Dodaj do ulubionych

Moja historia

12.09.12, 10:43
Pod koniec czerwca zrobiłam test...w końcu po roku starań byłam znowu w ciąży. Cieszyłam się że w końcu nasza córeczka będzie miała rodzeństwo. Na wizycie moja ginekolog zrobiła usg i powiedziała że to 5 tydzień...zdziwiłam się, bo byłam przekonana że to już 7. Ale nie przejęłam się tym. Wyjechaliśmy na urlop nad morze był piątek. Powiedzieliśmy teściom, że będą mieli kolejnego wnuka. Ucieszyli się jak nigdy. W niedzielę wróciliśmy ze spaceru i okazało się że zaczęłam plamić. Wpadłam w panikę. Natychmiast pojechaliśmy do szpitala. Pierwszy raz w życiu bałam się pobytu w szpitalu...
Miałam to szczęście że lekarze od razu mówili jakie mamy realne szanse, że szanse na utrzymanie tak maleńkiej ciąży są prawie zerowe, ale nikt na dzień dobry nie spisał mojego dziecka na straty.
Kontrolne usg - pani doktor stwierdziła że to bardzo wczesna ciąża i szanse są niewielkie, ale spróbujemy podamy leki.
Kolejny obchód, kolejny lekarz mówi to bardzo wczesna ciąża, nie spodziewajmy się fajerwerków ale powalczymy, cuda się zdarzają.
Na lekach byłam 3 dni, po dwóch badaniach betahcg okazało się że wyniki spadają. Usłyszałam wtedy: "ta ciąża się roni" i coś czego w życiu się nie spodziewałam usłyszeć od lekarza "przykro mi".
Na kolejnym badaniu inna pani doktor również powiedziała "przykro mi jest już po wszystkim"
Miałam to szczęście, że mój pęcherzyk udało się złapać na papier toaletowy i nie spadł on do toalety. Miałam wtedy, choć niektórym może się to wydać obrzydliwe, swoje pięć minut by się pożegnać. Potem oddałam pęcherzyk do badania, choć przez jedną dziką chwilę miałam ochotę zabrać go do domu i pochować gdzieś we własnym ogródku...
Potem jeszcze trzy tygodnie spędziłam nad morzem z własną córą i siostrzeńcami i żadnych problemów nie było, dopóki miałam zajęcie nie myślałam o własnej stracie...
Koszmar zaczął się po powrocie do domu...brak koncentracji, otępienie, płaczliwość i ogólna niechęć do wszystkiego... Zdecydowałam się pójść do psychiatry. Dostałam leki i miesiąc zwolnienia...jest lepiej ale dziura w sercu jest.
Nie mogę patrzeć na kobiety w ciąży, z dumą głaszczące swoje brzuchy... boli mnie gdy widzę noworodki...Pomimo iż bardzo chcę mieć dziecko to strasznie się boję znowu być w ciąży.
Ostatnio przeczytałam o Dniu Dziecka Utraconego i o pomniku w warszawie upamiętniającym te dzieci. Dało mi to jakąś nadzieję. Świadomość, że mam gdzie zapalić świeczkę dla mojego dziecka...

Obserwuj wątek
    • mariola1315 Re: Moja historia 12.09.12, 11:18
      Rozumiem co czujesz i bardzo mi przykrosad
      Ja jak pochowałam własne dziecko, które straciłam w 14tc, to poczułam ulgę...
      Na cmentarz jeździmy co tydzień.


      19-09-2004r.Mateusz; 11-10-2006r.Łukasz
      09-02-2010r.Paweł 17-05-2012r. Julia [*]
    • iwpnka1984 Re: Moja historia 12.09.12, 11:24
      Bardzo mi przykro, ze Ty rowniez musisz przezywac ten bol... Ale dlaczego tracisz nadzieje na przyszlosc? Zazdroszcze Ci, ze juz masz coreczke. Ja nie mialam tego szczescia... 2 miesiace temu stracilam corke i syna. Wczoraj sie z nimi pozegnalam... Ale na zawsze beda w moch codziennych myslach... Mnie lekarze dali zielone swiatlo, pomimo, ze urodzilam w 21tc bliznieta. A DZIEN UTRACONEGO DZIECKA obchodzony 15.10 moze pozwolic Nam Aniolkowym Mamom na chwile ukojenia. Mieszkam w UK, ale mam zamiar z wielka czcia obchodzic ten dzien.
      Pamietaj, aby nie myslec negatywnie. Wroc do pracy, codziennych obowiazkow. To pozwoli na powrocenie do rownowagi psychicznej. Rozmowy z przyjaciolka tez sa jak najbardziej pomocne. Bol bedzie sie zmniejszal z kazda czynnoscia. Pamiec pozostanie na zawsze. A ta pamiec powinna wywolywac cieple uczucia.
      Zycze Tobie i innym Aniolkowym Mamom znalezienie iskierki nadziei i samych milych wspomnien.
      • wargusia1 Re: Moja historia 12.09.12, 23:15
        bardzo mi przykro mnie spotkało to samo tylko że końcem sierpnia - zabieg miałam 1 września było i jest ciężko ale ja po tygodniu wróciłam do pracy by nie myśleć i zająć się czymś innym.
        Musisz być silna zajmij się czymś bo to naprawdę pomaga i wierz w to że się uda.
    • migotka.s Re: Moja historia 14.09.12, 13:28
      Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty, wszystko co odczuwasz teraz jest normalne, tak samo strach przed kolejną ciążą. To sie nie zmieni - dla kobiety po poronieniu kolejna ciaza nie ejst łatwym przeżyciem.

      ja jestem obecnie w 4 ciazy po 3 poronieniach i nie mam dzieci, nie jest to łatwy okres dla mnie ale trzymam emocje na wodzy, teraz juz jestem cius spokojniejsza, ale początek był dla mnie nerwowy, choc tym razem nic sie nie działo złego.

      Życzę Ci abys przepracowała swoją żałobę, ukoiła emocje, zajęła się soba i niezależnie od tego, czy zdecydujesz sie na kolejną ciąże czy nie, abyś odzyskała spokojsmile

      ściskam
      • dagmara-k Re: Moja historia 14.09.12, 22:20
        a ja myslalam, ze jak mam juz dziecko z 4 ciazy, to piata bedzie szczesliwa. beta byla tylko 5, wiec moglabym uznac, ze nic sie nie stalo... ale boli za tamte trzy razem wziete...
    • beatrix-kiddo Re: Moja historia 17.09.12, 11:57
      Jak ja Ciebie dobrze rozumiem! Po pierwszym poronieniu też panicznie bałam się zajść znowu w ciążę. Dopiero wizyta na cmentarzu, na grobie Maleństwa (to jest wspólny grobek skremowanych szczątków dzieci po poronieniach), zapalenie tam świeczki i wypłakanie się na piersi męża pomogło, coś się odblokowało i zdecydowałam, że znów spróbujemy.
      Smutno tylko, że druga ciąża też zakończyła się poronieniem. I teraz już próbować więcej nie chcę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka