmawiac, lub rzeczywiscie - problemu nie dostrzega. Trudno zmusic kogos do szczerej rozmowy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nimfa Re: Panie Doktorze! proszę odp. na wątek 252 i 254!!!!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.09.01, 21:38 Przepraszam. Jest mi wstyd, twojego listu nie doczytalam do konca. Unioslam sie tym ze pierwszy raz jestem na liscie dyskusyjnem i swoim problemem. Twoj jest bardzo ppowazny i uwazam ze faktycznie przydalaby sie rada fachowca a nie laika. W kazdym razie wspolczuje Ci. Jedyne co moge powiedziec od siebie to: pomysl o sobie. Bo jesli on nie zechce z toba wspolpracowac w rozwiazaniu tego problemu, to nic z tego nie wyjdzie tylko bedzie gorzej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bona Re: Panie Doktorze! proszę odp. na wątek 252 i 254!!!!!! IP: *.zgora.dialog.net.pl 12.09.01, 23:09 Droga JB! Ciągle oczekujesz rady Dra Depko, a przecież nie sprecyzowałaś właściwie, o jaką radę Ci chodzi. To, że Twój związek jest dla Ciebie uciążliwy i poniżający , zostało rozpoznane od razu. Że nie godzisz się na taki jego kształt też było od początku oczywiste. Że masz rację (przynajmniej na podstawie Twojej relacji) też jest oczywiste. Zastanawiałaś się, czy to przypadkiem nie w Tobie tkwi przyczyna, też zostało (chyba) wyjaśnione. Nie chcesz podejmować pochopnych decyzji, w porządku. Chociaż nic tu nie wskazuje na to, że decyzja byłaby pochopna=być może dla Ciebie szkodliwa. Wręcz przeciwnie. Nie wiedziałaś, jak taką decyzję zrealizować - otrzymałaś konkretne rady, zarówno w postaci adresów dla kobiet z takimi problemami, jak i propozycjami nawiązania kontaktu przez e-mail i ewntualnym wsparciem różnego rodzaju na stopie prywatnej. Natomiast problem dla sksuologa (chociaż nasz Ekspert niejednokrotnie udowodnił iż psychologiem też jest dobrym), jest ciągle nieokreślony. Poniżające praktyki seksualne, na które wyrażnie się nie godzisz, to nie problem seksuologa. A w sumie i tak nie wiadomo o nich zbyt wiele. Tylko tyle, co napisałaś. Jeśli to wszystko, to seksuolog nic tu nie ma do roboty! Co on ma Ci powiedzieć? Że partner nieodpowiedni? To i tak wiadomo. Zmieniać charakter partnera? Duży znak zapytania. I nie ten adres. Dostosować się do niego? Musiałabyś stać się masochistką. Podobno nią nie jesteś, więc jak to sobie wyobrażasz? W ogóle przestałam orientować się w Twoich prawdziwych intencjach. Ale Ekspert chyba Ci w końcu odpowie. Tylko, dalibóg, nie wiem, jaką konkretną radę z dziedziny seksuologi tu może zastosować. Poza reedukacją seksualną. Tylko co Ty z tą radą zrobisz, skoro tak się do męża zraziłaś, że czujesz wręcz obrzydzenie, nie cenisz go wcale, nawet nim pogardzasz. I czujesz się (chyba słusznie ) pokrzywdzona. Nie wiem właściwie, po co Ci w ogóle porada seksuologa? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jb do Bony IP: *.nuph.us.edu.pl 13.09.01, 10:24 No przeciez tutaj powyzej jest zamieszczona moja prosba do pana doktora. A ze chce koniecznie zeby wlasnie on mi odpowiedzial ? Coz w tym zlego, ze chce opinii akurat tego konkretnego czlowieka i uparlam sie przy tym jak osiol? Nazywaj to jak chcesz, ale prosze pana doktora zeby mi odpowiedzial i potraktowal powazniej niz tych ktorzy pisza, ze chce im sie "ciupciac" czy cos w tym stylu. I nie bede sie po raz setny tlumaczyc po co, na co i dlaczego potrzebuje tej odpowiedzi. Widocznie mam jakis swoj powod, nawet jesli dla innych niezrozumialy - dla mnie wystarczajacy. Jakie sa moje intencjie - chce zeby mi odpowiedzial pan doktor, bo wierze w to, ze on jest tu ekspertem i przyjmie najbardziej obiektywny stosunek do calej sprawy. A jesli uwazasz to za glupi kaprys - trudno... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bona Re: do Bony IP: *.zgora.dialog.net.pl 13.09.01, 10:43 Gość portalu: jb napisał(a): > No przeciez tutaj powyzej jest zamieszczona moja > prosba do > pana doktora. -----Zgadza się. Ale chodzi mi o coś innego. W miarę rozwoju tej dyskusji przestałam się orientować, czego właściwie od Eksperta oczekujesz. Mam nadzieję, że DR Depko w końcu Ci odpowie, to może wtedy coś mi się rozjaśni. Jak na razie to mi się tylko "ściemnia" - bo mam wrażenie, że większość rad po prostu odrzucasz. Jeśli Ekspert doradzi to samo, to przyjmiesz? Trochę dziwne. Znaczyłoby to, że w ogóle nie potrafisz samodzielnie myśleć. "Autorytet udokumentowany" zaś z definicji daje najmniejszą szansę na pomyłkę. >A jesli uwazasz to > za glupi > kaprys - trudno... -----Ani tego nie powiedziałam, ani nie pomyślałam. Ja tylko nie wiem, czego oczekujesz. Chciaż na początku wydawało mi się, że wiem. Ale to już wyjaśniałam. Może niedokładnie zrozumiałaś mój ostatni post? Pzdr! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jb Re: do Bony IP: *.nuph.us.edu.pl 13.09.01, 13:52 A, wreszcie zrozumialam o co pytasz! Ja nie chce porady od doktora Depko w sprawie tego co mam zrobic, bo co mam zrobic to ja juz wiem - ja chce zeby mi wyjasnil, jakie motywy kieruja moim mezem i jego zachowaniem i czy sa jakies metody leczenia tego typu zaburzen,czy jak by to zwac. Ja naprawde nie wiem co sie tam dzieje w glowie czlowieka z ktorym mieszkam pod jednym dachem i chce zeby mi to ktos w koncu wytlumaczyl, bo wlasna ciekawosc nie daje mi spokoju i ciagle wkrada sie w moje mysli jakis element niedowierzania w to, ze dorosly facet moze zachowywac sie w ten sposob. No przeciez wlasnie seksuolog moze mi objasnic dlaczego moj maz zachowuje sie w lozku tak jak sie zachowuje, bo przeciez tego mi nikt madrze i naukowo jeszcze na tym forum nie wyjasnil. A to, ze ktos zwyzywal mojego meza od pedalow czy kanalii - zupelnie mnie to nie satysfakcjonuje i nie jest dla mnie zadna odpowiedzia. Odpowiedzia bedzie jesli specjalista z duzym doswiadczeniem wymieni nazwe "schorzenia" i powie jakie sa szanse na wyleczenie. I dopoki tego nie uslysze bede sie tu dobijac i dopraszac o uwage pana doktora chocbym miala przekrzykiwac tych wszystkich ktorzy maja problem z krzywym penisem czy krostkami na jadrach! Ja tez mam prawo zaspokoic swoja ciekawosc w interesujacej mnie kwestii i to wydaje mi sie - kwestii powaznej. Ja rozumiem, ze ty bys chciala wyslac mnie po porade tam gdzie podalas mi namiary, ja uznalam, ze na to zawsze mam jeszcze czas i twoj pomysl uznalam za "rezerwowy" w stosunku do mojego. I nikogo nie powinno obchodzic ile bede czekac na wizyte w poradni wojewodzkiej, a chocby dlatego, ze moim zdaniem -zaczekac warto. Jest tam mozliwosc pojscia z mezem na wspolna terapie, poradnia jako podlegajaca kasie chorych nie ma nic wspolnego z organizacjami kobiecymi i jako taka nie powinna budzic w moim mezu zadnej niecheci czy podejrzen o prowadzenie przeze mnie wojny damsko-meskiej. A jesli mimo to maz nie pojdzie na terapie, lub nie da ona zadnych rezultatow - no to chyba wtedy mam juz argument za rozwodem, a przynajmniej nie bede mogla zarzucac sobie samej, ze nic nie zrobilam. Plan jest chyba jasny i klarowny. I coz ja mam zrobic jesli pomimo to chce zeby pan doktor zrobil tu maly wyklad i objasnil mi zachowanie meza? A moze jest w tym cos istotnego o czym nie wiem a powinnam wiedziec? I naprawde nie daje mi spokoju to, ze pan doktor nie odpowiada i nie daje mi zaczerpnac ze zrodla wiedzy jakim w moich oczach jest jego doswiadczenie! Czy jest cos zlego w tym, ze ja po prostu chce znac przyczyne i ze dla mnie jest to bardzo istotne? No i pewnie znowu nikt mnie nie zrozumial i kazdy zacznie mowic nie na temat... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bona Re: do Bony IP: *.zgora.dialog.net.pl 13.09.01, 18:15 OK. Dużo lepiej. Przez dłuższą część dyskusji było to coraz mniej jasne. Ale pozwolisz, że pozostanę przy tym, co powiedziałam na początku, w poprzednim wątku. Wspomniałam już, że mam trochę podobne doświadczenie za sobą. Chyba nawet gorsze, ale podobne. Dlatego uważam, że tego rodzaju związki należy jak najszybciej kończyć. Ja za długo zwlekałam, co przyniosło mi tylko więcej cierpienia i kryzys samooceny, oraz wiele uciążliwych tego konsekwencji. A jakiś ślad pozostał chyba na zawsze, podobnie jak koszmarne wspomnienia. Nie życzę Ci tego. Stąd moje oceny i rady. Pzdr! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: orzeszek Re: do JB IP: *.gazeta.pl 13.09.01, 18:48 Ciekawa jestem wypowiedzi dr Depko, ale mam wrazenie, ze o zaburzeniach swojego meza napisalas tak malo, ze bedzie to dla experta trudne zadanie. Byloby dla mnie w kazdym razie, bo nie wiem jak seksuolog, ale psycholog potrzebuje sporo inf o kliencie nim postawi diagnoze. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jb Re: do Orzeszka IP: *.nuph.us.edu.pl 17.09.01, 10:09 Mam nadzieje, ze Pan Doktor chociaz w przyblizeniu okresli powody takich a nie innych zachowan seksualnych - w koncu przeciez moje malzenstwo to nie jest chyba jedyny taki przypadek na swiecie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Orzeszek Re: do jb IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.01, 14:52 Ja rowniez. Tylko nie wiem o jakie konkretnie zachowania chodzi. Dokladnie co takiego robi/nie robi Twoj maz. Jesli dobrze pamietam pisalas o ponizaniu. Co to konkretnie znaczy? Co robil? Okreslenie, ze czulas sie ponizana jest informacja dla psychologa odnosnie Twojego wewnetrznego stanu. Nic jednak nie mowi o konkretnym zachowaniu Twojego partnera. Moze napisz jeszcze raz co takiego sie dzialo (stalo). Sama chcialabym wiedziec co o Twoim "przypadku" powie dr Depko. I jestem ciekawa dlaczego dotad nic jeszcze nie powiedzial. Zastanawiam sie czy nie uruchomic jeszcze jednego watku, bo moze p Depko nie zauwazyl poprzednich... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jb Re: do Orzeszka IP: *.nuph.us.edu.pl 17.09.01, 16:27 Alez, Orzeszku - opisalam bardzo szczegolowo co robil moj maz w tym moim pierwszym, dlugim poscie ktory nie zmiescil sie tu w jednym kawalku. Ale jesli "zgubilo sie" to w tym natloku mojej pisaniny to powtorze jeszcze raz (nie wiem czy w skrocie czy moze nawet bardziej szczegolowo) - chodzi o to, ze od czasu gdy wyprowadzilismy sie od moich tesciow i zaczelismy zyc na wlasny rachunek -nasze stosunki ( nie tylko te seksualne ) ulegaly ciaglej zmianie na gorsze. Zaczelo sie od tego, ze moj maz zaczal odmawiac wspolzycia pod pretekstem braku czasu lub zlego samopoczucia a gdy probowalam z nim rozmawiac stanelo na tym, ze jesli nie wezme na siebie wszystkich obowiazkow domowych, to on nie bedzie mial sily, zeby sie ze mna kochac. No wiec wzielam sie za to pranie, sprzatanie i gotowanie, ale to wcale nie pomoglo - zawsze gdy oboje mielismy czas wypadalo cos "waznego" i trzeba bylo odlozyc seks na jakies tam blizej nieokreslone "kiedys", przez co wspolzycie zupelnie zatracilo swoja spontanicznosc. A kiedy nie bylo czasu, lub bylam bardzo zmeczona czy chora - moj maz akurat wtedy dostawal wzmozonej ochoty i jesli nie udalo mi sie wybronic od "obowiazku malzenskiego" - konczylo sie na szybkim, byle jakim numerku zupelnie pozbawionym jakiegokolwiek uczucia. Po jakims tam czasie gdy zaczelam domagac sie wyjasnien - maz wytlumaczyl mi ze wszystko przez to, ze brakuje odpowiedniego nastroju. No wiec staralam sie stworzyc ten nastroj muzyka, oswietleniem, uwodzeniem, ale wtedy maz zamiast dac mi ten namietny seks za ktorego brak w naszym pozyciu obwinial brak nastroju - stawal sie impotentem. I tym razem winna bylam ja, ze nie umiem go podniecic... Raz na kilka tygodni przechodzila mu ta impotencja i z "braku laku" - zgadzalam sie na byle jaki seks, podczas ktorego on wlasciwie lezal jak kloda i czekal az go szybko zaspokoje,chociaz caly czas mowilam mu, ze mi to nie odpowiada i ze chcialabym czegos innego... Proba wynegocjowania "czegos innego" w podziale naszych domowych obowiazkow jak i w seksie skonczyla sie tym, ze moj maz "zmuszony" przeze mnie do przejecia aktywniejszej roli zarowno w domu jak i lozku - zupelnie sie zmienil. Zaczal traktowac seks jeszcze bardziej ekspresem - ani minuty czasu na gre wstepna, nie wazne, ze protestowalam gdy bez wstepow przechodzil do pelnego stosunku. Po kilku minutach przerywal i wtedy dopiero bral sie za ten wstep, co zaczelo mnie irytowac i w koncu przeprowadzilam z nim tak zwana "szczera rozmowe" - niby wszystko sobie wyjasnilismy, ale chyba jednak nie, bo jeszcze tego samego dnia moj maz przerwal stosunek w chwile przed moim orgazmem i uciekl do lazienki. Przepraszal, obiecywal, ze to sie wiecej nie powtorzy, ale powtarzalo sie regularnie, wiec gdy wracal z lazienki probowalam zwrocic jego uwage na siebie i na moje potrzeby zaspokajajac sie na jego oczach. Ale efekt byl odwrotny do zamierzonego - on tylko stwierdzil, ze moj brak orgazmu to nie jego problem i ze albo bedziemy kochac sie tak szybko jak on chce, bo jest nadpobudliwy, albo wcale... Tego ultimatum juz nie wytrzymalam i od kilku miesiecy jest "wcale" . Wprawdzie maz sporadycznie "molestuje" mnie seksualnie i zarzuca mi, ze nie mam prawa trzymac go na glodzie, ale ja mam juz tego po dziurki w nosie - po pierwsze seks tylko po to, zeby facet nie meczyl sie "na glodzie" to dla mnie zadna frajda i przyjemnosc, a po drugie - po tym wszystkim co zaszlo naprawde zaczal byc w moim odczuciu obrzydliwy i nie chce zeby mnie dotykal, nie mowiac o czyms wiecej, wrecz - nie potrafie juz sobie wyobrazic jego jako mojego seksualnego partnera. Az mnie wewnatrz skreca i sciska gdy sobie przypomne te jego ostatnie wyczyny i caly czas wraca to poczucie "skrzywdzenia", "upokorzenia", cos mi mowi, ze to nie byl zaden seks, ze to byla wojna... Obojetnosc mojego meza sprawila mi ogromny bol i wiem, ze juz nigdy nie bede mogla zaufac czlowiekowi ktory sprawil mi przykrosc a potem spokojnie patrzyl jak cierpie rozpalona do czerwonosci, porzucona przez niego w pol drogi do przyjemnosci i niezaspokojona. Ta swiadomosc wraca i wraca i nie daje mi spokoju, nie potrafie uwierzyc w fakty, wydaje mi sie, ze to wszystko dzieje sie gdzies "obok mnie" i ze za chwile sie obudze, ze moze on nie jest taki jak mysle, ze cala sytuacja nie jest taka jak ja widze, ze to jakas pomylka, nieporozumienie. Ale to "obok" to iluzja, bo chociaz moge nie czuc wlasnego bolu to caly czas z tej perspektywy go widze i wiem, ze istnieje i ze wroci za jakis czas do mojego srodka. Wiem, bo juz mi sie kilka razy zdarzaly takie stany i z uplywem czasu samo przechodzilo, wiec nie ma powodu zeby tym razem bylo inaczej. I teoria "pomylki" czy "nieporozumienia" tez sie nie sprawdza - maz nie robi nic, zeby wyjasnic cala sprawe, zeby ratowac nasze malzenstwo. Jestem przekonana, ze w tej chwili jest kolej na jego ruch wiec sila woli powstrzymuje sie od jakiegokolwiek dzialania bo chce wiedziec jaki naprawde jest moj maz a nie jakie sa moje wyobrazenia. Nie wiem czemu, ale to co widze mnie przeraza bo moim zdaniem - udowadnia tylko brak jakiejkolwiek milosci z jego strony. Ale milosc to juz inna bajka i czasami wydaje mi sie ze to ja sobie wymyslilam jakas milosc, a tak naprawde - zadnej milosci na swiecie nie ma... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bona To brzmi trochę inaczej IP: *.zgora.dialog.net.pl 17.09.01, 23:34 niż to, co powiedziałaś na poczatku. Jdnak pomijajc to wszystko - jest w tym całkowite niedopasowanie charakterów, potrzeb, oczekiwań, temperamentów, nareszcie nieporozumienie co do najprostrzych czynności domowych. Znowu nie wiem o co właściwie chodzi :((( Nie wiem, dlaczego jesteście razem, dlaczego chcesz coś ratować (co?). Nie wiem w końcu, jakiej rady oczekujesz od Eksperta - wracam do wątpliwości. Czy nie powinnaś, JB,zwrócić się do psychologa? Od samego poczatku miałam takie wrażenie, a od dłuzszego czasu sugeruję mniej lub bardziej wyrażnie. Pzdr! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jb Re: To brzmi trochę inaczej - do Bony IP: *.nuph.us.edu.pl 18.09.01, 11:27 Moze to co napisalam wczoraj brzmi troche inaczej , bo darowalam sobie uzalanie sie nad wlasnym losem, a do tego przypomnialo mi sie kilka szczegolow, ktore poczatkowo wydawaly mi sie nieistotne, a jednak ostatecznie chyba zmieniaja obraz sprawy. Dlaczego z nim jestem? Moze dla zasady, moze zbyt powaznie traktuje instytucje malzenstwa zeby tak po prostu trzasnac drzwiami i wyjsc - nie bede sie z tego szczegolowo tlumaczyc. W kazdym badz razie musze znalezc cos "silniejszego" niz moje zasady a na to potrzebuje czasu. Co do eksperta - przeciez powiedzialam, ze nie chce rady, tylko opinii a w moim odczuciu te dwie rzeczy to nie to samo. Po prostu jestem ciekawa odpowiedzi i koniec. Czy to juz automatycznie oznacza, ze jesli ktos z forum chce ze mna rozmawiac na ten temat to mam mu nie odpowiadac? Przeciez od dluzszego czasu udzielam tu tylko odpowiedzi i wyjasnien a nie biadole "powiedz co mam teraz robic". I jeszcze raz powtarzam, ze chce opinii a nie gotowych rozwiazan - ja nie potrafie dzialac w ciemno, lubie miec pelny obraz sytuacji zeby podjac jakas decyzje. A jesli jest tak jak mowisz i jesli to jest rzeczywiscie niedopasowanie charakterow to jak wytlumaczyc te "napady" impotencji u mojego meza czy tym podobne rzeczy na gruncie czysto psychologicznym, bez angazowania w to seksuologa? Mnie sie to jakos nie klei w jedna logiczna calosc i osobiscie nie wiem co ma impotencja lub zbyt szybki stosunek do roznicy oczekiwan co do domowych obowiazkow... Wlasnie probuje doprosic sie, zeby mi to ekspert wytlumaczyl. A poza tym lepiej bym sie poczula, gdyby Pan Doktor raczyl wykazac odrobine zainteresowania moim problemem. Nie do konca jestem przekonana, ze jest on wylacznie dla psychologa - przeciez na zyciu seksualnym najbardziej sie to odbilo... A poza tym trabie juz tu od dluzszego czasu, ze na wizyte u psychologa jestem umowiona i mam prawo wybrac sobie takiego jakiego ja chce, nawet jesli musze te kilka tygodni poczekac. I teraz to zupelnie nie rozumiem czego ty chcesz ode mnie. Mam postepowac tak jak ty chcesz, rozwiazywac problemy w taki sposob i w takim tempie jak tobie sie to wydaje stosowne? Caly czas wydaje mi sie, ze chcesz na sile kierowac moim losem. Dlaczego? Juz ci napisalam, ze przyjelam do wiadomosci twoj punkt widzenia, co nie oznacza, ze musze robic dokladnie to co ty bys zrobila na moim miejscu. No ale oczywiscie jestes w stanie zauwazyc wszystkie moje wady i niedociagniecia, a tego, ze mnie poganiasz nie potrafisz zauwazyc... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: orzeszek Re: Hej jb IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.01, 11:55 Tak juz jakos jest, ze przy odrobinie szczescia (jesli jakas praca nad problemem mimo wszystko jest wykonywana) pierwsze postawienie problemu nie jest ostatnim i w ciagu (takiej czy innej) terapii ewoluuje, zmienia sie i dojrzewa. Byc moze jest tak, ze Twoje pisanie tu na forum pelni czesciowo role terapeutyczna. Tym sobie tlumacze to, ze nieco inaczej (jak psze Bona) "to" teraz wyglada. Dla mnie rzeczywiscie obraz Twojego malzenstwa i pozycia seksualnego teraz jest bardziej klarowny. Co do Twojego meza-jego zachowanie jest dla mnie zastanawiajace. Jednak jakkolwiek byloby w rzeczywistosci chore-pewnie sie pogniewasz-ale to Twoje trwanie przy nim umozliwia mu wlasnie takie funkcjonowanie. Czy to sie komu podoba, czy nie, relacja to synergia wypadkowych zachowania wszystkich czlonkow. Nie tylko jednego chorego elementu systemu (rodziny np, malzenstwa). Z mojej wiedzy wynika tez, ze czesto jest tak, ze zaburzone zachowanie jednego czlonka systemu jest jakby wentylem bezpieczenstwa - wypuszcza niejako nadmiar pary w przegrzanym kotle i obwinianie go za to jest krotkowzroczne. Co by bylo gdyby zatkac zawor bezpieczenstwa przy kotle wysokocisnieniowym...? Mysle, ze w Wzsym przypadku pomoc jest potrzebna obu stronom. Fajnie, ze chociaz Ty po nia siegniesz, to swiadczy o dojrzalosci i odwadze. Jednak praca, jaka przyjdzie Ci wykonac bedzie dotyczyc Ciebie glownie, a nie Twojego meza, bo za niego nic nie zrobisz. Nie da sie. Co do milczenia dr Depko, to formalnie juz mnie troche zezloscilo. Za Twoim pozwoleniem rozpoczne watek z prosba o konsultacje, bo nawet chloptas walacy sobie gruche doczekal sie komentarza, a Ty nadal nie. Zrobie to jednak z ciekawosci (a wiec dla siebie), bo zauwazylam, ze jednak z forumowiczami tez wchodzisz w relacje ofiara-ratownik-kat/patrz Bona (a przy mojej latwosci do wchodzenia w ten typ gry nie chce sobie zrobic kuku). Pozdrawiam i mam nadzieje na odzew p Doktora Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jb Re: do Orzeszka IP: *.nuph.us.edu.pl 18.09.01, 13:25 Male wyjasnienie - nie wchodze z forumowiczami w zadna gre i nie potrzebuje zadnych ratownikow. Po prostu irytuje mnie to, ze ktos nie moze poprzestac na wyrazeniu wlasnego zdania, tylko probuje przezyc zycie za mnie, a to w moim odczuciu robi Bona. Sluszne czy nie sluszne to moje odczucie - nie wiem, ale jesli komunikuje drugiemu czlowiekowi ze uwazam dyskusje na dany temat za zakonczona i ze z czystej ciekawosci czekam wylacznie na opinie eksperta, a czlowiek ciagle w kolko napedza "wypalony" temat i czepia sie mnie bez powodu... to co wedlug ciebie mam robic? Jak widze, ty tez odbierasz milczenie pana doktora podobnie jak ja, skoro zirytowal cie ten od "walenia gruchy" wiec wytlumacz Bonie dlaczego potrzebuje tej opinii eksperta, bo ja tego nie potrafie! A na pewno znasz odpowiedz, bo czuje to z daleka i przy odrobinie dobrych checi na pewno potrafisz zrozumiec moj punkt widzenia. To nie na tym polega zeby rozwiesc sie w ekspresowym tempie, tylko zeby zrobic to co najlepsze w danej chwili. Zeby zrobic to co najlepsze musze wiedziec czy sytuacja w moim malzenstwie jest beznadziejna, czy jednak rokuje pewne nadzieje. Moze pan Depko nie odpowie na to wyczerpujaco, ale pewne istotne wskazowki zapewne bylby w stanie mi przekazac. W koncu podobno on tu odpowiada na nasze pytania i watpliwosci. Wracajac do tego co chcialam powiedziec - dla mnie jest istotne czy mialabym sie rozstac z partnerem dlatego, ze tego zwiazku nie da sie uratowac, czy dlatego ze nie chce tego zwiazku ratowac. To jest kwestia mojego honoru: poddac sie w sytuacji bez wyjscia - owszem! Zdezerterowac w panice - nigdy! I caly czas mam nadzieje, ze pan Depko rzuci tu nieco swiatla na seksualny aspekt mojego malzenskiego pozycia abym sama sobie mogla cos doradzic. Zrozum mnie - szukam odpowiedzi, sensownego wytlumaczenia, wiedzy w tym zakresie a nie najkrotszej drogi na sale rozpraw i moze dlatego tak a nie inaczej reaguje na osoby ktore na sile probuja mi wcisnac cos o co nie prosilam! Ja tylko chcialam pogadac i zrobic porzadek we wlasnej glowie - nic wiecej. I dopoki tych porzadkow nie zrobie - odmawiam podejmowania ostatecznych decyzji w takim stanie mojego umyslu. Nie wiem ile to potrwa - miesiac, dwa czy pol roku, ale nie moge byc wewnetrznie "rozbita" i "skolowana" jesli moja decyzja ma mi do czegos sluzyc. Odpowiedz Link Zgłoś
andrzej.depko Re: Panie Doktorze! proszę odp. na wątek 252 i 254!!!!!! 18.09.01, 18:16 Droga JB, przepraszam na wstępie za swoje tak długie milczenie, nie wynikała ono Broń Boże z nie poważnego bądź lekceważącego podejścia do Twoich problemów. Początkowo nadmiar obowiązków uniemożliwił mi odpowiadanie na pytanie , później zaś z zainteresowaniem śledziłem co się dzieje w Twoim wątku – milcząc. To taktyczne myślenie na pewno irytowało Cię podobnie jak innych Forumowiczów ( którzy okazywali większe zniecierpliwienie ), ale pozwoliło ono na obserwację Twojego podejścia do samej siebie i Twojego małżeństwa. Prezentowałaś różne reakcje na podsuwane Ci rady odsłaniając kierujące Tobą mechanizmy. Na Twoim życiu ciążą demony smutnego dzieciństwa. To wtedy wykształciły się w Tobie mechanizmy toksycznego uzależnienia, które prezentujesz w relacji ze swoim mężem. Podświadomie szukałaś w tym mężczyźnie tego czego nie otrzymałaś w domu zarówno od ojca, jak i od matki. Od ósmego roku życia kompensujesz sobie brak ciepła i miłości aktywnością seksualną. Orgazm na drodze masturbacji stawał się nagrodą za łzy i brak rodzicielskiego ciepła. Tak się nauczyłaś, seks wynagradzał Ci inne niedostatki. Pozwalał uciec w świat własnych przeżyć, osładzał gorycz. W miarę dorastania i dojrzewania czynił Cię bardziej wrażliwą na bodźce seksualne. Fantazje seksualne towarzyszące masturbacji idealizowały mężczyznę który miał się zjawić w przyszłości. Mężczyznę który miał sprawić, że od tej pory Twoja dusza połączona z duszą mężczyzny miała wspólnie ulatać do raju. Brak należytego treningu emocjonalnego w relacji z ojcem sprawił, że utożsamiłaś tego jedynego z osobą aktualnego męża. Uwierzyłaś mu i jesteś mu oddana, pomimo tego że patrząc z boku trudno nazwać Wasz związek związkiem udanym. I pewno dawno by się już rozpadł, ale ty realizujesz scenariusz który napisała już ładnych parę lat temu Twoja Matka. I dobrze grasz rolę główną. To Matka nie przekazał Ci prawidłowych wzorców relacji między płciami. To od niej na drodze identyfikacji przejęłaś następujący wzorzec : można mieć nadzieję , że mąż w końcu się zmieni. I trwasz, bez względu na poniżenia którego doświadczasz. Żony osób uzależnionych od alkoholu, często obrażają się gdy od otoczenia słyszą stwierdzenia : Twój mąż to pijak. Ty też się obrażasz na innych gdy bezpośrednio wyrażają opinię o Twoim mężu. Twoja historia wzbudza na tym Forum wiele emocji. Wszyscy chcą Ci pomóc, okazują negatywne emocje, gdy czują Twoje cierpienie. Ty wtedy reagujesz określonym schematem. To nie miłość Droga JB to toksyczne uzależnienie. I czas podjąć leczenia. Czas abyś przestała hodować chwasty w swoim ogrodzie, gdzie smutek gości. Spotkałaś na swoje drodze mężczyznę z zaburzeniami identyfikacji w roli męskiej z osobowością nieprawidłową. On nie potrafi budować związku emocjonalnego i partnerskiego z kobietą. Ten brak rzutuje na Wasze relacje seksualne. Obawiam się , że dla niego Twój apetyt seksualny był zachowaniem kastrującym go psychicznie. Dlatego uciekał gdy miało dojść do spełnienia u Ciebie. Ponadto jako mężczyzna z niską samooceną hyperkompensował swoje braki zachowaniami o charakterze władczym. Gdy Tobie zależało na seksie, otrzymywałaś go wtedy gdy Pan i władca, postanowił dać go wasalowi. Ale dać tylko tyle aby zachować sobie przeświadczenie o udzielonej łasce. Tak było od początku. Od momentu gdy budował dom którego nie było, gdy odpowiedzialnie pracował , we wspaniałej pracy której nie miał. On z Tobą rywalizuje i nienawidzi Cię zarazem za to wszystko, czego w nie ma. Za to że nie potrafi sprostać obowiązkom w życiu codziennym, jak i w łóżku jako partner. Nie oczekuj od niego niczego ponadto, że będzie Cię starał się zdominować i podporządkować. Tak jak to robi w łóżku. Wybacz za dosadne określenie którego użyję, ale wsadza Ci bez pieszczot, żeby pokazać kto tu rządzi. typowe zachowanie dominujące. Seksualność w Waszym związku służy zupełnie odmiennym celom. Tobie w budowaniu ciepła i miłości, jemu w podporządkowaniu Ciebie. Aktualnie trwa powolny rozpad związku. Pojawiła się u Ciebie awersja seksualna do niego. Najcięższa postać rozczarowującej interakcji z danym partnerem. Składa się na nią komponenta fatalnej interakcji emocjonalnej jako wyraz całościowego nastawienia do męża oraz odrzucenie partnera w roli seksualnej. Przeraża Cię taka prawda. Bo będziesz musiała znowu poszukać usprawiedliwienia dla jego zachowań. Ale ty ją znasz od dawna. Tylko znowu musisz grać. Wątpię czy zgodzi się on na długą i bolesną terapię małżeńską. On czuje się w porządku. Ty musisz przejść sama terapię, aby w kolejnym związku nie popełniać starych błędów. Wasz związek potrwa jeszcze tyle na ile ty będziesz chciała go utrzymać. W życiu seksualnym nic się już nie poprawi , będzie się tylko pogarszać. Aż do momentu kiedy zostaniesz raz, drugi i trzeci zgwałcona przez własnego męża, w ramach spełniania należnego mu obowiązku małżeńskiego. Twoje ciała i psychika wiedzą najlepiej jak wspaniały i cudowny może być seks. Tak samo słodko może wyglądać Twoje życie z innym mężczyzną. Zastanów się nad tym co chcieli Ci przekazać wszyscy Forumowicze. Jako biegły sądowy seksuolog muszę Ci dodać, iż nie będziesz miała problemów z uzyskaniem rozwodu. Gdy kiedykolwiek zdecydujesz się na taki krok. Konkludując pozwolę sobie przytoczyć celne zdanie z opinii Sashy która moim zdaniem doskonale puentuje Twoją sytuację teraźniejszą i Twoją przyszłość ” To Twoje życie, nie przegap swoich najlepszych lat, bo na starość spoglądając wstecz będziesz właśnie tego najbardziej żałować ” Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: orzeszek Re: Panie Doktorze! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.01, 15:45 Powiem tylko: warto bylo czekac na te slowa. Brawo! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ania Re: Panie Doktorze! IP: 157.25.122.* 20.09.01, 13:27 warto było! dla mnie też to w jakiś spoób było pouczające dziękuję Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jb Re: Do Pana Doktora IP: *.nuph.us.edu.pl 19.09.01, 16:23 Z jednym tylko absolutnie nie moge sie zgodzic w Pana wypowiedzi - nie sadze aby moj maz byl zdolny zgwalcic kiedykolwiek mnie czy kogokolwiek innego. Przemoc fizyczna po prostu do niego nie pasuje, on by sie zwyczajnie bal, ze dostanie ode mnie po uszach. Gdyby byl fizycznie silniejszy i dobrze umiesniony- moze, ale z drugiej strony - obraz ewentualnego przyszlego gwalciciela naprawde do niego nie przystaje. Jest kilka rzeczy ktorych nie moge zrozumiec - jak to mozliwe aby moj maz chcial dominowac nade mna jesli w zasadzie na codzien robi wrazenie milego, spokojnego faceta, ktory kazdemu usuwa sie z drogi? Nie chce go bronic, ale sa tu rzeczy ktore nie mieszcza mi sie w glowie i zupelnie nie trzymaja sie kupy - z jednej strony moj maz pozwala czasami wykorzystywac sie osobom trzecim - na przyklad jego ojciec lub brat sa w stanie wyciagnac od niego dowolna kwote pieniedzy. Z drugiej strony maz zarzuca wlasnie mnie, ze to ja usiluje go zdominowac i zrobic z niego pantoflarza - sadzilam iz przyczyna takich jego reakcji sa krzywdy i przykrosci doznane w dziecinstwie i ze jako osoba silniejsza i bardziej "poukladana" niz on powinnam traktowac go ulgowo, zwlaszcza ze charakter mam jaki mam i nie kazdemu musi byc ze mna lekko pod jednym dachem . Tymczasem przeczytalam przed chwila, ze to on usiluje rzadzic mna - jak to jest mozliwe aby osoba taka jak on, ktora w zasadzie robi wrazenie kogos skrzywdzonego przez caly swiat, wiecznego pechowca, ciamajdy itd, itp rzeczywiscie byla zdolna do czegos takiego. Znalazlam w jego rzeczach cos co przypomina opowiadanie a opisuje losy chlopca ktorego odrzuca rodzina, ktorym pogardzaja dziewczyny, ktory nigdzie nie znajduje wsparcia i zrozumienia. Opowiadanie jest zaledwie zaczete i oprocz opisu sytuacji tego biednego chlopaka nie ma w nim juz nic wiecej, ale sadze ze maz pisze sam o sobie. I robi to na mnie bolesne wrazenie jak rowniez budzi pewne wspolczucie. Moj maz nigdy sie nie zlosci, nie potrafi byc porywczy, wrecz jest absolutnym zaprzeczeniem agresji w swiecie "samczym" - nie pociaga go zaden sport, zadna forma rywalizacji z innymi mezczyznami. Sprawia wrazenie z gruntu lagodne. Zupelnie inaczej niz ze mna - wystarczy dac mi dobry powod a program walki czy rywalizacji uruchamia sie we mnie samoczynnie jak w zwierzeciu mimo iz jako kobieta chyba nie powinnam miec tak bogatego oprogramowania w tej dziedzinie... Ja wiem, cos tu jest nie tak jesli lagodny facet zachowuje sie wobec zony tak jak on wobec mnie. Przyszlo mi nawet kiedys do glowy, ze on moze jest na mnie o cos zly i dlatego mnie tak traktuje. Zapytalam go a on zaprzeczyl i powiedzial, ze on nigdy sie na nikogo nie gniewa ani nie obraza. No wiec jak on moze czuc do mnie nienawisc? I wcale to nie jest pytanie retoryczne. Pytam "jak" w sensie sposobu. Ja osobisciena psychologii sie nie znam, ale jesli mam byc konsekwentna i uznac Pana opinie na temat jego osoby to jedynym logicznym wytlumaczeniem zachowania mojego meza moze byc to, ze albo on ma dwie osobowosci i czasami do glosu dochodzi jedna a czasami druga, albo przynajmniej zepchnal czesc swoich cech charakteru w jeden kat swojej osobowosci, a to co mu nie pasowalo - po prostu wywalil w drugi albo tez on sam nie wie co naprawde czuje do innych ludzi. Przepraszam za brak fachowosci w wyrazaniu swoich wnioskow, ale jesli maz twierdzi ze nikogo nie nienawidzi, pan twierdzi, ze jednak nienawidzi, ja czuje sie przez niego skrzywdzona - czy to oznacza ze on nie zdaje sobie sprawy z wlasnej nienawisci? Jak sobie z wlasnych uczuc sprawy nie zdaje, to juz nie wiadomo czego on jest swiadom i w jakim swiecie zyje. Dziwi mnie to, bo jesli moje wyobrazenie o tym podziale czy dwoistosci jest sluszne, to jak on w ogole funkcjonuje jako jeden czlowiek? Przez przypadek juz dawno odpowiedzialam sobie sama - tak funkcjonuje jak to widac: w roli nieudacznika. Mam nadzieje ze moj tok myslenia nie zaprowadzil mnie na manowce. Czy to w ogole jest mozliwe zeby miec osobowosc podwojna, podzielona czy cos w tym stylu? Taka sytuacja tlumaczylaby w znacznym stopniu dlaczego moj maz twierdzi, ze mnie kocha, ze zyc beze mnienie moze, a robi cos zupelnie innego. Ale to naprawde w tej chwili przekroczylo mozliwosci mojej wyobrazni i nie potrafie wczuc sie w role takiej osoby, nie potrafie tego zrozumiec. Niestety mam paskudnie dociekliwa nature i jak juz kogos dorwe w swoje szpony to gotowa jestem zameczac pytaniami bez konca, ale czy sugerowal Pan, ze moj maz mnie nie kocha bo nie potrafi kochac? Tak to wyczytalam gdzies miedzy wierszami w okolicach "prawdy ktora mnie przeraza". Tych prawd ktore mnie przerazaja jest troche wiecej ale z kontekstu wnioskuje, ze mowimy wlasnie o tej. Pozwole sobie pofilozofowac dalej - jesli mnie nie kocha to nie robie mu wielkiej krzywdy odchodzac. Z tym moge sie zgodzic i uspokoic wlasne sumienie. I teraz pytanie na ktore zapewne seksuologia nie zna odpowiedzi, ale Pan jako czlowiek -tak. Jak to jest i co to znaczy, ze mezczyzna kocha kobiete? Co trzeba robic, zeby byc kochana, jakie spelniac kryteria? Bo ja sie w zadne stereotypowe kryteria nie mieszcze i nie wiem jak sie zmienic zeby odpowiadac jakiemus mezczyznie - najlepiej wartosciowemu. Robie co moge i zawsze okazuje sie ze ktos mnie zrobil na szaro . A co z pozadaniem, z seksem? Jak trzeba wygladac zeby mezczyzna odczuwal do mnie pozadanie? Bo mam problem pod postacia niskiego wzrostu przy stosunkowo szerokich biodrach i ramionach i duzym biuscie... No i po prostu moja sylwetka w niczym nie przypomina dzisiejszego wiotkiego symbolu seksu. Spokojnie moglabym trenowac boks, judo, karate czy tym podobne sprawy. Nie sadze aby kobieta o silnej budowie ciala mogla podniecac setki facetow, widze z kim spotykaja sie najatrakcyjniejsi faceci z mojego otoczenia - z dziewczynami wyzszymi ode mnie o glowe i obwodem w talii mniejszym niz obwod mojego uda . Moze nie ma o co plakac, bo panowie ci nie sa wcale tacy fantastyczni jak ich idealny wyglad, niemniej jednak przykro zyc ze swiadomoscia, ze Matka Natura tak mnie po macoszemu potraktowala i ze do konca zycia stoleczek bede ze soba musiala nosic zeby spojrzec prosto w oczy facetowi ktory mi sie spodoba i chociaz tak sprobowac zwrocic na siebie jego uwage. Kiepsko oceniam swoje szanse na znalezienie innego partnera kiedy porownuje sie do tych wszystkich modelek, aktorek i piosenkarek, oj, bardzo kiepsko... Czy mezczyzni w ogole zwracaja uwage na osobowosc partnerki czy chodzi tylko o to zeby byla ladna, latwa i potrafila gotowac? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: orzeszek Re: Do jb IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.01, 21:36 Mimo, ze zadajesz te wszystkie pytania pod adresem dr Depko nie moge sobie odmowic tego postu. Chcialabym wiedziec w jakim celu drazysz dalej? Zanim zaczniesz rozpisywac sie w kolejnym kilometrowym liscie: STOP! Co Ci daje to, ze nie sluchasz ani tego, co do Ciebie mowi Twoj maz, ani tego, co mowia inni? Message jest ta sama we wszystkich przypadkach: funkcjonujesz jak ofiara. Po co sobie to robisz? Co Ci daje to, ze nie dopuszczasz do swiadomosci prostego faktu: nawet teraz szukasz odpowiedzi nie na pytanie: JAK z tego najszybciej WYJSC NA PROSTA, ale czemu on jest jaki jest i jak to mozliwe, ze taki jest. Nie wystarcza Ci, ze jest? No to masz problem. Ty a nie on! On jest jaki jest i dobrze mu z tym. Dopoki nie lamie prawa jest ok. Jego sprawa jak funkcjonuje i nikomu nic do tego, nawet zonie. Jak usiadziesz i pomyslisz to napewno przyjdzie Ci do glowy, ze nie raz slyszalas, ze ktos jest inny w domu i inny w pracy np. Ze jak kogos skrzywdzic w dziecinstwie, to potem ma problemy z policja np (albo ze soba, whatever). Moje pytanie jest takie: chocby Twoj maz byl biedna ofiara swojej rodziny, a teraz nie umial (chcial) byc dla Ciebie ksieciem z bajki co Ci daje ciagla ucieczka od wlasnych problemow w drazenie: a czemu, a po co, a jak to mozliwe itd. i oporowanie pt. ja tam nic z tego nie rozumiem... Nie wierze Ci, ze nie rozumiesz prostych kwestii: zle Ci to to zmien! Nie jego zmien, ale sytuacje! Szczerze mowiac mam w sobie teraz wiele zlosci na Ciebie, bo chociaz masz prawo tkwic w miejscu i formalnie odmawiac postawienia kolejnego kroku na drodze swojego rozwoju (bo to wlasnie robisz), mnie nie musi sie to podobac. I nie podoba! Szkoda Ciebie, a najbardziej w tym momencie moich nerwow. Pozdrawiam, M Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bona Mogłabym się poczuć urażona IP: *.zgora.dialog.net.pl 20.09.01, 08:56 zarzutami, że próbuję Ci, JB, coś narzucać, zmuszać itd. Wyraziłam swój pogląd na Twoje problemy - ale, na Boga, jak mogę Cię do czegokolwiek zmusić? Ty wiesz i ja wiem, że nie jest to możliwe, więc naiwnością jest imputowanie mi takich chęci. Może to kwestia sformułowań? Użyłam np. wyrażenia "jeśli ode mnie by to zależało, wygoniłabym Cię do sądu" - pół żartem, pół serio na Twoje słowa, że niektórzy chcieliby Cię wygonić do sądu. Czy moje intencje były tak niejasne? I dlaczego napisałam "gdyby ode mnie to zależało"? Pamiętaj też, że pisząc to wszystko na forum, które jest publiczne, jednocześnie akceptujesz fakt, że wielu różnych ludzi włączy się do dyskusji. Taka rola tego forum. I dobrze, bo udział w dyskusji spełnia wiele różnych funkcji, nie tylko w postaci udzielenia Ci odpowiedzi. To chyba powinno być jasne. A jeśli chciałaś bez osób trzecich porozmawiać z Ekspertem, masz wyrażnie napisany adres Dra Depko. Skoro jest podany na forum, widocznie można z niego skorzystać. I jeszcze jedno pytanie - czy nie masz wrażenia, że to co napisał Ekspert w wielu istotnych kwestiach pokrywa się z tym, co ja pisałam ( i nie tylko ja)? Chyba jedyna różnica w tym, że nie chciałam się zgodzić z "odziedziczeniem" postawy matki - ale w miarę rozwoju dyskusji coraz bardziej się do tego skłaniam. Pzdr! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jb Re: Mogłabym się poczuć urażona IP: *.nuph.us.edu.pl 20.09.01, 11:27 Zrozum, ze tego czy powiedzialas cos pol zartem przez internet nie widac. A poza tym przyjelam do wiadomosci to co chcialas mi powiedziec i po prostu meczy mnie ciagle walkowanie tematu przypominanie mi ze na moim miejscu ktos by postapil tak a ktos inaczej - ja tez moglabym sie poczuc tym urazona. A poza tym to mam wrazenie ze wiekszosc osob chce mi cos doradzac, odradzac podczas gdy ja chce po prostu pogadac, podzielic sie swoimi obawami, watpliwosciami, znalezc kogos kto mnie wyslucha nie przerywajac i nie wtracajac co piec minut swoich trzech groszy. A tu jak na ironie - sami wybawiciele, ratownicy i wszyscy wiedza lepiej ode mnie co mi w duszy gra i czego oczekuje. Ja chce sie otworzyc - to zamiast mnie wysluchac ktos mnie poucza; ja chce dowiedziec sie czegos wiecej na dany temat - ktos mi zarzuca, ze robie z siebie ofiare. I tak w kolko w nieskonczonosc - no to ja dziekuje jesli ja jako czlowiek jestem tu najmniej wazna . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: roman Zespól nadpobudliwosci psychoruchowej z zaburzeniami koncentracji uwag IP: *.chemie.uni-erlangen.de 20.09.01, 11:49 Droga Joasiu, Ty faktycznie walczasz ze wszystkimi, nawet tymi, którzy próbują Ci pomóc. Dam Ci radę: idź się leczyć. Naprawdę. roman Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jb Re: Do orzeszka IP: *.nuph.us.edu.pl 20.09.01, 12:16 Gość portalu: orzeszek napisał(a): > Chcialabym wiedziec w jakim celu drazysz dalej? Bo chce - po prostu jestem ciekawska > > Message jest ta sama we wszystkich przypadkach: funkcjonujesz jak ofiara. Po co sobie to robisz? Co Ci daje to, ze nie dopuszczasz do swiadomosci prostego > faktu: nawet teraz szukasz odpowiedzi nie na pytanie: JAK z tego najszybciej > WYJSC NA PROSTA, ale czemu on jest jaki jest i jak to mozliwe, ze taki jest. > Nie wystarcza Ci, ze jest? No to masz problem. Ty a nie on! On jest jaki jest i > > dobrze mu z tym. Dopoki nie lamie prawa jest ok. Jego sprawa jak funkcjonuje i > nikomu nic do tego, nawet zonie. Troche sie zagalopowalas. Nie jestem zadna ofiara, wyraznie dalam do zrozumienia ze uznaje opinie pana Depko, przy czym jesli jest tak jak twierdzi ekspert - to znaczy ze z osobowoscia mojego meza dzieja sie dziwne rzeczy. Jesli jest ktos kto sie zna na tym i potrafi potwierdzic, ze moj tok myslenia nie jest bledny - to juz bede przekonana na 200% albo nawet na 300% ze to nie moja wina, ze moj maz jest jaki jest i ze nasze malzenstwo jest nieudane. A przeciez o poczucie winy tu chodzilo, o wyrzuty sumienia ktore nie pozwalaja mi odejsc - a nie o to jak trafic do najblizszego sadu z pozwem w dloni. A poza tym nie zgadzam sie, ze to kim jest moj maz i jak funkcjonuje nie powinno mnie obchodzic. To sa istotne dane ktore moge wprowadzic do swojego mozgu i zrobic cos w rodzaju symulacji pt "jak taki czlowiek bedzie ze mna funkcjonowal w takich czy innych okolicznosciach. Na razie "zawiesily" mi sie komorki nerwowe po wprowadzeniu danych od Pana Doktora wiec tylko pytam o potwierdzenie czy te dane sa prawidlowe - jesli sa prawidlowe to pociaga to za soba wiele konsekwencji, miedzy innymi skoro mi sie cos "zawiesza" to znaczy ze nic w takim ukladzie nie bedzie dzialac. Odnosze wrazenie, ze tym razem to poprzekrecalas wszystko co napisalam - a wez pod uwage ze jest ogromna roznica w sposobie myslenia ludzi o umysle "scislym" a np. humanistow. Ale to, ze lubie wiedziec wszystko - od mechaniki kwantowej przez muzyke i malarstwo az po wnetrze innych ludzi - takie juz moje zboczenie zawodowe! > Szczerze mowiac mam w sobie teraz wiele zlosci na Ciebie, bo chociaz masz prawo > tkwic w miejscu i formalnie odmawiac postawienia kolejnego kroku na drodze > swojego rozwoju (bo to wlasnie robisz), mnie nie musi sie to podobac. I nie > podoba! Szkoda Ciebie, a najbardziej w tym momencie moich nerwow. > Pozlosc sie, pozlosc - mnie to nawet bawi ze sie tak przejelas moim losem, zwlaszcza ze wyrobilas sobie zupelnie bledna opinie na moj temat. Ale nie bede sie bawic w sprostowania - nie moj problem, ze ktos opatrznie interpretuje moje slowa. Nigdzie nie powiedzialam, ze tkwie w miejscu. W ogole moje pytania do Pana Doktora sa najlepszym dowodem na to, ze jest wrecz przeciwnie. Mnie siebie samej nie szkoda bo jak ktos sie zlituje i podrzuci mi jeszcze jakies dane z dziedziny psychologii czy seksuologii to przeanalizuje to w kilka godzin i czegos sie o zyciu naucze. Bolejesz nad tym, ze jestem w stanie wchlonac ogromna ilosc informacji i potrzebuje czasu zeby to "przewalkowac"? Bo tylko o to tu teraz chodzi - zeby moja mozgownica przanalizowala te informacje. Najwyrazniej twoja jest inna, ze pewnych prostych rzeczy nie mozesz pojac. Tylko jak ty sie uczysz lub jak sie ucza inni ludziejesli nie poprzez szczegolowa analize faktow? Tak arbitralnie - to jest dobre a to zle, to jest biale a to czarne? Jak mozna w zyciu zrobic krok na przod nie majac odniesienia do przeszlosci - ludzki umysl nie jest zdolny funkcjonowacw prozni, potrzebuje jakiegos ukladu odniesienia - zupelnie jak w matematyce. A w ogole - jakim cudem zrozumialas, ze nie zgadzam sie z opinia eksperta jesli powiedzialam, ze z wyjatkiem potencjalnych mozliwosci zgwalcenia kogokolwiek przez mojego meza - z cala reszta sie zgadzam? I ja tu mam problem - moja logika jest bez zarzutu! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ania Re: Do jb IP: 157.25.122.* 20.09.01, 13:26 Asiu! zaczęłaś pisać bo chciałaś rady Pana Doktora dostałaś opinię, piękną, mądrą i bardzo trafną w wielu miejscach zgodną z moimi odczuciami, w wielu miejscach tak fachową, jak tylko fachowa mogła być wypowiedź znawcy tematu Pan Doktor 'rozebrał' sprawę i Ciebie, i męża, i małżeństwa, i waszego małżeństwa na drobne potwierdził, że macie problem, poradził terapię i teraz pytam Ciebie jak przyjaciel! po co ta dalsza wymiana zdań? po co te pytania? odpowiedź na nie otrzymasz na terapii jeśli zdecydujesz się tam pójść - opowiesz wszystko dokładnie i ktoś to fachowo oceni! ani ja, ani Bona, ani orzeszek, ani nawet Pan Doktor więcej Ci internetowo nie pomożemy! do tego jest potzrena rozmowa długa i na wiele tematów! Pan Doktor Cię ukierunkował - idź dalej za tym tropem! będzie dobrze ps. mordercy i gwałcicele to bardzo często ludzie nieśmiali, normalni męzowie, synowi, nikt by nie powiedział że stać ich na takie drastyczne przestępstwa! piszę to nie dlatego że uważam że Twój mąż jest jednym z nich, ale staram się odpowiedzieć na twoje wątpliwości pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bona Re: Do orzeszka IP: *.zgora.dialog.net.pl 20.09.01, 13:43 Ja wymiękam! Powołujesz się na logikę, a właśnie logiki w tym coraz mniej. I mnie też wydaje się, że niezbyt dobrze zrozumiałaś Eksperta. Może dlatego, że najczęściej drobiazgowo analizujesz pojedyncze kwestie tracąc przy tym ogląd całości (w wielu odpowiedziach, których mnie i innym udzieliłaś to właśnie dostrzegam). Skoro już na narzędzia poznawcze się powołujesz - zapytam, po co analizuje się szczegóły? Czy nie po to, żeby poznać całość? A ja mam wrażenie, że analizujesz szczegóły wyrywkowo, najczęściej pod wpływem emocji wybierając te, które Cię najmocniej poruszyły, czy to z powodu odzczuć negatywnych, czy pozytywnych. Resztę lekceważysz, pomijasz lub wręcz negujesz. Nie wiem, co konstruktywnego może z tego wynikać. I jak to się ma do logiki? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ania Re: Do Bony IP: 157.25.122.* 20.09.01, 14:33 Bona a moze warto już dać Jej spokój z tymi wszystkimi fachowymi radami i psychoanalizami ? jb pisała by dostać odpowiedź od eksperta - dostała, jeśli w ogóle mogę to napisać, dajmy Jej spokój, nie prowokujmy nowych tematów, po co się obrażać i emocjonować? większość z nas chciała Jej pomóc, gdy Pan Doktor milczał, teraz przemówił, czy my naprawdę mamy coś więcej mądrego do powiedzenia? pozdrawiam Cię ania Odpowiedz Link Zgłoś
jamorzeszek Re: Do Bony, do Ani 20.09.01, 14:51 To Orzeszek, tylko jestem tak zalogowana. Obie macie racje na 100%. Wszystko juz zostalo powiedziane po 10 razy, wiecej to grafomania. Pozdrawiam i licze, ze spotkamy sie na innych watkach Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bona Re: Do Bony IP: *.zgora.dialog.net.pl 20.09.01, 15:39 Słusznie. Pzrd! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ania Re: Do Bony IP: 157.25.122.* 20.09.01, 16:22 pozdrawiam! do miłych spotkań! bo mam nadzieję że jeszcze kiedyś będzie okazja na rozmowę ania Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jb Re: Do Ani, Bony i Orzeszka IP: *.nuph.us.edu.pl 21.09.01, 10:43 Wszystko fajnie, wszystko pieknie tylko ciagle mnie nie rozumiecie. Wiec sprobuje z innej beczki, panie ekspertki! Podajcie mi definicje nastepujacych terminow uzytych przez pana doktora: 1) trening emocjonalny w relacji z ojcem 2) prawidlowe wzorce relacji miedzy plciami 3) zaburzenia identyfikacji w roli meskiej z osobowoscia nieprawidlowa 4) kastracja psychiczna. Niewiele rozumiem z tych sformulowan i nie dam sie zbyc gadaniem, ze nikt mi bardziej fachowo nie odpowie i ze mi to do niczego nie jest potrzebne. Tylko bez jakiegos nalkowego belkotu - chce definicji zrozumialej dla dziecka w przedszkolu. A poza tym czuje, ze na tym forum nie znajde partnera do dyskusji na poziomie ktory mi odpowiada - brakuje tu pasji odkrywczej, checi dokopania sie do nagiej prawdy, rozlozenia ludzkiej natury na czynniki pierwsze. Najwyrazniej pomylilam sie sadzac, ze ktos tu jest zainteresowany "naukowym" podejsciem do mojego problemu, odkrywaniem i badaniem przyczyn takiego stanu rzeczy. A dla mnie moj osobisty problem jest tak samo dobrym obiektem do naukowych rozwazan, czynienia spostrzezen i obserwacji jak rozklad szpakow na drutach telefonicznych. Jesli dobrze rozumiem - nikt tu nie chce wiecej rozwazac i wglebiac sie w zawilosci ludzkiej natury. Ale zawsze mozna o problemach natury egzystencjalnej pogadac do lustra, chociaz ekspertem tez nie jest. W kazdym badz razie - dziekuje za uwage i ogromna chec do dyskusji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ania Re: Do jb IP: 157.25.122.* 21.09.01, 11:12 Gość portalu: jb napisał(a): > Wszystko fajnie, wszystko pieknie tylko ciagle mnie > nie rozumiecie. > Wiec sprobuje z innej beczki, panie ekspertki! Asiu! napisałam Ci już kiedyś-nie tutaj-że nie jestem ekspertką... i widać to, bo obraziłam Cię choć nie miałam takiego zamiaru... nigdy nie umiem Cię nawet przeprosić bo nie wiem za co, pewnie za to że nie poczułaś się zrozumiana? > Podajcie mi definicje nastepujacych terminow uzytych > przez > pana doktora: > 1) trening emocjonalny w relacji z ojcem > 2) prawidlowe wzorce relacji miedzy plciami > 3) zaburzenia identyfikacji w roli meskiej > z osobowoscia nieprawidlowa > 4) kastracja psychiczna. > Niewiele rozumiem z tych sformulowan i nie dam sie > zbyc gadaniem, ze nikt mi bardziej fachowo nie odpowie > i ze mi to do niczego nie jest potrzebne. Tylko bez > jakiegos nalkowego belkotu - chce definicji zrozumialej dla > dziecka w przedszkolu. ja Ci nie udzielę takich odpowiedzi, bo ich nie znam może psycholog mógłby pomóc, namawiałam Cię do skierowania tam swoich kroków, wyjaśnienie wszystkiego wymaga przecież długiej terapii, to chyba nie jest jak z bolącym zębem-wyrywasz i po bólu... zraniona dusza wymaga długich rozmów, wejścia głęboko w siebie... tak myślę każde słowa Bony czy Orzeszka odbierałaś bardzo do siebie, czułam że cię bolą - okazało się że moje rownież pisząc o zakończeniu dyskusji chciałam żebyś nie musiała niepotrzebnie cierpieć niezrozumienia! ale muszę przyznać tu na forum, że było to niepotrzebne - jeśli Ty potrzebujesz dalszej rozmowy tu na forum to Twoje prawo tu być, wierzę że znajdziesz osoby które Ci pomogą > A poza tym czuje, ze na tym forum nie znajde partnera do dyskusji na poziomie ktory mi odpowiada przykro mi się zrobiło gdy to przeczytałam... naprawdę przykro > - brakuje tu pasji odkrywczej, checi dokopania sie do > nagiej prawdy, rozlozenia ludzkiej natury na czynniki > pierwsze. Najwyrazniej pomylilam sie sadzac, ze ktos > tu jest zainteresowany "naukowym" podejsciem do > mojego problemu, odkrywaniem i badaniem przyczyn > takiego stanu rzeczy. A dla mnie moj osobisty problem ja osobiście /nie wiem jak inni?/ podeszłam do Ciebie Asiu nie naukowo! podeszłam jak przyjaciel do człowieka nie chciałam nic odkrywać, chciałam pomóc Ci żebyś to Ty coś odkryła w sobie > jest tak samo dobrym obiektem do naukowych rozwazan, > czynienia spostrzezen i obserwacji jak rozklad > szpakow na drutach telefonicznych. Jesli dobrze rozumiem > - nikt tu nie chce wiecej rozwazac i wglebiac sie > w zawilosci ludzkiej natury. Ale zawsze mozna o > problemach natury egzystencjalnej pogadac do lustra, chociaz > ekspertem tez nie jest. co do lustra... nadal masz mój adres, możesz napisać, chyba że już wcześniej ja napisałam coś co Cię bardzo do mnie zniechęciło > W kazdym badz razie - dziekuje za uwage i ogromna > chec do dyskusji. ja żałuję że nie dałaś mi szansy żeby lepiej się poznać bardzo Cię polubiłam Asiu ania Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jb Re: Do Ani IP: *.nuph.us.edu.pl 21.09.01, 11:31 Ogladalas "Odmienne stany swiadomosci" - duze wrazenie zrobila na mnie postac glownego bohatera - nie dlatego, ze jestem do niego w duzym stopniu podobna, ale dlatego, ze gotow byl poswiecic wszystko, zeby znalezc "pierwotna jazn", zeby udowodnic swoje teorie i omal nie skonczylo sie to dla niego tragicznie. I co ja zrobie, ze naukowcy to w wiekszosci wariaci? Przeciez jestem jedna z nich - tych wiecznie glodnych, nienasyconych, ktorych nie pocieszy na dlugo zaden nowy wzor, regulka, odkrycie? Co zrobic jesli dochodzac do pewnego poziomu wiedzy czlowiek chce wiedziec coraz wiecej, coraz bardziej szczegolowo - to jest jak fala, ktora porywa umysl, ktora niesie na spotkanie nowych swiatow. Swiatow, ktorych z wyjatkiem paru pasjonatow z roznych uniwersytetow nikt nie chce odkrywac. I dlatego ja, samotny pasjonat z uniwersytetu przepraszam tych wszystkich ktorych nie moge na tym forum zrozumiec i ktorzy ciagle i natretnie usiluja mi pomagac i rozwiazywac moje problemy podczas gdy ja chce dyskutowac ... I niewazne o czym - po prostu sie nie dogadalismy. Odpowiedz Link Zgłoś
a-ania Re: Do jb 21.09.01, 11:38 filmu nie oglądałam ale z jednym co napisałaś nie mogę się zgodzić! nie zaczynałaś tej dyskusji pisząc że chcesz podyskutować! chciałaś pomocy w zrozumieniu czegoś, kogoś ja już rozumiem że nie chcesz ode mnie żadnej pomocy, nie chcesz ze mną rozmawiać, zrozumiałam to już chcwilę temu kiedy kilka moich maili do Ciebie pozostało bez odpowiedzi jestem jednak przekonana że znajdziesz tu wielu fajnych, wrażliwych ludzi do pogadania ja znalazłam ania Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jb Re: Do Ani IP: *.nuph.us.edu.pl 21.09.01, 12:46 Przed chwila wyslalam ci az dwa maile i nie mow tylko, ze do ciebie nie doszly!!! Tego, kto tu komu nie odpisuje nie zamierzam dyskutowac na forum publicznym! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maur Re: Do Ani IP: *.chello.pl 21.09.01, 13:02 Gość portalu: jb napisał(a): > Przed chwila wyslalam ci az dwa maile i nie mow tylko, > ze do > ciebie nie doszly!!! Tego, kto tu komu nie odpisuje > nie zamierzam > dyskutowac na forum publicznym! JB, mam pytanie, czy skorzystasz z rady dr Depko, i pojdziesz na terapie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: orzeszek Re: do jb IP: *.gazeta.pl 21.09.01, 13:12 w kwestii formalnej: na tym forum funkcjonuje osoba (ma swoj watek) podpisujaca sie JB. Rzeczywiscie, jest to mezczyzna i szczerze watpie, ze swoj nick wymyslil w oparciu o Twoj. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jb Re: do orzeszka IP: *.nuph.us.edu.pl 21.09.01, 13:20 A o tym to nie wiedzialam - myslalam, ze ktos sobie jaja robi - przepraszam za brzydkie wyrazenie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jb Re: Do Maura IP: *.nuph.us.edu.pl 21.09.01, 13:13 Jesli jeszcze ktos sie o to zapyta - to ja chyba nie wytrzymam! Przeciez zanim jeszcze pan Depko odpowiedzial - pisalam, i to chyba ze dwa czy trzy razy, ze pojde. No tak, ale to bylo w tych watkach w ktorych zaczelam opisywac swoja historie, wiec moze ich dokladnie nie sledziles i tym sobie tlumacze to pytanie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maur Re: Do Maura IP: *.chello.pl 21.09.01, 13:17 Gość portalu: jb napisał(a): > Jesli jeszcze ktos sie o to zapyta - to ja chyba nie > wytrzymam! > Przeciez zanim jeszcze pan Depko odpowiedzial - > pisalam, i to chyba ze dwa czy trzy razy, ze pojde. > No tak, ale to bylo w tych watkach w ktorych zaczelam > opisywac swoja historie, wiec moze ich dokladnie > nie sledziles i tym sobie tlumacze to pytanie. Ups, przepraszam, masz racje, nie czytalem calego oryginalnego watku, troche przerazila mnie jego wielkosc :o No to trzymam kciuki :) Maur Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jb Re: Do Maura IP: *.nuph.us.edu.pl 21.09.01, 13:22 Tak myslalam, bo inaczej bys nie pytal. Ale troche to meczace jak ludzie zadaja w kolko to samo pytanie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gucha Atrakcyjność i znalezienie właściwego partnera. IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 09.10.01, 11:46 O Twoich problemach dyskutowali już wszyscy, ja chciałabym pogadać o tym, o co pytałaś w jednej wypowiedzi. Pytałaś, jak znaleźdź tego włąściwego mężczyznę i czy Ty, jako niewysoka kobieta o figurze pływaczki (judoki ;-) ) możesz być dla kogoś atrakcyjna. Mam podobne podejście do życia, jak Ty - lubię znać mechanizmy kierujące zachowaniem ludzi i zwierząt, dlatego staram się dużo obserwować, wnioskować i dyskutować. Nie wiem, czy będę dla Ciebie dobrym partnerem do dyskusji, bo ostra z Ciebie dziewczyna i często wyrażenie czyjejś opinii traktujesz jako narzucaną Ci radę, ale temat mnie zaintrygował. Otóż z moich obserwacji wynika, że kanon piękna narzucany przez media ma się nijak do gustów mężczyzn. Głośno mówią, że podoba im się Klaudia Shiffer, a ich życiowa partnerka to puszysta osóbka licząca metr pięćdziesiąt. Więc wydaje mi się, że tak naprawdę więsze znaczenia ma zapach, tembr głosu, sposób poruszania się niż ilość cm w pasie. Tym bardziej, że mężczyźni nie rozkładają kobiet na czynniki pierwsze - "łykają je w całości", więc gracja i wdzięk zdecydowaie nadrabiają ładną buzię, a ładna buzia z kaczym chodem traci. Dlatego nie powinnaś, ani Ty, ani żadna inna babka, zadawać sobie pytania, czy jestem na tyle atrakcyjna by znaleźć wartościowege partnera. Każda może być jak się trochę postara. Inna sprawa, że my, kobiety często same wpychamy się w związek z nieodpowiednim facetem, bo czekałyśmy na księcia z bajki i jak już pojawił się jakiś przystojniak, to przypisujemy mu wszystkie zalety, jakie ten "wyśniony" powinien mieć. Wtedy, jak pisał Pan Dr, nie przyjmujemy do wiedomości żadnej krytyki. "On Cię traktuje jak szmatę" - jak to, przeciez to ja nie zrobiłam obiadu - ma prawo być zły. "On jest pijakiem" - jak sobie czasem pójdzie z kolegami popić to nic się nie stanie, przeciez mężczyzna musi mieć przyjaciół. I tak w kółko. On zdradza, maltretuje psychicznie czy fizycznie, nie dba, nie kocha, a my tkwimy w takich związkach wierząc, że on się zmieni. Bo jest taki przystojny, ma taką dobrą pracę. Mężczyźni są wygodniccy i nie lubią zmian. Kobiety nie lubią zmian, bo się boją. A ja myślę, że znalezienie wartościowego faceta wymaga więcej samozaparcia i odwagi niż tkwienie w związku z byle kim (nie uważam, żeby Twój mąż był byle kim - nie obrażaj się, ale wyraźnie nie jest tym, kim chciałąbyś, by był). Wiele w moim otoczeniu jest przykładów na to, że ta teoria jest prawdziwa. Koleżanki żyły lub żyją z nieodpowiednimi facetami. Ja też żyłam z człowiekiem dla którego "ja" było najważniejsze, który był niedojrzały emocjonalnie. Wszystkie te, które zaryzykowały odejść, bo próby ratowania związku się nie powiodły lub dlatego, że miały tego po prostu dość, są teraz szczęśliwe. Tym razem naprawdę a nie w wyimaginowanej rzeczywistości. Te, które trwają przy swoich mężach - są caoraz bardziej nieszczęśliwe. Rozumiem Twoją potrzebę dotarcia do sedna, bo też czuję się winna, że o swój poprzedni związek walczyłam tylko parę lat. Wyrzuty sumienia sa coraz mniejsze, ale są. Fajnie byłoby ich nie mieć. Ale wówczas nie miałabym męża, który robi mi niemal co rano śniadanie, zmywa naczynia i pisze czasem romantyczne listy. Mamy problemy. Staramy się o nich rozmawiać. I rozwiązujemy je wspólnie. Myślę, że szansa znalezienia właściwego partnera to po kolei: - umiejętność uzmysłowienia sobie, czego tak naprawdę chcę i odpowiedzenia sobie szczerze na pytanie, czy to, czego chcę dostaję w swoim związku - odwaga zerwania związku, gdy odpowiedź będzie negatywna - otwartość na innych mężczyzn, nawet jeśli początkowo wydaje nam się, że nie są dla nas - porównywanie faceta tylko do listy swoich podstawowych wymagań,a nie do poprzednich kochanków, mężów, chłopaków (lista powinna wymienać zalety jakie powienien mieć i wady, jakich mieć nie może - pozostałe wady można polubić). Nie wiem, co o tym sądzisz i jak znalazłaś męża. Czy się zgadzasz czy nie. Ale też mam ochotę po prostu pogadać sensownie o sensownych problemach. A na szczęście teraz jestem żoną mężczyzny, za którego co rano dziękuję Bogu, bo moje małżeństwo jest ucieleśnieniem marzeń. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Monika Re: Atrakcyjność i znalezienie właściwego partnera. IP: 217.67.195.* 09.10.01, 16:28 > Nie wiem, co o tym sądzisz i jak znalazłaś męża. Czy się zgadzasz czy nie. Ale > też mam ochotę po prostu pogadać sensownie o sensownych problemach. A na > szczęście teraz jestem żoną mężczyzny, za którego co rano dziękuję Bogu, bo > moje małżeństwo jest ucieleśnieniem marzeń. Gucha, piekny list. Ale nie do konca wszystko jest takie bajkowe. Moj maz byl codowny i codziennie dziekowalam Bogu, ze znalazlam taka wielka milosc w moim mezu. A dzisiej codziennie sie modle, aby moj maz mnie chociaz przytulil i pocalowal. Odpowiedz Link Zgłoś