Dodaj do ulubionych

Ronie w domu...

20.12.11, 18:04
U lekarza polknelam dzis Mifegyne, pojutrze mam wziac Cytotec...
Coraz bardziej boli, tym bardziej, ze juz wczesniej zaczelam krwawic... Tak bardzo chce miec to juz za soba...!
Trzymajcie kciuki, zeby wszystko odbylo sie sprawnie...
Obserwuj wątek
    • grochalcia Re: Ronie w domu... 20.12.11, 19:17
      pewnie, że trzymamy..
      mam nadzieję, ze wesprze Cie tutaj ktoś kto przeszedł przez to samo.Ja mialam 2 zabiegi w szpitalu, więc pomóc za bardzo nie mogęsad
      mogę sobie tylko wyobrazić Twoj fizyczny ból
      Bo psychiczny-pamietam, az za dobrze...

      Mam nadzieje, ze jest przy Tobie ktoś kto Ci pomaga
    • kinga_owca Re: Ronie w domu... 20.12.11, 19:28
      Kaixa, kochana
      przykro mi bardzo
      jesli chcesz, odezwij się do mnie na gg 4141064 albo na gazetowego
      ja roniłam w domu swoją czwartą ciążę
      uważaj na siebie i nie zostawaj sama w domu! koniecznie niech ktos przy Tobie będzie!
    • justyna3003 Re: Ronie w domu... 20.12.11, 19:37
      Ja w tym roku roniłam 2 ciąże w domu, ostanio miesiąc temu.Beż żadnych leków na wywołanie, wzięlam tylko ketonal ze 2 razy przeciwbólowo i jakoś dałąm radę-najgorzej było psychicznie, no i gorzej było z tą pierwszą ciążą bo była ciut większa.Krwawnienie było niewiele obfitsze niż w czasie miesiączki i trwało 8 dni, przy drugiej ciąży-tak jak okres.
      W którym tyg.byłaś?
    • omeggi Re: Ronie w domu... 20.12.11, 19:55
      Ja roniłam w czerwcu w domu.Było to lepsze niż poprzednie szpitalne bo w szpitalu mnie zniszczyli psychicznie i nie pozwolili wziąć nic przeciwbólowego.Trzymaj się mocno bo naprawdę trudne chwile przed Tobą sad
      Najważniejsze żebyś nie była sama.Potrzebujesz opieki psychicznej i fizycznej.Uważaj na siebie i jak będzie się działo cokolwiek to dzwoń po karetkę.
      omeggi
      17.05.2008 Kijanka 8tc
      11.06.2011 Fasolka 8tc
      • kinga_owca Re: Ronie w domu... 20.12.11, 20:33
        co do opieki - to w samym momencie ronienia potrzeba opieki fizycznej
        ja roniłam trzy razy - 8tc i 6tc w szpitalu i 12 tc w domu - Kaixa pisała, ze to 11 tc - te 3-4 tygodnie róznicy to bardzo duża różnica
        ja miałam mega bóle parte i krwotok taki, że prawie zemdlałam - na szczęście byl przy mnie mąż (oboje jestesmy zaprawieniw pierwszej pomocy) jakos daliśmy rade
        ale było tak, ze jeszcze kilka minut i dzwonił by po pogotowie
        sama bym nie dała rady, zemdlałabym w ubikacji na 100% z utraty krwi (i to nie przy ronieniu dziecka tylko lozyska itp)
        dlatego piszę, zeby ktos był
        dodam, ze byłam w stałym kontakcie z ginką - wiedziałam na 100% że ciąża obumarła i wiedziałam na 100% ze nie chcę zabiegu i ronienia w szpitalu - ustaliłam, ze mogę ronić w domu
        kazała mi brać srodki przeciwbólowe (brałam apa[ ze względu na KP) i Hemorigen - to lek pomagający w krwotokach
        duzo sił
        • wolekanka Re: Ronie w domu... 20.12.11, 22:48
          Myślami jestem z Tobą.
    • kaixa Re: Ronie w domu... 21.12.11, 00:18
      Kochane, dziekuje za cieple slowa.
      Nie wiem, czy to mozliwe, ale wydaje mi sie, ze u mnie juz po wszystkim.
      Zaraz po tym, jak tu pisalam, dostalam silnych skurczy (wlasciwie byl to jeden niekonczacy sie skurcz - cos miedzy bardzo bolesna miesiaczka a porodowym). Pomyslalam, ze to za wczesnie (ten Mifegyne mial tylko przygotowac teren dla Cytotecu), wiec wzielam tylko Nurofen, no i jakis czas potem przestalo tak bardzo bolec. Ale jak jakies pol godziny pozniej poszlam na siusiu, to ku mojemu najwiekszemu zaskoczeniu urodzilam... zupelnie bez wysilku wypadlo ze mnie kilka fragmentow... nawet nie wiem, co to bylo i czy bylo to wszystko, bo mam tak zbudowana toalete, ze wszystko zaraz znika. Moze to i lepiej, sama nie wiem, choc z drugiej strony dobrze byloby wiedziec, czy poronienie bylo calkowite, czy mam sie spodziewac dalszej czesci. Lekarz zalecil mi, zebym wziela 2 tabletki Cytotecu we czwartek rano, ale uscislil, ze jesli zaczne miec skurcze wczesniej (chodzilo mu np. o jutro wieczorem - dzisiaj mialo sie jeszcze nic nie dziac), to mam wziac tylko jedna tabletke "na rozkrecenie procesu", wiec zaraz po wyjsciu z toalety polknelam te tabletke, ale skurcze jak ustaly, tak juz nie wrocily... I teraz nie wiem, co mam robic, moze wezme jeszcze 2 tabletki jutro rano, bo strasznie bym nie chciala, zeby na kontroli okazalo sie, ze poronienie nie bylo calkowite i ze jednak musze miec zabieg...
      Co do wsparcia, to bylam raczej sama, bo maz musial zabawiac tesciow, ktorzy przyjechali kilka dni temu na Swieta i ktorym mielismy oglosic nowine o ciazy w Wigilie sad Mowie Wam, jak ciezko jest tracic ciaze, kiedy czlowiek nie chce dac nic po sobie poznac i nawet nie moze sobie swobodnie poplakac sad
      Zycze sobie i Wam, zeby to juz nigdy wiecej nas nie spotkalo!
      Przytulam!
      • stykrotka Re: Ronie w domu... 21.12.11, 08:05
        No ja roniłam w szpitalu.
        Ale tak czytam co piszesz: cytotek doustnie? trochę mnie to zdziwiło, bo wszędzie piszą, że to dopochwowo.. ja też tak miałam.

        Współczuję, że musisz ukrywać ale z drugiej strony nie bardzo rozumiem dlaczego to robisz i twój mąż.. To takie ludzkie i dobrze mieć wsparcie i współczucie najbliższych. Ja bym nie potrafiła udawać, ale ja to prawie nic nie potrafię udawać.
        No, ale nie wiem jakich masz teściów i jakie relacje z nimi

        Co do samego poronienia. Chyba powinnaś mieć silne krwawienie przy tym a to czy wszystko z Ciebie wyleciało dowiesz się jak zrobisz po jakimś czasie beta hcg.
        Jak mnie przyjmowali do szpitala to pytali czy chcę czekać na samoistne poronienie uprzedzając, że jest ryzyko infekcji. Dlatego zdecydowałam się na szpital i tabletki.
        Mi nie pomogły nawet 4 tabletki - tak mnie się ta ciąża trzymała. Miałam zabieg.

        Ja na twoim miejscu poszłabym dzisiaj do szpitala - mają obowiązek cię przyjąć. Jak pójdziesz dzisiaj to do świąt wyjdziesz.. albo od razu ci powiedzą.
        Nie ryzykowałabym ronienia w domu z troski o przyszłe ciąże i żeby wszystko było w środku w porządku. Do tego przecież po takim ronieniu w szpitalu pobierają tkankę do badania histopatologicznego - bardzo ważnego. Nie wiem jak to jest bez zabiegu z pobieraniem takiej tkanki.

        Trzymaj się cieplutko i mocno przytulam. Daj sobie upust żalu, bo potem będzie ci gorzej. Tłumienie emocji jest bardzo niezdrowe - również fizycznie dla ciała.
      • kasiap-pl Re: kaixa 21.12.11, 10:24

        Kochana wiem co czujesz ja ciąże którą poroniłam samoistnie w domu w lipcu przeżyłam tak jak ty opisujesz z tym ze krwawiłam chyba z 10 dni i bolało mnie bardzo dośc długo , aj dziś jestem już po zabiegu co też jest koszmarem wiec trzymam kcuiki za Ciebie i jak co to pisz do mnie kasie muszą sie wspierać też chciałam powiedzieć o ciaży w wigilie koszmar
    • kinga_owca Re: Ronie w domu... 21.12.11, 10:05
      wiesz co, ekspertem to ja nie jestem, ale przy tak dużej ciązy oprócz dziecka trzeba wydalic lożysko
      u mnie wszystko trwało od godz 16 aż do 2 w nocy
      jestes w kontakcie z lekarzem swoim? ja po ustaniu krwawienia poszłam do ginki na usg, potem jeszcze za kilka dni powtarzałam, żeby miec pewnosc, ze się wszystko oczysciło
      uważaj na siebie i nie bagatelizuj objawów jakichkolwiek
    • natalinek.j Re: Ronie w domu... 21.12.11, 10:52
      Wspólczuję tego co przechodzisz....
      Ja poroniłam w 8tc w domu..... ale nie wiedziałam, że ciąża obumarła. Po prostu wieczorem miałam jedną kropkę brązową na wkładce, rano byłam i gina nie zauważył nic złego (tylko mnie badał, nie miałam usg) dał mi leki na podtrzymanie... Godzinę później się zaczęło i właściwie w ciągu 2 godzin skończyło, ale wygląda na to że ciąża była młodsza, wyleciał cały pęcherzyk, łożyska chyba jeszcze nie było, więc dlatego tak szybko.... Po południu pojechaliśmy z M. na IP, zrobili usg, już nic nie było w środku, tylko endometrium pogrubione, powiedzieli, ze wszystko się samo oczyści do końca, dali antybiotyk i środki na skurcze na pierwsze 3 dni i do kontroli. Chodziłam jeszcze 2 razy na usg i dopiero odpuścili i powiedzieli, ze jest czysto.
      Dlatego ja na Twoim miejscu pojechałabym jednak na IP, przecież nie musisz się zgadzać, żeby tam zostać, ale chociaż zobaczą na usg jak przebiega proces....To już spora ciąża jak na ronienie bez zabiegu, więc wolałabym dmuchać na zimne.
      Natomiast wiem co czujesz jeśli chodzi o ukrywanie faktu przed teściami.... Jak ja poroniłam akurat było to 2 dni przed Wielkanocą, w Święta byliśmy u teściów. Byłam strzępkiem nerwów, zapłakana, zmęczona, z bólem fizycznym i cierpieniem wypisanym na twarzy. Ciągle pytali co się stało, a ja kłamałam że nic i przez zęby starałam się uśmiechać. Nie chciałam, żeby teściowa wiedziała......czasami lepiej nie mówić takich rzeczy zwłaszcza osobom, które kiedyś w przyszłości mogą obrócić tę informację przeciwko nam. Na pewno sprawiłaby mi wiele przykrości gdyby wiedziała, taka po prostu jest.... Dziś z perspektywy czasu wiem, że to była dobra decyzja, moze kiedyś jej powiem... może powiem co czułam kiedy w jednej i drugiej (tych udanych) ciąży ciągle opowiadała mi jak to ona poroniła 2 razy; kiedy ja leżałam na podtrzymaniu a ona zamiast pocieszyć mówiła, że poronienie też da się przeżyć.......ehhh szkoda słów.
      Trzymaj się jakoś i pamiętaj, że w tym okresie ciąży poronienie to poważna sprawa, krwotok może być silny, w każdej chwili możesz się przewrócić itp.
    • omeggi Re: Ronie w domu... 21.12.11, 11:57
      Boże jakie to wszystko jest przygnębiające sad ta postawa ludzi najbliższych,ta samotność .......jedynym wytłumaczenie jest jak dla mnie to ,że niektórzy naprawdę nie wiedzą jak się zachować i dlatego wolą milczeć.Mnie denerwowało wszystko o co pytali ...czy dobrze się czuję,czy boli bardzo,żebym nie myślała na razie o kolejnych próbach ale też za długo nie zwlekała,że dobrze ,ze teraz a nie później bo to wczesna ciąża...wszystkie te pytania mnie denerwowały ale byłam szczęśliwa ,że najbliżsi w ogóle są i rozmawiają ze mną.Jak tylko się to zmieniło (prozaiczny powód-wakacje) to wpadłam w depresję i przestałam wychodzić z domu.
      Trzymaj się ciepło i dzielnie
      omeggi
      17.05.2008 Kijanka 8tc
      11.06.2011 Fasolka 8tc
    • kaixa Re: Ronie w domu... 21.12.11, 15:56
      No wiec godzine temu lyknelam jeszcze dwie tabletki Cytotecu (za rada znajomej poloznej, ktora stwierdzila, ze na jej nos powinno byc juz w porzadku, ale ze Cytotec nie powinien w kazdym razie zaszkodzic), ale zupelnie NIC sie nie dzieje!
      Tak bardzo bym chciala, zeby to oznaczalo calkowite oczyszczenie macicy. Ja bardzo szybko rodze, poza tym przez ostatnie dni pilam litry herbaty z lisci malin, zeby dodatkowo sobie pomoc... Kontrole mam zaklepana dopiero za tydzien, jestem na antybiotyku, moze to wystarczy??
      Dziekuje Wam wszystkim za zainteresowanie i mile, pokrzepiajace slowa. To forum jest jednym z nielicznych zrodel, z ktorych w tych najgorszych w moim zyciu dniach moglam zaczerpnac troche sily...
      Sciskam Was mocno!!
      • oparta Re: Ronie w domu... 25.03.15, 21:53
        Witam nazywam się Hania i miałam ten sam problem co Ty, Zamówiłam tabletki ze strony aborcjapolska.esy.es i poroniłam w 7 tygodniu i choć przeżyłam ogromny stres to wszystko się dobrze skończyło. Dużo płakałam i strasznie przeżywałam - to był faktycznie ciężki okres, ale teraz jak na to patrze to jestem silniejsza i układam swoje życie od nowa. Gdyby ciąża dalej trwała to bym miała zmarnowane życie.
        Jeżeli, któraś z Was potrzebuje mojej pomocy to zawsze można zadzwonić 883125454. Niech każda mądrze decyduje o swoim życiu.
    • lidek0 Re: Ronie w domu... 24.12.11, 14:43
      Poronienie w szpitalu jest o tyle lepsze, że zrobią badania histopatologiczne.
      • sofi75 Re: Ronie w domu... 29.12.11, 17:11
        lidek0 napisała:

        > Poronienie w szpitalu jest o tyle lepsze, że zrobią badania histopatologiczne.

        - ktore w 99% przypadkow nic nie wykaza. Za to kobieta wyjdzie z niejedna trauma ... Jak dla mnie bomba.
        • kaixa Re: Ronie w domu... 29.12.11, 17:23
          Ja zrezygnowalam z mozliwosci badan histopatologicznych, bo lekarz powiedzial, ze najczesciej wynik polega po prostu na potwierdzeniu, ze ciaza byla, ale juz jej nie ma.
          Jestem bardzo zadowolona, ze udalo mi sie uniknac zabiegu. Wolalam, aby to stalo sie w domu. Zaluje tylko, ze lekarz nie zaproponowal mi lekow Juz na tej wizycie, na ktorej dostalam diagnkoze, przez co przez kilka dni zylam z perspektywa zabiegu... Ale tamtego dnia bylam tak skolowana, ze bez dyskusji zgodzilam sie na wszystko...
        • lidek0 Re: Ronie w domu... 29.12.11, 21:14
          U mnie wykazało, więc pisz proszę na swoim własnym przykładzie. Poza tym nawet jeżeli 1 % kobiet się czegoś dowie to i tak dużo. A Tobie jak zawsze wiedza szkodzi czy masz na nią alergię?
          • sofi75 Re: Ronie w domu... 30.12.11, 13:02
            lidek0 napisała:

            > U mnie wykazało, więc pisz proszę na swoim własnym przykładzie.
            - niby co wykazalo? Bakterie w nasieniu? To nie jest przyczyna poronien - wystarczy poczytac na temat mechanizmow, jakie natura wymyslila, aby bronic sie przed infekcjami bakteryjnymi partnera ...

            Poza tym nawet
            > jeżeli 1 % kobiet się czegoś dowie to i tak dużo. A Tobie jak zawsze wiedza szk
            > odzi czy masz na nią alergię?
            - ja stosuje zwykly rachunek prawdopodobienstwa: jesli jest 1% szans na to ze czegos sie dowiem, ale za to 50% szans ze przejscia szpitalne skoncza sie jakas trauma i w efekcie niemoznoscia (z tych lub innych powodow) zajscia w ciaze, to chyba rachunek jest prosty, nie sadzisz?

            • lidek0 Re: Ronie w domu... 31.12.11, 12:09
              Badanie histopatologiczne skłoniło lekarza do zlecenia badań mężowi. Dla mnie cenna informacja. A gdzie znajdę informację, że tylko 1% wyników histo daje jakiekolwiek informacje o przyczynie?
              • natalinek.j Re: Ronie w domu... 02.01.12, 11:08
                No widzisz.... a mojemu lekarzowi wystarczyło, że po poronieniu moje wyniki badań powychodziły w normie i to skłoniło go do propozycji przebadania męża. No ale nawet jeśli, to Twój post zabrzmiał jak atak.... to bez sensu. Kobiety po poronieniu powinny się wspierać, a nie atakować.... Ona wyraziła swoje zdanie, jeśli masz inne to je opisz, ale nie atakuj.
                W większości przypadków bad. histopatologiczne nic nie wyjaśnia.... Natomiast zabieg jest ryzykowny zawsze. Pełno w necie informacji o problemach z zajściem w ciążę po zabiegu, bo zrobiły się zrosty itd. Wiadomo, czasami nie da się tego uniknąć..... ale jeśli jest taka możliwość to ja na prawdę nie widzę powodu by decydować się na zabieg po to żeby zrobić badanie histopatologiczne.
                Nie wiem, czy były jakieś badania nad wynikami histo.... nie wiem więc ile procent wyników daje odpowiedź o przyczynie poronienia... Natomiast gołym okiem widać po wpisach kobiet na różnych forach, jak również po opiniach samych lekarzy, że zdecydowanie częściej odpowiedzi brak. Tak jak ktoś tu wcześniej napisał otrzymuje się informację, że ciąża była..... no ale to każda z nas wie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka