Dodaj do ulubionych

Panie Doktorze! proszę odp. na wątek 252 i 254!!!!!!

IP: 157.25.122.* 07.09.01, 13:12
jb ma poważny problem!
może można jej jakoś pomóc?
wiele osób tam pisze, ale ona czeka na Pana zdanie
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • Gość: Yaa Re: Panie Doktorze! proszę odp. na wątek 252 i 254!!!!!! IP: *.uni.lodz.pl 07.09.01, 16:21
      Szanowny Panie Doktorze!
      To naprawdę ważne (choć może bardziej dla psychologa niż seksuologa) ale Jb naprawdę potrzebuje
      rady kogoś kto zna się na rzeczy.
      Pozdrawiam
      Yaa
      • Gość: Bona Re: Panie Doktorze! proszę odp. na wątek 252 i 254!!!!!! IP: *.zgora.dialog.net.pl 07.09.01, 20:42
        Gość portalu: Yaa napisał(a):

        > Szanowny Panie Doktorze!
        > To naprawdę ważne (choć może bardziej dla psychologa niż seksuologa) ale Jb nap
        > rawdę potrzebuje
        > rady kogoś kto zna się na rzeczy.
        > Pozdrawiam
        > Yaa
        Ja przyłączam się do porośby, ponieważ JB naprawdę tego bardzo potrzebuje. Może
        faktycznie coś jej to wyklaruje?

        • Gość: jb Re: Panie Doktorze! proszę odp. na wątek 252 i 254!!!!!! IP: *.nuph.us.edu.pl 10.09.01, 14:38
          Panie Doktorze!
          Moze jako glowna zainteresowana ja tez sie wypowiem
          - nie wiem, czy moj problem jest dla seksuologa czy
          dla psychologa i uwazam, ze cala dyskusja przybrala
          dziwny obrot. Moje pytanie jest proste jak drut
          - czy to co opisalam stanowi rzeczywisty problem,
          czy tylko ja robie z igly widly. Bo prawde mowiac nie
          chcialabym podejmowac zadnych powaznych decyzji tylko
          dlatego, ze mnie sie wydaje, ze cos jest nie tak.
          Chcialabym wiedziec czy zachowania seksualne mojego
          meza sa rzeczywiscie "nie w porzadku" czy tylko ja je
          tak odbieram. Bo mnie caly czas sie wydaje, ze za jego
          zachowaniem stoi cala lista powodow ktore z seksem
          niewiele maja wspolnego. Ludzie na forum gotowi sa
          pomyslec ( i niektorzy zapewne tak juz pomysleli ),
          ze nie zalezy mi na rozwiazaniu problemu i ze chce sie
          tylko pouzalac nad soba, ale jak ja mam cokolwiek
          rozwiazac, postanowic czy ustosunkowac sie do czegos
          jesli nie wiem czy to JEST problem czy tez MNIE SIE
          WYDAJE ze jest... Bo dla mnie to nie jest to samo.
          Gdy poznalam meza WYDAWAL MI SIE odpowiednim partnerem,
          lecz chyba nigdy nim nie byl. Ale wydawalo mi sie cos
          jeszcze - ze potrafie wszystko wybaczac, wszystko
          znosic, zawsze byc mila i tolerancyjna, ze potrafie sie
          bezgranicznie poswiecac, wyrzec dla drugiego czlowieka
          wszystkiego na czym mi zalezy. Jednak - nie potrafie,
          a przynajmniej nie umiem tego robic bez wzajemnosci
          i w pewnej chwili mojego zycia zauwazylam, ze daje
          wszystko co mam, nie dostaje nic w zamian i wcale nie
          jest mi z tym dobrze i nie znajduje szczescia
          w takim samoposwieceniu. Chce zyc, rozwijac sie,
          dochodzic do malych i duzych sukcesow, a nie wegetowac.
          Chce tanczyc, plywac, chodzic po gorach, cieszyc sie
          z seksu a nie tylko tolerowac mojego meza ktory zawsze
          jest cierpiacy, zmeczony lub ma inny "wazny powod"
          aby ograniczac wszelka swoja aktywnosc do przewracania
          sie z prawego boku na lewy przed telewizorem.
          I znowu -wydaje mi sie, ze jest gdzies cos lepszego,
          inne zycie, glebsze, bardziej wartosciowe. Nie chce
          jednak wiecej podejmowac decyzji opierajac sie na
          domniemaniach i domyslach. Ja wiem, ze wiele kobiet na
          moim miejscu juz dawno trzasneloby drzwiami i
          powiedzialo mezowi "do widzenia". Ale ja nie potrafie
          zalatwic sprawy w ten sposob - byc moze najprostszy
          ale nie dajacy mojemu mezowi szansy na jakas zmiane.
          Moze rzeczywiscie on sie nigdy nie zmieni, ale ja tego
          nie potrafie przewidziec ani ocenic. A jesli odejde od
          niego ze swiadomoscia, ze nie zrobilam wszystkiego co
          mozna bylo zrobic - zezra mnie wyrzuty sumienia.
          Czy naprawde nalezy mnie winic lub ostro krytykowac
          za to, ze jestem jaka jestem i mam swoje zasady,
          ktorych nawet w sytuacjach awaryjnych chcialabym sie
          trzymac? Moze jestem niepowazna i naiwna - nie
          zaprzeczam, ale jakies, chodzby najglupsze zasady
          trzeba w zyciu miec i samemu sie do nich stosowac
          - to, ze moj maz sie do nich nie stosuje, to jest
          sprawa drugorzedna bo mowimy tutaj o mnie i o spokoju
          mojego sumienia.
          Nie wiem czy ktokolwiek potrafi mnie zrozumiec, ale
          jesli mam odejsc z tego zwiazku, to tylko ze
          swiadomoscia ze podjelam sluszna decyzje i ze naprawde
          nie mialam innego wyjscia. Dlatego ciagle probuje
          poukladac sobie w glowie fakty.
          To wszystko co mam do powiedzenia i sadze, ze nic
          wiecej nie potrafilabym dodac. Nie chce walkowac tematu
          w nieskonczonosc, prosze wiec o szybka odpowiedz.
    • Gość: nimfa Re: Panie Doktorze! proszę odp. na wątek 252 i 254!!!!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.09.01, 01:21
      Ja odeszlam. Czulam sie odepchnieta i nie kochana, wiec poszukalam szczescia
      gdzie indziej. Zapedzona w matnie winy, odeszlam. Moim bledem bylo to, ze z nim
      o tym problemie wtedy nie rozmawialam. Porozmawialismy potem, ale teraz
      jestesmy zupelnie innymi ludzmi. Troche czasu uplynelo, teraz wiem, ze on
      naprawde byl zmeczony praca. W ktoryms z listow dr. odpowiada, ze mezczyzna
      przepracowany moze nie miec zapotrzebowan seksualnych (to samo tyczy sie
      kobiety), ale ile mozna. Moze postarajcie sie wygospodarowac troche czasu na
      urlop i wyjechac na kilka dni do jakiej chatki, gdzie bedziecie mogli tylko
      spac, relaksowac sie, jesc i kochac sie do woli. Moglby byc to tez dobry moment
      na powazne rozmowy. Bo moze problemem nie jest tylko seks. Czy kazde z was
      czuje sie bardziej soba a nie ta druga osoba? Utrata tozsamosci bywa
      frustrujaca ( o tym piszesz, ze chcesz byc soba, zyc, chodzic po gorach - czy
      to robisz?).
      • Gość: jb Re: Panie Doktorze! proszę odp. na wątek 252 i 254!!!!!! IP: *.nuph.us.edu.pl 11.09.01, 13:27
        Droga Nimfo - dziekuje za opinie, ale w naszym
        przypadku problem
        nie lezy w przepracowaniu meza, bo prace ma on dopiero
        od
        trzech miesiecy i poswieca jej tylko 42 godziny w
        tygodniu.
        Spac i jesc moj maz moze do woli bo i tak nic innego
        nie ma
        w domu do roboty. Problemem jest takze kochac sie z
        nim, bo wielokrotnie mnie odtracal i ponizal, a odkad
        zaprzestalam z nim
        wspolzycia - nie wykazal zainteresowania seksem, ani
        nawet nie
        zainicjowal rozmowy. Ja odbieram to tak jakbym go nie
        obchodzila
        jako osoba, jakby potrzebny mu byl tylko papierek z
        USC aby
        w pelni go usatysfakcjonowac. Dlatego tez coraz
        powazniej mysle
        o rozwodzie, choc nie ukrywam - chcialabym uslyszec co
        moj
        maz ma do powiedzenia w sprawie naszego problemu. Moze
        to
        pomogloby cos wyjasnic. On najwyrazniej nie chce
        rozmawiac,
        lub rzeczywiscie - problemu nie dostrzega. Trudno
        zmusic kogos
        do szczerej rozmowy.
        • Gość: nimfa Re: Panie Doktorze! proszę odp. na wątek 252 i 254!!!!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.09.01, 21:38
          Przepraszam.
          Jest mi wstyd, twojego listu nie doczytalam do konca. Unioslam sie tym ze
          pierwszy raz jestem na liscie dyskusyjnem i swoim problemem. Twoj jest bardzo
          ppowazny i uwazam ze faktycznie przydalaby sie rada fachowca a nie laika. W
          kazdym razie wspolczuje Ci. Jedyne co moge powiedziec od siebie to: pomysl o
          sobie. Bo jesli on nie zechce z toba wspolpracowac w rozwiazaniu tego problemu,
          to nic z tego nie wyjdzie tylko bedzie gorzej.
          • Gość: Bona Re: Panie Doktorze! proszę odp. na wątek 252 i 254!!!!!! IP: *.zgora.dialog.net.pl 12.09.01, 23:09
            Droga JB! Ciągle oczekujesz rady Dra Depko, a przecież nie sprecyzowałaś
            właściwie, o jaką radę Ci chodzi. To, że Twój związek jest dla Ciebie uciążliwy
            i poniżający , zostało rozpoznane od razu. Że nie godzisz się na taki jego
            kształt też było od początku oczywiste. Że masz rację (przynajmniej na
            podstawie Twojej relacji) też jest oczywiste. Zastanawiałaś się, czy to
            przypadkiem nie w Tobie tkwi przyczyna, też zostało (chyba) wyjaśnione. Nie
            chcesz podejmować pochopnych decyzji, w porządku. Chociaż nic tu nie wskazuje
            na to, że decyzja byłaby pochopna=być może dla Ciebie szkodliwa. Wręcz
            przeciwnie. Nie wiedziałaś, jak taką decyzję zrealizować - otrzymałaś konkretne
            rady, zarówno w postaci adresów dla kobiet z takimi problemami, jak i
            propozycjami nawiązania kontaktu przez e-mail i ewntualnym wsparciem różnego
            rodzaju na stopie prywatnej. Natomiast problem dla sksuologa (chociaż nasz
            Ekspert niejednokrotnie udowodnił iż psychologiem też jest dobrym), jest ciągle
            nieokreślony. Poniżające praktyki seksualne, na które wyrażnie się nie godzisz,
            to nie problem seksuologa. A w sumie i tak nie wiadomo o nich zbyt wiele. Tylko
            tyle, co napisałaś. Jeśli to wszystko, to seksuolog nic tu nie ma do roboty! Co
            on ma Ci powiedzieć? Że partner nieodpowiedni? To i tak wiadomo. Zmieniać
            charakter partnera? Duży znak zapytania. I nie ten adres. Dostosować się do
            niego? Musiałabyś stać się masochistką. Podobno nią nie jesteś, więc jak to
            sobie wyobrażasz? W ogóle przestałam orientować się w Twoich prawdziwych
            intencjach.
            Ale Ekspert chyba Ci w końcu odpowie. Tylko, dalibóg, nie wiem, jaką konkretną
            radę z dziedziny seksuologi tu może zastosować. Poza reedukacją seksualną.
            Tylko co Ty z tą radą zrobisz, skoro tak się do męża zraziłaś, że czujesz wręcz
            obrzydzenie, nie cenisz go wcale, nawet nim pogardzasz. I czujesz się (chyba
            słusznie ) pokrzywdzona.
            Nie wiem właściwie, po co Ci w ogóle porada seksuologa?
            • Gość: jb do Bony IP: *.nuph.us.edu.pl 13.09.01, 10:24
              No przeciez tutaj powyzej jest zamieszczona moja
              prosba do
              pana doktora. A ze chce koniecznie zeby wlasnie on mi
              odpowiedzial ? Coz w tym zlego, ze chce opinii akurat
              tego konkretnego czlowieka i uparlam sie przy tym jak
              osiol?
              Nazywaj to jak chcesz, ale prosze pana doktora zeby mi
              odpowiedzial i potraktowal powazniej niz tych ktorzy
              pisza, ze
              chce im sie "ciupciac" czy cos w tym stylu.
              I nie bede sie po raz setny tlumaczyc po co, na co i
              dlaczego
              potrzebuje tej odpowiedzi. Widocznie mam jakis swoj
              powod,
              nawet jesli dla innych niezrozumialy - dla mnie
              wystarczajacy.
              Jakie sa moje intencjie - chce zeby mi odpowiedzial pan
              doktor,
              bo wierze w to, ze on jest tu ekspertem i przyjmie
              najbardziej
              obiektywny stosunek do calej sprawy. A jesli uwazasz to
              za glupi
              kaprys - trudno...
              • Gość: Bona Re: do Bony IP: *.zgora.dialog.net.pl 13.09.01, 10:43
                Gość portalu: jb napisał(a):

                > No przeciez tutaj powyzej jest zamieszczona moja
                > prosba do
                > pana doktora.
                -----Zgadza się. Ale chodzi mi o coś innego. W miarę rozwoju tej dyskusji
                przestałam się orientować, czego właściwie od Eksperta oczekujesz. Mam nadzieję,
                że DR Depko w końcu Ci odpowie, to może wtedy coś mi się rozjaśni. Jak na razie
                to mi się tylko "ściemnia" - bo mam wrażenie, że większość rad po prostu
                odrzucasz. Jeśli Ekspert doradzi to samo, to przyjmiesz? Trochę dziwne.
                Znaczyłoby to, że w ogóle nie potrafisz samodzielnie myśleć. "Autorytet
                udokumentowany" zaś z definicji daje najmniejszą szansę na pomyłkę.

                >A jesli uwazasz to
                > za glupi
                > kaprys - trudno...
                -----Ani tego nie powiedziałam, ani nie pomyślałam. Ja tylko nie wiem, czego
                oczekujesz. Chciaż na początku wydawało mi się, że wiem. Ale to już wyjaśniałam.
                Może niedokładnie zrozumiałaś mój ostatni post? Pzdr!

                • Gość: jb Re: do Bony IP: *.nuph.us.edu.pl 13.09.01, 13:52
                  A, wreszcie zrozumialam o co pytasz! Ja nie chce
                  porady od doktora Depko w sprawie tego co mam zrobic,
                  bo co mam zrobic to ja juz wiem - ja chce zeby mi
                  wyjasnil, jakie motywy kieruja moim mezem i jego
                  zachowaniem i czy sa jakies metody leczenia tego typu
                  zaburzen,czy jak by to zwac. Ja naprawde nie wiem co
                  sie tam dzieje w glowie czlowieka z ktorym mieszkam pod
                  jednym dachem i chce zeby mi to ktos w koncu
                  wytlumaczyl, bo wlasna ciekawosc nie daje mi spokoju
                  i ciagle
                  wkrada sie w moje mysli jakis element niedowierzania w
                  to,
                  ze dorosly facet moze zachowywac sie w ten sposob.
                  No przeciez wlasnie seksuolog moze mi objasnic dlaczego
                  moj maz zachowuje sie w lozku tak jak sie zachowuje,
                  bo przeciez tego mi nikt madrze i naukowo
                  jeszcze na tym forum nie wyjasnil. A to, ze ktos
                  zwyzywal
                  mojego meza od pedalow czy kanalii - zupelnie mnie to
                  nie satysfakcjonuje i nie jest dla mnie zadna
                  odpowiedzia. Odpowiedzia bedzie jesli specjalista z
                  duzym doswiadczeniem wymieni
                  nazwe "schorzenia" i powie jakie sa szanse na
                  wyleczenie.
                  I dopoki tego nie uslysze bede sie tu dobijac i
                  dopraszac
                  o uwage pana doktora chocbym miala przekrzykiwac tych
                  wszystkich ktorzy maja problem z krzywym penisem czy
                  krostkami
                  na jadrach! Ja tez mam prawo zaspokoic swoja ciekawosc
                  w interesujacej mnie kwestii i to wydaje mi sie -
                  kwestii powaznej.
                  Ja rozumiem, ze ty bys chciala wyslac mnie po porade
                  tam gdzie
                  podalas mi namiary, ja uznalam, ze na to zawsze mam
                  jeszcze
                  czas i twoj pomysl uznalam za "rezerwowy" w stosunku
                  do mojego.
                  I nikogo nie powinno obchodzic ile bede czekac na
                  wizyte
                  w poradni wojewodzkiej, a chocby dlatego, ze moim
                  zdaniem
                  -zaczekac warto. Jest tam mozliwosc pojscia z mezem na
                  wspolna
                  terapie, poradnia jako podlegajaca kasie chorych nie
                  ma nic
                  wspolnego z organizacjami kobiecymi i jako taka nie
                  powinna
                  budzic w moim mezu zadnej niecheci czy podejrzen o
                  prowadzenie
                  przeze mnie wojny damsko-meskiej. A jesli mimo to maz
                  nie
                  pojdzie na terapie, lub nie da ona zadnych rezultatow -
                  no to
                  chyba wtedy mam juz argument za rozwodem, a
                  przynajmniej
                  nie bede mogla zarzucac sobie samej, ze nic nie
                  zrobilam.
                  Plan jest chyba jasny i klarowny.
                  I coz ja mam zrobic jesli pomimo to chce zeby pan
                  doktor
                  zrobil tu maly wyklad i objasnil mi zachowanie meza?
                  A moze jest w tym cos istotnego o czym nie wiem a
                  powinnam
                  wiedziec? I naprawde nie daje mi spokoju to, ze pan
                  doktor
                  nie odpowiada i nie daje mi zaczerpnac ze zrodla wiedzy
                  jakim
                  w moich oczach jest jego doswiadczenie!
                  Czy jest cos zlego w tym, ze ja po prostu chce znac
                  przyczyne
                  i ze dla mnie jest to bardzo istotne?
                  No i pewnie znowu nikt mnie nie zrozumial i kazdy
                  zacznie
                  mowic nie na temat...
                  • Gość: Bona Re: do Bony IP: *.zgora.dialog.net.pl 13.09.01, 18:15
                    OK. Dużo lepiej. Przez dłuższą część dyskusji było to coraz mniej jasne.
                    Ale pozwolisz, że pozostanę przy tym, co powiedziałam na początku, w poprzednim
                    wątku. Wspomniałam już, że mam trochę podobne doświadczenie za sobą. Chyba
                    nawet gorsze, ale podobne. Dlatego uważam, że tego rodzaju związki należy jak
                    najszybciej kończyć. Ja za długo zwlekałam, co przyniosło mi tylko więcej
                    cierpienia i kryzys samooceny, oraz wiele uciążliwych tego konsekwencji. A
                    jakiś ślad pozostał chyba na zawsze, podobnie jak koszmarne wspomnienia. Nie
                    życzę Ci tego. Stąd moje oceny i rady. Pzdr!
                    • Gość: orzeszek Re: do JB IP: *.gazeta.pl 13.09.01, 18:48
                      Ciekawa jestem wypowiedzi dr Depko, ale mam wrazenie, ze o zaburzeniach swojego
                      meza napisalas tak malo, ze bedzie to dla experta trudne zadanie. Byloby dla
                      mnie w kazdym razie, bo nie wiem jak seksuolog, ale psycholog potrzebuje sporo
                      inf o kliencie nim postawi diagnoze. Pozdrawiam
                      • Gość: jb Re: do Orzeszka IP: *.nuph.us.edu.pl 17.09.01, 10:09
                        Mam nadzieje, ze Pan Doktor chociaz w przyblizeniu
                        okresli
                        powody takich a nie innych zachowan seksualnych - w
                        koncu
                        przeciez moje malzenstwo to nie jest chyba jedyny taki
                        przypadek
                        na swiecie?
                        • Gość: Orzeszek Re: do jb IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.01, 14:52
                          Ja rowniez. Tylko nie wiem o jakie konkretnie zachowania chodzi. Dokladnie co
                          takiego robi/nie robi Twoj maz. Jesli dobrze pamietam pisalas o ponizaniu. Co
                          to konkretnie znaczy? Co robil? Okreslenie, ze czulas sie ponizana jest
                          informacja dla psychologa odnosnie Twojego wewnetrznego stanu. Nic jednak nie
                          mowi o konkretnym zachowaniu Twojego partnera. Moze napisz jeszcze raz co
                          takiego sie dzialo (stalo).
                          Sama chcialabym wiedziec co o Twoim "przypadku" powie dr Depko. I jestem
                          ciekawa dlaczego dotad nic jeszcze nie powiedzial. Zastanawiam sie czy nie
                          uruchomic jeszcze jednego watku, bo moze p Depko nie zauwazyl poprzednich...
                          • Gość: jb Re: do Orzeszka IP: *.nuph.us.edu.pl 17.09.01, 16:27
                            Alez, Orzeszku - opisalam bardzo szczegolowo co robil
                            moj maz
                            w tym moim pierwszym, dlugim poscie ktory nie zmiescil
                            sie tu
                            w jednym kawalku. Ale jesli "zgubilo sie" to w tym
                            natloku mojej pisaniny to powtorze jeszcze raz (nie
                            wiem czy w skrocie czy moze
                            nawet bardziej szczegolowo) - chodzi o to, ze od czasu
                            gdy wyprowadzilismy sie od moich tesciow i zaczelismy
                            zyc na wlasny rachunek -nasze stosunki ( nie tylko te
                            seksualne ) ulegaly ciaglej zmianie na gorsze.
                            Zaczelo sie od tego, ze moj maz zaczal odmawiac
                            wspolzycia pod pretekstem braku czasu lub
                            zlego samopoczucia a gdy probowalam z nim rozmawiac
                            stanelo
                            na tym, ze jesli nie wezme na siebie wszystkich
                            obowiazkow
                            domowych, to on nie bedzie mial sily, zeby sie ze mna
                            kochac.
                            No wiec wzielam sie za to pranie, sprzatanie i
                            gotowanie, ale to
                            wcale nie pomoglo - zawsze gdy oboje mielismy czas
                            wypadalo
                            cos "waznego" i trzeba bylo odlozyc seks na jakies tam
                            blizej
                            nieokreslone "kiedys", przez co wspolzycie zupelnie
                            zatracilo
                            swoja spontanicznosc. A kiedy nie bylo czasu, lub
                            bylam bardzo
                            zmeczona czy chora - moj maz akurat wtedy dostawal
                            wzmozonej
                            ochoty i jesli nie udalo mi sie wybronic od "obowiazku
                            malzenskiego" - konczylo sie na szybkim, byle jakim
                            numerku
                            zupelnie pozbawionym jakiegokolwiek uczucia. Po jakims
                            tam
                            czasie gdy zaczelam domagac sie wyjasnien - maz
                            wytlumaczyl
                            mi ze wszystko przez to, ze brakuje odpowiedniego
                            nastroju.
                            No wiec staralam sie stworzyc ten nastroj muzyka,
                            oswietleniem,
                            uwodzeniem, ale wtedy maz zamiast dac mi ten namietny
                            seks
                            za ktorego brak w naszym pozyciu obwinial brak nastroju
                            - stawal sie impotentem. I tym razem winna bylam ja,
                            ze nie
                            umiem go podniecic... Raz na kilka tygodni przechodzila
                            mu ta
                            impotencja i z "braku laku" - zgadzalam sie na byle
                            jaki seks,
                            podczas ktorego on wlasciwie lezal jak kloda i czekal
                            az go szybko
                            zaspokoje,chociaz caly czas mowilam mu, ze mi to nie
                            odpowiada i ze chcialabym czegos innego... Proba
                            wynegocjowania "czegos
                            innego" w podziale naszych domowych obowiazkow jak i w
                            seksie
                            skonczyla sie tym, ze moj maz "zmuszony" przeze mnie
                            do
                            przejecia aktywniejszej roli zarowno w domu jak i
                            lozku
                            - zupelnie sie zmienil. Zaczal traktowac seks jeszcze
                            bardziej
                            ekspresem - ani
                            minuty czasu na gre wstepna, nie wazne, ze
                            protestowalam gdy
                            bez wstepow przechodzil do pelnego stosunku. Po kilku
                            minutach
                            przerywal i wtedy dopiero bral sie za ten wstep, co
                            zaczelo mnie
                            irytowac i w koncu przeprowadzilam z nim tak zwana
                            "szczera
                            rozmowe" - niby wszystko sobie wyjasnilismy, ale chyba
                            jednak
                            nie, bo jeszcze tego samego dnia moj maz przerwal
                            stosunek
                            w chwile przed moim orgazmem i uciekl do lazienki.
                            Przepraszal,
                            obiecywal, ze to sie wiecej nie powtorzy, ale
                            powtarzalo sie
                            regularnie, wiec gdy wracal z lazienki probowalam
                            zwrocic jego
                            uwage na siebie i na moje potrzeby zaspokajajac sie na
                            jego oczach. Ale efekt byl odwrotny do zamierzonego -
                            on tylko
                            stwierdzil, ze moj brak orgazmu to nie jego problem i
                            ze albo
                            bedziemy kochac sie tak szybko jak on chce, bo jest
                            nadpobudliwy, albo
                            wcale... Tego ultimatum juz nie wytrzymalam i od kilku
                            miesiecy
                            jest "wcale" . Wprawdzie maz sporadycznie "molestuje"
                            mnie
                            seksualnie i zarzuca mi, ze nie mam prawa trzymac go
                            na glodzie,
                            ale ja mam juz tego po dziurki w nosie - po pierwsze
                            seks tylko
                            po to, zeby facet nie meczyl sie "na glodzie" to dla
                            mnie zadna
                            frajda i przyjemnosc, a po drugie - po tym wszystkim
                            co
                            zaszlo naprawde zaczal byc w moim odczuciu obrzydliwy
                            i nie chce zeby mnie dotykal, nie mowiac o czyms
                            wiecej,
                            wrecz - nie potrafie juz sobie wyobrazic jego jako
                            mojego
                            seksualnego partnera. Az mnie wewnatrz skreca i sciska
                            gdy
                            sobie przypomne te jego ostatnie wyczyny i caly czas
                            wraca
                            to poczucie "skrzywdzenia", "upokorzenia", cos mi
                            mowi, ze to
                            nie byl zaden seks, ze to byla wojna... Obojetnosc
                            mojego meza
                            sprawila mi ogromny bol i wiem, ze juz nigdy nie bede
                            mogla zaufac
                            czlowiekowi ktory sprawil mi przykrosc a potem
                            spokojnie
                            patrzyl jak cierpie rozpalona do czerwonosci, porzucona
                            przez
                            niego w pol drogi do przyjemnosci i niezaspokojona.
                            Ta swiadomosc wraca i wraca i nie daje mi spokoju, nie
                            potrafie
                            uwierzyc w fakty, wydaje mi sie, ze to wszystko dzieje
                            sie gdzies
                            "obok mnie" i ze za chwile sie obudze, ze moze on nie
                            jest
                            taki jak mysle, ze cala sytuacja nie jest taka jak ja
                            widze, ze to
                            jakas pomylka, nieporozumienie. Ale to "obok"
                            to iluzja,
                            bo chociaz moge nie czuc wlasnego bolu to caly czas z
                            tej
                            perspektywy go widze i wiem, ze istnieje i ze wroci za
                            jakis
                            czas do mojego srodka. Wiem, bo juz mi sie kilka razy
                            zdarzaly
                            takie stany i z uplywem czasu samo przechodzilo, wiec
                            nie ma
                            powodu zeby tym razem bylo inaczej. I teoria "pomylki"
                            czy "nieporozumienia" tez sie nie sprawdza - maz nie
                            robi nic,
                            zeby wyjasnic cala sprawe, zeby ratowac nasze
                            malzenstwo.
                            Jestem przekonana, ze w tej chwili jest kolej na jego
                            ruch
                            wiec sila woli powstrzymuje sie od jakiegokolwiek
                            dzialania bo
                            chce wiedziec jaki naprawde jest moj maz a nie jakie sa
                            moje
                            wyobrazenia. Nie wiem czemu, ale to co widze mnie
                            przeraza
                            bo moim zdaniem - udowadnia tylko brak jakiejkolwiek
                            milosci
                            z jego strony. Ale milosc to juz inna bajka i czasami
                            wydaje mi
                            sie ze to ja sobie wymyslilam jakas milosc, a tak
                            naprawde - zadnej milosci na swiecie nie ma...
                            • Gość: Bona To brzmi trochę inaczej IP: *.zgora.dialog.net.pl 17.09.01, 23:34
                              niż to, co powiedziałaś na poczatku.
                              Jdnak pomijajc to wszystko - jest w tym całkowite niedopasowanie charakterów,
                              potrzeb, oczekiwań, temperamentów, nareszcie nieporozumienie co do
                              najprostrzych czynności domowych. Znowu nie wiem o co właściwie chodzi :((( Nie
                              wiem, dlaczego jesteście razem, dlaczego chcesz coś ratować (co?). Nie wiem w
                              końcu, jakiej rady oczekujesz od Eksperta - wracam do wątpliwości. Czy nie
                              powinnaś, JB,zwrócić się do psychologa? Od samego poczatku miałam takie
                              wrażenie, a od dłuzszego czasu sugeruję mniej lub bardziej wyrażnie. Pzdr!
                              • Gość: jb Re: To brzmi trochę inaczej - do Bony IP: *.nuph.us.edu.pl 18.09.01, 11:27
                                Moze to co napisalam wczoraj brzmi troche inaczej , bo
                                darowalam
                                sobie uzalanie sie nad wlasnym losem, a do tego
                                przypomnialo mi sie kilka szczegolow, ktore poczatkowo
                                wydawaly mi sie nieistotne,
                                a jednak ostatecznie chyba zmieniaja obraz sprawy.
                                Dlaczego z nim jestem? Moze dla zasady, moze zbyt
                                powaznie
                                traktuje instytucje malzenstwa zeby tak po prostu
                                trzasnac drzwiami
                                i wyjsc - nie bede sie z tego szczegolowo tlumaczyc.
                                W kazdym badz razie musze znalezc cos "silniejszego"
                                niz moje
                                zasady a na to potrzebuje czasu.
                                Co do eksperta - przeciez powiedzialam, ze nie chce
                                rady, tylko opinii a w moim odczuciu te dwie rzeczy to
                                nie to samo.
                                Po prostu jestem ciekawa odpowiedzi i koniec. Czy to
                                juz
                                automatycznie oznacza, ze jesli ktos z forum chce ze
                                mna
                                rozmawiac na ten temat to mam mu nie odpowiadac?
                                Przeciez
                                od dluzszego czasu udzielam tu tylko odpowiedzi i
                                wyjasnien
                                a nie biadole "powiedz co mam teraz robic".
                                I jeszcze raz powtarzam, ze chce opinii a nie gotowych
                                rozwiazan
                                - ja nie potrafie dzialac w ciemno, lubie miec pelny
                                obraz sytuacji
                                zeby podjac jakas decyzje. A jesli jest tak jak mowisz
                                i jesli to jest rzeczywiscie niedopasowanie charakterow
                                to jak
                                wytlumaczyc te "napady" impotencji u mojego meza czy
                                tym
                                podobne rzeczy na gruncie czysto psychologicznym, bez
                                angazowania w to seksuologa? Mnie sie to jakos nie klei
                                w jedna
                                logiczna calosc i osobiscie nie wiem co ma impotencja
                                lub
                                zbyt szybki stosunek do roznicy oczekiwan co do
                                domowych
                                obowiazkow...
                                Wlasnie probuje doprosic sie, zeby mi to ekspert
                                wytlumaczyl.
                                A poza tym lepiej bym sie poczula, gdyby Pan Doktor
                                raczyl
                                wykazac odrobine zainteresowania moim problemem. Nie
                                do
                                konca jestem przekonana, ze jest on wylacznie dla
                                psychologa
                                - przeciez na zyciu seksualnym najbardziej sie to
                                odbilo... A poza tym trabie juz tu od dluzszego czasu,
                                ze na wizyte
                                u psychologa jestem umowiona i mam prawo wybrac sobie
                                takiego
                                jakiego ja chce, nawet jesli musze te kilka tygodni
                                poczekac.
                                I teraz to zupelnie nie rozumiem czego ty chcesz ode
                                mnie.
                                Mam postepowac tak jak ty chcesz, rozwiazywac problemy
                                w taki sposob i w takim tempie jak tobie sie to wydaje
                                stosowne? Caly czas wydaje mi sie, ze chcesz na sile
                                kierowac moim losem.
                                Dlaczego? Juz ci napisalam, ze przyjelam do wiadomosci
                                twoj
                                punkt widzenia, co nie oznacza, ze musze robic
                                dokladnie to co
                                ty bys zrobila na moim miejscu. No ale oczywiscie
                                jestes
                                w stanie zauwazyc wszystkie moje wady i
                                niedociagniecia,
                                a tego, ze mnie poganiasz nie potrafisz zauwazyc...
                                • Gość: orzeszek Re: Hej jb IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.01, 11:55
                                  Tak juz jakos jest, ze przy odrobinie szczescia (jesli jakas praca nad
                                  problemem mimo wszystko jest wykonywana) pierwsze postawienie problemu nie jest
                                  ostatnim i w ciagu (takiej czy innej) terapii ewoluuje, zmienia sie i dojrzewa.
                                  Byc moze jest tak, ze Twoje pisanie tu na forum pelni czesciowo role
                                  terapeutyczna. Tym sobie tlumacze to, ze nieco inaczej (jak psze Bona) "to"
                                  teraz wyglada. Dla mnie rzeczywiscie obraz Twojego malzenstwa i pozycia
                                  seksualnego teraz jest bardziej klarowny.
                                  Co do Twojego meza-jego zachowanie jest dla mnie zastanawiajace. Jednak
                                  jakkolwiek byloby w rzeczywistosci chore-pewnie sie pogniewasz-ale to Twoje
                                  trwanie przy nim umozliwia mu wlasnie takie funkcjonowanie. Czy to sie komu
                                  podoba, czy nie, relacja to synergia wypadkowych zachowania wszystkich
                                  czlonkow. Nie tylko jednego chorego elementu systemu (rodziny np, malzenstwa).
                                  Z mojej wiedzy wynika tez, ze czesto jest tak, ze zaburzone zachowanie jednego
                                  czlonka systemu jest jakby wentylem bezpieczenstwa - wypuszcza niejako nadmiar
                                  pary w przegrzanym kotle i obwinianie go za to jest krotkowzroczne. Co by bylo
                                  gdyby zatkac zawor bezpieczenstwa przy kotle wysokocisnieniowym...?
                                  Mysle, ze w Wzsym przypadku pomoc jest potrzebna obu stronom. Fajnie, ze
                                  chociaz Ty po nia siegniesz, to swiadczy o dojrzalosci i odwadze. Jednak praca,
                                  jaka przyjdzie Ci wykonac bedzie dotyczyc Ciebie glownie, a nie Twojego meza,
                                  bo za niego nic nie zrobisz. Nie da sie.
                                  Co do milczenia dr Depko, to formalnie juz mnie troche zezloscilo. Za Twoim
                                  pozwoleniem rozpoczne watek z prosba o konsultacje, bo nawet chloptas walacy
                                  sobie gruche doczekal sie komentarza, a Ty nadal nie.
                                  Zrobie to jednak z ciekawosci (a wiec dla siebie), bo zauwazylam, ze jednak z
                                  forumowiczami tez wchodzisz w relacje ofiara-ratownik-kat/patrz Bona (a przy
                                  mojej latwosci do wchodzenia w ten typ gry nie chce sobie zrobic kuku).
                                  Pozdrawiam i mam nadzieje na odzew p Doktora
                                  • Gość: jb Re: do Orzeszka IP: *.nuph.us.edu.pl 18.09.01, 13:25
                                    Male wyjasnienie - nie wchodze z forumowiczami w zadna
                                    gre
                                    i nie potrzebuje zadnych ratownikow. Po prostu irytuje
                                    mnie to,
                                    ze ktos nie moze poprzestac na wyrazeniu wlasnego
                                    zdania,
                                    tylko probuje przezyc zycie za mnie, a to w moim
                                    odczuciu robi
                                    Bona. Sluszne czy nie sluszne to moje odczucie - nie
                                    wiem,
                                    ale jesli komunikuje drugiemu czlowiekowi ze uwazam
                                    dyskusje
                                    na dany temat za zakonczona i ze z czystej ciekawosci
                                    czekam
                                    wylacznie na opinie eksperta, a czlowiek ciagle w
                                    kolko napedza
                                    "wypalony" temat i czepia sie mnie bez powodu... to co
                                    wedlug
                                    ciebie mam robic?
                                    Jak widze, ty tez odbierasz milczenie pana doktora
                                    podobnie jak
                                    ja, skoro zirytowal cie ten od "walenia gruchy" wiec
                                    wytlumacz
                                    Bonie dlaczego potrzebuje tej opinii eksperta, bo ja
                                    tego nie
                                    potrafie! A na pewno znasz odpowiedz, bo czuje to z
                                    daleka
                                    i przy odrobinie dobrych checi na pewno potrafisz
                                    zrozumiec moj punkt widzenia. To nie na tym polega
                                    zeby rozwiesc sie
                                    w ekspresowym tempie, tylko zeby zrobic to co
                                    najlepsze w danej
                                    chwili. Zeby zrobic to co najlepsze musze wiedziec
                                    czy sytuacja
                                    w moim malzenstwie jest beznadziejna, czy jednak
                                    rokuje pewne
                                    nadzieje. Moze pan Depko nie odpowie na to
                                    wyczerpujaco,
                                    ale pewne istotne wskazowki zapewne bylby w stanie mi
                                    przekazac.
                                    W koncu podobno on tu odpowiada na nasze pytania i
                                    watpliwosci.
                                    Wracajac do tego co chcialam powiedziec - dla mnie jest
                                    istotne
                                    czy mialabym sie rozstac z partnerem dlatego, ze tego
                                    zwiazku
                                    nie da sie uratowac, czy dlatego ze nie chce tego
                                    zwiazku ratowac.
                                    To jest kwestia mojego honoru: poddac sie w sytuacji
                                    bez wyjscia
                                    - owszem! Zdezerterowac w panice - nigdy!
                                    I caly czas mam nadzieje, ze pan Depko rzuci tu nieco
                                    swiatla
                                    na seksualny aspekt mojego malzenskiego pozycia abym
                                    sama
                                    sobie mogla cos doradzic. Zrozum mnie - szukam
                                    odpowiedzi,
                                    sensownego wytlumaczenia, wiedzy w tym zakresie a nie
                                    najkrotszej drogi na sale rozpraw i moze dlatego tak a
                                    nie
                                    inaczej reaguje na osoby ktore na sile probuja mi
                                    wcisnac cos
                                    o co nie prosilam! Ja tylko chcialam pogadac i zrobic
                                    porzadek
                                    we wlasnej glowie - nic wiecej. I dopoki tych
                                    porzadkow nie
                                    zrobie - odmawiam podejmowania ostatecznych decyzji w
                                    takim
                                    stanie mojego umyslu. Nie wiem ile to potrwa -
                                    miesiac, dwa czy
                                    pol roku, ale nie moge byc wewnetrznie "rozbita" i
                                    "skolowana"
                                    jesli moja decyzja ma mi do czegos sluzyc.
    • andrzej.depko Re: Panie Doktorze! proszę odp. na wątek 252 i 254!!!!!! 18.09.01, 18:16
      Droga JB, przepraszam na wstępie za swoje tak długie milczenie, nie wynikała
      ono Broń Boże z nie poważnego bądź lekceważącego podejścia do Twoich problemów.
      Początkowo nadmiar obowiązków uniemożliwił mi odpowiadanie na pytanie , później
      zaś z zainteresowaniem śledziłem co się dzieje w Twoim wątku – milcząc. To
      taktyczne myślenie na pewno irytowało Cię podobnie jak innych Forumowiczów (
      którzy okazywali większe zniecierpliwienie ), ale pozwoliło ono na obserwację
      Twojego podejścia do samej siebie i Twojego małżeństwa. Prezentowałaś różne
      reakcje na podsuwane Ci rady odsłaniając kierujące Tobą mechanizmy. Na Twoim
      życiu ciążą demony smutnego dzieciństwa. To wtedy wykształciły się w Tobie
      mechanizmy toksycznego uzależnienia, które prezentujesz w relacji ze swoim
      mężem. Podświadomie szukałaś w tym mężczyźnie tego czego nie otrzymałaś w domu
      zarówno od ojca, jak i od matki. Od ósmego roku życia kompensujesz sobie brak
      ciepła i miłości aktywnością seksualną. Orgazm na drodze masturbacji stawał się
      nagrodą za łzy i brak rodzicielskiego ciepła. Tak się nauczyłaś, seks
      wynagradzał Ci inne niedostatki. Pozwalał uciec w świat własnych przeżyć,
      osładzał gorycz. W miarę dorastania i dojrzewania czynił Cię bardziej wrażliwą
      na bodźce seksualne. Fantazje seksualne towarzyszące masturbacji idealizowały
      mężczyznę który miał się zjawić w przyszłości. Mężczyznę który miał sprawić, że
      od tej pory Twoja dusza połączona z duszą mężczyzny miała wspólnie ulatać do
      raju. Brak należytego treningu emocjonalnego w relacji z ojcem sprawił, że
      utożsamiłaś tego jedynego z osobą aktualnego męża. Uwierzyłaś mu i jesteś mu
      oddana, pomimo tego że patrząc z boku trudno nazwać Wasz związek związkiem
      udanym.
      I pewno dawno by się już rozpadł, ale ty realizujesz scenariusz który napisała
      już ładnych parę lat temu Twoja Matka. I dobrze grasz rolę główną. To Matka nie
      przekazał Ci prawidłowych wzorców relacji między płciami. To od niej na drodze
      identyfikacji przejęłaś następujący wzorzec : można mieć nadzieję , że mąż w
      końcu się zmieni. I trwasz, bez względu na poniżenia którego doświadczasz. Żony
      osób uzależnionych od alkoholu, często obrażają się gdy od otoczenia słyszą
      stwierdzenia : Twój mąż to pijak. Ty też się obrażasz na innych gdy
      bezpośrednio wyrażają opinię o Twoim mężu. Twoja historia wzbudza na tym Forum
      wiele emocji. Wszyscy chcą Ci pomóc, okazują negatywne emocje, gdy czują Twoje
      cierpienie. Ty wtedy reagujesz określonym schematem. To nie miłość Droga JB to
      toksyczne uzależnienie. I czas podjąć leczenia. Czas abyś przestała hodować
      chwasty w swoim ogrodzie, gdzie smutek gości. Spotkałaś na swoje drodze
      mężczyznę z zaburzeniami identyfikacji w roli męskiej z osobowością
      nieprawidłową. On nie potrafi budować związku emocjonalnego i partnerskiego z
      kobietą. Ten brak rzutuje na Wasze relacje seksualne. Obawiam się , że dla
      niego Twój apetyt seksualny był zachowaniem kastrującym go psychicznie.
      Dlatego uciekał gdy miało dojść do spełnienia u Ciebie. Ponadto jako mężczyzna
      z niską samooceną hyperkompensował swoje braki zachowaniami o charakterze
      władczym. Gdy Tobie zależało na seksie, otrzymywałaś go wtedy gdy Pan i władca,
      postanowił dać go wasalowi. Ale dać tylko tyle aby zachować sobie
      przeświadczenie o udzielonej łasce. Tak było od początku. Od momentu gdy
      budował dom którego nie było, gdy odpowiedzialnie pracował , we wspaniałej
      pracy której nie miał. On z Tobą rywalizuje i nienawidzi Cię zarazem za to
      wszystko, czego w nie ma. Za to że nie potrafi sprostać obowiązkom w życiu
      codziennym, jak i w łóżku jako partner. Nie oczekuj od niego niczego ponadto,
      że będzie Cię starał się zdominować i podporządkować. Tak jak to robi w łóżku.
      Wybacz za dosadne określenie którego użyję, ale wsadza Ci bez pieszczot, żeby
      pokazać kto tu rządzi. typowe zachowanie dominujące. Seksualność w Waszym
      związku służy zupełnie odmiennym celom. Tobie w budowaniu ciepła i miłości,
      jemu w podporządkowaniu Ciebie.
      Aktualnie trwa powolny rozpad związku. Pojawiła się u Ciebie awersja seksualna
      do niego.
      Najcięższa postać rozczarowującej interakcji z danym partnerem. Składa się na
      nią komponenta fatalnej interakcji emocjonalnej jako wyraz całościowego
      nastawienia do męża oraz odrzucenie partnera w roli seksualnej. Przeraża Cię
      taka prawda. Bo będziesz musiała znowu poszukać usprawiedliwienia dla jego
      zachowań. Ale ty ją znasz od dawna. Tylko znowu musisz grać. Wątpię czy zgodzi
      się on na długą i bolesną terapię małżeńską. On czuje się w porządku. Ty musisz
      przejść sama terapię, aby w kolejnym związku nie popełniać starych błędów. Wasz
      związek potrwa jeszcze tyle na ile ty będziesz chciała go utrzymać. W życiu
      seksualnym nic się już nie poprawi , będzie się tylko pogarszać. Aż do momentu
      kiedy zostaniesz raz, drugi i trzeci zgwałcona przez własnego męża, w ramach
      spełniania należnego mu obowiązku małżeńskiego. Twoje ciała i psychika wiedzą
      najlepiej jak wspaniały i cudowny może być seks. Tak samo słodko może wyglądać
      Twoje życie z innym mężczyzną.
      Zastanów się nad tym co chcieli Ci przekazać wszyscy Forumowicze. Jako biegły
      sądowy seksuolog muszę Ci dodać, iż nie będziesz miała problemów z uzyskaniem
      rozwodu. Gdy kiedykolwiek zdecydujesz się na taki krok.
      Konkludując pozwolę sobie przytoczyć celne zdanie z opinii Sashy która moim
      zdaniem doskonale puentuje Twoją sytuację teraźniejszą i Twoją przyszłość ” To
      Twoje życie, nie przegap swoich najlepszych lat, bo na starość spoglądając
      wstecz będziesz właśnie tego najbardziej żałować ”

      • Gość: orzeszek Re: Panie Doktorze! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.01, 15:45
        Powiem tylko: warto bylo czekac na te slowa. Brawo!
        • Gość: ania Re: Panie Doktorze! IP: 157.25.122.* 20.09.01, 13:27
          warto było!
          dla mnie też to w jakiś spoób było pouczające

          dziękuję
      • Gość: jb Re: Do Pana Doktora IP: *.nuph.us.edu.pl 19.09.01, 16:23
        Z jednym tylko absolutnie nie moge sie zgodzic w Pana
        wypowiedzi - nie sadze aby moj maz byl zdolny zgwalcic
        kiedykolwiek mnie czy kogokolwiek innego. Przemoc
        fizyczna po prostu do niego nie pasuje, on by sie
        zwyczajnie bal, ze dostanie ode mnie po uszach.
        Gdyby byl fizycznie silniejszy i dobrze umiesniony-
        moze,
        ale z drugiej strony - obraz ewentualnego przyszlego
        gwalciciela naprawde do niego nie przystaje.
        Jest kilka rzeczy ktorych nie moge zrozumiec - jak to
        mozliwe aby moj maz chcial dominowac nade mna jesli
        w zasadzie na codzien robi wrazenie milego, spokojnego
        faceta, ktory kazdemu usuwa sie z drogi? Nie chce go
        bronic, ale sa tu rzeczy ktore nie mieszcza mi sie w
        glowie
        i zupelnie nie trzymaja sie kupy - z jednej strony
        moj maz pozwala czasami wykorzystywac sie osobom
        trzecim - na przyklad jego ojciec lub brat sa w stanie
        wyciagnac od niego dowolna kwote pieniedzy. Z drugiej
        strony maz zarzuca wlasnie mnie, ze to ja usiluje go
        zdominowac i zrobic z niego pantoflarza - sadzilam
        iz przyczyna takich jego reakcji sa krzywdy i
        przykrosci doznane w dziecinstwie i ze jako osoba
        silniejsza i bardziej "poukladana" niz on powinnam
        traktowac go ulgowo, zwlaszcza ze charakter mam
        jaki mam i nie kazdemu musi byc ze mna lekko pod
        jednym dachem .
        Tymczasem przeczytalam przed chwila, ze to
        on usiluje rzadzic mna - jak to jest mozliwe aby
        osoba
        taka jak on, ktora w zasadzie robi wrazenie kogos
        skrzywdzonego przez caly swiat, wiecznego pechowca,
        ciamajdy itd, itp rzeczywiscie byla zdolna do czegos
        takiego. Znalazlam w jego rzeczach cos co przypomina
        opowiadanie a opisuje losy chlopca ktorego
        odrzuca rodzina, ktorym pogardzaja dziewczyny, ktory
        nigdzie nie znajduje wsparcia i zrozumienia.
        Opowiadanie
        jest zaledwie zaczete i oprocz opisu sytuacji tego
        biednego chlopaka nie ma w nim juz nic wiecej, ale
        sadze ze maz
        pisze sam o sobie. I robi to na mnie bolesne wrazenie
        jak rowniez budzi pewne wspolczucie. Moj maz nigdy sie
        nie zlosci, nie potrafi byc porywczy, wrecz jest
        absolutnym
        zaprzeczeniem agresji w swiecie "samczym" - nie pociaga
        go zaden sport, zadna forma rywalizacji z innymi
        mezczyznami. Sprawia wrazenie z gruntu lagodne.
        Zupelnie inaczej niz ze mna - wystarczy dac mi dobry
        powod a program walki czy rywalizacji uruchamia
        sie we mnie samoczynnie jak w zwierzeciu mimo iz jako
        kobieta chyba nie powinnam miec tak bogatego
        oprogramowania w tej dziedzinie...
        Ja wiem, cos tu jest nie tak jesli lagodny facet
        zachowuje sie wobec zony tak jak on wobec mnie.
        Przyszlo mi nawet kiedys do glowy, ze on moze jest
        na mnie o cos zly i dlatego mnie tak traktuje.
        Zapytalam go a on zaprzeczyl i powiedzial, ze on
        nigdy sie na nikogo nie gniewa ani nie obraza.
        No wiec jak on moze czuc do mnie nienawisc?
        I wcale to nie jest pytanie retoryczne. Pytam "jak"
        w sensie sposobu. Ja osobisciena psychologii sie nie
        znam, ale jesli mam byc konsekwentna i uznac
        Pana opinie na temat jego osoby to jedynym logicznym
        wytlumaczeniem zachowania mojego meza moze byc
        to, ze albo on ma dwie osobowosci i czasami do
        glosu dochodzi jedna a czasami druga, albo
        przynajmniej zepchnal czesc swoich cech charakteru
        w jeden kat swojej osobowosci, a to co mu nie
        pasowalo - po prostu wywalil w drugi albo tez on sam
        nie wie co naprawde czuje do innych ludzi.
        Przepraszam za brak fachowosci w wyrazaniu
        swoich wnioskow, ale jesli maz twierdzi ze nikogo
        nie nienawidzi, pan twierdzi, ze jednak nienawidzi,
        ja czuje sie przez niego skrzywdzona - czy to
        oznacza ze on nie zdaje sobie sprawy z wlasnej
        nienawisci? Jak sobie z wlasnych uczuc sprawy
        nie zdaje, to juz nie wiadomo czego on jest
        swiadom i w jakim swiecie zyje. Dziwi mnie to,
        bo jesli moje wyobrazenie o tym podziale czy
        dwoistosci jest sluszne, to jak on w ogole
        funkcjonuje jako jeden czlowiek? Przez przypadek
        juz dawno odpowiedzialam sobie sama - tak
        funkcjonuje jak to widac: w roli nieudacznika.
        Mam nadzieje ze moj tok myslenia nie zaprowadzil
        mnie na manowce.
        Czy to w ogole jest mozliwe zeby miec osobowosc
        podwojna, podzielona czy cos w tym stylu?
        Taka sytuacja tlumaczylaby w znacznym stopniu
        dlaczego moj maz twierdzi, ze mnie kocha, ze
        zyc beze mnienie moze, a robi cos zupelnie innego.
        Ale to naprawde w tej chwili przekroczylo mozliwosci
        mojej wyobrazni i nie potrafie wczuc sie w role takiej
        osoby, nie potrafie tego zrozumiec.
        Niestety mam paskudnie dociekliwa nature i jak juz
        kogos dorwe w swoje szpony to gotowa jestem
        zameczac pytaniami bez konca, ale czy sugerowal
        Pan, ze moj maz mnie nie kocha bo nie potrafi
        kochac? Tak to wyczytalam gdzies miedzy wierszami
        w okolicach "prawdy ktora mnie przeraza". Tych prawd
        ktore mnie przerazaja jest troche wiecej ale z
        kontekstu
        wnioskuje, ze mowimy wlasnie o tej.
        Pozwole sobie pofilozofowac dalej - jesli mnie nie
        kocha to nie robie mu wielkiej krzywdy odchodzac.
        Z tym moge sie zgodzic i uspokoic wlasne sumienie.
        I teraz pytanie na ktore zapewne seksuologia nie zna
        odpowiedzi, ale Pan jako czlowiek -tak. Jak to jest
        i co to znaczy, ze mezczyzna kocha kobiete? Co trzeba
        robic, zeby byc kochana, jakie spelniac kryteria?
        Bo ja sie w zadne stereotypowe kryteria nie mieszcze
        i nie wiem jak sie zmienic zeby odpowiadac jakiemus
        mezczyznie - najlepiej wartosciowemu. Robie co moge
        i zawsze okazuje sie ze ktos mnie zrobil na szaro .
        A co z pozadaniem, z seksem? Jak trzeba wygladac
        zeby mezczyzna odczuwal do mnie pozadanie?
        Bo mam problem pod postacia niskiego wzrostu przy
        stosunkowo szerokich biodrach i ramionach i duzym
        biuscie... No i po prostu moja sylwetka w niczym nie
        przypomina dzisiejszego wiotkiego symbolu seksu.
        Spokojnie moglabym trenowac boks, judo, karate
        czy tym podobne sprawy. Nie sadze aby kobieta
        o silnej budowie ciala mogla podniecac setki facetow,
        widze z kim spotykaja sie najatrakcyjniejsi faceci
        z mojego otoczenia - z dziewczynami wyzszymi ode
        mnie o glowe i obwodem w talii mniejszym niz obwod
        mojego uda . Moze nie ma o co plakac, bo panowie ci
        nie sa wcale tacy fantastyczni jak ich idealny wyglad,
        niemniej jednak przykro zyc ze swiadomoscia, ze Matka
        Natura tak mnie po macoszemu potraktowala i ze do
        konca zycia stoleczek bede ze soba musiala nosic zeby
        spojrzec prosto w oczy facetowi ktory mi sie spodoba
        i chociaz tak sprobowac zwrocic na siebie jego uwage.
        Kiepsko oceniam swoje szanse na znalezienie innego
        partnera kiedy porownuje sie do tych wszystkich
        modelek,
        aktorek i piosenkarek, oj, bardzo kiepsko...
        Czy mezczyzni w ogole zwracaja uwage na osobowosc
        partnerki czy chodzi tylko o to zeby byla ladna, latwa
        i potrafila gotowac?
        • Gość: orzeszek Re: Do jb IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.01, 21:36
          Mimo, ze zadajesz te wszystkie pytania pod adresem dr Depko nie moge sobie
          odmowic tego postu. Chcialabym wiedziec w jakim celu drazysz dalej? Zanim
          zaczniesz rozpisywac sie w kolejnym kilometrowym liscie: STOP! Co Ci daje to,
          ze nie sluchasz ani tego, co do Ciebie mowi Twoj maz, ani tego, co mowia inni?
          Message jest ta sama we wszystkich przypadkach: funkcjonujesz jak ofiara. Po co
          sobie to robisz? Co Ci daje to, ze nie dopuszczasz do swiadomosci prostego
          faktu: nawet teraz szukasz odpowiedzi nie na pytanie: JAK z tego najszybciej
          WYJSC NA PROSTA, ale czemu on jest jaki jest i jak to mozliwe, ze taki jest.
          Nie wystarcza Ci, ze jest? No to masz problem. Ty a nie on! On jest jaki jest i
          dobrze mu z tym. Dopoki nie lamie prawa jest ok. Jego sprawa jak funkcjonuje i
          nikomu nic do tego, nawet zonie.
          Jak usiadziesz i pomyslisz to napewno przyjdzie Ci do glowy, ze nie raz
          slyszalas, ze ktos jest inny w domu i inny w pracy np. Ze jak kogos skrzywdzic
          w dziecinstwie, to potem ma problemy z policja np (albo ze soba, whatever).
          Moje pytanie jest takie: chocby Twoj maz byl biedna ofiara swojej rodziny, a
          teraz nie umial (chcial) byc dla Ciebie ksieciem z bajki co Ci daje ciagla
          ucieczka od wlasnych problemow w drazenie: a czemu, a po co, a jak to mozliwe
          itd. i oporowanie pt. ja tam nic z tego nie rozumiem... Nie wierze Ci, ze nie
          rozumiesz prostych kwestii: zle Ci to to zmien! Nie jego zmien, ale sytuacje!
          Szczerze mowiac mam w sobie teraz wiele zlosci na Ciebie, bo chociaz masz prawo
          tkwic w miejscu i formalnie odmawiac postawienia kolejnego kroku na drodze
          swojego rozwoju (bo to wlasnie robisz), mnie nie musi sie to podobac. I nie
          podoba! Szkoda Ciebie, a najbardziej w tym momencie moich nerwow.
          Pozdrawiam, M
          • Gość: Bona Mogłabym się poczuć urażona IP: *.zgora.dialog.net.pl 20.09.01, 08:56
            zarzutami, że próbuję Ci, JB, coś narzucać, zmuszać itd. Wyraziłam swój pogląd
            na Twoje problemy - ale, na Boga, jak mogę Cię do czegokolwiek zmusić? Ty wiesz
            i ja wiem, że nie jest to możliwe, więc naiwnością jest imputowanie mi takich
            chęci. Może to kwestia sformułowań? Użyłam np. wyrażenia "jeśli ode mnie by to
            zależało, wygoniłabym Cię do sądu" - pół żartem, pół serio na Twoje słowa, że
            niektórzy chcieliby Cię wygonić do sądu. Czy moje intencje były tak niejasne? I
            dlaczego napisałam "gdyby ode mnie to zależało"? Pamiętaj też, że pisząc to
            wszystko na forum, które jest publiczne, jednocześnie akceptujesz fakt, że
            wielu różnych ludzi włączy się do dyskusji. Taka rola tego forum. I dobrze, bo
            udział w dyskusji spełnia wiele różnych funkcji, nie tylko w postaci udzielenia
            Ci odpowiedzi. To chyba powinno być jasne. A jeśli chciałaś bez osób trzecich
            porozmawiać z Ekspertem, masz wyrażnie napisany adres Dra Depko. Skoro jest
            podany na forum, widocznie można z niego skorzystać.
            I jeszcze jedno pytanie - czy nie masz wrażenia, że to co napisał Ekspert w
            wielu istotnych kwestiach pokrywa się z tym, co ja pisałam ( i nie tylko ja)?
            Chyba jedyna różnica w tym, że nie chciałam się zgodzić z "odziedziczeniem"
            postawy matki - ale w miarę rozwoju dyskusji coraz bardziej się do tego
            skłaniam. Pzdr!
            • Gość: jb Re: Mogłabym się poczuć urażona IP: *.nuph.us.edu.pl 20.09.01, 11:27
              Zrozum, ze tego czy powiedzialas cos pol zartem przez
              internet
              nie widac. A poza tym przyjelam do wiadomosci to co
              chcialas
              mi powiedziec i po prostu meczy mnie ciagle walkowanie
              tematu
              przypominanie mi ze na moim miejscu ktos by postapil
              tak a ktos
              inaczej - ja tez moglabym sie poczuc tym urazona. A
              poza tym
              to mam wrazenie ze wiekszosc osob chce mi cos doradzac,
              odradzac podczas gdy ja chce po prostu pogadac,
              podzielic sie
              swoimi obawami, watpliwosciami, znalezc kogos kto mnie
              wyslucha nie przerywajac i nie wtracajac co piec
              minut swoich
              trzech groszy. A tu jak na ironie - sami
              wybawiciele, ratownicy
              i wszyscy wiedza lepiej ode mnie co mi w duszy gra i
              czego
              oczekuje. Ja chce sie otworzyc - to zamiast mnie
              wysluchac
              ktos mnie poucza; ja chce dowiedziec sie czegos
              wiecej
              na dany temat - ktos mi zarzuca, ze robie z siebie
              ofiare.
              I tak w kolko w nieskonczonosc - no to ja dziekuje
              jesli ja jako
              czlowiek jestem tu najmniej wazna .
              • Gość: roman Zespól nadpobudliwosci psychoruchowej z zaburzeniami koncentracji uwag IP: *.chemie.uni-erlangen.de 20.09.01, 11:49
                Droga Joasiu,
                Ty faktycznie walczasz ze wszystkimi, nawet tymi, którzy próbują Ci pomóc.
                Dam Ci radę: idź się leczyć. Naprawdę.
                roman
                • Gość: jb do Romana IP: *.nuph.us.edu.pl 20.09.01, 12:17
                  Dziekuje - nawzajem!
          • Gość: jb Re: Do orzeszka IP: *.nuph.us.edu.pl 20.09.01, 12:16
            Gość portalu: orzeszek napisał(a):

            > Chcialabym wiedziec w jakim celu drazysz dalej?

            Bo chce - po prostu jestem ciekawska

            >
            > Message jest ta sama we wszystkich przypadkach:
            funkcjonujesz jak ofiara. Po co sobie to robisz? Co Ci
            daje to, ze nie dopuszczasz do swiadomosci prostego
            > faktu: nawet teraz szukasz odpowiedzi nie na pytanie:
            JAK z tego najszybciej
            > WYJSC NA PROSTA, ale czemu on jest jaki jest i jak to
            mozliwe, ze taki jest.
            > Nie wystarcza Ci, ze jest? No to masz problem. Ty a nie
            on! On jest jaki jest i
            >
            > dobrze mu z tym. Dopoki nie lamie prawa jest ok. Jego
            sprawa jak funkcjonuje i
            > nikomu nic do tego, nawet zonie.

            Troche sie zagalopowalas. Nie jestem zadna ofiara,
            wyraznie dalam
            do zrozumienia ze uznaje opinie pana Depko, przy czym
            jesli
            jest tak jak twierdzi ekspert - to znaczy ze z
            osobowoscia mojego
            meza dzieja sie dziwne rzeczy. Jesli jest ktos kto sie
            zna na tym
            i potrafi potwierdzic, ze moj tok myslenia nie jest
            bledny - to juz
            bede przekonana na 200% albo nawet na 300% ze to nie
            moja
            wina, ze moj maz jest jaki jest i ze nasze malzenstwo
            jest
            nieudane. A przeciez o poczucie winy tu chodzilo, o
            wyrzuty sumienia ktore nie pozwalaja mi odejsc - a nie o
            to jak trafic do
            najblizszego sadu z pozwem w dloni.
            A poza tym nie zgadzam sie, ze to kim jest moj maz i jak
            funkcjonuje
            nie powinno mnie obchodzic. To sa istotne dane ktore
            moge
            wprowadzic do swojego mozgu i zrobic cos w rodzaju
            symulacji
            pt "jak taki czlowiek bedzie ze mna funkcjonowal w takich
            czy
            innych okolicznosciach. Na razie "zawiesily" mi sie
            komorki nerwowe po wprowadzeniu danych od Pana Doktora
            wiec tylko
            pytam o potwierdzenie czy te dane sa prawidlowe - jesli
            sa
            prawidlowe to pociaga to za soba wiele konsekwencji,
            miedzy
            innymi skoro mi sie cos "zawiesza" to znaczy ze nic w
            takim
            ukladzie nie bedzie dzialac.
            Odnosze wrazenie, ze tym razem to poprzekrecalas wszystko
            co napisalam - a wez pod uwage ze jest ogromna roznica
            w sposobie myslenia ludzi o umysle "scislym" a np.
            humanistow.
            Ale to, ze lubie wiedziec wszystko - od mechaniki
            kwantowej
            przez muzyke i malarstwo az po wnetrze innych ludzi -
            takie juz moje
            zboczenie zawodowe!

            > Szczerze mowiac mam w sobie teraz wiele zlosci na
            Ciebie, bo chociaz masz prawo
            > tkwic w miejscu i formalnie odmawiac postawienia
            kolejnego kroku na drodze
            > swojego rozwoju (bo to wlasnie robisz), mnie nie musi
            sie to podobac. I nie
            > podoba! Szkoda Ciebie, a najbardziej w tym momencie
            moich nerwow.
            >

            Pozlosc sie, pozlosc - mnie to nawet bawi ze sie tak
            przejelas
            moim losem, zwlaszcza ze wyrobilas sobie zupelnie bledna
            opinie na moj temat. Ale nie bede sie bawic w
            sprostowania
            - nie moj problem, ze ktos opatrznie interpretuje moje
            slowa.
            Nigdzie nie powiedzialam, ze tkwie w miejscu. W ogole
            moje
            pytania do Pana Doktora sa najlepszym dowodem na to, ze
            jest wrecz przeciwnie. Mnie siebie samej nie szkoda bo
            jak
            ktos sie zlituje i podrzuci mi jeszcze jakies dane z
            dziedziny
            psychologii czy seksuologii to przeanalizuje to w kilka
            godzin
            i czegos sie o zyciu naucze. Bolejesz nad tym, ze
            jestem
            w stanie wchlonac ogromna ilosc informacji i potrzebuje
            czasu zeby to "przewalkowac"? Bo tylko o to tu teraz
            chodzi
            - zeby moja mozgownica przanalizowala te informacje.
            Najwyrazniej twoja jest inna, ze pewnych prostych rzeczy
            nie mozesz pojac. Tylko jak ty sie uczysz lub jak sie
            ucza
            inni ludziejesli nie poprzez szczegolowa analize faktow?
            Tak arbitralnie - to jest dobre a to zle, to jest biale
            a to
            czarne? Jak mozna w zyciu zrobic krok na przod nie majac
            odniesienia do przeszlosci - ludzki umysl nie jest
            zdolny funkcjonowacw prozni, potrzebuje jakiegos ukladu
            odniesienia - zupelnie jak w matematyce.

            A w ogole - jakim cudem zrozumialas, ze nie zgadzam sie
            z opinia eksperta jesli powiedzialam, ze z wyjatkiem
            potencjalnych mozliwosci zgwalcenia kogokolwiek przez
            mojego
            meza - z cala reszta sie zgadzam?
            I ja tu mam problem - moja logika jest bez zarzutu!

            • Gość: ania Re: Do jb IP: 157.25.122.* 20.09.01, 13:26
              Asiu!
              zaczęłaś pisać bo chciałaś rady Pana Doktora
              dostałaś opinię, piękną, mądrą i bardzo trafną
              w wielu miejscach zgodną z moimi odczuciami, w wielu miejscach tak fachową, jak
              tylko fachowa mogła być wypowiedź znawcy tematu
              Pan Doktor 'rozebrał' sprawę i Ciebie, i męża, i małżeństwa, i waszego
              małżeństwa na drobne
              potwierdził, że macie problem, poradził terapię

              i teraz pytam Ciebie jak przyjaciel! po co ta dalsza wymiana zdań? po co te
              pytania?
              odpowiedź na nie otrzymasz na terapii jeśli zdecydujesz się tam pójść -
              opowiesz wszystko dokładnie i ktoś to fachowo oceni!
              ani ja, ani Bona, ani orzeszek, ani nawet Pan Doktor więcej Ci internetowo nie
              pomożemy! do tego jest potzrena rozmowa długa i na wiele tematów!

              Pan Doktor Cię ukierunkował - idź dalej za tym tropem!
              będzie dobrze

              ps. mordercy i gwałcicele to bardzo często ludzie nieśmiali, normalni męzowie,
              synowi, nikt by nie powiedział że stać ich na takie drastyczne przestępstwa!
              piszę to nie dlatego że uważam że Twój mąż jest jednym z nich, ale staram się
              odpowiedzieć na twoje wątpliwości
              pozdrawiam

            • Gość: Bona Re: Do orzeszka IP: *.zgora.dialog.net.pl 20.09.01, 13:43
              Ja wymiękam! Powołujesz się na logikę, a właśnie logiki w tym coraz mniej. I
              mnie też wydaje się, że niezbyt dobrze zrozumiałaś Eksperta. Może dlatego, że
              najczęściej drobiazgowo analizujesz pojedyncze kwestie tracąc przy tym ogląd
              całości (w wielu odpowiedziach, których mnie i innym udzieliłaś to właśnie
              dostrzegam). Skoro już na narzędzia poznawcze się powołujesz - zapytam, po co
              analizuje się szczegóły? Czy nie po to, żeby poznać całość? A ja mam wrażenie,
              że analizujesz szczegóły wyrywkowo, najczęściej pod wpływem emocji wybierając
              te, które Cię najmocniej poruszyły, czy to z powodu odzczuć negatywnych, czy
              pozytywnych. Resztę lekceważysz, pomijasz lub wręcz negujesz. Nie wiem, co
              konstruktywnego może z tego wynikać. I jak to się ma do logiki?
              • Gość: ania Re: Do Bony IP: 157.25.122.* 20.09.01, 14:33
                Bona
                a moze warto już dać Jej spokój z tymi wszystkimi fachowymi radami i
                psychoanalizami ?
                jb pisała by dostać odpowiedź od eksperta - dostała, jeśli w ogóle mogę to
                napisać, dajmy Jej spokój, nie prowokujmy nowych tematów, po co się obrażać i
                emocjonować?

                większość z nas chciała Jej pomóc, gdy Pan Doktor milczał, teraz przemówił, czy
                my naprawdę mamy coś więcej mądrego do powiedzenia?

                pozdrawiam Cię
                ania
                • jamorzeszek Re: Do Bony, do Ani 20.09.01, 14:51
                  To Orzeszek, tylko jestem tak zalogowana. Obie macie racje na 100%. Wszystko
                  juz zostalo powiedziane po 10 razy, wiecej to grafomania. Pozdrawiam i licze,
                  ze spotkamy sie na innych watkach
                • Gość: Bona Re: Do Bony IP: *.zgora.dialog.net.pl 20.09.01, 15:39
                  Słusznie. Pzrd!
                  • Gość: ania Re: Do Bony IP: 157.25.122.* 20.09.01, 16:22
                    pozdrawiam!
                    do miłych spotkań!
                    bo mam nadzieję że jeszcze kiedyś będzie okazja na rozmowę
                    ania
                    • Gość: jb Re: Do Ani, Bony i Orzeszka IP: *.nuph.us.edu.pl 21.09.01, 10:43
                      Wszystko fajnie, wszystko pieknie tylko ciagle mnie
                      nie rozumiecie.
                      Wiec sprobuje z innej beczki, panie ekspertki!
                      Podajcie mi definicje nastepujacych terminow uzytych
                      przez
                      pana doktora:

                      1) trening emocjonalny w relacji z ojcem
                      2) prawidlowe wzorce relacji miedzy plciami
                      3) zaburzenia identyfikacji w roli meskiej
                      z osobowoscia nieprawidlowa
                      4) kastracja psychiczna.

                      Niewiele rozumiem z tych sformulowan i nie dam sie
                      zbyc gadaniem, ze nikt mi bardziej fachowo nie odpowie
                      i ze
                      mi to do niczego nie jest potrzebne. Tylko bez
                      jakiegos
                      nalkowego belkotu - chce definicji zrozumialej dla
                      dziecka
                      w przedszkolu. A poza tym czuje, ze na tym forum nie
                      znajde partnera do dyskusji na poziomie ktory mi
                      odpowiada
                      - brakuje tu pasji odkrywczej, checi dokopania sie do
                      nagiej prawdy, rozlozenia ludzkiej natury na czynniki
                      pierwsze. Najwyrazniej pomylilam sie sadzac, ze ktos
                      tu jest zainteresowany "naukowym" podejsciem do
                      mojego problemu, odkrywaniem i badaniem przyczyn
                      takiego stanu rzeczy. A dla mnie moj osobisty problem
                      jest tak samo dobrym obiektem do naukowych rozwazan,
                      czynienia spostrzezen i obserwacji jak rozklad
                      szpakow
                      na drutach telefonicznych. Jesli dobrze rozumiem
                      - nikt tu nie chce wiecej rozwazac i wglebiac sie
                      w zawilosci ludzkiej natury. Ale zawsze mozna o
                      problemach
                      natury egzystencjalnej pogadac do lustra, chociaz
                      ekspertem tez nie jest.
                      W kazdym badz razie - dziekuje za uwage i ogromna
                      chec do dyskusji.
                      • Gość: ania Re: Do jb IP: 157.25.122.* 21.09.01, 11:12
                        Gość portalu: jb napisał(a):

                        > Wszystko fajnie, wszystko pieknie tylko ciagle mnie
                        > nie rozumiecie.
                        > Wiec sprobuje z innej beczki, panie ekspertki!

                        Asiu!
                        napisałam Ci już kiedyś-nie tutaj-że nie jestem ekspertką...
                        i widać to, bo obraziłam Cię choć nie miałam takiego zamiaru...
                        nigdy
                        nie umiem Cię nawet przeprosić bo nie wiem za co, pewnie za to że nie poczułaś
                        się zrozumiana?

                        > Podajcie mi definicje nastepujacych terminow uzytych
                        > przez
                        > pana doktora:
                        > 1) trening emocjonalny w relacji z ojcem
                        > 2) prawidlowe wzorce relacji miedzy plciami
                        > 3) zaburzenia identyfikacji w roli meskiej
                        > z osobowoscia nieprawidlowa
                        > 4) kastracja psychiczna.
                        > Niewiele rozumiem z tych sformulowan i nie dam sie
                        > zbyc gadaniem, ze nikt mi bardziej fachowo nie odpowie
                        > i ze mi to do niczego nie jest potrzebne. Tylko bez
                        > jakiegos nalkowego belkotu - chce definicji zrozumialej dla
                        > dziecka w przedszkolu.

                        ja Ci nie udzielę takich odpowiedzi, bo ich nie znam
                        może psycholog mógłby pomóc, namawiałam Cię do skierowania tam swoich kroków,
                        wyjaśnienie wszystkiego wymaga przecież długiej terapii, to chyba nie jest jak z
                        bolącym zębem-wyrywasz i po bólu... zraniona dusza wymaga długich rozmów, wejścia
                        głęboko w siebie... tak myślę
                        każde słowa Bony czy Orzeszka odbierałaś bardzo do siebie, czułam że cię bolą -
                        okazało się że moje rownież
                        pisząc o zakończeniu dyskusji chciałam żebyś nie musiała niepotrzebnie cierpieć
                        niezrozumienia!
                        ale muszę przyznać tu na forum, że było to niepotrzebne - jeśli Ty potrzebujesz
                        dalszej rozmowy tu na forum to Twoje prawo tu być, wierzę że znajdziesz osoby
                        które Ci pomogą

                        > A poza tym czuje, ze na tym forum nie znajde partnera do dyskusji na poziomie
                        ktory mi odpowiada

                        przykro mi się zrobiło gdy to przeczytałam... naprawdę przykro

                        > - brakuje tu pasji odkrywczej, checi dokopania sie do
                        > nagiej prawdy, rozlozenia ludzkiej natury na czynniki
                        > pierwsze. Najwyrazniej pomylilam sie sadzac, ze ktos
                        > tu jest zainteresowany "naukowym" podejsciem do
                        > mojego problemu, odkrywaniem i badaniem przyczyn
                        > takiego stanu rzeczy. A dla mnie moj osobisty problem

                        ja osobiście /nie wiem jak inni?/ podeszłam do Ciebie Asiu nie naukowo! podeszłam
                        jak przyjaciel do człowieka
                        nie chciałam nic odkrywać, chciałam pomóc Ci żebyś to Ty coś odkryła w sobie

                        > jest tak samo dobrym obiektem do naukowych rozwazan,
                        > czynienia spostrzezen i obserwacji jak rozklad
                        > szpakow na drutach telefonicznych. Jesli dobrze rozumiem
                        > - nikt tu nie chce wiecej rozwazac i wglebiac sie
                        > w zawilosci ludzkiej natury. Ale zawsze mozna o
                        > problemach natury egzystencjalnej pogadac do lustra, chociaz
                        > ekspertem tez nie jest.

                        co do lustra... nadal masz mój adres, możesz napisać, chyba że już wcześniej ja
                        napisałam coś co Cię bardzo do mnie zniechęciło

                        > W kazdym badz razie - dziekuje za uwage i ogromna
                        > chec do dyskusji.

                        ja żałuję że nie dałaś mi szansy żeby lepiej się poznać
                        bardzo Cię polubiłam Asiu
                        ania
                        • Gość: jb Re: Do Ani IP: *.nuph.us.edu.pl 21.09.01, 11:31
                          Ogladalas "Odmienne stany swiadomosci" - duze wrazenie
                          zrobila na mnie postac glownego bohatera - nie dlatego,
                          ze jestem do niego w duzym stopniu podobna, ale
                          dlatego,
                          ze gotow byl poswiecic wszystko, zeby znalezc
                          "pierwotna
                          jazn", zeby udowodnic swoje teorie i omal nie
                          skonczylo sie
                          to dla niego tragicznie. I co ja zrobie, ze
                          naukowcy to w wiekszosci wariaci? Przeciez jestem
                          jedna z nich - tych
                          wiecznie glodnych, nienasyconych, ktorych nie
                          pocieszy
                          na dlugo zaden nowy wzor, regulka, odkrycie?
                          Co zrobic jesli dochodzac do pewnego poziomu wiedzy
                          czlowiek chce wiedziec coraz wiecej, coraz bardziej
                          szczegolowo - to jest jak fala, ktora porywa umysl,
                          ktora
                          niesie na spotkanie nowych swiatow. Swiatow, ktorych
                          z wyjatkiem paru pasjonatow z roznych uniwersytetow
                          nikt nie chce odkrywac. I dlatego ja, samotny
                          pasjonat
                          z uniwersytetu przepraszam tych wszystkich ktorych nie
                          moge na tym forum zrozumiec i ktorzy ciagle i natretnie
                          usiluja mi pomagac i rozwiazywac moje problemy podczas
                          gdy ja chce dyskutowac ... I niewazne o czym - po
                          prostu
                          sie nie dogadalismy.
                          • a-ania Re: Do jb 21.09.01, 11:38
                            filmu nie oglądałam

                            ale z jednym co napisałaś nie mogę się zgodzić!
                            nie zaczynałaś tej dyskusji pisząc że chcesz podyskutować!
                            chciałaś pomocy w zrozumieniu czegoś, kogoś

                            ja już rozumiem że nie chcesz ode mnie żadnej pomocy, nie chcesz ze mną
                            rozmawiać, zrozumiałam to już chcwilę temu kiedy kilka moich maili do Ciebie
                            pozostało bez odpowiedzi

                            jestem jednak przekonana że znajdziesz tu wielu fajnych, wrażliwych ludzi do
                            pogadania
                            ja znalazłam
                            ania
                            • Gość: jb Re: Do Ani IP: *.nuph.us.edu.pl 21.09.01, 12:46
                              Przed chwila wyslalam ci az dwa maile i nie mow tylko,
                              ze do
                              ciebie nie doszly!!! Tego, kto tu komu nie odpisuje
                              nie zamierzam
                              dyskutowac na forum publicznym!
                              • Gość: Maur Re: Do Ani IP: *.chello.pl 21.09.01, 13:02
                                Gość portalu: jb napisał(a):

                                > Przed chwila wyslalam ci az dwa maile i nie mow tylko,
                                > ze do
                                > ciebie nie doszly!!! Tego, kto tu komu nie odpisuje
                                > nie zamierzam
                                > dyskutowac na forum publicznym!

                                JB, mam pytanie, czy skorzystasz z rady dr Depko, i pojdziesz na terapie?
                                • Gość: orzeszek Re: do jb IP: *.gazeta.pl 21.09.01, 13:12
                                  w kwestii formalnej: na tym forum funkcjonuje osoba (ma swoj watek) podpisujaca
                                  sie JB. Rzeczywiscie, jest to mezczyzna i szczerze watpie, ze swoj nick
                                  wymyslil w oparciu o Twoj. Pozdrawiam
                                  • Gość: jb Re: do orzeszka IP: *.nuph.us.edu.pl 21.09.01, 13:20
                                    A o tym to nie wiedzialam - myslalam, ze ktos sobie
                                    jaja robi
                                    - przepraszam za brzydkie wyrazenie.
                                • Gość: jb Re: Do Maura IP: *.nuph.us.edu.pl 21.09.01, 13:13
                                  Jesli jeszcze ktos sie o to zapyta - to ja chyba nie
                                  wytrzymam!
                                  Przeciez zanim jeszcze pan Depko odpowiedzial -
                                  pisalam, i to chyba ze dwa czy trzy razy, ze pojde.
                                  No tak, ale to bylo w tych watkach w ktorych zaczelam
                                  opisywac swoja historie, wiec moze ich dokladnie
                                  nie sledziles i tym sobie tlumacze to pytanie.
                                  • Gość: Maur Re: Do Maura IP: *.chello.pl 21.09.01, 13:17
                                    Gość portalu: jb napisał(a):

                                    > Jesli jeszcze ktos sie o to zapyta - to ja chyba nie
                                    > wytrzymam!
                                    > Przeciez zanim jeszcze pan Depko odpowiedzial -
                                    > pisalam, i to chyba ze dwa czy trzy razy, ze pojde.
                                    > No tak, ale to bylo w tych watkach w ktorych zaczelam
                                    > opisywac swoja historie, wiec moze ich dokladnie
                                    > nie sledziles i tym sobie tlumacze to pytanie.

                                    Ups, przepraszam, masz racje, nie czytalem calego oryginalnego watku, troche
                                    przerazila mnie jego wielkosc :o

                                    No to trzymam kciuki :)

                                    Maur
                                    • Gość: jb Re: Do Maura IP: *.nuph.us.edu.pl 21.09.01, 13:22
                                      Tak myslalam, bo inaczej bys nie pytal. Ale troche to
                                      meczace
                                      jak ludzie zadaja w kolko to samo pytanie.
                                      • Gość: Gucha Atrakcyjność i znalezienie właściwego partnera. IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 09.10.01, 11:46
                                        O Twoich problemach dyskutowali już wszyscy, ja chciałabym pogadać o tym, o co
                                        pytałaś w jednej wypowiedzi. Pytałaś, jak znaleźdź tego włąściwego mężczyznę i
                                        czy Ty, jako niewysoka kobieta o figurze pływaczki (judoki ;-) ) możesz być dla
                                        kogoś atrakcyjna.
                                        Mam podobne podejście do życia, jak Ty - lubię znać mechanizmy kierujące
                                        zachowaniem ludzi i zwierząt, dlatego staram się dużo obserwować, wnioskować i
                                        dyskutować. Nie wiem, czy będę dla Ciebie dobrym partnerem do dyskusji, bo
                                        ostra z Ciebie dziewczyna i często wyrażenie czyjejś opinii traktujesz jako
                                        narzucaną Ci radę, ale temat mnie zaintrygował.
                                        Otóż z moich obserwacji wynika, że kanon piękna narzucany przez media ma się
                                        nijak do gustów mężczyzn. Głośno mówią, że podoba im się Klaudia Shiffer, a ich
                                        życiowa partnerka to puszysta osóbka licząca metr pięćdziesiąt. Więc wydaje mi
                                        się, że tak naprawdę więsze znaczenia ma zapach, tembr głosu, sposób poruszania
                                        się niż ilość cm w pasie. Tym bardziej, że mężczyźni nie rozkładają kobiet na
                                        czynniki pierwsze - "łykają je w całości", więc gracja i wdzięk zdecydowaie
                                        nadrabiają ładną buzię, a ładna buzia z kaczym chodem traci. Dlatego nie
                                        powinnaś, ani Ty, ani żadna inna babka, zadawać sobie pytania, czy jestem na
                                        tyle atrakcyjna by znaleźć wartościowege partnera. Każda może być jak się
                                        trochę postara. Inna sprawa, że my, kobiety często same wpychamy się w związek
                                        z nieodpowiednim facetem, bo czekałyśmy na księcia z bajki i jak już pojawił
                                        się jakiś przystojniak, to przypisujemy mu wszystkie zalety, jakie
                                        ten "wyśniony" powinien mieć. Wtedy, jak pisał Pan Dr, nie przyjmujemy do
                                        wiedomości żadnej krytyki. "On Cię traktuje jak szmatę" - jak to, przeciez to
                                        ja nie zrobiłam obiadu - ma prawo być zły. "On jest pijakiem" - jak sobie
                                        czasem pójdzie z kolegami popić to nic się nie stanie, przeciez mężczyzna musi
                                        mieć przyjaciół. I tak w kółko. On zdradza, maltretuje psychicznie czy
                                        fizycznie, nie dba, nie kocha, a my tkwimy w takich związkach wierząc, że on
                                        się zmieni. Bo jest taki przystojny, ma taką dobrą pracę. Mężczyźni są
                                        wygodniccy i nie lubią zmian. Kobiety nie lubią zmian, bo się boją. A ja myślę,
                                        że znalezienie wartościowego faceta wymaga więcej samozaparcia i odwagi niż
                                        tkwienie w związku z byle kim (nie uważam, żeby Twój mąż był byle kim - nie
                                        obrażaj się, ale wyraźnie nie jest tym, kim chciałąbyś, by był).
                                        Wiele w moim otoczeniu jest przykładów na to, że ta teoria jest prawdziwa.
                                        Koleżanki żyły lub żyją z nieodpowiednimi facetami. Ja też żyłam z człowiekiem
                                        dla którego "ja" było najważniejsze, który był niedojrzały emocjonalnie.
                                        Wszystkie te, które zaryzykowały odejść, bo próby ratowania związku się nie
                                        powiodły lub dlatego, że miały tego po prostu dość, są teraz szczęśliwe. Tym
                                        razem naprawdę a nie w wyimaginowanej rzeczywistości.
                                        Te, które trwają przy swoich mężach - są caoraz bardziej nieszczęśliwe.

                                        Rozumiem Twoją potrzebę dotarcia do sedna, bo też czuję się winna, że o swój
                                        poprzedni związek walczyłam tylko parę lat. Wyrzuty sumienia sa coraz mniejsze,
                                        ale są. Fajnie byłoby ich nie mieć. Ale wówczas nie miałabym męża, który robi
                                        mi niemal co rano śniadanie, zmywa naczynia i pisze czasem romantyczne listy.
                                        Mamy problemy. Staramy się o nich rozmawiać. I rozwiązujemy je wspólnie.

                                        Myślę, że szansa znalezienia właściwego partnera to po kolei:
                                        - umiejętność uzmysłowienia sobie, czego tak naprawdę chcę i odpowiedzenia
                                        sobie szczerze na pytanie, czy to, czego chcę dostaję w swoim związku
                                        - odwaga zerwania związku, gdy odpowiedź będzie negatywna
                                        - otwartość na innych mężczyzn, nawet jeśli początkowo wydaje nam się, że nie
                                        są dla nas
                                        - porównywanie faceta tylko do listy swoich podstawowych wymagań,a nie do
                                        poprzednich kochanków, mężów, chłopaków (lista powinna wymienać zalety jakie
                                        powienien mieć i wady, jakich mieć nie może - pozostałe wady można polubić).

                                        Nie wiem, co o tym sądzisz i jak znalazłaś męża. Czy się zgadzasz czy nie. Ale
                                        też mam ochotę po prostu pogadać sensownie o sensownych problemach. A na
                                        szczęście teraz jestem żoną mężczyzny, za którego co rano dziękuję Bogu, bo
                                        moje małżeństwo jest ucieleśnieniem marzeń.
                                        • Gość: Monika Re: Atrakcyjność i znalezienie właściwego partnera. IP: 217.67.195.* 09.10.01, 16:28
                                          > Nie wiem, co o tym sądzisz i jak znalazłaś męża. Czy się zgadzasz czy nie. Ale
                                          > też mam ochotę po prostu pogadać sensownie o sensownych problemach. A na
                                          > szczęście teraz jestem żoną mężczyzny, za którego co rano dziękuję Bogu, bo
                                          > moje małżeństwo jest ucieleśnieniem marzeń.

                                          Gucha, piekny list. Ale nie do konca wszystko jest takie bajkowe. Moj maz byl
                                          codowny i codziennie dziekowalam Bogu, ze znalazlam taka wielka milosc w moim
                                          mezu. A dzisiej codziennie sie modle, aby moj maz mnie chociaz przytulil i
                                          pocalowal.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka