Dodaj do ulubionych

Szpitale, gdzie godnie traktuje się cierpiące Mamy

05.09.05, 19:46
Proponuje stworzyc tutaj listę szpitali przyjaznych doświaczonym Mamom,
sprawdzonym itp.
Mój typ to szpital na Kamieńskiego we Wrocławiu. I na noworodkach, i na
patologii byli wspaniali ludzie. Z własnego doświadczenia wiem, ze tam -
trzeba wybłagać i wypłakać ale- oddadzą ciałko dziecka, pozwolą się pożegnać,
zobaczyć.
Obserwuj wątek
    • karina66 Re: Szpitale, gdzie godnie traktuje się cierpiące 05.09.05, 23:20
      Ja polecam szpital św.Zofii w W-wie.W kwietniu zgłosiłam sie tam bo przestałam
      czuc ruchy dziecka(40tc)Okazało się że Oliwka nie żyje.Lekarze byli
      cudowni,położne rownież.Dostałam osobną porodówke,znieczulenie zewnątrz
      oponowe.Za nic nie musiałam płacić.Po porodzie(godz.03-10)pozwolono mi zostac
      na tej pojedynczej porodówce do casu wypisu( mimo iż stadardowo zostaje się tam
      tylko 2 godz. po porodzie).Rano przyszła do mnie i męża jakaś dziewczyna i
      przyniosła nam goracej herbaty.Pozwolono mi również(na moją prosbę)wyjśc do
      domu już rano(nie znioslabym dwóch dni na poporodowej).Dostalam zastrzyki
      przeciwzakrzepowe i receptę na leki hamujące lakację.Rano odrazu przysłano do
      nas psychologa.Wszyscy byli bardzo serdeczni i wyrozumiali.Nawet sprzątaczki
      mnie pocieszały i dodawały otuchy a gdy rano szlam z mężem zobaczyć nasze
      malenstwo płakały razem z nami.
      Mimo iż w tym szpitalu przeżyłam najstraszniejsze chwile w moim życiu to
      następnym razem napewno będę rodzić właśnie w św.Zofii.Druga ciaże poroniłam w
      MSWiA i bez rozpisywania się-ODRADZAM!!!!!

      Pozdrawiam
      Karina
      Oliwka ur.-zm.20.04.2005
      Aniolek 03.07.2005
      • margonik Re: Szpitale, gdzie godnie traktuje się cierpiące 05.09.05, 23:44
        Ja również polecam św. Zofii. Mam porównanie z Madalińskiego - chyba dwa
        skrajne przypadki! Położne w św. Zofii są niesamowite. Ciepłe, pomocne,
        troskliwe.
        • margonik Re: Szpitale, gdzie godnie traktuje się cierpiące 05.09.05, 23:47
          Poza tym w św. Zofii przed łyżeczkowaniem wywoływali mi pornienie cytotekiem.
          Podobno to u nich normalna praktyka. Dzięki temu nie trzeba rozszerzać szyjki
          macicy inwazyjnie. Na Madalińskiego w ogóle na to nie patrzyli. Miałam
          całkowicie zwartą i rozszerzali mi ją na siłę, nie bacząc na to, że mogą mi ją
          uszkodzić.
    • yola66 Re: Szpitale - Warszawa 06.09.05, 16:15
      Podobne mam odczucia jak dziewczyny...
      Madalinskiego - to był chyba najgorszy koszmar w moim życiu! Zero pomocy,
      wsparcia i przyjaznego nastawienia do pacjenta. Zero informacji i rozmowy!
      Koszmar!

      Drugie pronienie i łyżeczkowanie w Damianie.... To jest szpital ze wspaniałym
      personelem i dobrym sprzętem. Rodziłąm tam swojego synka 2,5 temu i
      wielkorotnie wychwalałam ten szpital i zespól lekarzy. Terz po tegorocznym
      marcu tylko jeszcze raz mogę powiedzieć, że to wspaniali ludzie, którzy
      niesamowicie mi pomogli i otoczyli opieką w tych koszmarnych momentach....
      Teraz pól roku po pronieniu mogę tylko dodać, że obok mojego męża (który
      niezaprzeczalnie najbardziej mnie wspierał) to właśnie od lekarzy z Damiana
      dostałam i nadal dostaję największe wsparcie!
    • aagata4 szpital Św Zofii i na karowej 07.09.05, 10:21
      Szpital sw. Zofii

      nie mam najlepszych wspomniejn z tamgetego szpitala, choc i nei sa najgorsze w
      porownaniu z niktorymi z Was....

      lekarze w porzadku - wprawdzie sie strale zmieniali ale byli uprzejmi i
      cierpliwie wszysko tlumaczyli ... - nie wiele pytan zadawalam bo nawetn ie
      wiedzialam jakie ...

      nie podobala mi sei sama rejestracja posrod chichotow i smiechow...

      trzem kolejnym paniom po odpowiedzi ze nie mam dzieci nastepne brzmialo a w
      jakim wieku są? akurat w tym momencie postanowily sie zmieniac - ok ale powinni
      chociaz uszanowac to ze ja stracilam wlasnie pierwsze dziecko i jestem tym
      faktem przerazona...

      potem musialam podpisac papier ze sie zgadazm na srodek ktory moze mi rozerwac
      macice.... nie jestem pewna czy podali mi cytotek bo on jest w tabletkach
      podjezykowo a ja dostalam cos dopochwowo ... i po pierwszym poronieniu nie
      moglam dojsc do siebie - mialam problemy z cyklami , krwawilam ciagle i nie
      wiedzialam czy mam miesiaczke czy nie... - natomiast w drugim szpitalu jak
      dostalam cytotek podjezykowo to juz po pierwszej miesiaczce bylo wszysko ok ...
      caly czas sie zatanawiam czy w szpitalu sw. Zofii dostalam cytotek czy nie czy
      to bylo coś innego

      poza tym z psychologiem sie nie widzialam - a szkoda bo tego bardzo
      potrzebowalam .. nawetnie pomyslalam o tym aby sie upomniec... i nikt nie
      powiedzial mi o takiej mozliwosci...

      "cytotek" mialam podany wieczorem, w nocy - jak poprosilam pielegniarke to
      dziwila sie ze nie potrafie powiedziec czy skrzepy to płód - i z wielka
      niechecia poszła do lazienki aby samemu to zobaczyc, bylo to dla mnie
      upokarzajace ....

      ale kroplówke przeciwbolowa podaly natychmist jak poprosilam tak wiec po 20
      minutach juz bol byl znosny ...

      i zabieg mialam pod narkozą i leżalam z dziewczynami, ktore mialy rozne problemy
      ginekologiczne (nei bylo tu cieżarnych ani matek z dziećmi)...

      tak wiec moje odczucia w św Zofi sa mieszane... moze bylam troche gorzej
      obsluzona bo to byl 12 tydzien a nie 40 ? nie wiem ...

      Co do szpitalu na karowej to trudno mi powiedziec.... tam szlam juz i wiedzialam
      na co sie przygotowac i mialam liste gotowych pytan i wymagan... troche
      przeszkadzala mi anonimowosc - brak identyfokatorow tak wiec bardzo czesto nie
      wiedzialam z kim rozmawiam ... ne bylam juz przerazona i potrafilam wtedy nawet
      zartować i rozmawiac o swoich problemach z kolezabnkami w pokoju ... ciezko
      bylo dostac sei do leakrza aby zapytac co dalej bo akurat wszyscy byli mozno
      zajeci ... ale sei udało... pielegniarki niezbyt chetne do pomocy ale i nie
      odmowily - p prostu czulo sie traktowanie jak powietrze, ale bez
      zniecierpliwienia tka jak to bylo w sw Zofii ...

      lekarz ktory robil mi zabieg ... gadal sobie z pozostalymi osobami z personelu
      i jak zaczelam sie troche wtracac i zadawac pyania dotyczace siebie to zostaly
      bez odpowiedzi byla szybka decyzja "prosze na fotel bo malo czasu" i dostalam
      narkoze ... (oczywiscie wczesneij byl cytotec i bez mozliwosci poproszenia o
      srodki p-bólowe (zapytalam o to jak wzielam cytotec) - mialam swoje ale nie
      byly potrzebne )

      widoku narzedzi w obu szpitalach nie zapomne .... wg mnie chyba nei powinni
      tego pokazywac...

      tak wyglada porownianie obu szpitali


      Agata
      • margonik Re: szpital Św Zofii i na karowej 07.09.05, 20:42
        Ja miałam zupełnie inne wrażenia.

        W Izbie Przyjęć zostałam obsłużona bardzo sprawnie i z troskliwością. Zupełny
        kontrast wobec Madalińskiego.

        To o czym piszesz, to był cytotec. Mi także dawali go dopochwowo i także
        podpisywałam tą karteczkę. Ale zapytałam o co chodzi z tym rozerwaniem macicy,
        bo brzmiało to przerażająco i lekarka wytłumaczyła mi, że takie zagrożenie jest
        przy dużej ciąży - przy wczesnej nie. Wytłumaczyła mi też, że potrzebują
        takiego oświadczenia o zgodzie, bo lek nie jest zarejestrowany, ale jednak jest
        powszechnie w tym celu stosowany, a uchroni mnie to przed siłowym rozwieraniem
        szyjki i ewentualnymi późniejszymi problemami (na Madalińskiego w ogóle o tym
        nie myśleli, od razu rozszerzali na chama).

        Co do oglądania tego czegoś w łazience, położna sama mi poradziła (naprawdę z
        troską), abym do tego słoiczka w ogóle nie zaglądała i zostawiła to jej.
        Posłuchałam sie jej i starałam się tego nie widzieć.

        Ponadto nie prosiłam o środki przeciwbólowe, ale położne same mnie zachęcały,
        abym nie męczyła się nie potrzebnie. W ciągu nocy zresztą kilkukrotnie do mnie
        zaglądały, by sprawdzić, czy wszystko w porządku (a było to już po tym etapie,
        gdy co godzinę lub częściej mierzą tętno i temperaturę, bo cytotek dostałam w
        południe). Zdarzało się też, że robiąc jakieś zabiegi pogłaskały mnie np. po
        nodze. Takie niby nic, ale było widać ciepło i ogromną życzliwość. Chyba nie
        potrzebowałam rozmowy, ale właśnie takich cichych gestów.

        Żadnych narzędzi na szczeście nie widziałam. Ale prawdą jest też, że nie
        rozglądałam sie specjalnie.

        W każdym razie, o ile lekarzy u św. Zofii wspominam tak sobie (tzn. bez jakichś
        zarzutów, ale po prostu neutralnie), to położne były naprawdę wspaniałe. Jak
        anioły!
      • wuch Re: szpital Św Zofii 07.09.05, 22:22
        mam podobne odczucia do Agaty, co do szpitala sw. Zofii.

        Jesli idzie o podstawy - badania w intymnej atmosferze, obecnosc meza przy
        niektorych badaniach, lezenie na sali bez kobiet w ciazy, zabieg w znieczuleniu
        to, antybiotyk po dla wszystkich...- jest ok. Ale to tylko podstawy. Oceniam ten
        szpital na 3, w porywach na 3.5 (w przypadku poronien).

        Co bylo nie tak:
        - absolutne nieprzygotwanie personelu do pracy z pacjentka w sytuacji straty,
        dwoch lekarzy (z izby przyjec i moj prowadzacy) wiedzieli, co i jak mowic, ale
        razem bylo tego moze z 10 minut na prawie trzy dni pobytu
        - personel uciekal w milczenie (pani wie, jaka jest sytuacja? pani placze bo
        boli czy tak w ogole? - tak w ogole (kurcze blade, drugie poronienie w ciagu
        trzech miesiecy), na co polozna sie obrocila i wyszla, to po co pytala)
        - czulam sie "gorsza" pacjentka, ze mna na sali byly jeszcze dwie po operacjach
        ginekologicznych, z nimi normalnie polozne rozmawialy, zagadywaly, ode mnie
        doslownie uciekaly
        - psychologa proponuja tylko wtedy, gdy "pacjentka sobie nie radzi"
        - brak informacji w widocznym miejscu o tym, ze w ogole takowy pracuje w szpitalu
        - kartke (przed podaniem leku w celu wywolania poronienia) dostalam do
        podpisania bez slowa wyjasnienia, a tam zaczynaly sie "skutki uboczne" od:
        uszkodzenie plodu, smierc plodu... konczac na peknieciu macicy; te dwa pierwsze
        mnie zabolaly... jakby dawali mi szanse na to, ze to dziecko jeszcze zyje
        - prosilam, zeby moj maz mogl byc ze mna w czasie lyzeczkowania, do momentu
        zasniecia, potem mogl sobie pojsc - nie pozwolono
        - pytalam o pochowek (to byl koniec 11 tc) - nie podano mi prawdziwych
        informacji (komentarz lekarza: to sa tylko tkanki)
        - nie potrafilam odroznic skrzepow od tkanek czy plodu w czasie ronienia,
        polozna byla zla, jak ja wzywalam... ja sie strasznie balam, ze tam to juz jest
        moje dziecko... (nie bylo, ale tez nikt nie staral sie mnie w tym uspokoic, pomoc)
        - i na koniec, tuz przed lyzeczkowaniem uslyszalam od lekarki, gdy mowilam
        "dziecko": "no wie pani, na tym etapie ciazy to jeszcze nie dziecko", dwie
        minuty wczesniej razem ogladalysmy obraz w czasie badania USG, bylo widac
        glowke, raczki, nozki, brzuszek... jeszcze bylo widac...
        szlam korytarzem i wylam po tym zdaniu, ten korytarz sni mi sie do dzisiaj po nocach
        - ksiadz wszedl do sali i pierwsze pytanie, jakie zadal, to "czy wszystkie
        zabiegi sie udaly?", moj nie mial jak sie udac... wiem, ze obowiazuje tajemnica
        lekarska, ale moze powinien byc uprzedzony, w ktorych salach leza kobiety w
        trakcie lub po poronieniu.

        To bylo moje drugie poronienie, czyli juz wiedzialam mniej wiecej, czego sie
        spodziewac. Pierwsze - w innym szpitalu - totalna trauma.

        Kazda z nas trafila na taki a nie inny "zestaw" ludzi, dyzur, oni tez mogli miec
        lepszy lub gorszy dzien... Na podstawie jednego pobytu trudno oceniac...

        Na stronie www.poronienie.pl/po_ludzku.html sformulowalysmy "10 warunkow
        ronienia z godnoscia", na ich podstawie za jakis czas na stronie bedzie
        umieszczona ankieta dla pacjentek, moze ona da bardziej obiektywny obraz.

        Monika (wuchowa)
    • madasia Re: Szpitale, gdzie godnie traktuje się cierpiące 07.09.05, 12:05
      Bardzo dobrze, ze zostal stworzony ten watek, bo mysle, ze kazda z nas ma inne
      wyobrazenie o tym, co to znaczy szpital przyjazy cierpiacym. Ja personel w
      szpitalu nie oceniam najgorzej, byli to mili, sympatyczni lekarze, oddane
      pielegniarki. Problem jest w tym, czy to, co mowia nam, jest prawdziwe i
      zrobili wszystko, aby zminimalizowac bol ( psychiczny i fizyczny) po stracie
      dziecka . Urodzilam w 22tc synka, ale jakos nikt mi wczesniej nie zasugerowal
      wizyty psychologa( mysle, ze takiego tam nie ma). Rodzilam w znieczuleniu, wiec
      po dwoch godzinach przyszla do mnie lekarka i powiedziala, ze ochrzcila synka
      imieniem Adam ( ale jakos nikt z tych uprzejmych osob nie spytal sie mnie,
      jakie ja z mezem imie wybralam). Potem pojawil sie mily lekarz, ktory spytal
      sie mnie, czy chce pochowac dziecko, ale musze sie zdecydowac jak najszybciej i
      dostane zaswiadczenie lekarskie w celu pochowania. Mily lekarz powiedzial mi
      rowniez, ze niestety, jest niemozliwe wystawienie przez szpital innych
      dokumentow ( niezbednych do zarejestrowania w USC), bo niestety dziecko bylo za
      male(wazylo 460g). Teraz po 5 miesiacach po stracie dziecka wiem, ze nie kazdy
      mily lekarz mowi prawde.... Dokumenty niezbedne do zarejestrowania synka
      uzyskalam ze szpitala po 3 miesiacach, wiec to co mowil lekarz jest klamstwem,
      i co z tego, ze byl bardzo mily....Moze, my dziewczyny po poronieniach
      napiszmy, jak wyobrazamy sobie szpital przyjazny dla kobiet z poronieniem.
      czy istenieje w szpitalu polozniczym cos takiego zalecenia postepowania z
      kobietami po poronieniue? Czy ktoras z Was sie z takim czyms spotkala?
      • karina66 Re: Cytotek równiez dopochwowo 07.09.05, 17:28
        Aaata4-pisałaś że nie wiesz czy podali ci cytotek.Napewno tak.Ja również miałam
        podany tek lek dopochwowo.Zresztą z tego co wiem to zawsze trzeba podpisać
        zgodę na podanie tego leku.Myśle że problemy z @ nie były spowodowane tym że
        został on podany w taki właśnie sposób.Często po poronieniach występuja
        problemy,plamenia.Mam nadzieję że już się wszystko unormowalo.
        Karina
        • aagata4 Re: Cytotek równiez dopochwowo 07.09.05, 22:33
          karina.. zastanawiam się dlaczego na Karowej dostalam go podjezykowo i .. po tym
          nie bylo zadnych problemow, ne robily mi sei torbiele, po miesiacu w zasadzie
          bylo wszysko w porzadku itd... poza tym ból po tym cytoteku na karowej był duzo
          mniejszy i nawet nie potzebowalam nic znieczulajacego... bolalo troche jak
          miesiaczka ale moglam bez problemu wytrzymać... dlatego ciagle sie zastanawiam
          co to bylo za świństwo... co nie jest zarejestrowane ...



          pozdrawiam

          Agata

          • aagata4 Re: Cytotek równiez dopochwowo 07.09.05, 22:34
            a jezeli chodzi o unormowanie to mi sei unormowalo bo od 4 m-cy nie ma miesiacki
            (z powodu ciązy )

            pozdrawiam

            Agata
          • wuch Re: Cytotek równiez dopochwowo 08.09.05, 08:40
            Agata,

            to tez jest cytotec, tez dostalam na Zelaznej, tez dopochwowo. Ten lek
            rzeczywiscie nie jest zarejestrowany w dziedzinie ginekologii, stosuje sie go
            przy chorobie wrzodowej. A poniewaz jest tanszy a skutkiem wziecia jest
            rozszerzenie szyjki, to szpital asekuruje sie poprzez podpisanie przez pacjentke
            zgody na wziecie leku. To takze przez to, zeby nie byc posadzonym o wykonanie
            nielegalnej aborcji. Podobno wszyscy go stosuja. Niekiedy pacjentka w ogole nie
            jest informowana, jaki lek dostaje.
            A na margienesie: na karcie wypisu mam napisane "farmakologiczna indukcja
            poronienia", bez podania nazwy, inne leki jak najbardziej sa wymienione, w
            innych szpitalach wiem, ze wpisuja.

            Po tym poronieniu mialam piekne regularne cykle, pierwszy raz w zyciu trzy razy
            pod rzad po 28 dni.

            pozdrawiam
            Monika (wuchowa)
            • karina66 Re: Cytotek równiez dopochwowo 08.09.05, 13:42
              Mi w karcie wypisowej z Żelaznej zaznaczono że poród wywołany był cytotekiem.W
              MSWiA (gdzie poroniłam)szyjka sama się otworzyła więc nic mi nie
              podawali.Zresztą oni chyba tam nie podają takich leków bo po zabiegu lekarz
              powiedział" na szczęście szyjka była twrta i nie musieliśmy robić tego na
              śiłę).Przed zabiegiem nikt tego nie sprawdzał ż tąd wniosek że tam nie podają
              takich leków.
              Karina
      • margonik Re: Szpitale, gdzie godnie traktuje się cierpiące 07.09.05, 20:46
        Myślę, że ten "miły lekarz" nie kłamał celowo. Po prostu zmieniło się prawo w
        tym zakresie, a niestety nie każdy lekarz o tym wie.
        • wuch Re: Szpitale, gdzie godnie traktuje się cierpiące 07.09.05, 22:28
          Zmienilo sie siedem lat temu.

          Spotkalam tylko jednego lekarza, ktory o mozliwosci pochowania i zarejestrowania
          dziecka mowi otwarcie, jest nim profesor Chazan. Jestem mu ogromnie wdzieczna,
          ze w czasie pierwszego spotkania z nim, we wrzesniu zeszlego roku, o tym
          powiedzial.

          Reszta generalnie klamie w zywe oczy: wedlug mojej wiedzy "takich" dzieci nie
          mozna pochowac.

          Szpitale nie sa przygotowane do pochowku zupelnie malutkich dzieci. Na Zachodzie
          jest norma, ze rodzice maja wybor.

          Monika (wuchowa)

          ps. sorry za reklame:
          www.poronienie.pl/prawo.html
          www.poronienie.pl/lekarze_wzorce_pogrzeb.html
    • madasia Re: do Margonik 07.09.05, 21:04
      niestety, mily lekarz, o ktorym pisalam wczesniej znal prawo, tylko pewnie
      takie ma wytyczne szpitala, zeby celowo wprowadzac w blad. Prawo do uzyskania
      dokumentow umozliwiajacych pochowanie dziecka bez wzgledu na wiek ciazy, ciezar
      ciala dziecka jest, tylko szpitale z sobie znanych powodow go nie respektuja.
      co wiecej, to ze ja wywalczylam te dokumenty, nie spowodowalo zmiany w
      postepowaniu w kobietami po poronieniu. Od znajomej pracujacej w szpitalu wiem,
      ze caly czas dzieje sie po staremu...
    • itrip Re: szpital Bródnowski 11.09.05, 22:25
      Ja miałam zabieg w Szpitalu Bródnowskim w W-wie, i nie mam żadnych złych
      wspomnień jeśli chodzi o personel, raczej miałam wrażenie, że nie za bardzo
      wiedzą co mają powiedzieć (czy ich w ogóle szkoli jakiś psycholog?), spłakałam
      się strasznie tuż przed samym zabiegiem i anestezjolog starał się jakoś mnie
      pocieszyć, ale miałam wrażenie, że czuł się zupełnie bezradny. Nie leżałam na
      oddziale z ciężarnymi, pielęgniarki były ok, na zawołaniem podały środki
      przeciwbólowe po zabiegu, jedna z ofiarnością szukała przez pól dnia moich
      klapek, które zostały na sali zabiegowej.
    • kasiczek23 Re: Szpitale, gdzie godnie traktuje się cierpiące 07.10.05, 14:48
      Madalińskiego- nigdy w życiu! Przyjęli mnie bez słowa, nikt się mnie ani razu
      nie zapytał jak się czuje przed i po zabiegu, wypisali bez słowa, bez żadnych
      zaleceń
    • linkaa3 NIGDY IMID 08.10.05, 20:14
      To byl koszmar. Jedynym swiatelkiem bylo zachowanie lekarki i anestezjolozki.
      Przy indukcji porodu tez mi podano cytotek, ale cisnienia i temp nikt mi
      sprawdzal - ot lezalam na patologii nieswiadoma niczego.
    • 89mika Re: Szpitale, gdzie godnie traktuje się cierpiące 10.10.05, 16:55
      w krakowie szpital Ujastek, spokojnie, ze zrozumieniem i szacunkiem, gdy
      przygotowywano mnie do zabiegu pilęgniarki ze wspólczuciem pytały się która to
      ciąża i pocieszały że nastepnym razem będzie dobrze, potem komfortowy
      pokój,opieka personelu na najwyższym poziomie i dostepność lekarzy, wyszłam
      tego samego dnia po zabiegu , nastepnym razem chciałabym stamtąd wyjść z
      maleństwem w ramionach
      • yasmine84 Re: Szpitale, gdzie godnie traktuje się cierpiące 03.12.13, 22:38
        Dziewczynki! Z całego serca polecam wam szpital na Karowej. W tej całej tragicznej sytuacji to w jaki sposób zostałam tam potraktowana było bardzo pocieszające. Warunki są komfortowe, sale bardzo higieniczne, kobiety roniące umieszczają tylko z pacjentkami do zabiegów ginekologicznych, nie z kobietami ciężarnymi/rodzącymi. Cały personel wyglądał jakby był znakomicie przeszkolony co do tego co robić i jak się zachowywać w takich sytuacjach. Już począwszy od pierwszego badania (tego ze złymi wieściami) na Izbie Przyjęć, cały czas byłam traktowana z szacunkiem i godnością (dla porównania moja wizyta we wczesnej ciąży na Banacha i potraktowanie przez Izbę Przyjęć to był koszmar). Żadnych głupich pytań czy głupich sugestii. Po podaniu cytoteku bardzo bardzo cierpiałam (jak nigdy w życiu) ale położne były bardzo cierpliwe i pomocne. Lekarz bardzo rzeczowy i jak mówił to miał coś takiego że się od razu uspokajałam, bo był bardzo rozsądny. Następnego dnia miałam umówione już spotkanie z cudowną szpitalną panią psycholog która pomogła mi się trochę oczyścić psychicznie. Sam zabieg czyszczenia trwał kilka minut ale był pod narkozą i po zabiegu już nic mnie nie bolało. Zdecydowanie najlepszy szpital do jakiego w życiu trafiłam!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka