ewakarau
25.10.05, 18:15
Czytam i czytam wasze historie są naprawde smutne. Chciała bym podzielić sie
z wami moim przeżyciem, które wciąż żyje we mnie mimo upływającego czasu.
Gdy dowiedzałam sie że będe miała dziecko bardzo się cieszyłam i odrazu
podzieliłam sie wiadomością z moją koleżanką z pracy Julitą. Okazało się że
ona też oczekuje dziecka i ma termin porodu 2 tyg wcześniej niż ja. Niestety
moja ciąża okazała sie ciążą pozamaciczną. Jeśli ktoś kiedyś to przeżył wie
co to znaczy. Zawod, strach, NADZIEJA że może jednak to nie to. Operacja i
brak wiary we wszystko na świecie. Długo dochodziłam do zdrowia a potem
wróciłam do pracy i chciałam o wszystkim zapomnieć. Niestety nie mogłam, nie
pozwalała mi na to blizna na brzuchu i moja koleżanka z rosnącym brzuchem.
Mijał czas żadko sie z nią spotykałam i czułam pustke w sobie. 14
października dostałam rano telefon od męża Julity ze jadą na porodówke. Kilka
godzin puźniej urodziła się Aniela. Dzwoniłam, Kłamałam mówiłam ciesze sie.
Julita sama przywiozła mi swoje dziecko 1 listopada, bo ja wciąż nie mogłam
zdobyć sie na odwage aby ją odwiedzić. Dała mi ją na ręce i powiedzała zobacz
to moja córka a ja płakałam. Płakałam jeszcze długo po każdej wizycie u
Julity i zabawie z małą męczyłam męża pytaniami bez odpowiedzi. Ale czas
leczy rany uwieżcie. Dziś już płacze żadko choć pamiętam zawsze. Kilka dni
temu patrzyłam jak Aniela zdmuchuje 2 świeczki na torcie. Teraz znowu czekam
na dziecko, to już szusty miesiąc. Julita też będzie miała potomka a le tym
razem to ja pierwsza urodze. Pozdrawiam wszystkich i nie zarzucajcie nadziei
bo marzenia się spełniają.